Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 października 2020

Winnica Jadwiga. Regent-Cabernet Cortis 2016.


Dziś w końcu wpis króciutki, taką mam nadzieję🙂

Pretekstem jest otwarcie wina z Winnicy Jadwiga, wina zrobionego z odmian regent i cabernet cortis, zebranych w 2016 roku. Co ciekawe, jest to pierwszy rocznik tego wina, kupiony w tym roku, ale nie w winnicy, choć miałem okazję zwiedzić ją podczas tegorocznych wakacji. Gwoli ścisłości to zwiedzałem nie tyle winnicę, co winiarnię i mały magazyn zrobionych w niej win. Z owego magazynu wspomnianego rocznika nie można już dostać, co miało być sprzedane, sprzedane zostało, jednym z kupców okazał się ursynowski Leclerc, ale wino dopiero teraz trafiło do sprzedaży. Dlaczego? Jak wspomniał mi podczas niedawnej rozmowy Maciek Nowicki - redaktor Fermentu i Winicjatywy, może być to reakcja na sugestię odbiorców polskiego wina czerwonego, że trafia ono na rynek zbyt młode, nie w pełni dojrzałe. Popyt jest spory, podaż niezbyt duża, wina znikają zbyt szybko i zbyt szybko są wypijane. W Leclerku naszym ursynowskim kochanym prowadzący dział z winami Francuz zna się na rzeczy i butelki przetrzymał.

Czy wyszło im to na lepsze, tego nie wiem, nie piłem ich w momencie wypuszczenia na rynek. Wiem za to na pewno, że bardziej smakował mi rocznik młodszy - 2018, który kupiłem właśnie podczas wizyty na miejscu. Piłem je (2018) z kilkoma osobami podczas spotkania rodzinnego, wszystkim smakowało, było ładnie ułożone i epatowało pijących ślicznym czereśniowym aromatem, którego próżno szukać w roczniku 2016, przynajmniej w mojej butelce, tu raczej owoc przykryty był grubą warstwą ziemi. Napowietrzanie w dekanterze na nic się zdało, wino nadal wydawało się ściśnięte i w niczym nie przypominało swego młodszego następcy. Kto wie (ja na pewno nie), może to jeszcze nie był dobry czas na otwarcie rocznika 2016. Jeśli macie jakieś doświadczenia w tej kwestii, chętnie się wsłucham w Wasze opowieści.



wino: Winnica Jadwiga. Regent-Cabernet Cortis 2016.
pochodzenie: Polska, woj. dolnośląskie, rejon Wzgórz Trzebnickich
odmiany: regent, cabernet cortis
alk.: 13%
cena: 79,99 zł w Leclerku (czerwiec, 2020). W winiarni kupicie je za 50 zł, w ich sklepie internetowym nieco drożej.

niedziela, 31 maja 2020

Podsumowanie miesiąca, maj 2020.

Powiedzmy sobie szczerze, podsumowanie maja nie będzie spektakularne. Regularny wpis na blogu był tylko jeden, może trochę więcej działo się na Instagramie, ale powodów do dumy szukać próżno. Czasu na degustacje za dużo nie było, sam nie wiem dlaczego, w końcu pracowałem nie więcej niż zwykle, dokładnie tyle samo miałem czasu wolnego. Widać z tego, a wspominałem już chyba o tym wcześniej, bardziej uzależniony jestem od kupowania, niż od picia. Cóż zrobić, wszystko przede mną, wybaczcie!

Niemniej jednak w ostatnim dniu miesiąca udało mi się otworzyć wino, nawet dwa, co więcej - oba polskie. Powiedzmy że tak właśnie wygląda mój patriotyzm. Ale za nim o tym powiem, to może trochę statystyki, wszak ten wpis ma właśnie temu służyć.

W tym miesiącu na wina przeznaczyłem 10,39% moich zarobków. Najtańsze wino kosztowało 14,99 zł, najdroższe 139,99 zł. Najbliżej miałem do Tesco i Leclerka i tam wina kupowałem osobiście, Mondovino mieści się w Warszawie, ale w tym wypadku wino zostało do mnie dostarczone, podobnie jak wina z Winnicy Miłosz czy Winnicy Jura (rejony znacznie odleglejsze). To kolejny miesiąc, w którym wspierałem polskich producentów, jak zapewne pamiętacie, w kwietniu kupowałem wina z polskiej Winnicy Sanna.

