niedziela, 7 kwietnia 2013

Sushi i wino.

Choć lokale serwujące sushi i sashimi nie leżą na mojej mapie punktów, które mam w zwyczaju odwiedzać, to z przyjemnością przyjąłem (a może właśnie dlatego) zaproszenie Ewy Rybak z Magazynu Wino na warsztaty łączenia ww. potraw z winami. Spotkanie miało miejsce w Sushi Zushi, przy ul. Żurawiej 6/12 w Warszawie. Brali w nim udział przedstawiciele Magazynu Wino: Ewa Rybak, Kuba Janicki (także blog Kontretykieta) i Łukasz Kalinowski, blogerzy kulinarni: Joanna Krzewińska (krolestwogarow.blogspot.com), Kasia Marciniewicz (www.chillibite.pl) i Marcin Szulżycki (www.slodkokwasna.pl), a także Witold Białek - przedstawiciel Atlantiki, importera jednego z win dostarczonych do degustacji win i rodzynek skrobiący co nieco o winach, autor bloga Pisanewinem.pl. Z lekkim poślizgiem (kwadrans akademicki) pojawili się Tomasz Prange-Barczyński (red. naczelny Magazynu Wino) oraz dziennikarz i tłumacz Paweł Bravo.  

Warsztaty miały dość luźny charakter, naszym zadaniem było wyłonienie wina (lub win) najlepiej komponujących się z japońskimi kulinariami. Ja ze swojej strony obiecuję i obiecałem to też organizatorom spotkania, że nie będę się mądrzył w temacie doboru win do potraw, ponieważ nie znam się na tym kompletnie. Przyznaję, że liczyłem trochę na prelekcję Ewy, czy Kuby Janickiego, którzy mają zdecydowanie większe doświadczenie w tej materii, ale ponieważ szerszego wstępu nie było, tym łatwiej mi zachować amatorski klimat mojego bloga i moje obserwacje taki właśnie będą miały charakter.

Sushi i sashimi to dla mnie jeszcze większa magia, niż wino. Dość powiedzieć, że był to bodajże drugi w moim 40-letnim życiu kontakt z tego typu potrawami. Być może jest to przeoczenie z mojej strony, może bezczelna ignorancja, jeśli macie jakieś zdanie na ten temat, proszę o komentarz poniżej. Jak tylko nauczę się sprawnie posługiwać pałeczkami, z pewnością wrócę do zagadnienia. Chociaż pałeczki, jak się dowiedziałem, wcale nie są konieczne do spożywania potraw z ryżu i ryb, wystarczą sprawne palce. Gorzej jest z winami, tu jednak jakieś naczynie wydaje się kwestią kluczową :)

Dalsza relacja będzie miała charakter obrazkowy z drobnym tylko komentarzem. Pod zdjęciami, na końcu, moje skromne wnioski.

To puste naczynie to miseczka na sos sojowy. Spróbujcie zamoczyć w nim ryż, a następnym razem nie wpuszczą Was do lokalu. :) Obok fikuśna zagrycha.

Kolorowy zawrót głowy, czyli sashimi z dodatkami.

Zrobiłem małe śledztwo i wyszło mi, że to nighiri w różnych wcieleniach. A może nie?

Chablis wyjątkowo dobrze radziło sobie z potrawami kuchni japońskiej. Dla mnie numer jeden. Swoją drogą bardzo dobre wino.

Pozostałe wina, przed którymi postawiono dość trudne zadanie. Nie wszystkie poradziły sobie z sushi i sashimi, choć wszystkie, bez wyjątku są winami bardzo dobrymi, które chciałbym mieć zawsze pod ręką.

Ta franciacorta nie chciała gadać po japońsku...

... za to bąble z Enoteki Polskiej - Il Mosnel - robiły to świetnie. Mój numer dwa. 

Nie są to schaboszczaki, a jednak dobre. Nawet bez panierki... To taki żart, oczywiście.

Trzecie miejsce na pudle. Nie poradziło sobie z... franciacortą i chablis z dwóch pierwszych miejsc, ale z potrawami nie miało problemu.

Kuba z Tomkiem wymieniają uwagi. Ewa niby nie słucha, ale skrzętnie notuje. Bądźcie czujni! 

Ci tutaj znają się na kuchni dalekowschodniej. Zapytany o opinię poszedłem zrobić zdjęcie... O co mnie pytaliście?

Wino z Chile dawało radę, nawet bardzo dobrze. Gdyby podium było czteromiejscowe na pewno by się na nim znalazło. Brawo Atlantika!

Nie chcę nic sugerować, ale to znowu są sami okularnicy... Ale fajne chłopaki.

Czwarte miejsce, ale brakowało... o, tyle!

Obawiałem się trochę tego spotkania i mojego żenującego nieobycia z sushi. Ale atmosfera była świetna i jakoś dałem radę. Na szczęście mam szansę się podciągnąć w temacie. W domu znalazłem książkę "Sushi i sashimi", której autorami są Rosalda Gioffre i Kuroda Keisuke korzystający z przepisów Rie Hasegawy. Wcześniej nie przyjrzałem się jej dokładnie, a to wielki błąd, bo do każdej potrawy jest także sommelierska porada. OK, wina nieco wiekowe i w większości nie do dostania, ale warto zapamiętać producentów, szczepy winorośli i regiony ich uprawy. Taką wiedzą można już się popisywać :)

Mój osobisty wybór win już znacie, jeśli czytaliście podpisy pod zdjęciami. Pozostałe wina były świetne, choć nie w tej kulinarnej kombinacji. Mimo to warto zapamiętać ich etykiety. Kto wie, może będą świetne do śledzia i bigosu :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz