poniedziałek, 29 lipca 2019

Bodegas Luzón, Altos de Luzón 2013.


Wino Altos de Luzón trafiło do mnie z okazji Świąt Bożego narodzenia, o czym mogliście przeczytać wcześniej. Teraz przyszedł czas na jego wypicie. Czerwone wina niespecjalnie mnie przerażają w upały, choć przyznać muszę, że nie były one dokuczliwe w momencie, gdy otwierałem to wino. Z drugiej strony Hiszpanie też nie czekają na zimę czy późną jesień, żeby wychylić lampkę (czy poważny bloger powinien używać tego słowa?) wina, więc może trzeba skończyć z tymi bzdurami o kolorach wina i odpowiednich dla nich porach roku. Otworzyłem, bo miałem ochotę i tyle.


Wino pochodzi z rocznika 2013, czyli już trochę czasu spędziło w butelce, ale otwierając je nawet nie pomyślałem o tym, w jakim może być stanie. Jak się okazało wino miało formę młodzieńca, bez najmniejszych oznak zmęczenia. Winogrona, z których powstało, dojrzewały na 50-letnich krzewach trzech odmian: monastrell, cabernet sauvignon i tempranillo. Wszystkie odznaczają się sporą naturalną kwasowością, co w połączeniu z potężną dawką alkoholu i solidnymi taninami może tłumaczyć dobrą formę wina. Moim zdaniem, a mówię to jako amator na podstawie intuicji, a nie wiedzy, najlepsze lata ma ono jeszcze przed sobą. W ustach czuć solidną strukturę wina, kwasowość rzeczywiście gra tu pierwsze skrzypce, choć po chwili do głosu dochodzi też owoc - pozbawiona słodyczy czereśnia z lekkimi nutami przypraw i delikatną goryczką pestki.


Podsumowując - jest to wino z potencjałem, mam wrażenie, że wypiłem je za wcześnie, choć przecież długo czekało u mnie na swoją kolej, co z kolei zaczęło mnie już lekko mentalnie uwierać. Czuję, że trzeba będzie do tego wina jeszcze kiedyś wrócić. Być może trzeba będzie je wypić do jakiejś sugerowanej przez producenta potrawy. Wśród nich są między innymi dania z dzikiego ptactwa, niebieskich serów czy ryb takich jak łosoś czy tuńczyk. Jest jeszcze jedna sugestia: "roasted shoulder of kid", ale to akurat chyba sobie odpuszczę.


Bodegas Luzón, Altos de Luzon, 2013
pochodzenie: Hiszpania
apelacja: Jumilla DO
odmiany: 50% monastrell, 25% tempranillo, 25% Cabernet Sauvignon
alk.: 14,5%
cena: 97,99 zł (Centrum Wina, Winezja)


Wino otrzymałem do degustacji od ekipy Centrum Wina. Bardzo dziękuję!

czwartek, 11 lipca 2019

Lugana w Warszawie.

Ostatnio bardzo rzadko wybieram się na większe degustacje, głównie z braku czasu, ponieważ spotkania bardzo często odbywają się w takich godzinach, które kolidują z moją pracą. Zdarzają się wyjątki, w moim grafiku trafiają się „dziury” w środku tygodnia, a jeśli przy okazji degustacje/prezentacje odbywają się w godzinach „normalnej” pracy (czyli jest stosunkowo mała szansa, że będzie na niej tłoczno), wtedy szansa na moją obecność jest dość spora.