Udział poszczególnych dostawców w ogólnych wydatkach wyglądał następująco:
 Importer/dostawca/sklep      % wydatków na wino
 Winnica Miłosz 30,45%
 Winnica Jura 23,24%
 Mondovino 19,68%
Leclerc 18,10%
Tesco 8,53%

W tym miesiącu od importerów i dystrybutorów nie otrzymałem żadnego wina do recenzji.

Teraz mogę wrócić do win, którymi mogłem zamknąć wieczór i cały miesiąc, a były to wina, które zrobiły na mnie naprawdę dobre wrażenie. Oba pochodzą z Polski.


Pierwszym z nich było wino musujące (metoda tradycyjna) z Winnicy Miłosz - Grempler Sekt Zweigelt Blanc de Noir. Świetnie prezentowało się w kieliszku, miało kolor, który trudno mi jednoznacznie określić, ale moje skojarzenia oscylowały między kolorem łososiowym, bladą miedzią czy czerwonym złotem. W ustach wino było bardzo rześkie, o dobrze wyczuwalnej kwasowości, według producenta jest ono ekstra wytrawne, ja miałem wrażenie, że pozostała w nim odrobina cukru. Na podniebieniu dobrze wyczuwalne owoce, które mi kojarzyły się z morelą, jabłkiem (świeżym i pieczonym) oraz brzoskwinią. Bardzo fajne, smaczne wino - polecam, choć cena jest dość wysoka - 110 zł za butelkę 0,75 l.


Drugim winem, które umilało mi ostatni wieczór majowy, był Muscaris 2018 z Winnicy Dworu Sanna. Muscaris jest krzyżówką odmian muskat i solaris, kontr-etykieta mówi jeszcze o domieszce johannitera. Jest to wino niezwykle aromatyczne - jeśli lubicie muskaty czy gewurtraminery, to jest ono dla Was. Moje pierwsze skojarzenie to Torres Vina Esmeralda - hiszpańskie wino, które zrobione jest z odmiany muscat of alexandria z domieszką (15%) gewurztraminera. To chyba dobrze, że polskie wina kojarzą się ze światowymi, dobrze znanymi markami i w dodatku wcale nie pozostają w ich cieniu. Cena, niestety, dość wysoka - 80 zł, choć ja kupowałem z Winnicy Dworu Sanna zestaw 6 win, więc mnie butelka wina kosztowała średnio niecałe 64 zł. Wino sprawiło mi naprawdę sporą przyjemność, nie żałuję ani jednej wydanej na nie złotówki.

Na koniec porcja majowych wpisów z Instagrama:


Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Mariusz Boguszewski (@mboguszewski)

wtorek, 31 grudnia 2019

Na koniec roku.

Nie udało mi się w tym roku dostarczyć na blogu jakości, więc może jeszcze w ostatnim dniu roku (2019) pójdę na ilość i zamieszczę krótki wpis okraszony kilkoma zdjęciami flaszek. 

Trzeci rok z rzędu spędzam czas między świętami Bożego Narodzenia, a Nowym Rokiem na południu Polski, w znanym hotelu, który upodobali sobie sportowcy, a szczególnie kadry narodowe popularnych dziedzin sportu. Hotel ten leży w odosobnionym miejscu, poza niezłej jakości bazą noclegową jest tu mocno rozbudowana infrastruktura ukierunkowana na aktywność sportowców amatorów i sportowców zawodowych. W kwestii „sportu", który uprawiam na tym blogu jest dość marnie. W restauracji czy barze jest kilka propozycji win od znanego dostawcy dla rynku HoReCa, ale znając ceny tych win w sklepie firmowym nie mam ochoty trzykrotnie przepłacać za wina ze średniej półki, a tym bardziej za te droższe, których ceny są już podawane w tysiącach złotych. 

