Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tempranillo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tempranillo. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2020

Faustino V.


No dobra, dziś naprawdę krótka notka. Faustino V kupiłem podczas jesiennych Targów Wina w Leclercu, razem z kilkoma innymi winami i gdy "pochwaliłem się" zakupami na facebookowym profilu bloga, Dota z bloga On Egin Eta Topa (pozdrawiam!) stwierdziła, że to Faustino jest jednym ze słabszych produktów bodegi. Piję je pierwszy raz i niczego mu w moim mniemaniu nie brakuje. W porównaniu do raczej średniego Faustino VII, które można uważać za jedno z podstawowych win producenta (zrobione tylko z tempranillo, 6 miesięcy w beczce), Faustino V wyróżnia się na duży plus. Obok tempranillo mamy tu też mazuelo, a obie odmiany starzono w amerykańskim dębie przez co najmniej 18 miesięcy. Wyszło wino soczyste, łagodnie w piciu (szczególnie drugiego dnia), miłe dla podniebienia, z ładnym owocem i pikantną końcówką. 

Cena wydaje się dość wysoka, ja w promocji zapłaciłem za to wino 59,99 zł, a na sklepowych półkach regularna cena zbliża się raczej do poziomu 85-95 zł. Ja nie żałuję, że kupiłem. Jeśli macie jakieś doświadczenia z winami z Bodegas Faustino, dajcie znać!


wino: Bodegas Faustino, Faustino V Red Reserva, 2014
pochodzenie: Hiszpania, Rioja
odmiany: tempranillo, mazuelo
alk.: 13,5%
cena: 59,99 zł (Leclerc, październik 2020)


wtorek, 27 października 2020

Marques de Reinosa, Garnacha 2018.


Dziś, a może nie tylko dziś, bo degustację rozłożyłem na dwa dni (wieczory), biorę na warsztat wino Marques de Reinosa Garnacha Private Collection 2018. Wino pochodzi z hiszpańskiego regionu Rioja i zrobione jest, jak sugeruje etykieta, z odmiany garnacha, ale nie tylko. W składzie podobno jest 91% szczepu garnacha, a 9% tempranillo, co odczytuję z nalepki importera, gdyż na stronie producenta próżno szukać informacji o tym winie - strona w ogóle o nim nie wspomina.  Wczytując się w głębiej w nalepkę importera możemy  znaleźć informację, że wino powstało dla sklepów Piccola Italia & Mediterraneo, choć przeglądając sieć znalazłem taką etykietę w zagranicznych sklepach internetowych. Studiując dalej kontr-etykietę producenta i nalepkę importera dowiadujemy się, że wino powstało ze starych krzewów uprawianych w winnicach  Autol (siedziba producenta) i dojrzewało przez 6 miesięcy na osadzie w  beczkach z dębu francuskiego. Produkcja limitowana.

Dąb rzeczywiście odcisnął piętno na tym winie, dawno już nie czułem w nosie tak wyraźnego aromatu prażonej na maśle kukurydzy, myślałem przez moment, że to syn przygotowuje się w kuchni do oglądania jakiegoś filmu. Jak już wino sobie odetchnie to ujawnia się jego owocowa natura, z przyjemną taniną i ładną kwasowością, a wszystko to oprószone pikantną przyprawą. Pije się to naprawdę fajnie (o ile ktoś lubi taki styl wina), szczególnie na drugi dzień, kiedy aromaty odbeczkowe stracą na intensywności. Polecane do sezonowanych szynek serrano i iberico, salami chorizo, pieczonych lub grillowanych mięs czerwonych i dziczyzny, a także do tradycyjnych regionalnych flaków. Niczego takiego nie miałem na podorędziu, zadowoliłem się (winem) pijąc je solo.


wino: Marques de Reinosa, Garnacha Ptivate Collection, 2018
pochodzenie: Hiszpania, Rioja
odmiany: 91% garnacha, 9% tempranillo
alk.: 14,5%
cena: 39,99 zł (Piccola Italia, październik 2020)


środa, 12 czerwca 2019

Clos Montebuena, Selección Particular, 2016


Hiszpańskie wina Clos Montebuena są moim zdaniem jednymi z najlepszych win, jakie możecie kupić w sieci Biedronka. Staram się pić je w miarę regularnie, testować kolejne pojawiające się na półkach roczniki, szczególnie te z linii reserva, które pojawiają się rzadziej, na pewno nie w każdym roczniku, przynajmniej nie w Biedronce. Byłem święcie przekonany, że notatki z ich degustacji zamieszczałem na blogu, ale próbując je odnaleźć natknąłem się tylko na jeden wpis wspominający o Clos Montebuena Reserva 2013. Dziwne. Kolejne wzmianki znalazłem na profilu FB mojego bloga, ale jestem przekonany, że piłem te wina częściej. Dowodów jednak nie ma, trudno.

Dziś wracam zatem do rocznika najświeższego, jaki można obecnie kupić, przy czym - nie wiem dlaczego - nazwa wina zmieniła się z Reserva na Selección Particular, wzór etykiety pozostał jednak niezmieniony. Strona internetowa od dawna nieaktualizowana, koncern Araex niespecjalnie przykłada się do publikowania świeżych danych na temat swoich win, nie pozostaje mi nic innego, jak odkorkować wino i osobiście sprawdzić, co zawiera butelka.

