środa, 29 października 2014

Valdehermoso.


Wino o bardzo ciemnej barwie. W nosie mieszanka kiszonej kapusty i kawy z dodatkiem wanilii. W ustach nie za dobrze. Dużo kwasu, zero owocu, posmak drewna. Alkoholu też niemało - 14,5%, ale takiego jakby ktoś zaprawił wino spirytusem. Wine Aerator czyli urządzenie do szybkiego napowietrzania wina pomaga nieco w „wyciągnięciu” owocu, ale z alkoholem sprawa jest przegrana. Moim zdaniem nie warto się męczyć. 


Po złych doświadczeniach z Valdehermoso Joven 2011 byłem przygotowany mentalnie na wylanie tego wina do zlewu. A tu niespodzianka.  Wino zupełnie inne od poprzedniego.  Daje się pić i to bez żadnej przykrości. Beczka nie przeszkadza,  alkohol nie męczy (choć go nie brakuje), z owocem też nie ma problemu. Ogólnie niezła równowaga (na tle poprzednika - wzorowa), a współczynnik pijalności na wysokim poziomie.

——————————————————————
Valdehermoso Joven 2011
odmiana: 100% tinta del país (tempranillo)
alk. 14,5%
——————————————————————
Valdehermoso Roble 2010
odmiana: 100% tinta del país (tempranillo)
alk. 14,5%
——————————————————————

Oba wina kupiłem w Lidlu (19.12.2012) za 27,99 zł (Joven 2011) i 29,99 zł (Roble 2010). 

poniedziałek, 13 października 2014

Winne Wtorki #85. CD.

Wracam do zapowiedzianego wcześniej tematu chilijskich pinotów, z którymi nie wyrobiłem się na zeszły (winny) wtorek. Na szczęście końcówka poprzedniego tygodnia była dość luźna i mogłem spróbować aż trzech win pasujących do zaproponowanego przeze mnie zagadnienia.


Trzy butelki i trzy różne wina, dość ciekawe, ale żadne z nich nie wprawiło mnie w zachwyt. Zacząłem o Arte Noble Pinot Noir 2013 (39 zł w Winestory). Wino było delikatne, z bardzo gładkimi taninami i subtelną kwasowością. Wyraźnie wyczuwalna truskawka plus nutka wanilii i skojarzenia z Beaujolais (gamay) gotowe. Dobrze "wchodzi", miłośnikom delikatnych win może się podobać, choć można mu zarzucić też jakieś rozwodnienie i brak koncentracji.



Agustinos Reserva Pinot Noir 2011 (46,99 zł w Winotece Sami Swoi) to już wino bardziej krzepkie, wyraźnie kwasowe, taniny zdecydowanie mocniejsze, ale owoc schodzi na drugi plan (kwaśne wiśnie raczej niż truskawki), a dominują nuty ziemiste. Z całej trójki to wino podobało mi się najbardziej, cechowała je ogólnie pojęta równowaga i brak jakichś wyraźnych niedociągnięć.



Najgorzej wypadło Rucahue Reserva Pinot Noir 2012 (41,10 zł w Supersamie pl. Unii Lubelskiej). Kwaśne, zielone, z aromatami mentolu, apteki i drewnianej sklejki. W tartaku dałoby radę, w domu przydałoby się coś bardziej subtelnego. Garbniki szarpią podniebienie, owoc nie może się przebić, posmak gumy balonowej dopełnia obrazu całości. Zawiodłem się na tym winie, bo podczas Chilean Wine Tour zapamiętałem Rucahue jako producenta całkiem dobrego caberneta, spodziewałem się równie dobrego pinota. 



Mimo nienajlepszych wrażeń, cieszę się, że udało mi się spróbować tych win. Wyraźnie widać, że nie są robione na jedno kopyto, że potrafią mniej lub bardziej ładnie różnić się między sobą. Jednak porównując je do ostatnio próbowanego pinot noir z Burgundii muszę podkreślić wyższość wina z Francji. Bez odrobiny wahania oddałbym trzy chilijskie wina za to jedno francuskie. 

środa, 8 października 2014

Spy Valley.

Pod względem winnym październik zaczął się dla mnie bardzo dobrze. Już pierwszego dnia "mojego" miesiąca (urodziłem się w październiku) miałem okazję spotkać się z Paulem Bourgeois, Nowozelandczykiem o francuskich korzeniach, zajmującym się winifikacją w Spy Valley - rodzinnej firmie założonej przez braci Johnsonów (Johnson's Estate). Spotkanie zorganizował Artur Zarzycki, właściciel Vive le Vin - firmy importującej wina z Nowego Świata. Kto zna Artura, ten wie, że w portfolio jego firmy nie ma miejsca na słabe wina, a wyselekcjonowane przez niego etykiety zadają kłam twierdzeniu, że w winnym Nowym Świecie próżno szukać producentów mogących stanowić konkurencję dla winiarzy z Europy.

