Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2023

Axpe Sagardotegia, Txakoli 2022.

Tak się ostatnio złożyło, że jeśli już piszę coś na tym blogu, to tekst dotyczy wina, które trafiło do mnie  jako prezent. Tak będzie i tym razem, a to za sprawą moich znajomych, którzy na 20. rocznicę swojego ślubu udali się w podróż do Bilbao, a wracając stamtąd przywieźli mi butelkę Txakoli (czyt. czakoli).


Cóż to takiego, to Txakoli? Ogólnie rzecz biorąc jest to białe wino z leżącego na północy Hiszpanii Kraju Basków, charakteryzujące się wysoką kwasowością, równie wysoką wytrawnością, a będące przy okazji winem lekkim. Powstaje w trzech apelacjach powiązanych z trzema baskijskimi prowincjami: Gipuzkoa/Guipúzcoa, Bizkaia/Vizcaya i Araba/Álava. (nazwy prowincji w kluczu: baskijska/hiszpańska). Wino, które otrzymałem pochodzi z apelacji DO Bizkaiko Txakolina, czyli z prowincji Bizkaia, w której leży też stolica Kraju Basków - Bilbao. Pozostałe apelacje to: DO Getariako Txakolina i DO Arabako Txakolina.

Wina Txakoli tradycyjnie podaje się jako aperitif (wysoka kwasowość pobudza apetyt), równie często występuje w towarzystwie surowych owoców morza takich jak ostrygi, sushi i ceviche. Ja jako prosty chłopak popijałem tym winem bałtyckiego śledzia i też wchodziło świetnie😉


Jeśli chodzi o aromaty, jakie można wyczuć w tym winie, kontretykieta wymienia jabłko, gruszkę i melona. Nieobce temu winu są także aromaty limonki czy cytryny, a Wine Folly dorzuca do tego zieloną truskawkę, piwonię oraz suszone zioła i sól. Domyślam się, że już wiecie czego spodziewać się po tym winie.

Moje wino zostało zrobione z dwóch odmian lokalnych: hondarrbi zuri i hondarribi zerratia oraz dwóch międzynarodowych: sauvignon blanc i riesling. Wyszła z tego bardzo smaczna i orzeźwiająca mieszanka, świetna do chłodzenia się na wciąż rozpalanych słońcem wrześniowych tarasach. 


Producent znany jest także (a może przede wszystkim) z produkcji cydrów, stąd jego nazwa Axpe Sagardotegia, czyli Dom Cydrowy Axpe.

------------------------------------------------------------------------------
wino: Axpe Sagardotegia, Txiakoli 2022.
pochodzenie: Hiszpania, Kraj Basków.
odmiany: hondarrbi zuri, hondarribi zerratia, sauvignon blanc, riesling
alk.: 11,5%
------------------------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem od znajomych jako prezent z podróży.

środa, 4 listopada 2020

Faustino V.


No dobra, dziś naprawdę krótka notka. Faustino V kupiłem podczas jesiennych Targów Wina w Leclercu, razem z kilkoma innymi winami i gdy "pochwaliłem się" zakupami na facebookowym profilu bloga, Dota z bloga On Egin Eta Topa (pozdrawiam!) stwierdziła, że to Faustino jest jednym ze słabszych produktów bodegi. Piję je pierwszy raz i niczego mu w moim mniemaniu nie brakuje. W porównaniu do raczej średniego Faustino VII, które można uważać za jedno z podstawowych win producenta (zrobione tylko z tempranillo, 6 miesięcy w beczce), Faustino V wyróżnia się na duży plus. Obok tempranillo mamy tu też mazuelo, a obie odmiany starzono w amerykańskim dębie przez co najmniej 18 miesięcy. Wyszło wino soczyste, łagodnie w piciu (szczególnie drugiego dnia), miłe dla podniebienia, z ładnym owocem i pikantną końcówką. 

Cena wydaje się dość wysoka, ja w promocji zapłaciłem za to wino 59,99 zł, a na sklepowych półkach regularna cena zbliża się raczej do poziomu 85-95 zł. Ja nie żałuję, że kupiłem. Jeśli macie jakieś doświadczenia z winami z Bodegas Faustino, dajcie znać!


wino: Bodegas Faustino, Faustino V Red Reserva, 2014
pochodzenie: Hiszpania, Rioja
odmiany: tempranillo, mazuelo
alk.: 13,5%
cena: 59,99 zł (Leclerc, październik 2020)


wtorek, 27 października 2020

Marques de Reinosa, Garnacha 2018.


Dziś, a może nie tylko dziś, bo degustację rozłożyłem na dwa dni (wieczory), biorę na warsztat wino Marques de Reinosa Garnacha Private Collection 2018. Wino pochodzi z hiszpańskiego regionu Rioja i zrobione jest, jak sugeruje etykieta, z odmiany garnacha, ale nie tylko. W składzie podobno jest 91% szczepu garnacha, a 9% tempranillo, co odczytuję z nalepki importera, gdyż na stronie producenta próżno szukać informacji o tym winie - strona w ogóle o nim nie wspomina.  Wczytując się w głębiej w nalepkę importera możemy  znaleźć informację, że wino powstało dla sklepów Piccola Italia & Mediterraneo, choć przeglądając sieć znalazłem taką etykietę w zagranicznych sklepach internetowych. Studiując dalej kontr-etykietę producenta i nalepkę importera dowiadujemy się, że wino powstało ze starych krzewów uprawianych w winnicach  Autol (siedziba producenta) i dojrzewało przez 6 miesięcy na osadzie w  beczkach z dębu francuskiego. Produkcja limitowana.

