Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2023

Axpe Sagardotegia, Txakoli 2022.

Tak się ostatnio złożyło, że jeśli już piszę coś na tym blogu, to tekst dotyczy wina, które trafiło do mnie  jako prezent. Tak będzie i tym razem, a to za sprawą moich znajomych, którzy na 20. rocznicę swojego ślubu udali się w podróż do Bilbao, a wracając stamtąd przywieźli mi butelkę Txakoli (czyt. czakoli).


Cóż to takiego, to Txakoli? Ogólnie rzecz biorąc jest to białe wino z leżącego na północy Hiszpanii Kraju Basków, charakteryzujące się wysoką kwasowością, równie wysoką wytrawnością, a będące przy okazji winem lekkim. Powstaje w trzech apelacjach powiązanych z trzema baskijskimi prowincjami: Gipuzkoa/Guipúzcoa, Bizkaia/Vizcaya i Araba/Álava. (nazwy prowincji w kluczu: baskijska/hiszpańska). Wino, które otrzymałem pochodzi z apelacji DO Bizkaiko Txakolina, czyli z prowincji Bizkaia, w której leży też stolica Kraju Basków - Bilbao. Pozostałe apelacje to: DO Getariako Txakolina i DO Arabako Txakolina.

Wina Txakoli tradycyjnie podaje się jako aperitif (wysoka kwasowość pobudza apetyt), równie często występuje w towarzystwie surowych owoców morza takich jak ostrygi, sushi i ceviche. Ja jako prosty chłopak popijałem tym winem bałtyckiego śledzia i też wchodziło świetnie😉


Jeśli chodzi o aromaty, jakie można wyczuć w tym winie, kontretykieta wymienia jabłko, gruszkę i melona. Nieobce temu winu są także aromaty limonki czy cytryny, a Wine Folly dorzuca do tego zieloną truskawkę, piwonię oraz suszone zioła i sól. Domyślam się, że już wiecie czego spodziewać się po tym winie.

Moje wino zostało zrobione z dwóch odmian lokalnych: hondarrbi zuri i hondarribi zerratia oraz dwóch międzynarodowych: sauvignon blanc i riesling. Wyszła z tego bardzo smaczna i orzeźwiająca mieszanka, świetna do chłodzenia się na wciąż rozpalanych słońcem wrześniowych tarasach. 


Producent znany jest także (a może przede wszystkim) z produkcji cydrów, stąd jego nazwa Axpe Sagardotegia, czyli Dom Cydrowy Axpe.

------------------------------------------------------------------------------
wino: Axpe Sagardotegia, Txiakoli 2022.
pochodzenie: Hiszpania, Kraj Basków.
odmiany: hondarrbi zuri, hondarribi zerratia, sauvignon blanc, riesling
alk.: 11,5%
------------------------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem od znajomych jako prezent z podróży.

czwartek, 23 marca 2023

Świąteczny prezent II.

Wiele wody upłynęło w rzekach polskich i niemieckich od czasu mojego ostatniego wpisu, który poświęciłem świątecznemu prezentowi otrzymanemu od Niemieckiego Instytutu Wina. Odgrażałem się, że wkrótce opiszę drugie z win, a owo “wkrótce” w tym wypadku trwało ponad 2 miesiące. Czas ten  był dla mnie niezwykle interesujący z różnych powodów (z których jednak wyłączyć muszę samo picie wina), a jednym z nich był niezwykle popularny temat sztucznej inteligencji w postaci ChatGPT. Ponieważ wspomniany opis wina chciałbym jednak zamieścić, a całym sobą czuję zażenowanie z powodu niedotrzymania obietnicy, postanowiłem zaprząc sztuczną inteligencję i sprawdzić jak ona się  “sprawdzi” w asystowaniu mi przy pisaniu tego wpisu. 

Informacje wygenerowane przez sztuczną inteligencję będą miały kolor czerwony,  czarny niech będzie wyróżnikiem mojej własnej “twórczości”.

Zacznijmy od tego, co to w ogóle jest za wino, w czym pomocne będą poniższe zdjęcia etykiety i kontretykiety.



Z etykiety dowiadujemy się, że producentem wina jest Weinhaus Franz Hahn, jest ono wytrawne, nosi nazwę “Linemops”, a powstało w regionie winiarskim Palatynat (Pfalz), który jest drugim pod względem wielkości po Rheinhessen. Kontretykieta dopowiada nam rocznik wina - 2019, adres producenta, zarówno fizyczny jak i internetowy (także w formie kodu QR), sugerowaną temperaturę serwowania oraz poziom alkoholu. Jest też oczywiście odrobina kontretykietowej literatury:

“Ecken und Kanten haben, eine Eigenschaft die Mensch und Wein interessant macht. Wir genießen unsere Ecken i Kanten und waren mutig genug es zu wagen, als junge Familie unserem Traum Leben einzuhauchen. Der fertige Traum befindet sich nun in ihrer Flasche.”

Google translator tłumaczy tych kilka zdań dość topornie:

“Ostre krawędzie, cecha, która sprawia, że ​​ludzie i wino są interesujący. Lubimy nasze kąty i krawędzie i byliśmy na tyle odważni, aby jako młoda rodzina odważyć się tchnąć życie w nasze marzenie. Skończony sen jest teraz w Twojej butelce.”

Ja niemieckiego nie znam, ale na podstawie próby Google napisałbym to tak:

“Wady i zalety są cechą interesujących ludzi i win. Lubimy naszą wyrazistą osobowość  i znaleźliśmy w sobie młodzieńczą odwagę, by tchnąć życie w nasze marzenia. Efekt ich realizacji wypełnia teraz Twoją butelkę.”

Mam nadzieję, że brzmi lepiej i nie wypacza oryginalnych słów autora tego tekstu. Jeśli sprawnie posługujecie się niemieckim, to zachęcam do umieszczenia własnego tłumaczenia w komentarzu.

Teraz czas zapytać o tłumaczenie sztuczną inteligencję. Jak sobie poradziła? Ano tak:

“Mieć kanty i zalety to cecha, która czyni ludzi i wino interesującymi. Cieszymy się naszymi zaletami i kantami oraz mieliśmy wystarczająco dużo odwagi, aby zrealizować nasze marzenie o stworzeniu życia jako młoda rodzina. Nasze ukończone marzenie znajduje się teraz w twojej butelce.”

Publikuję, nie oceniam ;)

Wydałem też ChatGPT polecenie napisania pięciu zdań o producencie i tu zostałem zaskoczony informacjami, których nie znalazłem na stronie internetowej.

“Franz Hahn był niemieckim producentem wina, który działał w latach 50-tych i 60-tych XX wieku. Znany był przede wszystkim z produkcji win z regionu Palatynatu w Niemczech.

Hahn był innowatorem w swojej dziedzinie i wprowadzał wiele nowych technik produkcji wina, takich jak chłodzenie fermentacji wina za pomocą sztucznego lodu.

Jego winnice były zawsze zlokalizowane na stokach gór, co pozwalało na uzyskanie najlepszego smaku wina dzięki wyższej ekspozycji na słońce i lepszemu drenażowi.

Wina produkowane przez Franza Hahna były cenione za swoją wyjątkową jakość i smak, a także za ich zdolność do starzenia się i poprawiania się z wiekiem.

Dzisiaj winiarstwo Hahna jest kontynuowane przez jego syna, który również produkuje wina o wysokiej jakości i zachowuje tradycyjne techniki produkcji wina wprowadzone przez jego ojca.”

