wtorek, 14 czerwca 2016

Hiszpania i Portugalia w Biedronce.

Od kilku już dni w Biedronce możecie znaleźć wina z nowej akcji promocyjnej, tym razem poświęconej Półwyspowi Iberyjskiemu - to takie miejsce, gdzie Europa całuje się z Oceanem Atlantyckim i moczy stopy w Morzu Śródziemnym*. Oferta jest dość obszerna, w wielu punktach znana, stała i niewymagająca głębszych korekt, uzupełniona kilkoma nowymi winami, by osłabić nieco argument serwowania odgrzewanych kotletów. Dla jasności przekazu dodam, że lubię odgrzewane kotlety.

Przesyłki z winami trafiły do winnych komunikatorów, także i do mnie, opisy win, raczej krótsze niż dłuższe, będziecie mogli znaleźć na profilu facebookowym bloga, dziś chciałbym wspomnieć tylko o dwóch winach.


Po pierwsze cieszę się z musującej Cavy. Wielokrotnie, choć raczej już dość dawno temu pisałem o „musiakach”, że ich nie rozumiem. Dziś może rozumiem niewiele więcej, ale wiem, że lubię, zwłaszcza te z mniejszą ilością cukru resztkowego. Bardzo się cieszę, że Biedronka wprowadza takie wino za cenę poniżej 20 zł, choć informuję, że na rynku są też tańsze propozycje - nie wiem czy lepsze - w ramach zrobienia małego porównania dokupiłem dwie butelki w innej sieci, za 15 i 17 zł. Bardzo jestem ciekaw jak wypadną w zestawieniu, to akurat porównanie powinno znaleźć się na blogu.


Drugim winem, o którym chciałem wspomnieć jest Papa Figos od producenta Casa Ferreirinha.


To wino kupiłem sobie sam, nie tyle skuszony przywieszką z punktami przyznanymi przez Wine Spectator, ale wcześniejszą lekturą tego pisma. Po pierwsze wino zostało umieszczone w kategorii SMART BUY, którą winomaniacy uwielbiają, no bo kto nie lubi pić dobrych win za rozsądną cenę - to wręcz cel naszych poszukiwań.

(c) Wine Spectator

A jeśli jesteśmy przy cenie, to właśnie ona przykuła moją uwagę. W Biedronce to wino kosztuje 29,99 zł, rynek zaś amerykański wycenił je na 17$, czyli lekko licząc dwa razy więcej. Jeśli zatem macie trzy dychy, będziecie mogli przekonać się osobiście, czy wasz gust jest podobny redaktora Bońkowskiego (serdecznie pozdrawiam!), czy macie może odmienne odczucia. Komentarze mile widziane :)

*komunikat dla Gimbazy

piątek, 10 czerwca 2016

Flavours of Portugal.

Byłem święcie przekonany, że organizowane przez Polsko-Portugalską Izbę Gospodarczą wydarzenie o nazwie „Flavours of Portugal” odbywa się po raz trzeci, może czwarty. Trochę się więc zdziwiłem, że to już VII edycja imprezy promującej portugalską kulturę, tradycje i produkty. Przez tydzień (od 30 maja do 4 czerwca) uczestnicy tego wydarzenia mieli możliwość poznania poszczególnych regionów Portugalii - każdego dnia innego - spróbowania win i przekąsek, a także wysłuchania koncertów muzycznych.


Dla blogera winnego najważniejsze jest oczywiście wino i z wieloma butelkami portugalskich win można się było w tym czasie zetknąć. 3 i 4 czerwca odbyły się degustacje stolikowe, czyli przy swoich stołach producenci czy importerzy mogli zaprezentować wina dostępne już w Polsce, oraz te, które próbują znaleźć swoją niszę na naszym rynku.


Przyznaję, że formuła takich spotkań nie bardzo pasuje do mojej natury i wolę raczej degustacje przekrojowe prowadzone przez ekspertów, niemniej jednak pojawiłem się na chwilę, by jak inżynier Mamoń z „Rejsu” Marka Piwowskiego powiedzieć „ja jestem umysł ścisły, mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem.” Trafiłem do stoiska Atlantiki - importera obecnego na rynku od wielu już - by po raz kolejny wysłuchać melodii wydawanych przez ich wina gładko lądujące w kieliszkach.


Słowa do melodii dobierała Ewa Rybak i to w taki sposób, że przeszło mi nawet przez myśl, czy to aby nie ona jest największym klejnotem w koronie Atlantiki. Jeśli jednak mam skupić się na winach to na pewno warto spróbować świeżych vinho verde. Co może być lepsze na przybierające na sile upały od pokaźnej lampki dobrze schłodzonego verde?


Warto zapoznać się z biologicznym winem Luisa Pato zrobionym z odmiany baga, które w tym wydaniu mogłaby zmylić niejednego uczestnika  Zlotu Blogerów Winnych i w degustacji w ciemno wywieść na manowce, kierując ich uwagę na Burgundię.


No i na bank warto sprobować białych i czerwonych win Esporão, które skradły moje serce i oddały w niepowołane ręce. No, ale o tym może innym razem.

Dziękuję za zaproszenie Polsko-Portugalskiej Izbie Gospodarczej i agencji reklamowej Art-Media.

wtorek, 7 czerwca 2016

Winne Wtorki #125.

