poniedziałek, 29 czerwca 2015

Tydzień rieslinga.

Prawdę mówiąc nie tydzień, ale dwa - Niemiecki Instytut Wina wraz z partnerami z całej Polski w dniach 15-28 czerwca promował rieslinga - odmianę, która (przynajmniej mi) jednoznacznie kojarzy się z winiarstwem niemieckim, choć uprawiana jest także powszechnie w Alzacji czy Austrii, a nawet na Antypodach.

Ja mam pewien kłopot z rieslingiem. Wielu moich znajomych od wina dałoby się pociąć za tę odmianę, mnie zaś denerwuje różnorodność win jakie powstają z rieslinga. Wytrawne, bardziej słodkie, całkiem słodkie, gęste i oleiste albo zupełnie cienkie i rozwodnione, z dużą zawartością alkoholu albo tylko taką, do której zbliżają się co mocniejsze piwa. Być może złapię jeszcze rieslingowego bakcyla, wszystko przede mną, dziś częściej sięgam po sauvignion blanc czy gruner veltlinera, o chardonnay nie wspomnę, choć ta ostatnia odmiana kręci mnie najbardziej w burgundzkich interpretacjach. Dziś tak to wygląda, ale niewykluczone, że za trzy lata poza rieslingiem świata nie będę widział. Kto to może dziś wiedzieć?

Tak czy owak udałem się na degustację rieslingów - tych, które już dość dobrze znam, importowanych przez Wineonline (Winestory). Spotkanie miało miejsce w "moim" sklepie przy KEN 85 w Warszawie. 

Zawieszki na butelkach, czyli marketing niemiecki działa.

Łukasz Bogumił z wielką wprawą mówił o niemieckich rieslingach. Muszę
przyznać, że zaimponował mi umiejętnością przyciągania uwagi gości połączoną
z naturalną skłonnością operowania dowcipną ripostą. 

Zestaw degustacyjny, czyli najlepsze marki niemieckich rieslingów
z portfolio Winestory. 

Leje się do kieliszków Binz Bratt Weisser Riesling z rocznika… 2011. Za stary?
W żadnym wypadku - ciekawe aromaty związane z ewolucją wina
i kwasowość utrzymująca wino w świetnym stanie.
Cena niezmienna od lat - 49 zł.

Raptem kilku producentów niemieckich rieslingów i kilkanaście etykiet
świetnie ilustrujących różnorodność wcieleń tego szczepu.

Tradycja sięgająca XI wieku i wciąż atrakcyjne ceny - od 65 do 199 zł.

Arcyciekawy producent, który rieslinga interpretuje na wiele sposobów.
-------------------------------------
Wina próbowałem na otwartej degustacji zorganizowanej przez ekipę sklepu Winestory przy KEN 85 w Warszawie. Dziękuję za zaproszenie!
-------------------------------------

środa, 24 czerwca 2015

Formuła 1 i wino.

Wpadłem ostatnio do Winestory przy KEN 85 w Warszawie, lubię ten sklep, od niego zaczęła się moja zabawa z winem. Przyjechała akurat świeża dostawa, a z kartonów wyciągnięto między innymi włoskie nowości. Pochodziły z winiarni Castorani mieszczącej się w Abruzji - regionie, który na pewno nie jest dla Was obcy, któż nie słyszał o Montepulciano d'Abruzzo. Wśród butelek było oczywiście i takie wino, ale ja chwyciłem za wina białe, wszak ostatnio trochę gorąco, białe chłodne wino w takiej sytuacji to marzenie każdego winomaniaka. Jedno z nich to czyste trebbiano, drugie zaś pecorino. No i cóż, okazuje się, że jestem noga w tym temacie, z włoskich białych win najwięcej chyba piłem pinot grigio, no i trochę odmian uprawianych na Sycylii: catarrato, insolia czy grillo. Pecorino i trebbiano to dla mnie - uwaga, trochę przyszpanuję - terra incognita.

