Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barolo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barolo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 września 2017

Andrea Oberto, Barolo, 2009


Wypiłem już parę win w swoim życiu, jedne były lepsze, inne trochę gorsze, o jednych chciało się powiedzieć kilka słów, inne można było spokojnie przemilczeć. I raz na jakich czas pojawiają się wina, o których powinno się coś powiedzieć, trochę je chwalić, a może nawet i wychwalać pod niebiosa, ale obcowanie z nim jest tak wielką przyjemnością, że szkoda czasu na przelewanie tych emocji na papier (e-papier). Zwłaszcza, że to nie jest takie łatwe. No niby można powiedzieć coś o solidnych, ale wypolerowanych taninach, można wspomnieć banalnie o wyrazistym owocu, którego nie trzeba nazywać, można coś bąknąć o idealnej kwasowej strukturze, czy solidnym alkoholu, który w ogóle nie daje o sobie znać. Tyle, że to po prostu w żaden sposób nie odda radości z picia takiego wina.

W tym wypadku jest to Barolo, ale jestem przekonany, że takie wina można znaleźć w każdej innej apelacji. Bo pewnie nie tylko o samo wino chodzi, ale też o okoliczności, w których się je piło. Także o towarzystwo (lub jego brak), nastrój, poziom zmęczenia organizmu, czy samego mózgu. Końcowe wrażenie to suma tych czynników, często niepowtarzalnych, więc tym bardziej nie ma co się rozpisywać na temat tego (lub innego) wina. 

To ja sobie jeszcze trochę pomilczę nad kieliszkiem. Tak szybko się kończy...


-----------------------------------------------------
Andrea Oberto, Barolo, 2009
apelacja: Barolo DOCG, La Morra, Włochy
odmiana: 100% nebbiolo
alk.: 14,5%
-----------------------------------------------------

sobota, 12 września 2015

Barolo czy Barbaresco?

Pod takim właśnie tytułem Michał „WineMike” Misior zorganizował degustację w ciemno, podczas której zebrani mieli za zadanie odpowiedzieć na pytanie, które z tych dwóch rodzajów win znajduje się aktualnie w kieliszku. Lista win (otrzymaliśmy ją po zakończeniu degustacji) była stosunkowo długa i znalazło się na niej 12 pozycji, a zabawa w zgadywanie zajęła nam mniej więcej 2 godziny. Pytanie wydawało się dość proste, ale udzielane na nie odpowiedzi nie były jednoznaczne, za każdym razem głosowaliśmy, choć o ile pamiętam „ustalona” w ten sposób odpowiedź była zazwyczaj poprawna. WineMike ma w zwyczaju umieszczanie „butelki niespodzianki” wśród pozostałych flaszek, tak było i tym razem. Było to wino zrobione ze szczepu aglianico, o którym często mówi się „Barolo południa” i rzeczywiście zostaliśmy wywiedzeni w pole. Poza jedną osobą - Andrzejem Strzelczykiem, który po raz kolejny pokazał, że tytułu Mistrza Polski Sommelierów nie zdobywa się za piękne oczy. Wielki szacun!



Trzeba powiedzieć, że tego typu degustacje są dla większości butelek krzywdzące. Dlaczego? Jeśli wybierzemy 2-3 naprawdę dobre butelki, to pozostaje wrażenie, że reszta była słaba. Prawdę mówiąc tak nie jest. Nawet najmniej udana butelka w tym zestawieniu, wypita spokojnie, z pewną atencją, będzie po prostu dobrym winem, często znacznie lepszym od tego, z czym mamy do czynienia na co dzień. Jeśli czytaliście mój poprzedni wpis, w którym wspomniałem, że podczas wakacji "nie za bardzo miałem o czym pisać”, to była to prawda, ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero po powrocie, kiedy odkorkowałem butelkę barbaresco od Icardiego. Ta jedna butelka była lepsza od tego, co wypiłem przez cały sierpień. Fakt, że były to wina z supermarketów i dyskontów, ale to właśnie sieci wielkopowierzchniowe generują największy ruch w handlu winem i trzeba ten fakt zaakceptować. Ale jedno porządne barbaresco przekreśliło cały miesiąc „degustacji”, a dodatkowo Barolo Villadoria dokonało dzieła ostatecznego zniszczenia.

Barolo i Barbaresco to wina, które kosztują naprawdę dużo i chyba nie ma zbyt wielu winopijców-amatorów mogących sobie pozwolić na luksus otwierania takich win codziennie, do obiadu czy kolacji. Ja spróbowałem może 15-20 etykiet (mówię o całych butelkach, nie porcjach degustacyjnych) i zupełnie nie czuję się ekspertem od piemonckich perełek. Odróżnienie barolo od barbaresco nie było dla mnie takie oczywiste, jak dla niektórych zebranych i dlatego nie będę się silił na jakieś mądre wnioski. Zamiast tego chciałbym podziękować Michałowi za zorganizowanie spotkania, importerom za udostępnione butelki, a zebranym za fantastyczne towarzystwo, co niniejszym czynię. Przy okazji życzę innym amatorom wina podobnych spotkań i okazji do zdobywania tak ciekawych doświadczeń. No i wygranej w Lotto. W tym kontekście na pewno się przyda :)

ps. Dziękuję również właścicielowi winiarni "Pod Pretextem" za udostępnienie fantastycznego miejsca na degustację.

niedziela, 15 września 2013

Villadoria Langhe Nebbiolo.

Temat Barolo i innych win z Piemontu miał swoje pięć minut przy okazji wydarzenia "Barolo&Friends" zorganizowanego przez Magazyn Wino w kwietniu. Impreza trwała co prawda tylko kilka godzin, ale tak naprawdę z tej okazji odbywały się w Warszawie również i inne spotkania. Ja miałem okazję uczestniczyć w degustacji win pochodzących z winnicy Villadoria, których importerem w Polsce jest Marek Kondrat. Od kwietnia do września kilka miesięcy minęło, więc możecie zapytać dlaczego piszę o tym dopiero teraz. Przyznaję, że mogło to wówczas wyglądać tak, że przyszedł niewdzięcznik, opił się zacnych win za darmo i jeszcze nie podziękował. Otóż nie. Po pierwsze nie opiłem się, czułem niedosyt. Po drugie wina rzeczywiście były zacne, a moje uznanie dla nich i podziękowanie organizatorom wyraziłem od razu na miejscu. Kilka dni później, by ów niedosyt zaspokoić, odwiedziłem sklep przy Wierzbowej w Warszawie i bez zbędnych słów zagłosowałem na piemonckie wina portfelem, a mój zapas powiększył się o kilka butelek, o których na spotkaniu tak pięknie mówiła przedstawicielka winnicy Paola Lanzavecchia. Wśród tych butelek nie zabrakło oczywiście Barolo, ale dzisiaj poruszam temat win Villadoria z okazji otwarcia  butelki Nebbiolo z apelacji Langhe. Nebbiolo (wino, nie szczep) jest dobrym wstępem do poważniejszych win piemonckich jakimi niewątpliwie są Barolo i Barbaresco (zrobione właśnie ze szczepu niebbiolo). Langhe Nebbiolo to wina znacznie krócej starzone w beczkach, zwykle mniej potężne i na pewno łatwiejsze do picia za młodu, choć trudno odmówić im kwasowości i solidnego garbnika. Ich niewątpliwym atutem jest oczywiście cena - za porządne Barolo lub Barbaresco musimy wydać kwoty znacznie przekraczające 100-150 zł, natomiast za 50-60 zł dostaniemy solidne wina, które wiele mogą powiedzieć o wyższej półce danego producenta.


Barolo 2009 i Barolo Riserva 2004 mogą jeszcze chwilę poczekać, natomiast Langhe Nebbiolo 2011 można już teraz pić z przyjemnością, co niniejszym czynię i z czystym sumieniem Wam polecam. Teraz już kończę, bo wino wciąż do mnie gada, gada i gada. A ja tej historii chcę posłuchać.
------------------------------------------------------------------------------
Wina kupiłem w sklepie przy Wierzbowej w Warszawie.
Villadoria Nebbiolo Langhe DOC, 2011 - 46 zł
Villadoria Barolo DOCG, 2009 - 135 zł
Villadoria Barolo Riserva DOCG, 2004 - 170 zł
------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 28 lutego 2013

Panel Barolo.

