Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 marca 2018

Torcik i coś jeszcze.

Marzec w tym roku jest u mnie miesiącem zdecydowanie tortowym. Pociechy mam z marca, więc dwa torty na urodziny. Dzieci zrobiły imprezki dla swoich szkolnych znajomków w dniach innych niż swoje urodziny, więc kolejne dwa torty. No i w końcu do wnuków przyjechali dziadkowie, więc dla odmiany torcik. Skoro już tak się zasłodziłem, to do resztek tego ostatniego postanowiłem otworzyć słodkie wina, wszak i one muszą być kiedyś spożyte. Jak wiecie, nie za bardzo przepadam za winami słodkimi i otwieram je niezwykle rzadko. Kiedyś miałem podobnie z winami musującymi. Co ja się napisałem, że ich nie rozumiem, że skąd ten zachwyt i tak dalej, aż nadszedł moment, że je pokochałem miłością niemal bezgraniczną, więc kto wie - może zaraz rozpali mnie ogień słodkiej miłości.

Tort kupiłem u Grycana, czekoladowy z ciasteczkami Oreo na wierzchu, smaczny, nieprzesadnie słodki, dobrze nasączony - nie znoszę zbyt suchych tortów. Podałem Sauternes Madame de Rayne, które dostałem kiedyś z Lidla, sporo się naczekało na swoją kolej. Nie było to wino złe, choć dużego entuzjazmu u mnie nie wywołało, czemu dałem wyraz w krótkiej relacji na Instagramie. 


Zabrakło mi w tym winie odrobiny więcej kwasu, przez co brakowało mu nieco równowagi, o harmonii nie wspominając. Ale to moje zdanie, moim rodzicom smak miodu, pigwy i kandyzowanych owoców przypadł do gustu bardzo, mama nawet poprosiła o zdjęcie etykiety. Tak czy owak - do tortu pasowało.

Poszedłem więc za ciosem - choć już w samotności - i otworzyłem Tokaj. Była to butelka z rocznika 2003 od producenta Hétszőlő. Tokaji Fordítás, jak czytam w niezastąpionym przewodniku Wina Europy 2009, powstaje przez ponowne zalanie młodym winem wytłoczyn po winie aszú.


Producent zaleca je do potraw z dziczyzny przyrządzonych z dodatkiem śliwek, grzybów lub kasztanów. Mój tort tak doprawiony nie był. Wino charakteryzuje się sporym utlenieniem z dominującymi nutami pieczonego jabłka, w piciu bardzo mi się podobało, choć tym razem bardziej solo, tort zdecydowanie dominował nad tym winem.

Kolejnym i ostatnim winem, jakie chciałem do tego tortu otworzyć, to wino z Grecji  - Muskat z Samos. Nos najbardziej świeży ze wszystkich, aromat kwiatowo-owocowy ładnie pieści nozdrza, w ustach zdecydowanie najsłodsze, wręcz od słodyczy lepkie.


Tego wina solo chyba nie da się pić w zbyt dużych ilościach. Z tortem zgrało się nieźle, choć jednak Sauternes w tej roli wypadł lepiej, ale tylko nieznacznie. Za to alkohol w tym winie wybijał się zdecydowanie (zwłaszcza w towarzystwie kawałka tortu), było go najwięcej - 15%, no ale to wino wzmacniane, więc nie ma się czemu dziwić.

Z całej trójki winem najlepszym do popijania solo wydał mi się Tokaji Fordítás. Sauternes najbardziej pasował z tortem, natomiast muskat z Samos najlepsze wrażenie robił w nosie, ale usta skutecznie zaklejał słodyczą, kwas nie pomógł za bardzo. Trzeba by jeszcze popracować nad jakimś do nie niego jedzeniem, producent zaleca owoce i desery. Może macie jakieś dla niego propozycje? W butelce sporo go jeszcze zostało :)

Sauternes dostałem do degustacji z Lidla, Tokaj kupiłem tamże za własne pieniądze, a muskat z Samos otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska - właściciela Biedronki.