A jest moim zdaniem całkiem nieźle. Często narzeka się na przebeczkowanie win z Riojy, ale w tym wypadku nie mogę marudzić, nuty odbeczkowe nie przeszkadzają w odbiorze tego ładnie poukładanego wina, z wyraźnie zaznaczonym owocem i przyjemną, wyraźną, lecz gładką taniną. Także alkohol „nie odstaje”, co zdarzało się w przeszłości, choć w większym stopniu dotyczyło to raczej tańszej (niebieskiej) etykiety Montebuena. Bardzo przyjemnie piło mi się to wino i wydaje mi się, że jest jednym z lepszych roczników, jakie można było kupić w Polsce.

Odgrażałem się, choć dziś już nie mam pewności, czy wyartykułowałem to na zewnątrz, czy może tylko w sobie, że kupię więcej butelek z danego rocznika i potrzymam w piwnicy na przyszłość. Do tej pory mi się nie udawało, ale dziś naprawdę mam ochotę to zrobić.


Clos Montebuena, Selección Particular, 2016
Hiszpania, Rioja Alavesa
odmiany: 100% temparnillo
alk.: 14%
cena: 29,99 zł (Biedronka)



poniedziałek, 12 listopada 2018

Tydzień tempranillo.

Ubiegły tydzień obfitował w emocje związane z 100. rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę na bardzo wielu polach. Działo się co nieco w kulturze, sporo w polityce, także w winnej blogosferze nie zabrakło polskich wątków, kto żyw otwierał polskie wino (i polskie Świętomarcińskie) i stawiał obok gęsiny (bo na św. Marcina...), wszak dwie tradycje łączyły się w całość jednego dnia. Sam nie wiem, co w tym dniu jest ważniejsze: flaga biało-czerwona, wino, czy gęś (choć Polacy nie gęsi...). Tak czy owak ja w dzień świąteczny pracowałem dla ludu zupełnie jak święty Marcin, obie ręce zajęte robotą, to flagą nie pomachałem, wina na zakładzie pić nie mogłem, a i gęsi nie miał kto przyrządzić, bo lepsza połowa na zagranicznych wojażach czas spędzała (i też służbowo). Niedziela zatem zbyt uroczysta nie była, za to kilka dni ją poprzedzających spędziłem na degustacji win hiszpańskich, co wpisało się w celebrowanie Międzynarodowego Dnia Tempranillo (8 listopada), przy czym moja zabawa trwała aż trzy dni: w wigilię święta, w święto właściwe i w poświąteczne poprawiny.

Tyle wstępu, teraz czas na wina:







Podsumowując: Coto de Imaz Gran Reserva 2010 polecam z całego serca dziś i pewnie jeszcze przez kilka lat będzie Was cieszyć; z Beronia Reserva 2013 możecie się jeszcze wstrzymać z piciem, ale można robić zapasy na przyszłość; Vega del Rio Reserva 2010 trzyma się świetnie (przynajmniej taka była moja butelka), alkohol może trochę dać się we znaki, ale dekantacja i dłuższe napowietrzanie dobrze mu zrobią, a Wam dadzą więcej radości.

poniedziałek, 30 marca 2015

Cortijo de Trifillas.

Trochę na raty, trochę sam, trochę z pomocą innych - tak przebiegała moja degustacja win Cortijo Trifillas, które od kilku tygodni można kupić w sieci Winestory. Jedno z Win już dla Was opisywałem, było to słodkie sauvignon blanc. Teraz miałem do czynienia z kilkoma winami czerwonymi, wszystkie były wytrawne.

W materiałach prasowych, które dostałem wraz z próbkami win, znalazła się krótka informacja o producencie.

"Cortijo de Trifillas to młody, dynamiczny producent, którego siedziba mieści się w prowincji Albacete, niedaleko miasteczka Lietor. Wina produkowane są pod apelacją regionalną VdT de Castilla oraz D.O. Jumilla. Oprócz winorośli, w posiadłości uprawia się oliwki, migdały, zboże, hoduje bydło oraz poluje się na dziką zwierzynę. Ambicją właścicieli jest stworzenie miejsca gdzie goście w nieskrępowany sposób mogą obcować z naturą, z jej darami w postaci produktów rolnych jak i zwierzyny dzikiej i hodowlanej, a wszystko to ma być podane w sposób wygodny i nowoczesny. Duże litery CT to skrót nazwy posiadłości w której mieści się siedziba firmy, ale jednocześnie jest to gra słów z angielskim "city", co ma nawiązywać do nowoczesności oraz sugeruje do jakich klientów kierowana jest oferta - ludzi z dużych i wielkich miast, którzy chcą znaleźć odrobinę odpoczynku od miejskiego zgiełku, czy to na miejscu, w formie agroturystyki, czy w we własnym domu popijając kieliszek wina CT."

Mam dla Was dobre wieści. Przede wszystkim taką, że trzy wina, które miałem okazję pić były naprawdę niezłe. Kolejna jest taka, że nie drenują przesadnie kieszeni, kosztują obecnie od 29 do 34 zł i odniosłem wrażenie, że są warte wydanych na nie pieniędzy. Sączyłem je z przyjemnością, choć też z pełną świadomością, że nie piję win wielkich czy spektakularnych. 


