Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różowe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2020

Winnica Turnau.

Ten rok z pewnością może się zapisać w historii mojego bloga (i mediów społecznościowych z nim powiązanych), jako rok, w którym polskie winnice wyraźnie zaznaczyły swoją obecność. Podczas wakacyjnego urlopu, kiedy restrykcje związane z koronawirusem straciły nieco na intensywności, miałem okazję odwiedzić kilku polskich producentów win. Nie był to wcale mój pomysł, a żony, która znajduje sporą przyjemność w planowaniu wakacji w ścisłej tajemnicy tak, by każdy członek (what?!?) rodziny miał niespodziankę i są to niespodzianki prawdziwe, a nie typu „spodziewam się niezapowiedzianej kontroli”. 🙂

W tym wpisie nie powiem Wam o wszystkich odwiedzonych przeze mnie winnicach, ale wspomnę słówko o tej, którą już na pewno dobrze znają wszyscy polscy winomaniacy, bo w jej dobrze pojmowanym interesie leżało zakomunikowanie wszystkim zainteresowanym faktu jej istnienia. To nie jest romantyczne przedsięwzięcie osoby, która dorobiła się (lub nie) w innych gałęziach gospodarki i jest gotowa na poświęcenie części zarobionego kapitału na hobbystyczne zaangażowanie się w produkcję wina, będącą odskocznią od korporacyjnego życia i wolną od trosk "pracą na swoim”. 

Winnica Turnau to profesjonalnie zaplanowane przedsięwzięcie, będące raczej uzupełnieniem dotychczasowej działalności rolniczej o kolejny produkt, który właśnie zyskuje w Polsce na popularności i daje szansę na godziwy zarobek, niż projekt będący w założeniu odskocznią od dotychczasowego, nudnego i mało satysfakcjonującego życia, mający w końcu „zagwarantować" szczęście przez zrzucenie kajdan korpo-niewolnictwa. To biznesowe podejście do uprawy winorośli i produkcji wina oraz budowania bazy turystycznej łatwo daje się zauważyć  w samym obejściu, natomiast w zawartości butelek procentuje zaś zaangażowanie twórcy samych win, którym jest Frank Faust - niemiecki winiarz na co dzień pracujący u siebie, czyli w Weingut Faust.

Kiedy kilka lat temu próbowałem pierwszy raz win z Winnicy Turnau, prezentowanych w Warszawie w Vinotece 13, nie byłem jakoś szczególnie nimi zauroczony, przeszkadzał mi w nich wyraźny cukier resztkowy, wina w większości były butelkowane jako półwytrawne.

Dziś jestem już po degustacji kilku nowszych butelek z roczników 2018 i 2019 i nie było takiej, która by mnie rozczarowała. Rose 2019 wypiłem jeszcze w Baniewicach, część wieczorem, część następnego dnia w ramach śniadania i było to śniadanie naprawdę udane.

Mimo tego, że Rose jest półwytrawne, to cukier nie jest w stanie wyrwać się z objęć wyraźnej kwasowości i całość zrobiła wówczas na mnie bardzo dobre wrażenie, choć niewątpliwie miały w tym swój udział "okoliczności przyrody" i wakacyjny luz.

Prawdziwą petardą okazał się wypity już w domu Riesling 2018 i nie wiem, czy to nie dobry moment w historii tego bloga, by skończyć wreszcie z narracją o mojej niechęci do win zrobionych z tej cenionej odmiany. Ten bardzo wszechstronny szczep pozwala tworzyć wina w tak wielu wersjach stylistycznych, że nigdy nie potrafiłem ich jakoś sensownie usystematyzować, co zapewne było przyczyną moich równie mnogich frustracji. Dziś precyzyjne szufladkowanie win nie ma dla mnie dużego znaczenia, liczy się już tylko mniejsza, lub większa satysfakcja z ich picia, a w przypadku Rieslinga od Turnauów była ona naprawdę spora. Znakomity, dojrzały, tropikalny owoc w rześkiej, kwasowej otulinie doprawiony naftową nutką aromatyczną pozostawił w mojej głowie trwały ślad.

W ostatnich dniach wypiłem zaś Solaris 2019, w którym urzekła mnie jego cytrusowa świeżość, a także dojrzały owoc gruszki i brzoskwini oraz delikatny cukier zatopiony w oleistej strukturze. Alkohol dał o sobie znać, ale bardziej już w głowie niż na podniebieniu, nie był jednak źródłem złego samopoczucie, a jedynie dobrego nastroju i równie udanych wspomnień.






wtorek, 31 grudnia 2019

Na koniec roku.

Nie udało mi się w tym roku dostarczyć na blogu jakości, więc może jeszcze w ostatnim dniu roku (2019) pójdę na ilość i zamieszczę krótki wpis okraszony kilkoma zdjęciami flaszek. 

Trzeci rok z rzędu spędzam czas między świętami Bożego Narodzenia, a Nowym Rokiem na południu Polski, w znanym hotelu, który upodobali sobie sportowcy, a szczególnie kadry narodowe popularnych dziedzin sportu. Hotel ten leży w odosobnionym miejscu, poza niezłej jakości bazą noclegową jest tu mocno rozbudowana infrastruktura ukierunkowana na aktywność sportowców amatorów i sportowców zawodowych. W kwestii „sportu", który uprawiam na tym blogu jest dość marnie. W restauracji czy barze jest kilka propozycji win od znanego dostawcy dla rynku HoReCa, ale znając ceny tych win w sklepie firmowym nie mam ochoty trzykrotnie przepłacać za wina ze średniej półki, a tym bardziej za te droższe, których ceny są już podawane w tysiącach złotych. 

Ratunkiem dla winomaniaka, za jakiego - być może niesłusznie - się uważam, jest mały i jedyny sklepik z lokalnymi pamiątkami, ale też miodami (w tym pitnymi), nalewkami oraz winami. Oferta sprowadza się tylko do jednego producenta - Przeworskich Winnic, o których już Wam kiedyś wspominałem. Wieczorami, po zakończonych aktywnościach naprawdę sportowych, miałem okazję spróbować tych przeworskich specjałów, wypiłem dwa wina białe, jedno różowe, a także dwa czerwone.

Wina produkuje pan Dariusz Rosół, a ich nazwy biorą się od imion członków rodziny, przy czym wina białe noszą imiona żeńskie, natomiast różowe i czerwone imiona męskie.

Rodzinę pana Dariusza poznawałem w tym roku rozpoczynając od Agnieszki i Zofii.


Agnieszka (żona Dariusza) według opisu jest: pachnąca, stanowcza, potrafi zaskakiwać, łagodna wieczorem, rześka rankiem. Wino nazwane jej imieniem jest półwytrawne, zawiera 12% alkoholu, zrobiono je z odmiany solaris z 10% domieszką rieslinga. Cukier resztkowy na poziomie 11 g/l, a kwasowość 5,7 g/l.


Druga w kolejności była Zofia - mama pana Dariusza, którą scharakteryzował tak: konkretna, zdecydowana, z wiekiem łagodnieje i bardzo zyskuje na jakości. Wino zaś jest wytrawne, zawiera 11,5% alkoholu, zrobione zostało z odmian seyval blanc oraz bianca. Cukier resztkowy 2 g/l, a kwasowość 6 g/l.




Trzeci i piąty był Maciej, przy czym trzeci był koloru czerwonego, piąty zaś różowego. Maciej jest synem pana Dariusza: ambitny, trochę surowy, potrzeba do niego cierpliwości, wie jak pokazać swoje walory. Oba wina zrobione zostały z odmian zweigelt i pinot noir, czerwone jest wytrawne, zawiera 12,5% alkoholu, cukier resztkowy 2,5 g/l, kwasowość 6,5 g/l. Maciej różowy jest półwytrawny, ma 12% alkoholu, 8,5 g/l cukru, kwasowość na tym samym poziomie co w winie czerwonym.


Czwartym winem był Jacek. W rodzinie pana Dariusza jest jego bratem: młody – trochę kapryśny, z wiekiem dobrze rokuje, dobrze się starzeje, potrafi słuchać. W winie Jacek jest dornfelderem, jest wytrawny i ma 12,5% alkoholu. Cukru ma 2,5 g/l, a równoważy go kwasowość na poziomie 5,6 g/l.

Tym razem najbardziej mi smakowały wina białe, oba całkiem dobre i postawiłbym je na jednym poziomie. Na niższej półce umieściłbym Macieja, ale czerwonego, a także Jacka. Najmniej pasował mi Maciej różowy, więc w hierarchii umieszczam go jeszcze trochę niżej, ale z pewnością nie jest to półka najniższa i sporo oddalona od podłogi.

Podobno od tego roku pan Dariusz ma zamiar produkować wina musujące, co bardzo mnie cieszy, być może będzie mi dane ich spróbować, czas pokaże. Tymczasem życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowy Roku, a Wy mi życzcie więcej zapału do pisania. Startuję z niskiej bazy, więc szansa na to jest spora 🙂

poniedziałek, 23 września 2019

Musujący weekend.

Przypominają mi się czasy, kiedy to z niechęcią spoglądałem na wina musujące, a ich degustacja nie była dla mnie najprzyjemniejszym przeżyciem. Dziś jest zupełnie odwrotnie, wina musujące pijam często i coraz większy jest ich udział w moim zakupowym koszyku. Szampany to może jeszcze nie są moje wina codzienne, ale cavy i cremanty już tak, prosecco chwilowo staram się omijać, choć nie unikam na siłę, zwłaszcza tych najbardziej wytrawnych.

Ostatnio uzupełniłem zapas win musujących, ale nie na długo, cztery wina poszły w czasie weekendu, jednak nie martwcie się tym, że uległem zgubnemu nałogowi, nie piłem sam.

Na pierwszy ogień poszła cava, którą miałem okazję pić już wcześniej, choć z innego rocznika, bo to akurat cava oznaczona rocznikiem, co wcale nie jest takie oczywiste. Sumarroca Cava Brut Reserva 2016 to wino na wskroś wytrawne, kwasowe, raczej kościste. Owoc spod znaku zielonego jabłka i śliwki mirabelki. Bardzo dobre, ale jak ktoś szuka w butelce lekkości i delikatnej słodyczy prosecco, to może być nieco zawiedziony tym winem.


Jako drugie wino do kieliszków trafił cremant z Alzacji od znanego producenta Wolfberger. O tych winach było swego czasu głośno w Polsce i mogły trafić do szerokiego grona odbiorców za sprawą Biedronki, która najpierw sprzedawała musującego Wolfbergera zrobionego z rieslinga, a w drugim rzucie wino zrobione z odmiany pinot gris. Oba wina, jak i resztę szerokiego portfolio widziałem ostatnio podczas krótkiego pobytu w Colmar, ale tam zaopatrzyłem się w wina spokojne i od innych producentów. Po powrocie do Polski nie mogłem się jednak oprzeć pokusie i kupiłem je w naszym ursynowskim Leclerku. Cena jego jest jednak znacznie wyższa niż ta w Colmar, o cenach Biedronki nawet nie wspomnę, musieli wówczas wynegocjować naprawdę dobrą ofertę od producenta, bo 29,99 zł na półce w owadzim markecie, to nawet nie była połowa ceny, za którą kupiłem wino w Leclerku. No ale nie o cenach miałem mówić, a o winie, które zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Było wytrawne, choć nieco mniej kwasowe niż Sumarroca, łagodniej obchodziło się z podniebieniem i wydawało się bardziej krągłe, bardziej pełne i bogatsze w owocowy komponent. Nie żałowaliśmy wydanych pieniędzy.