Dzięki Klubowi Miłośników Wina miałem przyjemność uczestniczyć w zeszłym tygodniu (21.02.2013) w mini panelu, w ramach którego organizatorzy i zaproszeni goście mogli zapoznać się z kilkoma butelkami słynnego piemonckiego wina - Barolo. Wkrótce na portalu nasze-wina.pl pojawi się obszerna relacja z tego wydarzenia, zaś u mnie możecie zobaczyć obrazkową relację ze spotkania, które odbyło się w Barze Cenzura przy ulicy Mysiej 3 w Warszawie.

Grzegorz Wajner

Michał Misior, Krzysztof Chełpiński i Bożena Skibicka

Agata Gebhardt i Hanna Stanisławska

Andrzej Różycki

Ewa Hutny i Mariusz Boguszewski

Znakomici bohaterowie wieczoru 

czwartek, 15 listopada 2012

Barolo z fabryki.

Trudno bronić tezy, że Terredavino Barolo to wino butikowe. Spojrzałem do notatnika, w którym zapisuję gdzie, kiedy i za ile kupiłem wino (takie zboczenie) i odczytałem cenę. A ta była niewysoka - 14,25 € za butelkę. Była to dla mnie niespodzianka, ponieważ wypite wcześniej Barolo z wytwórni Fontanafredda, było droższe (19,99 €) i nie tak smaczne.  Przeliczając na naszą narodową walutę daje to kwotę niecałych 60-ciu złotych i są to pieniądze dobrze wydane. Ładnie pachnące, świeże i smaczne wino z Piemontu wypiłem z dużą przyjemnością i... chcę jeszcze. Jeszcze!


To w zasadzie ostatnie Barolo, jakie miałem w swym składziku win. Zamykam więc etap picia młodych Barolo i Barbaresco, teraz będę skupował młodsze roczniki na przyszłość. Zapewne pojedyncze butelki, bo to jednak dość drogie wina. No chyba, że uda mi się uzyskać jakiś blogerski rabat, wtedy może skrobnę coś wcześniej :)

środa, 14 listopada 2012

Poszukiwacze skarbów.

Chwilowo żaden rejon świata nie pociąga mnie tak bardzo jak Piemont - chciałbym się tam wybrać, więc każdą informację na temat tego włoskiego regionu chłonę jak gąbka wodę. Okazją do pogłębienia wiedzy, nie geograficznej, lecz kulinarnej, było spotkanie w hotelu Le Regina, gdzie piemonccy producenci wędlin, serów i win mogli pokazać to, co mają najlepszego do zaoferowania.

Skarby Piemontu.

Zgromadzone na seminarium towarzystwo nastawione było chyba raczej na wina, odniosłem wrażenie, że opowiadający o serach Marco Ghia nie odnalazł wśród obecnych zbyt wielu pasjonatów włoskiego serowarstwa. Zauważyłem też wyraźne zniechęcenie na jego twarzy zaraz po zakończeniu prelekcji - widać nie ten target.

Marco Ghia robił, co mógł.

A sery, trzeba przyznać, bardzo dobre. Należy docenić starania włoskich producentów, gdyż ich pasja i zaangażowanie, wsparte wielowiekową i wielopokoleniową tradycją zaowocowały naprawdę wspaniałymi produktami. Do serów zaproponowano obecnym wina z najpowszechniej uprawianego w Piemoncie szczepu - Barbera. Wina z Barbery bardzo dobrze komponowały się z serami, niezależnie od ich gatunku, co przyjąłem z zadowoleniem, bo przynajmniej mam jakiś pewnik, jeśli chodzi o łączenie wina z potrawami.

Próbki bardzo dobrych, piemonckich serów

W drugiej części spotkania uczestnicy mogli zapoznać się potrawami przygotowanymi ze składników przywiezionych przez piemonckich gości, a te były naprawdę dobre, choć uważam, że w dziedzinie wędlin i serów Polacy też mają wiele do powiedzenia, z winami z pewnością jest nieco gorzej.

Małe co nieco, by przegryźć sery. Oliwki były olbrzymie i smaczne. Z Apulii.

Jeśli chodzi o Barolo, spróbowałem trzech etykiet. Wszystkie dobre.