środa, 12 października 2016

Na słodko?

W piciu wina nie wszystko jest jasne i oczywiste. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, zastanówcie się dwa razy, czy warto darzyć go zaufaniem. Trzymajcie się raczej tych, którzy w winie szukają (dopiero, wciąż lub nadal) prawdy, niż tych, którzy czują się już mądrzy i oświeceni. To zresztą odnosi się do wszystkich dziedzin życia, wino nie jest szczególnym przypadkiem.

Ja wiem niewiele, trzymajcie się mnie, może się wspólnie czegoś nauczymy, może nie, ale czuję podskórnie, że droga do celu może być ciekawsza niż sam cel. Zupełnie, jak w tej piosence o króliczku.

Dziś proponuję Wam spacer w nieznane (i trudne) dla mnie rewiry - miejsca, które budzą we mnie lęk i o których myślę, że są zupełnie dla mnie nieatrakcyjne. Chodzi mi o wina słodkie. Wiem, że jeśli mam je oswoić, muszę przestać się ich bać, a żeby tego dokonać… muszę je po prostu pić. Nawet jeśli mam to robić wbrew sobie. Albo doprowadzi mnie to do przekonania, że rzeczywiście są nic nie warte, albo dojdę do wniosku, że pozwalając sobie na strach przed nimi zmarnowałem kawałek swojego życia. Idziecie ze mną?

Druga rzecz, której jeszcze nie rozumiem to parowanie wina z jedzeniem, choć na tym polu eksperymentuję ochoczo i z niemałym zaangażowaniem. Dziś zatem sprawdzę czy słodkie wina pasują do sera z niebieską pleśnią. Do eksperymentu wybrałem popularny, powszechnie dostępny ser Błękitny Lazur, natomiast wina pochodzą z różnych źródeł: Chateau Derszla Tokaji Aszu 5p znajduje się obecnie w sprzedaży w Lidlu (ja swoją butelkę otrzymałem od importera), Umathum Auslese 2009 kupiłem w Enotece Polskiej, jeszcze w starej siedzibie - nie wiem, czy jeszcze jest w sprzedaży, natomiast Passion du Baron Sauternes 2013 był jakiś czas temu dostępny w Biedronce (tę butelkę również otrzymałem od importera).


Zacznę od ostatniego winia.

Passion du Baron Sauternes 2013 (Biedronka) - na początku w nosie zapach płyty pilśniowej, ale tylko przez moment. Po chwili w kieliszku robi się dość przyjemnie - kandyzowane i suszone owoce. W ustach jest tak sobie, tzn. nie jest źle, ale wino nie zapewnia mocnych przeżyć. I słodycz, i kwasowość jest tu w jakichś bladych tonach, miałem też poczucie wodnistości.

Tokaji Aszu 5p 2009 z Chateau Dereszla jest bardziej gęste, oleiste, a w nosie zdecydowanie bardziej wyraziste, choć nie umiem nazwać występujących w nich aromatów, wydały mi się raczej kwiatowe z nutką miodu. Tu słodycz jest bardzo wyraźna, ale kwasowość przywołuje ją do porządku i wino zachowuje niezłą równowagę.

Umathum Auslese 2009 ma zdecydowanie najładniejszy i najciekawszy nos. Wydaje się najsłodsze ze wszystkich. I ta słodycz długo utrzymuje się na podniebieniu, nieco jednak zamula, kwas średnio daje sobie z nią radę. Ale...

… z Błękitnym Lazurem tworzy chyba najlepszą kompozycję w ustach. Wino wydaje się mniej słodkie i męczące, za to ser jakby zyskał nieco na szlachetności, choć to przecież nie jest wybitny przedstawiciel sera z niebieską pleśnią.

Suaternes z Lazurem zmienia się w... lakier, wiec jesli dodamy do tego pierwsze wrażenie obcowania z pilśnią, to może jest to kompozycja dla miłośników warsztatów stolarskich. Ten układ zupełnie mi nie smakował.