Trzecim winem, które mieliśmy przyjemność pić (prawdziwą przyjemność, nie chodzi mi tylko o kurtuazyjny zwrot) było wino różowe pochodzące znad Doliny Loary, z apelacji Touraine. Podobnie jak poprzednie opisywane wina, tak i to wykonane zostało metodą tradycyjną, ale sama metoda nie gwarantuje jeszcze, że wina będą równie finezyjne, jak te z Szampanii. Można zaklinać rzeczywistość, ale prawda jest taka, że szampańskiemu wzorcowi wcale nie tak łatwo sprostać. Mimo to muszę powiedzieć, że nam się ono kojarzyło właśnie najbardziej z szampanami. Piłem to wino po raz drugi, za pierwszym razem próbowałem je w towarzystwie moich ursynowskich sąsiadów zdradzających ciągoty do wina (no dobra, to są ludzie z branży) i wszyscy, jak jeden mąż, choć były wśród nas i niewiasty, z uznaniem wyrażaliśmy się o tym winie. Z pewnością będę chciał je powtórzyć, choć upolowanie go nie jest łatwe, zbyt szybko znika ze sklepowej półki.


Czwartym i ostatnim winem był cremant z Burgundii, co do którego nasze oczekiwania były największe, zwłaszcza że i jego cena w tym zestawieniu była topowa. W charakterze przypominało ono jednak to, co oferowała tańsza cava. W żaden sposób nie chciałbym deprecjonować tego wina, ponieważ niewątpliwie było smaczne i fajnie zrobione, tyle że rozjechało się z naszymi oczekiwaniami. To wino również chciałbym powtórzyć, tyle że już bez obecności konkurencji i ze świeższą głową, wszak nadmiar wrażeń może czasem człowiekowi lekko pomieszać zmysły.



Wina Sumarroca Cava Brut Reserva 2016 i Prosper Maufoux Cremant de Bourgogne kupiłem w sieci Winestory, Wolfberger Cremant d'Alsace Pinot Gris oraz Blanc Foussy Grande Cuvee Brut 2015 kupiłem w Leclerku na warszawskim Ursynowie.

sobota, 6 kwietnia 2019

Adega Monte Branco.


Przyznam się Wam, nie pamiętam, czy po raz pierwszy, czy może się powtarzam, ale lubię wina czerwone bardziej niż białe, o różowych nie wspominając. Mam w zwyczaju również zostawiać to co najlepsze na koniec, więc z werwą rozprawiłem się z zapasami białego wina (różowe kupuję sporadycznie i raczej na zalegają w moim składziku), by móc podciągać z największą przyjemnością tylko wina czerwone. Tak też przez ostatnich kilka dni czy nawet tygodni było, ale przesyłka z Amazis.net zaburzyła ten, zdawałoby się już ustabilizowany, stan rzeczy, bo kartonie znalazłem po jednym winie z każdego koloru: białe, różowe i czerwone. To nowość w portfolio poznańskiego importera, wina z Adega Monte Branco, winiarni na czele której stoi Luís Louro, syn innego portugalskiego producenta wina - Miguela Louro (Quinta do Mouro).

Próbki, które otrzymałem, należą do linii Alento, która ma prezentować charakter typowych odmian uprawianych w regionie Alentejo. Wszystkie wina, łącznie z czerwonym przeznaczone są do szybkiego wypicia. Nie chodzi mi o szybkie opróżnianie butelki w bramie, ale o wypicie jej w niedługim czasie po zabutelkowaniu.


Alento Branco 2017 jest mieszanką odmian arinto (50%), antão vaz (40%) oraz roupeiro (10%). Jest czyste, blado słomkowe i dość oleiste. Nos, zwłaszcza przy winie zbyt chłodnym jest dość oszczędny, w miarę wzrastania temperatury pojawiają się najpierw nuty gruszki, potem trochę moreli i jasnych śliwek. Kwasowość wyraźnie zaznaczona, w końcówce pojawia się nuta goryczki. Wino pije się bardzo dobrze, brak mu może jakiegoś wyraźnego rysu, jest przez to nieco anonimowe, ale ogólnie pozostawia dobre wrażenie.


Alento Rose 2017 jest mieszanką odmian aragonez (85%) oraz touriga nacional (15%). Tego wina bałem się najbardziej znając moją "miłość" do win różowych. Zupełnie niepotrzebnie. Nie wiem zresztą, czy to nie jest dobry moment, by nie zmienić swego nastawienia do rose. Fraza definiująca wina różowe jako "ni to białe, ni czerwone" jest tak banalna, że aż głupio mi przyznać się do jej używania, czy wręcz nadużywania. Do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. W każdym razie pijąc to smaczne wino o delikatnym truskawkowym posmaku, doszedłem do wniosku, że nie wiem dlaczego nie lubię win różowych i w zasadzie nie ma powodu, by pielęgnować swoje uprzedzenia.


Alento Tinto 2017 jest mieszanką odmian aragonez (40%), trincadeira (40%), alicante bouschet (10%) oraz touriga nacional (10%). Po pierwszej próbce tego wina zaświtała mi od razu myśl, że wino jest bardzo neutralne i bezpieczne w piciu. Nie brakuje mu owocu, taniny są nawet mocne, ale jednocześnie dość miękkie. Kwasowość trzyma wino w ryzach, natomiast alkohol, którego jest dość sporo, ukrywa się całkiem skutecznie. Pije się to dobrze, choć znów trudno mówić o jakiejś oryginalności i wyjątkowości, trzeba natomiast pamiętać, że mamy do czynienia z winami, których cena zbliżona jest do 30 zł.