Nie wiem ile w tym prawdy, a ile fałszu, ale pewne informacje o producencie (i polskim importerze) można znaleźć na FB Niemieckiego Instytutu Wina:

“Wina od Weinhaus Franz Hahn GmbH & Co. KG  zawitały do sklepów Wielkie Wina  w Poznaniu i w Warszawie. 

Para  młodych winiarzy Yvonne i Martin Hochdörffer przejęli tradycyjną winnicę Franz Hahn położoną w idyllicznym zakątku w  południowym Palatynacie w 2016 roku. Tradycja i nowoczesność idą tu w parze.  Najbardziej lubią pracę w piwnicy. Tutaj eksperymentują do woli z tradycyjnymi i nietypowymi odmianami winorośli, tworząc unikalne cuvées o nowoczesnym charakterze. Ich pasją są cuvées i starzenie win w beczkach.”

Chciałem sprawdzić, czy sztuczna inteligencja może za mnie opisać to konkretne wino, ale okazało się, że umie się z tego wykręcić, a w zamian zaserwuje kilka uwag ogólnych na temat win i warunków uprawy, które wpływają na ich jakość.

“Niestety, jako model językowy nie posiadam informacji o konkretnym winie Franz Hahn Linemops 2019. Nie mam dostępu do aktualnych informacji dotyczących win, takich jak ich smak, aromat i charakterystyka. Jednakże, mogę zaoferować ogólne informacje na temat win wina.

Ogólnie rzecz biorąc, wina są klasyfikowane na podstawie różnych czynników, takich jak rodzaj winorośli, pochodzenie, proces produkcji, a także rocznik. Wina rocznikowe oznaczają, że wina te zostały wyprodukowane z winogron zebrane w konkretnym roku.

Franz Hahn Linemops 2019 to wino, które zostało wyprodukowane w roku 2019. Jego smak, aromat i charakterystyka zależą od wielu czynników, takich jak rodzaj winorośli użyty do produkcji, warunki uprawy, pochodzenie i proces produkcji wina. Wina mogą mieć różne style i cechy, takie jak lekkość, średnią lub pełną pełnię ciała, wytrawność lub słodycz, a także nuty owocowe, przyprawowe lub ziołowe w smaku i aromacie.

Ostatecznie, opis wina Franz Hahn Linemops 2019 zależy od jego konkretnych cech, które najlepiej opisują winiarze lub specjaliści od wina, którzy degustowali je i oceniali.”

Dość zgrabnie, ale nie idealnie. Muszę sobie poradzić sam ;)

Wino z pewnością warte jest spróbowania. Nie znam dokładnego składu, ale jest ono wieloszczepowe, a o ile zdążyłem się zorientować to właśnie kupaże są konikiem producenta. Mnie cieszył na pewno niezbyt wysoki poziom alkoholu, gdyż ostatnio preferuję wina lżejsze. A czy wino pachniało/smakowało wiśnią, czereśnią, jeżyną czy inną tabaką, to już jest kwestia mniej istotna. Pamiętam, że znakomicie umilało mi wieczór z książką i na pewno jego lekkość w czytaniu nie przeszkadzała.

Serdecznie dziękuję Niemieckiemu Instytutowi Wina za udostępnienie wina do degustacji.

Więcej informacji o producencie znajdziecie na stronie https://weinhaus-franzhahn.de/


sobota, 14 stycznia 2023

Świąteczny prezent.

Pod koniec ubiegłego roku otrzymałem przesyłkę z winami niemieckimi w ramach świątecznego prezentu od Niemieckiego Instytutu Wina. Od jakiegoś czasu zachodzę w głowę, dlaczego jeszcze znajduję się na listach mailingowych jakichkolwiek instytucji promujących wina, wszak mój blog już od dawna leży zaniedbany. Leży i nawet nie kwiczy. Niemniej jednak się cieszę i traktuję ten prezent jako zachętę do wznowienia pracy nad tekstami. Może to i dobry pomysł, trzeba oderwać się czasem od spraw codziennych,  od pracy, czy oglądania YouTube'a.

W pudełku były zapakowane dwa wina, oba miały dość tajemnicze dla mnie oznaczenia na etykietach, co w pierwszej chwili nieco mnie zmroziło, ale potem uznałem, że rozkminianie zawiłych nazw i sformułowań będzie dobrą zabawą, a jednocześnie świetną nauką i przypomnieniem geografii Niemiec. Geografia Niemiec, a także krajów leżących dalej na Zachód może się zawsze przydać w tej niepewnej sytuacji, z jaką mamy obecnie do czynienia. Na moje szczęście mam jeszcze materiały szkoleniowe, jakie zostały mi po podstawowym kursie przybliżającym wina niemieckie, a który miałem okazję zaliczyć w restauracji Jung & Lecker w Warszawie (nie wiem, czy jeszcze ona istnieje).

Ale nie przedłużajmy i zajmijmy się pierwszym winem w smukłej zielonej butelce, zamkniętej korkiem, ale bez plastikowej osłonki, jaka zwykle okrywa górną część szyjki butelki. Odpada nam zatem konieczność szpanowania umiejętnością zgrabnego odcinania tej osłonki za pomocą nożyka, będącego elementem kelnerskiego korkociągu zwanego popularnie trybuszonem 😉

Na butelce naklejona jest taka oto etykieta:

Spróbujmy przyjrzeć się jej elementom. Małym utrudnieniem może być to, że informacje na dole etykiety zapisane są małymi literami.

Na początek nazwa producenta: winegut Peter Lauer; rocznik zbiorów 2017. Orzeł w górnym lewym rogu etykiety oznacza, że winiarnia należy do stowarzyszenia VDP, zrzeszającego producentów spełniających ramowe założenia wymagane do produkcji win najwyższej jakości. Obok orła mamy literki GG, będące skrótem od GROSSES GEWÄCHS, a w dole etykiety logo VDP.GROSSE LAGE, co oznacza, że mamy do czynienia z absolutnie najwyższą klasą przeznaczoną dla win wytrawnych. Jest to odpowiednik francuskiej klasy Grand Cru.

Poniżej loga VDP.GROSSE LAGE możemy odczytać nazwę siedliska Feils, mieszczącego się nad rzeką Saarą (niem. Saar) w miejscowości Biebelhausen, leżącej nieco na północ od miejscowości Ayl, w której to znajduje się siedziba producenta (region winiarski Mosel-Saar-Ruwer). Adres internetowy www.saar-riesling.de kieruje nas bezpośrednio na stronę producenta, gdzie znajdziemy mnóstwo szczegółowych informacji o winnicy i parcelach, z których pozyskiwane są grona na poszczególne wina. Widzimy też oznaczenie Faß 13 czyli Beczka nr 13. To jest ciekawe, bo do tej samej beczki (czy też może grupy beczek tak oznaczonych) trafia co roku tylko wino pochodzące ze zbocza Feils. Inaczej być nie może.  Wina z innych parceli trafiają do beczek o innych numerach. Producent twierdzi, że każda beczka ma dzięki temu swoją unikatową mikroflorę, "wypracowaną" przez dojrzewające w nich wina z gron właściwych dla konkretnych siedlisk.

To chyba tyle z tych najbardziej istotnych informacji, dotyczących pochodzenia i wytwarzania wina. Jak to przekłada się na moją konkretną butelkę? Nie wiem jak się przekłada, ale wino było na pewno wyśmienite i piłem je z przyjemnością. Wino było klarowne i miało prześliczny złoty kolor, dość intensywny, ale to może być już kwestia wieku. Producent co prawda określa jego żywotność na ok. 10 lat, co może sugerować, że powoli zmierzamy do końca jego żywota, ale ja nie bałbym się napić takiego wina nawet i w 2030 roku. W ustach wino jest pełne, przeważają smaki melona, nieco dojrzałych cytrusów, lekko podpieczonego jabłka i skórki od chleba. Wspaniała alternatywa dla rześkich i mocno owocowych młodych rieslingów.