Tokaji od Dereszli z Lazurem w lakier się nie zmienia, pozostaje z nim w niezłej równowadze, choć i tu nie ma żadnych wielkich uniesień.

Przyznać muszę, że żadne z próbowanych przeze mnie win nie tworzy jakiejś wybitnej i czarującej propozycji, ale fakt, że każde wino w połączeniu z jedzeniem zapewnia odmienne wrażenia smakowe,  zachęca mnie do dalszych eksperymentów tego typu. Zaopatrzyłem się nawet w bardziej zdecydowany w smaku ser, jakim jest gorgonzola i mam zamiar bawić się dalej 😃

W jakie Wy macie doświadczenia z parowaniem słodkich win i serów z niebieską pleśnią?

ps1. Kiedy pisałem ten tekst na facebookowej stronie Marka Kondrata przypomniano ciekawy artykuł Jana Czyża traktujący o łączeniu win z serami. Warto się zapoznać.

ps2. Jeśli kogoś bardzo interesuje temat parowania win z jedzeniem to polecam lekturę książki Evana Goldsteina "Wino i jedzenie", wydanej przez wydawnictwo MW, tłumaczenie Ewy Rybak.


wtorek, 17 listopada 2015

Obezwładniające Toro Albalá.

Na mojej winnej drodze, którą pokonuję już 6. czy 7. rok natknąłem się na dwa kamienie milowe. Dwa wydarzenia, które wpłynęły na moje postrzeganie wina. Pierwszym z nich była degustacja Barolo i Barbaresco, prowadzona przez Wojtka Bońkowskiego w dawnej siedzibie Enoteki Polskiej. Wtedy zrozumiałem czym jest naprawdę dobre wino i dlaczego za dobre wino trzeba zapłacić niemałe pieniądze. Drugim wydarzeniem, które mną, jako winomaniakiem, wstrząsnęło, była degustacja win Toro Albalá z andaluzyjskiej apelacji Montilla-Moriles.


Minęły już dwa miesiące, a ja ciągle o nich myślę, a przy okazji myślę ciepło (no tak, to Andaluzja) o wszelkich winach słodkich. Przez długi czas miałem do nich stosunek lekceważący, po jakimś czasie niechęci zaczął towarzyszyć respekt, ale po degustacji Toro Albalá zapałałem do nich ślepą miłością. W winiarni powstają nie tylko doskonałe wina słodkie, ale także wytrawne w stylu sherry, jak również świeże, orzeźwiające, owocowe wino przypominające coś pomiędzy sauvignon blanc a verdejo. Wspólnym mianownikiem wszystkich win Toro Albalá jest szczep pedro ximénez, różnice w stylach win wynikają z odmiennych sposobów winifikacji.

Joven Afrutado Electrico to wino półwytrawne, dojrzewające w stalowych kadziach i przeznaczone do szybkiego wypicia w połączeniu np. z owocami morza, grillowanym kurczakiem czy sashimi. W sumie nic wielkiego, ale jednak bardzo przyjemne.


Fino Electrico del Lagar jest winem wytrawnym, wzmacnianym do ok. 15% alk., dojrzewającym w systemie solera przez 10 lat. Wino w beczkach przed nadmiernym utlenieniem chroni warstwa drożdży zwana „flor”. W ustach jest słonawe, złamane nutą orzechowo-migdałową będącą efektem długoletniego dojrzewania w dębie.


Jeszcze dłużej w beczkach (znów system solera), i to aż 15 lat, spędza Oloroso Marqués de Poley. Wzmacnia się je do 17% alk., co zabija drożdże i uniemożliwia powstanie „flor”. Wino zatem dojrzewa w warunkach sprzyjających utlenianiu, szybko ciemnieje, a aromaty w nim występujące kojarzą się z drewnem, tytoniem i prażonymi orzechami.

Po winach wytrawnych nadszedł czas na wina słodkie. Naprawdę słodkie. Powstają z wysuszonych na matach gron, dzięki czemu koncentrują w sobie mnóstwo cukru. Młode, podstawowe wino Don P.X. 2012 dojrzewa tylko w stalowych zbiornikach (przez 2 lata). Pachnie rodzynkami, morelami czy suszonymi figami. Dzięki wzmocnieniu do 17% alk. i gigantycznej zawartości cukru (450-480 g) jest niezwykle trwałe, może bez szkody stać otwarte tygodniami. Tlen mu nie szkodzi, a może nawet jeszcze nadać mu nowy wymiar. Mimo to wino wydaje się raczej proste, nieskomplikowane. Nieco inaczej jest z winami dojrzewającymi długo w beczkach.


Don P.X. Gran Reserva 1986 to najmłodsze wino beczkowe dostępne na rynku, a spędziło w niej… 28 lat! Długie dojrzewanie wydobywa z wina tak niesamowite aromaty, że raczyć się nimi można długimi godzinami nie zbliżając go nawet do ust. Ale jeśli już wypijecie łyczek, to będziecie wiedzieli, co to znaczy „niebo w gębie”.


Inne roczniki, które próbowałem, czyli Don P.X Selección 1965, Don P.X Convento Selección 1955 i… Don P.X Convento Selección 1929 były równie bogate, choć akcenty aromatyczne w każdym z nich układały się nieco inaczej. Są w nich i owoce, i tytoń, i kawa, i zioła, i nuty apteczne jak w niektórych wspaniałych whisky.


Nadal nie mogę wyjść z podziwu dla tych win. Rozłożyły mnie na łopatki i wciąż nie mogę się podnieść. A powinienem wstać i udać się do któregoś ze sklepów Kondrat Wina Wybrane, póki można je jeszcze znaleźć na półkach.


Od lewej: Paweł Gruntowski - dyrektor ds. eksportu na Europę Centralną i Kraje Nordyckie (Toro Albalá),
Valentina Pitton - asystentka ds. eksportu dyrektora zarządzającego (Toro Albalá)
i Jan Czyż - menedżer ds szkoleń i e-commerce (Kondrat Wina Wybrane).



środa, 15 kwietnia 2015

Z linii frontu #4. Zen dla każdego.

Minął już ponad tydzień od rozpoczęcia w Biedronce Festiwalu Słodkich Win (od 07.04) - nowej oferty, która koncentruje się na zaprezentowaniu klientom dyskontu bogactwa słodkich win. Kojarzymy Porto, kojarzymy Tokaj Aszu, kojarzymy Sauternes - tego typu wina znajdziemy na półkach Biedronki, ale oprócz tych znanych nazw, znajdziemy i takie, o których nie słyszymy zbyt często. Jeśli nie macie uprzedzeń do słodkich win, ta oferta może Wam sprawić sporo radości. Ja do win słodkich dopiero dorastam (podobnie było z winami musującymi) i z każdą spróbowaną etykietą nabieram dla nich szacunku.

Zen Ice ułatwia nieprzekonanym wejście w świat słodkich win. Powstało z winogron z późnego zbioru (auslese) i czaruje nos intensywnym aromatem dojrzałych owoców egzotycznych, zachwyca  oko czystą i piękną barwą, nie masakruje ust nadmiarem alkoholu - jest go tu jedynie 11%. Cukier jest zupełnie nieźle równoważony kwasowością, dzięki czemu odczuwamy przyjemną słodycz, ale i świeżość, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że wino zakleja nam usta.

24,99 zł za buteleczkę 375 ml.


Trochę koloru w szaroburym świecie. Tylko dla dorosłych!

Mój zestaw do medytacji Zen. A może po prostu dla zapewnienia sobie
odrobiny przyjemności.

Wino dostałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!



poniedziałek, 16 marca 2015

Sauvignon blanc na słodko.

