Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winne wtorki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winne wtorki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 marca 2017

Winne Wtorki #143. Chardonnay.

Tematem dzisiejszego Winnego Wtorku jest chardonnay, a podrzucił go Szymon prowadzący bloga Dolina Mozeli. Szymon jest miłośnikiem mozelskiego rieslinga i pewnie można by było obstawiać w ciemno, że riesling będzie tematem dzisiejszych rozprawek, ale wybór Szymona był zgoła inny. Chardonnay - bo o tym mowa - jest jedną z najpowszechniej uprawianych odmian winorośli, występuje w zasadzie w każdym regionie winiarskim, łatwo adaptuje się do zastanych warunków i pozwala na tworzenie win o różnorodnym charakterze. Wśród winnej braci nie ustają spory na temat tego, która odmiana białej winorośli zasługuje na większe uznanie: chardonnay czy riesling, jest to dylemat nierozstrzygalny, a w moim przypadku o tyle nieistotny, że ani jeden ani drugi szczep nie włada moim umysłem, choć statystycznie rzecz biorąc częściej piję chardonnay. Zazwyczaj jednak jest on elementem kupażu w winach musujących z Szampanii, ale dziś na warsztat biorę chardonnay z Burgundii - miejsca uważanego za jego kolebkę, gdzie powstają największe i najdroższe wina białe. Moje oczywiście najdroższe nie jest, choć i do tanich też nie należy, wina z apelacji Chablis Premier Cru po prostu mają swoje ceny i trzeba się liczyć z dość konkretnym wydatkiem. W moim przypadku ok. 100 zł.




Vocoret et Fils to producent znany, tworzący szeroką gamę Chablis, od etykiet podstawowych poprzez Chablis Premier Cru a na Grand Cru kończąc. Kupując wino od takiego producenta i za konkretne pieniądze (zwłaszcza w Polsce, na miejscu jednak znacznie taniej) ma się pewne oczekiwania i tu z przykrością stwierdzam, że jestem zawiedziony. Tyle że nie samym winem, a sobą i ignorancją z jaką do tego wina podszedłem. Po pierwsze nie poświęciłem mu należytej uwagi w momencie kiedy je otwierałem. Było to chyba trzecie wino wieczoru i raczej niezbyt dobrze się złożyło, że piłem je po dwóch szampanach. Po drugie z pewnością piłem je za szybko i zbyt chłodne. Po trzecie nie zabezpieczyłem butelki i kiedy wróciłem do wina po dwóch dniach, wydawało się zwietrzałe i zupełnie nieinteresujące. 

Tak nie powinno się robić, obiecuję zatem solennie, że kupię jeszcze jedną butelkę (przynajmniej) i z większą atencją przyłożę się do degustacji, a o jej wynikach powiadomię was w osobnym wpisie.

--------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #143 na podniebieniach innych blogerów:  
--------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------

wtorek, 7 lutego 2017

Winne Wtorki #141. Pinot Noir z Nowej Zelandii.

Jak nie piszę, to nie piszę, a jak już zacznę to dwa wpisy z rzędu 😃 Dziś Winny Wtorek, czyli cykl, który ostatnio regularnie zaniedbuję. Ale, że to moja kolej na określenie tematu, to nie wypada wykręcać się brakiem czasu. Zatem do dzieła!

Tematem jest pinot noir z Nowej Zelandii. Kuba Jurkiewicz, który jest pomysłodawcą polskich Winnych Wtorków, rezyduje akurat od dłuższego czasu w Nowej Zelandii (hej, Kuba, ale w jakim mieście?) i nie ukrywam, że jest to ukłon w jego stronę. Dodatkowo, ale tylko dla osób chętnych, przygotowałem zadanie dodatkowe, czyli porównanie pinot noir z Nowej Zelandii z pinot noir z Burgundii. Natomiast dla osób systemowo niepijących win z Nowego Świata, zadaniem jest krótkie uzasadnienie swojej niechęci do win spoza Europy, a burgundzki pinot noir staje się zadaniem podstawowym 😃

Ja postanowiłem spróbować obu, na szczęście Winne Wtorki zbiegły się z moimi wolnymi od pracy dniami, więc mogłem się do nich przygotować nieco lepiej niż zwykle. W moich kieliszkach miejsce znalazły pinoty z Nowej Zelandii i Burgundii, więc wykonuję zadanie rozszerzone.

Do tej pory nie przepadałem za winami z pinot noir.
Winny Wtorek jest okazją, by dobrze się im przyjrzeć.
Oba wina pochodzą z rocznika 2013. W Burgundii wtedy nie było najlepiej, szalały gradobicia i wiele upraw mocno ucierpiało. Ale Ci, którzy mieli owoce i przetrzymali je nieco dłużej na krzewach, doczekali się niezłych, aromatycznych win. W Nowej Zelandii, a w szczególności na Wyspie Północnej rok był szczególnie udany, ale północna część Wyspy Południowej, w tym Marlborough też nie miała powodu do narzekań.

Porównując kolor wina można by rzec na szybko, że są podobne do siebie. Ale gdy się uważniej na nie spojrzy to wino burgundzkie jest jakby pełniejsze, delikatnie ciemniejsze, bardziej połyskliwe, ale oba są czyste, klarowne, przejrzyste. Nos bardziej wyrazisty znajdziemy w Burgundii, nowozelandzkie wino wydaje się oszczędniejsze w aromatach i o ile burgund pozwala wyczuć aromaty kwiatowo-owocowe, to wino z Marlborough ma charakter bardziej ziemisty, choć i tutaj zapachy charakterystyczne dla Francuza są obecne, tyle że dość blade. W ustach wino francuskie jest bardziej likierowe, z cieniem słodyczy skutecznie hamowanej przez kwasowość, natomiast wino z Nowej Zelandii jest surowe, mięsisto-ziemiste, bardziej chłopskie.

Temat wybrałem z nadzieją, że obronię tezę o równoważności win z nowego i starego świata. Ale im więcej czasu im poświęcam, tym większe zauważam różnice. Tym razem na korzyść burgunda, choć trudno odmówić winu z Nowej Zelandii wysokiej klasy. O zwycięstwie decyduje jednak finezja i elegancja wina z Burgundii. 

----------------------------------------------------


Momo Marlborough Pinot Noir 2013
Producent: Seresin Estate, Nowa Zelandia
Odmiany: 100% pinot noir
Alk.: 13%
Cena: 82 zł (Kondrat Wina Wybrane)
----------------------------------------------------


Beaune Longbois 2013
Apellation Beaune Contrôlée
Producent: Christian Bellang et Fils, Francja, Burgundia
Odmiany: 100% pinot noir
Alk.: 13%
Cena: 69,99 zł (Leclerk Ursynów)
----------------------------------------------------

Wina kupiłem osobiście za ciężko zarobione pieniądze.


Winne Wtorki #141 na podniebieniach innych blogerów:
----------------------------------------------------
----------------------------------------------------

wtorek, 6 grudnia 2016

Winny Wtorek. Winne Mikołajki 2016.