Za niecałe 100 zł otrzymujemy zestaw przyzwoitych, ładnie zrobionych win. Białe sprawdzi się doskonale podczas leniwego spędzania czasu na tarasie, czerwone będzie znakomitym winem do obiadu, natomiast różowe umili filmowy wieczór przed telewizorem w towarzystwie ulubionych przekąsek. Dla mnie ma to sens.

Dziękuję Amazis.net za udostępnienie win do degustacji.

środa, 4 lipca 2018

Bohemia Sekt Prestige Rose Brut.


Z góry założyłem, że to będzie najgorsze wino zestawu, bo jak wiecie za różowymi winami niespecjalnie przepadam, choć czytając między wierszami dostrzeżecie, że powoli przełamuję niechęć i w tej chwili mam do nich stosunek bardziej ambiwalentny, niż negatywny. Moje doświadczenie z różowymi winami musującymi było też takie, że zazwyczaj miały one w sobie więcej cukru, niż bym sobie tego życzył, nawet jeśli etykieta nie sugerowała pół-wytrawności, czy pół-słodkości. Dlatego też średnio ufałem napisowi „Brut” na etykiecie i rozglądałem się za towarzystwem do wypicia tego wina - bo wiecie, w razie czego ciężar porażki spocznie na barkach wszystkich towarzyszy niedoli.

Kompanem okazała się moja mama, która wpadła z krótką wizytą, więc czym prędzej wyciągnąłem to wino i rozlałem do kieliszków. I mile się zaskoczyłem. Słodycz na naprawdę niskim poziomie, niemal niewyczuwalna, etykieta nie kłamała, wino było na wskroś wytrawne. Na dodatek nieźle komponowało się z kolacyjnymi daniami, co potwierdza tezę, że wina różowe, a szczególnie różowe musujące dobrze sprawdzają się na stole i rzadko kiedy wypadają fatalnie w połączeniu z potrawami, o ile oczywiście nie będziemy szukać na siłę kontrowersyjnych mariaży. 


Wino to, podobnie jak inne butelki z linii „Prestige” zostało wykonane metodą tradycyjną, czyli bąble powstają na skutek wtórnej fermentacji w butelce, a dojrzewanie na drożdżowym osadzie (od 12 do 15 miesięcy) dodaje mu głębi. Ciekawy smak jeżyn i truskawek to zasługa kupażu sporządzonego z trzech odmian ciemnych gron: pinot noir, blaufränkisch i zweigelt. To bodaj pierwszy raz, kiedy te trzy odmiany pojawiły się w moim kieliszku i to w postaci wina musującego, ale też nie przypominam sobie, bym spotkał się z taką mieszanką w winie spokojnym. Widocznie za rzadko i za mało piję ;)


W sumie miła niespodzianka i kolejne potwierdzenie tego, o czym wspominałem kilkukrotnie na blogu, ale też i moim profilu instagramowym. Im gorsze moje nastawienie do wina przed jego otwarciem, tym większa pozytywna niespodzianka przy degustacji. Podobnie było i w tym przypadku, choć tym razem wino było po prostu dobre i wcale nie trzeba było szukać jego zalet na siłę. 

Moim zdaniem jest to bardzo dobre, uniwersalne wino do posiłku i jako takie otrzymuje moją rekomendację. Cena też przyzwoita, niecałe 40 zł za butelkę.


Dziękuję Amazis.net za udostępnienie wina do degustacji.


poniedziałek, 12 marca 2018

Z Grecji do Hiszpanii (na chwilę).

Przed degustacją ostatniego wina greckiego, jakie dostałem do przetestowania od Amazis.net postanowiłem zrobić skok w bok i udać się na drugi kraniec Europy, czyli do Hiszpanii. Po pierwsze dlatego, że kilka butelek wina z tego kraju miałem już w swoich zapasach i trzeba w końcu coś z nimi zrobić, a po drugie dlatego, że kilka kolejnych dokupiłem pod wpływem artykułu z  marcowego Decantera dotyczącego dojrzałych win z apelacji Rioja. Z nimi też coś trzeba będzie zrobić. W tym wpisie z pewnością nie odnotuję wszystkich hiszpańskich etykiet, które mam do dyspozycji, ale od czegoś trzeba zacząć.

Najmłodsze wina uznawane przez Decanter za dojrzałe, pochodziły z rocznika 2010 i takich win szukałem, zwłaszcza pod wpływem niezłej recenzji Campo Viejo Gran Reserva 2010, które jeszcze do niedawna można było znaleźć na półkach sklepów. W te pędy udałem się do mojego ursynowskiego Leclerka, ale okazało się, że się spóźniłem - najstarsze Campo Viejo pochodziło już z 2011. Niemniej jednak z 2010 udało mi się znaleźć trzy wina, choć jedno z nich pochodziło z innej apelacji i od tego wina zacznę opisy win hiszpańskich, natomiast z Rioja dostałem Coto de Imaz Gran Reserva 2010 oraz Bodegas Navajas Vega del Rio Reserva 2010. Do nich wrócę w niedalekiej przyszłości, a dziś porcja moich instagramowych relacji.







Z powyżej przedstawionych win ułożyłem sobie mój osobisty ranking. Na górze listy wina, które chętnie powtórzę, na dole te, za którymi nie będę się specjalnie rozglądać.

1. Eximus Cava Rosado
2. Clos Montebuena
3. Torres Celeste
4. Ramblasreales
5. Castroviejo
6. Pata Negra

W najbliższym czasie na blogu możecie spodziewać się opisu greckiego wina Alpha Estate Red (S.M.X), a potem znów wrócę do win hiszpańskich.

