Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruner veltliner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruner veltliner. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2020

Biały tydzień.


Kilku win w tym tygodniu spróbowałem, same białe, to smakowało mi najmniej, choć oczekiwania co do niego miałem spore. Być może za sprawą moich przyjaciół prowadzących blog "Nasz Świat Win" i często wypowiadających się o austriackich winach w samych superlatywach. Ja sam traktowałem do tej pory grüner weltlinera jak zamiennik sauvignon blanc - odmiany, którą bardzo lubię pić. Technicznie wino bez zarzutu, ale zupełnie bez werwy i wyrazu, moim zdaniem brakowało mu świeżości, jakiejś zadziorności, czegoś co mogłoby wyróżnić je z masy win, choć to wcale najtańsze nie było i pod kategorię win masowych raczej nie podpada. Podczas Targów Wina w ursynowskim Leclercu zapłaciłem za nie 49,99 zł. Jak dla mnie "TakieTamWinko", choć strona producenta kipi od pozytywnych ocen. Może nie mój styl, albo słabsza butelka, a może po prostu ja miałem słabszy dzień.

wino: Weingut Frank, Gruner Weltliner, 2019
pochodzenie: Austria, Weinviertel DAC
odmiany: 100% grüner weltliner
alk.: 12,5%




Podobną kwotę zapłaciłem za wino Weissburgunder Kabinett Trocken 2019 z Winegut Anselmann, a doznania zgoła odmienne. Przede wszystkim smaczne, wyraziste, z ładnym owocem odznaczającym się tropikalną słodyczą i cytrusową świeżością, może niezbyt długie na podniebieniu, ale zapadające na dłużej w pamięci i są to wspomnienia naprawdę miłe. Warto spróbować.

wino: Weingut Anselmann, Weissburgunder Kabinett Trocken, 2019
pochodzenie: Niemcy, Palatynat (Pfaltz)
odmiany: 100% weissburgunder (pinot blanc)
alk.: 13,0%




Kolejnym winem, o którym mogę powiedzieć, że jest bardzo ciekawe, to wino musujące z Chile. Z musiaków najczęściej kupuję sobie hiszpańską cavę i francuskie cremanty, rzadziej i mniej chętnie włoskie prosecco, jeszcze rzadziej, ale z prawdziwą przyjemnością francuskie szampany. Niemieckie sekty sporadycznie, zdarzyło mi się próbować też wina musujące z RPA, ale wino z Chile piłem chyba po raz pierwszy. Wino powstało z owoców z upraw organicznych, ma nawet polski certyfikat BIO, powstało zaś metodą tradycyjną, czyli taką, jaką produkuje się szampany. Można powiedzieć, że szampański jest także skład wina, zrobiono je z mieszanki pinot noir (15%) i chardonnay (85%). Brak mu może głębi i charakteru prawdziwego szampana, ale pije się je naprawdę dobrze. Czuję, że jeszcze nieraz do niego wrócę.

wino: Emiliana, Organic Sparkling Wine
pochodzenie: Chile, Casablanca Valley DO
odmiany: chardonnay (85%), pinot noir (15%)
alk.: 12,5%




Na końcu notatka o winie, które w upływającym tygodniu zrobiło na mnie największe wrażenie. To riesling z Nowej Zelandii, którego producentem jest Babich, firma założona ponad 100 lat temu przez imigrantów z Chorwacji. Wino pochodzi z regionu Marlborough, który my głównie kojarzymy z odmianami sauvignon blanc i ewentualnie pinot noir, rzadziej pijamy wina zrobione z innych uprawianych tam szczepów. Przy okazji należy powiedzieć, że nie jest to wino masowe, pochodzi z pojedynczej winnicy położonej w Dolinie Cowslip. W nosie łatwo wyczuwamy charakterystyczne dla rieslinga aromaty nafty, ale też pomarańczy i innych owoców cytrusowych, a wszystko to wzbogacone słodyczą cukru resztkowego. Znakomita równowaga, wino naprawdę sporej klasy. Polecam.

wino: Babich, Family Estates Cowslip Walley Riesling, 2017
pochodzenie: Nowa Zelandia, Marlborough
odmiany: 100% riesling
alk.: 12,5%

wtorek, 18 lutego 2014

Winne Wtorki #70.