To prawda, nie da się temu zaprzeczyć, odpuściłem sobie trochę Winne Wtorki. Wygląda to tak, jakbym zupełnie olał ten projekt. Ale nie jest to prawdą. Prawdą jest to, że ostatnio trudno jest mi ogarnąć pewne rzeczy, a prawdą jeszcze bardziej smutną jest to, że zupełnie sobie z tym nie radzę. Jakbym stał w miejscu, a świat niewiarygodnie szybko wirował wokół mnie. Jakbym stał przy karuzeli, która kręci się tak szybko, że usiłowanie zajęcia miejsca w jej wagoniku wyglądałaby jak nieudolna i żenująco śmieszna próba uczynienia sobie krzywdy.

Ale jest taki dzień, kiedy taką próbę podejmuję bez względu na ryzyko i konsekwencje, na szczęście udało się, nie doznałem uszczerbku na zdrowiu, za to na mej twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia. Jestem w grze!

Tym dniem są oczywiście Winne Mikołajki. Blogerzy zaangażowani w Winne Wtorki robią sobie w grudniu prezenty, system losujący wybiera osobę/osoby, do których ja wysyłam wino, sam też jestem losowany, a butelki w mniej lub bardziej anonimowy (tajemniczy) sposób docierają do adresatów. Fajna zabawa, w której można liczyć na element zaskoczenia, w odróżnieniu od zwykłych winnych wtorków wino jest zawsze niespodzianką.


A tą dzisiejszą niespodzianką jest wino dla mnie szczególne. Był czas, kiedy byłem przekonany, że wina zrobione z tej odmiany zawładnęły moim sercem i nie pokocham żadnego innego. Stało się inaczej, tak w życiu bywa, nie zmienia to faktu, że barbera zawsze wywołuje we mnie emocje, stara miłość nie rdzewieje.

Trudno o bardziej minimalistyczną etykietę.
Co więcej, takie wina jak Barbera d’Alba Lavai od Ghiomo tylko ją podsycają i rozpalają na nowo. Złe rzeczy się zapomina, dobre urastają do rangi wielkich, dominują nad ciałem i umysłem - tak, miłość jest ślepa. Lavai można ślepo kochać, zwłaszcza, że w jej przypadku nie można mówić o brakach, czy niedostatkach, to wino jest soczyste, pełne owocu (słodka wiśnia jest dobrym skojarzeniem), odpowiednio kwasowe (pobudza apetyt) i w ogóle nie chce opuścić podniebienia, dzięki czemu szczęśliwe chwile trwają długo. Długo, choć chciałoby się, by były jeszcze dłuższe, dotarcie do dna butelki jest dojmujące, ale chyba jednak pomaga zachować dobre wspomnienia.


Dziękuję Mikołajowi za to wino. Z pewnością do niego wrócę w przyszłości, a pewnie także i innych win Ghiomo. Czuję jednak, że rok 2017 będzie dla mnie dobry i w barberę bogaty 😃

----------------------------------------------------------------------
Winne Mikołajki na podniebieniach innych blogerów:
----------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------

wtorek, 7 czerwca 2016

Winne Wtorki #125.

Wybór tematu dzisiejszego Winnego Wtorku należał do mnie i postanowiłem postawić na wina białe z Bordeaux. Nie wiem, czy temat chwyci i jaka będzie frekwencja, ale ponieważ decyzja była moja to przynajmniej ja powinienem coś na ten temat skrobnąć :).

Białe wina w Bordeaux to przede wszystkim te oparte na odmianie sémillon, z której produkuje się znane wina słodkie - Sauternes i Barsac. W przypadku win wytrawnych króluje jednak odmiana sauvignon blanc - moja ulubiona - i po cichu liczyłem na mały przegląd bordoskich SB, ponieważ do tej pory najczęściej piłem sauvignon blanc z Nowej Zelandii lub innych krajów należących do winnego Nowego Świata.


Do dzisiejszej próby wybrałem wino Kressmann Monopole Blanc z 2014 roku - wino, które znajduje się w ofercie „Standard Plus" Faktorii Win. Jest to wino jednoodmianowe, w butelce otrzymujemy 100% sauvignon blanc. Prawdę mówiąc szukałem w tym winie pewnej odmienności w stosunku do win z Nowej Zelandii, ale wrażenia z degustacji były jednak bardzo zbliżone. Jest tu sporo czarnej porzeczki w pokrzywach - tak odbieram to wino pod względem aromatu, jest żywa kwasowość, jest też trochę egzotycznych owoców. Wino może jest pozbawione jakichś wyraźnych, indywidualnych rysów, ale otrzymujemy porządny produkt, który jest przy okazji nieźle wyceniony - 35 zł za butelkę takiego wina wydaje się być kwotą całkiem dobrze wydaną.

-------------------------------------------------------------
Kressmann Monopole Blanc 2014
Francja, Bordeaux AOC
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 12,0%
importer: Faktoria Win (Eurocash)
cena: 34,99 zł
-------------------------------------------------------------
Winne Wtorki na podniebieniach innych blogerów:
-------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem z Faktorii Win. Dziękuję!

wtorek, 17 maja 2016

Winne Wtorki #124.

Jak dziś pamiętam propozycję Kuby Jurkiewicza, by wziąć udział w projekcie nazwanym Winne Wtorki, a dziś już przypada 124. edycja Wtorku. Szmat czasu. Parę osób przestało pisać, kilka osób ze starego składu pisze nieregularnie (mówię o sobie), ale jest też trochę świeżej krwi i to właśnie ona w postaci Kasi Józefiak, autorki bloga Korek od wina, zaproponowała temat, który, można by rzec, jest "na czasie". Jest na czasie bo trwa Riesling Week (w zasadzie dwa tygodnie) - impreza promująca wina niemieckie ze szczepu riesling. Jesteście bystrzy, więc nie będę Wam tłumaczył o co chodzi w tej imprezie. W razie czego wujek Google Wam podpowie.

W każdym razie zaopatrzyłem się w butelkę porządnego niemieckiego rieslinga, otworzyłem ją i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken to świetne wino.


Nie piję go raz pierwszy i nie piję go po raz ostatni. Miłość do grobowej deski odnosi się do wina, nie do kobiet. Kocham to wino miłością czystą i bezwarunkową, ale o jego smaku wiele Wam nie powiem. Dżentelmeni o smaku ust swych kochanek nie rozmawiają z nikim. Chcecie wiedzieć to umówcie się na randkę, może coś z tego wyjdzie :) Wystarczy, że Wam powiem, że potem nie będzie już tak samo.

Jeśli chodzi o producenta, to wspomniany przeze mnie wyżej Kuba miał okazję odwiedzić producenta. Polecam jego relację, ja nie napiszę nic więcej.

Wino Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken jest dostępne w sieci Winestory - stacjonarnie i za pomocą internetu. Cenę znajdziecie na ich stronie internetowej.

---------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #124 na podniebieniach innych blogerów:
---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

wtorek, 2 lutego 2016

Winne Wtorki #117. Cabernet franc.

