niedziela, 22 czerwca 2014

Wino w Grupie D.

W grupie D Włosi oberwali od Kostarykańczyków, no ale jak na razie od nich dostali w bęcki wszyscy. Drużyna z Włoch gra nierówno, raz zachwyca, innym razem zupełnie rozczarowuje. Biedronkowa Vernaccia di San Gimignano (Sensi) odpowiada raczej tej słabszej (choć nadal niezłej) grze piłkarzy z Italii.


Wino ma sporo wspólnych cech ze wspomnianym we wcześniejszej notce chardonnay z Trentino, ale tu koncentracja trochę lepsza, równie wysoka kwasowość raczej predysponuje to wino do łączenia z posiłkiem, goryczkowa końcówka nieco ubogaca to wino i sprawia, że nie jest tak nudne jak to chardonnay. Można bronić to wino, ale nie ma co oddawać za nie życia. Aż tyle nie jest warte. Sądzę jednak, że oba będą świetnie nadawały się do tanich, orzeźwiających szprycerów z gazowaną wodą i lodem, czy do kulinarnych eksperymentów z owocami morza.

Lepsze momenty włoskiej drużyny kojarzyły mi się jednak z niezłym Vermentino di Gallura od producenta Giogantinu z Sardynii.


Co prawda moje winno nie należało do najmłodszych, pochodziło z rocznika 2011, a przywiozłem je z Sardynii w 2012 roku. Na szczęście kwas dobrze to wino zakonserwował i utrzymał je przy życiu. Dojrzało w dobrym stylu czarując nos nutami ananasa i miodu, podobnie było w ustach. Miałem nawet wrażenie, że i za rok to wino dobrze by sobie poradziło, choć brakowało mu nieco tej świeżości i rześkości charakterystycznej dla młodszych win. Tym trunkiem można się jednak delektować, podobnie jak koronkowymi akcjami Włochów na boisku. Upływu lat trudno nie dostrzec, ale klasy odmówić nie można.

-------------------------------------------------------------
Sensi, Vernaccia di San Gimignano, 2013
odmiana: vernaccia
alk.: 12,5%
cena: 17,99 zł w Biedronce (2014.06.20)
-------------------------------------------------------------
Giogantinu, Vermentino di Gallura, 2011
odmiana: vermentino
alk.: 12%
cena: kilka euro w 2012 roku na Sardynii
-------------------------------------------------------------

Wino Sensi otrzymałem od Jeronimo Martins Polska. Dziękuję!
Vermentino kupiłem na Sardynii.

piątek, 20 czerwca 2014

Mundialowe dylematy.

Brazylijski festiwal piłki nożnej trwa w najlepsze, dostarcza sporo emocji i niespodzianek, mecze drużyn z winiarskich krajów są dobrym pretekstem do otwarcia konkretnych butelek. Problem polega na tym, że ja, z dość nietypowym na przeciętnego śmiertelnika grafikiem pracy, nie jestem w stanie trafić z odpowiednią butelką w występ piłkarzy z danego kraju. Francuskie sączyłem, gdy grały inne winiarskie potęgi - Hiszpania i Chile. Nowy świat wygrał ze starym. Wczoraj Anglicy przegrali z Urugwajczykami, a ja zamiast dobrego wina musującego z Anglii, albo jakiegoś tannata z Urugwaju, popijałem włoskie chardonnay z Trentino.


Całe szczęście, że żona mi pomagała, bo wino - oględnie mówiąc - było takie sobie i wypicie całej butelki w pojedynkę mogłoby zostawić ślad nie tylko na wątrobie, ale i psychice. Nawet ona, miłośniczka chardonnay w każdej postaci, nie znalazła żadnego atutu przemawiającego na korzyść tego wina. Wino, które jest raczej wodniste, niż skoncentrowane i mocno kwaśne z wyraźnymi nutami niedojrzałych mirabelek nie zrobiło na nas dobrego wrażenia. Wyobrażam sobie, że mogłoby się lepiej sprawdzić z jakąś potrawą z kwaśnym akcentem, ale solo nie zachwycało zupełnie.

Żona uciekła w stronę Katalonii i leczyła rany musującym Freixenet Cordon Negro, ja zaś udałem się jeszcze dalej i moim balsamem na całe zło było portugalskie Boas Vinhas 2009, które zawieruszyło się pośród innych butelek.


Wino przeleżało półtora roku w zapomnieniu, ale wyciągnąłem je ostatnio na mecz Portugalczyków, kto wie czy nie ostatni podczas tego Mundialu, bo piłkarskie tuzy z Europy dostają cięgi i jakoś nie potrafią wydostać się z grupy. Jeśli Amerykanie pokonają Portugalczyków to będzie spora niespodzianka, a ja będę musiał przerzucić się na wina kalifornijskie. Ale jestem przekonany, że chardonnay z tamtego regionu przypadnie żonie do gustu znacznie bardziej, niż to z Włoch.

------------------------------------------------------
G. Leardi Chardonnay, 2013
Trentino DOC, Włochy
odmiana: 100% chardonnay
alk.: 12%
cena: 14,99 zł w Biedronce (od 20.06.2014)
------------------------------------------------------
Boas Quintas, Boas Vinhas 2009
Dão DOC, Portugalia
odmiany: touriga nacional, alfrocheiro i tinta roriz
alk.: 13%
cena: 17,99 zł w Biedronce (11.10.2012)
------------------------------------------------------

Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska. Dziękuję!

czwartek, 19 czerwca 2014

Chateau Brown 2006.