Wybór tematu dzisiejszego Winnego Wtorku należał do mnie i postanowiłem postawić na wina białe z Bordeaux. Nie wiem, czy temat chwyci i jaka będzie frekwencja, ale ponieważ decyzja była moja to przynajmniej ja powinienem coś na ten temat skrobnąć :).

Białe wina w Bordeaux to przede wszystkim te oparte na odmianie sémillon, z której produkuje się znane wina słodkie - Sauternes i Barsac. W przypadku win wytrawnych króluje jednak odmiana sauvignon blanc - moja ulubiona - i po cichu liczyłem na mały przegląd bordoskich SB, ponieważ do tej pory najczęściej piłem sauvignon blanc z Nowej Zelandii lub innych krajów należących do winnego Nowego Świata.


Do dzisiejszej próby wybrałem wino Kressmann Monopole Blanc z 2014 roku - wino, które znajduje się w ofercie „Standard Plus" Faktorii Win. Jest to wino jednoodmianowe, w butelce otrzymujemy 100% sauvignon blanc. Prawdę mówiąc szukałem w tym winie pewnej odmienności w stosunku do win z Nowej Zelandii, ale wrażenia z degustacji były jednak bardzo zbliżone. Jest tu sporo czarnej porzeczki w pokrzywach - tak odbieram to wino pod względem aromatu, jest żywa kwasowość, jest też trochę egzotycznych owoców. Wino może jest pozbawione jakichś wyraźnych, indywidualnych rysów, ale otrzymujemy porządny produkt, który jest przy okazji nieźle wyceniony - 35 zł za butelkę takiego wina wydaje się być kwotą całkiem dobrze wydaną.

-------------------------------------------------------------
Kressmann Monopole Blanc 2014
Francja, Bordeaux AOC
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 12,0%
importer: Faktoria Win (Eurocash)
cena: 34,99 zł
-------------------------------------------------------------
Winne Wtorki na podniebieniach innych blogerów:
-------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem z Faktorii Win. Dziękuję!

wtorek, 17 maja 2016

Winne Wtorki #124.

Jak dziś pamiętam propozycję Kuby Jurkiewicza, by wziąć udział w projekcie nazwanym Winne Wtorki, a dziś już przypada 124. edycja Wtorku. Szmat czasu. Parę osób przestało pisać, kilka osób ze starego składu pisze nieregularnie (mówię o sobie), ale jest też trochę świeżej krwi i to właśnie ona w postaci Kasi Józefiak, autorki bloga Korek od wina, zaproponowała temat, który, można by rzec, jest "na czasie". Jest na czasie bo trwa Riesling Week (w zasadzie dwa tygodnie) - impreza promująca wina niemieckie ze szczepu riesling. Jesteście bystrzy, więc nie będę Wam tłumaczył o co chodzi w tej imprezie. W razie czego wujek Google Wam podpowie.

W każdym razie zaopatrzyłem się w butelkę porządnego niemieckiego rieslinga, otworzyłem ją i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken to świetne wino.


Nie piję go raz pierwszy i nie piję go po raz ostatni. Miłość do grobowej deski odnosi się do wina, nie do kobiet. Kocham to wino miłością czystą i bezwarunkową, ale o jego smaku wiele Wam nie powiem. Dżentelmeni o smaku ust swych kochanek nie rozmawiają z nikim. Chcecie wiedzieć to umówcie się na randkę, może coś z tego wyjdzie :) Wystarczy, że Wam powiem, że potem nie będzie już tak samo.

Jeśli chodzi o producenta, to wspomniany przeze mnie wyżej Kuba miał okazję odwiedzić producenta. Polecam jego relację, ja nie napiszę nic więcej.

Wino Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken jest dostępne w sieci Winestory - stacjonarnie i za pomocą internetu. Cenę znajdziecie na ich stronie internetowej.

---------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #124 na podniebieniach innych blogerów:
---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

Delheim Wines w Winkolekcji.

Miałem ostatnio okazję gościć kilka razy w Winkolekcji przy ul. Olkuskiej w Warszawie na tematycznych spotkaniach prowadzonych przez Sławomira Chrzczonowicza. Za pierwszym razem była mowa o winach, których nie chcą kupować konsumenci.


Po raz drugi spotkaliśmy się by poznać (to znaczy ja je poznać, a Sławek o nich opowiedzieć) wina zrobione z odmiany sangiovese, więc poruszaliśmy się po Chianti i okolicach.

Na ostatnim zaś spotkaniu zaś, Sławek usunął się nieco w cień, a jego miejsce zajął Reg Holder - główny winemaker z Winnicy Delheim, znajdującej się w południowoafrykańskim regionie Stellenbosch.


Reg Holder mówi i gestykuluje ...
... Sławomir Chrzczonowicz słucha. 

Reg opowiadał o winnicy, o jej początkach i rozwoju, jej położeniu geograficznym i konkretnych parcelach należących do Delheim Wines, a przede wszystkim o produkowanych tam winach.

Większość z degustowanych win jest dostępna w Winkolekcji, poza dwoma, które Reg przywiózł specjalnie na to spotkanie. O nich nieco później, na początku powiem kilka słów o winach, które można kupić od ręki.


Jedynym winem białym było Delheim Chenin Blanc 2014 - czyste, aromatyczne, świeże, w dodatku bardzo smaczne z delikatnie zaznaczoną goryczką w końcówce.

Potem spróbowaliśmy Delheim Cabernet Sauvignon/Shiraz 2013. W nosie o palmę pierwszeństwa walczył szorstki cabernet, ale aksamitny shiraz nie pozwalał się zdominować. Taniny były dość krzepkie, ale wino było raczej gładkie i jedwabiste. W kupażu znalazła się także odrobina petit verdot i merlot.

Delheim Shiraz 2012 zajeżdżał mi delikatnie stajenką, ale jedwabistość robiła swoją robotę i maskowała drobne niedostatki. Brakowało tu trochę pazura, ale fajny wiśniowo-czereśniowy owoc i gładkość na podniebieniu przekonały do siebie wielu zgromadzonych.

Ciekaw byłem wina Delheim Merlot 2013. Dla niewprawnego, jak mój, nosa o pomyłkę z cabernetem wcale nietrudno. Nieraz mi się to zdarzało, ale tym razem dałem radę. Dość miękkie i owocowe na podniebieniu potrafi oczarować. Mnie zdobyło dość łatwo, nawet nie broniłem się zanadto, urzekła mnie jego pieprzność i elegancka, nieprzesadzona nutka słodyczy.

Zachwyty i dylematy.
Kolejnymi winami były te oparte na odmianie pinotage i w tym wypadku w kieliszkach mieliśmy nalane dwa wina, by móc je na bieżąco porównywać. Delheim Pinotage 2013 miało bardzo ładny nos jak na wino z tego szczepu, epatowało owocem i nie zniechęcało chemiczną, czy nawet asfaltową nutą obecną w wielu tanich, supermarketowych produktach z RPA. Intensywniejszym w doznaniach winem było jednak Delheim Pinotage Vera Cruz Estate 2013 z czekoladowym i lekko likierowym nosem. W ustach pełne, gładkie z wypolerowaną taniną i intensywnym owocem.Wszystko tu wydaje się dobrze zbalansowane i jedyną rzeczą, która może przeszkadzać, jest cena. Jest ona prawie czterokrotnie wyższa niż w przypadku podstawowego pinotage, ale wcale nie jest czterokrotnie lepsza. Wręcz przeciwnie, wolałbym kupić raczej 3-4 butelki podstawowego pinotage, niż jedną Vera Cruz. Nie będziecie mieli jednak takiego dylematu, gdyż to ostatnie wino nie jest sprowadzane do Polski.

Ostatnim winem było Delheim Grand Reserve 2013 - cabernet sauvignon w czystej postaci. W tym roczniku był to cabernet 100%-owy, ale nie jest to regułą, w poprzednich latach zdarzały się niewielkie domieszki innych odmian. Tu jednak wyszło wino naprawdę wysokiej klasy i cena 129 zł za butelkę nie jest wcale taka wygórowana. Tego wina też jeszcze nie ma, musicie chwilę na nie poczekać, transport dopiero w drodze :)

Jeśli zaś idzie o wydawanie własnych pieniędzy to przy kasie zagłosowałem na trzy wina - Delheim Chenin Blanc 2014 (42 zł), Delheim Merlot 2013 (74 zł) i Delheim Pinotage 2013 (42 zł). Dobra inwestycja!

Wynik głosowania portfelem.

Wina degustowałem na zaproszenie Winkolekcji. Dziękuję!

środa, 11 maja 2016

Faktoria Win w wersji Premium.

Niewiele na tym blogu (jeśli w ogóle) pisałem o Faktorii Win, choć z butelkami z ich oferty spotkałem się już nieraz. Najczęściej na wyjazdach poza Warszawę. Na prowincji, w niewielkich miejscowościach trudno o ciekawe wina, w wielu miejscach nie można nawet liczyć na, zdawałoby się wszechobecne, sklepy Biedronki i Lidla. Ale właśnie w takich miejscach, w już istniejących sklepach i sklepikach, regały ze swoimi butelkami wstawia Faktoria Win. Jakież było moje zdziwienie, gdy w "spożywczaku" w małej miejscowości na ścianie wschodniej mogłem kupić polskie wino od Płochockich czy wina musujące, które nie nazywają się "Dorato". Nawet miłośnicy Barolo byliby zaskoczeni :)

Bardzo podobają mi się również ich katalogi z winami. Są bardzo porządnie i estetycznie zaprojektowane, a poza tym zawsze dostępne (także te archiwalne), o ile macie dostęp do internetu. Interesujące artykuły, opisy win z aktualnej oferty, czy przepisy na potrawy, do których te wina można serwować. Dość duży format i sztywny papier sprawiają, że Magazyn Faktorii Win dobrze leży w dłoni i jest bardzo wygodny w czytaniu.

W lutym tego roku dostałem propozycję przetestowania win premium z nieco innej oferty Faktorii - nie przeczytacie o tych winach w Magazynie, lecz specjalnym katalogu win Standard Plus, dostępnym tylko w niektórych lokalizacjach. 


Minęło trochę czasu, zdążyłem zapomnieć o tej ofercie, aż tu nagle - 2 maja - pojawił się niezapowiedziany kurier i wręczył mi przesyłkę z 12-oma winami. Wśród nich jedno różowe, 6 białych i 5 czerwonych. Robi się coraz cieplej, słonce śmielej przygrzewa, taka reprezentacja wydaje się być bliską ideału.

