Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alzacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2020

Złapać Boga za nogi.


Sporo żeśmy się kiedyś nasłuchali o edukacyjnej roli dyskontów i ich zaangażowaniu w promocję wina w Polsce, mistrzowie sommelierstwa ryzykowali swoje twarze i autorytety, by nieść oświaty winnej kaganek pomiędzy podtapianymi piwem i wódą obywatelami RP, także blogerom mojego pokroju ta oświeceniowa misja się nie powiodła, skoro takie wina, jak Cave des Vignerons de Pfaffenheim Alsace Riesling Pfaff, muszą być obrażane kolejnymi przecenami.

31 października 2016 roku Wojtek Bońkowski pisał o roczniku 2015 tego wina, jako o dość udanym i wartym spróbowania, zwłaszcza za cenę 29,90 zł za butelkę. To dobra cena, kiedy byłem przez moment w Alzacji w 2019 roku, trzeba się było nachodzić, żeby znaleźć coś w podobnej cenie. Może poza Colmar byłoby łatwiej. W 2020 roku Biedronka wyprzedaje wino z rocznika 2016 nie za 29,99 zł, nie za 25,99 zł, jak sugerują naklejki na szyjce butelki, ale za 19,99 zł. Jeżeli za niemal trzy dychy Pfaff było winem godnym polecenia, to 19,99 zł wydaje się być ceną rewelacyjną. Mówię to ja, który za rieslingami nigdy nie przepadał, a dziś mam w sobie to zadowolenie człowieka, który właśnie zrobił interes życia. Ci bardziej pobożni mogą coś napomknąć o łapaniu Boga za nagi. Rasowy riesling z charakterystycznymi nutami naftowymi w nosie i świeżą kwasowością w ustach, uniwersalny w kuchni i orzeźwiający poza nią - wypijany solo. To nie jest najlepszy riesling świata, ale dajcie mi lepszego za tę cenę, może Was nie ozłocę, ale wesprę dobrym słowem. Czekam na kontr-propozycję w komentarzach.


wino: Pfaff Riesling 2016
pochodzenie: Francja, Alzacja
apelacja: Alsace AOC
producent: spółdzielnia La Cave des Vignerons de Pfaffenheim
odmiany: 100% riesling
alk.: 12,5%
cena: 19,99 zł (Biedronka, 2020-09-03)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Jux Gewurztraminer Reserve 2013.


Mam z tym winem mały problem, bo jest to całkiem dobry gewurztraminer, tyle że nie za bardzo chce mi się go pić. Typowe dla tej odmiany aromaty są niezwykle kuszące i zachęcają do wychylenia kieliszka, samo wino natomiast jedwabiście rozpływa się po kubkach smakowych i zapewnia wiele przyjemnych wrażeń smakowych, ale… szybko się nudzi. Wina z tego szczepu nie grzeszą nadmiarem kwasowości i dlatego mogą wydawać się nieco mdłe. Nie sposób wypić ich za dużo, zwłaszcza jak nie łączymy ich z jedzeniem, a ja popełniłem ten błąd i piłem gewurztraminera zupełnie samego. Absolutnie nie wykorzystałem potencjału, jaki z jedzeniem mogą tworzyć alzackie wina z tego szczepu. Stąd właśnie mój problem z oceną tego wina  dlatego postanowiłem, że dziś nie będzie na zdjęciu „buźki” symbolizującej mój subiektywny odbiór tego wina.


Biorę się zatem za lekturę i następną butelkę gewurztraminera „rozpracuję” w odpowiednim dla niego towarzystwie. Zachęcam Was do tego samego, jeśli macie ochotę, możecie podzielić się swoimi wrażeniami w komentarzach. Chętnie poznam też Wasze kombinacje gewurza z potrawami.

Tymczasem dziękuję importerowi - Grand Cru S.A. - właścicielowi sieci sklepów DobreWina.pl za udostępnienie wina do degustacji. 