Temat Winnych Wtorków nie jest nowy, o grüner veltlinerze pisaliśmy już w ramach tego projektu, ale ja nie narzekam, ponieważ moje doświadczenia z winami z tej odmiany są dobre i zawsze z chęcią sięgam po kolejną butelkę. Grüner veltliner nieodłącznie kojarzy się z Austrią, którą przy okazji warto podpromować, zwłaszcza że organizacja, która miała się tym zajmować, w tym roku nie przewiduje szerszej prezentacji win z tego kraju w Polsce.

No to wspieram swoim portfelem winiarzy z austriackiego regionu Kremstal, a mianowicie interes rodziny Zöhrer z okolic Krems. Mój grüner veltliner został zrobiony z gron pochodzących z siedliska Sandgrube - z tego, co się zdążyłem zorientować, całkiem zacnego. Wpłynęło to także na nazwę wina, która brzmi Sand 1.


Wino jest niezwykle aromatyczne w nosie, z dominującą nutą banana, w ustach zaś nieco kamieniste, chłodne, rześkie z wyraźnie zaznaczoną kwasowością i goryczkową końcówką. Bardzo eleganckie i sprawiające sporą przyjemność podczas picia.

Bardzo jestem ciekaw innych win od Zöhrerów - w kartonie z Domu Wina znalazłem jeszcze gelber muskateller, sauvignon blanc, resling, grüner veltliner (Alterebe) i czerwony zweigelt. Liczę na sporo emocji.

-------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #70 na podniebieniach innych blogerów
-------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------

wtorek, 12 listopada 2013

Huber rządzi!

To nie jest moje pierwsze spotkanie z winami Marcusa Hubera i choć do tej pory piłem raczej te tańsze niż droższe, to zawsze byłem więcej niż zadowolony. Ale butelka GRÜNER VELTLINER "BERG" ERSTE LAGE, rozłożyła mnie na łopatki. 

Cudo!
Dawno już nie piłem tak dobrego wina białego. Ładny, czysty i intensywny jasno żółty kolor oraz oleista tekstura zdradzają niezły poziom koncentracji. Wino jest bardzo aromatyczne, świeże, doskonale zrównoważone. Jego picie to czysta przyjemność, z przerażeniem patrzyłem jak szybko znika z butelki.

Ciekawostką jest to, że wino dojrzewało w beczkach wykonanych z drewna akacjowego, które dość często było (jest?) wykorzystywane przez winiarzy austriackich. A więc nie tylko dąb francuski, czy amerykański, ale też i akacja jest źródłem drewna na beczki. Jak przeczytałem w "Degustacyjnym słowniku winiarskim" Wiktora Zastróżnego na terenach Beaujolais, a także we Włoszech i w Portugalii popularne były beczki orzechowe. Wiele nauki przede mną... 

Oczywiście nie jest to wino tanie, butelka kosztuje ponad 100 zł, ale mówię Wam, że warto wydać tyle pieniędzy. Szkoda tylko, że patrząc na etykiety opróżnionych wcześniej butelek z dyskontów i supermarketów ma się bolesne poczucie zmarnowanego czasu i wyrzuconych pieniędzy. To też jest jakaś nauczka.

Wino kupiłem od importera - firmy Interwin.

--------------------------------------------------------------------------
GRÜNER VELTLINER "BERG" ERSTE LAGE, 2010
Traisental Reserve
alk. 13,5%
więcej informacji: www.weingut-huber.at
--------------------------------------------------------------------------

sobota, 1 czerwca 2013

Hugo Grüner Veltliner.

Prosty Grüner Veltliner od Marcusa Hubera wsiąkł we mnie jak woda w ziemię (albo gąbkę). Co mam powiedzieć? Przyznaję się do winy, a na swoją obronę dodam tylko tyle, że był dobry...