Cortijo de Trifillas Monastrell Sarah 2013 
DOP Jumilla
odmiany: 50% monastrell, 50% syrah
alk.: 14,5%
cena: 34.00 ZŁ

Jedyne wino butelkowane w ramach apelacji Jumilla, co dla mnie ma znaczenie mało istotne, ważniejsze jest to, że było smaczne, pełne owocu i niepozbawione lekkiej pikantności. 4 miesiące w beczce. Bardzo ładna etykieta, coś dla wzrokowców. Miłośnicy nieco mocniejszych win też będą zadowoleni, choć przyznaję, że alkohol nie był specjalnie wyczuwalny.


Cortijo de Trifillas Barrica Petit Verdot 2011
Vino de la Tierra de Castilla
odmiany: 100% petit verdot
alk.: 14%
cena: 34.00 ZŁ

Wino dojrzewało w beczce 6 miesięcy i tę beczkę łatwo można wyczuć, ale nie jest ona nachalna, a dodaje winu elegancji. Nie jest to też owocowa bomba. Żonie się podobało, choć nie jest ona miłośniczką win czerwonych, ale ma talent i szybko potrafi oddzielić ziarna od plew. Nie muszę dodawać, że to wino znalazło się po stronie ziaren.


Cortijo de Trifillas Tempranillo Merlot 2013
Vino de la Tierra de Castilla
odmiany: 50% tempranillo, 50% merlot
alk.: 14%
cena: 29.00 ZŁ

Najbardziej owocowe z zestawu win, który otrzymałem do spróbowania. Wino nie miało kontaktu z beczką, owoc jest dobrze wyczuwalny, pije się je bardzo dobrze. Na imprezę w gronie ludzi lubiących wina będzie naprawdę OK.

Wina otrzymałem do degustacji od Wineonline, właściciela sieci sklepów Winestory. Dziękuję!

środa, 29 października 2014

Valdehermoso.


Wino o bardzo ciemnej barwie. W nosie mieszanka kiszonej kapusty i kawy z dodatkiem wanilii. W ustach nie za dobrze. Dużo kwasu, zero owocu, posmak drewna. Alkoholu też niemało - 14,5%, ale takiego jakby ktoś zaprawił wino spirytusem. Wine Aerator czyli urządzenie do szybkiego napowietrzania wina pomaga nieco w „wyciągnięciu” owocu, ale z alkoholem sprawa jest przegrana. Moim zdaniem nie warto się męczyć. 


Po złych doświadczeniach z Valdehermoso Joven 2011 byłem przygotowany mentalnie na wylanie tego wina do zlewu. A tu niespodzianka.  Wino zupełnie inne od poprzedniego.  Daje się pić i to bez żadnej przykrości. Beczka nie przeszkadza,  alkohol nie męczy (choć go nie brakuje), z owocem też nie ma problemu. Ogólnie niezła równowaga (na tle poprzednika - wzorowa), a współczynnik pijalności na wysokim poziomie.

——————————————————————
Valdehermoso Joven 2011
odmiana: 100% tinta del país (tempranillo)
alk. 14,5%
——————————————————————
Valdehermoso Roble 2010
odmiana: 100% tinta del país (tempranillo)
alk. 14,5%
——————————————————————

Oba wina kupiłem w Lidlu (19.12.2012) za 27,99 zł (Joven 2011) i 29,99 zł (Roble 2010). 

niedziela, 25 maja 2014

Białe jest czarne, czarne jest białe.

Nie piłem ostatnio zbyt dużo wina. Umęczenie pracą, fatalny sposób odżywiania się oraz niezdrowy tryb życia sprawiły, że - najpierw z obawą, potem z radością - skupiłem się na sobie, alkohol odstawiłem w kąt. Zastanawiałem się nawet, czy nie zdurniałem do reszty sięgając po piwa bezalkoholowe, którymi dotychczas szczerze gardziłem, ale ponieważ z dnia na dzień czułem się coraz lepiej także ten dylemat porzuciłem, leży tuż obok flaszek.

Zanim to się stało spotkały mnie jednak dwie niespodzianki. Wino co do którego miałem spore oczekiwania okazało się niewypałem, a drugie, które przestawiałem z kąta w kąt, by dostać się do innych butelek, zaskoczyło mnie w sposób pozytywny, choć wcale się tego nie spodziewałem.

Białe jest czarne...
Pierwsze wino pochodziło z Chile, od bardzo dobrego producenta - Estampa, jest jego czołowym produktem i nazywa się La Cruz. Nazwa ma swoje znaczenie i swoją historię, zainteresowanym polecam stronę internetową ze szczegółowymi informacjami na ten temat. Można je też znaleźć na etykiecie wina, ale ta lektura będzie znacznie droższa, butelka w sklepie kosztuje 199 zł. Udało mi się kupić to wino jeszcze po starej cenie, choć 139 zł to też nie jest mało. Po raz pierwszy piłem próbkę tego wina podczas wizyty Bena Gordona - przedstawiciela producenta - na Chilean Wine Tour w 2012 roku. Ben z dumą mówił o winie zrobionym przez toskańskiego winiarza Attilio Pagli, a ja marzyłem, żeby wypić całą butelkę. Kupiłem ją w 2013, otworzyłem w 2014 i mam wrażenie, że się spóźniłem. Strasznie się zestarzało przez te dwa lata i to w sposób mało elegancki. Kolor nie zdradzał wieku, choć wino pochodziło z rocznika 2008, aromaty były bardzo ładne, zachęcające do picia, ale w ustach wino mocno rozczarowało. Z owocu została w zasadzie tylko jakaś słodycz zakonserwowana alkoholem, kwasowość niemal zerowa, taniny gładkie, bez dawnej zadziorności. Trudno jednoznacznie ocenić to wino mając do dyspozycji tylko jedną butelkę, która miała przecież prawo pójść własną drogą, nie ujętą na planach winiarza. Być może trafiła mi się czarna owca, ale nie zamierzam wydawać kolejnych dwóch stów, by się o tym przekonać.