Od lewej: Wojciech Bońkowski, Carlo Veronese, Tomasz Prange-Barczyński
Tak właśnie było we wtorek 11.06.2019, kiedy do Polski trafili przedstawiciele Consorzio Tutela Lugana DOC, by zaprezentować wina z wymienionej w nazwie konsorcjum apelacji Lugana DOC. Gdyby zsumować liczbę przedstawicieli konsorcjum z liczbą pracowników organizatora imprezy, to okaże się, że na sali stanowili oni mniej więcej połowę zgromadzonych. Odczuwam w takiej chwili spore zażenowanie, goście przyjeżdżają do stolicy jednego z największych krajów europejskich, w której znajdują się setki restauracji, hoteli i winnych biznesów, spotykają raptem garstkę osób, z czego część to blogerzy-amatorzy, tacy jak ja, których wpływ na rynek wina w Polsce jest żaden. Z jednej strony fajnie być w kameralnym gronie osób próbujących bardzo ciekawe wina, ale niesmak (niezwiązany bynajmniej z winami) pozostaje.


Lugana DOC to apelacja (od 1967 roku), w której powstają tylko wina białe, oparte na odmianie winorośli o nazwie turbiana, wytwarzane w pięciu różnych stylach, o których napiszę za chwilę. Na mapie północnych Włoch apelację można łatwo odnaleźć, leży ona na południe od znanego i popularnego wśród turystów jeziora Garda i obejmuje tereny od obleganego Sirmione (północ apelacji) do Pozzolengo i Solferino (południe), na zachodzie apelacji leżą miejscowości Desenzano del Garda i Lonato, natomiast od wschodu zamyka apelację miasteczko Peschiera del Garda. W tej ostatniej miejscowości ma siedzibę Consorzio Tutela Lugana, mająca strzec interesów tutejszych winiarzy i promować ich produkty.


Co do samej odmiany turbiana, to można spotkać też w literaturze inne nazwy uprawianych tutaj gron, często mówi się o nich trebbiano, a dokładniej trebbiano di lugana, bo trebbiano niejedno ma przecież imię (czy może nazwisko), ale jeśli czytając do poduszki będziemy akurat zerkać do „Wine Grapes” Jancis Robinson, to być może, nim sen nas zmorzy, doczytamy, że chodzi o verdicchio bianco - dobrze znane w Marche, choć podobno jednak pochodzące z Veneto (Wenecja Euganejska). Skomplikowane? Może trochę, ale przejdźmy dalej, czas poznać style lugańskich win.

Jest ich pięć, choć pierwszy jest najpopularniejszy (90% produkcji) i jest nazywany po prostu Lugana. To wina o dość jasnej, słomkowej barwie, zwykle oszczędne w nosie, choć potrafią być bardzo aromatyczne, w zapachu kojarzą się z kwiatami. W ustach dość pełne i soczyste. Fermentacja odbywa się w kadziach stalowych, wina te zazwyczaj nie dojrzewają w beczkach, natomiast często zdarza się im stosunkowo długie dojrzewanie na osadzie.


Drugim stylem jest Lugana Superiore, gdzie dopuszcza się udział beczki w dojrzewaniu (przynajmniej rocznym) win. Przekłada się to na ich złożoność, kolor jest ciemniejszy, bardziej intensywny, w nosie pojawiają się nuty ziół i dojrzałych jabłek, a także przypraw i orzechów, w czym swój udział ma właśnie beczka.

Trzecim stylem jest Lugana Reserva. Wina dojrzewają przynajmniej 24 miesiące, z czego 6 miesięcy w butelce. Usta pełne, skoncentrowane, konkretne, w nosie zdarzają się aromaty dymne. Tymi winami już raczej nie chłodzimy się na tarasie (choć zakazu nie ma), ale można się nad nimi dłużej pochylić, warto dać im trochę czasu, by wraz z jego upływem cieszyć się ewolucją zapachów.

Styl numer cztery to wina z późnego zbioru - Lugana Vendemia Tardiva. Produkcja raczej niszowa, zwłaszcza że to najmłodszy rodzaj wina jaki pozwalają produkować przepisy apelacji, producentów można policzyć na palcach. Gronom pozwala się mocno dojrzewać (przejrzewać), zbiorów dokonuje się dopiero na przełomie października i listopada. Tego stylu nie znam, nie piłem, więc wiem tylko tyle, że jest naturalnie słodkie, choć nie tak bardzo jak wina tworzone metodą „passito”, czyli z wysuszonych na rodzynki (już po zbiorach) gron.

Za to miałem okazję spróbować, piątego i ostatniego stylu wina, choć piliśmy je jako pierwsze, bo to wina świetne na aperitif, mowa o winach z bąblami - Lugana Spumante. Mogą być one tworzone metodą tradycyjna (szampańską) czy też metodą Charmata (wtórna fermentacja nie w butelce, ale w kadzi), panuje tu dowolność. Liczy się to, że naturalna kwasowość zapewnia winom rześkość i świeżość, chociaż tym produkowanym metodą szampańską, długo dojrzewającym na osadzie, trudno odmówić złożoności i większej głębi. Tak czy owak, nie są to wina spotykane bardzo często, tak jak napisałem wcześniej, wszystkie  wina poza „zwykłą” Luganą, stanowią łącznie 10% produkcji.

To co warto powiedzieć o winach z Lugany, a w zasadzie o winach zrobionych z verdicchio vel turbiana aka trebbiano di lugana, że całkiem dobrze się starzeją i w ich przypadku pionowe degustacje roczników mają sens. Na degustacji najmłodszym rocznikiem był 2018, najstarszym 2012 (fakt, że reserva), a o żadnym nie można było powiedzieć, że jest zmęczone. Wręcz przeciwnie, młode ze starym mogłoby stawać w szranki i wynik nie byłby jednoznaczny. A i w konkurach być może młodsze nie byłoby lepsze od starszego, czym coraz częściej się pocieszam.

Od lewej: Robert Bartłomiej Dąbrowski, Mariusz Boguszewski
Będąc nie tak dawno temu na zupełnie innej degustacji w Winestory zauważyłem, że na półce stoi stoi sobie butelka Lugany z 2013 roku i zastanawiałem się wówczas nad jej świeżością, w kontekście degustacji win lugańskich. Dwa dni później, w lipcowym numerze Wine Enthusiast znalazłem infografikę dotyczącą roczników win włoskich, które najlepiej pić w 2019 roku. Przy nazwach Lugana i Soave Classico widniały liczby 2009 i 2010.

ⓒ Wine Enthusiast

To coś mówi o potencjale starzenia się tych białych win z okolic Gardy. Zasadnym jednakże jest zadanie pytania, czy sklepowa półka jest odpowiednim miejscem na tak długie przetrzymywanie dość wiekowego jednak rocznika. Zadałem pytanie centrali Wineonline, czy mają coś świeższego i tak w moje ręce wpadły dwie butelki -  jedna z rzeczonego i słabo rotującego rocznika 2013 i jedna z najświeższego chyba obecnie w sprzedaży rocznika 2017. Mówię o winach z Monte del Fra, producenta mającego swą siedzibę poza apelacją Lugana, ale wykorzystującego tu działkę w obrębie miejscowości Peschiera del Garda - tej w której siedzibę ma konsorcjum.


Wina należą do tego najczęściej występującego gatunku, czyli „zwyczajna” Lugana. Na przestrzeni lat zmienił się kształt butelki, w której zamykane jest wino, ale obie zrobione są z ciemnego szkła, teoretycznie powinno to pomóc zachować je dłużej przy życiu, ale gwarancji nie ma. Podoba mi się wypukłe logo na szkle butelki rocznika 2017, która zyskuje w tym momencie kilka punktów na drodze do osiągnięcia szlachectwa. No, ale nie szkło jest najważniejsze, lecz zawartość butelki, przystąpmy zatem do degustacji.


Poza różnicą w wyglądzie butelek, widać wyraźnie jak odmiennie prezentują się one w kieliszkach. Barwa młodszego wina jest blada, jasno słomkowa, niemal platynowa. Rocznik 2013 jest wyraźnie ciemniejszy, głęboko żółty, łatwy do pomylenia z jabłkowym sokiem, oba wina są czyste, klarowne.