Pani od polskiego mówiła, żeby nie rozpoczynać zdania od „a więc”. No więc dzisiaj mamy Winny Wtorek - wtorek, w który blogerzy winni opisują wino wybrane przez jednego/jedną z nich. A w tym wypadku być może oboje, bo temat wyznaczyli twórcy bloga „Nasz Świat Win”, czyli Marta i Robert. Wybór padł na czysty cabernet franc - region dowolny.

Ostatnio jakoś mi się nie składało pisanie o winie - a to obowiązki w domu, a to nowe zadania w pracy, ale też i potrzeba odpuszczenia sobie pisania o winie. Przynajmniej na chwilę. Nie chciałem, żeby pisanie stało się dla mnie obowiązkiem czy zobowiązaniem wobec czytelników. Obowiązek zabija przyjemność, a ja wolałbym, żeby pisanie pozostało przyjemnością. Trochę mniej w związku z tym udzielam się towarzysko, nie bywam, nie pokazuję się, pozostaję z boku, nie robię nic na siłę.

Dziś jednak mam potrzebę podzielenia się z Wami wrażeniami z degustacji wina, które kupiłem podczas prezentacji win z portfolio Rafa-Wino, którego część znajduje się od jakiegoś czasu również w ofercie Winestory. Prezentację prowadzili wspólnie Łukasz Bogumił (Winestory) i Paweł Świerczek (Rafa Wino), a degustowane wina tak mi się spodobały, że z kilkoma wróciłem do domu.


Wśród nich był właśnie cabernet franc z winiarni Janus Borház z węgierskiego Villány. Region ten leży na południowym krańcu Węgier i podobno tam cabernet franc znalazł swój raj na ziemi. Być może. W każdym razie jest wyraźnie inny od tego rodzaju caberneta, który miałem okazję i przyjemność pić wcześniej. Tyle, że niemal wszystkie wcześniejsze butelki pochodziły z francuskiej Doliny Loary. Czy cabernet franc z Villány jest lepszy, czy gorszy od loarskiego to kwestia gustu, ale mogę „dziełko” Janusa pochwalić. Jest to wino czyste i soczyste, pełne owocu, ze sporą kwasowością i delikatnym garbnikiem. Ładnie się rozwija i z każdą mijającą godziną daje więcej radości. I jest to radość niezmącona koniecznością/chęcią napisania dla Was tej krótkiej notatki z degustacji.

Amen!

-----------------------------------------------------
Janus, Villányi Cabernet Franc, 2011
region: Węgry, Villány
odmiana: 100% cabernet franc
alk.: 13,5%
importer: Rafa Wino
-----------------------------------------------------
Winne Wtorki #117 na podniebieniach innych blogerów
-----------------------------------------------------

wtorek, 8 grudnia 2015

Winne Wtorki. Mikołajki 2015.

Grudniowe Winne Wtorki nieco nietypowo, bo nie w pierwszy i trzeci wtorek miesiąca, ale w drugi i czwarty. Wszystko przez to, że chcieliśmy, aby Winny Wtorek wypadł jak najbliżej Mikołajek, ponieważ wtorkowicze tradycyjnie już wysyłają anonimowo wina-niespodzianki innym uczestnikom projektu, właśnie z okazji imienin św. Mikołaja.

Ja miałem szczęście otrzymać butelkę z jednej z moich ulubionych apelacji - z portugalskiego Douro.


Winiarnia jest stosunkowo młoda, powstała w 2002 roku, oczywiście po to, by robić jak najlepsze wina, z jak najlepszych gron pochodzących z pierwszej uznanej apelacji na świecie. Wydaje się, że producent stawia na tradycję, wino powstaje z trzech najpopularniejszych dla tego regionu odmian winogron: tinta roriz, touriga nacional, touriga franca, wyciskanych i fermentowanych w kamiennych basenach zwanych lageres. Wino następnie przez pół roku dojrzewa w beczkach z dębu francuskiego i amerykańskiego. Brak uaktualnień na stronie internetowej zdaje się poświadczać staroświeckie podejście do interesów, ale nie to jest najważniejsze, najważniejsza jest zawartość butelki.


W butelce znów tradycyjnie i dość przewidywalnie. W kieliszku konkret - zarówno pod względem alkoholu, jak i ekstraktu. Beczka wyczuwalna, ale zupełnie nieprzeszkadzająca w piciu - pozwala dojść do głosu ciemnym owocom, a one mówią i mówią. A ja słucham, słucham, ale tylko jednym uchem, bo do drugiego ucha drą się dzieciaki, z którymi gram w Monopoly... na telewizorze. Takie teraz czasy, że do grania wystarczy telewizor z internetem, a komputery i konsole (o ile nie jesteście maniakami) wydają się zbędne. Mamy też wersję... analogową, klasyczną grę planszową z pieniędzmi i kartonikami, w polskiej wersji wydanej z okazji 80 lat gry na światowych rynkach. Kupiliśmy na wakacjach, ale teraz pewnie wybralibyśmy wersję Star Wars :)

Oddalam się chyba jednak od tematu wina, a może to wino pozwala nieco "odpłynąć". Zaglądam zatem do kieliszka, a tam już pusto. Tak to już jest z Douro - płynie zbyt szybko.

Mikołaju, dziękuję za udany wieczór! Do zobaczenia za rok!

----------------------------------------------------
Vinhas da Ciderma
Donzel, Douro Tinto, 2010
odmiany: tinta roriz, touriga nacional, touriga franca
enolog Mónica Figueiredo 
alk. 14,5%
----------------------------------------------------
Mikołajkowe Winne Wtorki na podniebieniach innych blogerów:
----------------------------------------------------
Zdegustowany
Przy Winie
Blurppp
Nasz Świat Win
Italianizzato
Dolina Mozeli
Winiacz
Winne Przygody
----------------------------------------------------

wtorek, 20 października 2015

Winne Wtorki #110. Wina Polskie.

Nikt nie lubi poniedziałków, ale do wtorków osobiście nic nie mam, zwłaszcza, jeżeli jest to Winny Wtorek. Przypominam, że pijemy (próbujemy, degustujemy) wina wg pewnego klucza, który określa kolejno jeden z blogerów winnych biorących udział w tym projekcie. Temat na dziś zaproponowały Kobiety i Wino, a są nim wina polskie.

Kilka razy miałem okazję próbować win polskich. Pierwszym z nich był kupaż chardonnay/auxerrois z Winnicy Jaworek, zamknięty jedynie w 820 butelkach, jako posiadacz jednej z nich czułem się jakoś szczególnie wyróżniony, choć w naszych warunkach ledwie kilkaset butelek danego wina nie jest niczym szczególnym.

Pierwsze polskie wino, jakie piłem.
Od tego czasu wiele się zmieniło, wielu producentów uzyskało certyfikaty pozwalające na sprzedaż wina, co wcale nie jest łatwe - winiarze walczą z bzdurnymi przepisami, które dziś niewiele mają wspólnego z wolnością gospodarczą zaproponowaną przez ministra Wilczka na początku ustrojowej transformacji. No, ale to nie jest temat na dzisiejszy wpis.

Po drodze było kilka butelek od Płochockich, panel poświęcony polskim winom podczas II zlotu blogerów winnych, który był dla mnie szczególnie cennym doświadczeniem, ostatnio piłem zaś M&13 (szczep muscaris, rocznik 2013) z Domu Bliskowice.