Na kontretykiecie kilka zdań po włosku, które mi nic nie powiedziały, gdyż nie znam tego języka, ale podpis pod nimi wydał mi się znajomy. Jarno Trulli. Mówi Wam to coś? Tak, to były kierowca Formuły 1, na pewno jego nazwisko obiło się wam o uszy, wszak Formuła 1 istniała przed Kubicą, a i po nim ma się dobrze. Trochę jeszcze Trullim poczytałem, okazuje się, że potrafi nieźle kręcić kółkiem, ale też i interesami. Posiada udziały nie tylko w tej winnicy, ale ma też hotel w Davos (Trulli zresztą pomieszkuje w Szwajcarii, w St Moritz), w którym znajduje się restauracja o nazwie, a jakże - Jarno, w której podają wina, a jakże - Castorani. Koło się zamyka, biznes się kręci, chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Takim jak Audemars Piguet - Trulli jest również ambasadorem tej marki.

foto: Audemars Piguet

Dążenie do mistrzostwa ma się chyba we krwi, czy też innych genach. Nie wystarczy, żeby wina po prostu były i dało się je pić. Jarno chce aby były perełkami i często mu się to udaje, jego wina zdobywają medale i nagrody w konkursach, wyróżnienia w prasie winiarskiej.

Cadetto zrobione z trebbiano może jeszcze nie osiąga mistrzostwa, to raczej podstawowe wino, ale jest smaczne i, co najważniejsze, z każdym kieliszkiem staje się coraz lepsze, coraz ciekawsze, rozwija się w kieliszku, tlen ewidentnie mu pomaga. Na początku daje o sobie znać dość mocna goryczka, która z czesem łagodnieje a do głosu dochodzą nuty migdałów.


Amorino (100% pecorino) od razu przekonuje do siebie, ja od pierwszego kieliszka czułem spore zadowolenie i nie opuściło mnie ono aż do końca. Jest świeże, ale też dość masywne, miałem wrażenie, że obcuję z całkiem konkretnym winem. Dojrzewa ono od 4 do 5 miesięcy nad osadem, stąd pewnie bierze się jego wyrazistość. 


Oba wina zarobiły u mnie "uśmieszek", co oznacza, że ich picie sprawiło mi sporo radości. Nie są to wina najtańsze, ale winom aspirującym do podium nie można robić z tego powodu wyrzutu. Jeśli trafią w wasze ręce (i na wasze podniebienia) dajcie znać, jestem ciekaw Waszych wrażeń. Chciałbym wiedzieć, czy to wina były dobre, czy pomaga im radosna aura Jarno Trullego.

--------------------------------------------------------------------------------
Podere Castorani, Cadetto, 2014
odmiana: 100% trebbiano
alk.: 12,5%
cena: 45 zł
--------------------------------------------------------------------------------
Podere Castorani, Amorino, 2014
odmiana: 100% pecorino
alk. 13,0%
cena: 79 zł
--------------------------------------------------------------------------------

Wina kupiłem za własne pieniądze, ale z blogerskim rabatem :) Dziękuję!


piątek, 5 czerwca 2015

Vigin Noemy Barbaresco 2007


W czerwcu 2012 kupiłem w Winestory dwie butelki barbaresco z winiarni Vigin. Była to wyprzedaż, importer zrezygnował ze współpracy z producentem. Pierwszą butelkę wypiłem w październiku 2012 i byłem bardzo zadowolony z jakości i smaku tego wina. Druga dotrwała do czerwca 2015. Kolor zmienił się, stał się już mocno ceglasty, ale wino wciąż było czyste, bez najmniejszego śladu wytrąceń i osadu. Wysoka kwasowość, sporo alkoholu (14,5%), solidne garbniki - to istotne czynniki wpływające na jego żywotność. Mam wrażenie, że wino było w pełni sił, choć miało już niemal 8 lat - pochodziło z rocznika 2007. W najnowszym przewodniku Hugh Johnsona (na rok 2015) czytamy, że barolo i barbaresco z tego rocznika możemy spokojnie pić w tym roku i jeszcze przez najbliższych 10 lat. Na zdrowie!


--------------------------------------------------------------
Vigin Noemy 2007
Barbaresco DOCG
odmiana: 100% nebbiolo (z winnic położonych
w czterech miejscowościach: Barbaresco, Treiso,
Neive i San Rocco Seno d'Elvio)
alk. 14,5%
cena: 49 zł (wyprzedaż, Winestory, czerwiec 2012)
--------------------------------------------------------------

wtorek, 2 czerwca 2015

Winne Wtorki #101.

Dziś mamy pierwszy wtorek miesiąca, a zatem jest to Winny Wtorek. Tym razem ja decydowałem o tym, jakie wina będziemy pili i zaproponowałem białe wina z Kalifornii. Robi się ciepło, nawet upalnie, na ochłodę białe wina wydają się być dobrą propozycją, a Kalifornia znana jest u nas powszechnie za sprawą Carlo Rossi - może warto pokazać czytelnikom inne oblicze Złotego Stanu.


Ja zaopatrzyłem się w butelkę Kendall-Jackson Vintner’s Reserve Chardonnay 2013 w sklepie Wino i Spółka. Jeszcze nigdy nie miałem tak blisko do specjalistycznego sklepu z winem, choć przyznać muszę, że w promieniu pięciuset metrów mam do dyspozycji: Żabkę, Małpkę, Odido, Tesco Express, Biedronkę i Leclerka (tak, tak, tego słynnego - ursynowskiego) nie licząc kilku sklepów typu "Alkohole 24H”. Ostatnio w moim budynku otworzył swe podwoje dyskont alkoholowy "Prosto z palety", ale do sklepu Wino i Spółka mam raptem 2 metry od wyjścia z klatki schodowej, trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś (poza moimi sąsiadami) miał bliżej.

Wino, które dziś mam zamiar opisać, próbowałem już wcześniej podczas degustacji zorganizowanej z okazji otwarcia sklepu, ale nie zrobiło ono na mnie szczególnego wrażenia. Chciałem jednak się z nim zmierzyć jeszcze raz, dziś mam ku temu okazję.

To chardonnay dojrzewa w małych beczkach (dąb francuski i amerykański), więc nos jest mocno zdominowany przez dębinę, nuty maślano-migdałowe są wszechobecne i zdawać by się mogło, że wino jest przez beczkę ukatrupione. Ale w ustach już tak nie jest, owoc potrafi się przebić, kwasowość mu w tym pomaga, choć szczerze mówiąc jest zbyt agresywna, szorstka i jakaś taka sztuczna. Ogólne wrażenie niezłe, ale za cenę ponad 100 zł można oczekiwać więcej i w tym kontekście wino nieco rozczarowuje. Pamiętam degustację win Wente, pamiętam ich beczkowe chardonnay, którego charakter  był identyczny, tyle że wino kosztowało niemal dwa razy mniej.

Choć to wino jest jednoszczepowe to śmiało możemy uznać je za kupaż, owoce pochodzą z upraw rozmieszczonych w różnych hrabstwach (county) Kalifornii, a ich udział jest ściśle określony:  

36% Monterey County,
33% Santa Barbara County,
14% Mendocino County,
14% Sonoma County,
3% San Luis Obispo County.

Po co to wszystko? Zapewne chodzi o odmienne „terroir” poszczególnych upraw. I tak: Monterey County odpowiada za smaki cytrusowe, Santa Barbara County za smaki mango i ananasa, Mendocino County za posmak zielonego jabłka, a Sonoma County za nuty dojrzałej gruszki. Moje podniebienie, nie ma chyba takiej „rozdzielczości” smakowej, dla mnie wszystkie te smaki zlały się w jeden, który dobrze kojarzę pijąc beczkowanie chardonnay, a mianowicie smak bananowej gumy balonowej.