A jeśli jesteśmy przy winach, to też trzeba uczciwie przyznać, że trzymały solidny, wysoki poziom. Udało mi się spróbować kilku próbek Barolo i Nebbiolo - nie wszystkich, rotacja przy stoliku z winami była spora, zawartość butelek znikała dość szybko. Zdarzały się przypadki, że znikały całe butelki - jeszcze nieotwarte - wielki sukces małych ludzi, dla których tego typu spotkania są okazją do swoistych polowań. Podobno tak się dzieje na takich imprezach, jest to dla mnie trudne do zaakceptowania, napawa smutkiem, ale chyba muszę się z tym pogodzić. To specyfika spotkań otwartych, na płatnych i siłą rzeczy mniej licznych imprezach z takimi przypadkami się nie spotkałem.

Po powrocie otworzyłem butelkę wina, oczywiście z Piemontu. Było to Barolo z rocznika 2006 od dużego producenta Fontanafredda.

Może nie najlepsze, ale zachęca do poszukiwań.

Grona pochodziły ze wzgórz Langhe, co jest informacją równie ogólnikową jak to, że wino dojrzewało 2 lata w dębowych beczkach i rok w butelkach. Powstał produkt dość solidny, nie powiem, ale bez wyraźnego charakteru. Nie przeczę, być może otworzyłem je za wcześnie. Rocznik 2006 uznawany jest za bardzo dobry, być może wino musi jeszcze poczekać (wg Johnsona do 2014) . Ale równie prawdopodobne jest to, że to po prostu dobry produkt przemysłowy, ale w swej masie pozbawiony indywidualnych cech, których nie nabędzie nawet za 5 czy 10 lat.  

sobota, 13 października 2012

Traguardo Barolo.

Czas wrócić na właściwe tory, czyli do dalszej eksploracji win zrobionych ze szczepu nebbiolo. Tym razem miałem do czynienia z Barolo kupionym w Kauflandzie w Elblągu, ale butelkę taką przyuważyłem również w tej samej sieci w Płocku, więc jest szansa na to, że oferta winna w każdym ze sklepów będzie podobna.



Wino ma zapach taki, jak lubię - orzechowo-przyprawowy. W ustach od razu dają o sobie znać mocne, wyraziste, kredowe garbniki. Także kwas nie pozostawia wątpliwości, co do swojej obecności, choć z czasem jego "ciosy" tracą impet. Nie ma co gadać, krzepkie wino. Po chwili drętwieją policzki i nie wiem, czy to efekt wysokiego alkoholu (14%), czy może ataku kwasu na ślinianki. Wypiłem kilka butelek barolo, ale przy tej po raz pierwszy pojawia się pytanie, czy aby nie powinno ono jeszcze chwilę odczekać. Moja butelka pochodziła z rocznika 2007.

Nie mam jednak wątpliwości - wg. mnie to wino jest naprawdę dobre, a zważywszy jego koszt (49,90 zł) nabieram przekonania, że w mojej winnej edukacji było pomocą nieocenioną. Moim zdaniem Traguardo jest lepsze, niż to Barolo z Almy,  które piłem ostatnio.

sobota, 6 października 2012

Robi się ciekawie.



Postanowiłem kontynuować piemoncką przygodę, więc i tym razem otworzyłem barolo. Wino zostało wyprodukowane przez Fratelli Serio & Battista Borgogno i jest etykietą podstawową. Inne barolo, które się tu produkuje powstaje z gron dojrzewających na zboczach Cannubi.

Co możemy przeczytać na kontretykiecie, lub internetowej stronie importera? "Jedno z najsłynniejszych czerwonych win Piemontu i Włoch. Bukiet intensywny i głęboki z nutkami owocowymi. Smak wytrawny, surowy lecz elegancki. Leżakowane 2 lata w beczkach dębowych. Zaleca się otwierać kilka godzin wcześniej a starsze dekantować. Podawać schłodzone do temp. 16/18º, do wyrazistych dań mięsnych oraz serów."

Jeszcze więcej informacji znajdziemy na przejrzystej i czytelnej stronie producenta.

Jak wiecie nie piłem dużo barolo, wszystko przede mną, ale jak dotychczas to najlepsza butelka z tego regionu. Bardzo mi smakowała i piłem ją łapczywie, co jest grzechem nowicjusza, bo picie tych win powinno być długą celebracją.

Ale co mam zrobić skoro śpieszy mi się do kolejnych win.

czwartek, 4 października 2012

Terre Del Barolo.