Dzisiaj mam przyjemność pić wino T4 z Winnicy Rzeczyca - jego nazwa jest oczywiście kodem, za którym kryje się szczep traminer zebrany w 2014 roku. Wielu polskich winiarzy koduje nazwy, ponieważ umieszczenie nazwy szczepu i rocznika wina na etykiecie wiąże się z dodatkowymi kosztami, co jest kompletną bzdurą i kolejnym ograniczeniem wolności gospodarczej, z którym nie poradził sobie (nie chciał?) rząd PO-PSL, wydawałoby się liberalny i z nastawieniem pro-rolniczym.


Wino trafiło do mnie właściwie za sprawą przypadku. Rozmawiałem z kolegą w pracowniczej kantynie i tak powoli, od słowa do słowa, doszliśmy to tematu win. Kolega nie jest specjalnie „winny”, ale ma przyjaciółkę, której rodzice pasjonują się winami na tyle, że założyli winnicę, której poświęcają każdą wolną chwilę i zdaje się, że wraz gospodarstwem agroturystycznym ma ona stanowić trzon ich utrzymania. W pełni popieram i trzymam kciuki! Wymiana maili, rozmowa przez FB i wino znalazło się u mnie, ale o nim może jeszcze za chwilę. Teraz kilka słów o samej winnicy. Żeby nie pisać historii na nowo posłużę się cytatem z profilu winnicy na FB:

"Winnica Rzeczyca leży we wsi Rzeczyca, w gminie Kazimierz Dolny, przy turystycznym szlaku rowerowym, prowadzącym z Kazimierza Dolnego do Rąblowa, w odległości około 6 km od rynku.

Stare siedlisko jest usytuowane w malowniczym, pagórkowatym terenie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego, nad wąwozem lessowym.
W mocno zróżnicowanym i pofałdowanym terenie, o bogatej szacie roślinnej, występują rozmaite nachylenia stoków z przewagą ekspozycji południowo-zachodniej i zachodniej. Średnia wysokość to 190 do 205 m npm.

Obecnie obszar winnicy to 0,5 ha uprawy próbnej, dającej już pierwsze plony, oraz około 2,0 ha pola przygotowywanego stopniowo pod właściwe nasadzenia . Odmiany już plonujące i dające wina białe to Hibernal, Solaris, Seyval Blanc, Traminer i Jutrzenka.
Uprawiane odmiany na wina czerwone to: Regent, Rondo i Cabernet Cortis .

W trakcie uprawy winorośli, a następnie winifikacji, w miarę możliwości unikamy stosowania zabiegów chemicznych, a także nie używamy nawozów sztucznych.

Staramy się robić wina gronowe nieszaptalizowane (bez dodatku cukru), naturalne, niefiltrowane.

Plany docelowe to winnica obejmująca 2,5 ha funkcjonująca przy gospodarstwie agroturystycznym."

No i pięknie! Powtarzam jeszcze raz: trzymam kciuki za sukces!


A teraz kilka słów o samym winie.
Rzeczyca T4  to wino niezwykle aromatyczne, pachnące kwiatami, czyste, z dobrze wyczuwalną słodką nutą. Wino jest półwytrawne, choć wydaje mi się, że nie za sprawą cukru resztkowego, a raczej niewybujałej kwasowości. Mi w każdym razie to wino wydawało się całkiem wytrawne, świeże, z mineralną, kamienną nutą. Bardzo smaczne. Mówię to z przekonaniem i radością, bo bałem się trochę, że będę musiał je chwalić na siłę, ale obawy okazały się zupełnie nieuzasadnione, wino obroniło się samo.

Jeśli chodzi o cenę, to także jest dobrze. Polskie wina rzadko schodzą z ceną poniżej 40 zł, a te z Rzeczycy oscylują wokół tej kwoty - najtańsze kosztują 35 zł, najdroższe 45 zł.

Oprócz T4 zamówiłem jeszcze Rose (na bazie odmiany rondo) oraz Cuveė (mieszanka odmian: seyval blanc, bianca i jutrzenka). Jak tylko je spróbuję dam Wam znać. Przypominam, że moje winne notatki znajdziecie nie tylko na blogu, ale też Facebooku i Instagramie. Zapraszam!

----------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #110 na podniebieniach innych blogerów:
----------------------------------------------------------------------
Winniczek
Nasz Świat Win
Kobiety i Wino
----------------------------------------------------------------------

wtorek, 6 października 2015

Winne Wtorki #109. Gruzja.

Za mało  Włoch, za mało Francji, za mało Hiszpanii, za mało Argentyny i Chile, a już na pewno za mało Gruzji. W zasadzie o każdym kraju czy winiarskim regionie mógłbym napisać, że za mało, bo jeśli miałbym sobie wyrobić o nich zdanie, to przecież nie na podstawie dwóch, trzech czy nawet dziesięciu butelek. Po sześciu latach obcowania z winem wiem, że nic nie wiem, że wciąż za mało, choć jeśli miałbym polegać na opinii teściowej, to za dużo, zdecydowanie za dużo. 

W każdym razie o Gruzji nie wiem zbyt wiele, a w tym roku z winem gruzińskim miałem do czynienia... raz. To było na wakacyjnym wyjeździe, w małej miejscowości pod Zakopanem, w lokalnym markecie zgarnąłem z półki Faktorii Win butelkę saperavi.

Jeśli powiem, że dobre, to za mało, czy w sam raz?
Katalog win na stoisku był już nowy, ale wina w sklepie pochodziły jeszcze z wcześniejszego. Oprócz wina gruzińskiego z tego samego katalogu kupiłem Manfredi Barolo i Frescobaldi La Torre z toskańskiej apelacji Morellino di Scansano AOC i uczciwie przyznaję, że Gruzja wówczas znacznie bardziej przypadła mi do gustu, a poza tym była najtańsza w tym zestawieniu. Było to wino smaczne, bardzo "pijalne" i dobrze poukładane. Owoc, tanina, kwas, alkohol - wszystko w doskonałych proporcjach, a przecież nie jest to jakieś szczególne wino. Po prostu dobra robota.

Okazja do wypicia wina z Gruzji pojawiła się dzisiaj za sprawą Kasi Józefiak - autorki bloga "Korek od wina". Winne Wtorki nie zaprzątały ostatnio mojej głowy, na niej spoczęły inne sprawy, ale akurat o Gruzji nie zapomniałem i nawet nieźle się przygotowałem pod względem zakupów.

Kilka win kupiłem, ale wybrać muszę jedno...
Na warszawskich Kabatach znajduje się sklep firmowy producenta TELAVI WINE CELLAR, w którym można kupić większość win znanych pod marką Marani i stamtąd pochodzą moje butelki, choć jedną z nich kupiłem w innym sklepie. Nie ma raczej problemu z dostępem do win tej marki, ale jeśli mielibyście jednak z tym kłopot, to wina Marani można kupić bez problemu w sklepie internetowym. Pewności nie mam, ale mam wrażenie, że niektóre wina są tam nawet tańsze niż w sklepie stacjonarnym.