W zasadzie mógłbym podsumować, że to wino wpisuje się w jakiś utarty schemat, brak mu oryginalności, a przez to może wydawać się zbyt drogie, jak na wrażenia, których dostarcza. Ale wydaje mi się, że równie dobrze może być winem pełnym niuansów, których ja nie umiem wychwycić. Może nie potrafię właściwie docenić wina, które (jeśli wierzyć informacjom producenta) od ponad dwóch dekad jest najlepiej sprzedającym się chardonnay Ameryki. Ale tam kosztuje tylko 17$ ;)


Kendall-Jackson Vintner’s Reserve Chardonnay 2013
odmiana: 100% chardonnay
alk. 13,5%
cena: 107 zł (Wino i Spółka, czerwiec 2015)

---------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #101 na podniebieniach innych blogerów:
---------------------------------------------------------------------------
Winniczek
Dolina Mozeli
---------------------------------------------------------------------------




niedziela, 17 maja 2015

Casa Santos Lima.

Praca, praca, praca... Człek zajęty, ale nie ma co narzekać, gorzej by było, gdyby jej nie było, że tak sobie zrymuję od niechcenia. Ale jeśli pojawia się jakaś degustacja, która z pracą i rodzinnymi obowiązkami nie koliduje, to chętnie w niej uczestniczę. Taka okazja trafiła mi się ładnych kilkanaście dni temu - Ewa Rybak (Atlantika) zaprosiła do restauracji Portucale kilka osób, by w miłej i radosnej atmosferze spróbować win Casa Santos Lima.


Lubię degustacje prowadzone przez Ewę, ponieważ potrafi ona stworzyć wokół siebie atmosferę luzu i opowiadać o winach bez zbędnej "napinki". Wszyscy się uśmiechają, jest miło, wina smakują wybornie, świat jest piękny nawet wtedy, gdy zachodzi słońce.


A zachodziło ono właśnie, gdy zabieraliśmy się za próbowanie i omawianie win. Było ich kilka - orzeźwiające białe z lokalnych szczepów, zaskakująco dobre różowe i seria win czerwonych - solidnych, interesujących, oryginalnych i, jak na swoją jakość, niedrogich.


Taki zresztą był wniosek z naszego spotkania: pijemy porządne wina, które nie uszczuplają zanadto naszego portfela. Owszem Opaco kosztuje już powyżej stu złotych, ale w żadnym momencie nie mieliśmy poczucia, że wino jest za drogie jak na swoją jakość. Oczywiście na ceny można narzekać zawsze, podobnie jak na pewną anonimowość produktów powstające w skali przemysłowej - Casa Santos Lima to nie jest przecież producent butikowy. Warto jednak docenić to, że producent prezentuje bardzo zróżnicowaną ofertę, utrzymuje wysoką jakość techniczną win, a skala produkcji pozwala oferować wina w rozsądnych cenach.

Dziękuję Ewie za zaproszenie na spotkanie, a ekipie restauracji Portucale za wspaniałe przekąski, których mogliśmy spróbować w czasie degustacji win. 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Z linii frontu #5

Portugalczycy i Niemcy za pomocą Francuzów przypuszczają atak na Polskę. Lidl i Biedronka wprowadzają nowe wina francuskie na półki swoich sklepów. Nie udało mi się uczestniczyć w prezentacjach nowych ofert, ale mam możliwość wypróbowania kilku win.

Zdążyliśmy przyzwyczaić się do francuskich win w Lidlu. Oferta jest co jakiś
czas aktualizowana, więc na nudę czy brak nowości nie można narzekać.
Francuskie wina w Biedronce rzadko zachwycały, choć zdarzały się naprawdę
niezłe butelki. Jak będzie tym razem?
Magazyn Wino dostarczył małe kompedium wiedzy na temat Francji i jej win.
Bardzo podoba mi się pomysł edukacji biedronkowych winomaniaków za pomocą
tego typu publikacji.

