sobota, 26 maja 2012

Roger Sabon.

Nie ukrywam, że wina z apelacji Chateauneuf-du-Pape są dla mnie łakomym kąskiem. Po pierwsze dlatego, że sama nazwa apelacji ociera się o jakieś wyższe sprawy, a po drugie ceny - też wyższe  - sprawiają, że nie są to wina do codziennego picia (przynajmniej dla mnie). Z przyjemnością zapisałem się więc do Enoteki Polskiej na kolację, podczas której przedstawiciel winnicy - Didier Negron, prezentował wina Roger Sabon. Niepokojąco niskie zainteresowanie tak ciekawym wydarzeniem to prawdziwy powód do zmartwienia. Próbki sześciu uznanych win w połączeniu z naprawdę smacznym jedzeniem, a wszystko to za niewiele ponad 100 zł, to prawdziwa okazja, o którą warto się bić. A bił się, niestety, tylko właściciel enoteki, tyle że o frekwencję. Prawdę mówiąc to trochę obciach, że w stolicy czterdziestomilionowego kraju trudno o zapełnienie sali przygotowanej na czterdziestu gości. Mam jedynie nadzieję, że nie będzie to powodem do zaniechania organizowania takich spotkań, bo byłaby to strata naprawdę niepowetowana.

Poniżej zacytuję fragment tekstu zaproszenia, by przybliżyć zainteresowanym menu i listę degustowanych trunków.

"Kolację zaczniemy od grillowanych szparagów (jakżeby inaczej?) z szynką parmeńską, które skonfrontujemy z białym Plaisir 2011, następnie sprawdzimy, które wino: owocowe Côtes du Rhône 2010 czy jedwabiste Lirac 2010 (z miasteczka, którego patronem jest Święty Walenty) lepiej zagra z naszymi pierożkami z borowikami. Na koniec ukłon w stronę naszego gościa z Francji i nietypowe danie dla naszej włoskiej restauracji – wołowina po burgundzku (bouef Bourguignon), która powinna okazać się świetnym połączeniem z dwoma sztandarowymi winami Sabona: Les Olivets 2009 oraz Prestige 2009. Mamy też wisienkę na nasz środowy tort: Prestige 2006 (93 punkty Parkera), które porównamy z jego młodszym bratem."

Plasir 2011 - jedyne wino białe - miało ciekawy landrynkowy posmak równoważony dzielnie przez dość wysoką kwasowość, ale w połączeniu ze szparagami z szynką i pomidorami stanowiło doskonałą całość.

Trudno mi było wykazać przewagę któregokolwiek wina z pary Côtes du Rhône 2010 - Lirac 2010, ale pierożki z borowikami były w tym przypadku niekwestionowanym zwycięzcą.

Jeśli o mnie chodzi, to muszę przyznać, że wszystkie trzy wina z apelacji Ch-d-P, czyli trzy ostatnie, były (mówię o swoich wrażeniach) bardzo do siebie podobne. Różniły się niuansami, które dla mnie - zupełnego amatora - nie są warte różnicy w cenie. Prestige 2009 jest niemal dwukrotnie droższa, niż Les Olivets 2009 i to z tą drugą butelką pod pachą opuszczałem Enotekę Polską.

materiały: roger-sabon.com


Wielką niespodziankę zrobiła mi zaś żona, która dwa dni później spotkała się w enotece z przyjaciółkami. Przyniosła mi w prezencie butelkę Côtes du Rhône, wino z degustacji, które moim zdaniem ma najlepszy stosunek jakości do ceny - za niecałe 40 zł można dostać kawał dobrego wina od naprawdę uznanego producenta.

materiały: roger-sabon.com


Dziękuję zatem mojej żonie za prezent, nowej menedżerce Enoteki - Izie Kamińskiej za fachową poradę, jakiej udzieliła żonie, a właścicielowi restauracji Maćkowi Bombolowi za wytrwałość w organizowaniu spotkań z winiarzami. Wbrew pozorom spora grupa winomaniaków bardzo je ceni.   

piątek, 11 maja 2012

Włoski Tydzień.

Tydzień jeszcze się nie skończył, ale śmiało mogę nazwać go tygodniem włoskim. Pomijam chłodzące się w lodówce Orvieto, ale nie mogę nie wspomnieć o dwóch fantastycznych degustacjach, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Oczywiście chodzi o degustację win z Italii. Pierwszą z nich zorganizowała firma Wineonline - importer toskańskich win Sada, prezentację prowadził zaś ich pomysłodawca i producent, pan Davide Sada, sama zaś impreza miała miejsce w "Cudzie nad Wisłą" - wspaniałym miejscu położonym nad rzeką, w którym funkcjonuje bar winny "Bardeaux". Druga prezentacja odbyła się w Enotece Polskiej, gdzie można było spróbować słynnych włoskich win musujących Franciacorta. O winach opowiadała pani Lucia Barzano, współwłaścicelka rodzinnej winiarni Il Mosnel, w której oprócz win musujących powstają też białe i czerwone wina spokojne.

Zacznijmy jednak od win z Toskanii. Wina czerwone - Integolo, Baldoro i Carpoli znajdują się w ofercie sklepów Winestory już od jakiegoś czasu, nowością było natomiast wino białe zrobione w 100% ze szczepu Vermentino, noszące zresztą taką nazwę. Przyznam szczerze, że zrobiło ono na mnie chyba największe wrażenie tego wieczoru. Bardzo rześkie, a jednocześnie mocno skoncentrowane, soczyste i nad wyraz aromatyczne. Dobrze schłodzone i podane ze wspaniałymi przekąskami, w promieniach zachodzącego słońca musiało się podobać.

materiały: www.agricolasada.com


Wspomniane wcześniej Integolo (60% Cabernet Sauvignon, 30% Montepulciano, 10% Alicante) to podstawowe czerwone wino producenta. Pan Sada określa je jako "codzienne", nadające się do ugaszenia pragnienia, ale i potrafiące umilić każdy posiłek. By ograniczyć zawartość alkoholu, producent nie pozbawia winorośli liści, w których cieniu grona dojrzewają aż do zbiorów. Dzięki temu ma ono jedynie 12,5% alkoholu. Powstaje bez użycia beczki.

Skład drugiego wina - Baldoro - jest podobny - 60% Cabernet Sauvignon, 35% Montepulciano i 5% Alicante - choć w różnych rocznikach udziały poszczególnych szczepów mogą się zmieniać. W przypadku tego wina producent stosuje już przycinanie liści dzięki czemu grona dorastają w słońcu, a w momencie zbiorów są w pełni dojrzałe. Przekłada się to na wyższy poziom alkoholu (13,5%), ale też i na koncentrację wina. To wino bucha owocowymi aromatami, jest pełne i skoncentrowane, smaczne, choć dla niektórych "przesadzone", jak obecnie mówi się o supertoskanach. To wino bardzo mi smakowało, lubię taką wyrazistość i mi ona nie przeszkadza. Wino to, podobnie jak Integolo, dojrzewa bez udziału beczki, jednak znacznie dłużej przebywa w stalowych kadziach.

