środa, 12 czerwca 2019

Clos Montebuena, Selección Particular, 2016


Hiszpańskie wina Clos Montebuena są moim zdaniem jednymi z najlepszych win, jakie możecie kupić w sieci Biedronka. Staram się pić je w miarę regularnie, testować kolejne pojawiające się na półkach roczniki, szczególnie te z linii reserva, które pojawiają się rzadziej, na pewno nie w każdym roczniku, przynajmniej nie w Biedronce. Byłem święcie przekonany, że notatki z ich degustacji zamieszczałem na blogu, ale próbując je odnaleźć natknąłem się tylko na jeden wpis wspominający o Clos Montebuena Reserva 2013. Dziwne. Kolejne wzmianki znalazłem na profilu FB mojego bloga, ale jestem przekonany, że piłem te wina częściej. Dowodów jednak nie ma, trudno.

Dziś wracam zatem do rocznika najświeższego, jaki można obecnie kupić, przy czym - nie wiem dlaczego - nazwa wina zmieniła się z Reserva na Selección Particular, wzór etykiety pozostał jednak niezmieniony. Strona internetowa od dawna nieaktualizowana, koncern Araex niespecjalnie przykłada się do publikowania świeżych danych na temat swoich win, nie pozostaje mi nic innego, jak odkorkować wino i osobiście sprawdzić, co zawiera butelka.

A jest moim zdaniem całkiem nieźle. Często narzeka się na przebeczkowanie win z Riojy, ale w tym wypadku nie mogę marudzić, nuty odbeczkowe nie przeszkadzają w odbiorze tego ładnie poukładanego wina, z wyraźnie zaznaczonym owocem i przyjemną, wyraźną, lecz gładką taniną. Także alkohol „nie odstaje”, co zdarzało się w przeszłości, choć w większym stopniu dotyczyło to raczej tańszej (niebieskiej) etykiety Montebuena. Bardzo przyjemnie piło mi się to wino i wydaje mi się, że jest jednym z lepszych roczników, jakie można było kupić w Polsce.

Odgrażałem się, choć dziś już nie mam pewności, czy wyartykułowałem to na zewnątrz, czy może tylko w sobie, że kupię więcej butelek z danego rocznika i potrzymam w piwnicy na przyszłość. Do tej pory mi się nie udawało, ale dziś naprawdę mam ochotę to zrobić.


Clos Montebuena, Selección Particular, 2016
Hiszpania, Rioja Alavesa
odmiany: 100% temparnillo
alk.: 14%
cena: 29,99 zł (Biedronka)



wtorek, 4 czerwca 2019

Gnarly Head, Old Vine Zinfandel, 2016


Porównując ofertę win Gnarly Head w Centrum Wina z tym, co można znaleźć na stronie producenta, to przyznać trzeba, że prezentuje się ona dość skromnie. Raptem trzy wina, w tym jedno ze starszą etykietą - Gnarly Head Pinot Noir, odbiegającą od nowego wzoru oraz Gnarly Head Viognier, którego nie udało mi się już na stronie producenta odnaleźć. W moje ręce trafiło jednak trzecie wino z tej listy - Gnarly Head Old Vine Zinfandel 2016, które i w internecie, i na sklepowej półce wygląda podobnie. Jak wskazuje nazwa, wino zrobione jest z odmiany zinfandel (we Włoszech występującej jako primitivo, a w Chorwacji jako crljenak kaštelanski lub tribidrag), przy czym wiek winorośli waha się między 35 a 80 lat, stąd oznaczenie Old Vine. Odmiana zinfandel jest odmianą wysokocukrową, więc jeśli podczas fermentacji drożdże przerobią cały cukier, to powstaje wino o sporej zawartości alkoholu, jeśli zaś wino jest mniej alkoholowe, to zazwyczaj lepiej wyczuwalny w nim jest cukier resztkowy. Być może przez taki, a nie inny charakter Polacy tak bardzo kochają primitivo i zinfandele - tu nie ma złej opcji, lubimy by było mocno, lubimy by było słodko, idealnie jakby dało się to pogodzić w jednej butelce.

Postanowiłem sprawdzić na własnym organizmie, co ze mną zrobi butelka starego zinfandela, co obiecywałem Wam opisując wino 3 Finger Jack. Tak mi się przynajmniej zdaje. Liczyłem na podobne doznania, ale wiecie już doskonale z innego mojego tekstu o The Big Top Zinfandel, że wina z tego samego szczepu, tego samego regionu i tego samego rocznika nie muszą być do siebie podobne, co więcej mogą się od siebie znacząco różnić. Wszystko zależy od umiejętności poszczególnych winiarzy i decyzji jakie podejmują w winnicy i „na zakładzie”. Krótko mówiąc, ci od 3 Finger Jack’a dali radę, ci od The Big Top Zinfandel nie bardzo. Otwierając butelkę Gnarly Head miałem nadzieję na emocje, jakich dostarczył mi awanturnik z Dzikiego Zachodu.

Niestety, krzepkie mięśnie, zadziorność i ostre rysy 3 Finger Jacka robią o wiele lepsze wrażenie niż wiotka postura, gładko wypudrowana twarz i waniliowa perfuma charakteryzująca wino Gnarly Head. Ciekawa etykieta przyciąga wzrok i kusi by wino kupić, ale wnętrze butelki wypełnione zostało mdłym, słodkawym płynem o niezbyt wyszukanych aromatach i dość wątłej strukturze. Co ciekawe, wino to ma dość dobre opinie, wielu osobom smakuje i jest nawet wychwalane. Widać ludzie lubią takie słodkie pluszaki. Ja chciałem napisać, że raczej się nie skuszę na drugą butelkę, ale zmieniłem zdanie. Obiecałem sobie, że sięgnę jeszcze po pinot noir od tego producenta, więc przy okazji kupię jeszcze raz zinfandela. Jedna butelka może zmylić, ale druga powinna potwierdzić moje odczucia i wtedy wszystko będzie jasne. Albo im zaprzeczyć i zrobi się ciekawie. Pożyjemy, zobaczymy!


