Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sauvignon blanc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sauvignon blanc. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2020

W morzu sauvignon blanc.


Kilkanaście dni temu, podczas robienia zakupów spożywczych w Tesco, moją uwagę zwróciły stojące na półkach butelki Sauvignon Blanc. Trzy etykiety pochodziły z Nowej Zelandii, a dwie z Chile. Rzecz jasna nie były to wina drogie, ich cena zawierała się w przedziale 19,99 zł - 29,99 zł, stwierdziłem, że zaryzykuję. Kupiłem wszystkie, w końcu czego można się tu obawiać, sauvignon blanc lubię, te z Nowej Zelandii szczególnie, w dodatku wszystkie pochodziły z popularnego i lubianego regionu Marlborough. Białe Chile aż tak bardzo mnie nie pociąga(ło), ale warto mieć rozeznanie nawet w tym przedziale cenowym, więc dla celów porównawczych również je musiałem umieścić w koszyku. Cały zestaw kosztował mnie raptem 124,95 zł, nic, tylko się cieszyć.


Cóż, zacznę ten wpis od podsumowania: było cholernie nudno. Wszystkie sauvignon blanc z NZ były niemal identyczne, zrobione wg tego samego wzorca, oszczędne w nosie, ubogie w ustach, nieco zielone, surowe. Niemniej jednak muszę przyznać, że piło się je całkiem dobrze. Ich mankamentem była w zasadzie tylko ta powtarzalność, urozmaicenia można było szukać jedynie w projektach etykiet. Na ich tle wina z Chile wydawały się być produktami z wyższej półki cenowej. Jeszcze kilka lat temu drażnił mnie ich przegotowany owoc podbity nadmiernym cukrem resztkowym, dziś cechowały się znacznie lepszą równowagą. Tropikalne, lecz świeże owoce ładnie komponowały się z wyraźną, ale stonowaną kwasowością, piło się to wyraźnie lepiej niż Nową Zelandię, choć nadal próżno było szukać w chilijskich winach czegoś oryginalnego. Były to po prostu niezłe wina do niezobowiązującego popijania. Na ich tle Nowa Zelandia z oferty Tesco wydawała się nieco pustawa i rozwodniona, choć (jak wspomniałem wcześniej) w żadnym wypadku nie były to wina niesmaczne. Jedna butelka na taras - OK, ale trzy to już przesada, a jak dodamy do tego jeszcze dwie butelki z Chile, to można mieć już tego morza przeciętności naprawdę dość. Ja w każdym razie będę rozglądać się za czymś innym, a dla was polecam zdrowy rozsądek, po jednej butelce z każdego kraju powinno być w sam raz.


Podsumowanie zakupów:

środa, 14 lutego 2018

Alpha Estate, Sauvignon Blanc 2016

Kilkanaście dni temu trafiła do mnie przesyłka od importera Amazis.net, w której znalazły się cztery wina greckie, wszystkie od jednego producenta: Alpha Estate.


W 2013 roku spędzałem wakacyjny urlop z rodziną na Rodos i tamże spotkałem się po raz pierwszy z winami Alpha, ale sama wytwórnia mieści się w Grecji kontynentalnej, a dokładniej rzecz biorąc w miejscowości Amindeo, leżącej w Macedonii na północy kraju. Przed wyjazdem starałem się liznąć nieco wiedzy na temat win greckich, ale okazało się, że ogarnięcie tego zagadnienia to praca nie na kilka dni, a raczej na długie miesiące, a może i lata, Grecja pod tym kątem jest bardzo zróżnicowana. Dobrze jest się oprzeć na wiedzy zawartej w winiarskich magazynach i przewodnikach, bowiem bez przygotowania najłatwiej trafić na powszechnie dostępnie wina stołowe, które ze swej natury stanowią „popitkę” do obiadu i często nie grzeszą jakością. Przekrojowe testy w takich pismach jak Decanter, Wine Enthusiast czy Wine Spectator wskazały mi kierunek poszukiwań, ale miałem świadomość, że w turystycznych miejscowościach nie będzie łatwo wyłowić perełki. Niemniej jednak coś znalazłem, zaskoczeniem była natomiast cena win, często przekraczająca 15-20 € za butelkę, co było dla mnie szokiem o tyle, że głośno wówczas mówiło się kryzysie greckiej gospodarki i szybkim ubożeniu mieszkańców Hellady. Może Grecy próbowali odkuć się nieco na turystach, bo właściwie czemu nie? Jeśli jednak miałbym drążyć tę kwestię nieco głębiej, to doszedłbym do wniosku, że to i tak niewiele zważywszy na dobre recenzje win z tego pułapu cenowego i ich oceny często przekraczające 90 pkt.  


W każdym razie udało mi się kupić tam dwa wina z Alpha Estate. Jednym z nich była słodka, aromatyczna, a przy okazji bardzo dobra Omega (gewürztraminer 85%, malagouzia 15%), natomiast drugim Sauvignon Blanc 2012. Możecie się dziwić, dlaczego wybrałem akurat sauvignon blanc w Grecji. Po pierwsze dlatego, że czułem się zagubiony wsród nazw rdzennych szczepów, a po drugie, że bardzo lubię białe sauvignon, miałem już jakąś bazę wypróbowanych win z tej odmiany, a więc i możliwość porównania wina greckiego z winami z innych stron świata. Jak to porównanie wypadło możecie przeczytać w moim wpisie z roku 2013.


W przesyłce od importera znalazło się (między innymi) właśnie Alpha Estate Sauvignon Blanc, tyle że już z rocznika 2016. Z informacji zawartych na stronie producenta wynika, że jest to najświeższy rocznik, jaki jest w sprzedaży, ale zabrakło informacji technicznych, których bogactwem mogą szczycić się wina z poprzednich roczników. W każdym razie uprawy winorośli prowadzone są na parcelach leżących na płaskowyżu Amyndeon (wys. 600-700 m n.p.m) pomiędzy wzgórzami i w pobliżu dość dużych zbiorników wodnych stabilizujących klimat i łagodzących amplitudę temperatur. Jak te warunki i rocznik wpłynęły na wino? Sprawdźmy!

Kolor słomkowy, blady, wino czyste, bez wytrąceń, dobrze przefiltrowane po czterech miesiącach dojrzewania na osadzie. Zapach agrestowo-trawiasty, nieco ziołowy, o mniejszej intensywności niż większość SB z Nowej Zelandii, jakie miałem okazję pić. Na podniebieniu w początkowej fazie nuty gruszkowe i podobnie jak w gruszce delikatna słodycz z odrobiną kwasowości. Możliwe skojarzenia z gruszkowo-jabłkowym kompotem, ale też z balonową gumą i landrynką, choć nie tak wyraźną (i męczącą) jak w przypadku SB z Chile. Końcówka lekko goryczkowa, świeża. Fajne wino do picia solo, ale spróbowałbym go także w towarzystwie sałat, grillowanych warzyw czy białych mięs.



Alpha Estate, Sauvignon Blanc, 2016
apelacja: Protected Geographical Indication Florina
odmiany: 100% sauvignon blanc
alk.: 13,0%


Wino otrzymałem do degustacji od Amazis.net. Dziękuję!

czwartek, 20 lipca 2017

Słoweńskie wspomnienia.

Dzisiaj kilka słów o winach, które niezależnie od ich jakości (a ta z pewnością jest niezła), będą miały stałe miejsce w moim sercu. Tak to już jest, że wina z którymi wiążą się pewne (zwykle dobre) przeżycia, darzy się sympatią większą i zawsze mają przy ocenie kilka punktów ("plusów dodatnich" 😀) więcej, niż te które goszczą w naszych kieliszkach po raz pierwszy. Mam dziś przyjemność sięgnąć po wina, które piłem już kiedyś na miejscu u producenta, w Słowenii - kraju, który oczarował mnie pięknem przyrody, wspaniałymi kulinariami i świetnymi winami. 

