Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gewurztraminer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gewurztraminer. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Jux Gewurztraminer Reserve 2013.


Mam z tym winem mały problem, bo jest to całkiem dobry gewurztraminer, tyle że nie za bardzo chce mi się go pić. Typowe dla tej odmiany aromaty są niezwykle kuszące i zachęcają do wychylenia kieliszka, samo wino natomiast jedwabiście rozpływa się po kubkach smakowych i zapewnia wiele przyjemnych wrażeń smakowych, ale… szybko się nudzi. Wina z tego szczepu nie grzeszą nadmiarem kwasowości i dlatego mogą wydawać się nieco mdłe. Nie sposób wypić ich za dużo, zwłaszcza jak nie łączymy ich z jedzeniem, a ja popełniłem ten błąd i piłem gewurztraminera zupełnie samego. Absolutnie nie wykorzystałem potencjału, jaki z jedzeniem mogą tworzyć alzackie wina z tego szczepu. Stąd właśnie mój problem z oceną tego wina  dlatego postanowiłem, że dziś nie będzie na zdjęciu „buźki” symbolizującej mój subiektywny odbiór tego wina.


Biorę się zatem za lekturę i następną butelkę gewurztraminera „rozpracuję” w odpowiednim dla niego towarzystwie. Zachęcam Was do tego samego, jeśli macie ochotę, możecie podzielić się swoimi wrażeniami w komentarzach. Chętnie poznam też Wasze kombinacje gewurza z potrawami.

Tymczasem dziękuję importerowi - Grand Cru S.A. - właścicielowi sieci sklepów DobreWina.pl za udostępnienie wina do degustacji. 

---------------------------------------------------------
Jux Gewurztraminer Reserve 2013
Alsace AOC, Francja
odmiana: 100% gewurztraminer
alk. 12,5%
cena: 42,90 zł w promocji (normalnie 59,90 zł)
---------------------------------------------------------

piątek, 3 stycznia 2014

Trimbach Gewurztraminer 2011.


Ta butelka ma swoją małą historyjkę, choć o co w niej dokładnie chodzi, tego do końca nie wiem. Kilka osób kontaktowało się ze mną, kilka miało się się w tej sprawie odezwać, a wszystko po to, bym spróbował i podzielił się wrażeniami z degustacji alzackiego gewurztraminera od znanego i uznanego producenta jakim jest Maison Trimbach. Rodzina Trimbachów para się winiarstwem od roku 1626 - szmat czasu. Na naszych terenach toczyła się wówczas wojna ze Szwedami, we Francji w tym właśnie roku zakazano pojedynków, zaś Alzacja należała jeszcze do Niemiec. 

Wypiłem kilka gewurztraminerów w życiu, wiadomo czego można oczekiwać od win zrobionych z tego szczepu, pytanie brzmi, czy otrzymana butelka jest tak dobra, jak głośna jest sława producenta. Spędziłem trochę czasu na poszukiwaniu informacji o winach Trimbach i wynika z nich, że priorytetem dla producenta są wina robione raczej z rieslinga niż gewurztraminera. Ale nie oznacza to wcale, że "gewurz" jest traktowany po macoszemu. Nic podobnego. W winnicy Trimbachów powstało wino eleganckie, nieprzesadzone w żaden sposób - kwasowość równoważy się doskonale ze słodyczą, mocny alkohol (14%) jest niewyczuwalny na podniebieniu (w głowie tak), aromaty są wręcz podręcznikowe, charakterystyczne dla szczepu (liczi, róża), ale nie duszą swą intensywnością. Zgrabne wino i jedyne, co można mu zarzucić to cena - butelka gewurztraminera z linii classic kosztuje ok. 100 zł. No ale w tym wypadku płaci się za luksus, sławę i historię marki. Może nie codziennie, ale raz na jakiś czas warto jednak szarpnąć się na taką butelką.

W końcu przyjemnie jest się ogrzać w cieple gwiazd.

ps. Sprawa się wyjaśniła - butelka wina dotarła do mnie z inicjatywy importera win Trimbach - Domain Menada Sp. z o.o.
Serdecznie dziękuję!

czwartek, 19 września 2013

Kilka Gewurtztraminerów.