---------------------------------------------------------
Jux Gewurztraminer Reserve 2013
Alsace AOC, Francja
odmiana: 100% gewurztraminer
alk. 12,5%
cena: 42,90 zł w promocji (normalnie 59,90 zł)
---------------------------------------------------------

piątek, 3 stycznia 2014

Trimbach Gewurztraminer 2011.


Ta butelka ma swoją małą historyjkę, choć o co w niej dokładnie chodzi, tego do końca nie wiem. Kilka osób kontaktowało się ze mną, kilka miało się się w tej sprawie odezwać, a wszystko po to, bym spróbował i podzielił się wrażeniami z degustacji alzackiego gewurztraminera od znanego i uznanego producenta jakim jest Maison Trimbach. Rodzina Trimbachów para się winiarstwem od roku 1626 - szmat czasu. Na naszych terenach toczyła się wówczas wojna ze Szwedami, we Francji w tym właśnie roku zakazano pojedynków, zaś Alzacja należała jeszcze do Niemiec. 

Wypiłem kilka gewurztraminerów w życiu, wiadomo czego można oczekiwać od win zrobionych z tego szczepu, pytanie brzmi, czy otrzymana butelka jest tak dobra, jak głośna jest sława producenta. Spędziłem trochę czasu na poszukiwaniu informacji o winach Trimbach i wynika z nich, że priorytetem dla producenta są wina robione raczej z rieslinga niż gewurztraminera. Ale nie oznacza to wcale, że "gewurz" jest traktowany po macoszemu. Nic podobnego. W winnicy Trimbachów powstało wino eleganckie, nieprzesadzone w żaden sposób - kwasowość równoważy się doskonale ze słodyczą, mocny alkohol (14%) jest niewyczuwalny na podniebieniu (w głowie tak), aromaty są wręcz podręcznikowe, charakterystyczne dla szczepu (liczi, róża), ale nie duszą swą intensywnością. Zgrabne wino i jedyne, co można mu zarzucić to cena - butelka gewurztraminera z linii classic kosztuje ok. 100 zł. No ale w tym wypadku płaci się za luksus, sławę i historię marki. Może nie codziennie, ale raz na jakiś czas warto jednak szarpnąć się na taką butelką.

W końcu przyjemnie jest się ogrzać w cieple gwiazd.

ps. Sprawa się wyjaśniła - butelka wina dotarła do mnie z inicjatywy importera win Trimbach - Domain Menada Sp. z o.o.
Serdecznie dziękuję!

czwartek, 19 września 2013

Kilka Gewurtztraminerów.

Miałem ostatnio okazję zmierzyć się z kilkoma alzackimi etykietami, a wszystkie były winami zrobionymi ze szczepu gewurztraminer. Właśnie w tej części Francji gewurztraminery udają się najlepiej, oczywiście jeśli winiarz ma talent i kawałek porządnej działki. W innym przypadku może być różnie. I jak bardzo może być różnie mogłem przekonać się na własnej skórze, czy może raczej podniebieniu.


Pierwsze wino - Henri Ehrhart Gewurztraminer 2011 kupiłem w ursynowskim Leclerku za dość przyzwoitą sumę 36 zł. Owszem posiadało cechy odmianowe takie jak różany zapach i słodkawy posmak przypominający liczi, ale całość była jakaś taka blada i słabo przekonywująca. Dało się wypić, ale słaba koncentracja dawała wrażenie zbyt rozwodnionego kompotu i dużej przyjemności prawdę mówiąc nie miałem.


Lepiej było z winem drugim, a właściwie trzecim, bo to wino było ostatnim w próbowanej przeze mnie serii.  A. Zirnhelt Gewurztraminer 2011 kupiłem za ok. 30 zł w Makro C&C i wino okazało się całkiem przyjemne. Koncentracja nieznacznie lepsza, spodziewałem się może nawet większej słodyczy, ale na pewno nie była ona elementem dominującym. Ogólnie wino przyjemne i w całym zestawieniu najtańsze.