Biedronka w swej ostatniej selekcji ma/miała wina z winiarni Puklavec&Friends (P&F Jeruzalem). Wina od tego producenta bywały już wcześniej w portugalskiej sieci, jeszcze z oryginalnymi etykietami, które można obejrzeć na stronie internetowej wytwórni, a które zostały zastąpione naklejkami przygotowanymi specjalnie dla dyskontu.

Marketing i interesy zostawmy jednak na boku, dla nas najważniejsze jest przecież wino, a w zasadzie dwa wina: Wild River Sauvignon Blanc 2016 i Wild Flower Muscat Ottonel 2016. Etykiety od razu sugerują jakiego typu win możemy się spodziewać - dzika rzeka ma się kojarzyć z rześkimi aromatami cytrusów, agrestu i marakuji uzupełnionych mityczną "mineralnością" (smak rzecznych otoczaków?), natomiast dzikie kwiaty należy kojarzyć z intensywnymi zapachami łąki zalanej polnymi kwiatami.


Przyznaję od razu, że słodki muskat to nie jest to, za czym przepadam, natomiast czytelnicy moich tekstów na blogu wiedzą, że do sauvignon blanc mam wyjątkową słabość.

I tu niespodzianka, naprawdę spodziewałem się słabego wina jeśli chodzi o Wild Flower, a tu naprawdę przyjemna butelczyna. Słodycz jest dobrze wyczuwalna, ale cukier wcale nie zdominował charakteru wina. Pije się to zupełnie dobrze solo, a z sałatką owocową nawet bardzo dobrze. Przy niskiej zawartości alkoholu wino potrafi w upalny dzień raczej orzeźwić, niż zmęczyć. Podoba mi się!

Post udostępniony przez Mariusz Boguszewski (@mboguszewski)

Czy równie zaskakujące będzie wino Wild River? Nos na pewno nie przypomina tego co ze sobą niesie nowozelandzki wzorzec sauvignon blanc. Nie ma tu nieskończonych pokładów świeżości, ale jest ona ewidentna, nie ma ostrej jak żyleta kwasowości, ale jest ona wyraźna. Nie ma też problemu z identyfikacją odmiany, pomylić się trudno. Szukając analogii w świecie sprzętu audio można powiedzieć, że sauvignon blanc z Nowej Zelandii to przykład cyfrowej precyzji odtwarzania wzorca, natomiast w europejskiej, słoweńskiej wersji tej odmiany mam odczyt analogowej płyty, z jej krągłościami i pewną miękkością przekazu. Dla wprawnego ucha i wyrobionego podniebienia różnice są ewidentne, ale oba nośniki (dzwięku lub smaku), ze swoimi wadami i zaletami zasługują na równy szacunek. I taki szacunek mam dla słoweńskiego sauvignon.

Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

wtorek, 25 października 2016

Inama.

Trudne słowo na dziś: prokrastynacja. Poznałem je mając lat tyle, ile mam, a przy okazji uświadomiłem sobie, że towarzyszyło mi przez całe życie. I wszystko wskazuje, że niewiele się w tej kwestii zmieni. Taka już moja natura.

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ wspominam dziś wina Inama, które miałem okazję i przyjemność próbować w Wino&Friends... niemal 3 miesiące temu. To dobre wina, a nawet bardzo dobre, warto mówić o nich często i bez zwłoki, przykro mi, że mi się nie udało. Wizytówką tej winnicy są wina Soave Classico, ale z całą pewnością ciekawostką w ofercie jest kupaż odmian carmenere (70%) i merlot (30%). Dla mnie o tyle ciekawy, że carmenere w ogóle nie kojarzyłem z Włochami, a okazuje się, że mieszanie tej odmiany z merlotem czy cabernet sauvignon jest popularną praktyką w rejonie Colli Berici. Podczas degustacji tego wina od razu przyszedł mi do głowy pomysł parowania go z grillowanym mięsem, a to za sprawą solidnych tanin i wyraźnie zaznaczonej kwasowości. Być może właśnie dlatego tak długo nie pisałem o winach Inama. Zwyczajnie czekałem na odpowiedni moment, by móc połączyć stek z antrykotu z Carmenere Più.

Jedyne czerwone wino podczas degustacji, ale nie miałem wątpliwości.
Musiałem je kupić. 

Tak jak lubię. Stek z antrykotu i grillowane warzywa.

I trzeba Wam wiedzieć, że było to połączenie udane. Do steka wypiłem raptem kieliszek wina, reszta czekała na dokończenie jeszcze dwa dni i ten czas dobrze winu zrobił. Kwas złagodniał, taniny z nieco szorstkich zmieniły się w bardziej aksamitne i naprawdę przyjemnie było kontemplować je solo. Zdecydowanie polecam!

Dzięki takim winom każde przedpołudnie może być cudowne.
Popołudnie i wieczór też.

Pozostałe wina również były świetne. Vin Soave i Vigneti di Foscarino, to udane Soave Classico, przy czym to drugie fermentowało w beczce (używanej). Jeśli ktoś nie toleruje, czy może zwyczajnie nie przepada za beczkowanymi winami białymi, z pewnością doceni podstawowe Vin Soave, charakteryzujące się świeżością w nosie i owocowością w ustach.

Vulcaia Sauvignon i Chardonnay były dla mnie o tyle ciekawe, że na 100% pomyliłbym je w degustacji w ciemno. Sauvignon kojarzyło mi się jednoznacznie z chardonnay, chardonnay z sauvignon blanc, więc po raz kolejny przekonałem się, że wiedza teoretyczna wiedzą, a praktyka potrafi takiego amatora, jak ja, skutecznie wywieść w pole. Na pocieszenie pozostaje niewątpliwy fakt, że wina były po prostu smaczne, by nie powiedzieć pyszne.

Z białych win Vin Soave smakowało mi najbardziej.

Piotr Chełchowski, właściciel Kropel Wina, importer win Inama;
najwyraźniej przez nie uświęcony :)

Świetna włoska biel. W tym wypadku Vin Soave.

Ceny win może nie należą do najniższych, ale z pewnością nie są to produkty pospolite, zdecydowanie interesujące i warte wysupłania pieniędzy, choćby na specjalne okazje. Czy za te pieniądze można kupić wyjątkowe emocje? Być może, ale wszystko zależy od Was i Waszego podniebienia, i to Wy musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Wina degustowałem dzięki uprzejmości importera - Piotra Chełchowskiego oraz właściciela Wine&Friends - Adama Wojdy. Vin Soave i Carmenere Più kupiłem w Whisky and Wine Place.

wtorek, 7 czerwca 2016

Winne Wtorki #125.

Wybór tematu dzisiejszego Winnego Wtorku należał do mnie i postanowiłem postawić na wina białe z Bordeaux. Nie wiem, czy temat chwyci i jaka będzie frekwencja, ale ponieważ decyzja była moja to przynajmniej ja powinienem coś na ten temat skrobnąć :).

Białe wina w Bordeaux to przede wszystkim te oparte na odmianie sémillon, z której produkuje się znane wina słodkie - Sauternes i Barsac. W przypadku win wytrawnych króluje jednak odmiana sauvignon blanc - moja ulubiona - i po cichu liczyłem na mały przegląd bordoskich SB, ponieważ do tej pory najczęściej piłem sauvignon blanc z Nowej Zelandii lub innych krajów należących do winnego Nowego Świata.