W nosie różnice są równie wyraziste - 2017 to aromaty kwiatowe złamane zapachem białych owoców, 2013 to pieczone jabłko, wosk, miód i trochę grzanki.


W ustach można znaleźć wspólny mianownik, jest nim odświeżająca, lekka goryczka w końcówce. Młodsze wino ma w sobie słodki element, który niejako współistnieje z tą goryczką, oba składniki są wyraźnie wyczuwalne jednocześnie. Do tego dochodzi solidna, mirabelkowa kwasowość i może ciut odstający alkohol. Jest go jednak mniej (jeśli wierzyć kontr-etykiecie) niż w roczniku 2013, ale mimo to starszy rocznik wydaje się lepiej poukładany, tu słodycz jest mniej wyczuwalna, nie ma tej pudrowej mdłości, która w roczniku 2017 była wyczuwalna, zwłaszcza zaraz po otwarciu. Oba wina bardzo ciekawie się zmieniają w kieliszku. W 2017 słodycz ulega jednak kwasowości, natomiast ewolucyjne nuty rocznika 2013 tracą na intensywności i odsłaniają sprężystą, młodzieńczą gibkość wina. 


Wszystko oczywiście zależy od preferencji i upodobań degustatora, ale ja jednak jestem skłonny lepiej ocenić rocznik 2013. Aromatycznie wydaje się być ciekawszy, usta są lepiej zrównoważone, struktura zaś nadal jest solidna, niemal nienaruszona. 

Trzeba przyznać rację prelegentom - Lugana potrafi być długowieczna i zaskakuje swym wigorem mimo upływu lat. A trzeba powiedzieć, że mamy do czynienia z winem raczej ze średniej półki. Będąc na Gardą spróbujcie jej koniecznie, być może nawet z risotto z żabą, do którego to dania Lugana smakuje ponoć wyśmienicie.


Dziękuję organizatorom wydarzenia za możliwość uczestnictwa w imprezie. Degustacja odbyła się w lokalu Winisfery przy ul. Chłodnej w Warszawie


Lista degustowanych win:
Olivini, Lugana DOC Spumante Brut, Metodo Classico, 2015
Citari, Lugana DOC Conchiglia, 2018
Zeni, Lugana DOC Margone, 2018
Bulgarini, Lugana DOC 010, 2018
Ca’Maiol, Lugana DOC Molin, 2017
Avanzi, Lugana DOC Riserva Borghetta, 2016
Zenato, Lugana DOC Riserva Sergio Zenato, 2016
Ca’ Dei Frati, Lugana DOC Riserva Brolettino, 2012

środa, 19 czerwca 2019

Winnica Gostchorze, GostArt, 2015.


To musujące wino wykonane metodą szampańską, choć nie pamiętam czy akurat ten rocznik, piłem na Zlocie Blogerów Winnych i doskonale je zapamiętałem po profilu aromatycznym, który zaraz po otwarciu butelki kojarzył mi się ze swojskim zapachem bigosu (mocno) oraz skórką od chleba (znacznie mniej intensywnie). W ustach bardzo wyraźna kwasowość, która konkuruje tu z wrażeniem tłustości wina. Bąbelki są bardzo drobne, doskonale wyczuwalne na języku, choć oko trzeba wytężyć, by się im dokładniej przyjrzeć.


Kontretykieta wspomina o kwiatowym bukiecie, ja jednak będę upierał się przy swoim opisie. Co więcej, chciałbym by rzeczywiście towarzyszyło dobremu bigosowi, ale obawiam się, że to nie tym razem, zawartość butelki znika w zbyt szybkim tempie. Z tego miejsca apeluję do czytelników mojego bloga, którzy przy okazji mieszkają w Warszawie, aby zabawili się w sygnalistów i dali mi znać, w którym sklepie mogę je sobie dokupić. Chcę przez to powiedzieć, że mi smakuje, choć dla wielu kapuściana nuta mogłaby się wydawać złą rekomendacją. Dla jasności dodam, że z czasem traci ona na intensywności, choć w tempie wolniejszym od prędkości ulatniania się wina z kieliszka (butelki).