Nie mam pytań...
Takie wina kupiłem, ale nie mam możliwości, żeby spróbować ich wszystkich. Pierwszym wyborem zostało zatem rkatsiteli (to odmiana) z Kondoli (to winnica) z regionu Kakheti (wschodni kraniec Gruzji).  Jeśli jesteście amatorami, takimi jak ja, to wino będzie Wam się kojarzyło raczej z chardonnay niż z sauvignon blanc, czyli melon, banan, guma balonowa. Wino zostało tknięte beczką (dąb francuski - nowy i używany), więc maślane nuty chardonnay z Kalifornii nie będą złym skojarzeniem, choć mdleć od tego nie będziecie za sprawą mitycznej "mineralności" zaklętej w surowości, ale i krągłości rzecznych otoczaków. Moim zdaniem wino jest super, cena 45 zł absolutnie nie odstrasza.

Powtarzam raz jeszcze, specjalistą od win gruzińskich nie jestem, ale kilka razy je piłem i ani razu się nie rozczarowałem. Jeśli tak mają wyglądać moje spotkania z Gruzją, to jestem zdecydowanie na TAK.

-------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #109 na podniebieniach innych blogerów:
-------------------------------------------------------------------
Blurpp
Italianizzato
Dolina Mozeli
Nasz Świat Win
-------------------------------------------------------------------



wtorek, 2 czerwca 2015

Winne Wtorki #101.

Dziś mamy pierwszy wtorek miesiąca, a zatem jest to Winny Wtorek. Tym razem ja decydowałem o tym, jakie wina będziemy pili i zaproponowałem białe wina z Kalifornii. Robi się ciepło, nawet upalnie, na ochłodę białe wina wydają się być dobrą propozycją, a Kalifornia znana jest u nas powszechnie za sprawą Carlo Rossi - może warto pokazać czytelnikom inne oblicze Złotego Stanu.


Ja zaopatrzyłem się w butelkę Kendall-Jackson Vintner’s Reserve Chardonnay 2013 w sklepie Wino i Spółka. Jeszcze nigdy nie miałem tak blisko do specjalistycznego sklepu z winem, choć przyznać muszę, że w promieniu pięciuset metrów mam do dyspozycji: Żabkę, Małpkę, Odido, Tesco Express, Biedronkę i Leclerka (tak, tak, tego słynnego - ursynowskiego) nie licząc kilku sklepów typu "Alkohole 24H”. Ostatnio w moim budynku otworzył swe podwoje dyskont alkoholowy "Prosto z palety", ale do sklepu Wino i Spółka mam raptem 2 metry od wyjścia z klatki schodowej, trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś (poza moimi sąsiadami) miał bliżej.

Wino, które dziś mam zamiar opisać, próbowałem już wcześniej podczas degustacji zorganizowanej z okazji otwarcia sklepu, ale nie zrobiło ono na mnie szczególnego wrażenia. Chciałem jednak się z nim zmierzyć jeszcze raz, dziś mam ku temu okazję.

To chardonnay dojrzewa w małych beczkach (dąb francuski i amerykański), więc nos jest mocno zdominowany przez dębinę, nuty maślano-migdałowe są wszechobecne i zdawać by się mogło, że wino jest przez beczkę ukatrupione. Ale w ustach już tak nie jest, owoc potrafi się przebić, kwasowość mu w tym pomaga, choć szczerze mówiąc jest zbyt agresywna, szorstka i jakaś taka sztuczna. Ogólne wrażenie niezłe, ale za cenę ponad 100 zł można oczekiwać więcej i w tym kontekście wino nieco rozczarowuje. Pamiętam degustację win Wente, pamiętam ich beczkowe chardonnay, którego charakter  był identyczny, tyle że wino kosztowało niemal dwa razy mniej.

Choć to wino jest jednoszczepowe to śmiało możemy uznać je za kupaż, owoce pochodzą z upraw rozmieszczonych w różnych hrabstwach (county) Kalifornii, a ich udział jest ściśle określony:  

36% Monterey County,
33% Santa Barbara County,
14% Mendocino County,
14% Sonoma County,
3% San Luis Obispo County.

Po co to wszystko? Zapewne chodzi o odmienne „terroir” poszczególnych upraw. I tak: Monterey County odpowiada za smaki cytrusowe, Santa Barbara County za smaki mango i ananasa, Mendocino County za posmak zielonego jabłka, a Sonoma County za nuty dojrzałej gruszki. Moje podniebienie, nie ma chyba takiej „rozdzielczości” smakowej, dla mnie wszystkie te smaki zlały się w jeden, który dobrze kojarzę pijąc beczkowanie chardonnay, a mianowicie smak bananowej gumy balonowej.

W zasadzie mógłbym podsumować, że to wino wpisuje się w jakiś utarty schemat, brak mu oryginalności, a przez to może wydawać się zbyt drogie, jak na wrażenia, których dostarcza. Ale wydaje mi się, że równie dobrze może być winem pełnym niuansów, których ja nie umiem wychwycić. Może nie potrafię właściwie docenić wina, które (jeśli wierzyć informacjom producenta) od ponad dwóch dekad jest najlepiej sprzedającym się chardonnay Ameryki. Ale tam kosztuje tylko 17$ ;)


Kendall-Jackson Vintner’s Reserve Chardonnay 2013
odmiana: 100% chardonnay
alk. 13,5%
cena: 107 zł (Wino i Spółka, czerwiec 2015)

---------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #101 na podniebieniach innych blogerów:
---------------------------------------------------------------------------
Winniczek
Dolina Mozeli
---------------------------------------------------------------------------




środa, 4 lutego 2015

Winne Wtorki #93.

Dziś pijemy wina niemieckie, tyle że czerwone. Kto chce, ten do nich dotrze, choć w supermarketach ciężko będzie znaleźć je wśród taniutkich i raczej marnych win białych. Raczej sklepy specjalistyczne. Ale wysoka frekwencja pokazała, że wielkiego kłopotu nie było.


Mięso, krew, pot i łzy, a może nawet i trup. Mdły zapach, mdły smak. Na mogile zaczynają rosnąć kwiatki, zaskakująco szybko wyrastają z kopca ziemi. Na podobnym, tuż obok, rosną truskawki - owoce są jeszcze małe, ale zieleń ustąpiła miejsca bladej bieli, ożywionej muśnięciem różu. Intrygujące.

Anselmann St. Laurent 2011
Niemcy, Palatynat (Pfalz)
alk. 13,5%
cena: ok. 45 zł (Dom Wina - styczeń 2013)

--------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #93. na podniebieniach innych blogerów
--------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------

wtorek, 6 stycznia 2015

Winne Wtorki #91.

Dziś jest wtorek, wtorek winny, podczas którego będziemy raczyć się winem wzmacnianym. Przyjęło się mówić, zupełnie nie wiem dlaczego, że zimą (albo kiedy jest chłodno) odstawiamy lekkie i rześkie wina białe, a sięgamy po coś cięższego, bardziej alkoholowego, rozgrzewającego. OK, w domu możemy się rozgrzewać, jak płacimy rachunki na czas, to i bez win wzmacnianych przeżyjemy, a jak będziemy pić porto na mrozie, to i tak nam nic nie pomoże, zamarzniemy na amen, może co najwyżej w dobrym nastroju.