Paul Bourgeois i Artur Zarzycki.
Paul i Artur zaprezentowali zebranym trzy linie win: Satellite - wina o mocnym owocowym charakterze, pokazujące typowy rys odmian, z których zostały zrobione; Spy Valley - marka matka dla win powstających z gron z własnych upraw w dolinie Waihopai i z wyselekcjonowanych winnic położonych w dolinach Wairau i Południowej w regionie Marlborough; Spy Valley Envoy - linia win powstających w mikro winnicach, których potencjał tkwi we właściwym doborze odmian winorośli do warunków panujących w konkretnych parcelach.

Linia Satellite.
Linie Spy Valley i Envoy.
W pierwszym secie białych win zaskoczył mnie podstawowy Satellite Sauvignon Blanc.
Podobała mi się jego surowość, mineralny charakter i wyraźny owoc.
Czerwone wina to oczywiście pinot noir. Satellite jest naprawdę przepełniony owocem,
natomiast Envoy...
... swą złożonością zachwycił wszystkich i wprawił w głęboką zadumę.
Paul mówi i mówił. Na szczęście ciekawie.
Nie samym winem człowiek żyje. W Winosferze przy Chłodnej
można nie tylko pić wino, ale i dobrze zjeść.
Niemal przezroczysty Envoy Riesling. Co za równowaga między sporą ilością
cukru, a kwasowością. Niebo w gębie.
Panowie, dziękuję! To było niesamowite popołudnie.

    

wtorek, 7 października 2014

Winne Wtorki #85.

Sporo zajęć mam ostatnio na głowie, w pracy wiele do zrobienia, w domu wcale nie mniej. Trudno znaleźć trochę czasu, by czule przytulić jakąś butelczynę z winem. Podrzucić zagadnienie na Winne Wtorki to rzecz dość łatwa, ale napisanie opowiadania na ten temat wymaga czasu, którego notorycznie brak.

Mam wrażenie, że proponując rozpracowanie chilijskiego pinot noir nie rozbudziłem w innych "wtorkowiczach" ochoty na poruszenie tej kwestii. Na szczęście pisząc ten tekst mam już pewność, że nie tylko ja będę pił chilijskiego pinota. Słowo "będę" jest tutaj kluczowe, ponieważ udało mi się (z pewnymi problemami) kupić wino - i to nie jedno, a trzy - ale otworzyć ani jednego. Dziś więc będzie tylko wstęp do degustacji, którą ze względów wymienionych powyżej muszę nieco odsunąć w czasie.

Zdawałoby się, że z zakupem czarnego pinota z Ameryki Południowej kłopotu nie będzie, a jednak miałem z tym pewne problemy. W moim ursynowskim Leclerku znalazłem ze dwadzieścia różnych marek z Chile, ale pod względem szczepów wybór był ograniczony. Cabernet sauvignon - proszę bardzo, chardonnay na hektolitry, carmenere - półki aż się uginają, syrach - bez problemu, pinot noir - ani jednej butelki. Poszedłem do Winestory, bo też mam niedaleko. Niemal ta sama sytuacja, ale tu jedna jedyna etykieta - Arte Noble - się znalazła. Dziwne, kiedyś nie było z tym problemu. Zaskoczony tą sytuacją, zachodziłem do różnych sklepów i okazało się jednak, że tragedii nie ma. W Supersamie mieszczącym się w nowym centrum handlowym przy Placu Unii Lubelskiej kupiłem Rucahue, a w Winotece Sami Swoi przy Rondzie Jazdy Polskiej dokupiłem jeszcze Agustinos.


Każde z win pochodzi z innego rocznika, każde z innego rejonu, ciekaw jestem, czy będę mógł dostrzec jakieś różnice w ich stylach. A może wszystkie te wina będą do siebie tak podobne, że uprawnione będzie twierdzenie, propagowane prze miłośników win europejskich, że wszystkie są robione na jedno kopyto, w dodatku w niezbyt dobrym stylu. Ja wierzę w postęp chilijskiego winiarstwa, wielokrotnie dawałem temu wyraz, choćby przy okazji Chilean Wine Tour. Jak będzie tym razem? Dajcie mi chwilę, przekonamy się o tym wkrótce.

--------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #85 na podniebieniach innych blogerów:
--------------------------------------------------------------------------
Blurppp
Nasz Świat Win
Czerwone czy białe?
Winettoo
--------------------------------------------------------------------------

niedziela, 28 września 2014

Wente w Warszawie.