... czarne jest białe.
Po takim doświadczeniu bałem się sięgnąć po wino Albali od hiszpańskiego potentata, jakim jest Félix Solis. Wino to w atrakcyjnej cenie kupiłem w supermarkecie w Elblągu, skusił mnie napis Gran Reserva i rocznik 2004. Teraz bałem się kolejnej wtopy. A tu, proszę, kolejne zaskoczenie. Żywe wino, z mocnym jeszcze garbnikami i kwasowością, których nie powstydziłoby się nawet Barolo, czy porządne Chianti Classico. Tempranillo w dobrych rękach, okazuje się być materiałem, z którego powstają długowieczne pomniki. A ten wygląda tak, jakby go dopiero postawiono. Tym razem nie czarna owca, ale biały kruk. Nie chciałbym przesadzić, ale takie wino za 32,99 zł? Sięgnąłem kolejny raz po przewodnik Hugh Johnsona w najnowszej edycji. A tam jest wymieniony tylko jeden producent z regionu Valdepeñas - Félix Solis. Może to coś wyjaśnia...

Wino Estampa LaCruz 2008 kupiłem w Winestory za 139 zł (obecnie 199 zł). Wino Albali Gran Reserva 2004 kupiłem w Kauflandzie za 32,99 zł.


wtorek, 22 kwietnia 2014

Święta biało-czerwone.

Zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że Święta Wielkanocne mam wolne od pracy (w moim przypadku to wcale nie jest takie oczywiste). Niby była okazja, żeby otworzyć jakąś lepszą butelkę, taką z kategorii „od święta”, ale jakoś nie złożyło się. Zamiast koncentrować się na winie, postanowiłem skupić się na rodzinie i lekturach, bez telewizji, bez internetu, bez facebooka, twittera czy innego jeszcze instagrama. Było fantastycznie! Uświadomiłem sobie, jak dużo czasu człowiek marnuje na głupoty.

Nie oznacza to, że nie naruszyłem zapasów wina. Wręcz przeciwnie, sięgnąłem po te z niebezpiecznej kategorii „codzienne”. No bo chyba trochę niebezpiecznie jest pić codziennie? Otworzyłem dwie butelki wina, które dostałem jakiś czas temu od Winestory - Marques de Castilla. Wcześniej już opisywałem białe wino zrobione ze szczepów sauvignon blanc i chardonnay oraz różowe ze szczepów garnacha-tempranillo. Oba były całkiem niezłe, szczególnie do drugie.

Tym razem piłem białe wino ze szczepu airén oraz czerwone, będące kupażem tempranillo, merlot i syrah.


Airén to szczep bardzo popularny w Hiszpanii, uprawiany masowo, dość powiedzieć, że jeszcze do niedawna była to odmiana nr 1 na świecie jeśli chodzi o powierzchnię nasadzeń, dopiero ostatnio straciła palmę pierwszeństwa. Wina z niej powstające uchodzą za raczej kwasowe i mało ekspresyjne jeśli chodzi o owocowość, ale powstaje z nich morze prostych, tanich win stołowych, spożywanych wraz z posiłkami. Airén to nie tylko podstawa win gastronomicznych, ale też brandy - wysokoprocentowego destylatu winnego. Stąd też pewnie bierze się tak duży udział w powierzchni upraw.

Airén sprzedawane pod marką Marques de Castilla nie zachwyca. Nie znalazłem w tym winie nic takiego, co mogłoby mnie odciągnąć od sauvignon blanc, chardonnay czy rieslinga. Kwaskowate i trochę bez wyrazu, z co najwyżej średnim owocem, jedynie dobrze schłodzone może dać ulgę w upale. Ja spróbowałem z lodem. Wiem, wiem, zdaję sobie sprawę, że to profanacja. Ale czy na pewno? Temu winu lód nie zaszkodzi, a może pomóc. 29 zł to jednak wydatek, którego wrażenia z picia (nawet z lodem) nie są w stanie zrekompensować. Chyba, że ktoś naprawdę lubi lekkie, kwasowe wino do jedzenia.


Zupełnie inaczej było z winem czerwonym. Kupaż znanych i lubianych szczepów tempranillo, syrah i merlot dał wino smaczne, aromatyczne (przeszkadzała jednak trochę budyniowa nuta), pełne owocu. Przy okazji nie za dużo tu alkoholu, ale niemało kwasowości, to wino również znakomicie nada się do obiadu, choć bez problemu można je pić solo. Cena jest podobna do airén  również 29 zł, ale w tym przypadku wydatek nie boli. Gdyby jednak udało się utrzymać dłużej cenę promocyjną (25 zł) radość byłaby zdecydowanie większa.