Wiedząc, że będę miał do czynienia z winem wysokiej klasy sięgnąłem po dawno nieużywany notes Moleskine, przeznaczony właśnie do winnych notatek (wine journal). Z przykrością stwierdzam, że gumka spinająca okładki nie wytrzymała próby czasu, sparciała i straciła swą elastyczność. Wyciągam z tego wniosek taki, że ani notesów, ani win nie należy oszczędzać na tak zwane "lepsze czasy", bo najlepszy czas na picie i notowanie wrażeń jest właśnie dziś. Jutro może być za późno.

Uprzejmie dziękuję Ani Gmurczyk z Niemieckiego Instytutu Wina za tę winną niespodziankę. Sprawiła mi ona naprawdę wiele radości. Dla porządku przypomnę, że to nie była pojedyncza butelka, opis kolejnego wina wkrótce :)

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Niełatwy początek roku.

No, nie dostałem od Was zachęty do pisania, więc robię to z własnej woli i z tym pierwotnym poczuciem, które towarzyszyło mi na początku prowadzenia bloga, że robię to wyłącznie dla siebie. Może to i lepiej, robię to bez obciążenia i wolny od wszelkiej presji poza moją własną.

Początek roku nie obfitował w jakieś znakomite wina, wręcz przeciwnie, było raczej tak sobie. Moja żona, z racji zajmowanego stanowiska, otrzymuje czasem drobne świąteczne upominki od partnerów biznesowych, w zeszłym roku nie było tych prezentów zbyt dużo, widać 2019 nie był najłatwiejszym rokiem w interesach, a podobno 2020 ma być jeszcze trudniejszy, niemniej jednak coś tam „wpadło”. Zazwyczaj owe prezenty są później przekazywane w moje ręce, nie inaczej było tym razem, i tak oto przed moje oblicze trafiła butelka Bordeaux z dobrego rocznika 2015. Bordeaux, jak oczywiście wiecie, to nie jest gwarancja sukcesu w butelce, obok dobrych czy wręcz doskonałych  (i nieprzyzwoicie drogich) win, produkuje się tam morze win słabych i przeciętnych, o których wielu powiedziałoby, że mogłyby spłynąć Wisłą razem z nieczystościami będących efektem „nieudolnych rządów” (zygzakiem, zygzakiem) „afery Trzaskowskiego” (podwójnym zygzakiem, podwójnym zygzakiem). Ale istnieje też powiedzenie, że w słabym roczniku Bordeaux kupuj (jeśli cię stać) od najlepszych producentów, w dobrym możesz kupować od każdego. Można tym powiedzeniem się sugerować, ale nie należy też zbytnio brać go do serca. Francuzom udaje się spartolić wina nawet w najlepszych rocznikach, czego przykładem wydaje się być (oczywiście moim zdaniem) ów prezent. Może trochę przesadzam i mam zbyt wygórowane oczekiwania, ale jednak Bordeaux i dobry rocznik te moje oczekiwania jakoś usprawiedliwiają.


Chateau La Graula 2015 to wino wyprodukowane przez J.P. & M. Bessette na zamówienie firmy handlującej winami MTVins i należy do szerokiej apelacji Bordeaux Supérieur AOP, w której powstają raczej wina codzienne, niż butelki wybitne. Jest mieszanką odmian merlot, cabernet franc i cabernet sauvignon, na papierze wygląda to nawet dobrze, natomiast usta mówią coś zupełnie innego. Przygaszony owoc i struktura, która bardziej opiera się na alkoholu (14,5%), niż na kwasowości, a do tego jakieś fabryczne aromaty i rozczarowanie gotowe. Wyobrażam sobie, że mogłoby lepiej wypaść w zestawieniu z jedzeniem, wszak to wino raczej stołowe, ale ja piłem je solo. Może na tym polegał mój błąd, może trzeba było je sparować z polecanymi potrawami: czerwonymi i białymi mięsami, czy serami. Może trzeba było dać mu dłużej pooddychać i wrócić do niego następnego dnia. Może byłoby lepiej. Może…


Jak to zwykle bywa, znów czuję się Bordeaux rozczarowany i znów mam ochotę butelkę Bordeaux kupić. Dziwne? Też mi się tak wydaje.


Chateau La Graula, 2015
pochodzenie: Francja
apelacja: Bordeaux Supérieur AOP
odmiany: merlot (60%), cabernet franc (25%), cabernet sauvignon (15%)
alk.: 14,5%
cena: 39,99 zł w sklepach Kondrat Wina Wybrane (bieżący rocznik 2016)

poniedziałek, 29 lipca 2019

Bodegas Luzón, Altos de Luzón 2013.


Wino Altos de Luzón trafiło do mnie z okazji Świąt Bożego narodzenia, o czym mogliście przeczytać wcześniej. Teraz przyszedł czas na jego wypicie. Czerwone wina niespecjalnie mnie przerażają w upały, choć przyznać muszę, że nie były one dokuczliwe w momencie, gdy otwierałem to wino. Z drugiej strony Hiszpanie też nie czekają na zimę czy późną jesień, żeby wychylić lampkę (czy poważny bloger powinien używać tego słowa?) wina, więc może trzeba skończyć z tymi bzdurami o kolorach wina i odpowiednich dla nich porach roku. Otworzyłem, bo miałem ochotę i tyle.


Wino pochodzi z rocznika 2013, czyli już trochę czasu spędziło w butelce, ale otwierając je nawet nie pomyślałem o tym, w jakim może być stanie. Jak się okazało wino miało formę młodzieńca, bez najmniejszych oznak zmęczenia. Winogrona, z których powstało, dojrzewały na 50-letnich krzewach trzech odmian: monastrell, cabernet sauvignon i tempranillo. Wszystkie odznaczają się sporą naturalną kwasowością, co w połączeniu z potężną dawką alkoholu i solidnymi taninami może tłumaczyć dobrą formę wina. Moim zdaniem, a mówię to jako amator na podstawie intuicji, a nie wiedzy, najlepsze lata ma ono jeszcze przed sobą. W ustach czuć solidną strukturę wina, kwasowość rzeczywiście gra tu pierwsze skrzypce, choć po chwili do głosu dochodzi też owoc - pozbawiona słodyczy czereśnia z lekkimi nutami przypraw i delikatną goryczką pestki.


Podsumowując - jest to wino z potencjałem, mam wrażenie, że wypiłem je za wcześnie, choć przecież długo czekało u mnie na swoją kolej, co z kolei zaczęło mnie już lekko mentalnie uwierać. Czuję, że trzeba będzie do tego wina jeszcze kiedyś wrócić. Być może trzeba będzie je wypić do jakiejś sugerowanej przez producenta potrawy. Wśród nich są między innymi dania z dzikiego ptactwa, niebieskich serów czy ryb takich jak łosoś czy tuńczyk. Jest jeszcze jedna sugestia: "roasted shoulder of kid", ale to akurat chyba sobie odpuszczę.


Bodegas Luzón, Altos de Luzon, 2013
pochodzenie: Hiszpania
apelacja: Jumilla DO
odmiany: 50% monastrell, 25% tempranillo, 25% Cabernet Sauvignon
alk.: 14,5%
cena: 97,99 zł (Centrum Wina, Winezja)


Wino otrzymałem do degustacji od ekipy Centrum Wina. Bardzo dziękuję!

sobota, 6 kwietnia 2019

Adega Monte Branco.