Dąb rzeczywiście odcisnął piętno na tym winie, dawno już nie czułem w nosie tak wyraźnego aromatu prażonej na maśle kukurydzy, myślałem przez moment, że to syn przygotowuje się w kuchni do oglądania jakiegoś filmu. Jak już wino sobie odetchnie to ujawnia się jego owocowa natura, z przyjemną taniną i ładną kwasowością, a wszystko to oprószone pikantną przyprawą. Pije się to naprawdę fajnie (o ile ktoś lubi taki styl wina), szczególnie na drugi dzień, kiedy aromaty odbeczkowe stracą na intensywności. Polecane do sezonowanych szynek serrano i iberico, salami chorizo, pieczonych lub grillowanych mięs czerwonych i dziczyzny, a także do tradycyjnych regionalnych flaków. Niczego takiego nie miałem na podorędziu, zadowoliłem się (winem) pijąc je solo.


wino: Marques de Reinosa, Garnacha Ptivate Collection, 2018
pochodzenie: Hiszpania, Rioja
odmiany: 91% garnacha, 9% tempranillo
alk.: 14,5%
cena: 39,99 zł (Piccola Italia, październik 2020)


wtorek, 26 listopada 2019

Barolo i Chianti w jednym stały domu.


Nawiązując do mojego poprzedniego tekstu dotyczącego win z Bordeaux, w którym przyznałem się do ulegania pokusie wydawania większych pieniędzy na wina z tego regionu (choć niekoniecznie otrzymywania za nie większych emocji), muszę dodać, że równie łatwo namówić mnie na Barolo oraz Chianti Classico. Niestety zbyt często daję się oczarować samej nazwie apelacji i przystępuję do kompulsywnych zakupów bez pogłębionej refleksji. Fakt, że w takich przypadkach także cena odgrywa istotną rolę, wszak nie ma tanich Barolo, a taka "okazja" na półce wyzwala zakupowy impuls, no bo chyba właśnie znaleźliśmy nasz złoty środek - jeszcze niezbyt drogo, a już całkiem dobrze. No niestety. Po otwarciu okazuje się, że jeszcze niezbyt dobrze, a już całkiem drogo.

Taki, zdawało mi się, celny strzał przytrafił mi się w osiedlowym sklepiku, w którym mityczne Barolo upolowałem za jedyne 99 zł. Apelacja wypisana eleganckim zawijasem, nazwa wina już mniej rzucająca się w oczy, za to nazwa producenta niemal w ogóle niedostrzegalna i opisana raczej kodem, niż nazwiskiem. Taki tam Włoch Anonim.


Wino prawdę mówiąc takie sobie, owszem do wypicia, ale nie po to kupuje się Barolo, żeby było tylko do wypicia. Dobrze, że się da, ale za 99 zł to jednak trochę za mało. Do wypicia to jest portugalskie Portas do Tejo, w promocji w pobliskim Tesco za 12,99 zł, ale jak się na nią nie załapiecie to regularna cena jest wyższa o jedyne 2 zł.


A propos Tesco, które wciąż nie wie, co ma ze sobą zrobić w naszym kraju, to jest to miejsce pełne magicznych promocji, często nawet udanych. A to biała Nowa Zelandia za 19,99 zł (całkiem, całkiem)...


...a to hiszpańska czerwona reserva za 14,99 zł (zupełnie przyzwoita)...


... a ostatnio nawet wspomniane wyżej Chianti Classico, w dodatku riserva i to dojrzała, bo chyba można tak powiedzieć o winie z rocznika 2011. No pokażcie mi drugą taką butelkę za 19.99 zł. To wino akurat w odróżnieniu od Barolo jest warte swojej ceny, pije się nieźle, a że z apelacyjnymi tuzami łączy je tylko nazwa, to taki nieistotny szczególik, na który można przymknąć oko. 


Tak więc drodzy czytelnicy, jeśli dotrwaliście do końca tego tekstu, to w nagrodę podzielę się z wami grubą refleksją: sławna apelacja dobrego wina sama nie uczyni. Co? Wiedzieliście to? A to przepraszam.

poniedziałek, 23 września 2019

Musujący weekend.

Przypominają mi się czasy, kiedy to z niechęcią spoglądałem na wina musujące, a ich degustacja nie była dla mnie najprzyjemniejszym przeżyciem. Dziś jest zupełnie odwrotnie, wina musujące pijam często i coraz większy jest ich udział w moim zakupowym koszyku. Szampany to może jeszcze nie są moje wina codzienne, ale cavy i cremanty już tak, prosecco chwilowo staram się omijać, choć nie unikam na siłę, zwłaszcza tych najbardziej wytrawnych.

Ostatnio uzupełniłem zapas win musujących, ale nie na długo, cztery wina poszły w czasie weekendu, jednak nie martwcie się tym, że uległem zgubnemu nałogowi, nie piłem sam.

Na pierwszy ogień poszła cava, którą miałem okazję pić już wcześniej, choć z innego rocznika, bo to akurat cava oznaczona rocznikiem, co wcale nie jest takie oczywiste. Sumarroca Cava Brut Reserva 2016 to wino na wskroś wytrawne, kwasowe, raczej kościste. Owoc spod znaku zielonego jabłka i śliwki mirabelki. Bardzo dobre, ale jak ktoś szuka w butelce lekkości i delikatnej słodyczy prosecco, to może być nieco zawiedziony tym winem.