-------------------------------------------------
Marques de Castilla
Airén, 2013
odmiana: 100% airén
alk.: 11,5%
cena: 29 zł w Winestory
-------------------------------------------------
Marques de Castilla
Tempranillo-Syrah-Merlot
odmiany: tempranillo (70%), syrah(15%), merlot (15%)
alk.: 12,5%
cena:29 zł w Winestory
-------------------------------------------------

Wina otrzymałem do degustacji z Wineonline, właściciela sklepów Winestory. Dziękuję!

niedziela, 2 marca 2014

Ribera del Duero z Biedronki.

Ribera del Duero to apelacja dość młoda, ale modna i popularna, która wraz z apelacjami Priorat i Rioja ma ambicję być wizytówką winiarstwa hiszpańskiego. Powstające tu wina na bazie tempranillo są dość mocarne, taniczne, kwasowe, często mocno alkoholowe. Poukładanie tych elementów w zgrabną całość wcale nie jest łatwe, o pomyłki nietrudno, łatwo przedobrzyć, a wtedy katastrofa gotowa.


Wino z ostatniej promocji Biedronki, właśnie z Ribera del Duero - Altos de Tamaron Roble 2012 - balansuje niebezpiecznie pomiędzy sztuką a kiczem. Z jednej strony fajna, truskawkowa owocowość, z drugiej mocne taniny podkręcone na maksa dębiną, które tą owocowość niepotrzebnie maskują. Słodycz wyczuwalna w pierwszym momencie degustacji szybko zmienia się w gorzką końcówkę. Alkohol wypala dziurę we wnętrznościach, choć etykieta informuje o poziomie 13,5%. Same w sobie takie sobie, dość trudne w piciu, ale jeżeli będziecie je zagryzali serami dojrzewającymi takimi jak Kolumb, Bursztyn czy Old Amsterdam to efekt będzie zgoła odmienny - wtedy ma się wrażenie picia wina lekkiego, owocowego, bardzo orzeźwiającego. W takim towarzystwie ma moją akceptację, natomiast solo nie chciałbym wypić więcej niż „tradycyjną lampkę”, przynajmniej teraz. Być może za 2-3 lata będzie lepsze, 17 zł to nie majątek, może trzeba kupić ze 3-4 butelki i w ramach eksperymentu odłożyć na później.

Co wiemy o producencie? Mały nie jest :) Pagos del Rey i Félix Solís należą do jednej grupy - Félix Solís Avantis. Koncern działa w ramach wielu apelacji i jest jednym z największych producentów w Hiszpanii. Nietrudno się domyślić, że są to wielkie zakłady produkcyjne, po których trudno oczekiwać jakiejś szczególnej oryginalności. Ich zaletą jest za to niewygórowana cena produktów i powtarzalność produkcji - coś co ma szczególne znaczenie przy codziennej konsumpcji wina do posiłków. Pamiętajmy z jakim winem mamy do czynienia i do jakiego rodzaju konsumenta ma trafić zanim zaczniemy je bezmyślnie ganić lub, co może jeszcze gorsze, wychwalać pod niebiosa.

Więcej szczegółów technicznych na temat tego wina znajdziecie na stronie producenta.

Wino otrzymałem od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci sklepów Biedronka. Dziękuję!

wtorek, 29 października 2013

Finca La Emperatriz, Reserva 2007

Dobra Rioja potrafi sporo kosztować, ceny bliskie 100 zł za butelkę nie powinny nikogo szokować, ale jednak wydanie 90-100 zł na wino wymaga pewnej rozwagi. W tym przedziale cenowym wybór dobrych dobrych win jest spory i w pierwszym odruchu niekoniecznie sięgamy - no chyba, że jesteśmy wiernymi miłośnikami regionu - po butelkę z Rioja.


Finca La Emperatriz kusiła mnie za każdym razem, kiedy odwiedzałem sklep Winestory. Przyglądaliśmy się sobie, trochę ukradkiem, trochę z ukosa, ale zawsze zalotnie, choć w kluczowym momencie spuszczałem wzrok i lokal opuszczałem w towarzystwie innej butelki. Wino La Emperatriz wydawało mi się eleganckie, dostojne, ale cena trochę odstraszała, innym - nieco tańszym etykietom - łatwiej było zaskarbić moją przychylność. Jednak czas płynie, panna musi nakładać coraz więcej pudru, by uatrakcyjnić swoje lico, niecierpliwy ojciec spuszcza z tonu i gotów jest oddać ją w dobre, choć niekoniecznie arystokratyczne ręce, byle szybko. Innymi słowy w sklepie promocja, w brytyjskim Dekanterze (sierpień 2013) nienajlepsza ocena, ale dzięki temu drobne marzenie przekształciło się w namacalną rzeczywistość. Teraz już możemy pogadać w cztery oczy. Albo inaczej, niech ona mówi, ja będę słuchał, od tego podziału ról nie ma odwołania.