Lecąc Pilchem (pozdrawiam pana Jerzego), mogę napisać tak: powiedzieć, że to dobre, porządne wino, to nic nie powiedzieć. Problem w tym, że niewiele więcej mogę dodać, poza tym, że wypiłem je z przyjemnością, ale bez uniesień. Zupełnie tak, jakbym oglądał francuskich piłkarzy na tegorocznym Mundialu.

——————————————————————————————
Chateau Brown, 2006
Pessac-Léognan AOC, Graves, Bordeaux, Francja
odmiany: 60% cabernet sauvignon, 35% merlot, 5% petit verdot
alk.: 13%
cena: 129 zł (22.02.2011 w Winestory)
——————————————————————————————

sobota, 14 czerwca 2014

Glen Carlou Syrah 2007

Nie przepadam za piłką nożną, ale Mistrzostwa Świata staram się chłonąć całym sobą. Przez cztery lata omijam piłkę szerokim łukiem, robiąc niewielkie wyjątki dla finałów Ligi Mistrzów, wybaczcie mi zatem to, o czym Wam teraz napiszę. Zestaw drużyn jest dla mnie zawsze zaskoczeniem. Przygotowałem sobie butelkę Glen Carlou, syrah z RPA na mecz tej drużyny, a tu niespodzianka - RPA nie gra w tych finałach… Musiałem zatem sięgnąć po terminarz, żeby zobaczyć czego mógłbym się jednak napić i na szczęście aż tak źle nie będzie. Jest Francja i jest Hiszpania. Są Włochy i Australia. Są też drużyny Chile, Niemiec i Portugalii, da się przeżyć. Greckiego wina opiłem się na Rodos, brazylijskiego nie mam, ale wiem, gdzie można kupić, urugwajskiego nie będę szukał, do tej pory nie miałem najlepszych doświadczeń.  Chorwackie i argentyńskie do uzupełnienia, kalifornijskie ostatnio kupiłem, więc mecze Grupy G będą chyba najciekawsze. Czas pokaże.


No, ale coś trzeba zrobić z tym południowoafrykańskim syrah, skoro jest już naszykowane, trzeba wypić. Rocznik 2007 był w tym regionie średnio udany, wina raczej do szybkiego wypicia, trochę obawiałem się mojego wina. Tragedii nie było, nos ładny, bardzo intensywny, mocno owocowy. Usta pikantne, mocno alkoholowe i lekko kwasowe, ale brakuje już tego owocowego wypełnienia. Czyżby kolejne wino, które piję za późno? Ale gapa ze mnie.

_______________________________________________
Glen Carlou, Syrah, 2007
RPA
odmiana: 100% syrah
alk. 14,0%
cena: 89 zł (09.04.2013)
_______________________________________________

Wino kupiłem w Winestory.

PS. (2014-06-17)

Uczciwie i z ręką na sercu muszę dopisać, że wino sączyłem jeszcze przez dwa wieczory (na przemian z Chateau Brown 2006) i z każdym następnym wino poprawiało się. Być może w kolejny wieczór byłoby jeszcze lepsze (a może nie) jednak butelka 0,75 wcale nie jest taka duża i zabrakło w niej materiału do dalszych badań. W każdym razie owoc pojawił się w końcu i dobrze się zgrał z alkoholowo-kwasową strukturą wina. Było dobrze!

czwartek, 12 czerwca 2014

Wino w powiecie.

Jeszcze nie tak dawno temu wybierając się w podróż zabrałbym ze sobą własną flaszkę wina lub nawet dwie, zwłaszcza jadąc w miejsca oddalone od większych ośrodków miejskich. Sklepiki typu "Alkohole 24h" albo stacje paliw oferowały wina średniej jakości, w dodatku z mocnym odchyleniem w stronę mało szlachetnej słodyczy, na co rzadko miałem ochotę. Na szczęście nastąpiła istotna zmiana, rozbudowane sieci dyskontów sprawiły, że w tzw. "Polsce powiatowej" kupienie przyzwoitego wina nie jest żadnym problemem. Bardziej zaawansowani winomaniacy często utyskują na jakość win z dyskontów, często programowo odrzucając ich ofertę bez żadnej weryfikacji. Rzeczywiście, win wybitnych tam raczej nie znajdziecie, ale coś do wypicia (w samotności i w towarzystwie) i owszem.

Prawdę mówiąc wolę dostać od swojej mamy portugalskie wino z Biedronki, niż mołdawskie półsłodkie ze sklepu wielobranżowego. Tym razem z przyjemnością przyjąłem od niej białe Monte da Ravasqueira i wypiłem ze smakiem, tak dla ochłody (bo upały niemiłosierne) i bez specjalnych oczekiwań, bo czasem po prostu ma się ochotę na wino, którego proces spożywania niekoniecznie trzeba nazywać degustacją.