A jeśli jesteśmy przy cenach, to nie ukrywam, że ostatnie wino było też najdroższym. Powiedzmy sobie szczerze, było winem bardzo drogim - kosztuje 170 zł w sklepie Marka Kondrata. Miałem to szczęście, że próbowałem je na degustacji w "centrali" i nie musiałem za nie płacić. Ale wino Gewurztraminer Cuvee Laurence 2009 było tak pełne, tak intensywne, tak skoncentrowane, że już po pierwszym łyku wiedziałem, że mam do czynienia z winem niezwykłym. Aromaty buszowały po nozdrzach, słodyczy było sporo, ale zrównoważonej całkiem przyzwoitą, jak na ten szczep, kwasowością. Producentem jest Domaine Weinbach, oprócz gewurtza mieliśmy okazję spróbować także dwóch rieslingów Grand Cru - Schlossberg 2011 i Cuvee Sainte Catherine Schlossberg 2009 - wszystkie wina, bez wyjątku - świetne. Tego producenta trzeba zapamiętać. Życzę Wam, żeby były to dla Was wina codzienne, ale mam wrażenie, że dla większości z nas będą to wina na specjalne okazje. Ja w każdym razie już za taką okazją się rozglądam. 

piątek, 21 grudnia 2012

Wciąż na słodko.

Pinot gris to szczep, który dobrze utkwił mi w pamięci po degustacji win z Alzacji, byłem nim urzeczony. Zanim wypiłem swoją próbkę, którą dostałem w ramach świątecznej promocji Lidla przeczytałem kilka recenzji w sieci - koledzy okazali się szybsi, mieli więcej szczęścia ode mnie, któremu to zapalenie oskrzeli odebrało możliwość zabawy z winem. Recenzje były mało optymistyczne (Wojciech Bońkowski), poprzez raczej negatywne (Jakub Jurkowski), aż do tych wręcz odstraszających (Jakub Małecki). Szczerze mówiąc - zachęta marna.

A mi to wino smakowało, nawet bardzo. Prawdę mówiąc wolę to wino, niż Sauternes, o którym wspomniałem w poprzednim wpisie. I w odróżnieniu od Sauterns byłbym w stanie porwać się na samotne opróżnienie całej butelki, wcale nie musiałbym się nią z nikim dzielić, nawet - czysto egoistycznie - bym nie chciał. Mając do dyspozycji 2 x DoTrzechDych wybrałbym w Lidlu to Pinot Gris i jeszcze zostałaby mi dycha na jakieś ciasto - deser świąteczny jak się patrzy.

foto: materiały prasowe Lidl

Przegląd win alzackich rozbudził moją ciekawość dla Pinot Gris, Lidl swoim winem ciekawość tą podsycił, a ja wciąż czuję, że to mało, wciąż ma ochotę na szarego pinota - lidlowska słodka wersja wcale mnie nie zniechęciła. 

piątek, 30 listopada 2012

Biały weekend.


Upałów nie było, to prawda, ale siarczystych mrozów też nie. Butelki 10-letniego Tawny (Martinez i Barros) mogą jeszcze chwilę poczekać. Tym bardziej ulegam ostatnio pokusie picia win białych, więc w miarę luźny weekend był okazją do poszerzenia horyzontów.

Zaczęło się od wina, które przyniosła moja żona. Co prawda zastrzegła, że to dla niej, ale łaskawie zostawiła mi trochę, więc coś mogę napisać. Było to niezwykle aromatyczne wino z hiszpańskiej apelacji Rioja. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej piłem białą Rioję, ale byłem urzeczony winem zrobionym w 100% ze szczepu Viura i już teraz deklaruję, że było to najciekawsze wino weekendu.


O Jacob's Creek Chardonnay Classic nie będę pisał, bo to wino powszechnie znane, zresztą pisałem trochę o winach JC tutaj. Skusiłem się na nie, ponieważ na półce obok siebie stały roczniki 2011 i 2012, byłem ciekaw, czy w tak masowym produkcie rocznik ma znaczenie.