Mówiła całkiem długo, opowieść była w swej formie prosta, ale w jakiś sposób wciągająca - niczym opowiadania Alice Munro, w których bohaterowie, cokolwiek o nich myślimy na początku, w końcu stają się odbiciem nas samych, raz lepszych, raz gorszych, ale zawsze prawdziwych. Pod warstwą makijażu Reserva 2007 ukrywała swoje rzeczywiste oblicze, przyglądając się jej z bliska można było zauważyć, że tu i ówdzie pojawiły się płytkie zmarszczki, oczy straciły nieco z młodzieńczego blasku, usta wydawały się bledsze. Ale była, tu i teraz, z krwi i kości, prawdziwa Rioja. Miło było spędzić z nią wieczór.

—————————————————————————
Finca La Emperatriz, Reserva 2007
Rioja DOC (Rioja Alta)
Skład: tempranillo (90%) oraz garnacha, graciano i viura (10%)
Alkohol: 14%
cena: 59 zł w promocji (październik 2013)
—————————————————————————

czwartek, 7 lutego 2013

Santana z Owada.

Płyt Carlosa Santany w Biedronce nie widziałem (to pewnie kwestia czasu), ale wino Santana i owszem. Nie kupiłem go co prawda, ale otrzymałem od Jeronimo Martins Polska w promocyjnej skrzyneczce, z tym większą przyjemnością je otwieram, by skreślić dla Was kilka słów. Wino pochodzi z najnowszej oferty, która właśnie dziś trafia na sklepowe półki. 


Z tego, co się zdążyłem zorientować, koledzy-winopisarze nie ocenili wina zbyt wysoko, no ale podejrzewam, że oni - zupełnie jak nasi posłowie i rząd - niekoniecznie orientują się w potrzebach i problemach dnia powszedniego ludzi kupujących w dyskontach i z trochę innej perspektywy oceniają winną ofertę sieciówek. Na szczęście Gabriel z DoTrzechDych.pl (pozdrawiam!) był umiarkowanie sceptyczny, a na portalu Winicjatywa jedna z trzech ocen tego wina była umiarkowanie optymistyczna. Sądzę, że W. Bońkowski (w odróżnieniu od K. Janickiego i M. Jagodzińskiego oraz E. Rybak z Magazynu Wino) tego wina "nie rozjechał" totalnie, bo nie cierpi ono na przypadłość rozgotowanego owocu, czy przesmażonej konfitury. Jest owocowe i dość kwasowe, w miarę świeże. Co prawda "dębina" raczej z tartaku, niż z beczki, ale winu za 9,99 można sporo wybaczyć. Można je wykorzystać do gotowania (ja użyłem do... wołowiny po burgundzku - to nie jest debiut tempranillo w tej potrawie), a gotując można je po trochu upijać. Nic się nie stanie. Na kolację dla znajomych postarajcie się o coś bardziej wykwintnego. Dobrze znana Clos Montebuena Reserva 2005 będzie w tym wypadku lepszym wyborem.


Wina do degustacji otrzymałem od Jeronimo Martins Polska. Dziękuję!


sobota, 5 stycznia 2013

Campo Viejo po raz pierwszy.

Piątek po południu, zaczyna się weekendowa laba, perspektywa wolnych dni zachęca do sięgnięcia po butelkę z ciągle zbyt pełnego składziku (no raczej, że nie piwniczki) - więc sięgam. Pamiętacie o skrzyneczce z winami Campo Viejo, którą między Świętami, a Nowym Rokiem dostałem od Pernod Ricard Polska? Udało mi się wcisnąć do chłodziarki podstawowe tempranillo z 2010 i jestem gotów, by je dla Was opisać.


Nos od razu sugeruje sporą owocowość. Nie jestem specem, który w lot rozpoznaje, jakie to są owoce - dojrzałe czy jeszcze nie, z pestką czy może bez, w każdym razie to bardziej owoce niż kwiaty plus coś, co kojarzy mi się z otwartą kuchenną szufladą z przyprawami. 

W ustach spodziewałem się wiśni albo śliwki, ale jeśli były, to w głębokim tle - zdecydowanie dominowały maliny i truskawki. A truskawki, jak się okazuje, to cecha charakterystyczna tempranillo, dziwię się sam sobie, że rozpoznaję je w tym rodzaju wina dopiero teraz, po wypiciu kilkunastu butelek win zrobionych z tego szczepu. Albo mój nos stał się bardziej selektywny i czuły, albo mamy tu do czynienia z książkowym, ordynarnym tempranillo. Mnie taka jasność sytuacji bardzo cieszy. Do tego delikatna nuta wanilii, pewnie pozostałość po czteromiesięcznym dojrzewaniu w beczce.

Kwas i taniny tworzą niezłą strukturę, kolor jest dość intensywny - wiśniowy, jak na mój gust brakuje nieco koncentracji, wino wydaje się lekko rozwodnione, ale jest bardzo świeże i w sam raz będzie pasowało do jakiegoś szybkiego, domowego, niewysublimowanego obiadu. Pite solo też daje sporo satysfakcji, chociaż ja bym z chęcią otworzył już kolejne butelki. No, ale nie wszystko na raz. Szanujmy głowę,  a szczególnie wątrobę - warto mieć ją w dobrym stanie.

Serdecznie dziękuję Pani Kasi z Pernod Ricard Polska za udostępnienie win do degustacji. Himilsbach mówił, co prawda o wódce, ale trudno się nie zgodzić, że to "element baśniowy wprowadzony do naszego, szarego życia".

niedziela, 26 sierpnia 2012

Tempranillo z Navarry.



