Pokazywanie postów oznaczonych etykietą riesling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą riesling. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 stycznia 2023

Świąteczny prezent.

Pod koniec ubiegłego roku otrzymałem przesyłkę z winami niemieckimi w ramach świątecznego prezentu od Niemieckiego Instytutu Wina. Od jakiegoś czasu zachodzę w głowę, dlaczego jeszcze znajduję się na listach mailingowych jakichkolwiek instytucji promujących wina, wszak mój blog już od dawna leży zaniedbany. Leży i nawet nie kwiczy. Niemniej jednak się cieszę i traktuję ten prezent jako zachętę do wznowienia pracy nad tekstami. Może to i dobry pomysł, trzeba oderwać się czasem od spraw codziennych,  od pracy, czy oglądania YouTube'a.

W pudełku były zapakowane dwa wina, oba miały dość tajemnicze dla mnie oznaczenia na etykietach, co w pierwszej chwili nieco mnie zmroziło, ale potem uznałem, że rozkminianie zawiłych nazw i sformułowań będzie dobrą zabawą, a jednocześnie świetną nauką i przypomnieniem geografii Niemiec. Geografia Niemiec, a także krajów leżących dalej na Zachód może się zawsze przydać w tej niepewnej sytuacji, z jaką mamy obecnie do czynienia. Na moje szczęście mam jeszcze materiały szkoleniowe, jakie zostały mi po podstawowym kursie przybliżającym wina niemieckie, a który miałem okazję zaliczyć w restauracji Jung & Lecker w Warszawie (nie wiem, czy jeszcze ona istnieje).

Ale nie przedłużajmy i zajmijmy się pierwszym winem w smukłej zielonej butelce, zamkniętej korkiem, ale bez plastikowej osłonki, jaka zwykle okrywa górną część szyjki butelki. Odpada nam zatem konieczność szpanowania umiejętnością zgrabnego odcinania tej osłonki za pomocą nożyka, będącego elementem kelnerskiego korkociągu zwanego popularnie trybuszonem 😉

Na butelce naklejona jest taka oto etykieta:

Spróbujmy przyjrzeć się jej elementom. Małym utrudnieniem może być to, że informacje na dole etykiety zapisane są małymi literami.

Na początek nazwa producenta: winegut Peter Lauer; rocznik zbiorów 2017. Orzeł w górnym lewym rogu etykiety oznacza, że winiarnia należy do stowarzyszenia VDP, zrzeszającego producentów spełniających ramowe założenia wymagane do produkcji win najwyższej jakości. Obok orła mamy literki GG, będące skrótem od GROSSES GEWÄCHS, a w dole etykiety logo VDP.GROSSE LAGE, co oznacza, że mamy do czynienia z absolutnie najwyższą klasą przeznaczoną dla win wytrawnych. Jest to odpowiednik francuskiej klasy Grand Cru.

Poniżej loga VDP.GROSSE LAGE możemy odczytać nazwę siedliska Feils, mieszczącego się nad rzeką Saarą (niem. Saar) w miejscowości Biebelhausen, leżącej nieco na północ od miejscowości Ayl, w której to znajduje się siedziba producenta (region winiarski Mosel-Saar-Ruwer). Adres internetowy www.saar-riesling.de kieruje nas bezpośrednio na stronę producenta, gdzie znajdziemy mnóstwo szczegółowych informacji o winnicy i parcelach, z których pozyskiwane są grona na poszczególne wina. Widzimy też oznaczenie Faß 13 czyli Beczka nr 13. To jest ciekawe, bo do tej samej beczki (czy też może grupy beczek tak oznaczonych) trafia co roku tylko wino pochodzące ze zbocza Feils. Inaczej być nie może.  Wina z innych parceli trafiają do beczek o innych numerach. Producent twierdzi, że każda beczka ma dzięki temu swoją unikatową mikroflorę, "wypracowaną" przez dojrzewające w nich wina z gron właściwych dla konkretnych siedlisk.

To chyba tyle z tych najbardziej istotnych informacji, dotyczących pochodzenia i wytwarzania wina. Jak to przekłada się na moją konkretną butelkę? Nie wiem jak się przekłada, ale wino było na pewno wyśmienite i piłem je z przyjemnością. Wino było klarowne i miało prześliczny złoty kolor, dość intensywny, ale to może być już kwestia wieku. Producent co prawda określa jego żywotność na ok. 10 lat, co może sugerować, że powoli zmierzamy do końca jego żywota, ale ja nie bałbym się napić takiego wina nawet i w 2030 roku. W ustach wino jest pełne, przeważają smaki melona, nieco dojrzałych cytrusów, lekko podpieczonego jabłka i skórki od chleba. Wspaniała alternatywa dla rześkich i mocno owocowych młodych rieslingów.

Wiedząc, że będę miał do czynienia z winem wysokiej klasy sięgnąłem po dawno nieużywany notes Moleskine, przeznaczony właśnie do winnych notatek (wine journal). Z przykrością stwierdzam, że gumka spinająca okładki nie wytrzymała próby czasu, sparciała i straciła swą elastyczność. Wyciągam z tego wniosek taki, że ani notesów, ani win nie należy oszczędzać na tak zwane "lepsze czasy", bo najlepszy czas na picie i notowanie wrażeń jest właśnie dziś. Jutro może być za późno.

Uprzejmie dziękuję Ani Gmurczyk z Niemieckiego Instytutu Wina za tę winną niespodziankę. Sprawiła mi ona naprawdę wiele radości. Dla porządku przypomnę, że to nie była pojedyncza butelka, opis kolejnego wina wkrótce :)

niedziela, 1 listopada 2020

Biały tydzień.


Kilku win w tym tygodniu spróbowałem, same białe, to smakowało mi najmniej, choć oczekiwania co do niego miałem spore. Być może za sprawą moich przyjaciół prowadzących blog "Nasz Świat Win" i często wypowiadających się o austriackich winach w samych superlatywach. Ja sam traktowałem do tej pory grüner weltlinera jak zamiennik sauvignon blanc - odmiany, którą bardzo lubię pić. Technicznie wino bez zarzutu, ale zupełnie bez werwy i wyrazu, moim zdaniem brakowało mu świeżości, jakiejś zadziorności, czegoś co mogłoby wyróżnić je z masy win, choć to wcale najtańsze nie było i pod kategorię win masowych raczej nie podpada. Podczas Targów Wina w ursynowskim Leclercu zapłaciłem za nie 49,99 zł. Jak dla mnie "TakieTamWinko", choć strona producenta kipi od pozytywnych ocen. Może nie mój styl, albo słabsza butelka, a może po prostu ja miałem słabszy dzień.

wino: Weingut Frank, Gruner Weltliner, 2019
pochodzenie: Austria, Weinviertel DAC
odmiany: 100% grüner weltliner
alk.: 12,5%