Ostatnio w hotelowym barze w Trzebnicy miałem okazję pić Masi Modello Bianco delle Venezie (importer: Centrum Wina). Dobrze, że mogłem to zrobić, choć świadomość, że przepłacam za nie przynajmniej 100% zdejmowała uśmiech z moich ust, zwłaszcza że wino to nie jest jakimś winiarskim majstersztykiem. Koledzy poszli zaś do Żabki i byli zadowoleni sącząc Jack Rabbit Sauvignon Blanc za jedną trzecią tej ceny.


Następnego dnia postanowiłem przyhamować nieco swoje ambicje i przyłączyłem się do kolegów. Zaszaleliśmy w Biedronce w Miliczu kupując wino niemal półhurtowo. W Miliczu dobrze schodzi piwo i wódka, więc w winach przebieraliśmy jak w ulęgałkach, sprawdzone butelki stoją nieruszane od dawna, nawet te najlepiej oceniane przez winiarską brać. Vallado - proszę bardzo, Greyrock - stoją pełne kartony, Montebuena - przetrzyjcie kurz, żeby zobaczyć, która to etykieta i który rocznik. Oferta bogatsza niż w dużych miastach, co zawsze mnie zadziwia, kiedy jestem w jeszcze mniejszej od Milicza miejscowości, jaką jest Dzierzgoń - województwo pomorskie, powiat sztumski, 5831 mieszkańców.

Mówcie, co chcecie, ale moim zdaniem amatorom wina w Polsce żyje się coraz lepiej. W Polsce powiatowej można się już czegoś napić.


wtorek, 10 czerwca 2014

Niemieckie rieslingi.

Kiedy w Warszawie pojawił się Joachim Binz, a Wineonline zorganizowało degustację win niemieckich, byłem przekonany, że spróbujemy win tandemu Binz+Bratt. Do tej pory żyłem w przekonaniu, że Joachim Binz jest po prostu kolejnym winiarzem próbującym znaleźć swoje miejsce w winnym światku. Oczywiście Joachim jest winiarzem i wraz ze swoim szwedzkim przyjacielem Thomasem Brattem robią wina (naprawdę niezłe), ale w świecie winnym Joachim Binz dał się poznać jako promotor wina niemieckiego, a jego firma WINECONSALE zajmuje się eksportem wysokiej klasy win do wielu krajów Europy i poza nią. Oczkiem w głowie Joachima są rieslingi i winami z tego szczepu zajęliśmy się na spotkaniu.

Joachim Binz
Wineonline, właściciel sklepów Winestory, sprzedaje wina kilku uznanych producentów znajdujących się w portfolio Joachima Binza. Są to: Schloss Vollrads, St. Urbans-Hof, Dreissigacker oraz (oczywiście) Binz+Bratt.

Samo dobro!
Nie chciałbym szczegółowo opisywać poszczególnych win, które, rzecz jasna, stylistycznie różniły się między sobą i miłośnicy rieslingów mieliby doskonały temat do dysput na temat niuansów charakterystycznych dla poszczególnych etykiet. Dla mnie ważne było to, że wszystkie te wina, bez wyjątku, były produktami najwyższej klasy. Tu nie było słabych punktów. W dodatku ceny tych win nie należą do najwyższych (jak na ich klasę) - wszystkie zawierały się przedziale 49-99 zł, przy czym większość była bliższa tej dolnej granicy.

Część win znałem, miałem okazję pić je już wcześniej, inne były dla mnie nowością, ale wszystkimi byłem szczerze urzeczony i życzę sobie wielu okazji, podczas których mógłbym się nimi cieszyć.

Wina degustowałem na koszt Wineonline. Uprzejmie dziękuję za zaproszenie.

wtorek, 3 czerwca 2014

Jak bumerang.

Zdawało mi się, że temat sauvignon blanc już (za)rzuciłem, ale ten uporczywie wraca jak bumerang. Co prawda mało który bumerang rzeczywiście wraca do miotacza, ale tak się utarło i tak właśnie się mówi. Co ciekawe, czytając o bumerangach natknąłem się na informację, że najstarszy na świecie przedmiot tego typu znaleziono w Polsce. No, nieważne, to było w 1985 roku, o różnych rzeczach wówczas mówiono, nie wszystkie były prawdziwe.


W każdym razie sauvignon blanc zagościło kolejny raz na moim stole, zarekomendowała mi je koleżanka z pracy (bo ja pracuję, z blogowania kasy nie ma), co więcej, przyniosła mi je nawet do spróbowania. Dla jasności dodam, że rozliczyliśmy się co do grosza, wina kosztowało mniej niż 30 zł (w Żabce) i tyle musiałem zwrócić koleżance, a w zasadzie jej przyjacielowi, który prowadzi sklep z płazem na szyldzie.

Wino nosi nazwę Southbank i w ciemno możecie zgadywać skąd pochodzi. Oczywiście, że z Nowej Zelandii, w dodatku z regionu najbardziej łaskawego dla sauvignon blanc, czyli z Marlborough. Dyskonty dzielnie walczą o klientów nie tylko cenami, ale i jakością produktów. Dobrze oceniane sauvignon z Biedronki (Greyrock z Hawkes Bay) atakuje Żabka i Southbank w tym starciu wcale nie musi być na straconej pozycji, choć jeśli cena ma być najważniejszym kryterium, to płaz owadem się nie pożywi.