Śruba korkociągu ochoczo wkręcała się w korek, który w odwecie mocno zaskrzypiał i o mały włos nie zostałbym zlinczowany przez współdomowników - to "puk", które następuje zazwyczaj na skutek wysunięcia korka z szyjki butelki było na tyle głośne, że ktoś tam się obrócił na drugi bok, ktoś inny zachrapał nerwowo, na szczęście po chwili zapadła cisza i znów poczułem się bezpiecznie.

Płyn wlewałem do kieliszka powoli i ostrożnie, w nocnej ciszy wino rozlewające się po ściankach huczy jak wodogrzmoty Mickiewicza.

Ryzykowałem wiele, ale miałem na to tempranillo ochotę. Umieściłem nos w kielichu, ale zaatakował mnie niezły fetor - zapachy stajenne, obecne w wielu winach, w porównaniu z tym Hiszpanem wydawałyby się raczej perfumą. Może nie Armanim, ale Przemysławką i owszem.

"Nie, to nie może być prawda" - pomyślałem, ale walcząc ze wstrętem zmoczyłem winem usta. Nie było źle, ale w niczym nie przypominało mi tych wszystkich tempranillo, które miałem okazję pić wcześniej. Niecierpliwe garbniki postanowiły zmienić stan skupienia i w formie stałych już wytrąceń przyczepiały się do zębów i ścian kielicha.

"Nie ze mną te numery" - zacytowałem klasyka i odstawiłem kieliszek w spokoju na pół godziny. Kiedy do niego wróciłem, nieprzyjemne aromaty, najwyraźniej obrażone moją gwałtowną i szczerą niechęcią, gdzieś się ulotniły. I dobrze...

Wraz z upływem czasu i wzrostem temperatury wino stawało się coraz smaczniejsze. W nosie nie było nadal żadnej owocowej intensywności, raczej zapachy ziemi i mokrych liści, ale teraz mnie to nie drażniło. Z niezawodnym biedronkowym "Starym Olędrem" wino utworzyło zgrany duet i początkowa niechęć zamieniła się w umiarkowaną sympatię. Tak już zostało do końca.

Zdaje się, że nowsze roczniki mają inną etykietę. Teraz wino nie nazywa się Senorio de Lurra, ale Viña Aliaga. Portal  navarrawine.com zaleca wypicie tych win bardzo szybko, być może moje było już za stare, o ile pamiętam kupowałem je w cenie promocyjnej, więc może wyprzedażowej. A ponieważ udało mi się zagnieździć jedną promocję w innej to w sumie za wino zapłaciłem złotówkę.

Dawno nie miałem takich przeżyć za 1 zł.
----------------------------------------------------------------------------
Senorio de Lurra
Tempranillo 2009
Bodegas Camino del Villar, Navarra, Hiszpania
importer: Wineonline - 37 zł (29 zł wyprzedaż, 1 zł w promocji)
----------------------------------------------------------------------------

sobota, 6 sierpnia 2011

Europa

Mając do dyspozycji kilka wolnych od pracy dni (i to zaraz po urlopie) postanowiłem przejrzeć swój zestaw win przeróżnych, wśród których można znaleźć i coś ze nowego świata, i coś ze starej Europy. Coś zupełnie niedrogiego i butelki, na które (chyba w jakimś amoku) wydałem pieniądze wcale niemałe. Z tego winnego zakątka wyciągnąłem na chybił trafił kilka butelek. Wszystkie pochodziły ze starej Europy i wszystkie należały do grupy trunków raczej tańszych.



Na pierwszy ogień, a było to wczoraj - w piątek, poszło wino z Portugalii. Było to fajne vinho verde, pieniące się nieco w kieliszku ale świeże, lekko musujące. W sam raz na dość gorące popołudnie. To wino piłem już wcześniej (być może starszy rocznik), wiedziałem czego się spodziewać i tu żadnej niespodzianki nie było.
(Winestory, 25 zł)

Jednak dobre, lekkie wino ma to do siebie, że szybko ubywa z butelki, a ponieważ godzina jeszcze nie była późna sięgnąłem po drugą butelkę.



Było to wino francuskie z apelacji Cahors, z której pochodzą trunki mające w swym składzie mój ulubiony szczep - malbec. Wino Oltesse nie jest czystym malbekiem, oprócz niego w składzie występują merlot i tannat. Ich udział pozostaje zagadką, producent na swej stronie nie udziela szczegółowych informacji. Wino raczej średnie, bez fajerwerków, których jednak trudno oczekiwać w tym przedziale cenowym, ale dało się pić. Wino to popijałem oglądając na VHS-ie "Psychozę" Hitchcock'a. Niestety, nie wytrzymałem do końca ani jednego, ani drugiego. Dionizosowi i X. Muzie nie udało się ochronić mnie przed silnymi ramionami Morfeusza.
(Real, 23 zł)



Dzisiaj (sobota) po południu sięgnąłem bo butelkę białego wina z włoskiego Piemontu. Gavi (Tenuta Trere) okazało się winem rześkim, dość mocno kwasowym (za czym jak wiecie nie przepadam), w smaku przypominającym kwaskowe właśnie mirabelki czy morele. Po kieliszku stwierdziłem jednak, że mam ochotę na coś innego, niekoniecznie białego, więc gavi poszło chwilowo do lodówki.
(Leclerc, 37,75 zł)