Ratunkiem dla winomaniaka, za jakiego - być może niesłusznie - się uważam, jest mały i jedyny sklepik z lokalnymi pamiątkami, ale też miodami (w tym pitnymi), nalewkami oraz winami. Oferta sprowadza się tylko do jednego producenta - Przeworskich Winnic, o których już Wam kiedyś wspominałem. Wieczorami, po zakończonych aktywnościach naprawdę sportowych, miałem okazję spróbować tych przeworskich specjałów, wypiłem dwa wina białe, jedno różowe, a także dwa czerwone.

Wina produkuje pan Dariusz Rosół, a ich nazwy biorą się od imion członków rodziny, przy czym wina białe noszą imiona żeńskie, natomiast różowe i czerwone imiona męskie.

Rodzinę pana Dariusza poznawałem w tym roku rozpoczynając od Agnieszki i Zofii.


Agnieszka (żona Dariusza) według opisu jest: pachnąca, stanowcza, potrafi zaskakiwać, łagodna wieczorem, rześka rankiem. Wino nazwane jej imieniem jest półwytrawne, zawiera 12% alkoholu, zrobiono je z odmiany solaris z 10% domieszką rieslinga. Cukier resztkowy na poziomie 11 g/l, a kwasowość 5,7 g/l.


Druga w kolejności była Zofia - mama pana Dariusza, którą scharakteryzował tak: konkretna, zdecydowana, z wiekiem łagodnieje i bardzo zyskuje na jakości. Wino zaś jest wytrawne, zawiera 11,5% alkoholu, zrobione zostało z odmian seyval blanc oraz bianca. Cukier resztkowy 2 g/l, a kwasowość 6 g/l.




Trzeci i piąty był Maciej, przy czym trzeci był koloru czerwonego, piąty zaś różowego. Maciej jest synem pana Dariusza: ambitny, trochę surowy, potrzeba do niego cierpliwości, wie jak pokazać swoje walory. Oba wina zrobione zostały z odmian zweigelt i pinot noir, czerwone jest wytrawne, zawiera 12,5% alkoholu, cukier resztkowy 2,5 g/l, kwasowość 6,5 g/l. Maciej różowy jest półwytrawny, ma 12% alkoholu, 8,5 g/l cukru, kwasowość na tym samym poziomie co w winie czerwonym.


Czwartym winem był Jacek. W rodzinie pana Dariusza jest jego bratem: młody – trochę kapryśny, z wiekiem dobrze rokuje, dobrze się starzeje, potrafi słuchać. W winie Jacek jest dornfelderem, jest wytrawny i ma 12,5% alkoholu. Cukru ma 2,5 g/l, a równoważy go kwasowość na poziomie 5,6 g/l.

Tym razem najbardziej mi smakowały wina białe, oba całkiem dobre i postawiłbym je na jednym poziomie. Na niższej półce umieściłbym Macieja, ale czerwonego, a także Jacka. Najmniej pasował mi Maciej różowy, więc w hierarchii umieszczam go jeszcze trochę niżej, ale z pewnością nie jest to półka najniższa i sporo oddalona od podłogi.

Podobno od tego roku pan Dariusz ma zamiar produkować wina musujące, co bardzo mnie cieszy, być może będzie mi dane ich spróbować, czas pokaże. Tymczasem życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowy Roku, a Wy mi życzcie więcej zapału do pisania. Startuję z niskiej bazy, więc szansa na to jest spora 🙂

środa, 19 czerwca 2019

Winnica Gostchorze, GostArt, 2015.


To musujące wino wykonane metodą szampańską, choć nie pamiętam czy akurat ten rocznik, piłem na Zlocie Blogerów Winnych i doskonale je zapamiętałem po profilu aromatycznym, który zaraz po otwarciu butelki kojarzył mi się ze swojskim zapachem bigosu (mocno) oraz skórką od chleba (znacznie mniej intensywnie). W ustach bardzo wyraźna kwasowość, która konkuruje tu z wrażeniem tłustości wina. Bąbelki są bardzo drobne, doskonale wyczuwalne na języku, choć oko trzeba wytężyć, by się im dokładniej przyjrzeć.