Zostawmy jednak faunę w spokoju, dla winopijców flora powinna być istotniejsza, a spece z Southbank z winogron wytłoczyli naprawdę niezłe cytrusowo-trawiaste wino, świeże i aromatyczne. Z tymi dwoma ostatnimi określeniami nie zgadza się moja żona, ale ona nie znosi SB, więc jej zdanie w tym momencie pomińmy. Mi jednakowoż smakowało, choć trzeba też szczerze powiedzieć, że nie jest to szczyt możliwości nowozelandzkich winiarzy. Ale narzekanie w tym przypadku byłoby grzechem, a ja w piekle smażyć się nie chcę. Za dużo tam siarki.

—————————————————————————————————
Southbank Estate, Marlborough, Nowa Zelandia
Sauvignon Blanc 2013
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 12,5%
cena: 29 zł w Żabce —————————————————————————————————
Wino kupiłem w Żabce (za pomocą pośrednika).

niedziela, 25 maja 2014

Białe jest czarne, czarne jest białe.

Nie piłem ostatnio zbyt dużo wina. Umęczenie pracą, fatalny sposób odżywiania się oraz niezdrowy tryb życia sprawiły, że - najpierw z obawą, potem z radością - skupiłem się na sobie, alkohol odstawiłem w kąt. Zastanawiałem się nawet, czy nie zdurniałem do reszty sięgając po piwa bezalkoholowe, którymi dotychczas szczerze gardziłem, ale ponieważ z dnia na dzień czułem się coraz lepiej także ten dylemat porzuciłem, leży tuż obok flaszek.

Zanim to się stało spotkały mnie jednak dwie niespodzianki. Wino co do którego miałem spore oczekiwania okazało się niewypałem, a drugie, które przestawiałem z kąta w kąt, by dostać się do innych butelek, zaskoczyło mnie w sposób pozytywny, choć wcale się tego nie spodziewałem.

Białe jest czarne...
Pierwsze wino pochodziło z Chile, od bardzo dobrego producenta - Estampa, jest jego czołowym produktem i nazywa się La Cruz. Nazwa ma swoje znaczenie i swoją historię, zainteresowanym polecam stronę internetową ze szczegółowymi informacjami na ten temat. Można je też znaleźć na etykiecie wina, ale ta lektura będzie znacznie droższa, butelka w sklepie kosztuje 199 zł. Udało mi się kupić to wino jeszcze po starej cenie, choć 139 zł to też nie jest mało. Po raz pierwszy piłem próbkę tego wina podczas wizyty Bena Gordona - przedstawiciela producenta - na Chilean Wine Tour w 2012 roku. Ben z dumą mówił o winie zrobionym przez toskańskiego winiarza Attilio Pagli, a ja marzyłem, żeby wypić całą butelkę. Kupiłem ją w 2013, otworzyłem w 2014 i mam wrażenie, że się spóźniłem. Strasznie się zestarzało przez te dwa lata i to w sposób mało elegancki. Kolor nie zdradzał wieku, choć wino pochodziło z rocznika 2008, aromaty były bardzo ładne, zachęcające do picia, ale w ustach wino mocno rozczarowało. Z owocu została w zasadzie tylko jakaś słodycz zakonserwowana alkoholem, kwasowość niemal zerowa, taniny gładkie, bez dawnej zadziorności. Trudno jednoznacznie ocenić to wino mając do dyspozycji tylko jedną butelkę, która miała przecież prawo pójść własną drogą, nie ujętą na planach winiarza. Być może trafiła mi się czarna owca, ale nie zamierzam wydawać kolejnych dwóch stów, by się o tym przekonać.

... czarne jest białe.
Po takim doświadczeniu bałem się sięgnąć po wino Albali od hiszpańskiego potentata, jakim jest Félix Solis. Wino to w atrakcyjnej cenie kupiłem w supermarkecie w Elblągu, skusił mnie napis Gran Reserva i rocznik 2004. Teraz bałem się kolejnej wtopy. A tu, proszę, kolejne zaskoczenie. Żywe wino, z mocnym jeszcze garbnikami i kwasowością, których nie powstydziłoby się nawet Barolo, czy porządne Chianti Classico. Tempranillo w dobrych rękach, okazuje się być materiałem, z którego powstają długowieczne pomniki. A ten wygląda tak, jakby go dopiero postawiono. Tym razem nie czarna owca, ale biały kruk. Nie chciałbym przesadzić, ale takie wino za 32,99 zł? Sięgnąłem kolejny raz po przewodnik Hugh Johnsona w najnowszej edycji. A tam jest wymieniony tylko jeden producent z regionu Valdepeñas - Félix Solis. Może to coś wyjaśnia...

Wino Estampa LaCruz 2008 kupiłem w Winestory za 139 zł (obecnie 199 zł). Wino Albali Gran Reserva 2004 kupiłem w Kauflandzie za 32,99 zł.


sobota, 3 maja 2014

BLANCO NIEVA Sauvignon Blanc.


Jedno z ciekawszych sauvignon blanc jakie ostatnio miałem okazję próbować. Zupełnie nie spodziewałem się, że wino z Ruedy tak bardzo mnie zaskoczy. Bardzo aromatyczne wino z silnie zaznaczonymi owocami egzotycznymi i bardzo odświeżającą, zdecydowanie goryczkową końcówką, która jednoznacznie kojarzy się z grejpfrutem. 