Przyznam się Wam, nie pamiętam, czy po raz pierwszy, czy może się powtarzam, ale lubię wina czerwone bardziej niż białe, o różowych nie wspominając. Mam w zwyczaju również zostawiać to co najlepsze na koniec, więc z werwą rozprawiłem się z zapasami białego wina (różowe kupuję sporadycznie i raczej na zalegają w moim składziku), by móc podciągać z największą przyjemnością tylko wina czerwone. Tak też przez ostatnich kilka dni czy nawet tygodni było, ale przesyłka z Amazis.net zaburzyła ten, zdawałoby się już ustabilizowany, stan rzeczy, bo kartonie znalazłem po jednym winie z każdego koloru: białe, różowe i czerwone. To nowość w portfolio poznańskiego importera, wina z Adega Monte Branco, winiarni na czele której stoi Luís Louro, syn innego portugalskiego producenta wina - Miguela Louro (Quinta do Mouro).

Próbki, które otrzymałem, należą do linii Alento, która ma prezentować charakter typowych odmian uprawianych w regionie Alentejo. Wszystkie wina, łącznie z czerwonym przeznaczone są do szybkiego wypicia. Nie chodzi mi o szybkie opróżnianie butelki w bramie, ale o wypicie jej w niedługim czasie po zabutelkowaniu.


Alento Branco 2017 jest mieszanką odmian arinto (50%), antão vaz (40%) oraz roupeiro (10%). Jest czyste, blado słomkowe i dość oleiste. Nos, zwłaszcza przy winie zbyt chłodnym jest dość oszczędny, w miarę wzrastania temperatury pojawiają się najpierw nuty gruszki, potem trochę moreli i jasnych śliwek. Kwasowość wyraźnie zaznaczona, w końcówce pojawia się nuta goryczki. Wino pije się bardzo dobrze, brak mu może jakiegoś wyraźnego rysu, jest przez to nieco anonimowe, ale ogólnie pozostawia dobre wrażenie.


Alento Rose 2017 jest mieszanką odmian aragonez (85%) oraz touriga nacional (15%). Tego wina bałem się najbardziej znając moją "miłość" do win różowych. Zupełnie niepotrzebnie. Nie wiem zresztą, czy to nie jest dobry moment, by nie zmienić swego nastawienia do rose. Fraza definiująca wina różowe jako "ni to białe, ni czerwone" jest tak banalna, że aż głupio mi przyznać się do jej używania, czy wręcz nadużywania. Do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. W każdym razie pijąc to smaczne wino o delikatnym truskawkowym posmaku, doszedłem do wniosku, że nie wiem dlaczego nie lubię win różowych i w zasadzie nie ma powodu, by pielęgnować swoje uprzedzenia.


Alento Tinto 2017 jest mieszanką odmian aragonez (40%), trincadeira (40%), alicante bouschet (10%) oraz touriga nacional (10%). Po pierwszej próbce tego wina zaświtała mi od razu myśl, że wino jest bardzo neutralne i bezpieczne w piciu. Nie brakuje mu owocu, taniny są nawet mocne, ale jednocześnie dość miękkie. Kwasowość trzyma wino w ryzach, natomiast alkohol, którego jest dość sporo, ukrywa się całkiem skutecznie. Pije się to dobrze, choć znów trudno mówić o jakiejś oryginalności i wyjątkowości, trzeba natomiast pamiętać, że mamy do czynienia z winami, których cena zbliżona jest do 30 zł.


Za niecałe 100 zł otrzymujemy zestaw przyzwoitych, ładnie zrobionych win. Białe sprawdzi się doskonale podczas leniwego spędzania czasu na tarasie, czerwone będzie znakomitym winem do obiadu, natomiast różowe umili filmowy wieczór przed telewizorem w towarzystwie ulubionych przekąsek. Dla mnie ma to sens.

Dziękuję Amazis.net za udostępnienie win do degustacji.

środa, 19 grudnia 2018

Grzeczny chłopiec.

Miła świąteczna niespodzianka trafiła do mnie od Ambry SA - właściciela sieci sklepów Centrum Wina (w tym tego obok mojej pracy, choć zakładam, że nie powstał tylko dla mnie 😉) oraz sklepu internetowego Winezja (w którym miałem okazję i przyjemność robić zakupy nie raz). Niespodzianka przyjemna podwójnie, bo ktoś jednak przeczytał (nie twierdzę, że z przyjemnością) moje blogowe wpisy i selekcja win wydaje się być wcale nieprzypadkowa.


Jak się pewnie domyślacie Manzanilla La Jaca będzie dla mnie materiałem edukacyjnym pogłębiającym moją wiedzę na temat Sherry, natomiast Altos de Luzón trafia w mój gust ze względu na zawartość odmian innych, niż powszechnie występujące w Hiszpanii tempranillo; tu pierwsze skrzypce odgrywa monastrell (znany gdzie indziej, jako mourvèdre), a tempranillo wraz z cabernet sauvignon zajmują pozycję na pozór wycofaną, choć w gruncie rzeczy nie mniej ważną. Kupaże - tu nieodmiennie podzielam zdanie Franka Smuldersa - często bywają lepsze od win jednoodmianowych, choć i w tym przypadku nie zamierzam tracić energii na budowanie okopów, z których chyłkiem będę musiał w razie czego czmychać. Degustacje win będą dla nich najlepszym sprawdzianem, a prawda o nich, choćby niewygodna, lepsza od lukrowanego kłamstwa.

Dziękując Ambrze za życzenie chciałbym odwdzięczyć się jej, ale i innym miłośnikom wina, tym samym: wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia i oby w Nowym - 2019 - Roku moglibyśmy pić wina takie, na jakie mamy ochotę.

środa, 12 grudnia 2018

Lidl na grudzień.

Pierwszym prezentem otrzymanym w tegoroczne Mikołajki była przesyłka z dwoma winami z Lidla, będącymi zwiastunem nowej, grudniowej oferty alkoholi. Nie piszę win, bo w katalogu są i inne napitki; wódki chwilowo interesują mnie średnio, ale whisky warte są rozważenia, może trzeba będzie pochylić się na rozbudową działu skok w bok. ;)


W kartoniku dwa wina - Aglianico del Vulture z Włoch oraz Vinho Verde z Portugalii.


Może trochę dziwić obecność Vinho Verde w grudniowej ofercie, wszak wina te pijamy zwykle latem. Ze względu na swój lekki charakter, delikatne musowanie na podniebieniu i zaznaczoną kwasowość chętnie są one wypijane na tarasach podczas zażywania kąpieli słonecznych. Encostas de Caiz jest zatem wspomnieniem lata, ale wspomnieniem bardzo przyjemnym, wino "wchodzi" elegancko, choć nie ma się co z tym śpieszyć, sporo alkoholu (ale świetnie kryjącego się pod owocem) może zakręcić w głowie. Kwasowość nie jest wyśrubowana, cukier resztkowy obecny, wszystko w niezłej równowadze, nie mam się do czego przyczepić. Wypiłem ze smakiem.


Aglianico del Vulture ma lekko truskawkowy i trochę nieczysty nos. W ustach herbaciane taniny i posmak wiśniowej pestki. Kwasowość jest, z owocem średnio, ale źródła smaku znów trzeba szukać wśród wiśni i czereśni. Teraz wydaje się spełniać rolę raczej wina stołowego, gastronomicznego, bardziej towarzyszącego w tle, niż występującego jako gwóźdź programu. Ale nie jest też gwoździem do trumny ;) Mam wrażenie, że ma potencjał do dalszego rozwoju i być może rozwinie się za jakiś czas. 20 zł za butelkę to może być okazja, by tanio kupić karton win i wrzucić do piwniczki. W razie czego strata niewielka, a kto wie, czy w przyszłości przemysłowe wino (grona z południa Włoch, fabryka działa na północy, w Bardolino nad Gardą) nie okaże się przynoszącą zwrot inwestycją.