Jako drugie wino do kieliszków trafił cremant z Alzacji od znanego producenta Wolfberger. O tych winach było swego czasu głośno w Polsce i mogły trafić do szerokiego grona odbiorców za sprawą Biedronki, która najpierw sprzedawała musującego Wolfbergera zrobionego z rieslinga, a w drugim rzucie wino zrobione z odmiany pinot gris. Oba wina, jak i resztę szerokiego portfolio widziałem ostatnio podczas krótkiego pobytu w Colmar, ale tam zaopatrzyłem się w wina spokojne i od innych producentów. Po powrocie do Polski nie mogłem się jednak oprzeć pokusie i kupiłem je w naszym ursynowskim Leclerku. Cena jego jest jednak znacznie wyższa niż ta w Colmar, o cenach Biedronki nawet nie wspomnę, musieli wówczas wynegocjować naprawdę dobrą ofertę od producenta, bo 29,99 zł na półce w owadzim markecie, to nawet nie była połowa ceny, za którą kupiłem wino w Leclerku. No ale nie o cenach miałem mówić, a o winie, które zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Było wytrawne, choć nieco mniej kwasowe niż Sumarroca, łagodniej obchodziło się z podniebieniem i wydawało się bardziej krągłe, bardziej pełne i bogatsze w owocowy komponent. Nie żałowaliśmy wydanych pieniędzy.


Trzecim winem, które mieliśmy przyjemność pić (prawdziwą przyjemność, nie chodzi mi tylko o kurtuazyjny zwrot) było wino różowe pochodzące znad Doliny Loary, z apelacji Touraine. Podobnie jak poprzednie opisywane wina, tak i to wykonane zostało metodą tradycyjną, ale sama metoda nie gwarantuje jeszcze, że wina będą równie finezyjne, jak te z Szampanii. Można zaklinać rzeczywistość, ale prawda jest taka, że szampańskiemu wzorcowi wcale nie tak łatwo sprostać. Mimo to muszę powiedzieć, że nam się ono kojarzyło właśnie najbardziej z szampanami. Piłem to wino po raz drugi, za pierwszym razem próbowałem je w towarzystwie moich ursynowskich sąsiadów zdradzających ciągoty do wina (no dobra, to są ludzie z branży) i wszyscy, jak jeden mąż, choć były wśród nas i niewiasty, z uznaniem wyrażaliśmy się o tym winie. Z pewnością będę chciał je powtórzyć, choć upolowanie go nie jest łatwe, zbyt szybko znika ze sklepowej półki.


Czwartym i ostatnim winem był cremant z Burgundii, co do którego nasze oczekiwania były największe, zwłaszcza że i jego cena w tym zestawieniu była topowa. W charakterze przypominało ono jednak to, co oferowała tańsza cava. W żaden sposób nie chciałbym deprecjonować tego wina, ponieważ niewątpliwie było smaczne i fajnie zrobione, tyle że rozjechało się z naszymi oczekiwaniami. To wino również chciałbym powtórzyć, tyle że już bez obecności konkurencji i ze świeższą głową, wszak nadmiar wrażeń może czasem człowiekowi lekko pomieszać zmysły.



Wina Sumarroca Cava Brut Reserva 2016 i Prosper Maufoux Cremant de Bourgogne kupiłem w sieci Winestory, Wolfberger Cremant d'Alsace Pinot Gris oraz Blanc Foussy Grande Cuvee Brut 2015 kupiłem w Leclerku na warszawskim Ursynowie.

poniedziałek, 29 lipca 2019

Bodegas Luzón, Altos de Luzón 2013.


Wino Altos de Luzón trafiło do mnie z okazji Świąt Bożego narodzenia, o czym mogliście przeczytać wcześniej. Teraz przyszedł czas na jego wypicie. Czerwone wina niespecjalnie mnie przerażają w upały, choć przyznać muszę, że nie były one dokuczliwe w momencie, gdy otwierałem to wino. Z drugiej strony Hiszpanie też nie czekają na zimę czy późną jesień, żeby wychylić lampkę (czy poważny bloger powinien używać tego słowa?) wina, więc może trzeba skończyć z tymi bzdurami o kolorach wina i odpowiednich dla nich porach roku. Otworzyłem, bo miałem ochotę i tyle.


Wino pochodzi z rocznika 2013, czyli już trochę czasu spędziło w butelce, ale otwierając je nawet nie pomyślałem o tym, w jakim może być stanie. Jak się okazało wino miało formę młodzieńca, bez najmniejszych oznak zmęczenia. Winogrona, z których powstało, dojrzewały na 50-letnich krzewach trzech odmian: monastrell, cabernet sauvignon i tempranillo. Wszystkie odznaczają się sporą naturalną kwasowością, co w połączeniu z potężną dawką alkoholu i solidnymi taninami może tłumaczyć dobrą formę wina. Moim zdaniem, a mówię to jako amator na podstawie intuicji, a nie wiedzy, najlepsze lata ma ono jeszcze przed sobą. W ustach czuć solidną strukturę wina, kwasowość rzeczywiście gra tu pierwsze skrzypce, choć po chwili do głosu dochodzi też owoc - pozbawiona słodyczy czereśnia z lekkimi nutami przypraw i delikatną goryczką pestki.


Podsumowując - jest to wino z potencjałem, mam wrażenie, że wypiłem je za wcześnie, choć przecież długo czekało u mnie na swoją kolej, co z kolei zaczęło mnie już lekko mentalnie uwierać. Czuję, że trzeba będzie do tego wina jeszcze kiedyś wrócić. Być może trzeba będzie je wypić do jakiejś sugerowanej przez producenta potrawy. Wśród nich są między innymi dania z dzikiego ptactwa, niebieskich serów czy ryb takich jak łosoś czy tuńczyk. Jest jeszcze jedna sugestia: "roasted shoulder of kid", ale to akurat chyba sobie odpuszczę.


Bodegas Luzón, Altos de Luzon, 2013
pochodzenie: Hiszpania
apelacja: Jumilla DO
odmiany: 50% monastrell, 25% tempranillo, 25% Cabernet Sauvignon
alk.: 14,5%
cena: 97,99 zł (Centrum Wina, Winezja)


Wino otrzymałem do degustacji od ekipy Centrum Wina. Bardzo dziękuję!