No i nie wytrzymałem... Trochę przez przypadek, ale jednak. Przesuwałem butelki w chłodziarce, a w zasadzie je z niej wysuwałem, bo jest dość ciasna - a chciałem wybrać coś na wczorajszy wieczór. Pech chciał, że uszkodziłem etykietę na butelce Barolo. Jaki tam pech, może to szczęście? Może to znak, że to już, że trzeba zmierzyć się z włoskim trunkiem.



No i co my tu mamy? W nosie zapach liści, herbaty i wiśni. W ustach jest sporo kwasu i niemało tanin. Ale spokojnie, mowy nie odbiera. Końcówka goryczkowa pozostawiająca posmak gorzkiej herbaty.

Mi tam się nawet podobało, ale żona powąchała, pomlaskała, skrzywiła się i rzekła:

"To nie jest to, co piłeś poprzednio. Jakieś takie płaskie, no nie..."

Dla przypomnienia dodam, że to poprzednie to Mas La Plana Torresa...

Winiarnia "Terre del Barolo" korzysta z usług ok. 400 winogrodników (czy tak się określa producentów winogron?), można powiedzieć, że to niemała spółdzielnia. W takim przypadku trudno jest mówić o jakimś konkretnym charakterze wina, czy jego wybitnej jakości. To raczej masówka.

Tego typu spółdzielnie dostarczają zapewne niedrogie wino dla ludzi, którzy muszą czymś popić posiłek, niekoniecznie zastanawiając się nad tym, co jest w środku. W Polsce to jest natomiast mityczne Barolo i okrzyczana apelacja, a zatem odpowiednio wysoka półka cenowa. Alma sprzedaje to wino za "jedyne" 84 zł. Ale czy w przypadku Barolo warto liczyć każdą złotówkę? I czy za te pieniądze otrzymamy to BAROLO?

środa, 12 września 2012

Barolo & Friends(?)

Obiecałem koledze, że ten wpis zacznę tak: "To było żenujące". I było. Oczekiwanie na wejście na salę degustacyjną trwało dobre 45 minut, a kolejka za nami stawała się coraz dłuższa. Organizatorzy imprezy "Barolo&Friends" powinni wyciągnąć jakieś wnioski z tej smutnej lekcji, bo na twarzach uczestników rysował się grymas niezadowolenia, a było mnóstwo osób, które na salę się nie dostały i co rusz wybuchała awantura. Dla organizatorów to ewidentna wizerunkowa porażka.

Miejsce zamieszania. fot. M.Boguszewski


Mi udało się wejść na salę bez problemu, mogłem oddać się zatem chwilom uniesienia popijając próbki Barolo - nastawiłem się wyłącznie na wina z tej apelacji. Barbaresco czy Barberę postanowiłem sobie odpuścić.

Dla mnie, jako uczniaka i winnego młodzika, impreza - mimo ww. niedociągnięć i solidnego ścisku - była okazją do bliższego poznania Barolo. Sam od jakiegoś czasu skupuję wina z roczników 2006 i 2007, ale one w opinii wielu ekspertów nie nadają się jeszcze do picia. Tzn. można je pić i człowiek nie umrze, ale podobno z wiekiem będę tylko zyskiwać, więc warto czekać. Oczywiście idealnie byłoby kupować po kilka butelek danego wina i obserwować jego rozwój wraz z upływem czasu, ale to zabawa raczej dla krezusów i jeszcze minie trochę czasu zanim będzie mnie na to stać. Z przyjemnością zatem próbowałem tego, co do zaoferowania mieli wystawcy, ale nie podejmuję się żadnej oceny, ponieważ najzwyczajniej w świecie brak mi doświadczenia. Ale wrażeniami podzielić się mogę. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że jestem Barolo zauroczony, czemu wyraz dałem już kiedyś w tym wpisie. Po drugie, młode roczniki, szczególnie 2008, smakowały mi bardziej, niż te starsze - nawet te, które uważane są za gotowe do picia już teraz, czyli 2000 i 2001. Po trzecie w obrębie tego samego rocznika wina miały różne charaktery - od mocno garbnikowych i kwasowych, twardych po aksamitnie miękkie, które przepływały przez gardło jak woda. Te pierwsze wydały mi się bardziej atrakcyjne.