Zapraszam do śledzenia moich poczynań na Instagramie, tam znajdziecie najwięcej relacji (na gorąco). Zajawki blogowych wpisów pojawiają się też na Facebooku.

piątek, 1 września 2017

Czy pani tańczy Polkę?

Czy Polkę pani zna? Ja pani wytłumaczę, jak... Dobra, dobra, lepiej nie kończyć, bo rym ucieka, a ja nie o tańcu mam pisać, a o winie o takiej nazwie. Wino produkowane jest przez Winnicę Srebrna Góra i miało swój debiut w Lidlu w zeszłym roku, jakoś tak na przełomie września i października. Pamiętam swoje poszukiwania Polki w sklepach,  wino białe i dwa roczniki czerwonego udało mi się kupić bez większych przeszkód, choć wymagało to szybkiego działania - wina ze sklepowych półek znikały błyskawicznie. Do kolekcji brakowało mi tylko wina różowego, ale wówczas nie udało mi się go upolować. 4 października 2016 - w dniu moich urodzin - wybrałem się na wycieczkę z Warszawy do Kazimierza i po drodze zajeżdżałem do każdego napotkanego Lidla. Z marnym efektem, różowego wina nie było nigdzie, a może już wtedy zaczął się boom na różowe, o których w tym roku pisze się znacznie więcej i, odnoszę takie wrażenie, zdecydowanie przychylniej.

Nauczony doświadczeniem trzymałem rękę na pulsie i w tym roku polowanie na różową Polkę zakończyło się sukcesem, zaś wersje białą i czerwoną z rocznika 2016 otrzymałem do degustacji z sieci Lidl. W połączeniu z niewypitymi w zeszłym roku winami dało to już całkiem fajną kolekcję.



Ciekawe jest to, że wina mimo identycznych etykiet takie same nie są. Każda butelka wina czerwonego powstawała w inny sposób, trudno je zatem porównywać pod kątem samego tylko rocznika, trzeba pamiętać, że różnią się one też składem. Podobnie jest z winami białymi, natomiast jeśli chodzi o wino różowe, to z przyczyny wyżej wymienionej nie mam wiedzy na ten temat.

Dziś notatek z degustacji poszczególnych etykiet nie będzie, to czeka mnie i Was w przyszłości, być może nawet nie na blogu, ale na Facebooku, lub Instagramie. Zachęcam do lajków i subów (tak mówi mój siedmioletni syn, który pragnie zostać youtuberem), żeby nie przeoczyć nowych wpisów. Dziś tylko raczej opisy techniczne i zachęta z mojej strony do kupowania win polskich, ale tak po prostu, bez żadnych kontekstów politycznych, ja na pewno nie będę Was odwodził od prób parowania polskich win z francuskimi serami ;)


Polka, wino różowe półwytrawne, 2016
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: zweigelt, cabernet cortis
alk.: 12,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"


Polka, wino białe półwytrawne, 2016
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: seyval blanc, johaniter, solaris, hibernal, chardonnay, riesling, traminer, pinot gris
alk.: 12,0%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino białe, 2015
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: johaniter, solaris, hibernal
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"



Polka, wino czerwone, 2016

Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent, rondo, acolon, cabernet cortis
alk.: 12,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino czerwone, 2015
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent, rondo, acolon
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino czerwone, 2014
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Czytałem opisy innych blogerów na temat win Polka, które masowo pojawiły się zaraz po czwartkowej (24.08.2017) imprezie promocyjnej i przeczytałem w którejś, że w roczniku 2016 znalazły się resztki win niezabutelkowanych przez producenta pod nazwą własną, ale biorąc sprawę zdroworozsądkowo należałoby postawić raczej tezę, że żeby sprostać atrakcyjnemu kontraktowi i zapewnić dłuższą niż kilka dni obecność na sklepowych półkach, trzeba pójść na pewien kompromis i postawić jednak na ilość. A więc wrzucamy wszystko do jednego kotła, fermentujemy, butelkujemy i wypuszczamy całość zapasów na rynek, czyli długie półki Lidla. I słusznie. Gotówka przyda się przy inwestycjach w ciąż raczkujący biznes. Oby tylko nie były to zbyt łatwe pieniądze i pochopne odtrąbienie sukcesu. Szacunek przyjdzie wtedy, gdy sukces komercyjny będzie odzwierciedleniem sukcesu artystycznego. Winnicy Srebrna Góra życzę sukcesu na obu polach i większej kreatywności, jeśli chodzi o opis win. 😉

czwartek, 31 sierpnia 2017

ML&MB

"SPOTKAŁEM SIĘ Z KOLEGĄ, BO KOLEGA JEST OD TEGO
I WYPADA CZASEM SPOTKAĆ SIĘ Z NIM
SIEDZIELIŚMY DO RANA, A JEGO UKOCHANA
DONOSIŁA CIĄGLE NOWY ZESTAW WIN"

MM&WW "KOLEDZY"


Może nie do końca tak było, może nie do rana, a i o dolewki musieliśmy zadbać sami, ale pewne zdarzenia miały miejsce i nie można tym faktom zaprzeczyć. Otóż spotkałem się Marcinem Likowskim w Whisky&Wine Place, aby spróbować kilka nowości, jakie pojawiły się w ofercie tego sklepu, przez gardło przeleciało kilka porcji wina, było przyjemnie, a same wina naprawdę dobre.