Sauvignion blanc lubię na tyle, że obudzony w środku nocy bez wahania udzielę odpowiedzi na pytanie o ulubiony biały szczep. Nie wiem tylko kto i po co miałby mnie w tym celu budzić. W każdym razie wypiłem już pół niewielkiego morza, którego niecka wypełniona była sauvignon, nie mam dość, mam ochotę na więcej.

Ostatnio spore wrażenie zrobiły na mnie wina z tego szczepu, ale musujące. W Londynie piłem Jacob’s Creek Cool Harvest Cuvée Sauvignon Blanc (którego nie kupicie w Polsce), a w Słowenii Jeruzalem Ormož Sauvignon (Biedronka zamiast niego wybrała musujące wina Muskatna i Rose).
Szkoda, że zamiast takich win Jacob's Creek wprowadza na nasz rynek
jakieś półsłodkie koszmarki.
Foto: Facebook Jeruzalem Ormož
Oba wypiłem z przyjemnością, szkoda tylko, że nie można wyskoczyć po nie do sklepu za rogiem. Jak znacie musujące sauvignon blanc, które jest dostępne w Polsce (stacjonarnie, albo przez internet), dajcie znać!

Za to zupełnie niedawno dotarła do mnie informacja o możliwości kupienia kolejnej wersji sauvignon blanc, tym razem zamkniętej w małej, półlitrowej butelce, charakterystycznej dla win słodkich. Sprowadza je do Polski Wineonline - właściciel stacjonarnych sklepów Winestory, ale importowane przez nich wina możecie kupić też przez internet. Importer wprowadził niedawno do swojej oferty hiszpańskie wina Cortijo de Trifillas, a wśród nich znajduje się między innymi wino CT Dulce Sauvignon Blanc 2013 - słodkie wino zrobione w 100% z tego szczepu.

W materiałach prasowych wyczytałem, że:

"Słodycz uzyskano dzięki późnemu zbiorowi wingoron, a następnie przerywając fermentację kiedy poziom alkoholu osiągnął 11,5%. Lekka, delikatna barwa. Aromaty słodkich wingoron, cytrusów, lychee i mango, w drugim nosie akcenty białej herbaty i kwiatów akacji. W smaku z początku słodycz, lekko herbaciane nuty, znowu cytrusy i dość rześki finisz w którym zaznacza się kwasowość szczepu."

Na stronie internetowej producenta można znaleźć kilka dodatkowych szczegółów. Mianowicie dojrzałe owoce zbiera się nocą, kiedy jest znacznie chłodniej niż za dnia, a grona dłużej zachowują świeżość niż te zbierane w pełnym słońcu. Fermentacja przebiega w stalowych tankach, a wino przed zabutelkowaniem nie ma kontaktu z beczką. Wino polecane jest jako aperitif, ale będzie też pasowało do owoców, deserów i ciast.


Mnie zaskoczyła w nim pewna delikatność. Nie miałem wątpliwości, że to sauvignon blanc, natomiast wino nie jest tak „ostre” w aromatach ani tak kwasowe, jak potrafią być wytrawne sauvignon. Słodycz nadaje temu winu nieco ogłady, przez co może być interesujące nawet dla niezbyt zagorzałych amatorów tego szczepu, zwłaszcza tych lubujących się w winach słodkich i półsłodkich. Dla mnie było ono pewną ciekawostką, której jako fan SB nie mogłem przeoczyć. W Hiszpanii to wino kosztuje ok 8 euro, zatem polską cenę (35 zł) należy uznać za atrakcyjną.

------------------------------------------------------------
CT Dulce Sauvignon Blanc 2013
Vino de Espana
Odmiana: 100% sauvignon blanc
Alk.: 11,5%
cena: 35 zł (Winestory)
------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od Winestory. Dziękuję!

środa, 3 grudnia 2014

Izidro Madeira.

Nie powiem, żebym był jakimś wielkim miłośnikiem słodkich win wzmacnianych, ale tej nocy, kiedy listopad po cichu zmienił się w grudzień, a na zewnątrz mróz wbijał szpilki spóźnionym przechodniom, moje myśli koncentrowały się wyłącznie na takich winach. To co napiszę teraz może kłócić się z pierwszym zdaniem, ale mam w swym winnym składzie kilka etykiet odpowiadających mojej zachciance.


Chwyciłem za pierwszą z brzegu butelkę, tą z Biedronki, która była ostatnio w sprzedaży w związku z (zakończoną już) portugalską promocją i napełniłem jej zawartością swój kieliszek. To było właśnie to, czego potrzebowałem. Zrobiło mi się cieplej, a nienachalna słodycz i mieszanka karmelu, orzechów i kandyzowanych owoców wprawiła mnie w miły nastrój. Nie umiem powiedzieć, czy ta Madeira jest najlepsza na świecie, ale świat, w który mnie przeniosła był znacznie przyjaźniejszy od tego, który swym chłodem wywołał u mnie dreszcze.

Wino zostało wyprodukowane przez Justino's Madeira Wines, z oryginalną etykietą możecie je kupić także w innych sklepach. Oczywiście trochę drożej niż w Biedronce, np. w warszawskim, ursynowskim Leclerku w promocji kosztuje nieco poniżej 40 zł. No, ale do takich sytuacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

Zróbcie użytek z tej wiedzy, bo:
1. Idzie mróz;
2. Idą święta;
3. Indianie zbierają chrust.

------------------------------------------
Izidro Madeira Fine Rich
wino słodkie wzmacniane
alk. 19%
cena: 29,99 zł (w Biedronce)
------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci sklepów Biedonka.

piątek, 8 lutego 2013

Tłusty czwartek.

Tłusty Czwartek to nie tylko pączki, na które, jak się okazało, w moim domu tylko ja miałem ochotę.


W Tłusty Czwartek w Krakowie odbył się też Salon Degustacyjny Win Chorwackich. Nie mogłem w nim uczestniczyć, ale Dom Wina - organizator imprezy zdążył podesłać mi karton win od chorwackich producentów. Bardzo dziękuję!

Z tego, co wiem, zestawy różniły się od siebie znacząco, ale w moim znalazło się wino słodkie. W sam raz do czwartkowych pączków.

Namiastka Salonu Degustacyjnego Win Chorwackich we własnym domu.
O tych winach będę wkrótce pisał więcej, dzisiaj do słodkich pączków z nadzieniem różanym otworzę słodkie wino Muškat Žuti z rocznika 2011 wyprodukowane przez Lagradi (Ivan Velikanović).

Słodkie wino deserowe tradycyjnie w półlitrowej butelce.

Wino jest bardzo aromatycznie, uwodzi w nosie. W ustach słodkie, ale nie "zamula", co należy zapisać mu po stronie zalet, zwłaszcza że kwasowość nie wydaje się wysoka. Nie można powiedzieć, że to wino długie, dość szybko jego smak umyka z podniebienia. Z naprawdę słodkim pączkiem wydaje się nawet lekko wytrawne, dlatego polecam je raczej solo, albo do nieco mniej słodkich rzeczy.

Podsumowując degustację tego wina muszę powiedzieć, że jestem z niego zadowolony, nie jest przesadnie słodkie i nie męczy nadmiarem słodyczy. Pije się je bardzo dobrze i na pewno jest warte spróbowania.

Wina do degustacji otrzymałem z Domu Wina w Krakowie.

piątek, 21 grudnia 2012

Wciąż na słodko.

Pinot gris to szczep, który dobrze utkwił mi w pamięci po degustacji win z Alzacji, byłem nim urzeczony. Zanim wypiłem swoją próbkę, którą dostałem w ramach świątecznej promocji Lidla przeczytałem kilka recenzji w sieci - koledzy okazali się szybsi, mieli więcej szczęścia ode mnie, któremu to zapalenie oskrzeli odebrało możliwość zabawy z winem. Recenzje były mało optymistyczne (Wojciech Bońkowski), poprzez raczej negatywne (Jakub Jurkowski), aż do tych wręcz odstraszających (Jakub Małecki). Szczerze mówiąc - zachęta marna.