Skoro padło słowo porto, to właśnie ono dziś znajdzie się w moim kieliszku. Grand Cru - właściciel sklepu dobrewina.pl wyposażył mnie w odpowiednią butelkę, a jest nią Porto Tawny od Manoel D. Poças Junior - Vinhos, S.A.

Jest to krystalicznie czyste, klarowne wino o pięknym rubinowym kolorze. Nos nie jest zbytnio skomplikowany czy złożony, po prostu malinowo-truskawkowy, przyjemny. Podobne doznania w ustach i znów poczucie, że to fajne, łatwe w piciu wino, którego zadaniem jest dostarczanie radości, a nie aktywowanie skłonności do filozoficznych rozważań nad życiem. Toteż nie wymądrzam się, tylko nalewam sobie kolejną porcję :)

-------------------------------------------------------------------
Manoel D. Poças Junior - Vinhos, S.A.
Porto Tawny
Portugalia, Dolina Douro
odmiany: touriga nacional, touriga franca, tinta roriz, tinta barroca, tinto cão
alk.: 19%
cena: 34,90 zł w promocji (39,90 normalnie)
więcej informacji: www.pocas.pt
-------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #91 na podniebieniach innych blogerów:
-------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------

wtorek, 16 grudnia 2014

Winne Wtorki: Mikołajki.

Dzisiejszy Winny Wtorek, jest przy okazji wtorkiem mikołajkowym; podobnie jak w zeszłym roku, uczestnicy WW zrobili sobie nawzajem prezenty. Dzisiaj jest ten moment, kiedy wszystko stanie się jasne.

Mój mikołajkowy prezent okazał się prezentem trochę zakamuflowanym, ponieważ spodziewałem się go dostać od innego blogera, a dostałem od importera, ale dziś już wiem, że stał za tym Gabriel z DoTrzechDych.pl

Problem polega na tym, że opis wina zamieściłem wczoraj, nie mając świadomości opisanej wyżej sytuacji. Na szczęście rozrzut czasowy okazał się niewielki, a wpis i tak miał charakter mikołajkowy, więc wszystko skończyło się dobrze.

Dziś zatem dziękuję nie swojemu, a swoim Mikołajom, radość także jest podwójna :)

Oto właśnie mój prezent!

A jego opis znajdziecie >>> TU <<<

------------------------------------------------------------
Mikołajkowe Winne Wtorki u innych blogerów: 
------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------


wtorek, 4 listopada 2014

Winne Wtorki #87.

Tematem dzisiejszego Winnego Wtorku są wszelkiej maści wina greckie. Nie tak łatwo jest dostać wino, które nie byłoby półsłodkim Imiglykos (te można kupić wszędzie), musiałem się trochę pokręcić po Ursynowie, żeby znaleźć greckie wino wytrawne, w końcu trafiłem aż na Kabaty i tam w salonie M&P udało mi się coś kupić.

To wino regionalne z Peloponezu, wyprodukowane przez ogromną spółdzielnię INO, do której winny surowiec dostarcza aż 1500 podmiotów. Produkuje się tam między innymi serię win jednoszczepowych, ja zdecydowałem się na moschofilero, bo nazwa tego szczepu mnie po prostu kręci. Młode moschofilero daje wina lekkie, świeże i bardzo aromatyczne, ale tego raczej w tym winie nie mogłem się spodziewać, ponieważ moja butelka pochodziła z rocznika 2009. Prawdopodobieństwo, że pięcioletnie białe wino, butelkowane jako proste wino stołowe będzie wciąż rześkie i gibkie, nie było wielkie. Nie pomogło mu także to, że było zamknięte korkiem syntetycznym, który stosuje się przeważnie w winach przeznaczonych do szybkiego wypicia. Ale kupując to wino byłem w pełni świadom tego, co mogę dostać.


A co otrzymałem? Już sam intensywny złoty kolor mówi wiele o wieku wina. Ale trzeba przyznać, że wino było czyste, klarowne, błyszczące, bez najmniejszych nawet oznak zmatowienia. W nosie zamiast zapachu kwiatów i cytrusów dostajemy aromaty miodu, orzechów i migdałów - charakterystyczne cechy win wiekowych, mocno utlenionych. Kwasowość raczej delikatna, ale jeszcze jakoś spina to wino, alkoholu nie za dużo, jedynie 11,5%. To wino od razu z czymś mi się skojarzyło, a mianowicie z sherry fino, które piłem kilka miesięcy temu. Tyle że tamto było jeszcze bardziej wytrawne i bardziej słone, ale kierunek skojarzeń jak najbardziej prawidłowy.

Spróbowanie, powiedzmy sobie szczerze, starego wina było samo w sobie doświadczeniem dość ciekawym, ale nie jestem pewien, czy fakt trzymania na półkach takiego wina jest powodem do dumy, czy raczej wstydu. Amatorzy wina, którzy nie mają doświadczenia z winami utlenionymi, zadowoleni z pewnością nie będą i raczej nie sięgną po kolejną butelkę. Być może nawet nie sięgną po inną grecką etykietę. Ja wolałbym wypić coś świeższego - najchętniej najmłodszy obecnie rocznik 2013.

——————————————————————
Ino
Moschofilero 2009
odmiana: 100% moschofilero
alk. 11,5%
cena: 42 zł w M&P Alkohole i Wina Świata (zakup własny)
——————————————————————
Winne Wtorki #87 na podniebieniach innych blogerów:
——————————————————————


poniedziałek, 13 października 2014

Winne Wtorki #85. CD.

Wracam do zapowiedzianego wcześniej tematu chilijskich pinotów, z którymi nie wyrobiłem się na zeszły (winny) wtorek. Na szczęście końcówka poprzedniego tygodnia była dość luźna i mogłem spróbować aż trzech win pasujących do zaproponowanego przeze mnie zagadnienia.


Trzy butelki i trzy różne wina, dość ciekawe, ale żadne z nich nie wprawiło mnie w zachwyt. Zacząłem o Arte Noble Pinot Noir 2013 (39 zł w Winestory). Wino było delikatne, z bardzo gładkimi taninami i subtelną kwasowością. Wyraźnie wyczuwalna truskawka plus nutka wanilii i skojarzenia z Beaujolais (gamay) gotowe. Dobrze "wchodzi", miłośnikom delikatnych win może się podobać, choć można mu zarzucić też jakieś rozwodnienie i brak koncentracji.



Agustinos Reserva Pinot Noir 2011 (46,99 zł w Winotece Sami Swoi) to już wino bardziej krzepkie, wyraźnie kwasowe, taniny zdecydowanie mocniejsze, ale owoc schodzi na drugi plan (kwaśne wiśnie raczej niż truskawki), a dominują nuty ziemiste. Z całej trójki to wino podobało mi się najbardziej, cechowała je ogólnie pojęta równowaga i brak jakichś wyraźnych niedociągnięć.