Przed prezentacją win Sada (pan Davide w środku).


Ostatnie wino to Carpoli. 65% Cabernet Sauvignon, 30% Cabernet Franc i 5% Petit Verdot, choć i tu producent dopuszcza odstępstwa od normy, w zależności od sposobu dojrzewania gron w danym roczniku. To wino poddaje się już leżakowaniu w beczkach dębowych. Miałem z tym winem największy problem, bo choć bardzo mi smakowało, to miałem poczucie, że brakuje mu oryginalności. Miałem wrażenie, że wina o takim charakterze już piłem. Według mnie jest ono bardzo podobne do południowoafrykańskiego czystego caberneta z winiarni Glen Carlou (Wineonline jest również jego importerem), tyle że Wino pana Sady jest dwukrotnie droższe, a nie wnosi żadnych dodatkowych wartości.

Jeśli już wspomniałem o cenach to przedstawiają się one następująco: Integolo - 49 zł, Baldoro - 65 zł, Carpoli - 139 zł. Nie znam dokładnej ceny Vermentino (nowość!), ale najprawdopodobniej będzie ona oscylować w granicach 70-80 zł.

Tyle o winach z Toskanii, teraz czas na wina z Lombardii, gdzie znajduje się apelacja win musujących Franciacorta. Jak już wspomniałem wyżej, wina próbowaliśmy w Enotece Polskiej, a towarzyszyły one wspaniałej kolacji, dla której były niewątpliwą ozdobą. Il Mosnel to winiarnia dobrze znana miłośnikom włoskich win musujących. Hugh Johnson w swym przewodniku po winach wymienia ją wśród najlepszych producentów tego regionu.

materiały: ilmosnel.com


Wielokrotnie wspominałem na blogu, że mam kłopot z winami musującymi, że nie bardzo je rozumiem i że bąbelki potrafią mnie skutecznie zdekoncentrować. Na szczęście winna ewolucja trwa i zaczynam się do win musujących przekonywać. Prawdą jest, że to wyższa szkoła jazdy, ale jak człowiek nie będzie próbował to się nie nauczy, a nie skorzystać z okazji spotkania z czołowym producentem Franciacorty to tak, jakby popełnić grzech całkiem ciężki.

Przyznam szczerze i z pewnym poczuciem wstydu, że o winach musujących z tej apelacji usłyszałem zaledwie kilka miesięcy temu. Dla mnie alternatywą dla drogich szampanów była zawsze katalońska cava, też produkowana metodą szampańską. Jednak Franciacorta, w odróżnieniu od cavy powstaje z tych samych szczepów, z których produkuje się wina w Szampanii. 

Na internetowej stronie producenta możemy odnaleźć cały katalog produkowanych win, w którym zamieszczono szczegółowe informacje na temat poszczególnych butelek. Zachęcam do zapoznania się z nim, ponieważ moje notatki nie były aż tak dokładne, ja natomiast wspomnę o kulinarnych kompozycjach, które towarzyszyły spotkaniu z arcysympatyczną panią Barzano.

Jako aperitif podano Franciacorta DOCG Brut (69 zł), które było winem chyba najbardziej wyrazistym ze wszystkich jakie degustowaliśmy i mimo tego, że to wino podstawowe i najtańsze, to nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że było najsłabsze. Moim zdaniem broniło się do samego końca.

Pierwszą pozycją w menu były krewetki z patelni z czosnkiem, ziołami i świeżymi pomidorami do których podano Fraciacorta DOCG Brut Saten Millesimato 2008 (77,25 zł). 

Następnie do pysznego risotto z borowikami i szafranem polano nam Franciacorta DOCG Pas Dose (95,25 zł). W tym momencie pan Michał, stały bywalec Enoteki Polskiej, stwierdził, że coś mu w tym winie nie pasuje, choć ja takiego wrażenia nie miałem. No może poza tym, że było ono dla mnie mało wyraziste. Dostaliśmy próbkę z innej butelki i rzeczywiście było lepiej. Wielki szacun dla pana Michała!

Po risotto podano doradę z grilla z oliwą z oliwek, pomidorami i czosnkiem. Z tą potrawą skomponowano Franciacorta DOCG Extra Brut Millesimato "EBB" 2007 (108 zł). To wino powstało na cześć matki pani Barzano, która założyła winiarnię i widać było, że dla pani Lucii to wino jest bardzo ważne. Na szczęście okazało się też winem wspaniałym, z którego Lucia Barzano może być bardzo dumna. Wino z rybą, moim zdaniem, było jeszcze lepsze, niż próbowane samodzielnie. 

Ostatnim winem było wino różowe Franciacorta DOCG Rose Pas Dose Millesimato "Parose" 2006 (108 zł).  W tym momencie muszę przyznać się do mojej ogólnej niechęci do win różowych, które do tej pory nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Różowa cava z wytwórni Freixenet, którą piłem w katalońskiej wytwórni  zupełnie mi nie podeszła i tego samego spodziewałem się po różowym winie Il Mosnel. Jakież to było miłe rozczarowanie! Wspaniałe wino, moim zdaniem najlepsze tego wieczoru, w połączeniu z kaczką w sosie z pomarańczy z chrupiącymi jarzynami było gwoździem programu.

Podsumowując tą degustację muszę wyrazić swoje zadowolenie, bo i wina wspaniałe, i potrawy wyśmienite, i miejsce magiczne, i ceny bardzo przystępne. Zresztą Enoteka Polska znana jest z tego, że relacja cen win do ich jakości jest po prostu doskonała. Butelki czołowych, znanych producentów w przystępnych cenach to coś, czego brakuje na naszym rynku. Dlatego też Maciejowi Bombolowi, szefowi Enoteki, należą się szczególne słowa uznania. Maćku, DZIĘKUJĘ!
  

środa, 2 maja 2012

Crozes-Hermitage.