A mi to wino smakowało, nawet bardzo. Prawdę mówiąc wolę to wino, niż Sauternes, o którym wspomniałem w poprzednim wpisie. I w odróżnieniu od Sauterns byłbym w stanie porwać się na samotne opróżnienie całej butelki, wcale nie musiałbym się nią z nikim dzielić, nawet - czysto egoistycznie - bym nie chciał. Mając do dyspozycji 2 x DoTrzechDych wybrałbym w Lidlu to Pinot Gris i jeszcze zostałaby mi dycha na jakieś ciasto - deser świąteczny jak się patrzy.

foto: materiały prasowe Lidl

Przegląd win alzackich rozbudził moją ciekawość dla Pinot Gris, Lidl swoim winem ciekawość tą podsycił, a ja wciąż czuję, że to mało, wciąż ma ochotę na szarego pinota - lidlowska słodka wersja wcale mnie nie zniechęciła. 

czwartek, 20 grudnia 2012

Słodki powrót do życia.

Czas już wrócić do świata żywych, do świata tych, którzy piją wino. Kolejka butelek do wypicia coraz dłuższa, bo nie pić to nie to samo, co nie kupować. To jest mój nałóg największy, większy niż samo picie. Butelki w kolejce nie chcą stać spokojnie - jedna ważniejsza od drugiej, przepychają się, krzyczą, każda chce być pierwsza i bądź tu człowieku mądry. A Mikołajów-dziwaków było w tym roku wielu. Dziwaków, bo czy to nie jest zastanawiające, że w dniu swych imienin Mikołaje nie oczekują prezentów, lecz rozdają je innym? Ale na ten urodzaj nie ma co narzekać, trzeba sobie z nim poradzić.

No dobrze, jeśli ma być sprawiedliwie, to musi być chronologicznie. A pierwszy w tym roku zjawił się Mikołaj z Lidla i przyniósł skrzyneczkę z winami z oferty świątecznej.

Lidlowa skrzyneczka, a w niej bordoska słodycz.
Najbardziej ucieszyło mnie białe, słodkie bordeaux z apelacji Sauternes. Ucieszyło z kilku względów. Po pierwsze degustacja win słodkich na Gali Grand Prix Magazynu Wino rozbudziła we mnie gorące do nich uczucie. Po drugie Sauternes będę pił po raz pierwszy w życiu, więc tym większa moja ciekawość. A po trzecie... patrz dwa poprzednie podpunkty.

Materiał prasowy sieci Lidl.

Pijąc to wino miałem oczywiście skojarzenia ze słodkim tokajem, pewnie dlatego, że innych odniesień dotąd nie miałem. W nosie króluje przyjemny zapach kandyzowanych owoców, a w ustach bardzo dojrzała brzoskwinia przełamana mirabelką, która już zaczyna być słodka, ale jest jeszcze odświeżająco kwaskowata. Do tego odrobina skórki pomarańczy. Co ciekawe, mimo sporej słodyczy wino nie "zamula", choć wypicie butelki w pojedynkę to zadanie raczej dla największych twardzieli.

Moje pierwsze Sauternes mile mnie zaskoczyło, piłem je z nieukrywaną przyjemnością. Nie wiem jak wypadłoby na tle innych win z tej apelacji, ale siłą rzeczy będzie punktem odniesienia dla kolejnych butelek z tego regionu.

Wino kosztuje 59,99 zł - dość sporo, choć jeśli wziąć pod uwagę metodę produkcji i małą wydajność z hektara upraw, to cena ta nie wydaje się już tak bardzo wygórowana. W każdym razie na pewno warto spróbować. 

Wkrótce mam zamiar dobrać się do pozostałych win ze skrzynki, więc nie regulujcie za bardzo odbiorników.