Winnica Gostchorze, GostArt, 2015
wino musujące
Polska, Krosno Odrzańskie, woj. lubuskie
Odmiany: riesling, pinot gris, pinot blanc
Alk.: 11%
Cena: 51 zł (za ostatnią sztukę w sklepie Prosto z palety)

środa, 12 czerwca 2019

Clos Montebuena, Selección Particular, 2016


Hiszpańskie wina Clos Montebuena są moim zdaniem jednymi z najlepszych win, jakie możecie kupić w sieci Biedronka. Staram się pić je w miarę regularnie, testować kolejne pojawiające się na półkach roczniki, szczególnie te z linii reserva, które pojawiają się rzadziej, na pewno nie w każdym roczniku, przynajmniej nie w Biedronce. Byłem święcie przekonany, że notatki z ich degustacji zamieszczałem na blogu, ale próbując je odnaleźć natknąłem się tylko na jeden wpis wspominający o Clos Montebuena Reserva 2013. Dziwne. Kolejne wzmianki znalazłem na profilu FB mojego bloga, ale jestem przekonany, że piłem te wina częściej. Dowodów jednak nie ma, trudno.

Dziś wracam zatem do rocznika najświeższego, jaki można obecnie kupić, przy czym - nie wiem dlaczego - nazwa wina zmieniła się z Reserva na Selección Particular, wzór etykiety pozostał jednak niezmieniony. Strona internetowa od dawna nieaktualizowana, koncern Araex niespecjalnie przykłada się do publikowania świeżych danych na temat swoich win, nie pozostaje mi nic innego, jak odkorkować wino i osobiście sprawdzić, co zawiera butelka.

A jest moim zdaniem całkiem nieźle. Często narzeka się na przebeczkowanie win z Riojy, ale w tym wypadku nie mogę marudzić, nuty odbeczkowe nie przeszkadzają w odbiorze tego ładnie poukładanego wina, z wyraźnie zaznaczonym owocem i przyjemną, wyraźną, lecz gładką taniną. Także alkohol „nie odstaje”, co zdarzało się w przeszłości, choć w większym stopniu dotyczyło to raczej tańszej (niebieskiej) etykiety Montebuena. Bardzo przyjemnie piło mi się to wino i wydaje mi się, że jest jednym z lepszych roczników, jakie można było kupić w Polsce.

Odgrażałem się, choć dziś już nie mam pewności, czy wyartykułowałem to na zewnątrz, czy może tylko w sobie, że kupię więcej butelek z danego rocznika i potrzymam w piwnicy na przyszłość. Do tej pory mi się nie udawało, ale dziś naprawdę mam ochotę to zrobić.


Clos Montebuena, Selección Particular, 2016
Hiszpania, Rioja Alavesa
odmiany: 100% temparnillo
alk.: 14%
cena: 29,99 zł (Biedronka)



wtorek, 4 czerwca 2019

Gnarly Head, Old Vine Zinfandel, 2016


Porównując ofertę win Gnarly Head w Centrum Wina z tym, co można znaleźć na stronie producenta, to przyznać trzeba, że prezentuje się ona dość skromnie. Raptem trzy wina, w tym jedno ze starszą etykietą - Gnarly Head Pinot Noir, odbiegającą od nowego wzoru oraz Gnarly Head Viognier, którego nie udało mi się już na stronie producenta odnaleźć. W moje ręce trafiło jednak trzecie wino z tej listy - Gnarly Head Old Vine Zinfandel 2016, które i w internecie, i na sklepowej półce wygląda podobnie. Jak wskazuje nazwa, wino zrobione jest z odmiany zinfandel (we Włoszech występującej jako primitivo, a w Chorwacji jako crljenak kaštelanski lub tribidrag), przy czym wiek winorośli waha się między 35 a 80 lat, stąd oznaczenie Old Vine. Odmiana zinfandel jest odmianą wysokocukrową, więc jeśli podczas fermentacji drożdże przerobią cały cukier, to powstaje wino o sporej zawartości alkoholu, jeśli zaś wino jest mniej alkoholowe, to zazwyczaj lepiej wyczuwalny w nim jest cukier resztkowy. Być może przez taki, a nie inny charakter Polacy tak bardzo kochają primitivo i zinfandele - tu nie ma złej opcji, lubimy by było mocno, lubimy by było słodko, idealnie jakby dało się to pogodzić w jednej butelce.