Crozes-Hermitage - nazwa apelacji z północnej części Doliny Rodanu wydaje się być wyjątkowa, magiczna. Takie przynajmniej miałem przeświadczenie wkładając do koszyka butelkę z tą nazwą na etykiecie. Jeśli jednak dobrze zrozumiałem tekst poświęcony temu rejonowi w "Winach Europy", jest to jednak apelacja niezbyt prestiżowa. Być może nawet najsłabsza - kiedyś, wg. autorów - zupełnie supermarketowa. Fakt, kupiłem wino w supermarkecie. Pierwszy łyk rzeczywiście nie zachwycał, ale też nie czułem dyskomfortu, z czasem lepiej, choć uniesień nie było. Rocznik 2008 wg. Hugh Johnsona też taki sobie, więc w gruncie rzeczy nie można było mieć specjalnych oczekiwań. Ale trzeba też powiedzieć, że wino nieźle pasowało do holenderskiej goudy przywiezionej prosto z Amsterdamu. Całkiem udana kompozycja. Może nawet okraszona odrobiną magii...

-----------------------------------------
Gabriel Meffre, Les Murieres 2008
Crozes-Hermitage
alk. 12%
Leclerc Ursynów - 44,99 zł 
-----------------------------------------

wtorek, 1 maja 2012

Winne Wtorki #27

Czas płynie szybko, a im człowiek starszy, tym większe i bardziej bolesne uczucie, że zbyt szybko. Nim się człowiek obejrzał minął rok od powstania Winnych Wtorków. Prawdę mówiąc było to kilka, czy kilkanaście dni temu, ale czas płynie tak szybko... nie zdążyłem odnotować tego wcześniej.

W każdym razie dziś znów mamy wtorek, dzięki Kubie Jurkiewiczowi jest to Winny Wtorek, a dzięki Winnym Przygodom mamy wtorek z białym, wytrawnym bordeaux.



W moim przypadku było to wino, które pojawiło się niedawno w ofercie Winestory - Chateau Charron z rocznika 2010. Wino powstało ze szczepów Sauvignon Blanc (80%) i Semillon (20%). W odróżnieniu od mojej żony lubię wina ze szczepu, czy z przewagą szczepu Sauvignon Blanc, ona zaś - wychowana wśród kotów - wyczulona jest na charakterystyczny dla tego szczepu zapach kocich siuśków, który ją do tych win zniechęca. Akurat Chateau Charron nie cierpi na tę przypadłość, to dość gładkie wino, w którym nawet nuty trawiaste, czy pokrzywowe nie są tak ostre jak w przypadku win nowoświatowych. Tuż przed degustacją białego bordeaux miałem okazję pić inne francuskie wina (z Doliny Loary) zrobione z Sauvignon Blanc, stały się więc one chwilowym wzorcem, względem którego mogłem oceniać białe Chateau Charron.



Domaine du Moulin Granger (apelacja Sancerre) to prawdziwe antypody białego bordeaux. Tu wszystkie typowe cechy szczepu Sauvignon Blanc skupione są jak w soczewce, skoncentrowane i bardzo wyraziste, ostre i charakterne.



Domaine de La Tour Ambroise (apelacja Touraine) umiejscowiłbym pomiędzy wyżej wymienionymi winami. Bardziej wyraziste niż Chateau Charron - tu nie ma wątpliwości, z jakim szczepem mamy do czynienia, ale przy okazji pozbawione tego charakterystycznego zapachu kocich siuśków, który nie każdemu musi się podobać.

Wszystkie opisane dziś przeze mnie wina uważam za bardzo dobre, żadne nie było wpadką, choć trzeba sobie powiedzieć, że Touraine ma najlepszy stosunek jakości do ceny. Jego cena była dwukrotnie niższa od konkurentów.

-------------------------------------------------------------
Chateau Charron, 2010
Blaye Cotes de Bordeaux
Winestory - 43 zł
-------------------------------------------------------------
Domaine du Moulin Granger, 2011
Sancerre
Albert Heijn (Amsterdam) - 9,99€
-------------------------------------------------------------
Domaine de La Tour Ambroise, 2011
Touraine
Albert Heijn (Amsterdam) - 4,99€
-------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #27 na podniebieniach innych blogerów.

Białe nad czerwonym
Winne Przygody
Nie zawsze wina
Winniczek
Czerwone czy białe?
Sstarwines #1
Sstarwines #2
-------------------------------------------------------------


wtorek, 17 kwietnia 2012

Winne Wtorki #26

Tematem Winnych Wtorków #26 jest Pinotage - wino, które wydaje się być symbolem RPA, choć udział nasadzeń tej odmiany, wedle mojej wiedzy, nie przekracza 8%. Swego czasu uważałem wina z tego szczepu za moje ulubione. Dziś oszczędniej używam słowa "ulubione", ale wówczas wystarczyły dwa, a może trzy wina, które mi smakowały, by po ich stronie ulokować swoje sympatie. Potem były dwie, a może trzy butelki barbery, które przypadły mi do gustu i to do nich wzdychałem. Ale barberę zdradziłem dla dwóch, a może trzech butelek argentyńskiego malbeka i byłem pewien, że to właśnie ten szczep jest tym, który kocham najbardziej.

Dziś nie kocham malbeka, nie wielbię barbery i nie wzdycham do pinotage, ale przyjaźń na szczęście przetrwała, stosunki między nami układają się nieźle.

Cieszę się, że pomysłem na aktualną edycję Winnych Wtorków jest szczep, który powstał ze skrzyżowania pinot noir i cinsault (znanego w Afryce Południowej jako hermitage), ponieważ dzięki temu mogłem powrócić do swych "młodzieńczych" fascynacji.



Na wtorkową degustację wybrałem Fleur du Cap Pinotage 2009 z serii Bergkelder Selection. To co mnie uderzyło w tym winie, to dosyć spora kwasowość. Byłem zaskoczony, bo w mej pamięci pinotage zapadł, jako wino raczej mało cierpkie, dość gładkie i łatwe w piciu. A tu niespodzianka, trochę kwasu (do którego przekonuję się z butelki na butelkę), trochę tanin (ale bez przesady) i trochę alkoholu (ale nieźle wtopionego). Dość przyjemne wino, choć akurat w ten wieczór było tylko tłem dla filmowego dokumentu o Antonio Gaudim. Ostatnia kropla z butelki wypadła dokładnie wtedy, gdy kończył się film. Niestety, o ile z tego ciekawego dokumentu coś mi w głowie zostało, o tyle Fleur du Cap za bardzo nie pamiętam.

I prawdę mówiąc nie wiem, czy to dobrze, czy to źle...

-------------------------------------------------------------------------------------------------
Fleur du Cap
Pinotage, 2009
alk. 14%
Leclerc (Ursynów) - 37 zł (13.04.2012) - zakup własny
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #26 na podniebieniach innych blogerów
Winniczek
Białe nad Czerwonym
Winne Przygody
Sstarwines
Czerwone czy białe?
-------------------------------------------------------------------------------------------------

sobota, 7 kwietnia 2012

Torres.

Znajomi zauważyli już, że się trochę interesuję winem. Niektórzy nawet zaczynają traktować mnie jak fachowca, choć ja sam wiem najlepiej, jak mylne jest to mniemanie. W każdym razie zaczynają zadawać niewygodne pytania, to znaczy takie, na których łatwo się wyłożyć - bo choć są proste i oczywiste (przynajmniej dla nich), to odpowiedzi na nie już takie nie są. Przykłady? Proszę bardzo:

a) Jakie jest najlepsze wino na piątkowy wieczór z dziewczyną?
b) Co byś polecił na święta wielkanocne?
c) Jakie wina są najlepsze na świecie?

To ostatnie pytanie pada oczywiście najczęściej. Zadał mi je kiedyś kolega - bystry, zdolny dziennikarz - i widząc, że się wiję jak piskorz, chcąc ukrócić me męki rzekł: "Tomek mi mówił, że najlepsze są wina Torresa". Tomek to oczywiście redaktor naczelny popularnego w Polsce dwumiesięcznika o tematyce winiarskiej, prywatnie znajomy ze studiów mojego kolegi. Było mi głupio, że sam nie potrafiłem udzielić tak prostej i klarownej odpowiedzi na nietrudne w sumie pytanie, a moja frustracja przerodziła się wkrótce w nienawiść do win hiszpańskiego producenta, choć wówczas ich jeszcze nie znałem.

Wielokrotnie zastanawiałem się potem nad udzieloną przez redaktora naczelnego poradą,  trochę mnie to nurtowało, nienawiść do Torresa z czasem przepoczwarzyła się w ciekawość, którą zaspokoiłem spędzając kilka dni w Barcelonie. Nie będę teraz pisał o wizycie w samej winiarni, która zrobiła na mnie spore wrażenie - na to przyjdzie jeszcze czas -  ale o kilku winach, które sprawiły, że rozumiem dlaczego TPB udzielił bystremu, zdolnemu dziennikarzowi takiej, a nie innej odpowiedzi.

W stolicy Katalonii urzekło mnie wino Torresa pochodzące co prawda z innego rejonu Hiszpanii (La Rioja), ale miłość jaką zapałałem do wina Iberica (crianza) jest wielka i bezwarunkowa. Zdawałoby się, że to po prostu zwykłe i w gruncie rzeczy niedrogie tempranillo, a jednak zrobiło na mnie wrażenie większe, niż kupiona tego samego dnia, choć wypita nieco później, już w Polsce, dwukrotnie droższa Muga (też crianza). Oczywiście nie mogę wykluczyć, że wpływ na moją ocenę mógł mieć śródziemnomorski klimat.

Po powrocie z Barcelony win Torresa już nie unikałem. Na pierwszy ogień poszła butelka Viña Esmeralda - kupaż szczepów Mosacatel de Alejandría (85%) i Gewürztraminer (15%). Świetne, pełne słodyczy białe wino, które wspominam bardzo ciepło. Następne w kolejce były wina Sangre de Toro (kupaż Garnacha i Cariñena), które w niezłych cenach sprzedawała Biedronka, choć inne sieci w tym czasie też obniżyły ceny na to wino. Bardzo dobre, a moim zdaniem nawet smaczniejsze od Sangre de Toro, było wino San Valentin (100% Garnacha). No ale zupełną niespodzianką było wino Coronas - tempranillo z Katalonii z niewielką domieszką Cabernet Sauvignon. To znaczy niespodzianką było to, że wino kupione w osiedlowym sklepie w 2012 roku pochodziło z rocznika 2005. Jaka była jego historia - nie wiadomo. Na niebieskiej banderoli (już nieważnej) naklejona została obecnie obowiązująca banderola brązowa, widać wina długo zalegały w magazynie importera. Co ciekawe, w Auchan w Piasecznie widziałem butelki magnum Mas la Plana - sztandarowego czystego Cabernet Sauvignon od Torresa, również podwójnie obanderolowanego. To akurat jest jeszcze starsze - pochodzi z rocznika 2002. Robię sobie na nie zakusy, mam nadzieję, że uda mi się jeszcze je dostać.



Wracając do naszego Coronas - wino niezwykle aromatyczne, smaczne - nieco ceglasty kolor i zupełnie gładkie taniny zdradzały już jego wiek, ale piłem je z wielką przyjemnością wspominając pobyt w Barcelonie.

Dlaczego TPB polecił mojemu koledze wina Torresa? Bo są aromatyczne i smaczne, są bardzo pijalne, dostępne niemal w całej Polsce, ale przede wszystkim dlatego, że są równe i z roku na rok powtarzalne. Nie wiem czy TPB uważa wina Torresa za najlepsze na świecie, ale z całą pewnością mogą być one punktem odniesienia - solidnym wzorcem, z którym można porównywać inne wina hiszpańskie. 

Jeśli ktoś jeszcze będzie chciał zadać mi jedno z wyżej wymienionych pytań żądając szybkiej odpowiedzi, niech się nie zdziwi, jeśli w bezwarunkowym odruchu krzyknę TORRES. Nie będzie smakowało? Odeślę osobnika do redaktora naczelnego popularnego w Polsce dwumiesięcznika o tematyce winiarskiej. Niech powie, że się nie zna. A co mi tam ...

czwartek, 29 marca 2012

Winni rycerze.

Wypad na północ Polski nie był udany jeśli patrzeć na wyjazd pod kątem zdegustowanego wina. Oprócz opisanego w poprzednim poście rieslinga (całkiem przyzwoitego) z Biedronki miałem okazję wypić w Elblągu jeszcze dwa wina z dyskontowej oferty. Pierwszym z nich było Barocco Prosecco - musujące wino, nad którym nie ma się co rozwodzić, można wypić z przyjemnością i nie żałować wydanych pieniędzy. Natomiast portugalska Quadrifolia okazała się totalną porażką. Płaskie, nudne wino, które - owszem - można wypić do obiadu zamiast tradycyjnego kompotu, ale w tej roli doskonale poradziłoby sobie wino za 10 zł. Niemal dwie dychy wydane na wino z regionu Duoro okazało się nad wyraz kiepską inwestycją. Co prawda płaciła żona, ale jednak...



Na tym tle Chevaliers d' Aymon - tani medoc z Leclerca - to wino niemal wybitne. Oczywiście trochę przesadzam, ale to wino, choć w zapachu neutralne jak woda, w ustach urzeka owocami porzeczki, sporo w nim kwasu, jest też odrobina wanilii. Może nic specjalnego, ale za 22 zł można kupić naprawdę zacne wino - mocarnego francuskiego rycerza, który bez wysiłku pozbawia życia portugalską Quadrifolię, włoskie Barocco i niemiecką Villę Sittmann. Jednym cięciem... 

-----------------------------------------------
Chevaliers d' Aymon
Medoc AOC, 2008
Alk. 12%
Leclerc (Ursynów) - 21,99 zl (24.01.2012)
-----------------------------------------------

sobota, 24 marca 2012

Szkoła przetrwania.

Trochę chyba przesadziłem z tym tytułem. W końcu nie trafiłem na bezludną i 'bezwinną' wyspę, tylko do Elbląga - królestwa Biedronek. Ostatnio co prawda "odpuściłem" sobie winną eksplorację dyskontowej oferty - nie porywa mnie już tak, jak kiedyś, ale w Elblągu czuję się usprawiedliwiony.



Z ostatnich nowości należy odnotować mozelskiego rieslinga - Villa Sittmann - wino na pewno nie rewelacyjne, ale zważywszy cenę - naprawdę pijalne. Dość rześkie, świeże, jeszcze leciutko musujące, ze sporą ilością cukru resztkowego, ale równoważonego wyraźnie zaznaczoną kwasowością. Kontretykieta wspomina o aromatach jabłka, limonki i moreli, ale dla mnie była to swojska dojrzała renkloda - taki słodko-kwaśny smak.

Wino zaliczam do kategorii balkonowej - pić mocno schłodzone w promieniach słońca :)

-------------------------------------------------------------
Villa Sittmann
Riesling
Rocznik 2011
alk. 10%
Biedronka - 17,99 (zakup własny, ale płaciła żona)
-------------------------------------------------------------

środa, 21 marca 2012

Pierwsza Chorwacja.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że to był strzał w ciemno. Po zorganizowanej przez Winestory degustacji win z hiszpańskiego regionu Rioja nie mogłem zdecydować się na żadne z prezentowanych win, a prawdę mówiąc, w ogóle nie mogłem się zdecydować na żadne wino. Kręciłem się między półkami, aż w końcu stwierdziłem, że wezmę wino z Chorwacji, takie nienajdroższe, ale i nienajtańsze, powiedzmy - w sam raz. Prosta etykieta, nieco tajemnicze napisy, których znaczenie miałem rozszyfrować na spokojnie, w domu.



Wybrałem wino o nazwie Plavac Hvar - Plavac to nazwa szczepu, Hvar natomiast jest nazwą chorwackiej wyspy. Wino miało bardzo ładny, intensywnie rubinowy kolor, sam widok zachęcał do dalszego flirtu. W nosie tak ładnie już nie było. Wcale nie było ładnie. Coś w rodzaju stajni urządzonej w budynku po zakładzie wulkanizacyjnym, w którym tu i ówdzie zalegają sterty starych opon. Kiedyś pewnie bym wpadł w panikę, może nawet wylał wino do zlewu, ale nauczony doświadczeniem wyciągnąłem karafkę i do niej przelałem zawartość butelki. Próbkę wina nalałem sobie do kieliszka, reszcie dałem odpocząć. Smak wina w kieliszku był całkiem niezły. Dość mocne garbniki, sporo kwasu, nieco owocu. Coś mi to przypominało, coś mi w głowie świtało, ale zająłem się czymś innym i przez parę ładnych chwil nie myślałem o chorwackim trunku.

Nagle przyszło olśnienie! Toż to wino, choć zrobione z zupełnie innego szczepu i w zupełnie innym miejscu, jako żywo przypominało mi libańską Massayę w swym najbardziej hardcorowym wydaniu Silver Selection. Po godzinie (a może i dwóch) wino miało już zupełnie inne oblicze. Owszem, nadal zalatywało gumą, ale już nie tak okrutnie jak na początku, natomiast i w nosie, i w ustach zaczęły dominować czerwone owoce, których wcześniej niemal nie wyczuwałem.

Ciekaw jestem jak wypadłoby bezpośrednie porównanie tych dwóch win. Wiadomo, pamięć jest niedoskonała, pozostają w niej jedynie mgliste wspomnienia, notatki mogą być zbyt mało dokładne. To, co z oddali wydaje się podobne, z bliska może różnić się ewidentnie. A co jeśli mam rację? Może Plavac Hvar jest taką winiarską Dosią - jeśli smakuje niemal tak samo jak Massaya Silver Selection, to po co przepłacać?

-----------------------------------------
Plavac Hvar 2008
Szczep: Plavac Mali
alk. 12,4%
Winestory - 42 zł (zakup własny)
-----------------------------------------

wtorek, 20 marca 2012

Winne Wtorki #24

Witamy na pokładzie nowego - przepraszam za wyrażenie - członka projektu Winne Wtorki. Jest nim Jakub Małecki, autor bloga WINE TASTING PL. Kuba w swym debiucie zaproponował wina z hiszpańskiej apelacji Toro, co przyjąłem z zadowoleniem, bo zdaje się, że żadnej flaszki z tego regionu nie piłem, albo piłem i nic nie pamiętam. Na poszukiwania wina wyruszyłem z pewnym wyprzedzeniem, bo:

1) zdarzają się propozycje "nietypowe" i bywają problemy ze znalezieniem produktu spełniającego kryteria wyboru (co ja piszę?!)
2) zdarzają się sytuacje niespodziewane czy losowe, które utrudniają lub zupełnie uniemożliwiają wypicie pracy domowej na zadany temat.

Hiszpańska apelacja dopuszcza stosowanie dwóch rodzajów gron czerwonych oraz dwóch rodzajów gron białych. Odmiany czerwone to Tinta de Toro (czyli Tempranillo) oraz Garnacha (inna nazwa: Tinto Aragonés), natomiast białe to Verdejo i Malvasía.

Ja zdecydowałem się na wino białe, więc może jeszcze kilka słów na temat wymagań apelacji odnośnie białych odmian. W przypadku wykorzystania szczepu Malvasia jego udział w kupażu musi stanowić przynajmniej 85%, reszta to Verdejo. Jeśli natomiast do produkcji nie stosuje się Malvasii, to mamy do czynienia z czystym, stuprocentowym Verdejo.



Wino, które kupiłem w gocławskiej Almie (dostępne jest również w Winkolekcji), to właśnie czyste verdejo. Castillo de Monte la Reina ma bardzo jasny bladożółty kolor, jest niemal przezroczyste. W nosie świeże, czyste, kwiatowo-mineralne. W smaku przypomina żółte owoce cytrusowe przełamane trawiastą nutą (jak sauvignon blanc, choć nie jest tak wyraziste), pozostawiając w ustach lekko gorzki, grejpfrutowy posmak. Alkohol dobrze wtopiony, niemal niewyczuwalny. Wrażenie świeżości podkreślają drobniuteńkie, ledwo wyczuwalne (ale jednak) bąbelki.