I mały dla mnie wniosek: skoro młode roczniki mi smakowały, to być może jednak nie warto czekać, może już trzeba otworzyć to, co się ma w zapasie i po prostu uczyć się barolo, poszerzać swoją wiedzę. Hmmm... ta myśl bardzo mi się podoba!

Moja podwalina pod kolekcję Barolo. Czy okaże się trwała?



poniedziałek, 6 lutego 2012

Barolo i Barbaresco.

Kilka dni temu miałem okazję uczestniczyć w degustacji kilku znanych win z włoskiego Piemontu, w ramach zorganizowanego przez Winicjatywę i Enotekę Polską spotkania pod tytułem "Barolo i Barbaresco do długiego starzenia". Spotkanie było dla mnie o tyle atrakcyjne, że po raz pierwszy w życiu mogłem spróbować "prawdziwego" Barolo. Piszę "prawdziwego", bo co prawda wypiłem kiedyś Barolo z Lidla, ale jak się nie miało wcześniej do czynienia ze szlachetnymi piemonckimi trunkami, to pytanie "ile Barolo jest w Barolo" pozostaje kwestią otwartą. Wina pochodziły od znanych producentów, w dodatku z roczników, które specjaliści uważają za udane. Właściwości szczepu nebbiolo, a szczególnie wysoka kwasowość win z niego wykonanych sprawiają, że Barolo i Barbaresco mogą cieszyć się długowiecznością, niektórym z nich przypisuje się wręcz boską cechę nieśmiertelności. Tutaj należy wspomnieć o dość ciekawej sprawie. W winach z roczników tzw. "klasycznych" (czytaj: kiepskich), kiedy grona nie osiągają pełnej dojrzałości, kwasowość powinna być wyższa, co teoretycznie powinno zagwarantować im właśnie długie życie. Czy długie życie oznacza życie lepsze, albo bogatszą starość? Z tym już może być różnie. Nie każdy przepada za winami silnie kwasowymi i jeśli nie potrafi cieszyć się nimi w ich młodości, to także ich starość wcale nie musi być bardziej radosna. Ja kiedyś nie cierpiałem win mocno kwasowych. Teraz, trzy lata od rozpoczęcia mojej winnej przygody, potrafię dostrzec w nich zalety. Być może za kolejne trzy będę ich fanatycznym orędownikiem.

Postanowiłem nie mądrzyć się za bardzo w tym wpisie, bo moja wiedza o Barolo i Barbaresco jest zerowa. Na szczęście na spotkaniu byli ludzie bardziej doświadczeni ode mnie, więc pewne fragmenty dyskusji ze sstarwines.pl na temat wypitych win znajdziecie w linkach poniżej.

-------------------------------------------
http://www.sstarwines.pl/wino13064    Giuseppe Rinaldi
http://www.sstarwines.pl/wino13063    Giuseppe Cortese
http://www.sstarwines.pl/wino13050    Cały zestaw
-------------------------------------------

Dla porządku przytoczę listę win, które miałem okazję próbować.

Ceretto Barolo Bricco Rocche Brunate 1996
Giuseppe Cortese Barbaresco Rabajà Riserva 1999
Paolo Conterno Barolo Ginestra 2001
Giuseppe Rinaldi Barolo Brunate-Le Coste 2004
Produttori del Barbaresco Riserva Pora 2005
Produttori del Barbaresco Riserva Ovello 1999
-------------------------------------------

Nie było innego wyjścia, po powrocie do domu na warsztat poszły jeszcze dwa Barbaresco, oba z rocznika 2007 (a więc pewnie za młode) - La Ganghija Barbaresco 2007 oraz Icardi Montubert Barbaresco 2007.