Najgorzej wypadło Rucahue Reserva Pinot Noir 2012 (41,10 zł w Supersamie pl. Unii Lubelskiej). Kwaśne, zielone, z aromatami mentolu, apteki i drewnianej sklejki. W tartaku dałoby radę, w domu przydałoby się coś bardziej subtelnego. Garbniki szarpią podniebienie, owoc nie może się przebić, posmak gumy balonowej dopełnia obrazu całości. Zawiodłem się na tym winie, bo podczas Chilean Wine Tour zapamiętałem Rucahue jako producenta całkiem dobrego caberneta, spodziewałem się równie dobrego pinota. 



Mimo nienajlepszych wrażeń, cieszę się, że udało mi się spróbować tych win. Wyraźnie widać, że nie są robione na jedno kopyto, że potrafią mniej lub bardziej ładnie różnić się między sobą. Jednak porównując je do ostatnio próbowanego pinot noir z Burgundii muszę podkreślić wyższość wina z Francji. Bez odrobiny wahania oddałbym trzy chilijskie wina za to jedno francuskie. 

wtorek, 7 października 2014

Winne Wtorki #85.

Sporo zajęć mam ostatnio na głowie, w pracy wiele do zrobienia, w domu wcale nie mniej. Trudno znaleźć trochę czasu, by czule przytulić jakąś butelczynę z winem. Podrzucić zagadnienie na Winne Wtorki to rzecz dość łatwa, ale napisanie opowiadania na ten temat wymaga czasu, którego notorycznie brak.

Mam wrażenie, że proponując rozpracowanie chilijskiego pinot noir nie rozbudziłem w innych "wtorkowiczach" ochoty na poruszenie tej kwestii. Na szczęście pisząc ten tekst mam już pewność, że nie tylko ja będę pił chilijskiego pinota. Słowo "będę" jest tutaj kluczowe, ponieważ udało mi się (z pewnymi problemami) kupić wino - i to nie jedno, a trzy - ale otworzyć ani jednego. Dziś więc będzie tylko wstęp do degustacji, którą ze względów wymienionych powyżej muszę nieco odsunąć w czasie.

Zdawałoby się, że z zakupem czarnego pinota z Ameryki Południowej kłopotu nie będzie, a jednak miałem z tym pewne problemy. W moim ursynowskim Leclerku znalazłem ze dwadzieścia różnych marek z Chile, ale pod względem szczepów wybór był ograniczony. Cabernet sauvignon - proszę bardzo, chardonnay na hektolitry, carmenere - półki aż się uginają, syrach - bez problemu, pinot noir - ani jednej butelki. Poszedłem do Winestory, bo też mam niedaleko. Niemal ta sama sytuacja, ale tu jedna jedyna etykieta - Arte Noble - się znalazła. Dziwne, kiedyś nie było z tym problemu. Zaskoczony tą sytuacją, zachodziłem do różnych sklepów i okazało się jednak, że tragedii nie ma. W Supersamie mieszczącym się w nowym centrum handlowym przy Placu Unii Lubelskiej kupiłem Rucahue, a w Winotece Sami Swoi przy Rondzie Jazdy Polskiej dokupiłem jeszcze Agustinos.


Każde z win pochodzi z innego rocznika, każde z innego rejonu, ciekaw jestem, czy będę mógł dostrzec jakieś różnice w ich stylach. A może wszystkie te wina będą do siebie tak podobne, że uprawnione będzie twierdzenie, propagowane prze miłośników win europejskich, że wszystkie są robione na jedno kopyto, w dodatku w niezbyt dobrym stylu. Ja wierzę w postęp chilijskiego winiarstwa, wielokrotnie dawałem temu wyraz, choćby przy okazji Chilean Wine Tour. Jak będzie tym razem? Dajcie mi chwilę, przekonamy się o tym wkrótce.

--------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #85 na podniebieniach innych blogerów:
--------------------------------------------------------------------------
Blurppp
Nasz Świat Win
Czerwone czy białe?
Winettoo
--------------------------------------------------------------------------

wtorek, 15 kwietnia 2014

Winne Wtorki #74.

Gabriel - twórca DoTrzechDych.pl powrócił po dłuższej nieobecności do projektu Winne Wtorki i zaproponował temat, który mnie interesował od dawna, a jednocześnie broniłem się przed nim jak inżynier Mamoń przed nowościami. "Jak może podobać mi się coś czego nie znam" - tymi słowami można pokrótce scharakteryzować jego obawy. Tematem jest wytrawne sherry.

Wkrótce Wam wyjaśnię moje wątpliwości, a tekst im poświęcony (oraz winu) będzie powstawał etapami. Trudno temat tego rodzaju sherry skwitować kilkoma zdaniami, a ja w wirze pracy nie mogę mu dziś poświęcić tyle czasu, na ile zasługuje.

15 kwietnia 2014
Etap 1 - wino w kieliszku.


Oto jest. W małym kieliszku i z małej butelki (375 ml). Tu pierwszy etap zakończę, dodam tylko, że wino miało wielce intrygujący nos.

16 kwietnia 2014
Etap 2 - aromaty, wrażenia smakowe, opinie ekspertów.

Po sherry fino trudno spodziewać się aromatów kwiatowych, czy owocowych. To nie ten typ wina. Ja wąchając Alexandro Sherry miałem dwa skojarzenia. Po pierwsze orzechy włoskie i migdały, a po drugie... whisky. Jest jakiś wspólny mianownik tych dwóch trunków, przy czym whisky wydaje się nieco słodsze, co wynika ze znacznie większej zawartości alkoholu. Sherry fino jest rzeczywiście winem ultrawytrawnym, z nieco słonym posmakiem, nie znajdziemy w nim... no właśnie, czego?

Warto w tym momencie sięgnąć do opinii eksperta, który w Magazynie Wino (październik 2013) przyznał się do swojego uzależnienia od sherry. Mowa o Andrzeju Daszkiewiczu, który opowiedział szerokiej publiczności o swojej miłości do sherry. Obiekt tej miłości jest jednak specyficzny.

"Sherry to fantastyczne wina, których nikt nie pije. Podobno trzeba do nich dorosnąć, zwłaszcza do tych prawdziwych, wytrawnych. Nie są to wina dla początkujących, zwłaszcza dziś, gdy najważniejszym pojęciem używanym w opisie win stał się 'owoc' - w sherry trudno go znaleźć, to strefa zupełnie innych aromatów."

Te słowa właśnie tłumaczą moje zaciekawienie tymi winami, ale też strach przed nimi. Prawdą jest, że nie jest to wino dla początkujących. Nie próbujcie nikogo przekonywać do wina serwując mu sherry fino. Nigdy go potem nie tknie.

Niemniej jednak wiele osób "tkwiących" w winie, potrafi je docenić, potrafi do nich lgnąć. Jeśli jesteśmy przy Magazynie Wino to polecam blogowy wpis naczelnego - Tomasza Prange-Barczyńskiego, w którym wyraził on swoją tęsknotę za tymi winami.