środa, 12 czerwca 2019

Clos Montebuena, Selección Particular, 2016


Hiszpańskie wina Clos Montebuena są moim zdaniem jednymi z najlepszych win, jakie możecie kupić w sieci Biedronka. Staram się pić je w miarę regularnie, testować kolejne pojawiające się na półkach roczniki, szczególnie te z linii reserva, które pojawiają się rzadziej, na pewno nie w każdym roczniku, przynajmniej nie w Biedronce. Byłem święcie przekonany, że notatki z ich degustacji zamieszczałem na blogu, ale próbując je odnaleźć natknąłem się tylko na jeden wpis wspominający o Clos Montebuena Reserva 2013. Dziwne. Kolejne wzmianki znalazłem na profilu FB mojego bloga, ale jestem przekonany, że piłem te wina częściej. Dowodów jednak nie ma, trudno.

Dziś wracam zatem do rocznika najświeższego, jaki można obecnie kupić, przy czym - nie wiem dlaczego - nazwa wina zmieniła się z Reserva na Selección Particular, wzór etykiety pozostał jednak niezmieniony. Strona internetowa od dawna nieaktualizowana, koncern Araex niespecjalnie przykłada się do publikowania świeżych danych na temat swoich win, nie pozostaje mi nic innego, jak odkorkować wino i osobiście sprawdzić, co zawiera butelka.

A jest moim zdaniem całkiem nieźle. Często narzeka się na przebeczkowanie win z Riojy, ale w tym wypadku nie mogę marudzić, nuty odbeczkowe nie przeszkadzają w odbiorze tego ładnie poukładanego wina, z wyraźnie zaznaczonym owocem i przyjemną, wyraźną, lecz gładką taniną. Także alkohol „nie odstaje”, co zdarzało się w przeszłości, choć w większym stopniu dotyczyło to raczej tańszej (niebieskiej) etykiety Montebuena. Bardzo przyjemnie piło mi się to wino i wydaje mi się, że jest jednym z lepszych roczników, jakie można było kupić w Polsce.

Odgrażałem się, choć dziś już nie mam pewności, czy wyartykułowałem to na zewnątrz, czy może tylko w sobie, że kupię więcej butelek z danego rocznika i potrzymam w piwnicy na przyszłość. Do tej pory mi się nie udawało, ale dziś naprawdę mam ochotę to zrobić.


Clos Montebuena, Selección Particular, 2016
Hiszpania, Rioja Alavesa
odmiany: 100% temparnillo
alk.: 14%
cena: 29,99 zł (Biedronka)



środa, 19 grudnia 2018

Grzeczny chłopiec.

Miła świąteczna niespodzianka trafiła do mnie od Ambry SA - właściciela sieci sklepów Centrum Wina (w tym tego obok mojej pracy, choć zakładam, że nie powstał tylko dla mnie 😉) oraz sklepu internetowego Winezja (w którym miałem okazję i przyjemność robić zakupy nie raz). Niespodzianka przyjemna podwójnie, bo ktoś jednak przeczytał (nie twierdzę, że z przyjemnością) moje blogowe wpisy i selekcja win wydaje się być wcale nieprzypadkowa.


Jak się pewnie domyślacie Manzanilla La Jaca będzie dla mnie materiałem edukacyjnym pogłębiającym moją wiedzę na temat Sherry, natomiast Altos de Luzón trafia w mój gust ze względu na zawartość odmian innych, niż powszechnie występujące w Hiszpanii tempranillo; tu pierwsze skrzypce odgrywa monastrell (znany gdzie indziej, jako mourvèdre), a tempranillo wraz z cabernet sauvignon zajmują pozycję na pozór wycofaną, choć w gruncie rzeczy nie mniej ważną. Kupaże - tu nieodmiennie podzielam zdanie Franka Smuldersa - często bywają lepsze od win jednoodmianowych, choć i w tym przypadku nie zamierzam tracić energii na budowanie okopów, z których chyłkiem będę musiał w razie czego czmychać. Degustacje win będą dla nich najlepszym sprawdzianem, a prawda o nich, choćby niewygodna, lepsza od lukrowanego kłamstwa.

Dziękując Ambrze za życzenie chciałbym odwdzięczyć się jej, ale i innym miłośnikom wina, tym samym: wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia i oby w Nowym - 2019 - Roku moglibyśmy pić wina takie, na jakie mamy ochotę.

niedziela, 9 grudnia 2018

Ziarno Sherry.

Z ziarnem, jak to ziarnem, nie zawsze wiadomo, czy padnie na podatny grunt, czy w ogóle wykiełkuje, a jeśli już, to czy będzie miało odpowiednie warunki do wzrostu. Jeśli ktoś rozrzucał je wokół mnie, to mógł być pewien, że plony nie będą wyższe od tych zrodzonych przypadkiem na asfalcie. Długo unikałem tematu Sherry mając zresztą na jej temat mylne wyobrażenia. Mój opór chyba jednak nieco zmalał, gdzieś w tym twardym podłożu pojawiła się rysa, pęknięcie, w wyrwie chyba jeszcze za wcześnie mówić. W każdym razie w szczelinie tej zamajaczyła się drobna forma życia, z początku ledwie widoczna, ale uparcie wzrastająca w kierunku światła. Teraz jest już ostrzej zarysowana, z każdym dniem przybierająca konkretne kształty. Warto chyba jej poświęcić chwilę, przytrzymać przy życiu, a może nawet zacząć pielęgnować. Zaczynam przygodę z Sherry, jeśli chcecie, to mi kibicujcie, ja chciałbym tylko podziękować za trud siania Andrzejowi Daszkiewiczowi. Kilka słów, zamienionych na afterku po ostatnim zlocie winnej blogosfery, których być może nawet nie pamięta, miały moc potrafiącą naruszyć jedność monolitu. 