Do dzisiejszej próby wybrałem wino Kressmann Monopole Blanc z 2014 roku - wino, które znajduje się w ofercie „Standard Plus" Faktorii Win. Jest to wino jednoodmianowe, w butelce otrzymujemy 100% sauvignon blanc. Prawdę mówiąc szukałem w tym winie pewnej odmienności w stosunku do win z Nowej Zelandii, ale wrażenia z degustacji były jednak bardzo zbliżone. Jest tu sporo czarnej porzeczki w pokrzywach - tak odbieram to wino pod względem aromatu, jest żywa kwasowość, jest też trochę egzotycznych owoców. Wino może jest pozbawione jakichś wyraźnych, indywidualnych rysów, ale otrzymujemy porządny produkt, który jest przy okazji nieźle wyceniony - 35 zł za butelkę takiego wina wydaje się być kwotą całkiem dobrze wydaną.

-------------------------------------------------------------
Kressmann Monopole Blanc 2014
Francja, Bordeaux AOC
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 12,0%
importer: Faktoria Win (Eurocash)
cena: 34,99 zł
-------------------------------------------------------------
Winne Wtorki na podniebieniach innych blogerów:
-------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem z Faktorii Win. Dziękuję!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Sauvignon blanc z przeszłości.

Jak zapewne wiecie bardzo lubię sauvignon blanc. Pokroić się nie dam, ale lubię. Lubię za rześkość, świeżość i charakterystyczne aromaty, które pozwalają dość łatwo rozpoznać ten szczep. Oczywiście najlepiej pić SB za młodu, co zresztą dotyczy większości przystępnych cenowo win białych. Możecie oczywiście kupić młode wino i poczekać z 5-6 lat, żeby na własnym podniebieniu poczuć jak ewoluuje. Jeśli brak Wam cierpliwości możecie też poszukać starszych win białych na sklepowych półkach. Zapewniam Was, że w Polsce możecie natknąć się na takie butelki zarówno w supermarketach, jak i w sklepach specjalistycznych. Dobrze jak podejdziecie do nich świadomie, znacznie gorzej będzie, jeśli taką butelkę wciśnie Wam sprzedawca przekonując z uśmiechem na ustach, że „wino im starsze, tym lepsze”.

Ja w ramach pogłębiania swojej wiedzy wybrałem (świadomie) dwie butelki niemłodego sauvignon blanc - pierwsza z nich pochodzi z Włoch (rocznik 2011), a druga z RPA (rocznik 2009!). Dlaczego tak odległe roczniki są jeszcze w sprzedaży (wyprzedaży?) tego nie wiem, ale skoro są i można je do nauki wykorzystać, to trzeba to zrobić negocjując ze sprzedawcą odpowiednio duży rabat.


Włoskie SB pochodzi z apelacji Friuli Colli Orientali, ma już barwę mocno intensywną, złocistą. Jest oleiście gęste, pewnie za sprawą alkoholu, którego mamy tu aż 14%. W nosie nie wyczujecie już raczej aromatów świeżych owoców czy kwiatów. Tu rządzi teraz miód, orzech i migdał. W ustach jednak miodowej słodyczy nie zaznacie - gorzki migdał dominuje i nie pozwala innych smakom na zbyt wiele. Tak więc ewolucja pełna, wino uległo przemianie, przeszło na drugą stronę i jest w strefie mroku.


A co z RPA? Wino pochodzi z regionu Stellenbosch i jest dwa lata starsze od włoskiego. Zdawałoby się, że będzie jeszcze gorzej, czy może „dojrzalej”. Owszem, czuć, że wino znalazło się już w fazie schyłkowej, ale jej końca chyba jeszcze nie widać. Charakterystyczne dla sauvignon blanc akcenty aromatyczne są nadal rozpoznawalne, choć tracą już na wyrazistości niczym sylwetki rozpływające się we mgle. To wino mnie zaskoczyło swą żywotnością, a na jego tle włoska butelka wypada naprawdę blado.

Ciekawe doświadczenie, choć utwierdzające mnie raczej w przekonaniu, że więcej radości dają mi zdecydowanie świeższe wina. Zaskakującym okazał się fakt, że włoskie wino tak szybko wyzionęło ducha (choć może to kwestia słabszej butelki, czy złego przechowywania), a nowoświatowe sauvignon, choć jeszcze starsze, miało ochotę na pogawędkę. W zeszłym roku miałem okazję pić trochę win z RPA i, poza jednym przypadkiem, wszystkie były co najmniej dobre. Wszystkim zakochanym tylko i wyłącznie w winach europejskich polecam próbę wykroczenia poza sztywne ramy. Gdzieś tam, daleko, daleko, też potrafią robić porządne wina.

Wina kupiłem w sieci Winestory.

poniedziałek, 16 marca 2015

Sauvignon blanc na słodko.

Sauvignion blanc lubię na tyle, że obudzony w środku nocy bez wahania udzielę odpowiedzi na pytanie o ulubiony biały szczep. Nie wiem tylko kto i po co miałby mnie w tym celu budzić. W każdym razie wypiłem już pół niewielkiego morza, którego niecka wypełniona była sauvignon, nie mam dość, mam ochotę na więcej.

Ostatnio spore wrażenie zrobiły na mnie wina z tego szczepu, ale musujące. W Londynie piłem Jacob’s Creek Cool Harvest Cuvée Sauvignon Blanc (którego nie kupicie w Polsce), a w Słowenii Jeruzalem Ormož Sauvignon (Biedronka zamiast niego wybrała musujące wina Muskatna i Rose).
Szkoda, że zamiast takich win Jacob's Creek wprowadza na nasz rynek
jakieś półsłodkie koszmarki.
Foto: Facebook Jeruzalem Ormož
Oba wypiłem z przyjemnością, szkoda tylko, że nie można wyskoczyć po nie do sklepu za rogiem. Jak znacie musujące sauvignon blanc, które jest dostępne w Polsce (stacjonarnie, albo przez internet), dajcie znać!

Za to zupełnie niedawno dotarła do mnie informacja o możliwości kupienia kolejnej wersji sauvignon blanc, tym razem zamkniętej w małej, półlitrowej butelce, charakterystycznej dla win słodkich. Sprowadza je do Polski Wineonline - właściciel stacjonarnych sklepów Winestory, ale importowane przez nich wina możecie kupić też przez internet. Importer wprowadził niedawno do swojej oferty hiszpańskie wina Cortijo de Trifillas, a wśród nich znajduje się między innymi wino CT Dulce Sauvignon Blanc 2013 - słodkie wino zrobione w 100% z tego szczepu.

W materiałach prasowych wyczytałem, że:

"Słodycz uzyskano dzięki późnemu zbiorowi wingoron, a następnie przerywając fermentację kiedy poziom alkoholu osiągnął 11,5%. Lekka, delikatna barwa. Aromaty słodkich wingoron, cytrusów, lychee i mango, w drugim nosie akcenty białej herbaty i kwiatów akacji. W smaku z początku słodycz, lekko herbaciane nuty, znowu cytrusy i dość rześki finisz w którym zaznacza się kwasowość szczepu."

Na stronie internetowej producenta można znaleźć kilka dodatkowych szczegółów. Mianowicie dojrzałe owoce zbiera się nocą, kiedy jest znacznie chłodniej niż za dnia, a grona dłużej zachowują świeżość niż te zbierane w pełnym słońcu. Fermentacja przebiega w stalowych tankach, a wino przed zabutelkowaniem nie ma kontaktu z beczką. Wino polecane jest jako aperitif, ale będzie też pasowało do owoców, deserów i ciast.