Miałem ostatnio okazję zmierzyć się z kilkoma alzackimi etykietami, a wszystkie były winami zrobionymi ze szczepu gewurztraminer. Właśnie w tej części Francji gewurztraminery udają się najlepiej, oczywiście jeśli winiarz ma talent i kawałek porządnej działki. W innym przypadku może być różnie. I jak bardzo może być różnie mogłem przekonać się na własnej skórze, czy może raczej podniebieniu.


Pierwsze wino - Henri Ehrhart Gewurztraminer 2011 kupiłem w ursynowskim Leclerku za dość przyzwoitą sumę 36 zł. Owszem posiadało cechy odmianowe takie jak różany zapach i słodkawy posmak przypominający liczi, ale całość była jakaś taka blada i słabo przekonywująca. Dało się wypić, ale słaba koncentracja dawała wrażenie zbyt rozwodnionego kompotu i dużej przyjemności prawdę mówiąc nie miałem.


Lepiej było z winem drugim, a właściwie trzecim, bo to wino było ostatnim w próbowanej przeze mnie serii.  A. Zirnhelt Gewurztraminer 2011 kupiłem za ok. 30 zł w Makro C&C i wino okazało się całkiem przyjemne. Koncentracja nieznacznie lepsza, spodziewałem się może nawet większej słodyczy, ale na pewno nie była ona elementem dominującym. Ogólnie wino przyjemne i w całym zestawieniu najtańsze.


A jeśli jesteśmy przy cenach, to nie ukrywam, że ostatnie wino było też najdroższym. Powiedzmy sobie szczerze, było winem bardzo drogim - kosztuje 170 zł w sklepie Marka Kondrata. Miałem to szczęście, że próbowałem je na degustacji w "centrali" i nie musiałem za nie płacić. Ale wino Gewurztraminer Cuvee Laurence 2009 było tak pełne, tak intensywne, tak skoncentrowane, że już po pierwszym łyku wiedziałem, że mam do czynienia z winem niezwykłym. Aromaty buszowały po nozdrzach, słodyczy było sporo, ale zrównoważonej całkiem przyzwoitą, jak na ten szczep, kwasowością. Producentem jest Domaine Weinbach, oprócz gewurtza mieliśmy okazję spróbować także dwóch rieslingów Grand Cru - Schlossberg 2011 i Cuvee Sainte Catherine Schlossberg 2009 - wszystkie wina, bez wyjątku - świetne. Tego producenta trzeba zapamiętać. Życzę Wam, żeby były to dla Was wina codzienne, ale mam wrażenie, że dla większości z nas będą to wina na specjalne okazje. Ja w każdym razie już za taką okazją się rozglądam. 

niedziela, 5 sierpnia 2012

Alzacki Gewurz.

Spodobały mi się alzackie wina, które miałem okazję pić podczas festiwalu win z tego regionu Francji, dlatego też robiąc zakupy w elbląskim Kauflandzie nie mogłem nie skusić się na butelkę gewurztraminera, którą wypatrzyłem na jednej z półek. Butelka pochodzi z winnicy Huberta Becka, na portalu vinsalsace.com można znaleźć kilka zdań na temat tego producenta, ja jednak nieco więcej informacji o winiarzu i jego produkcie znalazłem w opisie Blurpppa.

Trochę obawiałem się kupowania alzackiego wina w takim supermarkecie jak Kaufland. Poza nielicznymi wyjątkami - mam na myśli mojego ukochanego ursynowskiego Leclerka - w tego typu sklepach trudno znaleźć coś naprawdę ciekawego i oryginalnego. Jednak, gdy się przyjrzeć na spokojnie kauflandowym półkom, można dojść do wniosku, że ktoś tam bacznie obserwuje polski rynek wina i to, co się o nim pisze w internecie. O barolo z Lidla, czy Biedronki słyszeli chyba wszyscy - w Kauflandzie też już można kupić niedrogie Barolo. Widziałem Chateauneuf-du-Pape, to samo, które można było kupić w Biedronce, ale Kaufland miał je w jeszcze lepszej cenie. Było Chablis w dyskontach? Jest i tu, w dodatku Premier Cru. Są też etykiety włoskie, francuskie czy hiszpańskie od producentów, którzy wcale nie zajmują się wytwarzaniem "masówki". Warto śledzić, co będzie działo się tam w przyszłości.