Viñedos de Nieva - producent tego cuda jest wymieniany w przewodniku Hugh Johnsona jako jeden z najlepszych w apelacji Rueda D.O.

Wino dostałem od żony, która kupiła je w La Vinuela w Wilanowie, więc nie znam ceny, ale Wine-Searcher podpowiada, że w Hiszpanii można je dostać za 6-7 euro. W Polsce zapewne dwa razy tyle, ale wg mnie warto spróbować.

—————————————————————————————
Blanco Nieva
Sauvignon Blanc 2013
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk. 13,0%
—————————————————————————————

środa, 30 kwietnia 2014

Różowy Merlocik.

W lutym opisywałem dla Was czerwone wino chilijskie o nazwie Chilano, był to średniej jakości cabernet sauvignon - wino poprawne, ale mało emocjonujące. Taki przeciętniak. Tym razem w moim kieliszku znalazł się merlot od tego samego producenta, tyle że w wersji różowej.


Mój stosunek do win różowych znacie, poza nielicznymi musującymi, żadne nie wpasowało się w mój gust. Wiem, że różowe wina mają swoich wielbicieli i wyznawców, szczerze ich podziwiam, ja do nich nie należę, widocznie jeszcze nie dorosłem. Chilano też mnie nie wprowadziło w ten świat dojrzałych winopijców. Na szczęście nie było słodko-landrynkowe (za to mały plus), za to dziwnie metaliczne w ustach. Myślałem, że to tylko moje odczucie, ale żona, która próbowała różowe wino razem ze mną, odniosła podobne wrażenie. Przyznaję, że mimo wszystko dość szybko się z nim rozprawiliśmy, w żadnym wypadku nie blokowało szkła, takie chyba jest jego przeznaczenie - gastronomiczne wino do popicia jedzenia, a nie do rozmyślań nad losem tego świata. 

Nie było to wino wieczoru, ale chętnie zabrałbym coś takiego na działkę, kiedy rozpocznie się sezon grillowy. Nie żebym miał przekonanie, że będzie idealnym kompanem (choć może być) przypieczonych na ogniu mięs. Raczej dlatego, że gdyby nie spełniło się w tej roli, nie byłbym specjalnie rozczarowany, a przy okazji nie żałowałbym straty. I w tym sensie jest to wino idealne. 

Ciekawostką natomiast jest fakt, że wino z rocznika 2011 wciąż sprawia wrażenie całkiem świeżego. Zazwyczaj rekomenduje się wypicie wina różowego mniej więcej do roku od zabutelkowania. A tu minęło kilka lat, a wino trzyma się nieźle.  


Oprócz różowego Chilano miałem również okazję pić czerwoną mieszankę odmian merlot i shiraz. Nie będę udawał, że to wielkie wino, ale z całej trójki właśnie to ostatnie smakowało mi najbardziej. Trudno się tu do czegokolwiek przyczepić, owoc jest wyraźny, ale nie jest to bomba owocowa, kwas zapewnia winu żywotność (a jest to również rocznik 2011 zamykany zakrętką), taniny gładkie, końcówka goryczkowo-pikantna. To wino może się podobać. Nie idealnie, ale całkiem nieźle spłukuje z zębów kleistego camemberta z Normandii. Ceny tych win nie są wygórowane, wydaje się, że ich wycena jest adekwatna do jakości, czyli dość przyzwoita propozycja w popularnej kategorii „do trzech dych”.

—————————————————————————————
Chilano Merlot Rose
Vintage Collection 2011
odmiana: 100% merlot
alk.: 11,5%
cena: 24,90 zł
—————————————————————————————
Chilano Merlot-Shiraz
Vintage Collection 2011
odmiany: merlot, shiraz
alk.: 13,5%
cena: 24,90 zł
—————————————————————————————

Wina otrzymałem do degustacji z Centrum Wina. Dziękuję!

niedziela, 27 kwietnia 2014

Garofoli z bąblami.

Pamiętam czasy, kiedy głośno wyrażałem swoje opinie o kłopotach ze zrozumieniem win musujących. Dziś mnie te wina nie przerażają, piję je coraz częściej i z coraz większą radością. Może nie zgłębiłem jeszcze ich tajemnicy, ale rozwiązywanie zagadek z nimi związanych to zajęcie przyjemne i wciągające.


Guelfo Verde nie jest zagadką skomplikowaną, a takie przecież lubimy najbardziej. Proste wino musujące, zrobione metodą taką samą, jaką robi się Prosecco, tyle że powstało w Marchii, czyli tam, gdzie tworzone są wina Garofoli. Proste i bardzo smaczne, mocno cytrusowe, świeże i orzeźwiające, w sam raz na ochłodę w upalne dni, ale w dni deszczowe (piłem to wino wsłuchując się w krople deszczu rozbijające się o parapet) przypominające o gorących plażach i skąpanych w słońcu placach i tarasach włoskich miast i miasteczek. W obu przypadkach wrażenia są jak najbardziej pozytywne.

Wino to jest nowością w ofercie Kondrat Wina Wybrane - importera win Garofoli. Jeśli będziecie mieć okazję, spróbujcie koniecznie!

Ja mam nadzieję, że w wkrótce do Polski trafią inne wina musujące od tego producenta - te, które produkowane są metodą klasyczną (szampańską).