Dziś na temat samych win mądrzyć się nie będę, bo nie mogę. Wszak jeszcze nic nie wiem. Ale etykiety już zamieszczam.



poniedziałek, 12 listopada 2018

Tydzień tempranillo.

Ubiegły tydzień obfitował w emocje związane z 100. rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę na bardzo wielu polach. Działo się co nieco w kulturze, sporo w polityce, także w winnej blogosferze nie zabrakło polskich wątków, kto żyw otwierał polskie wino (i polskie Świętomarcińskie) i stawiał obok gęsiny (bo na św. Marcina...), wszak dwie tradycje łączyły się w całość jednego dnia. Sam nie wiem, co w tym dniu jest ważniejsze: flaga biało-czerwona, wino, czy gęś (choć Polacy nie gęsi...). Tak czy owak ja w dzień świąteczny pracowałem dla ludu zupełnie jak święty Marcin, obie ręce zajęte robotą, to flagą nie pomachałem, wina na zakładzie pić nie mogłem, a i gęsi nie miał kto przyrządzić, bo lepsza połowa na zagranicznych wojażach czas spędzała (i też służbowo). Niedziela zatem zbyt uroczysta nie była, za to kilka dni ją poprzedzających spędziłem na degustacji win hiszpańskich, co wpisało się w celebrowanie Międzynarodowego Dnia Tempranillo (8 listopada), przy czym moja zabawa trwała aż trzy dni: w wigilię święta, w święto właściwe i w poświąteczne poprawiny.

Tyle wstępu, teraz czas na wina:







Podsumowując: Coto de Imaz Gran Reserva 2010 polecam z całego serca dziś i pewnie jeszcze przez kilka lat będzie Was cieszyć; z Beronia Reserva 2013 możecie się jeszcze wstrzymać z piciem, ale można robić zapasy na przyszłość; Vega del Rio Reserva 2010 trzyma się świetnie (przynajmniej taka była moja butelka), alkohol może trochę dać się we znaki, ale dekantacja i dłuższe napowietrzanie dobrze mu zrobią, a Wam dadzą więcej radości.

czwartek, 20 września 2018

Naprawdę dobra Hiszpania.

Znów się trochę opuściłem z pisaniem o winie, nie będę się jednak tłumaczył, bo powody nie różnią się od wcześniejszych, więc raczej nie ma sensu ich powtarzać, teksty w archiwum leżą i czekają na ponowne odkrycie.

Mimo kłopotów chciałbym jednak podzielić się z wami wrażeniami, jakie przyniosła degustacja dwóch win hiszpańskich. Od razu napiszę, że z Lidla, bo dla wielu to wystarczający powód, żeby zakończyć lekturę - szkoda czasu.

Krótka ocena o treści: naprawdę dobre nie należy do mnie, ale podpisuję się pod nią obiema rękami. Taką opinię wydali goście, którzy mnie odwiedzili w którąś z moich wolnych niedziel, co nie jest takie oczywiste w mojej branży i miejscu w pracy. Przy okazji krzyczę help! ratunku! może ktoś mnie uratuje przed zawałem w dzień świąteczny, z dala od rodziny.

Wróćmy jednak do rzeczy realnych, czyli wspomnianych win z Iberii. Pierwsze z nich to Pinord Penedès +Natura Xarel.lo En Lies 2017.


Wino organiczne, cokolwiek to znaczy i jakkolwiek jest to interpretowane, zrobione z odmiany xarel.lo, którą na pewno kojarzycie, jeśli lubicie hiszpańskie bąbelki w postaci Cavy. Xarel.lo jest odpowiedzialne za nadanie winom musującym atrakcyjnego aromatu i najczęściej występuje w nich obok dwóch innych odmian: parellada i macabeo. Zatem xarel.lo należy do rodziny win aromatycznych, które często bywają zniewalające w nosie, ale jednocześnie potrafią być mdłe z powodu obniżonej kwasowości i odczuwalnego wyraźnie cukru resztkowego. Ja osobiście za takimi winami nie przepadam, chyba że rzeczywiście kwasowości im nie brakuje. W przypadku omawianego wina trudno mówić o kwasowości ostrej jak żyletka, ale na pewno potrafi ona nadać winu walor świeżości i raczej zachęca do picia (oraz przegryzienia), niż pozostawienia kieliszka z boku. Miła niespodzianka dla mnie, a moi goście (choć niepijący wina na codzień) byli wręcz zachwyceni i chcieli kupić wino dla siebie. Nie powinno być z tym problemu, bo wino jest dostępne. Jeśli nie w sklepach stacjonarnych, to przez witrynę internetową Winnicalidla.pl

Podobnie jest z dostępnością drugiego wina, które miałem okazję otworzyć tego dnia, a mianowicie Bodega Las Cepas Laertes Rey Graciano 2016.


Etykieta pochodzi z apelacji Rioja, bodajże najbardziej znanej ze wszystkich ulokowanych na terenie Hiszpanii. Powiedziałbym, że wstyd jej nie znać, ale wtedy sam spaliłbym się ze wstydu, bo okazuje się, że moja znajomość Rioji jest dramatycznie słaba. Otóż, po pierwsze, byłem święcie przekonany, że jest położona całkowicie w Kraju Basków, co jest dalekie od prawdy i boleśnie obnaża moją nieznajomość geografii Hiszpanii. Po drugie, byłem przekonany, że przepisy apelacji wymagają, by odmiana tempranillo stanowiła większość w kupażach i przy okazji zabraniała użycia innych od tempranillo odmian do produkcji czerwonych win jednoszczepowych. 100% graciano zamknięte w butelce z Rioji okazało się dla mnie lekkim zaskoczeniem. Sami rozumiecie, dramat i dno. Na szczęście dla osób, które chcą się tylko napić niezłego wina powyższe dywagacje nie mają żadnego znaczenia. Wystarczy, że powtórzę ocenę z początku tekstu. To są naprawdę dobre wina.