Na początek odkorkowaliśmy wino od producenta prosecco - Il Colle, ale nie było to prosecco, tylko rosè zrobione ze szczepów pinot nero i raboso. Różowe bąble wchodzą gładziutko, cukier dobrze wyczuwalny (extra dry - 16-18 g/l), równoważony kwasowością, za którą odpowiedzialną uczyniono odmianę raboso. Lekko truskawkowy posmak musi się podobać - na balkon w sam raz, jeśli zadaszony, to nawet podczas deszczu. 😃

Kolejne dwie butelki pochodziły z winnicy Treloar. Jej właścicielem jest Brytyjczyk - Jonathan Treloar a sama posiadłość leży w regionie Roussillon na południu Francji. Historia tego człowieka jest arcyciekawa, mogłaby być podstawą scenariusza niezłego filmu, ale nie powiem Wam więcej na ten temat, Marcin Likowski zrobi to znacznie lepiej prezentując przy okazji jego dzieła w sklepie. Zapytajcie koniecznie! 


Zaczęliśmy od One Block Muscat 2014 zrobionego na wino wytrawne. A nawet bardzo wytrawne - 0,3 grama cukru na litr. To coś, co ja akurat w przypadku tego szczepu lubię i zecydowanie wolę od wersji słodszych. Aromatyczne, ale nie duszące wino dobrej klasy, którego nigdy za wiele, ale musicie uważać - kwasowość na pewno rozbudzi w Was poczucie głodu.


Drugim winem od tego producenta było One Block Grenache 2015, zrobionym, jak wskazuje nazwa, z odmiany grenache, ale nie mam pewności, czy w tym roczniku powstało ono tylko z tego szczepu, czy może przy udziale innych odmian, jak zdarzało się we wcześniejszych latach. Świetne wino! Piękne owocowe aromaty, gładkie taniny, jedwabista faktura na podniebieniu i alkohol na dość niskim poziomie. To wino nie może się nie podobać, czynnik pijalności na najwyższym poziomie.


Ostatnim winem jakie próbowaliśmy było Alta Allela AA Privat MERLA 2016 zrobione z odmiany monastrell. Wino organiczne, naturalne, bezsiarkowe, o dość trudnych aromatach zaraz po otwarciu butelki, mi osobiście kojarzący się z kawą wypitą w pobliżu stajenki. Po kilku minutach w kieliszku i napowietrzeniu wina w zapachu przebija się komponent owocowy, z elementem kawy i lukrecji. Kwasowość i tanina przypominają o sobie z każdym kolejnym łykiem, rozbudzają apetyt, domagają się jedzenia - u mnie bez zmian, ja od razu chcę steka! Intrygujące wino, muszę wrócić po butelkę. 


Marcinie, dziękuję za zaproszenie!

piątek, 9 czerwca 2017

Viña Tarapacá Rosé 2016

No masz Ci los. Wróciłem na chwilę do pisania, a już dostaję sygnały, żebym przestał. Jeśli nie w ogóle, to przynajmniej o tych różowych, tfu tfu przez lewe ramię, winach. A jeśli uparcie jak osioł chcę pisać, to może niech to będzie Bandol albo Tavel. Mój blog, moja sprawa, mam ochotę na różowe, będę pił różowe, a przy okazji coś tam sobie zanotuję. Owszem Bandol i Tavel mają szansę pojawić się na blogu, ale na razie piję wina, które mam w sklepach tuż pod nosem. Jest ich wcale niemało, widać że towar jest chodliwy i nie jest to tylko Carlo Rosi - oprócz wina z Kalifornii łatwo kupić róż z RPA czy Chile, w dodatku chyba nawet taniej. Jednak co do cen, to pewności nie mam, ostatnio mniej systematycznie notuję w kajecie koszty winnych zakupów (obiecuję poprawę), z pewnością jednak nie wydałem na butelkę wina więcej niż 30 zł. No wiecie, w końcu to różowe 😃


Dziś wino chilijskie, sprowadzane do Polski przez Tesco, a produkowane przez Viña Tarapacá. Posiadłość producenta zajmuje obszar 2600 hektarów, winnice zajmują zaledwie 611 hektarów. W razie czego jest co obsadzać, gdyby rosé okazało się w naszej ojczyźnie szczególnie popularne. Popularne są na pewno szczepy, z których wykonano blend - 85% stanowi cabernet sauvignon, reszta to syrah. Maceracja trwa raptem 4 godziny, potem fermentacja w niskiej temperaturze, bez udziału tlenu przez 20 dni. Po zabutelkowaniu wino powinno być wypite w przeciągu roku, więc dobry czas na picie rocznika 2016.

Wino pachnie gumą balonową, smakuje zupełnie niczym z dodatkiem ziemi, a jednak pije się całkiem nieźle. 12,5% nie pali jak Mateus Rosé z poprzedniego wpisu, ale przy zbyt szybkim tempie picia głowa i ciało stają się bytami coraz bardziej od siebie niezależnymi. Zalecam zatem slow drinking, a najlepiej w towarzystwie jedzenia. 

Swoją drogą, jako osoba kibicująca winiarstwu chilijskiemu, czemu dawałem już wyraz wcześniej, bardzo chętnie przyjrzałbym się innym winom tego producenta. Jest ich niemało, portfolio jest bogate, a sama winiarnia wkrótce będzie obchodziła 150 rocznicę istnienia. Tesco koncentruje się na tańszej linii produktów, ale jakieś „reservy” ma w swej ofercie Euro-Wino z Poznania. Jedno wino z wyższej półki znalazłem też w firmie Cerkom z Józefowa. Niewykluczone zatem, że na blogu pojawi się recenzja innego, niż różowe wina Tarapacá. 

środa, 7 czerwca 2017

Mateus Rosé.