————————————————————
Guelfo Verde
Bianco Frizzante 2013
odmiany: chardonnay, trebbiano, verdicchio
Marche IGT
alk. 11,5%
cena: 32 zł
————————————————————

Wino do degustacji otrzymałem od Kondrat Wina Wybrane. Dziękuję!

sobota, 26 kwietnia 2014

L'avenir.

Przy okazji „testowania” win zrobionych z odmiany sauvignon blanc miałem okazję pić wino z połudnowo-afrykańskiej winnicy L’avenir. Byłem zaskoczony na plus. Dziś mam okazję sprawdzić czerwone wina od tego producenta.


Jako pierwsze otworzyłem wino z rocznika 2013 zrobione ze szczepu Pinotage. Szczep ten nie jest szczególnie poważany, tanie wina z supermarketów uczyniły mu wiele złego, a trzeba wiedzieć, że ambitni winiarze potrafią wyczarować z niego perełki. Niestety, perełki, jak to perełki, potrafią kosztować niemało i z tymi winami jest problem taki, jak z winami z Chile. Tanich nikt nie chce pić, drogich nikt nie chce kupować. Jak jest w tym przypadku?

Wino jest dość łagodne, z wygładzonymi taninami i nieprzesadzoną kwasowością. Jest w nim sporo owocu, ale obecna również wyraźna gumowo-asfaltowa nuta nie każdemu się musi podobać. Co prawda z czasem jej intensywność jest coraz mniejsza, owoc jest wyraźniejszy, ale wymaga to otwarcia wina jakieś 2 godziny przed degustacją. Mi te aromaty specjalnie nie wadziły, a im mniej wina pozostawało w butelce, tym większe było moje zadowolenie. Na plus zaliczam niezbyt wysoki poziom alkoholu, 12,5% nie męczy zupełnie, co przyjąłem z jeszcze większą radością. Mniej cieszy cena - 46,90 zł to wcale nie jest mało, to już przedział cenowy, w którym znajdziemy wiele ciekawych win. Nie jestem pewien, czy L’avenir Pinotage ma na tyle dużo atutów, żeby skutecznie walczyć z włoską, czy hiszpańską konkurencją. Ale kto wie?


Nieco inaczej przedstawia się sprawa z drugim winem producenta, które nazwano Stellenbosch Classic, a które jest kupażem trzech szczepów stosowanych w Bordeaux. Chodzi oczywiście o cabernet sauvignon, merlot oraz cabernet franc. To wino kosztuje dokładnie tyle samo, co poprzednie, ale wrażenia z degustacji są znacznie lepsze. Rzeczywiście można mieć skojarzenia z Bordeaux, choć równie silne jest wrażenie, że to jednak imitacja pierwowzoru. Niemniej jednak wino bardzo przyjemne, cenę łatwo zaakceptować mając pinotage w pamięci. Może podobać się soczysta owocowość tego wina, natomiast taniny i wyraźna kwasowość zachęcają do sięgnięcia po kawałek mięsa. Ja tak uczyniłem, steki minutówki zdecydowanie umiliły konsumpcję tego wina. 

-------------------------------------------------------------
L'avenir Pinotage 2013
odmiana: 100% pinotage
alk.: 12,5%
cena: 46,90 w Centrum Wina
-------------------------------------------------------------
L'avenir Stellenbosch Classic 2011
odmiany: cabernet sauvignon, merlot, cabernet franc
alk.: 14,0%
cena: 46,90 w Centrum Wina
-------------------------------------------------------------

Wina otrzymałem do degustacji z Centrum Wina. Dziękuję.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Święta biało-czerwone.

Zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że Święta Wielkanocne mam wolne od pracy (w moim przypadku to wcale nie jest takie oczywiste). Niby była okazja, żeby otworzyć jakąś lepszą butelkę, taką z kategorii „od święta”, ale jakoś nie złożyło się. Zamiast koncentrować się na winie, postanowiłem skupić się na rodzinie i lekturach, bez telewizji, bez internetu, bez facebooka, twittera czy innego jeszcze instagrama. Było fantastycznie! Uświadomiłem sobie, jak dużo czasu człowiek marnuje na głupoty.

Nie oznacza to, że nie naruszyłem zapasów wina. Wręcz przeciwnie, sięgnąłem po te z niebezpiecznej kategorii „codzienne”. No bo chyba trochę niebezpiecznie jest pić codziennie? Otworzyłem dwie butelki wina, które dostałem jakiś czas temu od Winestory - Marques de Castilla. Wcześniej już opisywałem białe wino zrobione ze szczepów sauvignon blanc i chardonnay oraz różowe ze szczepów garnacha-tempranillo. Oba były całkiem niezłe, szczególnie do drugie.

Tym razem piłem białe wino ze szczepu airén oraz czerwone, będące kupażem tempranillo, merlot i syrah.


Airén to szczep bardzo popularny w Hiszpanii, uprawiany masowo, dość powiedzieć, że jeszcze do niedawna była to odmiana nr 1 na świecie jeśli chodzi o powierzchnię nasadzeń, dopiero ostatnio straciła palmę pierwszeństwa. Wina z niej powstające uchodzą za raczej kwasowe i mało ekspresyjne jeśli chodzi o owocowość, ale powstaje z nich morze prostych, tanich win stołowych, spożywanych wraz z posiłkami. Airén to nie tylko podstawa win gastronomicznych, ale też brandy - wysokoprocentowego destylatu winnego. Stąd też pewnie bierze się tak duży udział w powierzchni upraw.

Airén sprzedawane pod marką Marques de Castilla nie zachwyca. Nie znalazłem w tym winie nic takiego, co mogłoby mnie odciągnąć od sauvignon blanc, chardonnay czy rieslinga. Kwaskowate i trochę bez wyrazu, z co najwyżej średnim owocem, jedynie dobrze schłodzone może dać ulgę w upale. Ja spróbowałem z lodem. Wiem, wiem, zdaję sobie sprawę, że to profanacja. Ale czy na pewno? Temu winu lód nie zaszkodzi, a może pomóc. 29 zł to jednak wydatek, którego wrażenia z picia (nawet z lodem) nie są w stanie zrekompensować. Chyba, że ktoś naprawdę lubi lekkie, kwasowe wino do jedzenia.


Zupełnie inaczej było z winem czerwonym. Kupaż znanych i lubianych szczepów tempranillo, syrah i merlot dał wino smaczne, aromatyczne (przeszkadzała jednak trochę budyniowa nuta), pełne owocu. Przy okazji nie za dużo tu alkoholu, ale niemało kwasowości, to wino również znakomicie nada się do obiadu, choć bez problemu można je pić solo. Cena jest podobna do airén  również 29 zł, ale w tym przypadku wydatek nie boli. Gdyby jednak udało się utrzymać dłużej cenę promocyjną (25 zł) radość byłaby zdecydowanie większa.

-------------------------------------------------
Marques de Castilla
Airén, 2013
odmiana: 100% airén
alk.: 11,5%
cena: 29 zł w Winestory
-------------------------------------------------
Marques de Castilla
Tempranillo-Syrah-Merlot
odmiany: tempranillo (70%), syrah(15%), merlot (15%)
alk.: 12,5%
cena:29 zł w Winestory
-------------------------------------------------

Wina otrzymałem do degustacji z Wineonline, właściciela sklepów Winestory. Dziękuję!

wtorek, 15 kwietnia 2014

Winne Wtorki #74.

Gabriel - twórca DoTrzechDych.pl powrócił po dłuższej nieobecności do projektu Winne Wtorki i zaproponował temat, który mnie interesował od dawna, a jednocześnie broniłem się przed nim jak inżynier Mamoń przed nowościami. "Jak może podobać mi się coś czego nie znam" - tymi słowami można pokrótce scharakteryzować jego obawy. Tematem jest wytrawne sherry.

Wkrótce Wam wyjaśnię moje wątpliwości, a tekst im poświęcony (oraz winu) będzie powstawał etapami. Trudno temat tego rodzaju sherry skwitować kilkoma zdaniami, a ja w wirze pracy nie mogę mu dziś poświęcić tyle czasu, na ile zasługuje.

15 kwietnia 2014
Etap 1 - wino w kieliszku.


Oto jest. W małym kieliszku i z małej butelki (375 ml). Tu pierwszy etap zakończę, dodam tylko, że wino miało wielce intrygujący nos.

16 kwietnia 2014
Etap 2 - aromaty, wrażenia smakowe, opinie ekspertów.

Po sherry fino trudno spodziewać się aromatów kwiatowych, czy owocowych. To nie ten typ wina. Ja wąchając Alexandro Sherry miałem dwa skojarzenia. Po pierwsze orzechy włoskie i migdały, a po drugie... whisky. Jest jakiś wspólny mianownik tych dwóch trunków, przy czym whisky wydaje się nieco słodsze, co wynika ze znacznie większej zawartości alkoholu. Sherry fino jest rzeczywiście winem ultrawytrawnym, z nieco słonym posmakiem, nie znajdziemy w nim... no właśnie, czego?

Warto w tym momencie sięgnąć do opinii eksperta, który w Magazynie Wino (październik 2013) przyznał się do swojego uzależnienia od sherry. Mowa o Andrzeju Daszkiewiczu, który opowiedział szerokiej publiczności o swojej miłości do sherry. Obiekt tej miłości jest jednak specyficzny.

"Sherry to fantastyczne wina, których nikt nie pije. Podobno trzeba do nich dorosnąć, zwłaszcza do tych prawdziwych, wytrawnych. Nie są to wina dla początkujących, zwłaszcza dziś, gdy najważniejszym pojęciem używanym w opisie win stał się 'owoc' - w sherry trudno go znaleźć, to strefa zupełnie innych aromatów."

Te słowa właśnie tłumaczą moje zaciekawienie tymi winami, ale też strach przed nimi. Prawdą jest, że nie jest to wino dla początkujących. Nie próbujcie nikogo przekonywać do wina serwując mu sherry fino. Nigdy go potem nie tknie.

Niemniej jednak wiele osób "tkwiących" w winie, potrafi je docenić, potrafi do nich lgnąć. Jeśli jesteśmy przy Magazynie Wino to polecam blogowy wpis naczelnego - Tomasza Prange-Barczyńskiego, w którym wyraził on swoją tęsknotę za tymi winami.