Mnie zaskoczyła w nim pewna delikatność. Nie miałem wątpliwości, że to sauvignon blanc, natomiast wino nie jest tak „ostre” w aromatach ani tak kwasowe, jak potrafią być wytrawne sauvignon. Słodycz nadaje temu winu nieco ogłady, przez co może być interesujące nawet dla niezbyt zagorzałych amatorów tego szczepu, zwłaszcza tych lubujących się w winach słodkich i półsłodkich. Dla mnie było ono pewną ciekawostką, której jako fan SB nie mogłem przeoczyć. W Hiszpanii to wino kosztuje ok 8 euro, zatem polską cenę (35 zł) należy uznać za atrakcyjną.

------------------------------------------------------------
CT Dulce Sauvignon Blanc 2013
Vino de Espana
Odmiana: 100% sauvignon blanc
Alk.: 11,5%
cena: 35 zł (Winestory)
------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od Winestory. Dziękuję!

wtorek, 30 grudnia 2014

Bodegas Salentein Paso Sauvignon Blanc-Chardonnay 2013.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio piłem białe wino z Argentyny. Bo malbeki i owszem, piłem, choć też już ponad rok temu w ramach panelu Magazynu Wino. Kiedy dostałem do degustacji wino Paso to się ucieszyłem, że biała Argentyna wpadła w moje ręce, ale jak zobaczyłem skład wina, to już tak wesoło mi nie było, choć nie wiem czy słusznie.


Nie mam nic przeciwko mieszaniu różnych szczepów, ale jakoś nie mogę pogodzić się z kupażowaniem sauvignon blanc z chardonnay. Może dlatego, że sauvignon blanc lubię bardzo, a chardnonnay znacznie mniej i mam poczucie, że tym chardonnay psuje się sauvignon. Z drugiej strony nie zdarzyło mi się pić jakiegoś kiepskiego blendu tych szczepów. Tego typu wino pochodzące z Hiszpanii - Marqués de Castilla - smakowało mi, nawet bardzo. Skąd ten strach? Nie wiem.

Nieważne, zobaczmy co mamy w butelce. A tu jest całkiem dobrze, nos rześki, owocowy, bez tych „złych” zapachów charakterystycznych dla sauvignon blanc. W ustach też fajnie, żadnych spektakularnych akcji, ale wystarczająco dobrze, by nabrać przekonania, że wino warte jest wypicia. Kwas, alkohol, owocowość, cukier resztkowy, wszystko to w zupełnie niezłej równowadze. Przy okazji nie jest drogie, zdaje się, że w promocji kosztowało mniej niż 25 zł. Zostałem naprawdę mile zaskoczony. 

------------------------------------------------------------------------
Bodegas Salentein
Paso Selected White, Sauvignon Blanc-Chardonnay 2013
Region produkcji: Valle de Uco, Mendoza, Argentyna
odmiany: sauvignon blanc, chardonnay
Alk. 13.5%
------------------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od Grand Cru S.A. - właściciela sieci sklepów DobreWina.pl

niedziela, 30 listopada 2014

Jacob's Creek Sauvignon Blanc 2014.


Przyszedł czas na drugie wino z nowej serii Jacob's Creek adresowanej na nasz rynek, o której pisałem w poprzednim poście na temat win tego producenta. Na szybko mogę powiedzieć Wam, że gdybym miał wybierać między tym Sauvignon Blanc 2014 (semi dry), a tamtym Merlot-Shiraz 2013 (semi sweet), to nie zastanawiałbym się dłużej niż sekundę, a może nawet nie zastanawiałbym się wcale, tylko porwał butelkę wypełnioną sauvignon. Nie żeby to była jakaś rewelacja, ale jest to po prostu wino, które jest smaczne i bez problemu daje się pić. Mój serdeczny kolega Gabriel (ten od Trzech Dych) wpadł nawet w zachwyt pijąc to wino, ja jestem nieco oszczędniejszy w okazywaniu takiego entuzjazmu, ale bardzo podoba mi się mirabelkowy charakter tego wina. Czy w ogóle można gdzieś dostać mirabelki? Nie ma w nim może takiej świeżości i żyletkowej kwasowości jaką znamy z sauvignon blanc z nowozelandzkiego Marlborough, ale w tej butelce zamknięty jest urok i smak małych, żółtych, dojrzałych śliwek, pełnych słodyczy i kwaskowatych zarazem.

Tak oto Australijczycy zrobili na polski rynek wino o naszym, swojskim charakterze. Wypijmy zatem ich zdrowie!

-------------------------------------------------------------
Jacob's Creek Sauvignon Blanc 2014 (semi dry)
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 11,5%
-------------------------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem od importera. Dziękuję! 

wtorek, 3 czerwca 2014

Jak bumerang.

Zdawało mi się, że temat sauvignon blanc już (za)rzuciłem, ale ten uporczywie wraca jak bumerang. Co prawda mało który bumerang rzeczywiście wraca do miotacza, ale tak się utarło i tak właśnie się mówi. Co ciekawe, czytając o bumerangach natknąłem się na informację, że najstarszy na świecie przedmiot tego typu znaleziono w Polsce. No, nieważne, to było w 1985 roku, o różnych rzeczach wówczas mówiono, nie wszystkie były prawdziwe.


W każdym razie sauvignon blanc zagościło kolejny raz na moim stole, zarekomendowała mi je koleżanka z pracy (bo ja pracuję, z blogowania kasy nie ma), co więcej, przyniosła mi je nawet do spróbowania. Dla jasności dodam, że rozliczyliśmy się co do grosza, wina kosztowało mniej niż 30 zł (w Żabce) i tyle musiałem zwrócić koleżance, a w zasadzie jej przyjacielowi, który prowadzi sklep z płazem na szyldzie.

Wino nosi nazwę Southbank i w ciemno możecie zgadywać skąd pochodzi. Oczywiście, że z Nowej Zelandii, w dodatku z regionu najbardziej łaskawego dla sauvignon blanc, czyli z Marlborough. Dyskonty dzielnie walczą o klientów nie tylko cenami, ale i jakością produktów. Dobrze oceniane sauvignon z Biedronki (Greyrock z Hawkes Bay) atakuje Żabka i Southbank w tym starciu wcale nie musi być na straconej pozycji, choć jeśli cena ma być najważniejszym kryterium, to płaz owadem się nie pożywi.

Zostawmy jednak faunę w spokoju, dla winopijców flora powinna być istotniejsza, a spece z Southbank z winogron wytłoczyli naprawdę niezłe cytrusowo-trawiaste wino, świeże i aromatyczne. Z tymi dwoma ostatnimi określeniami nie zgadza się moja żona, ale ona nie znosi SB, więc jej zdanie w tym momencie pomińmy. Mi jednakowoż smakowało, choć trzeba też szczerze powiedzieć, że nie jest to szczyt możliwości nowozelandzkich winiarzy. Ale narzekanie w tym przypadku byłoby grzechem, a ja w piekle smażyć się nie chcę. Za dużo tam siarki.

—————————————————————————————————
Southbank Estate, Marlborough, Nowa Zelandia
Sauvignon Blanc 2013
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 12,5%
cena: 29 zł w Żabce —————————————————————————————————
Wino kupiłem w Żabce (za pomocą pośrednika).

sobota, 3 maja 2014

BLANCO NIEVA Sauvignon Blanc.


Jedno z ciekawszych sauvignon blanc jakie ostatnio miałem okazję próbować. Zupełnie nie spodziewałem się, że wino z Ruedy tak bardzo mnie zaskoczy. Bardzo aromatyczne wino z silnie zaznaczonymi owocami egzotycznymi i bardzo odświeżającą, zdecydowanie goryczkową końcówką, która jednoznacznie kojarzy się z grejpfrutem. 