Ale tu i teraz rozpracowuję Gewurztraminera, który tak wyraźnie pachnie liczi, że może stanowić podręcznikowy wzorzec aromatów win z tego szczepu. W ustach wszechobecna słodycz, która jednak równoważona jest sporą kwasowością. Do tego odrobina goryczki w końcówce i 13% dobrze ukrytego alkoholu. Z całą pewnością wino warte uwagi, zwłaszcza że cena - 37,99 zł za butelkę - wcale nie wydaje się wygórowana. Polecam zdecydowanie.

Teraz z niecierpliwością czekam na otwarcie kolejnych butelek kupionych w K. Czy będą równie udane jak wino Becka? Pożyjemy - zobaczymy, może nawet coś napiszemy :)

sobota, 19 marca 2011

Na biało.

Nawał pracy, przesilenie wiosenne, katar i parę innych jeszcze czynników sprawiły, że moje winne eksploracje straciły swój impet i przez dobry tydzień, a może i dłużej wina w ustach nie miałem. Dziś jednak nastąpiło odwrócenie trendu i udało mi się otworzyć nawet dwa wina. Pierwszym z nich był alzacki gewurztraminer, w który zaopatrzyłem się w supermarkecie w ramach poszukiwania dobrego wina w rozsądnej cenie. Padło na wino A. Zirnhelt butelkowane dla A.M., cokolwiek to znaczy. Jeśli jakiś oświecony winomaniak, będący przy okazji czytelnikiem tego bloga wyjaśni mi, co oznacza A.M., będę wdzięczny. OK, już wiem, zapytałem wujka Google. A.M. to Arthur Metz, winny kupiec (merchant). Wino o bardzo intensywnym zapachu, w którym doszukiwałem się nut kwiatowych (bo tak nakazują podręczniki), ale najbliższym skojarzeniem okazała się brzoskwinia. W smaku natomiast wiele słodyczy, jak na mój gust zbyt wiele, ale końcówka gorzka, przypominająca owoc grejpfruta czy też bardziej ogólnie smak wewnętrznej warstwy skórki cytrusów zwanej mezokarpem. Ale pojechałem, co? Ogólnie wino niezłe, ale ta nadmierna słodycz mnie nieco mdliła i moja opinia jest taka, że jeśli nie przegryziemy czymś tego wina, to szybko się nim zmęczymy. Na szczęście nie piłem sam, więc nie zdążyłem tego wina znienawidzić.



Drugim winem, którym raczyłem się (no, bez przesady) tego wieczora było australijskie Lindemans Bin 65 chardnonnay z roku 2009. Importerem tego trunku jest Centrum Wina, ale swoją butelkę kupiłem w Realu. Tu pewna ciekawostka. W Centrum Winia butelka kosztuje 52 zł, w Realu zaś 42 zł. Co więcej na jednej półce były roczniki 2007 i 2009. Zawsze w takiej sytuacji ulegam pokusie i kupuje oba, żeby mieć jakieś porównanie. Trochę się zdziwiłem otrzymawszy rachunek, bo się okazało, że wino z 2007 roku Real sprzedawał jedynie za 19 zł. Wygląda na to, że CW pozbywa się niezbyt udanego wina za pomocą hipermarketów. Pisząc o niezbyt udanym winie mam na myśli głównie rocznik 2009, bo wino z 2007 było nie tylko słabe, ale też zwyczajnie za stare.

No cóż, niezbyt udany ten wieczór, jeśli chodzi o wina. Ale ja jestem optymistą. Wierzę, że dzięki temu następna degustacja będzie znacznie lepsza. Jeśli nie - będę musiał ten francusko-australijski tandem prosić o wybaczenie