Kontynuuję dziś moje zmagania z winami różowymi. W zasadzie jednym, dobrze znanym, można je kupić w Biedronce w zasadzie od samego początku sprzedaży wina w tym dyskoncie. Prędzej czy później musiało ono do mnie trafić, byłem tego pewien, choć nigdy nie ciągnęło mnie, by w tym celu wysupłać z portfela tych kilkanaście marnych złociszy (11,99 zł). Importer też nie chciał się nim pochwalić. W moim kieliszku znalazło się dzięki mamie, która postanowiła mnie nim obdarować z okazji odwiedzin syna.

„Dziękuję. Nie trzeba było” - powiedziałem wówczas, a dziś wiem, że nie była to tylko kurtuazja z mojej strony.


Wino ma ładny, intensywny kolor, który mimo nasycenia pozostaje jednak nadal odcieniem różu. Po otwarciu buchnął z butelki zapach drożdży, poleciał biały dym, który opuścił butelkę niczym Dżin lampę Alladyna. W kieliszku pojawiły się bąbelki, dość duże i gęsto rozmieszczone. Aromat i smak przypominał nieco owocową landrynkę, ale zrozumcie mnie dobrze, nie czuć tu zbyt wielkiej ilości cukru, choć wino jest półwytrawne. Jest za to dużo goryczy, która ten ewentualny cukier nie tyle równoważy, co nawet nad nim dominuje. W zasadzie nawet mi ten smak pasował, jest dość oryginalny, ale… wrażeniom smakowym towarzyszyło odczucie iście fizyczne. Przepuszczanie tego wina przez gardło to test na odwagę, z której słyną połykacze ognia. Po każdej porcji przełyk rozgrzewał się niebezpiecznie, bałem się nieco, czytałem kiedyś o samozapłonie, a w tym wypadku wyzionięcie ducha skutkowałoby niechybnie podpaleniem mieszkania - nie jestem pewien, czy moje ubezpieczenie zapewnia w takiej sytuacji należyte gwarancje finansowe dla rodziny. Trochę mnie to zdziwiło, bo 11% alkoholu zwykle nie odczuwam tak dotkliwie. Na wszelki wypadek postanowiłem jednak odstawić butelkę.


Dziękuję, Mamo! Naprawdę nie trzeba było... 

poniedziałek, 5 czerwca 2017

IV Zlot w kolorze różowym.

Winopisarze, winopijcy, winomaniacy itp.
IV zlot winnej blogosfery już dawno za nami, ale jeden temat po tym wydarzeniu zaprząta mi głowę i sprawia, że moje myśli o winie koncentrują się wokół... win różowych. Ci, którzy czytają ten blog regularnie (to znaczy na tyle regularnie, na ile regularnie pojawiają się nowe wpisy, czyli nieczęsto), znają mój lekceważący stosunek do win różowych. Bąbelki o tym kolorze mają jeszcze taryfę ulgową, ale wina spokojne próbowałem tylko wtedy, gdy otrzymałem je w prezencie od rodziny czy znajomych, albo kiedy przyjechały do mnie do testów od importera. Sam raczej omijałem je szerokim łukiem, a liczbę butelek, za które zapłaciłem z własnej kiesy mogę zliczyć na palcach jednej dłoni. A jednak teraz na sklepowych półkach mój wzrok przykuwają tylko wina różowe. Co ciekawe na zlocie nie było ani kropelki wina tego rodzaju, więc skąd w ogóle to zagadnienie? Otóż zastanawialiśmy się nad obecnymi i przyszłymi trendami, które będą wyłaniały hity sprzedaży i wyznaczały kierunki dla winnego pisarstwa.

Wojciech Bońkowski - szef Winicjatywy i organizator zlotu.
Tych trendów omówiliśmy kilka, ale tylko dwa z  nich wydały mi się istotne. Pierwszy to wina ze szczepów rzadko spotykanych na sklepowych półkach, po sobie widzę, że chętniej bym sięgał po butelki na etykietach których widnieją nieznane nazwy, niż powszechnie kojarzone merloty, cabernety i inne rieslingi. Asuretuli, ojaleshi, girgentin, lledoner pelut - takie wina otworzą mój portfel, o ile staną na sklepowych półkach.

Branża rozmawia o rynkowych trendach.
Drugim, jak się domyślacie, są wina różowe. Podobno we Francji ostatnio wina różowe sprzedają się w ilościach większych niż wina białe. I chyba właśnie ta informacja sprawiła, że postanowiłem winom różowym dać szansę, w końcu wszystkie nasze strachy i fobie wynikają z przesądów i niewiedzy. Zrobię rozpoznanie bojem i przekonam się czy jest się czego bać. A może znajdę w nich towarzyszy leniwego wypoczynku na tarasie? Dziś nie będę koncentrował się na opisie konkretnych win, na to jeszcze za wcześnie, ale zamieszczam zdjęcia tych etykiet, które miałem okazję wypić już po zlocie. Powiem tylko, że każde z nich miało wyraźnie różny charakter.





IV zlot winnej blogosfery muszę uznać za przełomowy dla mnie i mojego rozwoju jako winomaniaka. Może polubię wina różowe, a może dalej nie będę ich głośnym orędownikiem, ale z pewnością swoje zdanie będę od teraz mógł oprzeć na doświadczeniu.

czwartek, 16 lutego 2017

Szybkie tempo.

Mam wrażenie, że dopiero chwilę temu odebrałem wina z hiszpańskiej oferty winnej, która obowiązywała w Biedronce w pierwszej połowie lutego, a już dostałem sygnał, że kolejny karton win został dostarczony do domu. Zanim go otworzę i zajrzę do środka minie chwila (mniej więcej połowa czasu trwania nowej promocji), ale z informacji prasowej wynika, że będziemy degustować, pić, a kto wie, może i delektować się winami francuskimi. 