Kolejnym winem, które znam i lubię był niemiecki riesling od uznanego producenta Schloss Vollrads. Uwielbiam w tym winie fajną kwasowość wspaniale współgrającą ze sporą słodyczą. Niewielka ilość alkoholu (10,5%) jest kolejnym czynnikiem zachęcającym mnie do kupowania tego wina. Czy niemiecki riesling jest słabszy od hiszpańskiej viury, że nie zasłużył sobie na miano wina najciekawszego? Nie, moim zdaniem jest lepszy, tyle że znam go od dawna, doceniam i regularnie kupuję, ale nic mnie w nim już nie zaskakuje.


No i na koniec dwa wina z Tesco. Alzacki Pinot Gris i Albarino z Rias-Baixas. Po degustacji win alzackich uznałem Pinot Gris za szczep wielce ciekawy, któremu poświęcę więcej czasu, ale wino z Tesco, choć niezłe i całkiem smaczne nie zrobiło na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Z żoną uznaliśmy zgodnie, że za 40 zł można poszukać czegoś innego. Ponieważ wino nie wyczerpało jednak mojej ciekawości co do regionu i co do szczepu, więc moje poszukiwania dobrego Pinot Gris z Alzacji będą kontynuowane.


Natomiast 25 zł za Albarino to kwota dobrze wydana, choć dodać trzeba, że to cena z wyprzedaży. Świeże, dość kwasowe wino o aromacie dojrzałych mirabelek bardzo mi się podobało, chyba nawet bardziej niż albarino biedronkowe, dostępne podczas promocji win hiszpańskich.


Biały weekend uważam za udany, choć powoli zaczynam tęsknić za winami czerwonymi, więc raczej opisów tych ostatnich spodziewajcie się w najbliższym czasie.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Alzacki Gewurz.

Spodobały mi się alzackie wina, które miałem okazję pić podczas festiwalu win z tego regionu Francji, dlatego też robiąc zakupy w elbląskim Kauflandzie nie mogłem nie skusić się na butelkę gewurztraminera, którą wypatrzyłem na jednej z półek. Butelka pochodzi z winnicy Huberta Becka, na portalu vinsalsace.com można znaleźć kilka zdań na temat tego producenta, ja jednak nieco więcej informacji o winiarzu i jego produkcie znalazłem w opisie Blurpppa.

Trochę obawiałem się kupowania alzackiego wina w takim supermarkecie jak Kaufland. Poza nielicznymi wyjątkami - mam na myśli mojego ukochanego ursynowskiego Leclerka - w tego typu sklepach trudno znaleźć coś naprawdę ciekawego i oryginalnego. Jednak, gdy się przyjrzeć na spokojnie kauflandowym półkom, można dojść do wniosku, że ktoś tam bacznie obserwuje polski rynek wina i to, co się o nim pisze w internecie. O barolo z Lidla, czy Biedronki słyszeli chyba wszyscy - w Kauflandzie też już można kupić niedrogie Barolo. Widziałem Chateauneuf-du-Pape, to samo, które można było kupić w Biedronce, ale Kaufland miał je w jeszcze lepszej cenie. Było Chablis w dyskontach? Jest i tu, w dodatku Premier Cru. Są też etykiety włoskie, francuskie czy hiszpańskie od producentów, którzy wcale nie zajmują się wytwarzaniem "masówki". Warto śledzić, co będzie działo się tam w przyszłości.



Ale tu i teraz rozpracowuję Gewurztraminera, który tak wyraźnie pachnie liczi, że może stanowić podręcznikowy wzorzec aromatów win z tego szczepu. W ustach wszechobecna słodycz, która jednak równoważona jest sporą kwasowością. Do tego odrobina goryczki w końcówce i 13% dobrze ukrytego alkoholu. Z całą pewnością wino warte uwagi, zwłaszcza że cena - 37,99 zł za butelkę - wcale nie wydaje się wygórowana. Polecam zdecydowanie.