Zupełnie na koniec dorzucę może tylko informację, że można też kupić wina tego producenta zrobione w 100% z odmiany garnacha lub maturana tinta. Czyli czegoś się jednak dowiedziałem - istnieje Rioja bez tempranillo 🙂 


Dziękuję Lidl Polska za udostępnienie win do degustacji.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Visiega Cava Brut.


Wspomniałem w poprzednim wpisie traktującym o prosecco z certyfikatem bio, że jako niedrogie wina musujące zwykle polecam hiszpańskie cavy zamiast rzeczonego prosecco. Dziś mam dla Was właśnie takie wino - Visiega Cava Brut. Nie dość, że naprawdę smaczne, to w dodatku tanie, w osiedlowym sklepu zapłaciłem za nie 23 złote bez grosza. Dużo się nie będę rozpisywał, bo to w końcu wino dość proste, masowo produkowane przez wielką przetwórnię gron, ważne że pije się dobrze i potrafi dawać satysfakcję. Dobre wino codzienne, jeśli ktoś musi pić codziennie, może być fajne jako aperitif, a i do posiłku na pewno się nada. U mnie dało radę nawet grubo przed pierwszym posiłkiem, ale nie idźcie, proszę, tą drogą 😉

poniedziałek, 12 marca 2018

Z Grecji do Hiszpanii (na chwilę).

Przed degustacją ostatniego wina greckiego, jakie dostałem do przetestowania od Amazis.net postanowiłem zrobić skok w bok i udać się na drugi kraniec Europy, czyli do Hiszpanii. Po pierwsze dlatego, że kilka butelek wina z tego kraju miałem już w swoich zapasach i trzeba w końcu coś z nimi zrobić, a po drugie dlatego, że kilka kolejnych dokupiłem pod wpływem artykułu z  marcowego Decantera dotyczącego dojrzałych win z apelacji Rioja. Z nimi też coś trzeba będzie zrobić. W tym wpisie z pewnością nie odnotuję wszystkich hiszpańskich etykiet, które mam do dyspozycji, ale od czegoś trzeba zacząć.

Najmłodsze wina uznawane przez Decanter za dojrzałe, pochodziły z rocznika 2010 i takich win szukałem, zwłaszcza pod wpływem niezłej recenzji Campo Viejo Gran Reserva 2010, które jeszcze do niedawna można było znaleźć na półkach sklepów. W te pędy udałem się do mojego ursynowskiego Leclerka, ale okazało się, że się spóźniłem - najstarsze Campo Viejo pochodziło już z 2011. Niemniej jednak z 2010 udało mi się znaleźć trzy wina, choć jedno z nich pochodziło z innej apelacji i od tego wina zacznę opisy win hiszpańskich, natomiast z Rioja dostałem Coto de Imaz Gran Reserva 2010 oraz Bodegas Navajas Vega del Rio Reserva 2010. Do nich wrócę w niedalekiej przyszłości, a dziś porcja moich instagramowych relacji.







Z powyżej przedstawionych win ułożyłem sobie mój osobisty ranking. Na górze listy wina, które chętnie powtórzę, na dole te, za którymi nie będę się specjalnie rozglądać.

1. Eximus Cava Rosado
2. Clos Montebuena
3. Torres Celeste
4. Ramblasreales
5. Castroviejo
6. Pata Negra

W najbliższym czasie na blogu możecie spodziewać się opisu greckiego wina Alpha Estate Red (S.M.X), a potem znów wrócę do win hiszpańskich.

Zapraszam do śledzenia moich poczynań na Instagramie, tam znajdziecie najwięcej relacji (na gorąco). Zajawki blogowych wpisów pojawiają się też na Facebooku.

piątek, 22 grudnia 2017

Lidl na Święta.

Miałem tego nie robić, a zrobiłem. Miałem się powstrzymać, a zabrakło wytrwałości w postanowieniu. Diagnoza jest jasna i nie może być inna: jestem uzależniony. Na szczęście nie od picia alkoholu, ale od jego kupowania i chomikowania. Ja może bym to nazwał kolekcją, co prawda nie najwyższych lotów, ale jednak. Niestety moja żona widzi w tym bałagan i zagracanie przestrzeni, więc muszę się nieco ze swoimi zakupami kryć i skutecznie je maskować. To też typowy objaw uzależnienia.

Lidl w zakupowej abstynencji mi nie pomógł i z okazji wstawienia do sklepów win ze świątecznej oferty podesłał przesyłkę z dwoma winami. Dostałem, czyli nie kupiłem, powie ktoś, komu przyjdzie do głowy stanąć w mojej obronie. Ale prezent podziałał jak płachta na byka, a pendrive z zapisaną całą ofertą skusił mnie do odwiedzenia najbliższego sklepu. Dwa wina zatem dołożył do mych zbiorów Lidl, dwa wina dokupiłem sam i znów w moich tajnych zakamarkach zrobiło się ciasno.

Skoro sprawa wyszła na jaw, a z moich postanowień nici, to niech chociaż Wam opowiem, o co wzbogaciła się ta moja - pożal się Boże - kolekcja.