Jedno wino różowe, choć niby zielone :)
Późna wiosna, czy wczesne lato - biel dobrze się sprawdza w tym czasie.
A wieczorem można pochylić się na kieliszkiem czerwonego wina.

W najbliższych dniach będę się przyglądał bliżej tej ofercie, na patrzeniu oczywiście się nie skończy, natomiast postępy w badaniu poszczególnych butelek będziecie mogli śledzić na profilu bloga na Facebooku, do czego szczególnie zachęcam.

Wasze zdrowie!

Whisky&Friends.

Nie wiem, czy pamiętacie, ale wspominałem kiedyś na blogu, że moja fascynacja winem zaczęła się tak naprawdę od whisky. Piję jej teraz bardzo mało, ale zawsze z wielką przyjemnością i należytą atencją.

Wkrótce w Warszawie odbędzie się impreza o nazwie "Whisky&Friends", w której nie będę, niestety, uczestniczyć, ale o której warto wspomnieć i polecić miłośnikom "wody życia".


Więcej informacji na temat imprezy znajdziecie na stronie organizatora www.whiskyandfriends.pl

Ja wznoszę toast za Wasze zdrowie whisky japońską :)




piątek, 22 kwietnia 2016

Casas Patronales Carménère 2012 Reserva Privada.

Byłem kilka lat temu na urodzinowej imprezce w knajpce, w której serwowano wina Casas Patronales. Barman wlał coś białego do kieliszka, nawet mi smakowało, a ponieważ miałem wtedy roczne, a może nawet dwuletnie „doświadczenie" w piciu wina, postanowiłem trochę popisać się wiedzą. Mówię do brata, że niezłe wino, że znam ten smak doskonale i że jest tak charakterystyczne, że musi to być sauvignon blanc. Brat pokiwał głową, barman przyniósł butelkę, na etykiecie widniał napis chardonnay. Dotarło do mnie wtedy, że nie ma co kozaczyć, że w tak krótkim czasie nie można nauczyć się i zrozumieć wina,  i jak prawdziwe są słowa pewnego francuskiego winiarza, który pod koniec swego życia stwierdził, że chyba właśnie załapał o co chodzi z tym winem. Jest w tym oczywiście trochę przesady i udawanej skromności, ale nauka dla mnie jest taka, że nie ma co się wyrywać przed szereg, a już na pewno należy wystrzegać się pouczania innych.

Kiedy dotarła do mnie przesyłka z winem Carménère 2012 Reserva Privada wiedziałem, że czeka mnie pewne wyzwanie. Po pierwsze nie przepadam (a przynajmniej nie przepadałem w momencie, kiedy piszę te słowa) za carménère. Nie podoba mi się w nim taka dość charakterystyczna słodycz. Po drugie wyłożyłem się już na Casas Patronales więc ryzyko pomylenia carménère z innym szczepem jest dość wysokie. A po trzecie im bardziej chwaliłem winiarstwo chilijskie, tym częściej trafiałem na butelki po prostu słabe.


Kiedy odkorkowałem wino buchnęło z butelki alkoholem, rzuciłem okiem na etykietę (a właściwie kontr etykietę) i wypatrzyłem na niej sekwencję znaków, która w całości wyglądała tak:

14,5%



Niewąsko, ale po wlaniu wina do kieliszka (i późniejszym powtarzaniu tej czynności) odczucie to już się nie pojawiło. Czy była słodycz na podniebieniu? Była, ale tylko za pierwszym razem, kiedy przepłukałem usta winem. Z czym kojarzy mi się to wino? Jasne, że z carménère  to przecież takie łatwe. Na dodatek kojarzy mi się z merlot i cabernet sauvignon, a to już zabawne nie jest…

W każdym razie wino jest ciągle mega świeże, owocowe z wyraźną dominantą czarnej porzeczki. Kwasowość nie pozwala winu na przedwczesną śmierć, nie powiem, że jest nieśmiertelne, ale kilka lat w odpowiednich warunkach z pewnością wytrzyma. Beczka? Owszem, francuska i przez dwanaście miesięcy. Zupełnie (mi) nie przeszkadza, choć osoby z alergią na beczkę mogą mieć odmienne zdanie.

Szczerze mówiąc jestem zaskoczony tym winem, całe szczęście, że miło. Nie przygotowałem do tego wina specjalnej potrawy, ale prosty obiad w postaci pieczonego w ziołach indyka i zwykłych frytek bardzo do tego wina pasował i wydaje mi się ono pewniakiem do prostych, szybkich obiadów.

Jestem na TAK!

-----------------------------------------------------
Casas Patronales
Reserva Privada Carménère 2012
Chile, Maule Valley
odmiana: 100% carménère
alk.: 14,5%
importer: M&P
-----------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od M&P Alkohole i Wina Świata. Dziękuję!

środa, 20 kwietnia 2016

Ostatnia miłość.

W dzisiejszym wpisie niespecjalnie mam ochotę pisać o winie, zresztą chyba nie za bardzo jest o czym. Co prawda butelkę opróżniłem dość szybko i nie cierpiałem katuszy, ale też niespecjalnie zapadło mi ono w pamięci. Przed wypiciem zrobiłem dokumentację fotograficzną, więc wiem co to było za wino i skąd pochodziło, rzućcie okiem na etykietę. Obecnie za sprawą biedronkowej promocji jest ono dostępne w całym kraju za niecałe 15 zł.


Wspominam o tym winie tylko dlatego, że w jego towarzystwie oglądałem całkiem niezły film - "Ostatnia miłość pana Morgana" w reżyserii Sandry Nettelbeck. Jest to historia znajomości emerytowanego profesora filozofii i młodej nauczycielki tańca, między którymi zawiązuje się ciekawa, intrygująca relacja.

Nie będę wam jednak zdradzał szczegółów tej znajomości, a już na pewno zakończenia filmu, ale zachęcam do jego obejrzenia. Michael Caine jako pan Morgan jest jak zawsze świetny, Clémence Poésy jako nauczycielka Pauline przeurocza, a Gillian Anderson (tak, tak, ta "Z Archiwum X") jako cyniczna córka Morgana zaskakująco różni się od postaci agentki Scully.

A wino? Rola zdecydowanie trzecioplanowa, ale bez niej wieczór mogłoby już tak fajny nie być.
 

źródło: filmweb.pl

Wino otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

środa, 30 marca 2016

Pascual Toso Malbec 2014


Święta, święta i po świętach. Może się zanadto nie wczytywałem w to, co koledzy polecają do „jajeczka”, ale mam wrażenie, że w tym roku temat nie był specjalnie eksploatowany. Nie bójcie się! Ja też nie będę tego robił. Po pierwsze dlatego, że jest już po, a po drugie sam popijałem wina nie do potraw, a solo, więc temat parowania wina z jedzeniem leżał daleko poza kręgiem moich zainteresowań. W każdym razie cieszę się, że kulinarny aspekt świąt mam już za sobą i mogę spokojnie wrócić do mojego ukochanego mariażu, czyli kawałka średnio wysmażonego steka z kieliszkiem czerwonego wina.


O steka musiałem zatroszczyć się sam, za to wino dostarczył kurier, a był to malbec z portfolio M&P Alkohole i Wina Świata. Pascual Toso to producent, którego miałem okazję poznać podczas panelu degustacyjnego Magazynu Wino. Próbowaliśmy wówczas nie tylko podstawowego wina, które towarzyszyło mi dzisiejszego wieczora (inny rocznik rzecz jasna), ale też różne wersje reserva. Mi do gustu przypadło bardziej właśnie to prostsze wino, mniej przykryte beczką, a bardziej eksponujące świeży owoc. Malbec z rocznika 2014 jest również świeży i bardzo owocowy, z mocnymi akcentami  śliwki, czarnej i czerwonej porzeczki, przełamanymi odrobiną gorzkiej czekolady.


Wino świetne, choć miałem z nim jeden problem. Nie do końca potrafiłem rozstrzygnąć, czy bardziej smakuje mi solo, czy może jednak ze stekiem.

Ale takich dylematów życzę Wam wszystkim. Ja sobie z nim jakoś poradzę.

------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od M&P Alkohole i Wina Świata. Dziękuję!

poniedziałek, 15 lutego 2016

Wina francuskie w Biedronce.

Dosłownie tuż przed wyjazdem na ferie dotarł do mnie kurier z próbką win z aktualnej oferty win francuskich, które znajdziecie na półkach Biedronki. Nie zdążyłem przed podróżą, ale jestem już w domu, zapoznałem się z nimi, a teraz mogę podzielić się z Wami swoimi wrażeniami. Przeczytałem kilka recenzji, wynika z nich, że oferta jest „odgrzewanym kotletem”, powtórzeniem tego, co mogliśmy pić w zeszłym roku.


Ja widzę to nieco inaczej, w ubiegłym roku otrzymałem do recenzji inne wina, powtórzyło się tylko jedno - Marquis de Hautevigne Buzet AOC, oczywiście w nowszym roczniku. Nie mam pewności co do muscadeta, nazwy są podobne ale inne - teraz Domaine des Gillières, wcześniej Chateau des Gillières. Zameczek na obu etykietach ten sam, ale przy Domaine pojawił się dopisek Grande Réserve.


No dobra, do roboty!
----------------------------------------------------
France Unplugged
Chardonnay 2015
IGP Pays d'Oc
cena: 12,99 zł

Wino dla nieco starszych winomaniaków, którzy w dzieciństwie mieli okazję żuć gumę balonową Donald, bo smak tego wina kojarzy się z nią wyraźnie. Guma cieszyła przez krótką chwilę, potem szybko traciła smak, choć żuło się ją do bólu szczęk. Wino także powoduje szczęk odrętwienie, mam wrażenie, że za sprawą mocno wystającego alkoholu. Może z jedzeniem coś się z niego wykrzesze, ale solo nie polecam. Możecie poczęstować nieproszonych gości.

----------------------------------------------------
Granbeau
Colombard-Chardonnay 2015
Côtes de Gascogne IGP
Grande Réserve
cena: 14,99 zł

Zdecydowanie warto wysupłać dodatkowe dwa złote, bo mieszanka colombard-chardonnay robi ciekawsze wrażenie, jest tu jakaś wyrazistość i jednoznaczne skojarzenie z chardonnay, choć i tutaj „donaldowcy” nie będą zawiedzeni. W tym wypadku bananowy smak gumy utrzymuje się w ustach dość długo, a ponieważ nie jest obrzydliwy więc można przyznać malutkiego plusa, zwłaszcza, że wino jest dość tanie.

----------------------------------------------------
Domaine des Gillières
Muscadet Côtes do Grand Lieu AOP
Grande Réserve
cena: 19,99 zł

W zeszłym roku pisałem, że na muscadetach za bardzo się nie znam, w tym roku, niestety, nadal mam zaległości. Poprzednie wino nawet mi smakowało, piłem je do małży, dawało radę. W tym roku zupełnie mi nie podeszło, miało delikatny cytrusowy posmak, ale jakby te cytrusy ktoś popiołem posypał.

----------------------------------------------------
Postanowiłem sprawdzić, jak wina te poradzą sobie z krewetkami w maśle czosnkowym. I tu nastąpiła spora niespodzianka, bo muscadet często kojarzony z owocami morza wcale nie poradził sobie najlepiej. W tym połączeniu co prawda okazał się bardzo rześki i ujawniła się jego kwasowa natura, ale bardziej smakowała mi kompozycja z najtańszym chardonnay, natomiast kupaż colombard-chardonnay z krewetkami dał lekki posmak pieczonego kurczaka. Ciekawa zabawa. Eksperymenty kulinarne zaczynają mi się coraz bardziej podobać.


Muscadet za to najlepiej sobie poradził z kozim serem (super), w colombard-chardonnay ujawniła się wtedy mocna brzoskwiniowa nuta, a najtańsze chardonnay było dość neutralne i może jeszcze bardziej wodniste niż pite solo.

No cóż, przejdźmy do win czerwonych.

----------------------------------------------------
Pasquier Desvignes, 2014
Beaujolais AOC
cena: 18,99 zł

Nie spodziewałem się wiele po tym winie, ale miło mnie zaskoczyło. Nos prawdę mówiąc dość oszczędny, nieco lakierowy, ale wyczuć w nim można odrobinę wiśni. W ustach wiśnia jest już lepiej wyczuwalna, choć jakby wyciągnięta z „Nalewki Babuni”, jest też delikatna truskawka. Całkiem przyjemne delikatne taniny i ogólnie niezła pijalność. Mógłbym wypić całą butelkę w odróżnieniu od wyżej opisywanych win białych.
----------------------------------------------------
Château Capville
Cuvée Prestige, 2012
Blaye Côtes de Bordeaux AOC
29,99 zł

Kupaż szczepów merlot, malbec i cabernet sauvignion dał wino całkiem przyzwoite, z nieźle wyczuwalnymi czerwonymi owocami. Po Beaujolais atakuje zdecydowanie mocniejszą taniną, w ustach konkret, wydaje mi się, że ze stekiem byłoby całkiem niezłe. Muszę spróbować. Biorąc pod uwagę fakt, że rocznik 2012 był dość trudny, to wino w pełni zasługuje na pochwałę.
----------------------------------------------------
Marquis de Hautevigne, 2015
Buzet AOC
19,99 zł

Czytelnicy mojego bloga pytali mnie o wina bezsiarkowe, dla wielu osób jest to kwestia bardzo istotna, siarczyny powodują u nich uczulenie. Do tego wina się ich nie dodaje, ale na etykiecie zaznaczono, że mogą w nich występować naturalnie. Słodki zapach i słodycz w ustach są wyróżnikami tego wina na tle dwóch poprzednich. Tanina zaznaczona, ale nie tak mocna, jak Château Capville i ogólne wrażenie jest takie, że mamy do czynienia z winem miękkim, aksamitnym. Nie porwało mnie solo, ale do hiszpańskiej szynki pasowało bardzo dobrze, lepiej niż Capville, dla Beaujolais długo dojrzewająca szynka okazała się zbyt intensywna, za to świetnie radziło sobie z kiełbasą Krakowską Suchą Drobiową :)

Podsumowując - białe wina okazały się mało interesujące, choć z Granbeau pod pachą można iść na imprezkę, zaś wina czerwone wydają się bardzo przyzwoite - Beuajolais mógłbym pić solo, Bordeaux ze stekiem, a Buzet z talerzem wędlin.



----------------------------------------------------
Wina od degustacji otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję.

wtorek, 2 lutego 2016

Winne Wtorki #117. Cabernet franc.

Pani od polskiego mówiła, żeby nie rozpoczynać zdania od „a więc”. No więc dzisiaj mamy Winny Wtorek - wtorek, w który blogerzy winni opisują wino wybrane przez jednego/jedną z nich. A w tym wypadku być może oboje, bo temat wyznaczyli twórcy bloga „Nasz Świat Win”, czyli Marta i Robert. Wybór padł na czysty cabernet franc - region dowolny.

Ostatnio jakoś mi się nie składało pisanie o winie - a to obowiązki w domu, a to nowe zadania w pracy, ale też i potrzeba odpuszczenia sobie pisania o winie. Przynajmniej na chwilę. Nie chciałem, żeby pisanie stało się dla mnie obowiązkiem czy zobowiązaniem wobec czytelników. Obowiązek zabija przyjemność, a ja wolałbym, żeby pisanie pozostało przyjemnością. Trochę mniej w związku z tym udzielam się towarzysko, nie bywam, nie pokazuję się, pozostaję z boku, nie robię nic na siłę.

Dziś jednak mam potrzebę podzielenia się z Wami wrażeniami z degustacji wina, które kupiłem podczas prezentacji win z portfolio Rafa-Wino, którego część znajduje się od jakiegoś czasu również w ofercie Winestory. Prezentację prowadzili wspólnie Łukasz Bogumił (Winestory) i Paweł Świerczek (Rafa Wino), a degustowane wina tak mi się spodobały, że z kilkoma wróciłem do domu.


Wśród nich był właśnie cabernet franc z winiarni Janus Borház z węgierskiego Villány. Region ten leży na południowym krańcu Węgier i podobno tam cabernet franc znalazł swój raj na ziemi. Być może. W każdym razie jest wyraźnie inny od tego rodzaju caberneta, który miałem okazję i przyjemność pić wcześniej. Tyle, że niemal wszystkie wcześniejsze butelki pochodziły z francuskiej Doliny Loary. Czy cabernet franc z Villány jest lepszy, czy gorszy od loarskiego to kwestia gustu, ale mogę „dziełko” Janusa pochwalić. Jest to wino czyste i soczyste, pełne owocu, ze sporą kwasowością i delikatnym garbnikiem. Ładnie się rozwija i z każdą mijającą godziną daje więcej radości. I jest to radość niezmącona koniecznością/chęcią napisania dla Was tej krótkiej notatki z degustacji.

Amen!

-----------------------------------------------------
Janus, Villányi Cabernet Franc, 2011
region: Węgry, Villány
odmiana: 100% cabernet franc
alk.: 13,5%
importer: Rafa Wino
-----------------------------------------------------
Winne Wtorki #117 na podniebieniach innych blogerów
-----------------------------------------------------

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Sauvignon blanc z przeszłości.

Jak zapewne wiecie bardzo lubię sauvignon blanc. Pokroić się nie dam, ale lubię. Lubię za rześkość, świeżość i charakterystyczne aromaty, które pozwalają dość łatwo rozpoznać ten szczep. Oczywiście najlepiej pić SB za młodu, co zresztą dotyczy większości przystępnych cenowo win białych. Możecie oczywiście kupić młode wino i poczekać z 5-6 lat, żeby na własnym podniebieniu poczuć jak ewoluuje. Jeśli brak Wam cierpliwości możecie też poszukać starszych win białych na sklepowych półkach. Zapewniam Was, że w Polsce możecie natknąć się na takie butelki zarówno w supermarketach, jak i w sklepach specjalistycznych. Dobrze jak podejdziecie do nich świadomie, znacznie gorzej będzie, jeśli taką butelkę wciśnie Wam sprzedawca przekonując z uśmiechem na ustach, że „wino im starsze, tym lepsze”.

Ja w ramach pogłębiania swojej wiedzy wybrałem (świadomie) dwie butelki niemłodego sauvignon blanc - pierwsza z nich pochodzi z Włoch (rocznik 2011), a druga z RPA (rocznik 2009!). Dlaczego tak odległe roczniki są jeszcze w sprzedaży (wyprzedaży?) tego nie wiem, ale skoro są i można je do nauki wykorzystać, to trzeba to zrobić negocjując ze sprzedawcą odpowiednio duży rabat.


Włoskie SB pochodzi z apelacji Friuli Colli Orientali, ma już barwę mocno intensywną, złocistą. Jest oleiście gęste, pewnie za sprawą alkoholu, którego mamy tu aż 14%. W nosie nie wyczujecie już raczej aromatów świeżych owoców czy kwiatów. Tu rządzi teraz miód, orzech i migdał. W ustach jednak miodowej słodyczy nie zaznacie - gorzki migdał dominuje i nie pozwala innych smakom na zbyt wiele. Tak więc ewolucja pełna, wino uległo przemianie, przeszło na drugą stronę i jest w strefie mroku.


A co z RPA? Wino pochodzi z regionu Stellenbosch i jest dwa lata starsze od włoskiego. Zdawałoby się, że będzie jeszcze gorzej, czy może „dojrzalej”. Owszem, czuć, że wino znalazło się już w fazie schyłkowej, ale jej końca chyba jeszcze nie widać. Charakterystyczne dla sauvignon blanc akcenty aromatyczne są nadal rozpoznawalne, choć tracą już na wyrazistości niczym sylwetki rozpływające się we mgle. To wino mnie zaskoczyło swą żywotnością, a na jego tle włoska butelka wypada naprawdę blado.

Ciekawe doświadczenie, choć utwierdzające mnie raczej w przekonaniu, że więcej radości dają mi zdecydowanie świeższe wina. Zaskakującym okazał się fakt, że włoskie wino tak szybko wyzionęło ducha (choć może to kwestia słabszej butelki, czy złego przechowywania), a nowoświatowe sauvignon, choć jeszcze starsze, miało ochotę na pogawędkę. W zeszłym roku miałem okazję pić trochę win z RPA i, poza jednym przypadkiem, wszystkie były co najmniej dobre. Wszystkim zakochanym tylko i wyłącznie w winach europejskich polecam próbę wykroczenia poza sztywne ramy. Gdzieś tam, daleko, daleko, też potrafią robić porządne wina.

Wina kupiłem w sieci Winestory.

wtorek, 8 grudnia 2015

Winne Wtorki. Mikołajki 2015.

Grudniowe Winne Wtorki nieco nietypowo, bo nie w pierwszy i trzeci wtorek miesiąca, ale w drugi i czwarty. Wszystko przez to, że chcieliśmy, aby Winny Wtorek wypadł jak najbliżej Mikołajek, ponieważ wtorkowicze tradycyjnie już wysyłają anonimowo wina-niespodzianki innym uczestnikom projektu, właśnie z okazji imienin św. Mikołaja.

Ja miałem szczęście otrzymać butelkę z jednej z moich ulubionych apelacji - z portugalskiego Douro.


Winiarnia jest stosunkowo młoda, powstała w 2002 roku, oczywiście po to, by robić jak najlepsze wina, z jak najlepszych gron pochodzących z pierwszej uznanej apelacji na świecie. Wydaje się, że producent stawia na tradycję, wino powstaje z trzech najpopularniejszych dla tego regionu odmian winogron: tinta roriz, touriga nacional, touriga franca, wyciskanych i fermentowanych w kamiennych basenach zwanych lageres. Wino następnie przez pół roku dojrzewa w beczkach z dębu francuskiego i amerykańskiego. Brak uaktualnień na stronie internetowej zdaje się poświadczać staroświeckie podejście do interesów, ale nie to jest najważniejsze, najważniejsza jest zawartość butelki.


W butelce znów tradycyjnie i dość przewidywalnie. W kieliszku konkret - zarówno pod względem alkoholu, jak i ekstraktu. Beczka wyczuwalna, ale zupełnie nieprzeszkadzająca w piciu - pozwala dojść do głosu ciemnym owocom, a one mówią i mówią. A ja słucham, słucham, ale tylko jednym uchem, bo do drugiego ucha drą się dzieciaki, z którymi gram w Monopoly... na telewizorze. Takie teraz czasy, że do grania wystarczy telewizor z internetem, a komputery i konsole (o ile nie jesteście maniakami) wydają się zbędne. Mamy też wersję... analogową, klasyczną grę planszową z pieniędzmi i kartonikami, w polskiej wersji wydanej z okazji 80 lat gry na światowych rynkach. Kupiliśmy na wakacjach, ale teraz pewnie wybralibyśmy wersję Star Wars :)

Oddalam się chyba jednak od tematu wina, a może to wino pozwala nieco "odpłynąć". Zaglądam zatem do kieliszka, a tam już pusto. Tak to już jest z Douro - płynie zbyt szybko.

Mikołaju, dziękuję za udany wieczór! Do zobaczenia za rok!

----------------------------------------------------
Vinhas da Ciderma
Donzel, Douro Tinto, 2010
odmiany: tinta roriz, touriga nacional, touriga franca
enolog Mónica Figueiredo 
alk. 14,5%
----------------------------------------------------
Mikołajkowe Winne Wtorki na podniebieniach innych blogerów:
----------------------------------------------------
Zdegustowany
Przy Winie
Blurppp
Nasz Świat Win
Italianizzato
Dolina Mozeli
Winiacz
Winne Przygody
----------------------------------------------------

sobota, 28 listopada 2015

Casa Silva.

Ostatnio miałem okazję uczestniczyć w degustacji win z winiarni Casa Silva zorganizowanej w sklepie Winestory przy KEN 85 w Warszawie.
Pozwólcie, że przedstawię wam w żołnierskim skrócie kilka faktów:
  • Casa Silva to chilijska winiarnia rodzinna, która uzyskała tytuł Producenta Roku przyznawany przez grono winiarzy chilijskich, czyli jedną z najbardziej prestiżowych nagród środowiskowych, jakie można sobie wyobrazić.
  • Casa Silva to wina od lat dostępne w Polsce, ich importerem jest Wineonline, właściciel sklepów Winestory.
  • Casa Silva to producent, którego butelki zajmują coraz większą powierzchnię na półkach Winestory,
  • Pokłosiem tego, że Casa Silva zajmuje coraz większą powierzchnię na półkach Winestory są niższe niż dotychczas ceny tych win.
  • To wcale nie znaczy, że są to wina tanie, za jakość trzeba jednak trochę zapłacić.
  • Ich niezaprzeczalną zaletą jest fakt, że nie mają w sobie tego drażniącego, obecnego często w chilijskich winach wytrawnych komponentu słodyczy, który ujawnia się w końcówce i psuje niezłe zazwyczaj pierwsze wrażenie.


Do domu wróciłem z butelką carmenere, co jest o tyle istotne, że niespecjalnie przepadam za tą odmianą winorośli. W tym przypadku miałem jednak do czynienia z winem bardzo dobrze odzwierciedlającym typowe aromaty dla tego szczepu. W ustach wytrawne, pełne czystego owocu, z przyjemnymi gładkimi taninami. Okazało się też niezłym kompanem dla bogatego w różne smaki dania obiadowego: pieczonej kaczki marynowanej w soku jabłkowym i porto, pieczonych batatów z mieszanką ziół i kapusty pak choi smażonej z czosnkiem z dodatkiem sosu sojowego. Ani potrawa nie zdominowała wina, ani wino jedzenia, więc mariaż ten uznaję za udany.

------------------------------
Wino próbowałem podczas degustacji, a nieopróżnioną do końca butelkę otrzymałem do dalszych "testów" od ekipy sklepu przy KEN 85 w Warszawie, za co serdecznie dziękuję.