Teraz z niecierpliwością czekam na otwarcie kolejnych butelek kupionych w K. Czy będą równie udane jak wino Becka? Pożyjemy - zobaczymy, może nawet coś napiszemy :)

czwartek, 3 listopada 2011

Alzackie bąbelki.

Wielokrotnie wspominałem na tym blogu, że nie rozumiem bąbelków, niemniej jednak wraz z żoną chętnie sięgamy po wina musujące (czasem nawet gazowane). Przez dłuższy czas nasze zainteresowania oscylowały wokół włoskiego prosecco, podczas pobytu w Barcelonie do kieliszków (OK, hotelowych szklanek) trafiała cava, a w ostatnich dniach wpadło nam w ręce francuskie wino musujące wykonywane metodą tradycyjną (szampańską), ale z Szampanii niepochodzące. Mowa o alzackim cremant, ale nazwa cremant - jak pisze Wojciech Gogoliński w swej Encyklopedii Wina - zarezerwowana jest dla francuskich win musujących AOC produkowanych w 7 regionach metodą tradycyjną z różnych odmian winogron.

O Cremant d'Alsace możemy też przeczytać w "Winach Europy" Marka Bieńczyka i Wojciecha Bońkowskiego. "Cremant d'Alsace jest jednym z lepszych zastępników szampana, jeśli zastępować go musimy."  



Nasze wino, jak już wspomniałem wcześniej pochodziło z Alzacji i stanowiło dla nas zupełną nowość, ale nowość zupełnie smaczną. Wypiliśmy je z przyjemnością i stwierdziliśmy, że w przyszłości będziemy wracać do tego typu win.

------------------------------
Joseph Hubster
Cremant d'Alsace
Leclerc Ursynów - ok. 35 zł
-------------------------------

sobota, 22 października 2011

Pinot Blanc z Alzacji


Jeśli nie pierwsze, to jedno z pierwszych win ze szczepu pinot blanc, jakie miałem okazję próbować. Wino butelkowane przez Kiechel & Cie było sprzedawane w biedronkowej promocji win francuskich. Ludzie różne rzeczy piszą i mówią o tych promocjach w Biedronce, jedni chwalą, inni ganią. Jako konsument, który z tygodnia na tydzień coraz dłużej musi przyglądać się każdej wydawanej złotówce, uważam robotę Biedronki za pożyteczną. Sieć sprzedaje wina po przystępnych cenach i początkującym winomanom zapewnia niemal darmową edukację. Nawet jeśli poziom tej edukacji nie jest najwyższy, to i tak należy pochwalić Biedronkę za "niesienie oświaty kaganka". Ja tam w każdym razie poszerzam swe winne horyzonty, każda wypita butelka daje jakieś nowe doświadczenie.

Wracając do tego pinota można lakonicznie powiedzieć, że jest w porządku. Co więcej, chętnie bym je zarekomendował innym amatorom wina, ale zdaje się francuskie wina już zdążyły zniknąć ze sklepowych półek. Zapewne (tak było w przeszłości) pojawi się jeszcze tu i ówdzie w niewielkich ilościach, ale za to w cenie jeszcze niższej, a ta katalogowa to 14,99 zł. Wypatrujcie zatem bacznie, może okazja trafi się gdzieś w Waszej okolicy.

Wino jest bardzo rześkie, z fajną, delikatną, cytrusową  kwasowością. Nos bardziej kwiatowy, niż owocowy, niezbyt zresztą intensywny. 12% alkoholu.

Lato niestety stało się już wspomnieniem, a akurat na tę porę roku wino byłoby w sam raz. Ja w każdym razie zabieram się za "czyszczenie" swoich zapasów z win białych. Trzeba zrobić miejsce na wina czerwone - wszak zima za pasem.

sobota, 19 marca 2011

Na biało.