Kontretykieta wspomina o kwiatowym bukiecie, ja jednak będę upierał się przy swoim opisie. Co więcej, chciałbym by rzeczywiście towarzyszyło dobremu bigosowi, ale obawiam się, że to nie tym razem, zawartość butelki znika w zbyt szybkim tempie. Z tego miejsca apeluję do czytelników mojego bloga, którzy przy okazji mieszkają w Warszawie, aby zabawili się w sygnalistów i dali mi znać, w którym sklepie mogę je sobie dokupić. Chcę przez to powiedzieć, że mi smakuje, choć dla wielu kapuściana nuta mogłaby się wydawać złą rekomendacją. Dla jasności dodam, że z czasem traci ona na intensywności, choć w tempie wolniejszym od prędkości ulatniania się wina z kieliszka (butelki).


Winnica Gostchorze, GostArt, 2015
wino musujące
Polska, Krosno Odrzańskie, woj. lubuskie
Odmiany: riesling, pinot gris, pinot blanc
Alk.: 11%
Cena: 51 zł (za ostatnią sztukę w sklepie Prosto z palety)

piątek, 2 listopada 2018

Podróż Polonezem.


Wspominałem Wam wcześniej o polskich winach, które trafiły na półki Biedronki, a ostatnio miałem okazję je zdegustować. Dostałem już wcześniej sygnały, że półwytrawne wino białe jest bardzo dobre, za to czerwone (też półwytrawne) aż tak pozytywnie nie zaskakuje. Teraz mogłem te doniesienia zweryfikować osobiście. 

Oba wina wpasowały się doskonale w mój gust. Informację o aspektach technicznych przekazałem Wam w poprzednim wpisie, nie będę zatem powtarzał szczegółów, skupię się jedynie na moich odczuciach po degustacji.

Wino białe jest świeże i aromatyczne, mimo że półwytrawne, to nie epatuje słodyczą, końcówka ma nawet delikatnie goryczkowy charakter. W smaku bardzo przypominało mi - przepraszam, za być może zbyt duże uproszczenie - proste i niedrogie wina z Portugalii. W dobrym tych słów znaczeniu. Ja po prostu je lubię, smakują mi, w dodatku mają zwykle atrakcyjną cenę. Wszystkie te dobre skojarzenia sprawiają, że z ogromną sympatią na nie spoglądam, mając przy okazji nadzieję, że współpraca Biedronki z polskim producentem nie zakończy się na jednym roczniku.

Z większą rezerwą podszedłem do wina czerwonego, ale ono jeszcze bardziej mnie zaskoczyło i to bardzo pozytywnie. Pierwsze skojarzenie nie opuściło mnie aż do całkowitego opróżnienia butelki, co zrobiłem chętnie i może nawet zbyt szybko. Otóż wino bardzo mi przypominało te pochodzące z francuskiej Doliny Loary, a jeśli komuś analogia wydaje się zbyt odległa, to także tych z węgierskiego Villany. Profil smakowy kojarzył mi się z cabernet franc i za nic to skojarzenie nie chciało opuścić mojej głowy. Ponieważ ze wszystkich cabernetów najbardziej cenię właśnie cabernet franc, dlatego też wychylając każdy kolejny kieliszek wina miałem wszechogarniające mnie poczucie zadowolenia.

Być może tego dnia byłem po prostu w dobrym nastroju, a być może te wina rzeczywiście są bardzo dobre, w każdym razie w mej pamięci zapisały się wyraźnie i bardzo pozytywnie.

Spróbujcie jednak sami i podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami.

Wina otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

środa, 10 października 2018

Poloneza czas... odkorkować.


Najpierw z samego rana otrzymałem maila z informacją, a późnym popołudniem wiadomość ta została dostarczona przez kuriera w formie jak najbardziej realnej i możliwej do sprawdzenia za pomocą zmysłów. Panie i Panowie od teraz już nie tylko Lidl, ale i Biedronka współpracuje z polską winnicą, aby dostarczyć swoim klientom rodzime wina. To znaczy rodzime dla nas Polaków, pamiętajmy, że dla Biedronki rodzime wina pochodzą z Portugalii.