Viñedos de Nieva - producent tego cuda jest wymieniany w przewodniku Hugh Johnsona jako jeden z najlepszych w apelacji Rueda D.O.

Wino dostałem od żony, która kupiła je w La Vinuela w Wilanowie, więc nie znam ceny, ale Wine-Searcher podpowiada, że w Hiszpanii można je dostać za 6-7 euro. W Polsce zapewne dwa razy tyle, ale wg mnie warto spróbować.

—————————————————————————————
Blanco Nieva
Sauvignon Blanc 2013
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk. 13,0%
—————————————————————————————

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Montes Sauvignon Blanc.

Znów sauvignon blanc? Czy ten cykl nigdy się nie zakończy? Jeśli to jedna z moich ulubionych odmian, to pewnie się nie skończy :) Najwyżej będę robić wstawki z innymi winami.

Dziś biorę się za wino Montes Reserva Sauvignon Blanc 2013. Jeśli lubicie "typowe" sauvignon blanc, typowe wg. definicji Jancis Robinson, kojarzące się ze świeżo skoszoną trawą (a może też seksem na sianie?), jeżeli lubicie żywą kwasowość i przyjemność, jaką daje smakowanie nieprzejrzałych tropikalnych owoców, to jest to wino dla Was. I dla mnie też oczywiście. Warto podkreślić, że jest to wino z Chile, a te nie miały u mnie ostatnio najlepszej opinii. Wino powstaje w Dolinie Curicó, której warunki klimatyczne sprzyjają uprawie takich odmian jak cabernet sauvignon, carménère, syrah, czy właśnie dzisiaj opisywanemu sauvignon blanc. Powierzchnia upraw tego ostatniego jest ok. trzy razy większa niż chardonnay i nieznacznie ustępuje tylko cabernet sauvignon, które w tym regionie daje wina dość potężne, napakowane. 


Może pomogła muzyka, jaką puszcza winnym krzewom Aurelio Montes, a może to efekt stosowania odpowiednich drożdży (o czym pisał Sławomir Chrzczonowicz), ale udało się uzyskać efekt przyjazny mojemu podniebieniu, wpisujący się również w moje wyobrażenie o odmianie sauvignon blanc. 

----------------------------------------------------
Montes
Sauvignon Blanc Reserva 2013
100% sauvignon blanc
alk. 13,5%
cena: 56 zł w Wine Corner
----------------------------------------------------

ps. Żona twierdzi, że wino zalatuje kocimi siuśkami.

sobota, 29 marca 2014

Na ukojenie nerwów?

Czytając ostatnie wpisy i komentarze pod nimi zauważyliście pewnie moje rozterki związane z winami sauvignon blanc. Wydawało się, że szczep ten jest prosty do rozpoznania nawet dla amatorów, ale tak łatwo wcale być nie musi. To znaczy łatwo może być - łatwo pomylić sauvignon blanc z chardonnay i łatwo też pomylić merlota z cabernet sauvignon. Tak, na tym polu również zaliczyłem kilka wtop. Wniosek z tego jest taki, że nigdy nie można mieć stuprocentowej pewności, co się pije. Bezgranicznie ufamy winiarzom i nie dopuszczamy do siebie takiej myśli, że wino jest nie tylko produktem rolniczym, ale również produktem przemysłowym, często modyfikowanym na wiele sposobów (i to całkiem legalnie), który musi podobać się klientowi. Bez klienta ten biznes nie ma najmniejszego sensu. Prędzej, czy później taką myśl trzeba będzie zaakceptować. Zresztą nie będę się na ten temat mądrzył, nikt chyba bardziej wyraziście tego problemu nie opisał, jak sam Marek Bieńczyk w felietonie Enzym w mojej głowie w swym zbiorze "Nowe kroniki wina". Polecam i przepraszam, jeśli po lekturze stracicie wiarę w wino.

No, ale życie toczy się dalej. Przełknęliście już tę żabę? Popijcie ją... winem.

Na ukojenie zszarganych nerwów.
Ja wybieram coś taniego, a że robi się ciepło, więc białego, co może kojarzyć się i z chardonnay, i z sauvignon i nie będzie mnie to na pewno dziwiło ani zaskakiwało. Dlaczego? Bo to po prostu kupaż tych dwóch odmian - wino Marqués de Castilla z Bodegas Cristo de la Vega. Wino to otrzymałem do degustacji od Wineonline - importera win i właściciela sklepów Winestory. Z załączonej informacji dowiedziałem się, że:

"Bodegas Cristo de la Vega to winiarnia powstała w 1955 roku jako wspólny wysiłek 25 winogrodników. Siedziba firmy mieści się w Socuéllamos, niedaleko Ciudad Real, historycznej stolicy hiszpańskiego regionu La Mancha. Największą siłą winnicy jest nastawienie na rozwój i nowoczesność, cały proces produkcji jest ściśle monitorowany, najnowsze rozwiązania techniczne służą uzyskaniu jak najlepszych win, przy zachowaniu rozsądnych cen. Wina mają nowoczesny, rześki styl, wytwarzane są ze szczepów lokalnych (tempranillo, garnacha, airen) jak i międzynarodowych (syrah, merlot, chardonnay, sauvignon blanc). W samej winiarni składowanych jest ponad 1200 barriques wypełnionych dojrzewającym winem klasy crianza i reserva."

Z tej informacji jasno wynika, że nie jest to producent butikowy, ale duży wytwórca win, jakich w Hiszpanii nie brakuje. Niektórzy alergicznie reagują na takich producentów, po części z powodów wymienionych na początku tego wpisu. Mi to zupełnie nie przeszkadza, pod warunkiem jednak, że wina dają się pić.

A to wino pić się daje, a jakże. Jest proste, lekkie (jedynie 11,5% alkoholu), aromatyczne, smaczne, a przy okazji pełne żywej kwasowości, która pobudza apetyt. Bardzo przyjemnie pić takie wino na balkonie, czy w ogrodzie, jeśli ktoś takim dysponuje. Myślę, że świetnie sprawdzi się w towarzystwie lekkich sałat.

Wino to aktualnie znajduje się w wiosennej promocji - ma obniżoną cenę z 29 zł na 25 zł. Promocja obejmuje też inne wina producenta, ale tylko te dojrzewające bez użycia beczki, a więc proste, lekkie i świeże - w sam raz na coraz cieplejsze dni.

Promocja tylko do 07.04.2014!

Oprócz Sauvignon Blanc/Chardonnay otrzymałem również białe wino Airèn,
różowe Garnacha/Tempranillo oraz czerwone Tempranillo/Syrah/Merlot.
Wiosna zapowiada się ciekawie.
Przy okazji mogę Wam podpowiedzieć, że zestaw win tego producenta możecie wygrać biorąc udział w konkursie. 


środa, 26 marca 2014

Kierunek - RPA.

Wciąż jestem pod wrażeniem sauvignon z Cantina Terlano, wciąż nie mogę się otrząsnąć po zamieszczonych pod tekstem komentarzach Sławomira Chrzczonowicza, które wpłynęły niewątpliwie na moje postrzeganie "oczywistości". No i nic nie jest jasne, obraz się zaciemnia. W tunelu, którym wędrowałem, kierunek wskazywała do tej pory odmiana sauvignon blanc, ale i ona okazała się jedynie złudzeniem optycznym. Sądziłem, że dzisiejsze wino z RPA ustawi mnie z powrotem na torach, dzięki którym, może nieco na oślep, ale dość pewnie opuszczę mroczną pieczarę, wrócę do swojego świata, w którym panuje ład poustawianych przeze mnie rzeczy. Niestety, nie udało się, tory pod wpływem ciężaru mojej niewiedzy zaczęły topić się bagnie, a ja wraz z nimi. Nic nie widzę, a ruchy coraz bardziej skrępowane.