Jak doskonale wiecie moja przygoda z winem rozpoczęła się od degustacji odbywających się dość regularnie w sklepie Winestory przy K.E.N. 85 w Warszawie. Mniej więcej co dwa tygodnie, z wyłączeniem miesięcy wakacyjnych, można tam było spróbować win z oferty Wineonline - właściciela sklepów Winstory. Degustacje miały walor edukacyjny i mam na myśli nie tylko możliwość poznawania aromatów i smaków win, ale też okazje do wysłuchania ciekawych historii dotyczących regionów winiarskich, czy konkretnych winnic i etykiet. Dziś, niestety, tak dobrze nie jest, w "moim" sklepie spotkania odbywają się sporadycznie, a w innych - dostałem takie informacje od ich bywalców - nie ma ich w ogóle. Szkoda, naprawdę żałuję i liczę, że to się jednak zmieni.

W tym tygodniu mieliśmy okazję spotkać się w rzeczonym miejscu z Panem Erikiem Wente - przedstawicielem kalifornijskiej winnicy Wente.

Eric Wente. Foto: www.wentevineyards.com
Jest to przedsięwzięcie rodzinne, prowadzone od 130 lat (od 1883 roku) w okolicach Livermore Valley niedaleko San Francisco. Od samego początku należy do rodziny Wente, produkcją wina zajmuje się obecnie czwarte i piąte pokolenie.
Źródło: www.facebook.com/WenteVineyards
Eric wspominał, że na miejscu można spróbować ok. 25 różnych win, u nas dostępne są trzy: Morning Fog Chardonnay 2012, Southern Hills Cabernet Sauvignon 2011 oraz Beyer Ranch Zinfandel 2011.

Foto: www.wentevineyards.com
W Morning Fog Chardonnay wpływ beczki jest wyraźnie zauważalny - połowa wina dojrzewa w beczkach z dębu amerykańskiego i odmian europejskich (przez siedem miesięcy), druga połowa w stalowych kadziach - aromaty odbeczkowe są bardzo charakterystyczne, ale owoc dzielnie się broni, a kwasowość podkreśla wrażenie świeżości. Miłośnicy dębiny będą zadowoleni, ale dla tych, którzy nie akceptują takiego stylu wina, Eric produkuje chardonnay używając jedynie stalowych kadzi. Do spróbowania w winnicy :)

Foto: www.wentevineyards.com
Southern Hills Cabernet Sauvignon dojrzewa dwa razy dłużej niż Morning Fog Chardnonnay - tu też przy dojrzewaniu stosowana jest kombinacja dębowych beczek i stalowych kadzi, przy czym sam proces fermentacji przebiegał w stali. Wino jest bardzo miękkie, aksamitne, taniny są subtelne,  a kwasowość i alkohol (13,5%) na rozsądnym poziomie. Bardzo mi się podobało to wino.

Foto: www.wentevineyards.com
Jednak dumą Amerykanów wydaje się być zinfandel, często przedstawiany jako wizytówka Kalifornii. Beyer Ranch Zinfandel jest bardziej mocarne niż Southern Hills Cabernet Sauvignon, ma więcej alkoholu i wyraźniejszą kwasowość, owoc jest dobrze wyczuwalny, ale ma też zdecydowanie pikantny, pieprzny charakter. Dobre, ale ja bym jednak z chęcią wrócił do caberneta.

Wszystkie wina sprzedawane są w cenie 59 zł za butelkę.

środa, 17 września 2014

Icardi "Bric Du Su" 2012

Jesień zaczyna się ładnie, dni są ciepłe i słoneczne, choć wieczory już dość chłodne. Nie na tyle, żeby rozgrzewać się Porto, ale można sięgać już po niezbyt ciężkie wina czerwone.  Na przykład po takie, jak "Bric Du Su" - grignolino z winnicy Icardi. Wina z tego szczepu nie zalegają na sklepowych półkach, w Polsce widuje się je rzadko, ja swoją butelkę kupiłem w Winestory już niemal rok temu, gdy Polskę odwiedziła przedstawicielka producenta, pani Mariagrazia Icardi. Tego wina nie powstaje zbyt wiele, raptem 7 tys. butelek, rozchodzą się szybko, nie wiem, czy jeszcze uda się Wam je kupić.


Dla mnie grignolino kojarzy się z dobrym francuskim gamay z regionu Beaujolais - jest lekkie, owocowe, w zapachu nieco przypomina róże. Grignolino Icardiego beczki nie widziało, nie należy go specjalnie trzymać latami w piwnicy, najlepsze jest młode. Rocznik 2012 trzyma się jednak dobrze, oznak starości jeszcze nie widać. Najważniejsze, że pije się bardzo dobrze.

Na zdrowie!