-------------------------------------------------------------------
Castillo de Monte la Reina 2010
100% verdejo
alk. 13,5%
Alma - 44, 90 zł (zakup własny)
-------------------------------------------------------------------

Czas na małe podsumowanie. Castillo de Monte la Reina to wino fajne i przyjemne w piciu, ale nie powala jakąś szczególną oryginalnością. Białe, świeże wino rozpoczęło u mnie sezon wiosenno-letni, zwany balkonowym :) i ma za to sporego plusa. Ceny u europejskich dystrybutorów (patrz Winesearcher) podobne do naszych, więc nie ma co narzekać, ale mam wrażenie, że mając do dyspozycji 50 zł można dokonać lepszego wyboru. Win o podobnym charakterze znajdziemy w Polsce mnóstwo, połowa tej kwoty w zupełności powinna na nie wystarczyć. Jeśli jednak ktoś wpadnie do mnie z flaszką hiszpańskiego verdejo, na pewno nie zostanie wyproszony :)

-------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #24 na podniebieniach innych blogerów
-------------------------------------------------------------------
Bordowe
Nie zawsze wina
Sstarwines
Winne Przygody
Winniczek
Czerwone czy białe?
WINE TASTING PL
------------------------------------------------------------------- 

sobota, 10 marca 2012

Chilean Wine Tour.

Dzięki uprzejmości ekipy z ursynowskiego sklepu Winestory (przy KEN 85), którą serdecznie pozdrawiam, zostałem wyposażony w zaproszenie na przegląd win z Chile, który miał miejsce w warszawskim hotelu Hyatt Regency. O mały włos nie dotarłbym na miejsce, a to za sprawą pewnej żołądkowej niedyspozycji, która nękała po kolei członków mojej rodziny. Zebrałem się jednak w sobie i w końcu dotarłem do sali degustacyjno-wystawienniczej.



To pierwsza tak duża impreza, w której miałem okazję uczestniczyć, czułem się nieco zagubiony, ale gdy wypatrzyłem stanowisko winnicy Estampa, której wina do Polski  importuje Wineonline (czyli właściciel sklepów Winestory), poczułem się nieco lepiej. Tam zostałem poczęstowany próbkami win, które co prawda już znałem, ale zawsze z przyjemnością po nie sięgam. Ich marka Ticket to Chile jest bardzo dobrze znana - przystępna cena i bardzo dobra jakość produktów przekłada się na niezłą sprzedaż. Estampa ma też bardzo ciekawe blendy - malbec mieszany z petit syrah (seria Estate) czy syrah z domieszką viognier (seria Reserve) robią niezłe wrażenie. Przedstawiciel winiarni - Benjamin Gordon - z dumą prezentował najnowszy kupaż carmenere/syrah/cabernet sauvignon (Estampa LaCruz) przygotowany przez toskańskiego winiarza Attilio Pagli, który obecnie jest konsultantem Estampy i z wielkim zaangażowaniem doradza chilijczykom wierząc, że obszar Marchigue (fragment Doliny Colchagua) jest znakomitym miejscem to tworzenia win najwyższej klasy.

Po kilku próbkach stan mojego układu pokarmowego uległ znacznej poprawie (wino czyni cuda?), więc z większym zaangażowaniem przystąpiłem do eksploracji chilijskich propozycji w czym wydatnie pomogli mi koledzy prowadzący bloga "Winne przygody". Znaliśmy się wcześniej z internetu. "Winne przygody", mój blog i kilka innych biorą udział w projekcie Winne Wtorki, ale to już wszyscy czytający moje wpisy wiedzą. Fajnie, że przy okazji prezentacji win chilijskich mogliśmy spotkać się osobiście.

z lewej Benjamin Gordon (Estampa), po prawej Winne Przygody 


Dwudziestu siedmiu wystawców, win całe mnóstwo, wszystkiego nie sposób spróbować. Udałem się w kierunku przedstawicielki winnicy O.Fournier. Wcześniej piłem już niezłe malbeki z argentyńskiego oddziału firmy (Alfa Crux i Beta Crux), trochę mnie zdziwiło, że nikt w Polsce nie importuje win chilijskich. Spróbowałem kilku z nich. Alfa Centauri Red Blend (45% cabernet franc, 40% cabernet sauvignon, 15% merlot) może przez moment zalatywał lekko acetonem, ale po chwili było już bardzo dobrze - naprawdę smaczne wino. Kupaż, który nazywał się po prostu O. Furnier (80% cabernet franc, 10% carignan, 10% cabernet sauvignon) nie zrobił już na mnie takiego wrażenia, jak poprzednie wina. Niezłym było sauvignon blanc 2010 (z Leydy), ale naprawdę zachwyciło mnie inne wino z tego samego szczepu (tyle że z rocznika 2009), no ale to też była topowa seria Alfa Centauri.

Mateusz Papiernik i Krzysztof Rychlicki-Kicior są już trochę "out of focus"


Nie tylko O. Fournier, ale niemal połowa wystawców nie miała żadnego przedstawiciela w Polsce, co dziwi o tyle, że ogólne wrażenie jest takie, że każdy sklep i każdy supermarket ma w swej ofercie wina chilijskie. Być może to zasługa dużych i znanych importerów, takich jak PWW, czy TIM, które "zalały" półki sklepowe markami Frontera, Sunrise, Casillero del Diablo, czy Cono Sur. Wina te - głównie jednoszczepowe i dość sztampowe - są łatwo pijalne, przystępne cenowo i jakoś wpasowujące się w gust polskich konsumentów, ale trudno oczekiwać po nich jakichś rewelacyjnych doznań. Choć jeśli już piszę o Cono Sur, to warto wspomnieć o serii Neblina Reserva, która zrobiła na mnie dobre wrażenie, ale prawdę mówiąc nigdzie jej nie widziałem. Podobno można ją dostać w restauracjach i hotelach, ale wiadomo powszechnie, że marże w takich obiektach popularyzacji wina nie służą. Szkoda.

Niektórzy zwracali uwagę na rewelacyjną jakość win El Principal (brak polskiego importera, choć podobno interesował się nimi Mielżyński). Dla mnie zdecydowanie za ciężkie, za bardzo alkoholowe i trochę przekombinowane, ale ponieważ to są blendy różnych szczepów więc warto o nich wspomnieć. Jeśli pojawią się już w Polsce, dam im jeszcze szansę.

Zupełnym rozczarowaniem były dla mnie wina Calcu (brak importera) - wszystkie mocno kwasowe, dość brutalne w ustach, choć jak zapewniała nas przedstawicielka winnicy - wysoka kwasowość sprzyja starzeniu wina i po kilku latach powinny być znacznie lepsze. Biorąc pod uwagę fakt, że u nas wina południowoamerykańskie wypija się zwyczajowo raczej szybciej, niż później -  trudno wróżyć sukces tym winom w Polsce, ale kto wie. Wszak miłośników "kwasiorów" z górnej półki w Polsce odnaleźć też można.