W katalogu znalazło się kilka win, których chętnie bym spróbował. Na myśl przychodzi mi kerner z Alto Adige, sauvignon i cabernet franc z Doliny Loary, no i oczywiście wina musujące: prosecco, cremanty i szampany - tych nigdy za wiele. 


Wina do degustacji otrzymałem od Lidl Polska. Dziękuję!

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Czerwona Portugalia z Biedronki.

Od opublikowania krótkich recenzji dwóch win białych z portugalskiej promocji w Biedronce minął już niemal miesiąc, więc istnieje spore prawdopodobieństwo, że ze znalezieniem flaszek z okolic Lizbony będziecie mieć mały problem, choć z doświadczenia wiem, że tu i ówdzie można je zawsze znaleźć. Wystarczy trochę pochodzić i poszukać, a czy warto poświęcić na to swój czas - to już jest kwestia osobna. Historycznie rzecz ujmując można powiedzieć, że butelki z Portugalii na półkach Biedronki potrafią zaskakiwać, zarówno jakością jak i cenami, nieraz mogliśmy się przekonać, że w ofercie znajdują się etykiety, które u innych importerów kosztują znacznie więcej.

Opiniami na temat otrzymanych od Jeronimo Martins Polska win dzieliłem się już na swoim profilu na Instagramie, kto go śledzi zna już moje o nich zdanie, dziś więc tylko "cytaty", za to wszystkie razem, może komuś się do czegoś przydadzą.





Podsumowując, mi chyba najbardziej podobało się wino najtańsze z tej czwórki - Reserva do Monte, najmniej zaś te, które pojawia się dość regularnie w ofercie Biedronki, czyli Quinta das Setencostas. Colossal też daje radę, choć mnie nie powalił, natomiast Palha Canas wydawało mi się winem dość wymagającym, nieco zbyt masywnym i sprawiającym mi jakąś tam trudność w piciu, ale chętnie bym je widział w stałej ofercie, z przyjemnością wstawiałbym poszczególne roczniki do swojego składzika, mam wrażenie, że tkwi w tym winie spory potencjał, który może dać niezłe efekty po kilku latach spędzonych w zapomnieniu.

Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

środa, 7 listopada 2018

Biała Portugalia z Biedronki.

W Biedronce promocja win portugalskich, pochodzących głównie z okolic Lizbony, zagłębia licznych spółdzielni winiarskich, w tym tak potężnych jak Casa Santos Lima, która wzięła na swoje barki zapełnienie półek owadziego marketu, choć dla porządku dodam, że nie wszystkie promocyjne wina pochodziły od tego producenta. W otrzymanej od Jeronimo Martins Polska przesyłce znalazły się 2 wina białe, oba pochodzące z szerokiej apelacji VR Lisboa i na nich dziś skupię swoją uwagę. Pozostałe 4 wina (czerwone) będą musiały chwilę poczekać.


Companhia das Quintas, Quinta de Pancas Branco 2017
Skład: 50% arinto, 30% chardonnay, 20% vital. Cena: 15,99 zł.
Dość cienkie i pustawe, struktura kwasowo-alkoholowa raczej solidna, ale brakuje wypełnienia owocem, nos też mocno średni, mało intrygujący. Być może z jedzeniem będzie nieco lepsze, producent poleca je do ryb, owoców morza, sałatek. Przy dipach na bazie musztardy i cytryny to może mieć sens. Polecam raczej na rozbudzenie apetytu, niż kontemplacji problemów tego świata, tudzież tych bardziej odległych. Picie wina solo raczej nie wprawiało mnie w dobry nastrój, za to jego obraz uległ znacznej zmianie w towarzystwie pieczonej kaczki podanej z kiszoną kapustą. Kwasowość wina świetnie wtedy neutralizowała tłuszcz z kaczki, natomiast kwaśna kapusta ekstrahowała i podbijała słodycz wina. Uznaję to za dobrą kompozycję.


Casa Santos Lima, Colossal Reserva Branco 2017
Skład: chardonnay, arinto. Cena: 19,99 zł.
Trochę przypomina w charakterze poprzednie wino, ale na liście obecności zabrakło odmiany vital, zaproszono za to jeszcze trochę i tak nazbyt obecnego alkoholu, a całość okraszono beczką, w której dojrzewała 1/4 wina. Wydaje się ono bogatsze, ale nieznacznie, ledwo dopełnione owocem, lecz nie pod korek, tylko najwyżej nieco powyżej dna. Solo wydaje się nieco lepsze, ale to trochę tak, jakby pokazywać palcem (nieładnie) które mniej złe.

Dochodzę jednak do wniosku, że oba są raczej predestynowane do kuchni, a nie na salony i tam powinny szukać swej szansy. W takim przypadku cena jest atutem, lepiej do gara wylać 20 złotych niż 80. Trochę oczywiście ironizuję, ale to wino rzeczywiście gastronomiczne, producent poleca je do sałat, makaronów i owoców morza, czyli... znów nic oryginalnego. Proponuję eksperymenty w kuchni, chętnie poczytam o Waszych w niej sukcesach.


Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska. Dziękuję!



piątek, 2 listopada 2018

Podróż Polonezem.


Wspominałem Wam wcześniej o polskich winach, które trafiły na półki Biedronki, a ostatnio miałem okazję je zdegustować. Dostałem już wcześniej sygnały, że półwytrawne wino białe jest bardzo dobre, za to czerwone (też półwytrawne) aż tak pozytywnie nie zaskakuje. Teraz mogłem te doniesienia zweryfikować osobiście. 

Oba wina wpasowały się doskonale w mój gust. Informację o aspektach technicznych przekazałem Wam w poprzednim wpisie, nie będę zatem powtarzał szczegółów, skupię się jedynie na moich odczuciach po degustacji.

Wino białe jest świeże i aromatyczne, mimo że półwytrawne, to nie epatuje słodyczą, końcówka ma nawet delikatnie goryczkowy charakter. W smaku bardzo przypominało mi - przepraszam, za być może zbyt duże uproszczenie - proste i niedrogie wina z Portugalii. W dobrym tych słów znaczeniu. Ja po prostu je lubię, smakują mi, w dodatku mają zwykle atrakcyjną cenę. Wszystkie te dobre skojarzenia sprawiają, że z ogromną sympatią na nie spoglądam, mając przy okazji nadzieję, że współpraca Biedronki z polskim producentem nie zakończy się na jednym roczniku.

Z większą rezerwą podszedłem do wina czerwonego, ale ono jeszcze bardziej mnie zaskoczyło i to bardzo pozytywnie. Pierwsze skojarzenie nie opuściło mnie aż do całkowitego opróżnienia butelki, co zrobiłem chętnie i może nawet zbyt szybko. Otóż wino bardzo mi przypominało te pochodzące z francuskiej Doliny Loary, a jeśli komuś analogia wydaje się zbyt odległa, to także tych z węgierskiego Villany. Profil smakowy kojarzył mi się z cabernet franc i za nic to skojarzenie nie chciało opuścić mojej głowy. Ponieważ ze wszystkich cabernetów najbardziej cenię właśnie cabernet franc, dlatego też wychylając każdy kolejny kieliszek wina miałem wszechogarniające mnie poczucie zadowolenia.

Być może tego dnia byłem po prostu w dobrym nastroju, a być może te wina rzeczywiście są bardzo dobre, w każdym razie w mej pamięci zapisały się wyraźnie i bardzo pozytywnie.

Spróbujcie jednak sami i podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami.

Wina otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

środa, 31 października 2018

Niebo i Piekło.

Kilka dni temu dostałem od Lidla przesyłkę z winami i informacją dotyczącą nowej oferty win, która "koncentruje się na starannie wyselekcjonowanych trunkach z Francji, Włoch i Niemiec." Przestraszyłem się trochę, że spóźniłem się z wiadomościami na ten temat, ale jednak nie. Oferta ważna jest od 22 października do 28 listopada, a nie, jak mi się zdawało, 28 października. Większość moich kolegów od winnego pióra ma degustacje za sobą, oceny wystawione, w większości identyczne. Dla jednego wina są one przepustką do raju, dla drugiego pozostało tylko piekło, choć nie wiem, czy dla mieszkańców tego ostatniego nie jest to kara (dodatkowa) szczególnie okrutna.

Ja się z tymi ocenami zgadzam.


Winem wartym uwagi jest na pewno riesling z niemieckiej Badenii Alte Vogtei zu Ravensburg rocznika 2017 (34,99 zł za butelkę). Wino świeże, smaczne, ożywcze i pełne owocu, z podkreśloną kwasowością, w ustach bardzo przyjemne i mega pijalne. Nie mam się do czego przyczepić, smakowało mi znacznie lepiej, niż otwarte tego samego dnia chardonnay ze słynnej francuskiej apelacji Chablis. Chablis kosztowało co najmniej dwa razy tyle, co ten riesling z Lidla, a przyjemności dawało o połowę mniej.

Jak wspomniałem wyżej, swoje wino dostałem w prezencie, ale widziałem je również w sklepie i zastanawiałem się, czy nie wziąć dwóch lub trzech butelek do swojej piwniczki, ale pomyślałem sobie, że zrobię to za pomocą strony Winnicalidla.pl i być może skorzystam jeszcze z jakiejś promocji. I tu napotkałem problem, bo wina na tej stronie nie odnalazłem, co wydało mi się dość dziwne, gdyż od wprowadzenia oferty minął tydzień (to było 30 października).  Mam nadzieję, że to tylko chwilowa niedogodność i klienci wkrótce będą mogli zamawiać to wino za pomocą platformy internetowej.


W sklepie widziałem też drugie wino, które otrzymałem w prezencie. To negroamaro o nazwie Selone, wino z południa Włoch, które Polacy uwielbiają niemal tak samo, jak popularne w tym samym regionie primitivo. Mimo niezbyt pochlebnego wizerunku primitivo kreowanego lub powielanego przez część winnej blogosfery, sam lubię od czasu do czasu po nie sięgnąć - krzepkie, owocowe, soczyste, choć trochę nadto alkoholowe - potrafi naprawdę dać radość. Dlatego przychylnym okiem spojrzałem też na negroamaro, a spoglądałem z tym większą uwagą im częściej czytałem jego druzgocące oceny. Pomyślałem, że blogosfera "kopie" negroamaro, zupełnie jak primitivo, trochę bez zastanowienia, ale za to zgodnie z trendem. Koleżanki i koledzy, przepraszam Was wszystkich, mieliście rację! Przepraszam po raz wtóry, bo posądziłem Was o lekceważenie tematu i zadzieranie nosa. To wino rzeczywiście jest potworem. Niby ma wszystko, co mieć powinno: koncentrację, kwasowość, alkohol, owoc, taninę, ale w tak karykaturalnych proporcjach, że zasłużyło sobie na nr 1 w rankingu najgorszych win, jakie piłem w swoim życiu. 

Tu dla odmiany muszę pochwalić Winnicę Lidla za to, że tego wina też jeszcze nie ma w ofercie 😉 Ale jeśli macie mimo wszystko ochotę na "potworne" negroamaro, to kosztuje ono w sklepie 19,99 zł. Jeśli jednak chcielibyście wylać do zlewu od razu dwa wina, to w takiej promocji zapłacicie tylko 14,99 zł za butelkę.


Wina otrzymałem do degustacji od Lidl Polska. Dziękuję!

środa, 10 października 2018

Poloneza czas... odkorkować.


Najpierw z samego rana otrzymałem maila z informacją, a późnym popołudniem wiadomość ta została dostarczona przez kuriera w formie jak najbardziej realnej i możliwej do sprawdzenia za pomocą zmysłów. Panie i Panowie od teraz już nie tylko Lidl, ale i Biedronka współpracuje z polską winnicą, aby dostarczyć swoim klientom rodzime wina. To znaczy rodzime dla nas Polaków, pamiętajmy, że dla Biedronki rodzime wina pochodzą z Portugalii.

Podejrzenia o kopiowanie pomysłu Lidla zapewne pojawią się tu i ówdzie, ale wojenki biznesowe mnie w tym wypadku nie interesują. Cieszy mnie raczej fakt, że polskie wina mogą być szerzej dostępne także w mniejszych miejscowościach, niekoniecznie graniczących z lokalnymi producentami. Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę na pewien szczegół, który łatwo przeoczyć, ponieważ obie sieci mają tak duże budżety reklamowe, że oglądając telewizję czy słuchając radia można odnieść wrażenie, że handel detaliczny w naszym kraju podzielony jest między Biedronkę i Lidla. Otóż pierwszym polskim winem jakie miałem okazję kupować w miejscowościach powiatowych i gminnych wcale nie była lidlowska Polka, ani tym bardziej biedronkowy Polonez, ale Sudomir z Winnicy Płochockich. Wino dostarczała Grupa Eurocash za pomocą swojego konceptu Faktoria Win. W większych supermarketach w dużych miastach można też było natknąć się na butelki z Winnicy Adoria, która już wcześniej potrafiła dostarczyć na rynek hurtowe ilości wina. Pionierem we wprowadzaniu polskich win na sklepowe półki był zatem jeszcze inny ktoś.

Przyjrzyjmy się więc samym winom - Polonez występuje w dwóch wersjach - jako że jest to jednak nowość na rynku i jej pojawienie się może wywołać sensację większą, niż kolejne roczniki Polki z Lidla.

Wino białe (półwytrawne) powstało z odmian seyval blanc, johaniter i jutrzenka, zawiera 12% alkoholu, cukier resztkowy pozostał na poziomie 1,6 g/l, a kwasowość ogólna 7,5 g/l.

Wino czerwone (półwytrawne) skomponowano z odmian regent, cabernet dorsa i cabernet cortis. Alkoholu mamy tu również 12%, cukru resztkowego pozostało nieco mniej - 1,2 g/l, niższa jest także kwasowość - 5,2 g/l.

W materiałach prasowych znajdziemy informację, że wino białe sprawdzi się w towarzystwie owoców morza i lekkich potraw z drobiu, natomiast czerwone można polecić do kaczki, jagnięciny oraz dań z czerwonego mięsa.

Tyle informacji ogólnych, moje osobiste degustację będą miały miejsce w niedalekiej przyszłości. Aby nie przeoczyć recenzji możecie obserwować moje poczynania na Facebooku i Instagramie.


Wina otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

sobota, 29 września 2018

Peter Weinbach, Rhein Riesling, Medium Sweet 2017.


Wspominałem wam już o tym, ale może przypomnę - lubię wino, ale nie lubię się upijać. Smak wina mnie raduje, alkohol zaś męczy i wkurza. Dlatego lubię wina, które tego alkoholu za dużo nie mają. Owszem, spotkałem się z opinią, że wino, które ma 9% alkoholu jest winiem oszukanym, ale ignorancja niektórych winopijców spływa po mnie, jak woda po kaczce. To nie mój problem. 