Wino kupiłem w sieci Winestory. Cena: 49 zł (05.12.2013).


piątek, 5 września 2014

Charles Thomas, Beaune, 2010

Tydzień, w którym piszę tę notatkę jest dla mnie dość ciężki i stresujący. Praca, którą mam do zrobienia wymaga koncentracji, opanowania i zachowania jasnego umysłu przy wykonywaniu czynności, podczas których trzeba wykazać się również refleksem. Innymi słowy o pomyłkę nietrudno, stres może sparaliżować i rękę, i mózg, wpadkę zaliczyć można w każdej chwili i choć może moje życie od tego wydarzenia nie zależy, to jednak wypada do postawionych zadań podejść z pełnym zaangażowaniem. Przed wyjazdem czułem się trochę jak skazany na śmierć, któremu (na szczęście) przed egzekucją pozwolono wyrazić ostatnie życzenie.

Zażyczyłem więc sobie skosztowania burgunda, takiego akurat, który sam wpadł w moje ręce - było to drugie wino od importera VinoTrio.


Nie znam się na burgundach, piję je bardzo rzadko, gdybym jakimś dziwnym trafem dostał się pod profesurę Marka Bieńczyka, moja niekompetencja w tej kwestii mogłaby go zabić. Niemniej jednak zawsze można się trochę podciągnąć, Charles Thomas i Beaune z rocznika 2010 może być przecież dobrą lekcją.

Czy dobrą, tego nie wiem, ale na pewno interesującą i wciągającą. Jeśli nie zdradza jeszcze tajemnic winnego świata, to z pewnością nęci do ich poszukiwań. Nie ma gorszego nauczyciela od tego, który na pierwszej lekcji zniechęca swych uczniów do siebie. W tym przypadku nie ma o tym mowy, mój profesor aksamitnym głosem przedstawił wizję innego świata, ustawił mnie na ścieżce prowadzącej do bramy, za którą znajduje się nowe, niepoznane i, być może, lepsze. Co? Nie wiem, ale chętnie przekroczę wrota tej bramy, by się o tym przekonać. Charles Thomas jest delikatny, ale jego kuszenie ma charakter zdecydowany. Trudno się mu oprzeć, łatwo za to ulec, a uległość ta w żadnym przypadku nie ma nic z porażki. Chodź, pójdź do mnie - mówi - skosztuj truskawki, spróbuj młodych wiśni, spocznij na dębowej ławie lub siądź na kamieniu. Odpocznij! Zwolnij! Żyj!

--------------------------------------------
Charles Thomas
Francja, Burgundia
Beaune, 2010
odmiana: pinot noir
alk.: 13%
cena: 67 zł
--------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji ze sklepu VinoTrio. Dziękuję!

poniedziałek, 1 września 2014

Anno Domini 47. Pinot Grigio 2013.

Z warszawskiego sklepu VinoTrio trafiły w moje ręce dwie butelki wina z prośbą o wydanie opinii na ich temat. Jest mi niezmiernie miło, że moja pasja wyrażona wpisami na tym blogu została dostrzeżona i jest nagradzana tego typu niespodziankami. Jest to oczywiście bardzo przyjemne uczucie, choć świadomość, że moje teksty są czytane przez coraz szersze grono nie tylko takich jak ja amatorów, ale i profesjonalistów, bywa też paraliżująca. Z VinoTrio miałem kontakt tylko raz, w dniu otwarcia ich sklepiku przy ulicy Marszałkowskiej. Piszę sklepiku, bo pomieszczenie, w którym zmieszczono półki z winami i wydzielono miejsce na skromne degustacje jest rzeczywiście niewielkie, ale za to bardzo przytulne. Bardzo mi się tam podobało i fakt, że otrzymałem od nich przesyłkę cieszy mnie szczególnie.

Pierwsze z tych win pochodzi z Włoch, z regionu Veneto, wyprodukowane zostało z gron szczepu pinot grigio rosnących w pobliżu Treviso, w winnicach należących do Anno Domini 47. Nazwa producenta nawiązuje do roku ukończenia drogi budowanej na polecenie cesarza rzymskiego Klaudiusza, czego dokonano właśnie w roku 47. Ta historyczna droga przebiega podobno przez posiadłość producenta. Tak przynajmniej słyszałem :)


Wino ma bardzo przyjemny aromat cytrusów i melona, czysty, bez żadnych niepokojących "przemysłowych" zapaszków. Zachęca on do szybkiego spróbowania wina, ale w tym przypadku pośpiech wcale nie jest wskazany, zwłaszcza gdy wino jest bardzo mocno schłodzone.  Wówczas na pierwszy plan wybija się mocna kwasowość, taka limonkowo-cytrynowa, końcówka lekko goryczkowa. Po ogrzaniu się wina do temperatury sugerowanej przez producenta 8-10 stopni C, a nawet nieco wyższej, dają o sobie znać nieco mocniejsze aromaty białych owoców, choć nadal trudno przebić im się przez wspomnianą kwasowość. Wydaje się, że na początku degustacji warto to wino połączyć z jakimś daniem, będzie wówczas nieco łagodniejsze. Jeśli zaś podniebienie przyzwyczai się do tego mocnego kwasu, picie wina będzie znacznie przyjemniejsze. Mi właśnie bardziej podobała się ta druga część degustacji.