Podejrzenia o kopiowanie pomysłu Lidla zapewne pojawią się tu i ówdzie, ale wojenki biznesowe mnie w tym wypadku nie interesują. Cieszy mnie raczej fakt, że polskie wina mogą być szerzej dostępne także w mniejszych miejscowościach, niekoniecznie graniczących z lokalnymi producentami. Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę na pewien szczegół, który łatwo przeoczyć, ponieważ obie sieci mają tak duże budżety reklamowe, że oglądając telewizję czy słuchając radia można odnieść wrażenie, że handel detaliczny w naszym kraju podzielony jest między Biedronkę i Lidla. Otóż pierwszym polskim winem jakie miałem okazję kupować w miejscowościach powiatowych i gminnych wcale nie była lidlowska Polka, ani tym bardziej biedronkowy Polonez, ale Sudomir z Winnicy Płochockich. Wino dostarczała Grupa Eurocash za pomocą swojego konceptu Faktoria Win. W większych supermarketach w dużych miastach można też było natknąć się na butelki z Winnicy Adoria, która już wcześniej potrafiła dostarczyć na rynek hurtowe ilości wina. Pionierem we wprowadzaniu polskich win na sklepowe półki był zatem jeszcze inny ktoś.

Przyjrzyjmy się więc samym winom - Polonez występuje w dwóch wersjach - jako że jest to jednak nowość na rynku i jej pojawienie się może wywołać sensację większą, niż kolejne roczniki Polki z Lidla.

Wino białe (półwytrawne) powstało z odmian seyval blanc, johaniter i jutrzenka, zawiera 12% alkoholu, cukier resztkowy pozostał na poziomie 1,6 g/l, a kwasowość ogólna 7,5 g/l.

Wino czerwone (półwytrawne) skomponowano z odmian regent, cabernet dorsa i cabernet cortis. Alkoholu mamy tu również 12%, cukru resztkowego pozostało nieco mniej - 1,2 g/l, niższa jest także kwasowość - 5,2 g/l.

W materiałach prasowych znajdziemy informację, że wino białe sprawdzi się w towarzystwie owoców morza i lekkich potraw z drobiu, natomiast czerwone można polecić do kaczki, jagnięciny oraz dań z czerwonego mięsa.

Tyle informacji ogólnych, moje osobiste degustację będą miały miejsce w niedalekiej przyszłości. Aby nie przeoczyć recenzji możecie obserwować moje poczynania na Facebooku i Instagramie.


Wina otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

piątek, 10 listopada 2017

Syzyfowe prace.

Zgodnie z tym, o czym napisałem we wpisie "Opróżnianie zapasów", zająłem się ich pomniejszaniem za pomocą osuszania butelek. Robiłem to powoli, niespiesznie i w samotności, żona w ogóle nie chce mi pomagać, ale zacząłem zauważać efekty, więc wszystko wydawało się być na dobrej drodze.

Na pierwszy ogień poszło wino chilijskie, a dokładnie sauvignon blanc z winnicy Luis Felipe Edwards. Wino pochodziło z rocznika 2016, sprzedawała je w swojej promocyjnej ofercie Biedronka między 28.08.2017 a 10.09.2017. Co ciekawe w katalogu na miejsce pochodzenia wskazywano Casablanca Valley, moje wino zaś powstało z gron zbieranych w Leyda Valley. Ciekaw jestem, czy zwróciliście na to uwagę otwierając swoje butelki i czy rzeczywiście w ofercie były wina z różnych miejsc. W każdym razie to z Leyda Valley zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie.


Drugim winem, a w zasadzie winami drugim i trzecim były białe Polki - wina wyprodukowane dla sieci Lidl przez Winnicę Srebrna Góra, przy czym do dyspozycji miałem dwa roczniki: 2015 i 2016.



Nie wiem czy różnice były spowodowane samym wiekiem win, czy może o ich charakterze decydowała aura, stawiałbym jednak na różnicę w składach win, przy czym chciałbym zaznaczyć, że mimo dużego kombinowania w kupażach, wina miały jakiś wspólny mianownik, co należy zaliczyć im na plus. W ogóle mają u mnie plusy, przy czym rocznik 2015 nieco większego.