Agnieszka Kręglicka, dokładnie 6 lat temu, pisała na łamach Wysokich Obcasów

"Jest inne od czegokolwiek, czego można się spodziewać w butelce białego wina. Zero słodkich minek i taniego czarowania. Nie uwodzi zapachem kwiatów, owoców, egzotycznych przypraw. Lekki wygląd maskuje siłę i moc. Jest żywe, rześkie, ale dojrzałe. Nie wiem, czy to zmysłowe wrażenie, czy wyobraźnia, ale czuję słoność morskiej bryzy.

Bardzo wytrawne. Eleganckie. Stylowe. Trudne. Wciągające. Czuję nieprzepartą chęć przegryzienia zielonej oliwki, najlepiej z domowej marynaty wzmocnionej chilli i skórką cytryny."

I w tym momencie dochodzimy do istoty sherry. Można ją oczywiście popijać ot tak, dla samego smaku. Ale tak naprawdę swoją naturę pokazuje ono, gdy towarzyszą jej przekąski. Wytrawne sherry i Tapas Bary to duet, którego lepiej nie rozdzielać. Smakowanie wina i potraw, powoli, bez pośpiechu, z chwilą refleksji i w dobrym towarzystwie rozbudzi w was miłość do fino.

Ja też sięgnąłem po przekąski, ale o tym opowiem wam na trzecim etapie :)

17 kwietnia 2014
Etap 3 - Przekąski i podsumowanie.

Słowo się rzekło, czas na przekąski, jak na razie nie jestem hardcorem pijącym fino bez zagrychy. Oczywiście nie są to prawdzie tapas z andaluzyjskich barów, ale jakieś proste "podjadacze" prosto z lodówki.

Ser Raclette - miękki, lekko słonawy i dość aromatyczny obiera nieco słoności sherry uwypuklając nieco przygaszone aromaty wina.

Dojrzewająca szynka z Górnej Adygi nie jest najlepszym połączeniem, daje z wytrawnym sherry nieco metaliczny posmak.

Hiszpańskie zielone oliwki w zalewie solnej z dodatkiem kwasów: mlekowego, cytrynowego i askorbinowego (jako rzecze etykieta) dodały słodyczy winu, czyniąc je nieco łagodniejszym.

Czerwona, afrykańska papryka wiśniowa w nadzieniem z sera twarogowego, w zalewie na bazie oleju roślinnego neutralizuje goryczkę fino i czynią z wina popitkę przypominającą wodę, tyle że z procentami.

Dobrą kompozycją jest jest fino z solonymi migdałami. Z solonymi orzeszkami ziemnymi też jest nieźle, ale z migdałami lepiej.

Dość neutralnym połączeniem jest wytrawne sherry z czarnymi oliwkami, oraz z chlebem posmarowanym pasztetem z drobiowej wątróbki.

Wydaje się, że fino nieźle łączy się z potrawami słonymi i lekko kwaśnymi, tutaj szukałbym pary dla tego rodzaju wina.

No, a jak mam podsumować moje pierwsze fino?

Pierwszego dnia wypiłem tylko niewielki kieliszek i nie byłem przekonany do niego, ale następnego dnia ciekawość zwyciężyła i po chwili przestało mnie męczyć, eksperymenty z jedzeniem umiliły wieczór, który jednak skończył się dość szybko. Wszak to tylko 375 ml. Rozumiem ludzi, którzy za tym winem nie przepadają, ale zacząłem rozumieć również tych, którzy kochają sherry miłością prawdziwą i bezgraniczną.

-----------------------------------------------------------
Alexandro Sherry Fino
odmiana: 100% palomino fino
alk.: 15%
cena: 21,99 zł za pół-butelkę w Piccola Italia
-----------------------------------------------------------
Winne Wtorki #74 na podniebieniach innych blogerów:
-----------------------------------------------------------
DoTrzechDych
Nasz Świat Win
Winiacz
-----------------------------------------------------------

wtorek, 1 kwietnia 2014

Winne Wtorki #73.

Zarządzam krótką przerwę w cyklu poświęconym winom sauvignon blanc, a to dlatego, ze dziś mamy Winny Wtorek. Przyda mi się ta przerwa z pewnością, powoli zaczynam mieć przesyt sauvignon, ale wytrwam do końca, zostało mi już tylko kilka butelek. Zarządzam nie tylko przerwę w cyklu, ale mam też przywilej wybrania tematu Winnego Wtorku - dzisiaj jest nim Piemont w wydaniu czerwonym. Proponując ten temat nie miałem na myśli najważniejszego piemonckiego szczepu, jakim bez wątpienia jest nebbiolo, z którego powstają słynne Barolo i Barbaresco. Chciałbym je pić, mam zresztą już całkiem przyzwoitą kolekcję Barolo, w większości młodsze roczniki, choć myślę, że 2004 można już otwierać. Myślałem o grignolino od Icardiego - wina, które jest... ach, nie będę Wam teraz zdradzał szczegółów. Opiszę je dokładnie, ale innym razem.

Szczęśliwym trafem mam w zanadrzu inne wino włoskie z Piemontu, które dostałem do przetestowania od Salute! To Barbera d'Alba z serii Ligabue od producenta Teo Costa.

źródło: www.teocosta.it

Antonio Ligabue był malarzem, jego dzieła wpisywały się w nurt prymitywizmu, ale nazwisko, pod którym stał się sławny nie było prawdziwe. Urodził się jako nieślubne dziecko (ojciec nieznany) i po matce otrzymał nazwisko Costa. Uległo ono zmianie na nazwisko nowego męża matki - Laccabue, ale Antonio go nie akceptował i tworzył pod przybranym nazwiskiem, nigdy niepotwierdzonym w żadnym dokumencie tożsamości. Na butelkach tej serii znajdziemy miniatury jego prac, Barberę z Alby zdobi obraz Cavalli Imbizzarriti, co w moim mniemaniu oznacza "Spłoszone konie". Poprawcie mnie, jeśli znacie właściwą nazwę tego dzieła.


Obraz jest interesujący, a jakie jest wino?

Aromatyczne, jedwabiste, z miękkimi taninami, o kwasowości nie tak bardzo wysokiej do jakiej zdolna jest barbera, ale na tyle wysokiej, że wino nie jest płaskie i nudne. Czereśniowe, słodkie nuty odgrywają w tym winie najważniejszą rolę, w drugim planie swą kwestię wygrywa kwaskowata wiśnia. 13% alkoholu ukryło się w ciemnym zakamarku i nie daje się odnaleźć mimo próśb i gróźb piszącego te słowa. Lekko goryczkowa końcówka sprawia, że podniebienie domaga się przepłukania kolejną porcją wina. Porcja za porcją, każda kolejna wypita szybciej od poprzedniej, chwila nieuwagi, nieroztropnego zapomnienia się i... już pokazuje się dno butelki. Jaka szkoda, że miałem tylko jedną.

----------------------------------------------------------
Teo Costa
Ligabue, Barbera D'Alba, 2011
odmiana: 100% barbera
alk. 13,0%
cena: 29 zł
----------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od importera Salute!

----------------------------------------------------------
Winne Wtorki #73 na podniebieniach innych blogerów
----------------------------------------------------------
Winiacz
Winniczek
Nasz świat win
Czerwone czy białe?
Przy winie
Enoeno
----------------------------------------------------------