-------------------------------------------------------------------
47 Anno Domini Winery
Pinot Grigio, 2013
Pinot Grigio DOC Venezia
alk.: 12,5%
Szczegółowe informacje na stronie producenta
-------------------------------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem od importera VinoTrio. Dziękuję!

środa, 27 sierpnia 2014

Cantina Offida Abate 2013.

Po lekko podstarzałym winie z portugalskiego Douro dziś sięgam po kolejne wino z repertuaru nowości sklepu dobrewina.pl, tym razem włoskie z apelacji Lacrima di Morro d'Alba.


Lacrima to nazwa szczepu, z którego zrobiono wino, natomiast Morro d'Alba to gmina w Marchii, regionie leżącym na wschód od Toskanii i Umbrii. Pierwszy raz mam do czynienia z winem z apelacji Lacrima di Morro d'Alba i przyznaję się, że myślałem, że to wino z Piemontu, gdzie znajduje się miasteczko Alba. Ale od czego są książki i internety? :)

Wyczytałem w przewodniku "Wina Europy", że Marchia staje się najciekawszym regionem winiarskim adriatyckich Włoch, a wina szlachetnieją i cieszą się coraz większą estymą. Spory udział ma w tym właśnie odmiana lacrima.

Abate jest winem bardzo świeżym o intensywnym, kwiatowym aromacie. Ma wcale niemało garbnika, jest nieco cierpkie, ale w ustach wydaje się lekkie i przyjemnie owocowe (śliwka, czereśnia). Odniosłem wrażenie, że nie do końca można uznać je za spokojne - nie można mówić o bąbelkach (nawet drobnych), ale na języku czuć lekkie mrowienie, co jest dość sympatyczne, choć nie mam pewności, czy pożądane.

Muszę przyznać, że wino piłem z dużo większą przyjemnością, niż wcześniej opisywane Monte Bravo, które dojrzewa się w niezbyt dobrym stylu. Z Abate też nie radzę czekać. Sprawi największą radość, gdy jest świeże i sprężyste.

-----------------------------------------------------------------
Cantina Offida
Abate 2013
Lacrima di Morro d'Alba DOP, Marchia, Włochy
odmiana: lacrima
alk.: 12,5%
cena: 39,90 zł
Strona producenta: www.cantinaoffida.com
-----------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji ze sklepu dobrewina.pl. Dziękuję!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Monte Bravo 2007.

Wino pite po Benanti Nerello Cappuccio ma na pewno poprzeczkę zawieszoną wysoko. Dlatego Monte Bravo 2007 będzie miało ciężkie zadanie, by do niej choć doskoczyć. Wino to otrzymałem ze sklepu dobrewina.pl w ramach testowania nowości z ich oferty. Trochę mnie ta „nowość” zadziwiła, bo to jest tańsza linia win Monte Bravo, raczej do wypicia szybszego, niż składowania przez lata, a tu mamy rocznik już dość odległy - 2007, na europejskim rynku w sprzedaży od od kilku ładnych lat.


Po przelaniu do kieliszka można zauważyć sporo wytrąceń osadzających się na ściankach i dnie, wino ma jeszcze barwę dość ciemną, ale do koloru ceglastego, charakterystycznego dla starszych win, jest już coraz bliżej. Zaraz po otwarciu pojawiają się aromaty, które nie każdemu muszą się podobać (ja je akceptuję) - trochę stajni, trochę leśnej, mokrej ściółki i wilgotnego tytoniu. Aromaty wiśni zbierają siły, żeby się przebić i po kilku godzinach nie ma problemu z ich identyfikacją, dodatkowo pojawiają się nuty ciemnej czekolady, ale wino nadal jest trochę mroczne i ziemiste.

Wino wydało mi się podobne do innych z regionu Douro, ale nie jestem przekonany, by posiadało jakieś szczególne atuty wyróżniające je na plus. W mojej ocenie jest to wino niezłe, choć za cenę 40 zł można oczekiwać nieco więcej.

----------------------------------------------------------------------
Monte Bravo 2007
Douro DOC, Portugalia
odmiany: touriga franca, touriga nacional
alk.: 13,5%
cena: 39,90 zł
----------------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji ze sklepu dobrewina.pl. Dziękuję!

sobota, 23 sierpnia 2014

Benanti Nerello Cappuccio. Il Monovitigno.