Po Polkach na stół trafiło albariño z hiszpańskiej Galicji, a dokładniej apelacji Rias Baixas. Albariño dla mas można powiedzieć, bo jest znacznie przystępniejsze w piciu niż opisywany w literaturze wzorzec wina z tej odmiany. Mniej tu kwasowości, nieco więcej ciała i owocu, co sprawia, że wino jest łatwe w piciu. Wzorcowe albariño potrafi być bardzo kwasowe i dość oszczędne w aromatach, za to dobrze pasuje do galicyjskiej kuchni w dużej mierze opartej na owocach morza.


Następnie udałem się do Argentyny po jej sztandarowe wino czerwone, czyli malbeka. Wino wyszło spod ręki uznanego winiarza, ale dla mnie było ono dość przeciętne. Miałem okazję pić już dużo lepsze malbeki, choć uczciwie muszę przyznać, że zwykle były to droższe etykiety.


Pozostałem jeszcze na moment w Ameryce Południowej, by spróbować urugwajskiego tannata, ale o ile wino było bardzo pijalne i naprawdę smaczne, to jednak nie oddało potencjału tkwiącego w odmianie tannat - liczyłem na potężną taninę, a dostałem wino łagodnie, znów jakby przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców.


I już cieszyłem się, że plan przynosi efekty, już widziałem odzyskane po butelkach miejsce, już cieszyłem się nie z posiadania wina, ale jego braku, gdy dotarła do mnie przesyłka z Biedronki wypełniona próbkami win portugalskich. Czyli luka została zamknięta, wyrwa zasypana a butelkowy bilans wyszedł na zero. To właśnie możemy śmiało nazwać tytułową syzyfową pracą.


Ale jak Syzyf się nie załamywał, tak i ja sumiennie wtaczam swój kamień pod górę, a czy było warto, czy portugalskie wina warte są zachodu, o tym poinformuję Was w kolejnych wpisach.

Savignon blanc i tannata dostałem do degustacji z Biedronki, obie Polki kupiłem za własną mamonę w Lidlu, za malbeca zapłaciłem w Tesco, a ursynowski Leclerc skasował mnie za albariño.

sobota, 9 września 2017

Polka, Wino Czerwone, 2014


Po niezbyt przychylnych recenzjach przeczytanych w sieci byłem lekko negatywnie nastawiony do tego wina. I bardzo dobrze, bo w takich sytuacjach zwykle mile rozczarowuję się. Zresztą polskie wina mają na wstępie mój kredyt zaufania, który mogą roztrwonić, ja nie będę domagał się od nich ani spłaty odsetek, ani nawet kapitału. Taki mam gest. 

Dałem żonie do powąchania, stwierdziła że pachnie niedobrze, bo jest za zimne, ma skubana wyczucie. Rzeczywiście było za zimne, więc chwilę odczekałem, a po jej upływie zakręciłem kieliszkiem, przepłukałem gębę winem, usłyszałem, że teraz ja niedobrze pachnę winem i tyle było konsultacji.

Dalej piszę samodzielnie i na lekkim fochu, ale nie moje uczucia są tu ważne, lecz pytanie czy ludzkość może obdarzyć ciepłym uczuciem czerwoną Polkę z rocznika 2014. Może być ciężko, wino dość kwaśne, zielone. Jest porzeczkowy liść, jest posmak łodygi, jest też cierpkość owocu, szkoda że zabrakło choć odrobiny słodyczy, jakiejś symbolicznej przeciwwagi dla kwasu i delikatnej goryczki w końcówce.

Od razu nabrałem pewnych skojarzeń z pewną Polką, ale cicho sza, jeszcze mi życie miłe ;)

---------------------------------------------------
Polka, wino czerwone, 2014
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent
alk.: 11,5%
cena: 29,99 zł (Lidl, październik 2016)
---------------------------------------------------

piątek, 1 września 2017

Czy pani tańczy Polkę?