Dla mnie - początkującego amatora - przyjemniejsze w piciu było wino Icardi, w 4/2011 numerze Magazynu Wino określone jako KONTROWERSYJNE! Prawdopodobnie dlatego, że odbiegało nieco od "wzorca" - kwasowe, ale nie aż tak kwasowe, garbnikowe, ale nie aż tak garbnikowe,  owocowe, ale aż za bardzo owocowe.  "Zwolennikom tradycyjnych barbaresco ewidentna słodycz z pewnością będzie przeszkadzać. Wino sprawdzi się jako łagodny wstęp do bardziej wymagających nebbiolo." - pisze Andrzej Daszkiewicz. Dla mnie bardziej wymagającym nebbiolo okazała się La Ganghija. Tu kwasowość i garbniki były bardziej mocne, ale bez przesady - pić się dało. Aromat bardziej ziemisty niż owocowy, ale z pewnością mój nos i podniebie można określić jako niewyrobione, być może wina leży po mojej stronie. Zresztą, przysłuchując się ocenom "na żywo", określeniom używanym do opisu aromatów i smaków degustowanych podczas spotkania win, miałem poczucie własnej ułomności. Z pewnością jest to sprawa niewielkiego doświadczenia, choć odnoszę wrażenie, że mogę być w kwestii "sensorycznej" genetycznym bublem.

Nie przeszkadza mi to jednak w piciu wina, tak jak i muzyka nie przeszkadza w tańcu. :)

Dziękuję, skończyłem. Idę do sklepu po barolo.   

wtorek, 1 listopada 2011

Barolo po raz pierwszy.

W Lidlowej promocji, która chyba jeszcze trwa, za jedyne 28 zł można kupić barolo - słynne wino z Piemontu, przez niektórych uważane za najlepsze na świecie. Ja, jako początkujący amator wina nie będę z pewnością umiał właściwie ocenić tego trunku. Kiedyś pisałem o innym winie z tego regionu - barberze, że żeby coś o nim powiedzieć trzeba wypić kilka, kilkanaście, a może i kilkadziesiąt butelek. Myśl ta - bynajmniej nie odkrywcza - w zasadzie odnosi się do każdego regionu winiarskiego czy szczepu. Jak się czegoś dobrze nie pozna, to nie ma co mędrkować. Ja, który sięgnąłem po barolo po raz pierwszy, mogę co najwyżej napisać, że to konkretne wino z Lidla mi smakuje albo nie smakuje.



Gdy otwierałem to wino byłem już po lekturze tekstu zamieszczonego na blogu "Białe nad czerwonym". Autor, człowiek niewątpliwie znający się na rzeczy, nie był zachwycony pierwszym kontaktem z lidlowym barolo. Jednak, gdy wrócił do niego po dwugodzinnej przerwie, odkrył w butelce (albo karafce) wino zupełnie inne - znacznie lepsze, choć nie wybitne. Postanowiłem wykorzystać to doświadczenie i przelałem zawartość butelki do dekantera-karafki, żeby wino mogło sobie chwilę (dłuższą nawet) odetchnąć. Oczywiście ulałem sobie nieco do kieliszka, żeby mieć jakieś porównanie i rzeczywiście - to co poczułem określiłem na Facebook'u terminem "trudny początek". W czasie, gdy wino odpoczywało, sięgnęliśmy z żoną po prosecco (Francesco Yello), wino znane nam już wcześniej, tu akurat żadnych niespodzianek nie było.

Do barolo wróciłem po niemal trzech godzinach, nalałem do kieliszka, spróbowałem i stwierdziłem, że mam do czynienia z winem naprawdę niezłym, wywołującym z mej pamięci pewne, dość miłe zresztą, wspomnienia. Barolo przypominało mi wino, o którym wspomniałem wcześniej. Napisałem na tablicy FB: "Barolo przypomina już niezłą barberę, zaczyna robić się ciekawie". Na ten komentarz odpowiedział pytaniem "A czy Barolo nie powinno bardziej przypominać Barolo?" Jakub Jarkiewicz, autor bloga "Białe czy czerwone?"

I to pytanie w zasadzie "ustawiło" mój dzisiejszy wpis. No bo skąd mam wiedzieć jak smakuje prawdziwe, wspaniałe barolo, skoro piję wino o tej nazwie po raz pierwszy w życiu. Nie mam o tym bladego pojęcia, ale wiem z pewnością, że te 28 zł wydane na oręż walki Lidla z Biedronką, było kwotą bardzo dobrze zainwestowaną.

----------------------------------
Barolo 2005
alkohol: 14%
Lidl - 27,99 zł (26.10.2011)
----------------------------------

Komentarze do tego wina znalezione w sieci:

----------------------------------

Jeśli, ktoś z czytelników mojego bloga ma informacje na temat innych opinii na temat lidlowego barolo, proszę o kontakt.