Nawał pracy, przesilenie wiosenne, katar i parę innych jeszcze czynników sprawiły, że moje winne eksploracje straciły swój impet i przez dobry tydzień, a może i dłużej wina w ustach nie miałem. Dziś jednak nastąpiło odwrócenie trendu i udało mi się otworzyć nawet dwa wina. Pierwszym z nich był alzacki gewurztraminer, w który zaopatrzyłem się w supermarkecie w ramach poszukiwania dobrego wina w rozsądnej cenie. Padło na wino A. Zirnhelt butelkowane dla A.M., cokolwiek to znaczy. Jeśli jakiś oświecony winomaniak, będący przy okazji czytelnikiem tego bloga wyjaśni mi, co oznacza A.M., będę wdzięczny. OK, już wiem, zapytałem wujka Google. A.M. to Arthur Metz, winny kupiec (merchant). Wino o bardzo intensywnym zapachu, w którym doszukiwałem się nut kwiatowych (bo tak nakazują podręczniki), ale najbliższym skojarzeniem okazała się brzoskwinia. W smaku natomiast wiele słodyczy, jak na mój gust zbyt wiele, ale końcówka gorzka, przypominająca owoc grejpfruta czy też bardziej ogólnie smak wewnętrznej warstwy skórki cytrusów zwanej mezokarpem. Ale pojechałem, co? Ogólnie wino niezłe, ale ta nadmierna słodycz mnie nieco mdliła i moja opinia jest taka, że jeśli nie przegryziemy czymś tego wina, to szybko się nim zmęczymy. Na szczęście nie piłem sam, więc nie zdążyłem tego wina znienawidzić.



Drugim winem, którym raczyłem się (no, bez przesady) tego wieczora było australijskie Lindemans Bin 65 chardnonnay z roku 2009. Importerem tego trunku jest Centrum Wina, ale swoją butelkę kupiłem w Realu. Tu pewna ciekawostka. W Centrum Winia butelka kosztuje 52 zł, w Realu zaś 42 zł. Co więcej na jednej półce były roczniki 2007 i 2009. Zawsze w takiej sytuacji ulegam pokusie i kupuje oba, żeby mieć jakieś porównanie. Trochę się zdziwiłem otrzymawszy rachunek, bo się okazało, że wino z 2007 roku Real sprzedawał jedynie za 19 zł. Wygląda na to, że CW pozbywa się niezbyt udanego wina za pomocą hipermarketów. Pisząc o niezbyt udanym winie mam na myśli głównie rocznik 2009, bo wino z 2007 było nie tylko słabe, ale też zwyczajnie za stare.

No cóż, niezbyt udany ten wieczór, jeśli chodzi o wina. Ale ja jestem optymistą. Wierzę, że dzięki temu następna degustacja będzie znacznie lepsza. Jeśli nie - będę musiał ten francusko-australijski tandem prosić o wybaczenie

czwartek, 13 maja 2010

Rocznik 2009 i cała reszta.

Nie wiem czy sławne wina są dobre, ale chciałbym ich kiedyś spróbować. Oczywiście kiedyś w odległej przyszłości, kiedy będę już nieprzyzwoicie bogaty. Teraz tylko mogę pomarzyć, zarówno o bogactwie, jak i o winie. Kilka ostatnich roczników (po 2005 roku) win z Bordeaux było podobno takich sobie, o czym wspominam powołując się na winnych ekspertów. Kryzys ekonomiczny dodatkowo wymusił obniżki cen, przez co zapewne wina stały się przystępniejsze, co nie znaczy w zasięgu ręki i portfela przeciętnego mieszkańca naszego kraju. Mimo to można było mieć jakąś nadzieję na tańsze zakupy. Tymczasem rocznik 2009 dla Bordeaux zapowiada się znakomicie. Pan Parker tak powiedział, a to oznacza, że tak ma być. Czy producenci ustalą cenową poprzeczkę tak wysoko, że przeskoczyć ją będzie można tylko za pomocą kredytowej tyczki? Jeden miły wieczór i kilka miesięcy spłacania wysokich rat? Kto kupi najlepsze wina i za ile? Raczej nie my, zwykli śmiertelnicy. Przynajmniej nie te najlepsze. Można sobie łatwo wyobrazić, że błyskawicznie rosnący w Azji popyt na wina francuskie (szczególnie modne w Chinach) będzie windował ceny sławnych win do niespotykanych poziomów. Nowi milionerzy z Chin i Indii opróżnią francuskie winnice zostawiając w bordoskich i burgundzkich beczkach  azjatyckie dolary. A że mają ambicję... Oj, nie będzie łatwo napić się wina z najlepszych bordoskich winnic.