Postanowiłem sprawdzić na własnym organizmie, co ze mną zrobi butelka starego zinfandela, co obiecywałem Wam opisując wino 3 Finger Jack. Tak mi się przynajmniej zdaje. Liczyłem na podobne doznania, ale wiecie już doskonale z innego mojego tekstu o The Big Top Zinfandel, że wina z tego samego szczepu, tego samego regionu i tego samego rocznika nie muszą być do siebie podobne, co więcej mogą się od siebie znacząco różnić. Wszystko zależy od umiejętności poszczególnych winiarzy i decyzji jakie podejmują w winnicy i „na zakładzie”. Krótko mówiąc, ci od 3 Finger Jack’a dali radę, ci od The Big Top Zinfandel nie bardzo. Otwierając butelkę Gnarly Head miałem nadzieję na emocje, jakich dostarczył mi awanturnik z Dzikiego Zachodu.

Niestety, krzepkie mięśnie, zadziorność i ostre rysy 3 Finger Jacka robią o wiele lepsze wrażenie niż wiotka postura, gładko wypudrowana twarz i waniliowa perfuma charakteryzująca wino Gnarly Head. Ciekawa etykieta przyciąga wzrok i kusi by wino kupić, ale wnętrze butelki wypełnione zostało mdłym, słodkawym płynem o niezbyt wyszukanych aromatach i dość wątłej strukturze. Co ciekawe, wino to ma dość dobre opinie, wielu osobom smakuje i jest nawet wychwalane. Widać ludzie lubią takie słodkie pluszaki. Ja chciałem napisać, że raczej się nie skuszę na drugą butelkę, ale zmieniłem zdanie. Obiecałem sobie, że sięgnę jeszcze po pinot noir od tego producenta, więc przy okazji kupię jeszcze raz zinfandela. Jedna butelka może zmylić, ale druga powinna potwierdzić moje odczucia i wtedy wszystko będzie jasne. Albo im zaprzeczyć i zrobi się ciekawie. Pożyjemy, zobaczymy!


Gnarly Head Old Vine Zinfandel, 2016
USA, Kalifornia, Lodi AVA
odmiany: 100% zinfandel
alk.: 14,5%
cena: 79 zł (Centrum Wina, Winezja.pl)


sobota, 6 kwietnia 2019

Adega Monte Branco.


Przyznam się Wam, nie pamiętam, czy po raz pierwszy, czy może się powtarzam, ale lubię wina czerwone bardziej niż białe, o różowych nie wspominając. Mam w zwyczaju również zostawiać to co najlepsze na koniec, więc z werwą rozprawiłem się z zapasami białego wina (różowe kupuję sporadycznie i raczej na zalegają w moim składziku), by móc podciągać z największą przyjemnością tylko wina czerwone. Tak też przez ostatnich kilka dni czy nawet tygodni było, ale przesyłka z Amazis.net zaburzyła ten, zdawałoby się już ustabilizowany, stan rzeczy, bo kartonie znalazłem po jednym winie z każdego koloru: białe, różowe i czerwone. To nowość w portfolio poznańskiego importera, wina z Adega Monte Branco, winiarni na czele której stoi Luís Louro, syn innego portugalskiego producenta wina - Miguela Louro (Quinta do Mouro).

Próbki, które otrzymałem, należą do linii Alento, która ma prezentować charakter typowych odmian uprawianych w regionie Alentejo. Wszystkie wina, łącznie z czerwonym przeznaczone są do szybkiego wypicia. Nie chodzi mi o szybkie opróżnianie butelki w bramie, ale o wypicie jej w niedługim czasie po zabutelkowaniu.


Alento Branco 2017 jest mieszanką odmian arinto (50%), antão vaz (40%) oraz roupeiro (10%). Jest czyste, blado słomkowe i dość oleiste. Nos, zwłaszcza przy winie zbyt chłodnym jest dość oszczędny, w miarę wzrastania temperatury pojawiają się najpierw nuty gruszki, potem trochę moreli i jasnych śliwek. Kwasowość wyraźnie zaznaczona, w końcówce pojawia się nuta goryczki. Wino pije się bardzo dobrze, brak mu może jakiegoś wyraźnego rysu, jest przez to nieco anonimowe, ale ogólnie pozostawia dobre wrażenie.


Alento Rose 2017 jest mieszanką odmian aragonez (85%) oraz touriga nacional (15%). Tego wina bałem się najbardziej znając moją "miłość" do win różowych. Zupełnie niepotrzebnie. Nie wiem zresztą, czy to nie jest dobry moment, by nie zmienić swego nastawienia do rose. Fraza definiująca wina różowe jako "ni to białe, ni czerwone" jest tak banalna, że aż głupio mi przyznać się do jej używania, czy wręcz nadużywania. Do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. W każdym razie pijąc to smaczne wino o delikatnym truskawkowym posmaku, doszedłem do wniosku, że nie wiem dlaczego nie lubię win różowych i w zasadzie nie ma powodu, by pielęgnować swoje uprzedzenia.


Alento Tinto 2017 jest mieszanką odmian aragonez (40%), trincadeira (40%), alicante bouschet (10%) oraz touriga nacional (10%). Po pierwszej próbce tego wina zaświtała mi od razu myśl, że wino jest bardzo neutralne i bezpieczne w piciu. Nie brakuje mu owocu, taniny są nawet mocne, ale jednocześnie dość miękkie. Kwasowość trzyma wino w ryzach, natomiast alkohol, którego jest dość sporo, ukrywa się całkiem skutecznie. Pije się to dobrze, choć znów trudno mówić o jakiejś oryginalności i wyjątkowości, trzeba natomiast pamiętać, że mamy do czynienia z winami, których cena zbliżona jest do 30 zł.


Za niecałe 100 zł otrzymujemy zestaw przyzwoitych, ładnie zrobionych win. Białe sprawdzi się doskonale podczas leniwego spędzania czasu na tarasie, czerwone będzie znakomitym winem do obiadu, natomiast różowe umili filmowy wieczór przed telewizorem w towarzystwie ulubionych przekąsek. Dla mnie ma to sens.

Dziękuję Amazis.net za udostępnienie win do degustacji.

czwartek, 21 lutego 2019

Redentore Prosecco Millesimato 2018.


Wino o barwie blado-słomkowej, bardzo pieniste, z drobnymi, eleganckimi bąblami. W smaku dominuje dojrzała, choć kwaśna mirabelka mieszająca się z soczystą papierówką, w nosie podobne. Cukier, o ile go wyczujecie, nie powinien przeszkadzac. Jeśli dobrze pamiętam, to Millesimato piłem kilkukrotnie, zawsze umieszczając je po stronie tych bardziej udanych prosecco. Ta druga strona jest niestety liczniejsza, nawet obiecałem sobie wstrzemięźliwość w zakupach tego popularnego gatunku win. Ale Redentore przyniosła żona i przekazała mężowi z życzeniami zdrowia, więc piję za zdrowie jej i swoje.

Czuję się całkiem dobrze.


De Stefani, Redentore Prosecco Brut Millesimato 2018
odmiany: 100% glera,
alk.: 11%
importer: M&P Pavlina