Domaine Saint-Germain, Chardonnay 2016, Bourgogne AOP
„Wino i barwie słomkowo-zielonkawej, klarowne. Zaraz po nalaniu trunku do kieliszka aromaty są łagodnie wyczuwalne, ulegają stopniowej intensyfikacji w trakcie napowietrzania. W ustach wyraźna kwasowość, alkohol umiarkowanie rozgrzewający, o lekko słonym posmaku. Wino znajdzie zastosowanie jako aperitif lub jako towarzystwo do sałatek, lekkich potraw z ryb i drobiu”. Tak zareklamował mi wino zespół Lidl Polska zapraszając do degustacji, ale ponieważ u mnie z degustacjami gorzej niż z zakupami, więc na weryfikację opisu będziecie musieli poczekać, chyba że zrobicie to za mnie wcześniej, chętnie wczytam się w Wasze komentarze. Ja się w każdym razie cieszę z prezentu, bo ostatnio bardzo rzadko sięgałem po chardonnay i prawdę mówiąc nie wiem, czy sam bym sobie to wino kupił. 

Drugie z otrzymanych win to


Carmelo Ortega, Saxa Loquuntur dos 2013, Rioja DOC
„Trunek ten dojrzewał przez 12 miesięcy w dębowej baryłce. W kieliszku rozpoznać można akcenty jeżyn, suszonej śliwki, suszonych daktyli, toffi i tostów. W ustach równowaga, struktura opiera się na rozgrzewającym alkoholu, przyjemnie cierpkich garbnikach i wyczuwalnej kwasowości. Polecamy do pieczeni lub dojrzałych twardych serów.” Ja oczywiście najchętniej spróbowałbym je do wołowego steka i choć jeszcze wina nie spróbowałem, to już ta kwasowość i garbniki rozbudziły mój apetyt.

Saxa Loquuntur to wina (producent ma w ofercie trzy wersje o nazwach uno, dos i tres), które trafiają do mnie nie po raz pierwszy. A ponieważ nigdy nie miałem o nich złego zdania, to na zakupach postawiłem dokupić wersję uno (rocznik 2014), żeby mieć bezpośrednie porównanie win.


Wydawało mi się, ale mogę się mylić, że nigdy nie sprzedawano jednocześnie różnych etykiet tego producenta. Żyję w przekonaniu, że w różnych okresach Lidl wstawiał pojedyncze etykiety nie zdradzając specjalnie klucza, wg którego to czynił. Ale skoro teraz nadarza się okazja, to ja ją wykorzystam. Nie wiem, czy uda mi się je scharakteryzować za pomocą równie kwiecistego opisu, ale mam nadzieję, że zrozumiecie moje odczucia. Na to oczywiście też musicie poczekać. ;)

Czwarte wino, a drugie z tych, które sam kupiłem nie znalazło się w najnowszej ofercie, ale można je znaleźć na półkach Lidla i to w sporej ilości.


To Crémant de Limoux, wino musujące z Langwedocji, wykonane metodą tradycyjną, czyli tą, z której słyną Szampany. Zbliża się Nowy Rok i dobrze jest go przywitać bąblami. Owszem, można zrobić to Krugiem, ale chwilowo mnie na niego nie stać, więc zostanę przy nieco przystępniejszych cenowo propozycjach, które zresztą można też z powodzeniem wykorzystać podczas świąt Bożego Narodzenia. Wszak wina musujące są kulinarnie bardzo uniwersalne i choć może grubą przesadą byłoby twierdzenie, że pasują do każdej potrawy, to jednak można uznać je za wybór bezpieczny. Wybór win musujących w Lidlu jest dość spory, więc jeśli nawet nie skusicie się na to mocno wytrawne crémant, to może przypadnie Wam do gustu jakieś prosecco, a i szampany wystawili w całkiem atrakcyjnej cenie (jak na szampany).

Dziękuję polskiemu Lidlowi za przesyłkę, a całemu zespołowi czuwającemu nad winną blogsferą życzę wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego 2018 Roku.

piątek, 10 listopada 2017

Syzyfowe prace.

Zgodnie z tym, o czym napisałem we wpisie "Opróżnianie zapasów", zająłem się ich pomniejszaniem za pomocą osuszania butelek. Robiłem to powoli, niespiesznie i w samotności, żona w ogóle nie chce mi pomagać, ale zacząłem zauważać efekty, więc wszystko wydawało się być na dobrej drodze.

Na pierwszy ogień poszło wino chilijskie, a dokładnie sauvignon blanc z winnicy Luis Felipe Edwards. Wino pochodziło z rocznika 2016, sprzedawała je w swojej promocyjnej ofercie Biedronka między 28.08.2017 a 10.09.2017. Co ciekawe w katalogu na miejsce pochodzenia wskazywano Casablanca Valley, moje wino zaś powstało z gron zbieranych w Leyda Valley. Ciekaw jestem, czy zwróciliście na to uwagę otwierając swoje butelki i czy rzeczywiście w ofercie były wina z różnych miejsc. W każdym razie to z Leyda Valley zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie.


Drugim winem, a w zasadzie winami drugim i trzecim były białe Polki - wina wyprodukowane dla sieci Lidl przez Winnicę Srebrna Góra, przy czym do dyspozycji miałem dwa roczniki: 2015 i 2016.



Nie wiem czy różnice były spowodowane samym wiekiem win, czy może o ich charakterze decydowała aura, stawiałbym jednak na różnicę w składach win, przy czym chciałbym zaznaczyć, że mimo dużego kombinowania w kupażach, wina miały jakiś wspólny mianownik, co należy zaliczyć im na plus. W ogóle mają u mnie plusy, przy czym rocznik 2015 nieco większego.