Do wypicia kolejnego wina, jakie trafiło do mnie z rąk szefa Kropel Wina Piotra Chełchowskiego przygotowałem się najlepiej jak tylko mogłem. A trzeba Wam wiedzieć, że chociaż spędzam urlop w miejscu bardzo przyjemnym dla mego ciała i ducha, to warunki tu zastane nie do końca sprzyjają piciu wina. W gustownie wyszykowanym pokoju brakuje bowiem nie tylko kieliszków, ale nawet zwykłych szklanek, do dyspozycji pozostają jedynie plastikowe kubeczki, które co prawda nie przeszkadzały w piciu znanych mi doskonale win musujących, które tu i ówdzie można jeszcze kupić (uwierzcie mi, można) za 1/3 ich pierwotnej ceny (cava za 5 zł, cremant d’alzace za 10 zł, za tyle samo portugalskie bąbelki robione metodą klasyczną), ale jednak szlachetne wina spod Etny wymagały czegoś bardziej gustownego. Na szczęście obsługa restauracji hotelowej wypożyczyła mi odpowiedni kieliszek, problemem do rozwiązania pozostała tylko kwestia uzyskania odpowiedniej temperatury serwowania wina. Dobrze, że dysponowałem autem, kartą kredytową, większe miasto nie znajdowało się dalej niż 10 km od głuszy, w której przebywałem, a żona była na tyle wyrozumiała, by znieść moje fanaberie. Koniec końców zaopatrzyłem się w lodówkę turystyczną, która działa na samochodowe 12V i klasyczne 220V w pomieszczeniach mieszkalnych oraz w termometr dla ustalenia w miarę odpowiedniej temperatury degustacji. Porządny kielich na podróże kupię już sobie po powrocie. Na szczęście w domu mam tuby po butelkach whisky - doskonale nadają się one do bezpiecznego transportowania kieliszków.

Zaaranżowałem więc taką oto scenkę i byłem gotów do degustacji:


Wąchałem to wino i wąchałem, i wąchaniu temu niemal nie było końca, bo należy ono do kategorii win, które potrafią tak ciekawić samymi aromatami, że nietrudno zapomnieć o zwilżeniu nim ust. A nosem można wyczuć sporo przyjemnego owocu, przypraw i... słodyczy. Ja w każdym razie aż tak się nie zapomniałem i (no, po takich przygotowaniach) łyknąłem nieco wina. I... 
---
Z Piotrem spotkaliśmy się jakiś czas temu na degustacji nowej oferty win… powiedzmy to tak: dużego importera dysponującego ogólnokrajową siecią sprzedaży (nazwa nie ma w tej historii znaczenia). Spróbowaliśmy niedrogiego wina z Hiszpanii - była to Rioja - całkiem niezła, co stwierdziliśmy obaj, przy czym okazało się, że ja ogólnie lubię wina z tego regionu, a Piotr nie. Tak mi przynajmniej powiedział.
---
… nie wiem, czy mnie teraz za moje słowa nie ukatrupi. Otóż Benanti Nerello Cappuccio bardzo mocno kojarzy mi się z tamtejszymi winami, tyle że tymi najlepszymi - pełnymi soczystego owocu i solidnych tanin, o wyraźnej kwasowości, ale z dobrze zamaskowanym alkoholem, uszlachetnionymi dojrzewaniem w beczce, ale przez beczkę niezdominowanymi. Pierwsza klasa.

Proces i miejsce produkcji podobne są do tego, które opisywałem pijąc Benanti Rosso di Verzella. Grona zbiera się w drugiej dekadzie października, a po fermentacji wino dojrzewa w 225 litrowych beczkach przez 8-10 miesięcy. Zanim trafi na rynek jeszcze przez kilka miesięcy trzymane jest w butelkach. Różnica jest taka, że krzewy są znacznie młodsze - mają kilkanaście, a nie kilkadziesiąt lat. No i oczywiście nie jest to kupaż, a wino jedno-szczepowe (monovitigno).

Dziękuję importerowi Krople Wina za udostępnienie wina do degustacji.


wtorek, 19 sierpnia 2014

Majestic Vranec.

Vranec lub vranac to odmiana znana na Bałkanach i mająca tam swoje korzenie. Inaczej nazywa się ta odmiana w Chorwacji, inaczej w Macedonii, ale uwierzcie mi, chodzi o tą samą odmianę winorośli. Nigdy nie piłem win z tego szczepu w warunkach domowych, jedynie w restauracjach serwujących dania bałkańskie. A tam zawsze można znaleźć vranec jako wino na kieliszki proponowane do dań mięsnych, charakterystycznych dla tamtejszej kuchni. Zawsze były to proste, solidne wina, bez większej finezji, ale szczere i przede wszystkim pozostające w przyjaźni z serwowanymi posiłkami. Poza tym były dość przystępne cenowo i z tego powodu nigdy nie odmawiałem sobie wina w bałkańskich restauracjach.


Wino, które piję dzisiaj - Majestic Vranec 2012 też nie kosztuje wiele, 29,90 zł za butelkę i doskonale odpowiada wizerunkowi vranec'a, który wytworzył się w mojej głowie. Potwierdzam zatem, że piję wino smaczne i solidne, choć zupełnie bez fajerwerków. Ma w sobie fajną słodycz borówki i delikatną cierpkość porzeczki, a przy okazji rozsądną ilość alkoholu (13,5%). Dobre wino stołowe. Żałuję tylko, że piję je solo. Brakuje mi czegoś… bałkańskiego do zagryzienia.