Na pewno też wspominałem, że nie piję rieslingów, co może budzić zdziwienie, zwłaszcza wśród moich znajomych od wina. Pewnie nawet budzi, a może i napawa obrzydzeniem i utratą resztek zaufania do mojego winiarskiego gustu. Nie martwcie się jednak, jestem z tym pogodzony. W dodatku nie przeszkadza mi to w otwarciu butelki półsłodkiego wina zrobionego z tej doskonałej odmiany. Zwłaszcza, że ma właśnie tylko 8,5% alkoholu. Nie mam pojęcia jak wypada na tle innych rieslingów, zakładam że może być średnio, ale w słońcu i na tarasie jest mi dobrze. Bardzo dobrze.
I tylko tego oczekuję od wina.



Peter Weinbach, Rhein Riesling, Medium Sweet 2017
Weinkellerei Hechtscheim GMBH, Mainz, Niemcy
odmiany: 100% riesling
alk.: 8,5%
cena: 17,99 zł (Biedronka)


Wino otrzymałem do degustacji (dawno, dawno temu) od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

czwartek, 20 września 2018

Naprawdę dobra Hiszpania.

Znów się trochę opuściłem z pisaniem o winie, nie będę się jednak tłumaczył, bo powody nie różnią się od wcześniejszych, więc raczej nie ma sensu ich powtarzać, teksty w archiwum leżą i czekają na ponowne odkrycie.

Mimo kłopotów chciałbym jednak podzielić się z wami wrażeniami, jakie przyniosła degustacja dwóch win hiszpańskich. Od razu napiszę, że z Lidla, bo dla wielu to wystarczający powód, żeby zakończyć lekturę - szkoda czasu.

Krótka ocena o treści: naprawdę dobre nie należy do mnie, ale podpisuję się pod nią obiema rękami. Taką opinię wydali goście, którzy mnie odwiedzili w którąś z moich wolnych niedziel, co nie jest takie oczywiste w mojej branży i miejscu w pracy. Przy okazji krzyczę help! ratunku! może ktoś mnie uratuje przed zawałem w dzień świąteczny, z dala od rodziny.

Wróćmy jednak do rzeczy realnych, czyli wspomnianych win z Iberii. Pierwsze z nich to Pinord Penedès +Natura Xarel.lo En Lies 2017.


Wino organiczne, cokolwiek to znaczy i jakkolwiek jest to interpretowane, zrobione z odmiany xarel.lo, którą na pewno kojarzycie, jeśli lubicie hiszpańskie bąbelki w postaci Cavy. Xarel.lo jest odpowiedzialne za nadanie winom musującym atrakcyjnego aromatu i najczęściej występuje w nich obok dwóch innych odmian: parellada i macabeo. Zatem xarel.lo należy do rodziny win aromatycznych, które często bywają zniewalające w nosie, ale jednocześnie potrafią być mdłe z powodu obniżonej kwasowości i odczuwalnego wyraźnie cukru resztkowego. Ja osobiście za takimi winami nie przepadam, chyba że rzeczywiście kwasowości im nie brakuje. W przypadku omawianego wina trudno mówić o kwasowości ostrej jak żyletka, ale na pewno potrafi ona nadać winu walor świeżości i raczej zachęca do picia (oraz przegryzienia), niż pozostawienia kieliszka z boku. Miła niespodzianka dla mnie, a moi goście (choć niepijący wina na codzień) byli wręcz zachwyceni i chcieli kupić wino dla siebie. Nie powinno być z tym problemu, bo wino jest dostępne. Jeśli nie w sklepach stacjonarnych, to przez witrynę internetową Winnicalidla.pl

Podobnie jest z dostępnością drugiego wina, które miałem okazję otworzyć tego dnia, a mianowicie Bodega Las Cepas Laertes Rey Graciano 2016.


Etykieta pochodzi z apelacji Rioja, bodajże najbardziej znanej ze wszystkich ulokowanych na terenie Hiszpanii. Powiedziałbym, że wstyd jej nie znać, ale wtedy sam spaliłbym się ze wstydu, bo okazuje się, że moja znajomość Rioji jest dramatycznie słaba. Otóż, po pierwsze, byłem święcie przekonany, że jest położona całkowicie w Kraju Basków, co jest dalekie od prawdy i boleśnie obnaża moją nieznajomość geografii Hiszpanii. Po drugie, byłem przekonany, że przepisy apelacji wymagają, by odmiana tempranillo stanowiła większość w kupażach i przy okazji zabraniała użycia innych od tempranillo odmian do produkcji czerwonych win jednoszczepowych. 100% graciano zamknięte w butelce z Rioji okazało się dla mnie lekkim zaskoczeniem. Sami rozumiecie, dramat i dno. Na szczęście dla osób, które chcą się tylko napić niezłego wina powyższe dywagacje nie mają żadnego znaczenia. Wystarczy, że powtórzę ocenę z początku tekstu. To są naprawdę dobre wina.

Zupełnie na koniec dorzucę może tylko informację, że można też kupić wina tego producenta zrobione w 100% z odmiany garnacha lub maturana tinta. Czyli czegoś się jednak dowiedziałem - istnieje Rioja bez tempranillo 🙂 


Dziękuję Lidl Polska za udostępnienie win do degustacji.

czwartek, 26 lipca 2018

Landgraf von Hessen, Riesling Feinherb, 2015.


Kolejnym winem z przesyłki odebranej od Faktorii Win, a które znalazło się w moim kieliszku, był riesling Landgraf von Hessen od producenta Prinz von Hessen. Dużo tych „hessenów”, a dodam jeszcze, że produkcja odbywa się w Reinhessen, czyli Hesji Nadreńskiej. To największy region winiarski Niemiec, uprawa rieslinga jest tu znacząca - w 2017 roku odmiana ta zajmowała 17% powierzchni winnic, ale o palmę pierwszeństwa walczy jeszcze inny biały szczep - müller-thurgau, uprawiany na 16% areału przeznaczonego pod uprawę winorośli.

Wino nosi oznaczenie feinherb, co można przetłumaczyć z grubsza jako wino półwytrawne, choć niektórzy wolą nieco pokomplikować sprawę nazywając takie wina "wytrawnymi z wyraźnie zaznaczonym cukrem resztkowym”. 

Zobaczmy, co o tym winie mówi nam katalog FW:
"Jasnożółte, intensywnie pachnące wino, przepełnione aromatami moreli i cytrusów zachwyca wyjątkowo świeżym smakiem z dobrze zrównoważoną kwasowością. Znakomicie podkreśli smak potraw z ryb."
Nie bardzo rozumiem, jak można wino przepełnić aromatami, ale widocznie nie muszę, zastanowiłem się jednak nad "wyjątkowo świeżym” smakiem wina, co mogłoby oznaczać, że tego typu wina zwykle nie grzeszą świeżością. 🤔Oczywiście trochę ironizuję, zdaję sobie sprawę, jak konstruuje się takie opisy i ile mają one wspólnego z rzeczywistością.

Ja, zupełnie bez owijania w bawełnę, mogę śmiało powiedzieć, że mi to wino smakowało. Bez ochów i achów, ale bardzo przyjemnie mi się je piło. Rzeczywiście daje poczucie świeżości, choć nie wiem, czy akurat wyjątkowej. Cukier jest dobrze wyczuwalny, ale z pewnością nie dominuje w smaku, jego proporcja z kwasem daje wino łatwe w odbiorze. Jeśli zaś chodzi o podkreślenie smaku potraw z ryb, to dużych doświadczeń na tym polu nie mam, ale śledź z ziemniaczanym puree w połączeniu z tym winem wydał się kombinacją niezłą i warto może w tym momencie powiedzieć, że riesling uchodzi za odmianę dość uniwersalną, jeśli chodzi o eksperymenty kulinarne. Wszystko zapewne, w mniejszym lub większym stopniu, będzie zależało od poziomu cukru w winie. W moim przypadku feinherb okazał się dobrym wyborem.


Zachęcam do prób, sam jestem ciekaw Waszych opinii i doświadczeń w tej kwestii, choć prawdę mówiąc nie liczę na wzmożony wysyp komentarzy, wszak głupio pisać je samemu. 😉


Landgraf von Hessen, Riesling Feinherb, 2015
Niemcy, Rheinhessen
odmiany: 100% riesling
alk.: 11,5%
cena: 49,99 zł

Dziękuję Faktorii Win za udostępnienie wina do degustacji.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Canard-Duchêne Champagne Cuvée Léonie Brut.


Jeśli spojrzycie na archiwum bloga, to z pewnością dostrzeżecie, że piszę trochę mniej niż w ubiegłych latach. Przyczyn jest kilka, nie chcę teraz o nich mówić, w każdym razie dłuższe przerwy w pisaniu to również mniejsza skłonność importerów, dystrybutorów czy producentów win do podsyłania ich do recenzji blogerom. To jest jasne jak słońce i w pełni zrozumiałe. Ja zresztą nigdy o to nie zabiegałem, kto mnie zna, ten wie. Dlatego mocno się zdziwiłem, że zupełnie niespodziewanie i bez żadnej zapowiedzi Faktoria Win przysłała mi zestaw win do degustacji, czy może recenzji - tego nie wiem, w końcu się nie umawialiśmy. To była miła niespodzianka, którą potraktowałem jako pewien sposób nobilitacji, bo skoro się mniej o winach pisze, a mimo wszystko je dostaje, to może w tym pisaniu jest jakaś wartość. Tak czy owak bardzo dziękuję, degustacje (jak zwykle) będę prowadził we własnym tempie i w najdogodniejszym dla mnie czasie, a recenzje prędzej czy później pojawią się na blogu, króciutkie zaś notki na pewno na Instagramie, który kocham miłością bezwzględną i absolutnie bezwarunkową.

Faktoria przygotowała nową ofertę na lato, a w katalogu informacyjnym czytamy:

„Sezon letni w Faktorii Win rozpoczyna kampania „Wytrawny pojedynek” do której zaprosiliśmy dziennikarkę Basię 'Nakarmioną' Starecką i Piotr Brusia-Klepackiego. W spocie kampanii ta energetyczna para toczy ze sobą zacięty bój na grillowe przepisy, przekonując, że w tym sezonie grillowym nie ma ognia bez wina.

[…] Nowe etykiety, które znajdą się na naszej półce to propozycje idealne na letnie świętowanie czy relaks przy grillu.

Cieszymy się, że jesteśmy pierwszą marką z kategorii, która odważnie wkracza świat grillowej tradycji, prezentując wino jako produkt podkreślający smak - tak lubianych przez Polaków - potraw z rusztu.

Spot promujący kampanię utrzymany jest w estetyce westernowego pojedynku, w którym mierzą się dwa kulinarne światy. Ona - ufa swojej intuicji, kieruje się skojarzeniami i kreatywnością, świadomie łamie zasady. On - tradycjonalista przywiązany do tradycyjnych receptur. Jak zakończy się ten pojedynek możesz zobaczyć na naszych kanałach: na Facebooku i Instagramie oraz na stronie www.wytrawnypojedynek.pl”.

Tyle lektura katalogu, jednak jeśli chcecie poszukać wspomnianych grillowych przepisów, to znajdziecie je raczej w Magazynie Faktorii Win, a nie w wyżej wymienionych mediach. O samym Magazynie już kiedyś się wypowiadałem, mi bardzo odpowiada jego forma, w internecie możecie łatwo odnaleźć numer aktualny i pełne archiwum wcześniejszych wydań.


W zestawie, który otrzymałem znalazł się nawet szampan, szybko zatem zacząłem przeglądać źródła, żeby znaleźć grillową potrawę do takiego wina, ale... nie znalazłem. To wino na randkę, kto wie, może nawet ze śniadaniem następnego dnia, a czy z rusztem (ooops!) czy bez, to już sprawa drugorzędna.

Jako słomiany wdowiec otworzyłem to wino we własnym towarzystwie, nie piekłem mięsiwa na ogniu, zdaje się, że na balkonach nie wolno. Ale zanotowałem sobie kilka uwag, które znajdziecie poniżej.


Wino ma kolor jasnożółty ze złotymi refleksami, jest czyściutkie i klarowne. Bąbelki w kieliszku są bardzo drobne i żwawe. W nosie przypomina przypieczony tost z odrobiną masła, czyli to co lubię w szampanach. W ustach brakuje mi spójności, w pierwszej fazie wino atakuje kwasem, by po chwili oddać pole nutom miodu (ale nie cukru), a potem lekkiej goryczce. Rozedrgany, niezdecydowany i na dłuższą metę męczący. Może jednak lepiej by było wypić go we dwoje…

Jeśli mieliście okazję pić, dajcie znać w komentarzu, ciekaw jestem waszego zdania.


Dziękuję Faktorii Win za udostępnienie win do degustacji.

wtorek, 10 lipca 2018

Bohemia Sekt Prestige Brut.

Pozostajemy w klimacie win musujących, pogoda dopisuje, a to są doskonałe wina na tę porę roku. Ja bardzo lubię spacery, jak mam możliwość, to przemierzam długie kilometry, a po powrocie do domu i szybkim prysznicu największą ochotę mam na wino musujące (czasem piwo). Przez ostatnie trzy dni chodziłem po mieście naprawdę dużo, zaliczyłem trzy długie spacery z miejskimi przewodnikami, a dziś załatwiając sprawy na moim Ursynowie do każdego punktu zmierzałem pieszo.

Ale oto jestem w już w domu, prysznic zaliczony, najwyższy czas na wino.


Postanowiłem otworzyć czeskie wino musujące, a tym samym zakończyć mini cykl opisujący wina Bohemia Sekt. Do tej pory spróbowałem Prestige Demi-Sec i Prestige Rose Brut, a dziś czas na Prestige Brut. Zostawiłem je na koniec, bo spodziewałem się, że będzie to wino najlepiej odpowiadające moim preferencjom i muszę oznajmić, że moja intuicja mnie nie zawiodła, a nos utwierdził w tym przekonaniu. Zapach jest intensywny - zaraz po otwarciu, ale przez krótki moment, wino eksplodowało aromatami drożdży, ale te momentalnie zostały zastąpione nutami skórki od chleba, miodu i kwiatów.



W ustach równie przyjemne, bąble były drobne i dość mało żwawe, ale doskonale wyczuwalne na języku i podniebieniu. Kolor wina był intensywny, nasycony barwami żółci i złota. Wszystko razem sprawiało bardzo dobre wrażenie i dawało mi sporo satysfakcji, o ochłodzeniu i ożywieniu ciała nie wspominając. Jeśli uda się Wam dostrzec je na sklepowej półce, to warto spróbować. Polecam!


Bohemia Sekt Prestige Brut
odmiany: rheinriesling (ryzlink rýnský), pinot blanc (rulandské bilé), welschriesling (ryzlink vlašský).
alk. 12,5%

Dziękuję Amazis.net za udostępnienie wina do degustacji.