Przejrzałem szybko dostarczony internetem folder, wśród oferowanych win są oczywiście nowości, ale niemało jest też win, które już dobrze znamy. Do nich należą wina Granbeau - biała mieszanka colombard-chardonnay, oraz różowe i czerwone syrah. Wszystkie oznaczone jako półwytrawne. W katalogu są też wina znane ze stałej oferty, bardziej luksusowej oferty: François Arnaud Chateauneuf-du-Pape (w obniżonej z 69,99 zł na 54,99 zł cenie) czy Raoul Clerget Bourgogne Chardonnay. Château Barrail z Bordeaux też przedstawiać nie trzeba, jest obecne na półce (ale tej niższej) Biedronki chyba od zawsze, choć znów w obniżonej do 11,99 zł cenie. Nie zabrakło też wina obecnego w aktualnej akcji "Sommelier poleca" czyli Maison Fontant Coteaux Varois en Provence Lux Royal.


To ostatnie wino miałem okazję wypić. Krótka wzmianka >>> TU <<< i tyle mogę powiedzieć, że jak na przedstawiciela win różowych, za którymi nie przepadam, wypadło moim zdaniem nieźle, choć koledzy z Winicjatywy ocenili je raczej słabo. No, ale oni są przecież do cna zepsuci 😉


Miałem też okazję spróbować Pavillon La Tourelle z apelacji Bordeaux Supérieur i uważam, że jest to wino bardzo porządne, smaczne i z pewnością lepsze (oczywiście moim zdaniem) od produktu z konkurencyjnej sieci. Ja chyba dokupię kilka butelek i schowam sobie do piwniczki na niezbyt odległą przyszłość.

Jak tylko dostanę się do kartonu, będziecie mogli poznać moje zdanie na temat innych win z francuskiej oferty. Obserwujcie zatem profil bloga na Facebooku.

Maison Fontant Coteaux Varois en Provence Lux Royal 2015 otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska,  Pavillon La Tourelle 2014 kupiłem osobiście w sieci Biedronka.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Pustka i mrok.

Zajrzałem na swojego bloga, żeby przeczytać coś fajnego o winach, a tu pustka i mrok. Ostatni wpis zamieściłem ze dwa miesiące temu, masakra. Czytelnicy jednak nie piszą do mnie w tej sprawie, widocznie nikomu tych "treści" nie brakuje, wygląda na to, że tylko ja odczuwam z tego powodu lekki dyskomfort. Będę się lepiej czuł, jak coś jednak napiszę, zostawię ślad po sobie, bo jak wiadomo pomniki można zburzyć i zaraz przykryje je kurz historii, a w internecie nie ginie nic :)

No dobra, pożartowałam sobie, ale jednak trzeba napisać coś konkretnego, żeby spełnić kryterium dopuszczające do udziału w corocznym zlocie blogerów winnych 😁. 

Konkrety są takie, że pracy dużo, dzieci zadają coraz trudniejsze pytania, czasu więc jakby mniej i do pisania ciężko się zmusić. Zwłaszcza, że i pić nie ma kiedy, chociaż jest co. Ostatnio np. kurierzy przywieźli mi kilka kartonów wina, niektóre zamawiałem, inne nie, a wsród nich jeden większy, drugi mniejszy, oba nadane przez Biedronkę, a w każdym informacja o bieżącej akcji promocyjnej. Większy karton z sześcioma butelkami to zwiastun nowej promocji win z Hiszpanii. Oferta obowiązuje od 30.01.2017 i ma potrwać do 12.02.2017 (ew. do wyczerpania zapasów).


Gazetka dość skromna, kilka stron raptem, na których znalazłem tylko jeden przepis kulinarny, a zazwyczaj chwaliłem te foldery za rekomendacje parowania win z jedzeniem. Trochę szkoda, ale wina są najważniejsze, a warto wspomnieć, że kilka z nich i to dobrze znanych bywalcom Biedronki, można kupić w niższej niż dotychczas cenie. Mnie to cieszy, bo wina Montebuena kupuję regularnie, często można nabyć w jednym sklepie różne roczniki, więc i o degustację porównawczą dość łatwo. Cieszę się też na obecność Enate z apelacji Somontano, gdzie lubią mieszać wina ze szczepów międzynarodowych. W przypadku Enate zawsze wychodziło to nieźle, wina bardzo mi smakowały, mam nadzieję, że tak będzie i tym razem. Z win, które znam, mogę polecić musującą Pata Negrę.


Był czas, kiedy to wino w wersji Brut nader często gościło w moim kieliszku i z pewnością przyczyniło się do mojego zbliżenia z bąbelkami. Tym razem na półkach wersja półsłodka, czego trochę się obawiałem, ale pierwsze degustacje rozwiały moje wątpliwości, cukru aż tak dużo nie ma, w każdym razie nie jest mocno wyeksponowany, a samo wino jest smaczne, choć nie należy tu oczekiwać finezji.


W mniejszym kartonie zwiastun zmian w Biedronce, jeśli chodzi o akcję „Sommelier poleca”. Ma ona obecnie nową formułę i od teraz Sommelier proponuje nie jedno wino przez dwa tygodnie dwa razy w miesiącu, ale trzy wina przez cały miesiąc.


Hasło „Dobre wino nie musi być drogie” nadal obowiązuje 😃. W zestawie win między innymi wspomniana wyżej Pata Negra, co potwierdza zacytowane przeze mnie hasło, a jak w jego kontekście wypadnie różowe wino z Prowansji i hiszpańska gran reserva z apelacji Carinẽna dowiecie się raczej z profilu Pisanewinem na Facebooku.



Wina do degustacji otrzymałem od Jeronimo Martins Polska, właściciela sklepów Biedronka. Dziękuję.