Po sauvignon od południowoafrykańskiego producenta spodziewałem się natłoku aromatów, wyrazistego ich charakteru, czegoś łatwego, co mogłoby mnie wyciągnąć z grzęzawiska. Nic z tego. Nos zamknięty na trzy spusty, dopiero po godzinie, a może nawet i dwóch, przez dziurkę od klucza zaczęły docierać zapachy... nie, nie agrestu, nie pokrzywy, nie zielonych traw... zapachy egzotycznych owoców, podobnych w charakterze do tych z Terlano, tyle że o znacznie niższej intensywności. Wyraźna kwasowość i mocno goryczkowa końcówka dominowały jednak to wino, nie pozwalały przebić się owocowości. Było jednak w tym winie coś ciekawego, coś intrygującego, coś odmiennego, coś co nie pozwalało go skreślić z listy zainteresowań. Tylko co to było?

-------------------------------------------------
L'avenir
Sauvignon Blanc 2013
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 13,5%
cena: 46,90 zł
-------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji z Centrum Wina. Dziękuję!

  


niedziela, 23 marca 2014

Terlan Sauvignon Winkl 2012

Sauvignon blanc - pisze Jancis Robinson w „Kursie wiedzy o winie” - jest niewiarygodnie popularną odmianą winorośli dającą rześkie, wytrawne, aromatyczne i wyjątkowo charakterystyczne wina na całym świecie. […] Wina sauvignon pachną i smakują podobnie niezależnie od miejsca, w którym zostały wyprodukowane, dzięki czemu naukę rozróżniania poszczególnych odmian winorośli można zacząć właśnie od nich.

Jeśli dobrze zrozumiałem jej słowa, odmiana ta jest tak bardzo charakterystyczna, że jej rozpoznanie jest łatwym zadaniem nawet dla amatora rozpoczynającego przygodę z winami. Sam do tej pory uważałem, że jestem w stanie rozpoznać sauvignon blanc bez pudła, a im bardziej byłem o tym przekonany tym częściej się myliłem. LaCastellada z oferty Vini e Affini była dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Fakt, może to już kwestia ewolucji rocznika 2007, ale to co czułem w aromacie daleko odbiegało od stereotypu sauvignon blanc. Podobnie było ostatnio, gdy degustowaliśmy podczas Chilean Wine Tour fermentowane w beczce wino Amayna, też niemłode, bo z 2009 roku, ale wigoru i rześkości trudno mu było odmówić. Niejednoznacznym winem jest również wychwalane przez redaktora Bońkowskiego sauvignon blanc z Górnej Adygi - Winkl 2012 z Cantina Terlano.


Bez dwóch zdań, wino jest wyśmienite. Ale prawdę mówiąc raczej bym nie powiedział (pamiętajcie, że jestem amatorem), że to jest sauvignon. Dobrze to, czy źle? Trochę źle, bo burzy jako taki porządek kształtujący się od jakiegoś czasu w mojej głowie. Ale też dobrze, bo wino naprawdę świetne. Owszem, są tu charakterystyczne niuanse agrestowo-pokrzywowe, ale są też tropikalne owoce, jest nawet odrobina liczi - od klasycznego sauvignon (w moim mniemaniu) dość daleko. Wszystko to ściśle spięte klamrą żywej kwasowości z niemałym dodatkiem alkoholu, który nie drażni nosa, ale raduje głowę. Spodziewałem się wina chłodnego, o nieco kamiennym charakterze, a tu niespodzianka - bogactwo aromatów i smaków na niespotykaną skalę.  

Zasiałem w Was ziarno niepewności? Nie macie wyjścia - musicie spróbować. Może Wam się spodoba, może nie, ale wrażenia będą zdecydowanie warte tych 59 zł, które trzeba na nie wydać.

Wino otrzymałem do degustacji od importera - Salute!
Dziękuję!

------------------------------------------------------
Sauvignon, Winkl 2012
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 13,5%
------------------------------------------------------

piątek, 21 marca 2014

Nowozelandzkie sauvignon.

Kolejny dzień, kolejne otwarte wino. A w zasadzie dwa wina, oba z Nowej Zelandii i w dodatku oba z sauvignon blanc. Kontynuuję zatem swój cykl poświęcony tej odmianie.

"Stara miłość nie rdzewieje" - tak głosi znane przysłowie i coś w tym jest. Wracam do wina, od którego zaczęła się moja fascynacja sauvignon blanc, czyli Silverlake'a z Marlborough, które sprowadza, a w zasadzie sprowadzał importer Wineonline. Wino Silverlake zostało zastąpione winem Caroline Bay, najprawdopodobniej to tylko zmiana etykiety, obie firmy są kontrolowane przez Villa Maria Estate. Jeśli Caroline Bay będzie miało charakter taki jak Silverlake (a po rozmowie z przedstawicielem importera wywnioskowałem, że tak), to będę więcej niż zadowolony.


Zielone nuty, aromaty agrestu i pokrzywy są w tym winie tak dobrze wyczuwalne i rozpoznawalne, że trudno je pomylić z winem zrobionym z innej odmiany. Wręcz podręcznikowy przykład. Przy okazji wino jest dobrze zrównoważone, kwas nie pozwala słodyczy uciec na boki, alkohol nie drażni nozdrzy - tylko pić. To, co mi się w Silverlake'u podoba szczególnie, to lekkie musowanie na języku zaraz po otwarciu butelki, jeśli nie będziecie trzymali butelki otwartej zbyt długo, to możecie tym musowaniem cieszyć się do samego końca. Ogólnie jest to wino dość proste, ale bardzo smacznie i naprawdę pije się je świetnie.

Takich drobnym bąbelków nie daje się wyczuć w innym winie z portfolio Wineonline - Vidal Reserve Series Sauvignon Blanc 2011. Także Vidal jest zależny kapitałowo od Villa Maria, choć sama firma może poszczycić się znacznie dłuższą tradycją. Po tym winie spodziewałem się jakiejś szczególnej ekspresji, wszak wino kosztuje znacznie drożej niż Silverlake.


Wina piłem równolegle i pierwsze wrażenie było takie, że w obu kieliszkach mam to samo wino. Dopiero po pewnym czasie ujawniły się różnice. Vidal wydaje się być winem delikatniejszym, bardziej zniuansowanym jeśli chodzi o wrażenia zapachowe. Tu po pewnym czasie można wyczuć aromaty słodkich owoców egzotycznych, choć wino w żaden sposób nie podąża w stronę słodyczy - solidna kwasowość na to nie pozwala. Vidal wymaga większej uwagi od pijącego, ale odwdzięcza się ciekawymi doznaniami, bardziej bogatymi niż w przypadku Silverlake'a.

Według mnie oba wina zasługują na uznanie. Zbliża się sezon balkonowo-tarasowy i wydaje się, że na wolnym powietrzu, ze względu na intensywny aromat i wrażenie świeżości podbite lekkim musowaniem, lepiej sprawdzi się Silverlake. Vidal zaś wymaga odrobiny spokoju, koncentracji i cierpliwości, ale wtedy pokazuje swoją wysoką klasę.