W moje ręce wpadło za to hiszpańskie tempranillo Candidato Tinto Barrica 3, które okazało się winem najtańszym (kupionym w promocji), ale najbardziej przypadło mojemu podniebieniu. Wyraźne ciemne owoce, delikatna kwasowość, ukryty alkohol i gładkie taniny, wszystko w idealnych dla mnie proporcjach.
(Winezja, 15,05 zł - rabat 50%)


wtorek, 15 marca 2011

Przygody z prenumeratą

Skoro już się tym winem zainteresowałem i trochę go nawet wypiłem to stwierdziłem, że być może warto zaprenumerować - w ramach poszerzania horyzontów - winne pisemka. Najpierw zamówiłem "Czas wina", oczywiście przez internet i błyskawicznie wysłałem pieniądze elektronicznym przelewem. Druga strona tak szybka nie była. Po tygodniu zapytałem, jak tam moje zamówienie, odpowiedział mi na to automat, że człowiek odpowiedzialny jest na urlopie. Minął kolejny tydzień, ponownie wysłałem zapytanie, tym razem odpowiedź uzyskałem a wraz z nią przeprosiny za zamieszanie, bo coś tam, coś tam. Po trzech dniach pismo trafiło do mych rąk, a wraz z nim butelka hiszpańskiego wina w ramach prezentu za wykupienie prenumeraty. Właśnie dziś je otworzyłem, ale o tym za chwilę.

Drugim pismem, które sobie zamówiłem był oczywiście dwumiesięcznik "Magazyn Wino". Minęły już ponad 3 tygodnie, a mojej gazetki jak nie było, tak nie ma. Tydzień temu zadzwoniłem do redakcji, pani stwierdziła, że sprawdzi, ale dopiero następnego dnia, bo dziś to ona już wychodzi, a poza tym nie ma w wydawnictwie nikogo, kto mógłby coś na ten temat powiedzieć. Następnego dnia otrzymałem telefon z przeprosinami, że to nie ich wina, tylko poczty (w to akurat wierzę), umówiliśmy się, że jak do końca tygodnia pismo nie przyjdzie, to oni wyślą drugi egzemplarz. Oczywiście pismo do piątku nie dotarło, w weekend oczywiście też nie, wiadomo dlaczego. W poniedziałek skrzynka pocztowa niezmiennie była pusta. Dziś więc zadzwoniłem po raz drugi, odebrał tym razem pan, przeprosił za pocztę, powiedział, że akurat wysyła pisma, więc wyśle i mi, ale za pocztę nie ręczy. GIT! Mam nadzieję, że do piątku nowo wysłany egzemplarz dojdzie. Być może nawet z tym wcześniejszym. Chociaż znając naszego państwowego dostarczyciela korespondencji gotów jestem się założyć, że prędzej zobaczę swój magazyn w rękach protestującego i wiecznie niezadowolonego pocztowca, niż w swojej skrzynce. Swoją drogą redakcja magazynu powinna zmienić państwowych doręczycieli na prywatnych, wszak pismo waży więcej niż 50 gramów i może być legalnie dostarczone przez inną firmę.



Po tych gorzkich żalach przystępuję do opisu otrzymanego w prezencie wina. Było to Palacio del Conde Gran Reserva 2004 z apelacji Valencia. Dość ciekawe wino wytworzone ze szczepu tempranillo. Etykieta głosi, że pierwotne aromaty są charakterystyczne dla tego szczepu. Aha, poszli na łatwiznę. Postanowiłem zatem sprawdzić, jakież to aromaty charakteryzują ten szczep. Sięgnąłem po "Szkołę wina" Andrew Jefford'a i wyczytałem, że: "charakter tempranillo jest trudny do sprecyzowania" ale "większość czerwonych odmian [...] będzie wyróżniać truskawka". O rany! Naprawdę? Czytam dalej: "[...] wielkie, gęste wina oparte na tempranillo [...] nie są tak łatwe w ocenie. Bogate, pełne, mocno zbudowane i pikantne (gdy młode), bardziej śliwkowe niż truskawkowe [...]. Basta! Moje wino smakowało jak wiśnie, pachniało intensywnie owocami. Etykieta wspomina też o aromatach wanilii, które pojawiły się w winie na skutek dojrzewania w beczkach. We mnie ta wanilia budziła skojarzenia z karmelowymi cukierkami Werther's Original. Ale wino nie było bynajmniej słodkie, raczej gorzko-pikantne, o dużej kwasowości, która skutecznie zamaskowała obecność 14% alkoholu.

Wino da się spokojnie wypić, ale zdecydowanie nie jest to mój typ. Za bardzo kwasowe. Być może powinienem je czymś "zagryźć", skoncentrować się na jakimś posiłku, ale tego nie zrobiłem, bo moje ręce akurat zajęte były wstukiwaniem tego tekstu. A ponieważ tekst się skończył i wino też, to idę spać. Dobranoc.

----------------------

ps. A nie mówiłem? Dzisiaj (16.03.2011) pocztowcy demonstrują pod Kancelarią Premiera. O Magazynie Wino w tym tygodniu mogę zapomnieć.