Czy Polkę pani zna? Ja pani wytłumaczę, jak... Dobra, dobra, lepiej nie kończyć, bo rym ucieka, a ja nie o tańcu mam pisać, a o winie o takiej nazwie. Wino produkowane jest przez Winnicę Srebrna Góra i miało swój debiut w Lidlu w zeszłym roku, jakoś tak na przełomie września i października. Pamiętam swoje poszukiwania Polki w sklepach,  wino białe i dwa roczniki czerwonego udało mi się kupić bez większych przeszkód, choć wymagało to szybkiego działania - wina ze sklepowych półek znikały błyskawicznie. Do kolekcji brakowało mi tylko wina różowego, ale wówczas nie udało mi się go upolować. 4 października 2016 - w dniu moich urodzin - wybrałem się na wycieczkę z Warszawy do Kazimierza i po drodze zajeżdżałem do każdego napotkanego Lidla. Z marnym efektem, różowego wina nie było nigdzie, a może już wtedy zaczął się boom na różowe, o których w tym roku pisze się znacznie więcej i, odnoszę takie wrażenie, zdecydowanie przychylniej.

Nauczony doświadczeniem trzymałem rękę na pulsie i w tym roku polowanie na różową Polkę zakończyło się sukcesem, zaś wersje białą i czerwoną z rocznika 2016 otrzymałem do degustacji z sieci Lidl. W połączeniu z niewypitymi w zeszłym roku winami dało to już całkiem fajną kolekcję.



Ciekawe jest to, że wina mimo identycznych etykiet takie same nie są. Każda butelka wina czerwonego powstawała w inny sposób, trudno je zatem porównywać pod kątem samego tylko rocznika, trzeba pamiętać, że różnią się one też składem. Podobnie jest z winami białymi, natomiast jeśli chodzi o wino różowe, to z przyczyny wyżej wymienionej nie mam wiedzy na ten temat.

Dziś notatek z degustacji poszczególnych etykiet nie będzie, to czeka mnie i Was w przyszłości, być może nawet nie na blogu, ale na Facebooku, lub Instagramie. Zachęcam do lajków i subów (tak mówi mój siedmioletni syn, który pragnie zostać youtuberem), żeby nie przeoczyć nowych wpisów. Dziś tylko raczej opisy techniczne i zachęta z mojej strony do kupowania win polskich, ale tak po prostu, bez żadnych kontekstów politycznych, ja na pewno nie będę Was odwodził od prób parowania polskich win z francuskimi serami ;)


Polka, wino różowe półwytrawne, 2016
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: zweigelt, cabernet cortis
alk.: 12,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"


Polka, wino białe półwytrawne, 2016
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: seyval blanc, johaniter, solaris, hibernal, chardonnay, riesling, traminer, pinot gris
alk.: 12,0%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino białe, 2015
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: johaniter, solaris, hibernal
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"



Polka, wino czerwone, 2016

Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent, rondo, acolon, cabernet cortis
alk.: 12,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino czerwone, 2015
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent, rondo, acolon
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino czerwone, 2014
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Czytałem opisy innych blogerów na temat win Polka, które masowo pojawiły się zaraz po czwartkowej (24.08.2017) imprezie promocyjnej i przeczytałem w którejś, że w roczniku 2016 znalazły się resztki win niezabutelkowanych przez producenta pod nazwą własną, ale biorąc sprawę zdroworozsądkowo należałoby postawić raczej tezę, że żeby sprostać atrakcyjnemu kontraktowi i zapewnić dłuższą niż kilka dni obecność na sklepowych półkach, trzeba pójść na pewien kompromis i postawić jednak na ilość. A więc wrzucamy wszystko do jednego kotła, fermentujemy, butelkujemy i wypuszczamy całość zapasów na rynek, czyli długie półki Lidla. I słusznie. Gotówka przyda się przy inwestycjach w ciąż raczkujący biznes. Oby tylko nie były to zbyt łatwe pieniądze i pochopne odtrąbienie sukcesu. Szacunek przyjdzie wtedy, gdy sukces komercyjny będzie odzwierciedleniem sukcesu artystycznego. Winnicy Srebrna Góra życzę sukcesu na obu polach i większej kreatywności, jeśli chodzi o opis win. 😉