Podobną kwotę zapłaciłem za wino Weissburgunder Kabinett Trocken 2019 z Winegut Anselmann, a doznania zgoła odmienne. Przede wszystkim smaczne, wyraziste, z ładnym owocem odznaczającym się tropikalną słodyczą i cytrusową świeżością, może niezbyt długie na podniebieniu, ale zapadające na dłużej w pamięci i są to wspomnienia naprawdę miłe. Warto spróbować.

wino: Weingut Anselmann, Weissburgunder Kabinett Trocken, 2019
pochodzenie: Niemcy, Palatynat (Pfaltz)
odmiany: 100% weissburgunder (pinot blanc)
alk.: 13,0%




Kolejnym winem, o którym mogę powiedzieć, że jest bardzo ciekawe, to wino musujące z Chile. Z musiaków najczęściej kupuję sobie hiszpańską cavę i francuskie cremanty, rzadziej i mniej chętnie włoskie prosecco, jeszcze rzadziej, ale z prawdziwą przyjemnością francuskie szampany. Niemieckie sekty sporadycznie, zdarzyło mi się próbować też wina musujące z RPA, ale wino z Chile piłem chyba po raz pierwszy. Wino powstało z owoców z upraw organicznych, ma nawet polski certyfikat BIO, powstało zaś metodą tradycyjną, czyli taką, jaką produkuje się szampany. Można powiedzieć, że szampański jest także skład wina, zrobiono je z mieszanki pinot noir (15%) i chardonnay (85%). Brak mu może głębi i charakteru prawdziwego szampana, ale pije się je naprawdę dobrze. Czuję, że jeszcze nieraz do niego wrócę.

wino: Emiliana, Organic Sparkling Wine
pochodzenie: Chile, Casablanca Valley DO
odmiany: chardonnay (85%), pinot noir (15%)
alk.: 12,5%




Na końcu notatka o winie, które w upływającym tygodniu zrobiło na mnie największe wrażenie. To riesling z Nowej Zelandii, którego producentem jest Babich, firma założona ponad 100 lat temu przez imigrantów z Chorwacji. Wino pochodzi z regionu Marlborough, który my głównie kojarzymy z odmianami sauvignon blanc i ewentualnie pinot noir, rzadziej pijamy wina zrobione z innych uprawianych tam szczepów. Przy okazji należy powiedzieć, że nie jest to wino masowe, pochodzi z pojedynczej winnicy położonej w Dolinie Cowslip. W nosie łatwo wyczuwamy charakterystyczne dla rieslinga aromaty nafty, ale też pomarańczy i innych owoców cytrusowych, a wszystko to wzbogacone słodyczą cukru resztkowego. Znakomita równowaga, wino naprawdę sporej klasy. Polecam.

wino: Babich, Family Estates Cowslip Walley Riesling, 2017
pochodzenie: Nowa Zelandia, Marlborough
odmiany: 100% riesling
alk.: 12,5%

czwartek, 15 października 2020

Winnica Turnau.

Ten rok z pewnością może się zapisać w historii mojego bloga (i mediów społecznościowych z nim powiązanych), jako rok, w którym polskie winnice wyraźnie zaznaczyły swoją obecność. Podczas wakacyjnego urlopu, kiedy restrykcje związane z koronawirusem straciły nieco na intensywności, miałem okazję odwiedzić kilku polskich producentów win. Nie był to wcale mój pomysł, a żony, która znajduje sporą przyjemność w planowaniu wakacji w ścisłej tajemnicy tak, by każdy członek (what?!?) rodziny miał niespodziankę i są to niespodzianki prawdziwe, a nie typu „spodziewam się niezapowiedzianej kontroli”. 🙂

W tym wpisie nie powiem Wam o wszystkich odwiedzonych przeze mnie winnicach, ale wspomnę słówko o tej, którą już na pewno dobrze znają wszyscy polscy winomaniacy, bo w jej dobrze pojmowanym interesie leżało zakomunikowanie wszystkim zainteresowanym faktu jej istnienia. To nie jest romantyczne przedsięwzięcie osoby, która dorobiła się (lub nie) w innych gałęziach gospodarki i jest gotowa na poświęcenie części zarobionego kapitału na hobbystyczne zaangażowanie się w produkcję wina, będącą odskocznią od korporacyjnego życia i wolną od trosk "pracą na swoim”. 

Winnica Turnau to profesjonalnie zaplanowane przedsięwzięcie, będące raczej uzupełnieniem dotychczasowej działalności rolniczej o kolejny produkt, który właśnie zyskuje w Polsce na popularności i daje szansę na godziwy zarobek, niż projekt będący w założeniu odskocznią od dotychczasowego, nudnego i mało satysfakcjonującego życia, mający w końcu „zagwarantować" szczęście przez zrzucenie kajdan korpo-niewolnictwa. To biznesowe podejście do uprawy winorośli i produkcji wina oraz budowania bazy turystycznej łatwo daje się zauważyć  w samym obejściu, natomiast w zawartości butelek procentuje zaś zaangażowanie twórcy samych win, którym jest Frank Faust - niemiecki winiarz na co dzień pracujący u siebie, czyli w Weingut Faust.

Kiedy kilka lat temu próbowałem pierwszy raz win z Winnicy Turnau, prezentowanych w Warszawie w Vinotece 13, nie byłem jakoś szczególnie nimi zauroczony, przeszkadzał mi w nich wyraźny cukier resztkowy, wina w większości były butelkowane jako półwytrawne.

Dziś jestem już po degustacji kilku nowszych butelek z roczników 2018 i 2019 i nie było takiej, która by mnie rozczarowała. Rose 2019 wypiłem jeszcze w Baniewicach, część wieczorem, część następnego dnia w ramach śniadania i było to śniadanie naprawdę udane.

Mimo tego, że Rose jest półwytrawne, to cukier nie jest w stanie wyrwać się z objęć wyraźnej kwasowości i całość zrobiła wówczas na mnie bardzo dobre wrażenie, choć niewątpliwie miały w tym swój udział "okoliczności przyrody" i wakacyjny luz.

Prawdziwą petardą okazał się wypity już w domu Riesling 2018 i nie wiem, czy to nie dobry moment w historii tego bloga, by skończyć wreszcie z narracją o mojej niechęci do win zrobionych z tej cenionej odmiany. Ten bardzo wszechstronny szczep pozwala tworzyć wina w tak wielu wersjach stylistycznych, że nigdy nie potrafiłem ich jakoś sensownie usystematyzować, co zapewne było przyczyną moich równie mnogich frustracji. Dziś precyzyjne szufladkowanie win nie ma dla mnie dużego znaczenia, liczy się już tylko mniejsza, lub większa satysfakcja z ich picia, a w przypadku Rieslinga od Turnauów była ona naprawdę spora. Znakomity, dojrzały, tropikalny owoc w rześkiej, kwasowej otulinie doprawiony naftową nutką aromatyczną pozostawił w mojej głowie trwały ślad.