Gnarly Head Old Vine Zinfandel, 2016
USA, Kalifornia, Lodi AVA
odmiany: 100% zinfandel
alk.: 14,5%
cena: 79 zł (Centrum Wina, Winezja.pl)


sobota, 6 kwietnia 2019

Adega Monte Branco.


Przyznam się Wam, nie pamiętam, czy po raz pierwszy, czy może się powtarzam, ale lubię wina czerwone bardziej niż białe, o różowych nie wspominając. Mam w zwyczaju również zostawiać to co najlepsze na koniec, więc z werwą rozprawiłem się z zapasami białego wina (różowe kupuję sporadycznie i raczej na zalegają w moim składziku), by móc podciągać z największą przyjemnością tylko wina czerwone. Tak też przez ostatnich kilka dni czy nawet tygodni było, ale przesyłka z Amazis.net zaburzyła ten, zdawałoby się już ustabilizowany, stan rzeczy, bo kartonie znalazłem po jednym winie z każdego koloru: białe, różowe i czerwone. To nowość w portfolio poznańskiego importera, wina z Adega Monte Branco, winiarni na czele której stoi Luís Louro, syn innego portugalskiego producenta wina - Miguela Louro (Quinta do Mouro).

Próbki, które otrzymałem, należą do linii Alento, która ma prezentować charakter typowych odmian uprawianych w regionie Alentejo. Wszystkie wina, łącznie z czerwonym przeznaczone są do szybkiego wypicia. Nie chodzi mi o szybkie opróżnianie butelki w bramie, ale o wypicie jej w niedługim czasie po zabutelkowaniu.


Alento Branco 2017 jest mieszanką odmian arinto (50%), antão vaz (40%) oraz roupeiro (10%). Jest czyste, blado słomkowe i dość oleiste. Nos, zwłaszcza przy winie zbyt chłodnym jest dość oszczędny, w miarę wzrastania temperatury pojawiają się najpierw nuty gruszki, potem trochę moreli i jasnych śliwek. Kwasowość wyraźnie zaznaczona, w końcówce pojawia się nuta goryczki. Wino pije się bardzo dobrze, brak mu może jakiegoś wyraźnego rysu, jest przez to nieco anonimowe, ale ogólnie pozostawia dobre wrażenie.


Alento Rose 2017 jest mieszanką odmian aragonez (85%) oraz touriga nacional (15%). Tego wina bałem się najbardziej znając moją "miłość" do win różowych. Zupełnie niepotrzebnie. Nie wiem zresztą, czy to nie jest dobry moment, by nie zmienić swego nastawienia do rose. Fraza definiująca wina różowe jako "ni to białe, ni czerwone" jest tak banalna, że aż głupio mi przyznać się do jej używania, czy wręcz nadużywania. Do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. W każdym razie pijąc to smaczne wino o delikatnym truskawkowym posmaku, doszedłem do wniosku, że nie wiem dlaczego nie lubię win różowych i w zasadzie nie ma powodu, by pielęgnować swoje uprzedzenia.


Alento Tinto 2017 jest mieszanką odmian aragonez (40%), trincadeira (40%), alicante bouschet (10%) oraz touriga nacional (10%). Po pierwszej próbce tego wina zaświtała mi od razu myśl, że wino jest bardzo neutralne i bezpieczne w piciu. Nie brakuje mu owocu, taniny są nawet mocne, ale jednocześnie dość miękkie. Kwasowość trzyma wino w ryzach, natomiast alkohol, którego jest dość sporo, ukrywa się całkiem skutecznie. Pije się to dobrze, choć znów trudno mówić o jakiejś oryginalności i wyjątkowości, trzeba natomiast pamiętać, że mamy do czynienia z winami, których cena zbliżona jest do 30 zł.


Za niecałe 100 zł otrzymujemy zestaw przyzwoitych, ładnie zrobionych win. Białe sprawdzi się doskonale podczas leniwego spędzania czasu na tarasie, czerwone będzie znakomitym winem do obiadu, natomiast różowe umili filmowy wieczór przed telewizorem w towarzystwie ulubionych przekąsek. Dla mnie ma to sens.

Dziękuję Amazis.net za udostępnienie win do degustacji.

czwartek, 21 lutego 2019

Redentore Prosecco Millesimato 2018.


Wino o barwie blado-słomkowej, bardzo pieniste, z drobnymi, eleganckimi bąblami. W smaku dominuje dojrzała, choć kwaśna mirabelka mieszająca się z soczystą papierówką, w nosie podobne. Cukier, o ile go wyczujecie, nie powinien przeszkadzac. Jeśli dobrze pamiętam, to Millesimato piłem kilkukrotnie, zawsze umieszczając je po stronie tych bardziej udanych prosecco. Ta druga strona jest niestety liczniejsza, nawet obiecałem sobie wstrzemięźliwość w zakupach tego popularnego gatunku win. Ale Redentore przyniosła żona i przekazała mężowi z życzeniami zdrowia, więc piję za zdrowie jej i swoje.

Czuję się całkiem dobrze.


De Stefani, Redentore Prosecco Brut Millesimato 2018
odmiany: 100% glera,
alk.: 11%
importer: M&P Pavlina