Wino, wg producenta, nadaje się dobrze do różnych potraw: od skorupiaków i ryb, poprzez drób i wieprzowinę, aż po pikantne dania azjatyckie. A jak ktoś ma ochotę tylko na wino, też nie będzie zawiedziony. Ja opróżniając butelkę przesadziłem kilka zielonych roślin i byłem z tego powodu bardzo zadowolony. Za kilkanaście dni okaże się, czy rośliny również. 

Wino kupiłem w Interwin za własne pieniądze i ani jednej wydanej złotówki nie żałuję.

wtorek, 19 lutego 2013

Grüner Veltliner.

Przeglądałem zdjęcia z kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu miesięcy wstecz i natknąłem się na zdjęcie grüner veltlinera. Wino wyprodukował niejaki JOHANN MÜLLNER i jak się okazuje udało mi się opisać je wcześniej na blogu w ramach Winnych Wtorków.


Recenzja nie była chyba jednoznaczna, może nienajlepsza, ale i ja też wówczas nie byłem najlepszy jeśli chodzi o winne doświadczenie. Dziś jest tylko nieznacznie lepiej, ale popijając właśnie wino z tego szczepu, pomyślałem, że chętnie spróbowałbym tego wina jeszcze raz, żeby zweryfikować swoje odczucia. Niestety Wineonline już jakiś czas temu przestało je importować, więc z pomysłu nici. No chyba, że je gdzieś widzieliście? Jeśli tak, proszę o sygnał.


Dziś piję wino Marcusa Hubera - Grüner Veltliner "Obere Steigen" z rocznika 2010 i... jest to wino zupełnie inne od tego, które wyszło spod ręki Müllnera. Jest niezwykle aromatyczne, kwiatowe. W ustach ściera się dość spora kwasowość z niemałym cukrem resztkowym, ale to walka bardzo równa, a przez to emocjonująca, wciągająca. W dodatku wino pełne jest wigoru, lekko musuje na języku, najzwyczajniej w świecie cieszy. 12,5% alkoholu, sporo ciała i niezła koncentracja. Konkretne wino.

Etykieta Müllnera jest doskonała, śliczna, Huber na tym polu wiele do gadania nie ma. No, ale zawartość butelki do zupełnie inna historia. Wino Marcusa jest zdecydowanie lepsze. Wygląda na to, że będę musiał bliżej przyjrzeć się  jego portfolio. Przy czym "musiał" nie oznacza przymusu, lecz wewnętrzną potrzebę.

Wino otrzymałem do degustacji od importera Interwin Sp. z o.o. Serdecznie dziękuję!

wtorek, 5 lipca 2011

Winne Wtorki #7

W siódmej edycji Winnych Wtorków (szczęśliwa siódemka?) na tapetę bierzemy wina ze szczepu gruner veltliner. Gdy któryś z winnych wtorkowiczów przyznał się, że ma kłopoty z kupnem grunera, trochę się zdziwiłem, bo miałem wrażenie, że tych win jest pod dostatkiem. Drugi raz zdziwiłem się, gdy wybrałem się na spacer po okolicznych sklepach, by poprzebierać w butelkach, a tu kicha... win nie ma. Najgorsze jest to, że zostawiłem sprawę zakupu veltlinera na ostatnią chwilę i nagle okazało się, że jestem w przysłowiowej dupie. W ursynowskim Leclercu brak takich win, w Almie na Gocławiu też. Dopiero dziś, czyli w winny wtorek kupiłem butelkę austriackiego gruner veltlinera. Z jednej strony byłem zadowolony, bo wino kupione, z drugiej strony niezadowolenie, bo wino to już kiedyś piłem - fakt, że starszy rocznik - i chciałem spróbować czegoś innego. Nauczka na przyszłość - nie ociągać się z kupowaniem, bo potem tylko kłopot i stres.


Moim wyborem-niewyborem jest wino od Johanna Mullnera z roku 2009. Czytelników oczekujących w tym momencie na gotową recenzję muszę przeprosić, bo wina jeszcze nie piłem, ale mam zamiar to zrobić. Jeśli mi się uda to szklany korek opuści butelkę jeszcze przed północą.