Agnieszka Kręglicka, dokładnie 6 lat temu, pisała na łamach Wysokich Obcasów

"Jest inne od czegokolwiek, czego można się spodziewać w butelce białego wina. Zero słodkich minek i taniego czarowania. Nie uwodzi zapachem kwiatów, owoców, egzotycznych przypraw. Lekki wygląd maskuje siłę i moc. Jest żywe, rześkie, ale dojrzałe. Nie wiem, czy to zmysłowe wrażenie, czy wyobraźnia, ale czuję słoność morskiej bryzy.

Bardzo wytrawne. Eleganckie. Stylowe. Trudne. Wciągające. Czuję nieprzepartą chęć przegryzienia zielonej oliwki, najlepiej z domowej marynaty wzmocnionej chilli i skórką cytryny."

I w tym momencie dochodzimy do istoty sherry. Można ją oczywiście popijać ot tak, dla samego smaku. Ale tak naprawdę swoją naturę pokazuje ono, gdy towarzyszą jej przekąski. Wytrawne sherry i Tapas Bary to duet, którego lepiej nie rozdzielać. Smakowanie wina i potraw, powoli, bez pośpiechu, z chwilą refleksji i w dobrym towarzystwie rozbudzi w was miłość do fino.

Ja też sięgnąłem po przekąski, ale o tym opowiem wam na trzecim etapie :)

17 kwietnia 2014
Etap 3 - Przekąski i podsumowanie.

Słowo się rzekło, czas na przekąski, jak na razie nie jestem hardcorem pijącym fino bez zagrychy. Oczywiście nie są to prawdzie tapas z andaluzyjskich barów, ale jakieś proste "podjadacze" prosto z lodówki.

Ser Raclette - miękki, lekko słonawy i dość aromatyczny obiera nieco słoności sherry uwypuklając nieco przygaszone aromaty wina.

Dojrzewająca szynka z Górnej Adygi nie jest najlepszym połączeniem, daje z wytrawnym sherry nieco metaliczny posmak.

Hiszpańskie zielone oliwki w zalewie solnej z dodatkiem kwasów: mlekowego, cytrynowego i askorbinowego (jako rzecze etykieta) dodały słodyczy winu, czyniąc je nieco łagodniejszym.

Czerwona, afrykańska papryka wiśniowa w nadzieniem z sera twarogowego, w zalewie na bazie oleju roślinnego neutralizuje goryczkę fino i czynią z wina popitkę przypominającą wodę, tyle że z procentami.

Dobrą kompozycją jest jest fino z solonymi migdałami. Z solonymi orzeszkami ziemnymi też jest nieźle, ale z migdałami lepiej.

Dość neutralnym połączeniem jest wytrawne sherry z czarnymi oliwkami, oraz z chlebem posmarowanym pasztetem z drobiowej wątróbki.

Wydaje się, że fino nieźle łączy się z potrawami słonymi i lekko kwaśnymi, tutaj szukałbym pary dla tego rodzaju wina.

No, a jak mam podsumować moje pierwsze fino?

Pierwszego dnia wypiłem tylko niewielki kieliszek i nie byłem przekonany do niego, ale następnego dnia ciekawość zwyciężyła i po chwili przestało mnie męczyć, eksperymenty z jedzeniem umiliły wieczór, który jednak skończył się dość szybko. Wszak to tylko 375 ml. Rozumiem ludzi, którzy za tym winem nie przepadają, ale zacząłem rozumieć również tych, którzy kochają sherry miłością prawdziwą i bezgraniczną.

-----------------------------------------------------------
Alexandro Sherry Fino
odmiana: 100% palomino fino
alk.: 15%
cena: 21,99 zł za pół-butelkę w Piccola Italia
-----------------------------------------------------------
Winne Wtorki #74 na podniebieniach innych blogerów:
-----------------------------------------------------------
DoTrzechDych
Nasz Świat Win
Winiacz
-----------------------------------------------------------

niedziela, 13 kwietnia 2014

Różowe Vinho Verde.

Vinho Verde nie jest dla mnie nowością, w czasie mojej niemal pięcioletniej historii tego typu wina piłem litrami, zwłaszcza latem. Ale z różowym zetknąłem się dopiero teraz, podczas prezentacji nowej oferty win w Biedronce. Oczywiście różową "zieleń" widziałem na półkach, ale przy mojej awersji do tego koloru nietrudno było je pominąć. No, ale skoro trafiło do mnie, to trzeba się z nim zmierzyć. Czytałem różne opinie na temat tego wina, bardziej lub mniej pochlebne oraz te sugerujące, że kolejny raz mamy do czynienia w Biedronce z winami bardzo nierównymi, różnymi w różnych butelkach. 


Jakie było moje? Pachniało przypieczonym tostem, w ustach lekko grzybowe, ale też z posmakiem gumy balonowej Donald, może niektórzy pamiętają ją z dzieciństwa. Nic specjalnego, ale też żadnych niemiłych niespodzianek. Gdybym pił je w takich okolicznościach przyrody...


... byłbym więcej, niż zadowolony. Ale warto postawić 9,99 zł na różowy kolor. W przypadku porażki strata będzie niewielka.

---------------------------------------------
Urbe Augusta Rose
Vinho Verde DOC
odmiany: cytuję - "tradycyjne"
alk.: 9,5%
cena: 9,99 zł 
---------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sklepów Biedronka. Dziękuję!

ps. w dniu czekolady próbowałem z... czekoladą. Z półwytrawnego stało się super wytrawne i... bardzo smaczne :)