Bardzo dobre odczucia miałem po degustacji kilku win z Bodegas y Vinedos Melozal. Oni akurat mają w Polsce przedstawiciela - i bardzo dobrze. Kilka próbek win Segu przypadło mi do gustu, warto wspomnieć o gewurztraminerze, czy rieslingu (late harvest). Z czerwonych zapamiętałem cabernet sauvignon (Segu Reserva 2007).

Inny late harvest, tym razem gewurztraminer pochodził z winnicy Aresti (importer Rolmex - Winkolekcja). Świetne wino (jeśli ktoś lubi słodkie) w doskonałej cenie. Poza tym niezłe sauvignon blanc (Estate Selection), takie sobie chardonnay, zupełnie przeciętne Rose (ale ogólnie wina różowe były co najwyżej takie sobie), ale bardzo dobry kupaż cabernet  sauvignon/merlot/syrah (Family Collection).

To chyba tyle, co zapamiętałem z win prezentowanych podczas Chilean Wine Tour, wielu z nich niestety nie piłem. Może kiedyś jeszcze nadarzy się okazja.

Maciej Gontarz (Winicjatywa) i Piotr Chełchowski (Wineonline-Winestory)


Jeśli chodzi o atmosferę, to było naprawdę fajnie. Mimo sporej liczby gości nie było problemu z dostępem do win, ani z brakiem miejsca na sali. Oprócz producentów i importerów można było spotkać  na sali przedstawicieli Magazynu Wino - Tomasza Prange-Barczyńskiego i Ewę Wieleżyńską, trzon Winicjatywy - Marka Bieńczyka, Wojciecha Bońkowskiego i Maćka Gontarza, kilku mniej znanych blogerów albo znanych, ale nierozpoznawalnych dla ogółu autorów piszących swe winne notki na sstarwines.pl. Z Maciejem Bombolem można było pogadać o najbliższych spotkaniach z winiarzami w jego przeuroczej Enotece Polskiej.

Było też, mam wrażenie, trochę osób spoza branży, dla których wine tour, to okazja do pokazania się w "towarzystwie" i wypicia za darmo o jeden kieliszek za dużo, ale na szczęście nie zepsuło to ogólnie fajnej, a dla mnie bardzo fajnej imprezy.

Wkrótce uzupełnię wpis o listę wystawców i importerów biorących udział w Chilean Wine Tour.

środa, 7 marca 2012

Winne Wtorki #23



Uciekł mi ostatni winny wtorek, a tak starałem się go dogonić. W poprzednim wpisie informowałem Was o mojej zsyłce na zachodnie rubieże Polski, co sprawiło że moje winne plany zostały zniweczone i zamiast pić piemonckie dolcetto musiałem zadowolić się winami południowoamerykańskimi - swoją drogą, całkiem niezłymi. Wczoraj, czyli we wtorek, był już ostatni dzwonek, żeby się napić wina z dolcetto, które dla niektórych jest winem trzeciego wyboru, ale dla mnie było sporą pokusą, bo w swej winnej podróży nie udało mi się jeszcze na nie trafić. Już byłem w ogródku, witałem się z gąską, gdy nagle zadzwonił telefon i musiałem szybko wracać do domu - mój najmłodszy przejął po siostrze jakiegoś wirusa, przez co z jego ust strumieniem szerokim wydobywały się wymioty złote. Gdyby nie to, w moje ręce zapewne wpadłoby wino Icardiego (Rousori), zainteresowani mogą o nim poczytać we wpisie na blogu Białe nad czerwonym, ja na swoją kolejkę muszę poczekać.

Skoro sam nie próbowałem, ograniczę się do podlinkowania wpisów innych blogerów, którzy aktywnie uczestniczą w naszej winnej inicjatywie :)

--------------------------------------------------
Winne Wtorki #23 na podniebieniach blogerów
--------------------------------------------------
Białe nad Czerwonym
Winniczek
Czerwone czy białe?
Środkowa półka
Wine Tasting PL
--------------------------------------------------

niedziela, 4 marca 2012

Służba.

Służba nie drużba, jak to mówią, więc jak trzeba to trzeba. Albo jak mawiał jeden z naszych prezydentów - "Nie chcę, ale muszę". Los zwany dyspozyturą wysłał mnie na przymusową wycieczkę do Głogowa, co wkur... mnie o tyle, że na ten dzień (3. marca) przypadały 6. urodziny mojej ukochanej córki. Zamiast spędzać dzień z rodziną tłukłem się po polskich bezdrożach do miasta, którego nazwa pochodzi od słowa glogh, które oznacza cierń lub kolec. I jak korona cierniowa Chrystusa, tak mnie decyzyjny kolec dyspozytury uwierał mocno, wyzwalając poczucie krzywdy, którego tak silnie nie doznałem już dawno.




Ale trzeba się było ogarnąć, a potem jakoś pocieszyć. Na szczęście Hotel Qubus okazał się przyzwoity (w dodatku nie miałem współlokatora), a naprzeciwko niego znajdowała się stacja benzynowa Statoil, w której o każdej porze dnia i nocy można zaopatrzyć się w wina. WINA!?  - krzyknąłby ktoś słysząc te słowa, ale ja odpowiedziałbym spokojnie - TAK, WINA - bo w odróżnieniu od stacji warszawskich można w Głogowie kupić przyzwoite wina Torresa (i te z Hiszpanii, i te z Chile), jak również argentyńskie Trivento.

Chętni na nie się znaleźli, karty płatnicze poszły w ruch i choć obsługa gotowa była wzywać ochronę słysząc słowa CARMENERE i MALBEC, to szczęśliwie udało nam się opuścić stację, bez uszczerbku dla zdrowia, ale z siatką win w ręku.

Carmenere to oczywiście Santa Digna Torresa. Wino o typowym dla tego szczepu aromacie jeżyn i porzeczek, choć współuczestnicy niedoli wspominali też o wiśni i agreście nawet, jak również waniliowym posmaku francuskiej beczki, nazywając ją dębową dechą. Porządne "3+" w skali pięciostopniowej.

Na więcej zasługiwało Trivento, wino ze szczepu malbec (Golden Reserve 2007), któremu ja przyznałbym mocną czwórkę z perspektywą podniesienia oceny w przyszłości. Teraz przeszkadzał mi nieco waniliowy posmak, którego nie zapamiętałem degustując rocznik 2006, o którym pisałem już kiedyś tu.