W ostatnich dniach wypiłem zaś Solaris 2019, w którym urzekła mnie jego cytrusowa świeżość, a także dojrzały owoc gruszki i brzoskwini oraz delikatny cukier zatopiony w oleistej strukturze. Alkohol dał o sobie znać, ale bardziej już w głowie niż na podniebieniu, nie był jednak źródłem złego samopoczucie, a jedynie dobrego nastroju i równie udanych wspomnień.






poniedziałek, 5 października 2020

Złapać Boga za nogi.


Sporo żeśmy się kiedyś nasłuchali o edukacyjnej roli dyskontów i ich zaangażowaniu w promocję wina w Polsce, mistrzowie sommelierstwa ryzykowali swoje twarze i autorytety, by nieść oświaty winnej kaganek pomiędzy podtapianymi piwem i wódą obywatelami RP, także blogerom mojego pokroju ta oświeceniowa misja się nie powiodła, skoro takie wina, jak Cave des Vignerons de Pfaffenheim Alsace Riesling Pfaff, muszą być obrażane kolejnymi przecenami.

31 października 2016 roku Wojtek Bońkowski pisał o roczniku 2015 tego wina, jako o dość udanym i wartym spróbowania, zwłaszcza za cenę 29,90 zł za butelkę. To dobra cena, kiedy byłem przez moment w Alzacji w 2019 roku, trzeba się było nachodzić, żeby znaleźć coś w podobnej cenie. Może poza Colmar byłoby łatwiej. W 2020 roku Biedronka wyprzedaje wino z rocznika 2016 nie za 29,99 zł, nie za 25,99 zł, jak sugerują naklejki na szyjce butelki, ale za 19,99 zł. Jeżeli za niemal trzy dychy Pfaff było winem godnym polecenia, to 19,99 zł wydaje się być ceną rewelacyjną. Mówię to ja, który za rieslingami nigdy nie przepadał, a dziś mam w sobie to zadowolenie człowieka, który właśnie zrobił interes życia. Ci bardziej pobożni mogą coś napomknąć o łapaniu Boga za nagi. Rasowy riesling z charakterystycznymi nutami naftowymi w nosie i świeżą kwasowością w ustach, uniwersalny w kuchni i orzeźwiający poza nią - wypijany solo. To nie jest najlepszy riesling świata, ale dajcie mi lepszego za tę cenę, może Was nie ozłocę, ale wesprę dobrym słowem. Czekam na kontr-propozycję w komentarzach.


wino: Pfaff Riesling 2016
pochodzenie: Francja, Alzacja
apelacja: Alsace AOC
producent: spółdzielnia La Cave des Vignerons de Pfaffenheim
odmiany: 100% riesling
alk.: 12,5%
cena: 19,99 zł (Biedronka, 2020-09-03)

środa, 31 października 2018

Niebo i Piekło.

Kilka dni temu dostałem od Lidla przesyłkę z winami i informacją dotyczącą nowej oferty win, która "koncentruje się na starannie wyselekcjonowanych trunkach z Francji, Włoch i Niemiec." Przestraszyłem się trochę, że spóźniłem się z wiadomościami na ten temat, ale jednak nie. Oferta ważna jest od 22 października do 28 listopada, a nie, jak mi się zdawało, 28 października. Większość moich kolegów od winnego pióra ma degustacje za sobą, oceny wystawione, w większości identyczne. Dla jednego wina są one przepustką do raju, dla drugiego pozostało tylko piekło, choć nie wiem, czy dla mieszkańców tego ostatniego nie jest to kara (dodatkowa) szczególnie okrutna.

Ja się z tymi ocenami zgadzam.


Winem wartym uwagi jest na pewno riesling z niemieckiej Badenii Alte Vogtei zu Ravensburg rocznika 2017 (34,99 zł za butelkę). Wino świeże, smaczne, ożywcze i pełne owocu, z podkreśloną kwasowością, w ustach bardzo przyjemne i mega pijalne. Nie mam się do czego przyczepić, smakowało mi znacznie lepiej, niż otwarte tego samego dnia chardonnay ze słynnej francuskiej apelacji Chablis. Chablis kosztowało co najmniej dwa razy tyle, co ten riesling z Lidla, a przyjemności dawało o połowę mniej.

Jak wspomniałem wyżej, swoje wino dostałem w prezencie, ale widziałem je również w sklepie i zastanawiałem się, czy nie wziąć dwóch lub trzech butelek do swojej piwniczki, ale pomyślałem sobie, że zrobię to za pomocą strony Winnicalidla.pl i być może skorzystam jeszcze z jakiejś promocji. I tu napotkałem problem, bo wina na tej stronie nie odnalazłem, co wydało mi się dość dziwne, gdyż od wprowadzenia oferty minął tydzień (to było 30 października).  Mam nadzieję, że to tylko chwilowa niedogodność i klienci wkrótce będą mogli zamawiać to wino za pomocą platformy internetowej.


W sklepie widziałem też drugie wino, które otrzymałem w prezencie. To negroamaro o nazwie Selone, wino z południa Włoch, które Polacy uwielbiają niemal tak samo, jak popularne w tym samym regionie primitivo. Mimo niezbyt pochlebnego wizerunku primitivo kreowanego lub powielanego przez część winnej blogosfery, sam lubię od czasu do czasu po nie sięgnąć - krzepkie, owocowe, soczyste, choć trochę nadto alkoholowe - potrafi naprawdę dać radość. Dlatego przychylnym okiem spojrzałem też na negroamaro, a spoglądałem z tym większą uwagą im częściej czytałem jego druzgocące oceny. Pomyślałem, że blogosfera "kopie" negroamaro, zupełnie jak primitivo, trochę bez zastanowienia, ale za to zgodnie z trendem. Koleżanki i koledzy, przepraszam Was wszystkich, mieliście rację! Przepraszam po raz wtóry, bo posądziłem Was o lekceważenie tematu i zadzieranie nosa. To wino rzeczywiście jest potworem. Niby ma wszystko, co mieć powinno: koncentrację, kwasowość, alkohol, owoc, taninę, ale w tak karykaturalnych proporcjach, że zasłużyło sobie na nr 1 w rankingu najgorszych win, jakie piłem w swoim życiu. 

Tu dla odmiany muszę pochwalić Winnicę Lidla za to, że tego wina też jeszcze nie ma w ofercie 😉 Ale jeśli macie mimo wszystko ochotę na "potworne" negroamaro, to kosztuje ono w sklepie 19,99 zł. Jeśli jednak chcielibyście wylać do zlewu od razu dwa wina, to w takiej promocji zapłacicie tylko 14,99 zł za butelkę.


Wina otrzymałem do degustacji od Lidl Polska. Dziękuję!

sobota, 29 września 2018

Peter Weinbach, Rhein Riesling, Medium Sweet 2017.


Wspominałem wam już o tym, ale może przypomnę - lubię wino, ale nie lubię się upijać. Smak wina mnie raduje, alkohol zaś męczy i wkurza. Dlatego lubię wina, które tego alkoholu za dużo nie mają. Owszem, spotkałem się z opinią, że wino, które ma 9% alkoholu jest winiem oszukanym, ale ignorancja niektórych winopijców spływa po mnie, jak woda po kaczce. To nie mój problem. 

Na pewno też wspominałem, że nie piję rieslingów, co może budzić zdziwienie, zwłaszcza wśród moich znajomych od wina. Pewnie nawet budzi, a może i napawa obrzydzeniem i utratą resztek zaufania do mojego winiarskiego gustu. Nie martwcie się jednak, jestem z tym pogodzony. W dodatku nie przeszkadza mi to w otwarciu butelki półsłodkiego wina zrobionego z tej doskonałej odmiany. Zwłaszcza, że ma właśnie tylko 8,5% alkoholu. Nie mam pojęcia jak wypada na tle innych rieslingów, zakładam że może być średnio, ale w słońcu i na tarasie jest mi dobrze. Bardzo dobrze.
I tylko tego oczekuję od wina.



Peter Weinbach, Rhein Riesling, Medium Sweet 2017
Weinkellerei Hechtscheim GMBH, Mainz, Niemcy
odmiany: 100% riesling
alk.: 8,5%
cena: 17,99 zł (Biedronka)


Wino otrzymałem do degustacji (dawno, dawno temu) od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

czwartek, 26 lipca 2018

Landgraf von Hessen, Riesling Feinherb, 2015.


Kolejnym winem z przesyłki odebranej od Faktorii Win, a które znalazło się w moim kieliszku, był riesling Landgraf von Hessen od producenta Prinz von Hessen. Dużo tych „hessenów”, a dodam jeszcze, że produkcja odbywa się w Reinhessen, czyli Hesji Nadreńskiej. To największy region winiarski Niemiec, uprawa rieslinga jest tu znacząca - w 2017 roku odmiana ta zajmowała 17% powierzchni winnic, ale o palmę pierwszeństwa walczy jeszcze inny biały szczep - müller-thurgau, uprawiany na 16% areału przeznaczonego pod uprawę winorośli.

Wino nosi oznaczenie feinherb, co można przetłumaczyć z grubsza jako wino półwytrawne, choć niektórzy wolą nieco pokomplikować sprawę nazywając takie wina "wytrawnymi z wyraźnie zaznaczonym cukrem resztkowym”. 

Zobaczmy, co o tym winie mówi nam katalog FW:
"Jasnożółte, intensywnie pachnące wino, przepełnione aromatami moreli i cytrusów zachwyca wyjątkowo świeżym smakiem z dobrze zrównoważoną kwasowością. Znakomicie podkreśli smak potraw z ryb."
Nie bardzo rozumiem, jak można wino przepełnić aromatami, ale widocznie nie muszę, zastanowiłem się jednak nad "wyjątkowo świeżym” smakiem wina, co mogłoby oznaczać, że tego typu wina zwykle nie grzeszą świeżością. 🤔Oczywiście trochę ironizuję, zdaję sobie sprawę, jak konstruuje się takie opisy i ile mają one wspólnego z rzeczywistością.

Ja, zupełnie bez owijania w bawełnę, mogę śmiało powiedzieć, że mi to wino smakowało. Bez ochów i achów, ale bardzo przyjemnie mi się je piło. Rzeczywiście daje poczucie świeżości, choć nie wiem, czy akurat wyjątkowej. Cukier jest dobrze wyczuwalny, ale z pewnością nie dominuje w smaku, jego proporcja z kwasem daje wino łatwe w odbiorze. Jeśli zaś chodzi o podkreślenie smaku potraw z ryb, to dużych doświadczeń na tym polu nie mam, ale śledź z ziemniaczanym puree w połączeniu z tym winem wydał się kombinacją niezłą i warto może w tym momencie powiedzieć, że riesling uchodzi za odmianę dość uniwersalną, jeśli chodzi o eksperymenty kulinarne. Wszystko zapewne, w mniejszym lub większym stopniu, będzie zależało od poziomu cukru w winie. W moim przypadku feinherb okazał się dobrym wyborem.


Zachęcam do prób, sam jestem ciekaw Waszych opinii i doświadczeń w tej kwestii, choć prawdę mówiąc nie liczę na wzmożony wysyp komentarzy, wszak głupio pisać je samemu. 😉


Landgraf von Hessen, Riesling Feinherb, 2015
Niemcy, Rheinhessen
odmiany: 100% riesling
alk.: 11,5%
cena: 49,99 zł

Dziękuję Faktorii Win za udostępnienie wina do degustacji.

wtorek, 17 maja 2016

Winne Wtorki #124.

Jak dziś pamiętam propozycję Kuby Jurkiewicza, by wziąć udział w projekcie nazwanym Winne Wtorki, a dziś już przypada 124. edycja Wtorku. Szmat czasu. Parę osób przestało pisać, kilka osób ze starego składu pisze nieregularnie (mówię o sobie), ale jest też trochę świeżej krwi i to właśnie ona w postaci Kasi Józefiak, autorki bloga Korek od wina, zaproponowała temat, który, można by rzec, jest "na czasie". Jest na czasie bo trwa Riesling Week (w zasadzie dwa tygodnie) - impreza promująca wina niemieckie ze szczepu riesling. Jesteście bystrzy, więc nie będę Wam tłumaczył o co chodzi w tej imprezie. W razie czego wujek Google Wam podpowie.

W każdym razie zaopatrzyłem się w butelkę porządnego niemieckiego rieslinga, otworzyłem ją i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken to świetne wino.


Nie piję go raz pierwszy i nie piję go po raz ostatni. Miłość do grobowej deski odnosi się do wina, nie do kobiet. Kocham to wino miłością czystą i bezwarunkową, ale o jego smaku wiele Wam nie powiem. Dżentelmeni o smaku ust swych kochanek nie rozmawiają z nikim. Chcecie wiedzieć to umówcie się na randkę, może coś z tego wyjdzie :) Wystarczy, że Wam powiem, że potem nie będzie już tak samo.

Jeśli chodzi o producenta, to wspomniany przeze mnie wyżej Kuba miał okazję odwiedzić producenta. Polecam jego relację, ja nie napiszę nic więcej.

Wino Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken jest dostępne w sieci Winestory - stacjonarnie i za pomocą internetu. Cenę znajdziecie na ich stronie internetowej.

---------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #124 na podniebieniach innych blogerów:
---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Tydzień rieslinga.