---------------------------------------------------------
Majestic Vranec, 2012
Macedonia
szczep: vranec (vranac)
alk.: 13,5%
cena: 29,90 zł
strona producenta: imakovino.com.mk
---------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji ze sklepu dobrewina.pl. Dziękuję!

sobota, 16 sierpnia 2014

Majestic Pinot Rose.

Powoli zaczynam rozumieć na czym polega mój problem z winami różowymi. Po pierwsze nie trafiłem na dobre wina na początku mojej przygody z winem, były to landrynkowe ulepki podobne do siebie, zarówno pod względem smaku i ceny, nie będę ściemniał - były bardzo tanie. Po drugie zbyt wcześnie, pochopnie, bez głębszego zastanowienia i z radykalizmem neofity wyciągałem wnioski, z których teraz muszę się wycofywać. Coraz częściej zdarza mi się pić różowe wina - prawda, że rzadko kiedy je kupuję, częściej dostaję butelki do testów lub próbuję je na branżowych degustacjach, i im więcej ich piję, tym bardziej je lubię i doceniam. Podobnie było z winami musującymi, kto czytał wcześniejsze wpisy na moim blogu, ten wie, jak bardzo ich nie rozumiałem. Człowiek (jeśli chce) uczy się przez całe życie, dobrze jeśli dostrzega swoje błędy i umie wyciągnąć z nich jakieś wnioski. Wina są dobre, trochę mniej dobre, zdarzają się także złe, ale dotyczy to wszystkich rodzajów win. Jeśli zdarzyło się Wam trzy razy z rzędu kiepsko trafić w różowe wino, to nie znaczy, że wina różowe są złe. To oznacza tylko tyle, że trzy razy trafiliście kiepsko. Być może następnych 6 będzie strzałem w dziesiątkę. Może w dziewiątkę. Warto próbować.


Ostatnio miałem okazję pić różowe wino z Macedonii - nowość w ofercie sklepu dobrewina.pl, który podesłał mi próbkę do degustacji i było to właśnie takie wino, które zmienia mój sposób patrzenia na wina różowe. Owszem, ma charakterystyczny malinowo-truskawkowy posmak, ale bez efektu słodkiej landrynki. To wino półwytrawne, więc ma nieco cukru resztkowego, ale jest on równoważony taką chininową goryczką znaną z toników, która w połączeniu z nieprzesadzoną kwasowością daje przyjemne, odświeżające wino, bardzo smaczne, jeśli je uprzednio dobrze schłodzimy. Upały nieco zelżały, ale ja piłem to wino wtedy, gdy potrafiły bez litości dręczyć człowieka. Jak widać udało się :)

---------------------------------------------------------
Majestic Pinot Rose, 2013
Macedonia
szczep: pinot noir
alk.: 12,5%
cena: 29,90 zł
strona producenta: imakovino.com.mk
---------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji ze sklepu dobrewina.pl. Dziękuję!

środa, 13 sierpnia 2014

Benanti Rosso di Verzella 2012.

Byłem kiedyś na Sycylii… przez jeden dzień. Wygrzałem się na oblanych słońcem placach Taorminy po tym jak wcześniej zmarzłem na kość na Etnie. Z powodu silnie wiejącego wiatru nie udało mi dotrzeć w pobliże głównego krateru, ale na wysokości mniej więcej 2000 m nad poziomem morza, tam gdzie znajdują się restauracje i budki z pamiątkami dla turystów można dotrzeć do dwóch wygasłych kraterów noszących nazwę Silvestri. 12-13 stopni Celsjusza i nieustannie dmuchający wiatr sprawiły, że zmarzłem jak nigdy dotąd, choć dzieciństwo spędziłem na Suwalszczyźnie - polskim biegunie zimna, gdzie temperatury zimą nierzadko spadają poniżej -30 stopni. Twarz mi tak skostniała, że nie byłem w stanie ruszyć szczęką. Odtajała nieco w barze, gdy łyknąłem odrobinę ciepłej herbaty. Na tej wysokości widać tylko brunatno-czarne połacie zastygłej lawy i popiołów, tu i ówdzie pokryte murawami w kolorze żółtym. Trudno wyobrazić sobie, żeby kwitło tu życie. Ale kilkaset metrów niżej, na stokach roślinność jest wyjątkowo bujna, a gleba bardzo żyzna. Uprawia się tu oczywiście owoce i warzywa, ale sporą powierzchnię zajmują też winnice.