Ciekawa rozmowa z kompanami i pyszne wina osłodziły mi jakoś gorycz rozłąki z rodziną. To było widać na zewnątrz. Niewidoczny dla przyjaciół ból serca łagodziłem ciepłymi wspomnieniami o tych wszystkich dobrych i tych trochę mniej dobrych wyczynach mojej Lenki. 

Z dalekiego Głogowa życzę Ci córuniu WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
----------------------
ps. Zdjęć etykiet nie zrobiłem, ale zainteresowane nimi osoby znajdą je na stronach producentów:


niedziela, 26 lutego 2012

Weekendowo.

Mogłem się tego spodziewać, ale nigdy nie można mieć pewności. Wolny dzień, co tam dzień - cały weekend wolny - to u mnie zdarza się ostatnio rzadko. Dobry to czas, by po kilku dniach przedpostnej posuchy sięgnąć po jakieś wino. Żona oznajmiła, że odniosła sukces w pracy, a sukcesy opijamy bąbelkami, i chociaż miłośnikiem bąbelków nie jestem z przyjemnością otworzyliśmy australijskie wino musujące od znanego producenta Jacob's Creek. Wino supermarketowe, znane wszystkim, nic specjalnego, da się bez problemu pić, choć miałem wrażenie, że trochę mokrym kartonem zajeżdżało, ale żona stwierdziła, że się mylę.


--------------------------------------------------------------
Jacob's Creek Brut Cuvee
Chardonnay, Pinot Noir
Real - 28 zł (zakup własny, płaciła żona)
alk. 11%
--------------------------------------------------------------

Bąbelki się skończyły, więc otworzyłem Chablis (Domaine Vrignaud, Les Champreaux) z rocznika 2009. Powiew świeżości i wszechobecna wanilia, w zapachu i w smaku. W tym przypadku byliśmy z moją żoną jednogłośni, podobnie zresztą o winie wyrażał się sam producent na internetowej stronie (www.domaine-vrignaud.com). Informacje na firmowej stronie są wyjątkowo dokładne, producentowi należy się za to ogromny szacunek. Przyznam się szczerze, że choć większą miłośniczką tego wina okazała się żona, to ja mam ochotę na inne wina Vrignaud'a, właśnie dlatego, że ujął mnie swą nadzwyczajną skrupulatnością.



--------------------------------------------------------------
Domaine Vrignaud, Les Champreaux, 2009
Chardonnay
Winestory - 85 zł (zakup własny - 29.01.2012)
alk. 12,5%
--------------------------------------------------------------

No, ale atrakcją wieczoru, przynajmniej dla mnie okazało się bordoskie Chateau Citran z roku 1975. Dla przypomnienia dodam, że to rok urodzenia mojej małżonki. Piliśmy już kiedyś wino z tego rocznika - było to Chateau Colombier-Monpelou. Citran zrobiło jednak na mnie dużo większe wrażenie. Przede wszystkim nie miałem problemów z otwarciem butelki, uważni czytelnicy zapewne pamiętają, że korek od Colombier-Monpelou był tak miękki, że dolna jego część oderwała się od reszty przy wkręcaniu śruby korkociąga i trochę narobiła bałaganu w płynie. W przypadku Citran korek był wymieniony na nowy u producenta i był w doskonałym stanie, przy okazji wino zostało na miejscu sprawdzone i uznano, że może trafić na rynek będąc w doskonałym stanie.



Wrażenia zapachowe były bardzo bogate - czerwone owoce (głównie porzeczka, trochę jeżyny), wędzony boczek, skóra, odrobina zadbanej stajenki. W połączeniu z mocnymi, kredowymi garbnikami całość tworzyła naprawdę niesamowitą mieszankę. Zaskakująca była żywotność i sprężystość tego wina, mając teraz porównanie mogę powiedzieć, że Colombier-Monpelou było przy Citran nader wątłe, rozlazłe, bez krzty werwy. 

Jedno z lepszych win jakie miałem okazję pić do tej pory.


--------------------------------------------------------------
Chateau Citran, 1975
58% Cabernet Sauvignon, 42% Merlot
Winestory - 199 zł (zakup własny - 07.06.2011)
--------------------------------------------------------------



czwartek, 23 lutego 2012

Chińskie chateaux.

Chińska ekspansja na francuskim rynku podziałała na nerwy wielu osobom. Ceny win z Bordeaux są coraz wyższe z co najmniej dwóch względów. Po pierwsze primo ostatnie 2-3 lata były dla tego regionu (i Europy w ogóle) dość łaskawe, eksperci nieźle ocenili roczniki 2009 i 2010, a 2011 zapowiada się wcale nie gorzej, więc jeśli wina są dobre i jest na nie popyt, to czemu nie podnieść ich cen. A po drugie primo, wina dobrze się sprzedają, bo modne są w Chinach i Indiach, a jak wiadomo właśnie tam jest obecnie sporo wolnej gotówki, więc cwani Francuzi orientują swój eksport na Wschód. To jednak dla Chińczyków wciąż za mało. Nie tylko kupują całą produkcję jakiegoś chateau, coraz częściej się słyszy, że kupują całe posiadłości, oferując dotychczasowym właścicielom takie pieniądze, że już sama myśl o kwocie wchodzącej w grę doprowadza ich na skraj szaleństwa.



Na stronach Dekantera wyczytałem właśnie, że niejaki Jin Shan Zhang - skromy właściciel biura podróży - wykupił Chateau du Grand Moueys. Nie piłem dotychczas ich wina i pewnie się nie napiję. Byłoby to o tyle trudne, że w Europie ma pozostać jedynie jakieś 20% produkcji. Nie trudno się domyślić, co stanie się z pozostałą częścią. 

Pomyślałby ktoś, kto ten tekst czyta, że mam do Chińczyków jakieś uprzedzenia i żal, że wykupują Francję kawałek po kawałku. Otóż nie, Jin Shan Zhang kupił  chateau nie od Francuzów, ale od Niemców - niejakich Bomersów, którzy Grand Moueys posiadali od 1989 roku. Słynne Chateau Margaux należy do Greków od 1977 roku, kiedy to Andre Mentzelopoulos - skromny właściciel sieci supermarketów - żyjący zresztą już od jakiegoś czasu we Francji postanowił zainwestować środki w winny interes. Od jego śmierci posiadłością zarządza córka Corinne. Chateau Camensac był w rękach nieżyjącego już Hiszpana Enrique Fornera, właściciela słynnego Marques de Caceres (Rioja). Takich przykładów z pewnością jest więcej.

Jeśli więc kolejny Chińczyk kupi jakieś chateau nie bądźcie na niego źli, najsłynniejsze marki i tak są już w rękach międzynarodowych koncernów, funduszy inwestycyjnych i bogaczy z całego świata. Być może wino to miłość i pasja, może nawet odrobina magii, ale przede wszystkim to jest dobry interes.