Prawdę mówiąc nie tydzień, ale dwa - Niemiecki Instytut Wina wraz z partnerami z całej Polski w dniach 15-28 czerwca promował rieslinga - odmianę, która (przynajmniej mi) jednoznacznie kojarzy się z winiarstwem niemieckim, choć uprawiana jest także powszechnie w Alzacji czy Austrii, a nawet na Antypodach.

Ja mam pewien kłopot z rieslingiem. Wielu moich znajomych od wina dałoby się pociąć za tę odmianę, mnie zaś denerwuje różnorodność win jakie powstają z rieslinga. Wytrawne, bardziej słodkie, całkiem słodkie, gęste i oleiste albo zupełnie cienkie i rozwodnione, z dużą zawartością alkoholu albo tylko taką, do której zbliżają się co mocniejsze piwa. Być może złapię jeszcze rieslingowego bakcyla, wszystko przede mną, dziś częściej sięgam po sauvignion blanc czy gruner veltlinera, o chardonnay nie wspomnę, choć ta ostatnia odmiana kręci mnie najbardziej w burgundzkich interpretacjach. Dziś tak to wygląda, ale niewykluczone, że za trzy lata poza rieslingiem świata nie będę widział. Kto to może dziś wiedzieć?

Tak czy owak udałem się na degustację rieslingów - tych, które już dość dobrze znam, importowanych przez Wineonline (Winestory). Spotkanie miało miejsce w "moim" sklepie przy KEN 85 w Warszawie. 

Zawieszki na butelkach, czyli marketing niemiecki działa.

Łukasz Bogumił z wielką wprawą mówił o niemieckich rieslingach. Muszę
przyznać, że zaimponował mi umiejętnością przyciągania uwagi gości połączoną
z naturalną skłonnością operowania dowcipną ripostą. 

Zestaw degustacyjny, czyli najlepsze marki niemieckich rieslingów
z portfolio Winestory. 

Leje się do kieliszków Binz Bratt Weisser Riesling z rocznika… 2011. Za stary?
W żadnym wypadku - ciekawe aromaty związane z ewolucją wina
i kwasowość utrzymująca wino w świetnym stanie.
Cena niezmienna od lat - 49 zł.

Raptem kilku producentów niemieckich rieslingów i kilkanaście etykiet
świetnie ilustrujących różnorodność wcieleń tego szczepu.

Tradycja sięgająca XI wieku i wciąż atrakcyjne ceny - od 65 do 199 zł.

Arcyciekawy producent, który rieslinga interpretuje na wiele sposobów.
-------------------------------------
Wina próbowałem na otwartej degustacji zorganizowanej przez ekipę sklepu Winestory przy KEN 85 w Warszawie. Dziękuję za zaproszenie!
-------------------------------------

wtorek, 10 czerwca 2014

Niemieckie rieslingi.

Kiedy w Warszawie pojawił się Joachim Binz, a Wineonline zorganizowało degustację win niemieckich, byłem przekonany, że spróbujemy win tandemu Binz+Bratt. Do tej pory żyłem w przekonaniu, że Joachim Binz jest po prostu kolejnym winiarzem próbującym znaleźć swoje miejsce w winnym światku. Oczywiście Joachim jest winiarzem i wraz ze swoim szwedzkim przyjacielem Thomasem Brattem robią wina (naprawdę niezłe), ale w świecie winnym Joachim Binz dał się poznać jako promotor wina niemieckiego, a jego firma WINECONSALE zajmuje się eksportem wysokiej klasy win do wielu krajów Europy i poza nią. Oczkiem w głowie Joachima są rieslingi i winami z tego szczepu zajęliśmy się na spotkaniu.

Joachim Binz
Wineonline, właściciel sklepów Winestory, sprzedaje wina kilku uznanych producentów znajdujących się w portfolio Joachima Binza. Są to: Schloss Vollrads, St. Urbans-Hof, Dreissigacker oraz (oczywiście) Binz+Bratt.

Samo dobro!
Nie chciałbym szczegółowo opisywać poszczególnych win, które, rzecz jasna, stylistycznie różniły się między sobą i miłośnicy rieslingów mieliby doskonały temat do dysput na temat niuansów charakterystycznych dla poszczególnych etykiet. Dla mnie ważne było to, że wszystkie te wina, bez wyjątku, były produktami najwyższej klasy. Tu nie było słabych punktów. W dodatku ceny tych win nie należą do najwyższych (jak na ich klasę) - wszystkie zawierały się przedziale 49-99 zł, przy czym większość była bliższa tej dolnej granicy.

Część win znałem, miałem okazję pić je już wcześniej, inne były dla mnie nowością, ale wszystkimi byłem szczerze urzeczony i życzę sobie wielu okazji, podczas których mógłbym się nimi cieszyć.

Wina degustowałem na koszt Wineonline. Uprzejmie dziękuję za zaproszenie.

sobota, 12 kwietnia 2014

Riesling.

Dzień był naprawdę bardzo fajny. Pojechałem z rodziną w okolice ujścia Wisły do morza. Byłem tam kiedyś z moją żoną, jeszcze zanim nią została. Wówczas był to początek maja, teraz nieco wcześniej, choć pogoda podobna - w słońcu ciepło, ale nie za gorąco. Doszliśmy wówczas do punktu, z którego widzieliśmy miejsce mieszania się wody słodkiej ze słoną, miejsca w którym nie było nikogo oprócz nas, chyba że uwzględnimy setki ptaków spędzających wolny czas w podobny sposób. Dziś do tego punktu nie doszliśmy, dzieciaki (pojawiły się w tzw. międzyczasie) na to nie pozwoliły, nie zmuszaliśmy ich, nie chcieliśmy chodzić z kulą u nogi. Zrobiliśmy za to kilka zdjęć na pustej plaży, próbowaliśmy przypomnieć sobie chwile z przeszłości, były rozbieżności, ale nie zagroziły one trwałości naszego związku. 




Wieczorem postanowiłem otworzyć wino, które zabrałem ze sobą z Warszawy, a które dostałem już jakiś czas temu z Centrum Wina. To niemiecki riesling znad Mozeli o nazwie Peter & Peter z rocznika 2012.


Butelka przyozdobiona medalami, oczywiście również tym najważniejszym - z Berlina. Mam nadzieję, że wyczuwacie ironię, nie umiem na blogu podkreślić tekstu wężykiem. Spojrzałem na opinię o winie zamieszczoną na stronie Winezji, mającą wydźwięk jak najbardziej pozytywny, a napisaną przez znaną aktorkę. Cytuję:

"Kolejne zaskoczenie jeśli chodzi o cenę i jakość. A jakość rieslinga jest w tym przypadku nie do przecenienia. Kto lubi ten gatunek - nie zawiedzie się."

Ja się zawiodłem. Niestety. W nosie nie wyczułem zupełnie nic. Teściowa powąchała i stwierdziła, że winem to coś nie pachnie. W ustach roztwór cukru zmieszanego z kwaskiem cytrynowym. Całości bliżej do oranżadki niż wina. Coś o podobnym smaku piłem ostatnio, a była to rozpuszczona w wodzie pastylka magnezu z witaminą B6 - nawet bardziej wyrazista i zdecydowanie ciekawsza, a przy tym pewnie nieco zdrowsza.