Na razie kilka słów o poprzednim roczniku (2008), który pamiętam jak przez mgłę, ale zdaje się, że wino piliśmy razem z żoną (moją) i wniosek był taki, że Mullner był całkiem smaczny i bardzo pijalny, ale nie zachwycał i był ciut za słodki, jak na nasze pojmowanie win wytrawnych. Jaki będzie rocznik 2009? Zapraszam do post scriptum, które ukaże się po północy :)

-----------------------------------
Johann Mullner
Gruner Veltliner 2009
Alkohol 12,5%
Miejsce zakupu: Winestory, KEN, Warszawa
Cena: 45 zł
-----------------------------------

"Winne wtorki #7" na podniebieniach innych blogerów:

Białe nad czerwonym
Nie zawsze wina - Jongleur
Środkowa półka
Nasze wina
Winniczek
Kontretykieta
Sstarwines #1
Sstarwines #2
Viniculture
Wine world
Winne Przygody
Czerwone czy białe?
-----------------------------------

ps. Jak obiecałem tak zrobiłem, jeszcze przed północą otworzyłem butelkę z 2009 roku. Aromat prawie zupełnie niezauważalny, ale na myśl przywodzi babcine piwo domowe zwane podpiwkiem. To pewnie kwestia drożdży. W smaku cytrusowe z charakterystyczną dla tych owoców goryczką, jest zaznaczona kwasowość, alkohol dobrze schowany, niewyczuwalny. Wyczuwalna jest za to grzaneczka - a więc jednak drożdże rządzą? Przyjemność picia tego wina niemal żadna. Może jest mniej nudne, niż picie wody mineralnej, ale tylko odrobinę.

Takie są moje wrażenia z degustacji dopiero co otwartego wina. zaczekam jeszcze chwilę, może jak postoi w ciepełku, to nieco zyska...

W oczekiwaniu na nieznane napiszę może coś o dwóch tanich winach, jakie piłem na wyjeździe, może jeszcze nie wakacyjnym, ale takim - powiedzmy - prologu. Dlaczego znów o tanich? Ano dlatego, że przy dziurawych trasach pomiędzy miastami (a miasteczkami, to już na pewno) naszej ukochanej ojczyzny ulokowały się Lidle i Biedronki w ilościach zwiastujących plagę. Trudno w nich kupić wina wykwintne, ale przy odrobinie szczęścia można dostać wina niezłe za bardzo przyzwoite pieniądze (do 20 zł). W Lidlu kupiłem Vermentino di Sardegna (to w ramach tygodnia włoskiego), a w Biedronce Pe Branco (to w ramach miesiąca win portugalskich). Za oba zapłaciłem mniej niż za dzisiejszego veltlinera, a nawet jakbym dorzucił trzecie, to i tak byłoby taniej. Vermentino kojarzyło mi się z czymś, o czym miałem wyobrażenie, że zasługuje na nazwę "mineralność". Prawdę mówiąc określenie to trochę źle mi się kojarzy, na co niewątpliwie wpływ miał felieton Marka Bieńczyka "Mineralność w salonie", ale - cóż począć - mimo swej enigmatyczności doskonale pasuje do tego wina. Ja w ten sposób nazwałbym wina rześkie, świeże, ale takie, w których owoc odgrywa drugie lub trzecie skrzypce i choć jest wyczuwalny, to zapachy przypominają raczej nuty kwiatowe. Portugalskie Pe Branco było jego zaprzeczeniem. Łatwe w picu, intensywnie pachnące, pełne, bogate. Zupełnie inne charaktery, a i jedno dobre, i drugie smaczne.

po chwli...

Wracam do naszego gruner veltlinera. Niestety, grzanka pozostała grzanką, owoc nadal cierpki i jedyne, co pozostaje na dłużej, to lekko gorzkawy posmak.

Samo wino nie zdobyło mojej sympatii, ale oszczędna w formie, lecz bardzo stylowa etykieta zdecydowanie mnie urzekła. Jednak dla etykiety i wspaniałego szklanego "korka" nie wydam kolejnych pięciu dych. Poszukam raczej czegoś nowego...