Z gron rosnących w winnicy rodziny Benanti, położonej na północnych stokach Etny we wsi Verzella powstaje wino Rosso di Verzella, butelkowane zgodnie z wymogami apelacji Etna Rosso DOC. Jest to kupaż nerello mascalese i nerello cappuccio. Krzewy nie są takie młode, ich wiek sięga 40 lat, erupcje Etny na szczęście ich nie dotknęły, choć winnice położone są wysoko - 700 metrów nad poziomem morza. Wino ma kolor rubinowy - coś pomiędzy bladą czerwienią, a ciemnym, intensywnym różem i mocno różni się od głębokiej i ciemnej barwy popularnych u nas sycylijskich win ze szczepu nero d’avola. Grona zbiera się w drugiej dekadzie października, a po fermentacji dojrzewa ono w 225 litrowych beczkach przez 8-10 miesięcy. Zanim trafi na rynek jeszcze przez kilka miesięcy trzymane jest w butelkach. Wino wydaje się delikatne, zwiewne, lekkie, wcale nie czuć jego mocy, nie epatuje alkoholem, którego zawiera w sobie aż 14%. Smakuje świeżymi wiśniami a w nosie świdrują aromaty kwiatów i zmieszanych ze sobą przypraw. Bardzo dobre wino.

Benanti Rosso di Verzella można dostać w Polsce w niektórych sklepach specjalistycznych, choć importer - Krople Wina - skupia się głównie na rynku HoReCa. Poszukajcie, popytajcie, a będziecie mogli go spróbować. Ja miałem dużo szczęścia i wino do spróbowania otrzymałem bezpośrednio z rąk szefa Kropel Wina. Niniejszym bardzo dziękuję i życzę powodzenia!

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Wine Not

Oczekiwałem ostatnio przesyłki-niespodzianki z Piwnicy Smaków, chodziło o jakąś nowość, ale nie przypuszczałem, że będzie to przesyłka taka:


W małej skrzynce małe puszki z… winem. Puszka i wino, czy to nie wygląda na jakiś mezalians? Tego nie wiem, ale że akurat jestem na wakacjach to moment jest idealny, żeby się o tym przekonać.

Niewątpliwie zaletą takiego opakowania jest to, że jest ono wytrzymałe i nieduże. Puszka jest niewielka, można ją łatwo upchnąć w bagażu, w niewielkiej torbie, albo nawet w kieszeni - ma pojemność 200 ml. To akurat tyle żeby wypełnić kieliszek wina po brzegi, choć bardziej elegancko będzie rozlać je do dwóch kieliszków. Albo plastikowych, piknikowych kubeczków. Kolejna wpadka? Może po prostu nie należy się napinać i bezsensownie mitologizować wina, może wystarczy potraktować je jako napój alkoholowy, który ma poprawić humor na imprezce, albo ulgę na pikniku. W tym przypadku ani puszka, ani plastikowy kubeczek nie będą nikomu przeszkadzać.

A jeśli wpadną znajomi (niekoniecznie koneserzy) na kieliszek wina i każdy z nich będzie miał ochotę na inne? Zapas win w puszce może okazać się rozwiązaniem idealnym.

Wyobrażam też sobie, że takie wina z powodzeniem dałoby się dystrybuować za pomocą maszyn wendingowych, tyle że nasze prawo na to nie pozwala. Może kiedyś spotkamy je choćby na korytarzach hoteli - w godzinach nocnych bary są zwykle zamknięte, taka maszyna na pewno dałaby zarobić.

No dobra, zastosowanie dla takich win można wymyślić, ale jak one właściwie smakują? W dużym skrócie: poprawnie. Nie ma co spodziewać się tu jakichś fajerwerków, ale wina pije się bez przykrości.



Chardonnay, zarówno musujące, jak i spokojne nie robią jakiegoś piorunującego wrażenia. Z musującego szybko uchodzą bąble, spokojne jest taką trochę nijaką interpretacją tego szczepu. Ale dorzuciłem do każdego z nich po kostce lodu i w upalny dzień taki chłodny napój "wchodził" bardzo dobrze. 


Dobre wrażenie zrobiło na mnie wino różowe z odmiany grenache, również z bąbelkami. Te tym razem trzymały się dość długo, samo wino wydało mi się wyjątkowo smaczne jak na moje sceptyczne nastawienie do win różowych. Podobało mi się.


Podobał mi się również merlot. Czerwone wino było całkiem krzepkie, nawet dość garbnikowe i gdybyście trafili ze swoją puszką na grilla, to do pieczonego mięsa nadawałoby się wyśmienicie.

Podsumowując muszę przyznać, że podoba mi się koncepcja wina w puszce o takiej wielkości. Umiałbym znaleźć dla nich zastosowanie pod warunkiem, że trafią do szerszej dystrybucji i będzie można dostać je w każdym sklepiku, w dodatku za rozsądną cenę. Czy tak będzie? Zobaczymy.

Wina otrzymałem do degustacji z Piwnicy Smaków. Dziękuję!
Więcej informacji na www.winenot.pl