Być może są miłośnicy "tego gatunku" potrafiący odpowiednio docenić to półwytrawne wino. Ja nie umiem. Staram się, ale nie umiem. Za dużo tu dla mnie słodyczy (to jeszcze nic złego), ale kwasowość próbująca ją zrównoważyć wydaje się być bardzo nienaturalną i daje w efekcie wino dość karykaturalne. Przyjemne, delikatne aromaty brzoskwiń i moreli nie są w stanie zatrzeć złego wrażenia. 

-----------------------------------------------------
Peter&Peter
Zeller Riesling, 2012
odmiana: 100% riesling
alk.: 11%
cena: 39,90 w Centrum Wina i na Winezja.pl
-----------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji z Centrum Wina. Dziękuję!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Winne Wtorki #49.

Myli mi się numeracja Winnych Wtorków, pewnie dlatego, że nie we wszystkich brałem udział. Ale nie przejmujmy się tym teraz, najważniejszy jest dzisiejszy temat, czyli egzotyczny riesling. Riesling to dla mnie odmiana bardzo magiczna. Każda opróżniona butelka była inna od poprzedniej i choć pewnie charakterystyczne elementy się powtarzały, to każda była niepowtarzalna. Rieslingi niemieckie czy francuskie mają wyrobioną markę, te najlepsze charakteryzują się też niemałą ceną. A jak jest z rieslingami z nowego świata?


Ja dziś opowiem Wam o rieslingu z Chile, który pojawił się stosunkowo niedawno w sklepach Winestory, a pochodzi od znanego i lubianego producenta Vina Chocalan. Nie wiem dlaczego nie było go wcześniej, bo riesling produkowany jest w Dolinie San Antonio już od jakiegoś czasu. Dość powiedzieć, że moja butelka pochodziła z rocznika 2009, więc do najświeższych nie należała. O ile kolor uciekający w stronę głębokich odcieni żółtego mógł już nieco zdradzać wiek wina, to żywa kwasowość wyraźnie temu zaprzeczała. Nos bardzo bogaty, pełno w nim dojrzałych owoców egzotycznych, złamanych nieco niedojrzałym jabłkiem i kwaśną limonką, można też wyczuć charakterystyczne dla dojrzałych rieslingów nuty naftowe. Usta równie bogate, choć tutaj słodycz jest skutecznie neutralizowana kwasowością.

Nie wiem, czy będzie to mój ulubiony riesling, ale uczciwie muszę przyznać, że był jednym z ciekawszych, jakie miałem okazję pić. Na pochwałę zasługuje też cena - 39 zł w sklepie wydaje się być kwotą niewygórowaną, jak na takie bogactwo wrażeń. Na pewno warto spróbować.

Wino kupiłem w jednym ze sklepów sieci Winestory.

-------------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #49 na podniebieniach innych blogerów
-------------------------------------------------------------------------------
Winniczek
Czerwone czy białe?
Winne przygody
To co pijemy
-------------------------------------------------------------------------------



środa, 3 kwietnia 2013

Anselmann Riesling Trocken 2011.

To będzie krótka notka, ponieważ wino, o którym dzisiaj piszę wypiłem już jakiś czas temu i prawdę mówiąc niewiele pamiętam poza tym, że jednak warto o nim wspomnieć. Delikatny, świeży riesling, który wchodzi jak woda, jest bardzo neutralny i mega pijalny. Kwasowy, ale nie kwaśny, z cukrem resztkowym, ale nie jest słodki, alkohol zupełnie niewyczuwalny, a jednak jest. Podobało mi się to wino. Bardzo!


Wino pochodziło z zestawu win niemieckiego producenta Anselmann, za 6 win z oferty Domu Wina zapłaciłem 259 zł.

piątek, 11 stycznia 2013

Festiwal z winami.

Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami moimi wrażeniami z wyjścia do Enoteki Polskiej. Od razu mówię: wrażeniami bardzo pozytywnymi ocierającymi się nawet o zachwyt. Niezorientowanym wyjaśniam od razu, że Enoteka jest jednocześnie sklepem z winami, jak również pełnowartościową restauracją, w której możemy świetnie zjeść, o czym świadczą liczne nagrody, w tym ostatnia, przyznana przez portal turystyczny TripAdvisor.com

Z wyjścia do restauracji byłem zadowolony z kilku powodów:

1. Ten najważniejszy to oczywiście możliwość wspólnego wyjścia z rodziną na obiad czy kolację. 

2.  Drugi powód to organizowane w weekendy Festiwale Pizzy i Makaronów (na przemian), podczas których oprócz standardowego menu dostępne są potrawy specjalnie przygotowywane na te okazje. Moje dzieci uwielbiają pizzę, a makarony to już szczególnie, więc oferta trafiona w punkt.

3. Enoteka organizuje też raz na jakiś czas przegląd win ze swojej oferty. Dla mnie to spora pokusa, bo płacąc 18 zł miałem okazję spróbować aż 12 win. Ostatnio były to wina francuskie, wcześniej próbowałem win włoskich, a w najbliższy weekend (12-13 stycznia) będą to wina biodynamiczne i ekologiczne.


Przegląd win francuskich.

4. Czwarty powód jest szczególnie istotny dla rodzin z dziećmi, ponieważ na miejscu waszymi pociechami zajmie się opiekunka, która robi to na tyle skutecznie, że dorośli mogą spokojnie ze sobą porozmawiać.

Dodatkowym atutem wizyty w Enotece było spotkanie z p. Maciejem Bombolem - właścicielem Enoteki Polskiej, którego poznałem dzięki spotkaniom organizowanym przez Winicjatywę w jego lokalu. Wielokrotnie rozmawialiśmy na temat wyselekcjonowanych przez niego win, a tym razem Maciej, chcąc jeszcze bardziej przybliżyć mi swoją ofertę, obdarował mnie dwiema butelkami wina. Pierwszą z nich zdążyłem już wypić i jestem gotów Wam o niej opowiedzieć.


Wino pochodzi z Niemiec (Rheinhessen), zostało wyprodukowane przez Wittmann Wein GmbH pod czujnym okiem Philippa Wittmanna i jest to stuprocentowy riesling o nazwie 100 Hügel Trocken. Riesling to nawet nie temat rzeka - to morze, a może i ocean. Wypiłem kilkanaście butelek zrobionych z tego szczepu, a każda z nich była zupełnie inna. Mnogość interpretacji rieslinga wydaje się niczym nieograniczona i dla mnie był to problem, bo ja lubię wiedzieć, co piję, a wprzypadku rieslingów to zawsze była niewiadoma. Oczywiście wynika to z mojego niewielkiego doświadczenia. Raz były to mineralne "żylety" o przenikliwej wręcz kwasowości, innym razem wina pełne głębokiej słodyczy. Jedne pachniały kwiatami, a kolejne dojrzałymi cytrusami. Niektóre przyjemnie musowały, a następne były zupełnie spokojne. Rozumiem ludzi pełnych zachwytu dla rieslinga i jestem w stanie wytłumaczyć sobie pewność wyboru tych, którzy za jednym, jedynym szczepem musieliby się opowiedzieć. 

Riesling od Wittmanna jest świetny. Jest kwasowy, ale nie rani podniebienia. Jest pełen egzotycznych aromatów w nosie, nieco brzoskwiniowy w ustach, wytrawny, choć z wyraźnymi śladami cukru resztkowego. No i lekko musuje, a to bardzo lubię.

Uczciwie i z ręką na sercu mówię, że to jeden z lepszych rieslingów, jakie do tej pory piłem. Być może Schloss Vollrads w mym rankingu dzierży jeszcze palmę pierwszeństwa  ale on jest już niemal dwukrotnie droższy, więc nie ma o czym gadać. W przypadku 100 Hügel stosunek jakości do ceny jest po prostu świetny. 

Dla jasności jeszcze raz przypominam, że wino otrzymałem do degustacji od właściciela Enoteki Polskiej, importera win Wittmann. Cena w sklepie to 43,50 zł.

piątek, 30 listopada 2012

Biały weekend.


Upałów nie było, to prawda, ale siarczystych mrozów też nie. Butelki 10-letniego Tawny (Martinez i Barros) mogą jeszcze chwilę poczekać. Tym bardziej ulegam ostatnio pokusie picia win białych, więc w miarę luźny weekend był okazją do poszerzenia horyzontów.

Zaczęło się od wina, które przyniosła moja żona. Co prawda zastrzegła, że to dla niej, ale łaskawie zostawiła mi trochę, więc coś mogę napisać. Było to niezwykle aromatyczne wino z hiszpańskiej apelacji Rioja. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej piłem białą Rioję, ale byłem urzeczony winem zrobionym w 100% ze szczepu Viura i już teraz deklaruję, że było to najciekawsze wino weekendu.


O Jacob's Creek Chardonnay Classic nie będę pisał, bo to wino powszechnie znane, zresztą pisałem trochę o winach JC tutaj. Skusiłem się na nie, ponieważ na półce obok siebie stały roczniki 2011 i 2012, byłem ciekaw, czy w tak masowym produkcie rocznik ma znaczenie.

Kolejnym winem, które znam i lubię był niemiecki riesling od uznanego producenta Schloss Vollrads. Uwielbiam w tym winie fajną kwasowość wspaniale współgrającą ze sporą słodyczą. Niewielka ilość alkoholu (10,5%) jest kolejnym czynnikiem zachęcającym mnie do kupowania tego wina. Czy niemiecki riesling jest słabszy od hiszpańskiej viury, że nie zasłużył sobie na miano wina najciekawszego? Nie, moim zdaniem jest lepszy, tyle że znam go od dawna, doceniam i regularnie kupuję, ale nic mnie w nim już nie zaskakuje.


No i na koniec dwa wina z Tesco. Alzacki Pinot Gris i Albarino z Rias-Baixas. Po degustacji win alzackich uznałem Pinot Gris za szczep wielce ciekawy, któremu poświęcę więcej czasu, ale wino z Tesco, choć niezłe i całkiem smaczne nie zrobiło na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Z żoną uznaliśmy zgodnie, że za 40 zł można poszukać czegoś innego. Ponieważ wino nie wyczerpało jednak mojej ciekawości co do regionu i co do szczepu, więc moje poszukiwania dobrego Pinot Gris z Alzacji będą kontynuowane.


Natomiast 25 zł za Albarino to kwota dobrze wydana, choć dodać trzeba, że to cena z wyprzedaży. Świeże, dość kwasowe wino o aromacie dojrzałych mirabelek bardzo mi się podobało, chyba nawet bardziej niż albarino biedronkowe, dostępne podczas promocji win hiszpańskich.


Biały weekend uważam za udany, choć powoli zaczynam tęsknić za winami czerwonymi, więc raczej opisów tych ostatnich spodziewajcie się w najbliższym czasie.

sobota, 24 marca 2012

Szkoła przetrwania.

Trochę chyba przesadziłem z tym tytułem. W końcu nie trafiłem na bezludną i 'bezwinną' wyspę, tylko do Elbląga - królestwa Biedronek. Ostatnio co prawda "odpuściłem" sobie winną eksplorację dyskontowej oferty - nie porywa mnie już tak, jak kiedyś, ale w Elblągu czuję się usprawiedliwiony.



Z ostatnich nowości należy odnotować mozelskiego rieslinga - Villa Sittmann - wino na pewno nie rewelacyjne, ale zważywszy cenę - naprawdę pijalne. Dość rześkie, świeże, jeszcze leciutko musujące, ze sporą ilością cukru resztkowego, ale równoważonego wyraźnie zaznaczoną kwasowością. Kontretykieta wspomina o aromatach jabłka, limonki i moreli, ale dla mnie była to swojska dojrzała renkloda - taki słodko-kwaśny smak.

Wino zaliczam do kategorii balkonowej - pić mocno schłodzone w promieniach słońca :)

-------------------------------------------------------------
Villa Sittmann
Riesling
Rocznik 2011
alk. 10%
Biedronka - 17,99 (zakup własny, ale płaciła żona)
-------------------------------------------------------------

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Wino na medal.



To wino zdobyło złoty medal w kategorii białych win do 50 zł Grand Prix Magazynu Wino. Ale nie dlatego o nim wspominam. Piszę o nim dlatego, że wcześniej już miałem okazję pić wina duetu Binz i Bratt. Były to Franconia (lub Francona - sam nie pamiętam, a na stronie producenta można spotkać obie nazwy) i Riesling Gewurztraminer. I szczerze muszę powiedzieć, że były to wina warte każdej wydanej złotówki, przy czym wspomnieć uczciwie należy, że wtedy gdy je piłem (2010) były sporo tańsze niż teraz, kosztowały poniżej 40-stu złotych. Niestety po nowym roku, ceny poszły ostro w górę i teraz każde z win Binz+Bratt kosztuje 49 zł, nawet zwycięski Weisser Riesling, choć złoty medal zdobył kosztując jeszcze 45 zł. Niemniej jednak podtrzymuję swoje zdanie, że wina warte są swojej ceny. 

Weisser Riesling to wino o bogatym kwiatowym aromacie. Żywa kwasowość zapewnia mu niesamowitą świeżość. Piłem je z nieukrywaną przyjemnością, choć moja żona (a w kwestii wina jej zdanie niezmiernie cenię) wcale tym winem zachwycona nie była. Rozmawiałem z kilkoma pracownikami Winestory (Wineonline) i ich zdania również były podzielone. To już kolejny przykład na to, że jakakolwiek ocena wina, niezależnie od tego kto cenzurkę wystawia, jest kwestią mocno subiektywną. Zachęcam zatem do samodzielnych prób, dzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach. Zobaczymy, która grupa jest liczniejsza - ta, która zgadza się z moim zdaniem, czy ta popierająca zdanie mojej żony.

------------------------------------------
Binz+Bratt
Weisser Riesling 2010
Winestory (Wineonline) - 49 zł
Alk. 12%
------------------------------------------

wtorek, 6 września 2011

Winne Wtorki #11



Tematem jedenastej edycji Winnych Wtorków miał być wytrawny riesling z niemieckiego Palatynatu (Pfalz). Kupno takiego wina wcale nie było łatwe zwłaszcza, że im więcej czasu na zakupy, tym większe prawdopodobieństwo, że zostaną one odłożone na ostatnią chwilę. Tak się właśnie stało w moim przypadku, a efekt jest taki, że w kieliszkach znalazły się wina popularne, supermarketowe, choć i za nimi trzeba było pochodzić. Na sklepowych półkach rządzą raczej rieslingi mozelskie czy reńskie, te z Palatynatu są prawdziwą rzadkością. 

W moje ręce, kieliszek i podniebienie trafiło wino produkowane przez Michel Schneider Nachf. o nazwie Riesling Classic o charakterze 'delikatnie wytrawnym'. "Znakomity winiarz Peter Griebeler bardzo starannie wyselekcjonował grona Riesling do tego wspaniałego wina, które pod jego ścisłą kontrolą osiągnęło nowoczesny owocowy styl." Wyróżniłem epitety - producenci i marketingowcy je uwielbiają - moja teoria jest jednak taka, że im więcej jest ich na etykiecie, tym mniej treści w butelce. Czy tak jest i tym razem?

Dalszy opis wina nie fałszuje moich odczuć - "wino o wyraźnie określonym kwiatowo-owocowym charakterze z świetnie wyważonym cytrynowym finiszem. [...] Podawać schłodzone." Ostatnie dwa słowa są szczególnie istotne, ponieważ wino ma 12,0% alkoholu i jest to wyraźnie wyczuwalne, jeśli płyn w kieliszku trochę się ogrzeje. Według mnie znacznie lepiej smakuje wyjęte prosto z lodówki i jeśli ten warunek będzie przestrzegany mamy szansę pocieszyć się trochę tym winem. Fajny jest ten delikatnie kwaskowaty i nawet dość długi finisz. Ogólnie nie jest to jednak wino, nad którym warto się rozwodzić, ale w piciu nie przeszkadza :)

Niejako na marginesie tej degustacji wypiłem też innego rieslinga z Palatynatu, przy czym ten był winem półsłodkim. Nie wiem jak to się stało, że nie zrobiłem zdjęcia etykiety tego wina, a na stronie producenta (Peter Mertes), wśród niezliczonych produktów nie udało mi się tej butelki odnaleźć. W każdym razie przyjemne winko, idealne na gorące dni, zupełnie niezobowiązujące. Przy okazji znacznie tańsze niż wino Schneider. Jeśli więc komuś nie zależy na pełnej wytrawności, chce napić się wina z Pfalz, a przy okazji nie wydać zbyt wiele (ok. 16 zł) to polecam spróbować, zwłaszcza Tym, którzy do tej całej okołowinnej otoczki nie przywiązują zbyt wielkiej wagi.


------------------------------------------------
Michel Schneider Riesling Classic 2010
Pfalz
Alkohol: 12,0%
Tesco Gocław - ok. 26 zł
------------------------------------------------

Winne Wtorki #11 na podniebieniach innych blogerów

Nie zawsze wina/Jongleur
Winniczek
Bordowe.pl
Środkowa półka
Viniculture
Winne Przygody
Czerwone czy białe?

------------------------------------------------


niedziela, 12 czerwca 2011

Niemiecki riesling i coś ekstra...

Plan na dziś przewidywał wypicie niemieckiego rieslinga. Wybór padł na Prum Blue (riesling kabinett 2007). Wino to kupiłem jakiś czas temu w Realu, moją uwagę przykuł symbol VDP oznaczający stowarzyszenie najlepszych niemieckich producentów. Wydałem wówczas bez wahania niemal 55 zł a dziś postanowiłem sprawdzić, czy inwestycję należy zapisać po stronie strat, czy zysków. Okazało się, że jest to świetne, rześkie, lekko musujące (na początku) wino. Od razu można było wyczuć, że ma się do czynienia z winem wyższej klasy. Każdy łyk zachęcał do następnego, co nieubłaganie i zbyt szybko doprowadziło do opróżnienia butelki do dna. Kwasowość i owocowa słodycz dobrze się w tym winie równoważyły. W ustach długo pozostawał morelowo-brzoskwiniowy posmak. Zdecydowanie zysk! Szybko się skończyło, no ale też trzeba dodać, że nie piłem sam, żona mi w tym pomogła.

Potem zdecydowaliśmy się na prosecco. Było to wino Col Solivo kupione w ursynowskim sklepie Leclerc (21,99 zł). Niewiele dobrego o tym winie mogę powiedzieć. Zapach mało intensywny i trudny do określenia, zatem "nijaki". Smak za to charakterystyczny, kojarzący się wyraźnie z kartonem. Taki mocno rozwodniony, nagazowany kompocik z tekturowego kubka. Zdecydowanie nie polecam, chyba że ktoś pracuje w branży introligatorskiej i lubi takie aromaty.

Kolejnym winem był jeden z ostatnich wynalazków sprzedawanych w Lidlu, mianowicie Chablis (1er Cru) butelkowane przez niejakiego Pierr'a Vincent (49,99zł - jak na Lidla okrutnie drogie). W zapachu delikatne masełko, choć żona twierdzi, że zajeżdżało szmatą. Pozwoliłem sobie nie zgodzić się z nią i w ramach zawierania małżeńskich kompromisów ustaliliśmy, że wino ma zapach czystej ścierki, którą przed chwilą starto masło ze stołu. W smaku wyczuwalny delikatny karmel - to pewnie efekt dojrzewania wina w beczce. Kwasowość jak na mój gust wysoka, owoc niemal wcale niewyczuwalny. Wino nie w moim guście, ale jednak pijalne, choć jeśli jeszcze raz miałbym wydać pieniądze na któreś z tych win, bez wahania wybrałbym niemieckiego rieslinga. Pozostałe trunki można sobie spokojnie darować. Przyznać jednak muszę, że to chablis zyskało na smaku przegryzione biedronkowym serem z Portugalii o nazwie Sao Jorge. Nie zmienia to jednak mojej oceny, riesling był zdecydowanie najlepszy.