Po Polkach na stół trafiło albariño z hiszpańskiej Galicji, a dokładniej apelacji Rias Baixas. Albariño dla mas można powiedzieć, bo jest znacznie przystępniejsze w piciu niż opisywany w literaturze wzorzec wina z tej odmiany. Mniej tu kwasowości, nieco więcej ciała i owocu, co sprawia, że wino jest łatwe w piciu. Wzorcowe albariño potrafi być bardzo kwasowe i dość oszczędne w aromatach, za to dobrze pasuje do galicyjskiej kuchni w dużej mierze opartej na owocach morza.


Następnie udałem się do Argentyny po jej sztandarowe wino czerwone, czyli malbeka. Wino wyszło spod ręki uznanego winiarza, ale dla mnie było ono dość przeciętne. Miałem okazję pić już dużo lepsze malbeki, choć uczciwie muszę przyznać, że zwykle były to droższe etykiety.


Pozostałem jeszcze na moment w Ameryce Południowej, by spróbować urugwajskiego tannata, ale o ile wino było bardzo pijalne i naprawdę smaczne, to jednak nie oddało potencjału tkwiącego w odmianie tannat - liczyłem na potężną taninę, a dostałem wino łagodnie, znów jakby przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców.


I już cieszyłem się, że plan przynosi efekty, już widziałem odzyskane po butelkach miejsce, już cieszyłem się nie z posiadania wina, ale jego braku, gdy dotarła do mnie przesyłka z Biedronki wypełniona próbkami win portugalskich. Czyli luka została zamknięta, wyrwa zasypana a butelkowy bilans wyszedł na zero. To właśnie możemy śmiało nazwać tytułową syzyfową pracą.


Ale jak Syzyf się nie załamywał, tak i ja sumiennie wtaczam swój kamień pod górę, a czy było warto, czy portugalskie wina warte są zachodu, o tym poinformuję Was w kolejnych wpisach.

Savignon blanc i tannata dostałem do degustacji z Biedronki, obie Polki kupiłem za własną mamonę w Lidlu, za malbeca zapłaciłem w Tesco, a ursynowski Leclerc skasował mnie za albariño.

czwartek, 31 sierpnia 2017

ML&MB

"SPOTKAŁEM SIĘ Z KOLEGĄ, BO KOLEGA JEST OD TEGO
I WYPADA CZASEM SPOTKAĆ SIĘ Z NIM
SIEDZIELIŚMY DO RANA, A JEGO UKOCHANA
DONOSIŁA CIĄGLE NOWY ZESTAW WIN"

MM&WW "KOLEDZY"


Może nie do końca tak było, może nie do rana, a i o dolewki musieliśmy zadbać sami, ale pewne zdarzenia miały miejsce i nie można tym faktom zaprzeczyć. Otóż spotkałem się Marcinem Likowskim w Whisky&Wine Place, aby spróbować kilka nowości, jakie pojawiły się w ofercie tego sklepu, przez gardło przeleciało kilka porcji wina, było przyjemnie, a same wina naprawdę dobre.


Na początek odkorkowaliśmy wino od producenta prosecco - Il Colle, ale nie było to prosecco, tylko rosè zrobione ze szczepów pinot nero i raboso. Różowe bąble wchodzą gładziutko, cukier dobrze wyczuwalny (extra dry - 16-18 g/l), równoważony kwasowością, za którą odpowiedzialną uczyniono odmianę raboso. Lekko truskawkowy posmak musi się podobać - na balkon w sam raz, jeśli zadaszony, to nawet podczas deszczu. 😃

Kolejne dwie butelki pochodziły z winnicy Treloar. Jej właścicielem jest Brytyjczyk - Jonathan Treloar a sama posiadłość leży w regionie Roussillon na południu Francji. Historia tego człowieka jest arcyciekawa, mogłaby być podstawą scenariusza niezłego filmu, ale nie powiem Wam więcej na ten temat, Marcin Likowski zrobi to znacznie lepiej prezentując przy okazji jego dzieła w sklepie. Zapytajcie koniecznie! 


Zaczęliśmy od One Block Muscat 2014 zrobionego na wino wytrawne. A nawet bardzo wytrawne - 0,3 grama cukru na litr. To coś, co ja akurat w przypadku tego szczepu lubię i zecydowanie wolę od wersji słodszych. Aromatyczne, ale nie duszące wino dobrej klasy, którego nigdy za wiele, ale musicie uważać - kwasowość na pewno rozbudzi w Was poczucie głodu.


Drugim winem od tego producenta było One Block Grenache 2015, zrobionym, jak wskazuje nazwa, z odmiany grenache, ale nie mam pewności, czy w tym roczniku powstało ono tylko z tego szczepu, czy może przy udziale innych odmian, jak zdarzało się we wcześniejszych latach. Świetne wino! Piękne owocowe aromaty, gładkie taniny, jedwabista faktura na podniebieniu i alkohol na dość niskim poziomie. To wino nie może się nie podobać, czynnik pijalności na najwyższym poziomie.


Ostatnim winem jakie próbowaliśmy było Alta Allela AA Privat MERLA 2016 zrobione z odmiany monastrell. Wino organiczne, naturalne, bezsiarkowe, o dość trudnych aromatach zaraz po otwarciu butelki, mi osobiście kojarzący się z kawą wypitą w pobliżu stajenki. Po kilku minutach w kieliszku i napowietrzeniu wina w zapachu przebija się komponent owocowy, z elementem kawy i lukrecji. Kwasowość i tanina przypominają o sobie z każdym kolejnym łykiem, rozbudzają apetyt, domagają się jedzenia - u mnie bez zmian, ja od razu chcę steka! Intrygujące wino, muszę wrócić po butelkę. 


Marcinie, dziękuję za zaproszenie!