--------------------------------------------------------------------
Silverlake
Sauvignon Blanc, 2013
odmiana: 100% sauvignon blanc
region: Marlborough
alk. 13,0%
cena: 45 zł
--------------------------------------------------------------------
Vidal
Reserve Series Sauvignon Blanc, 2011
odmiana: 100% sauvignon blanc
region: Marlborough
alk. 13,0%
cena: 75 zł
--------------------------------------------------------------------

Oba testowane wina kupiłem w sklepie Winestory (Wineonline).

środa, 19 marca 2014

Sauvignon Blanc z Bordeaux.

Witajcie po wpisie poświęconym winie z Burgundii. Winne Wtorki mają priorytet, mogą zdobić wyrwę w cyklu i ujdzie im to na sucho. W cyklu poświęconym odmianie sauvignon blanc. Na fejsbukowym profilu bloga zajawiłem wina z Nowej Zelandii, ale miałem okazję spróbować sauvignon z Bordeaux, więc dzisiaj krótki wpis poświęcony temu winu.

Wino próbowałem w towarzystwie kilku znanych blogerów, żeby wyróżnić się wśród nich musiałem założyć jaskrawą bluzę. 

ⓒArtur Marcula/Vini e Affini.
W towarzystwie G.Kurczewskiego, M.Jagodzińskiego, M.Nowickiego,
M.Likowskiego (poza kadrem) i W.Bońkowskiego.
Uprzedzając wszelkie pytania: w moim kieliszku nie ma sauvignon blanc :)
Wino było mocno wytrawne, o solidnej kwasowości i nieco kamienistym charakterze. Niektórzy mówili coś o winie chemicznym, siarkowym - nie wiem, nie znam się. Takiej kwasowości brakowało mi w winie chilijskim, w tym jednak przypadku była ona nawet zbyt ostra. Przydałoby się tego bordoszczaka czymś zagryźć. Owoc w nim kojarzył się ewidentnie z kwaśnymi cytrusami, w niczym nie przypominał lekko słodkich owoców egzotycznych, jakie zapamiętałem pijąc wino z Chile.


Ogólne wrażenie takie sobie. Jeśli mogę zacytować Marka Bieńczyka z filmu Winicjatywy, na którym ocenia tanie wino z Tesco, to niech za ocenę posłużą jego słowa: "No, dobre, ale pić bym tego nie chciał".

----------------------------------------------
Château La Verrière
Sauvignon Blanc, 2013
alk: 13%
cena: 54 zł
----------------------------------------------

Wino degustowałem na koszt sklepu Wine Corner w Warszawie. Dziękuję!

niedziela, 16 marca 2014

Zatoczka Anioła.

Jak się rzekło A, to trzeba powiedzieć i B. Kontynuuję zatem mini cykl poświęcony odmianie sauvignon blanc zapoczątkowany w moim poprzednim wpisie. Szybko przypomnę tylko, że zacząłem od butelki z Chile, która niespecjalnie przypadła mi do gustu, a którą otrzymałem w prezencie od mojej mamy.

Dziś udaję się w rejony od których zaczęła się moja przygoda z sauvignon blanc, czyli do Nowej Zelandii. Wina z tej części Antypodów jakoś mi pasują, choć oczywiście, jak wszędzie zresztą, i tam zdarzają się wina co najwyżej takie sobie. Doskonale jednak pamiętam sauvignon, które do tej pory traktuję jako wzorzec metra - Silverlake z regionu Marlborough. Piszę do tej pory, bo usłyszałem pogłoskę, że wino to nie będzie sprowadzane już przez dotychczasowego importera - Wineonline. Jeszcze wrócimy do niego w tym cyklu, mam butelkę z rocznika 2013, którą zamierzam dla Was opisać, ale dziś kilka słów o winie z tego samego regionu i z tego samego rocznika, ale od innego importera.

W przesyłce z marcowymi nowościami, którą otrzymałem z Centrum Wina, znalazło się wino o nazwie Angel Cove. Etykieta nawet fajna, nazwa nieco pretensjonalna, ale co tam, nie to jest najważniejsze. Ważne jak się zaprezentuje zawartość butelki - wino jest oczywiście zrobione z odmiany sauvignon blanc.

No i całkiem niezłe wino.
Agrest i pokrzywa grają w tym winie pierwsze skrzypce, wtórują im cytrusowe nuty, a dość intensywna, zielona świeżość przypomina mi o tym, co w sauvignon blanc lubię najbardziej. Odpowiednio schłodzone potrafi dać radość. Plusa temu winu daję za rozsądny poziom alkoholu, 12,5% to o jeden procent miej niż w przypadku wina chilijskiego, w którym rzeczywiście był on dla mnie problemem.

Ogólne wrażenie jest niezłe, wino podoba mi się, piłem je bez najmniejszej przykrości, raczej z zadowoleniem. Cieszy mnie to tym bardziej, że przeczytałem dwie relacje z prezentacji tej butelki w siedzibie Centrum Wina, które nie były jakoś szczególnie entuzjastyczne, po ich lekturze nie nastawiałem się na szczególne doznania. Okazuje się po raz kolejny, że odczucia różnych osób są sprawą indywidualną, mi to wino naprawdę pasuje, choć nie jest to ten poziom emocji, który towarzyszył mi za każdym razem, gdy piłem wspomnianego wyżej Silverlake'a.

Wino do degustacji otrzymałem z Centrum Wina. Dziękuję!

Jeśli jesteście zainteresowani innymi winami na bazie sauvignon blanc, które miałem okazję opisywać, to kliknijcie >>>>>> TU <<<<<<< 

piątek, 14 marca 2014

Wino kalibracyjne.

Nie milkną echa zlotu winiarskich blogerów, im więcej czasu upływa tym komentarze wydają się ostrzejsze, ja jestem w obozie tych, którym się podobało i oceniam spotkanie bardzo dobrze z niemałą nutką entuzjazmu. Rysowaną przez niektórych coraz mocniej linię podziału między dziennikarzami piszącymi o winie zawodowo a blogującymi amatorami tegoż trunku wymazuję ze swojej świadomości, jako twór zupełnie sztuczny i niepotrzebny. Nie jestem dziennikarzem, ale w środowisku dziennikarskim tkwię od niemal dwudziestu lat i wiem doskonale, że tak samo jak legitymacja prasowa nie czyni z dziennikarza profesjonalisty, to tak samo jej brak nie pozbawia amatora prawa do bycia zawodowcem. Ale zostawmy na razie ten temat. Następny zlot za rok, to co możemy zrobić teraz, to wspomóc organizatorów w przygotowaniach do kolejnego spotkania, choćby wyrażając jasno swoje od nich oczekiwania, od siebie zaś wymagajmy tego, czego brak doskwiera nam u innych.

W tytule tego wpisu użyłem słowa określającego wino będące odnośnikiem dla innych. Tak się złożyło, że ostatnio wpadło w moje ręce kilka win zrobionych z sauvignon blanc i w mej głowie zrodził się pomysł by zrobić cykl wpisów poświęconych tej odmianie. Część win dostałem od importerów, kilka kupiłem sam, a to kalibracyjne, od którego mogę rozpocząć serię opisów, otrzymałem w prezencie od mojej mamy.

Mama, jak to mama, z pustymi rękoma syna nie odwiedza, a że zna moje zamiłowanie do wina, to na jakąś flaszkę zawsze mogę liczyć. Co ciekawe, przywozi mi wina, których sam sobie bym nigdy nie kupił. Nie dlatego, że mnie nie stać, nie w tym rzecz. Chodzi o to, że mieszka w małej miejscowości w pobliżu naszej wschodniej granicy, gdzie najlepiej zaopatrzonym w wina punktem jest stacja benzynowa.

A w zasadzie była.