Cóż robić? Przede wszystkim się nie martwić i mieć z tyłu głowy starą maksymę, którą przypomniał Tomasz Prange-Barczyński w najnowszym numerze Magazynu Wino - "W dobrym roczniku kupuj wino od wszystkich, w słabym - tylko od najlepszych". Jeśli więc rocznik 2009 będzie (jak się mówi) najlepszym rocznikiem dekady, możemy być spokojni o inwestycje w wino. I to na każdym poziomie cenowym.


Ja konsekwentnie szukam swojego miejsca w świecie wina, chętnie próbuję różnych szczepów z każdego niemal zakątka świata, nie ograniczam się do win tylko drogich, sięgam również po te całkiem tanie. Pijam coraz więcej win białych, które wcześniej traktowałem niezbyt poważnie. Jak się okazuje błędnie, bo białe wina znacznie częściej dają mi pełne zadowolenie z wypijanego trunku, niż ma to miejsce w przypadku win czerwonych.

Balducci Rose 2008 - przyjemne, niezobowiązujące wino, nie razi, nie urzeka, w sam raz na miłe popołudniowe posiedzenia na słonecznym balkonie.

Jacob's Creek Shiraz Cabernet 2007 - kupiłem to wino z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jest z Australii, choć wiele nie można się spodziewać po produkcie stosunkowo niedrogim (26 zł), typowo przemysłowo-supermarketowym. Po drugie, w zestawie był całkiem fajny otwieracz, przyda się na wyjazdy. Chyba, że znów zapomnimy zabrać otwieracz na wakacje i wrócimy z nich z nowym.  W każdym razie, choć wino nie było złe, to bardziej się cieszę z tego otwieracza :)


Cimarosa Shiraz Cabernet Sauvignon 2009 - wino za niewielkie pieniędze dające wielką radość. Jeśli macie ochotę pójść do sklepu i wyjść z niego z kartonem wina, to polecam akurat ten produkt. Bynajmniej nie zrujnuje kieszeni (karton 6 sztuk - jakieś 72 zł), a pozostawia po sobie wrażenia lepsze niż niejedno, znacznie droższe wino. Przelejcie wino do karafki i rozkręćcie przyjemną imprezkę za psi grosz.



Dona Consuelo Cabernet Sauvignon Reserve 2005 - Chyba najciekawszy z tych wszystkich ostatnio pitych cabernet'ów, choć przyznać trzeba, że i najdroższy (ok. 38 zł). Nieco cierpki, taniczny, ale przyzwoity, szczególnie polecam do posiłku.

Tak się złożyło, że wypiłem kilka win z odmiany cabernet i każde było zupełnie inne, tak więc szczep ten nadal pozostanie dla mnie pewną zagadką, bo choć wydaje mi się, że już całkiem dobrze potrafię go rozpoznać, to z każdym kolejnym winem potrafi zaskoczyć nowym obliczem. Wciąż nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy mogę uznać ten szczep za jeden z moich ulubionych, czy nie. 


Na koniec moje pierwsze spotkanie z Pinot Blanc (Eva Liebe, Alzacja, 2008). Niezłe wino, choć mnie nie zauroczyło. Nie mam porównania z innymi winami, nie wiem czy mu czegoś brakuje, a może wyróżnia się czymś niezwykłym. Jak mi wpadnie w ręce jakiś Pinot Blanc od innego producenta chętnie spróbuję dla porównania.