- "Widzę, że się u was coś zmieniło” - mówię patrząc na znajomo wyglądającą etykietę.
- „No w końcu jest! Były protesty sklepikarzy, były kontrole z Sanepidu i Straży Pożarnej. Nawet policja była. Ale jest. Pamiętasz, to pole przy Kościelnej? Teraz jest tam Biedronka. Jaka wielka!” - dawno nie widziałem w niej takiego entuzjazmu.

No więc dostałem od mamy Chateau Los Boldos - sauvignon blanc z Chile. Wielokrotnie pisałem na tym blogu, że lubię sauvignon blanc, że kibicuję winom z Chile, ale - być może piszę to pierwszy raz - chilijskiego savignon blanc nie znoszę. Nie chcę uogólniać, ale te wina, które miałem okazję pić były mocno rozczarowujące.

Wino poprawne, ale mi dużej radości z picia nie dało.
Los Boldos nie poprawi mojej o nich opinii. Aromat tego wina nie obiecuje wiele dobrego, w miejsce świeżych, zielonych aromatów wpasowały się, może nie nadzwyczaj intensywne, ale jednak wyczuwalne, zapachy gumy i kiszonej kapusty. Nie dramatyczne, ale naprawdę mało inspirujące. Odrobina owoców tropikalnych niewiele pomaga, brakuje świeżości. W ustach jeszcze gorzej. Płasko, trochę słodko na wejściu, gorzko w końcówce, a gorycz ta utrzymuje się na podniebieniu nadspodziewanie długo. Alkohol pali bardziej niż bym sobie tego życzył. To wino oczywiście nadaje się do picia, nie ma wad, ale jego stylistyka zupełnie mi nie odpowiada. Nie daje mi radości.

Kalibruję się zatem z dość średniego poziomu. Jest nadzieja, że dalej będzie lepiej. A czekają na mnie próbki z RPA, Nowej Zelandii, Austrii i włoskiego Alto Adige.

Bądźcie zatem czujni. Kolejne opisy wkrótce.

Wino z Biedronki otrzymałem w prezencie od mamy.


środa, 3 lipca 2013

Jack Rabbit i reszta.

Tak jak zapowiedziałem, tak uczyniłem. Postarałem się o konkurentów dla otrzymanego od Żabki wina Jack Rabbit, by przetestować dla Was popularne wina, które ja nazywam "imprezowymi". Jak się sprzedaje seria Jack Rabbit, tego jeszcze nie wiemy, ale plany są ambitne, Żabka chce sprzedawać je w liczbie 5 mln butelek rocznie. Jack Rabbit ma stawić czoła dobrze znanym u nas winom Carlo Rossi (CEDC), które od lat okupują pierwsze miejsce tabeli najlepiej sprzedających się win. Na popularności zyskują też wina El Sol (Ambra), ale ich sprzedaż w Polsce jest o rząd wielkości mniejsza. Jak Żabka sobie poradzi z tym wyzwaniem czas pokaże, dziś zobaczymy, jak wypadnie ich Sauvignon Blanc w starciu z konkurentami.

Jack Rabbit i spółka.
Już na starcie marka win Jack Rabbit, ma pewną przewagę, jeśli chodzi o cenę. Carlo Rossi California White kosztuje 16,99 zł (Real), El Sol Australia jeszcze więcej - 17,99 zł (Real). Żabka za swoje wina żąda jedynie 14,99 zł. Niby różnica niewielka, ale w praktyce oznacza, że zamiast czterech butelek El Sol, możemy mieć pięć butelek Jack Rabbit. Po za tym, tylko wino z Żabki ma wymienioną nazwę szczepu, oraz rocznik, z którego pochodzą grona. El Sol i Carlo Rossi to wina mieszane i co jest w środku i w jakich proporcjach, jeden Bóg raczy wiedzieć. Zatem kolejny plus dla Jack Rabbit.

Jack Rabbit zamykany jest zakrętką, reszta plastikowym korkiem.
Przypuszczam jednak, że kwestia szczepu i rocznika dla większości konsumentów tych win nie ma żadnego znaczenia, liczy się cena i smak. O cenach już coś powiedziałem, przejdźmy zatem do oceny (subiektywnej) smaku.

Tak jak się można było spodziewać, sauvignon blanc z Chile wyróżniało się na tle konkurentów, miało odmienny charakter, pozostałe dwa bazują raczej na innych szczepach. Ale to też nie było sauvignon takie, jakie lubię. Za mało wyraziste, trochę wygładzone, choć z większą (dużo większą) niż konkurencja kwasowością. El Sol jest w ogóle jakieś dziwne, jakieś sztuczne, ale można w nim wyczuć fajne nuty białych porzeczek i agrestu, jest trochę kwasu, ale i sporo słodyczy. Niestety pozostawia w ustach posmak popiołu z papierosów. I to nie jest fajne. Carlo Rossi nie jest takie złe, jakby to mogło wynikać z powszechnej opinii krytyków. Wydaje się nieco rozwodnione, ma niewiele alkoholu, ale jest czyste, pachnie i smakuje nie najgorzej - jabłkami i żółtymi śliwkami. Jack Rabbit jest winem najbardziej… winnym i w tym sensie warto dać mu plusa, owocu jest tu jednak niewiele, zielone nuty typowe dla sauvignon blanc, choć rozpoznawalne, są raczej blade, ukryte, mało wyraźne. Jest też winem bardzo wytrawnym, wymaga nieco bardziej wyrobionego podniebienia. Dla niedzielnych, rzadko pijących amatorów wina może okazać się dość trudne. Konkurencyjne wina piją się łatwiej, bo są mniej kwaśne, by nie powiedzieć wprost: mają więcej cukru.

Drugie podejście do win zrobiłem dobę później. Ponieważ wrażenia były podobne do tych z dnia poprzedniego mogłem pokusić się o stworzenie rankingu win imprezowych. Rankingu, który mocno mnie zadziwił, muszę dodać. Otóż najbardziej pijalnym, łatwym i przyjemnym winem okazało się… Carlo Rossi. Dość rześkie, o wyczuwalnych nutach jabłek i cytrusów robiło dość dobre (na tle konkurencji) wrażenie. Jack Rabbit atakował agresywną kwasowością, która odbierała nieco przyjemność picia, owoc był słaby, specjalnych plusów (poza tymi wymienionymi we wstępie) nie zauważyłem. Mimo pokładanych w nim nadziei spada na trzecie miejsce rankingu. Niespodzianką okazał się El Sol ze względu na swój dość oryginalny smak i łatwość picia (to wino miało najwięcej słodyczy w sobie). Drugiego dnia posmaku popiołu nie wyczuwałem i wino wydało mi się całkiem, całkiem.

Daleki jestem od rekomendowania któregokolwiek z tych win. Jeśli jednak będziecie na niezobowiązującej imprezce, a do wyboru będą tylko takie wina, to pamiętajcie, że ten diabeł, czyli Carlo Rossi, nie jest aż tak straszny, jak go niektórzy malują. Ale jeżeli wybieracie się z wizytą do kogoś, kto się dobrze orientuje w winach, to zabierzcie raczek króliczka, jest trudniejszy w piciu, ale ma najwięcej charakteru.

Swoją drogą ciekaw jestem jak smakuje Jack Rabbit Chardonnay. Przypuszczam, że jego styl znacznie lepiej pasowałby do testowanych przeze mnie win i ranking mógłby wyglądać nieco inaczej. Postaram się to sprawdzić przy jakiejś okazji.

Wino Jack Rabbit otrzymałem w prezencie od importera. Wina Carlo Rossi i El Sol kupiłem w supermarkecie Real.