Podejmujemy zatem rękawicę i będziemy walczyć z Francuzami do wina ostatniej kropli z... szyjek butelek.

Relacje z potyczek znajdziecie na facebookowym profilu mojego bloga. 

piątek, 24 kwietnia 2015

Degustacja win Alta Allela.

Degustacja Alta Allela odbyła się w miejscu, w którym byłem pierwszy raz i które zauroczyło mnie od razu. To sklep Whisky and Wine Place mieszczący się przy ulicy Jana Kazimierza 30 na warszawskiej Woli. Niby daleko od mojego Ursynowa, ale samochodem to jakieś 20-25 minut, trochę więcej gdybym musiał skorzystać z transportu miejskiego (metro + tramwaj lub autobus). W każdym razie warto tam wpaść, by poczuć się jak wśród skarbów Sezamu.

Po prawej stronie whisky...
... po lewej wina. Czego chcieć więcej?
W sklepie chyba największy wybór whisky w Warszawie, a może i w całej Polsce - grubo ponad 300, a może i nawet 400 etykiet. Jeśli chodzi o wina, to znajdziemy tu niezłą selekcję win od uznanych importerów, ale także i wina z własnego importu. 

Degustowane wina to butelki importowane właśnie przez WAWP. Posiadłość Alta Allela położna jest tuż przy Barcelonie. Produkuje się tu organiczne cavy i wina w apelacji o której nie miałem pojęcia - DO Alella. Od kilku lat producent wprowadza na rynek wina powstające bez dodatku siarki.

Podstawowa cava, niezła choć bez większego polotu.
Świetna cava! Nie wiem jaki wpływ na to miała decyzja o nie dodawaniu
siarczynów, ale wino samo w sobie jest naprawdę dobre.
Jak nie przepadam za winami różowymi, tak Rosé bardzo mi smakowało
i zdecydowałem się na kupno tej butelki. Żona nie była za bardzo zadowolona,
ale też nie musiała :)
Dla mnie to była najlepsza cava dnia. W ciemno pewnie bym pomylił ją
z szampanem. Cena, niestety, też szampańska ;) Ale kupiłem i tym razem
żona była zadowolona, choć też nie musiała.
Bardzo dobre wino, ale jednak nie tak fajnie wyraziste jak Laietà. Dobre na prezent,
ale dla siebie za te pieniądze kupiłbym pewnie dwie inne etykiety tego producenta.

Białe wina spokojne jakoś przeleciały przez moje podniebienie nie robiąc większego wrażenia, więc nie będę o nich się rozpisywał, poza jednym wyjątkiem, ale o tym później. W zamian zamieszczam kilka zdjęć z degustacji.

Maciej Nowicki
Maciej Nowicki, Marcin Likowski
Piotr Kołodziejczak
Krzysztof Dobryłko, Marcin Likowski

Tego dnia spróbowaliśmy też kilku fajnych win czerwonych. Prosta, ale szczera i w dodatku niedroga garnatxa negra robiła lepsze wrażenie na degustujących niż sprzedających, ale czasem tak bywa.
Proste i smaczne czerwone wino. Do obiadu w sam raz.
Świeże i soczyste. Można pić solo.
Zdecydowanie do jedzenia. Myślę o kawałku dobrego mięsa :)
Fajne były również syrah - Parvus 2013 to wino soczyste i świeże, delikatnie muśnięte beczką, natomiast Orbus 2011 to wino, które powstało po dłuższej maceracji (30 zamiast 20 dni) i było nieco dłużej starzone w beczkach z dębu francuskiego. Taniny były tu dużo konkretniejsze i mocno "ściągające", wino wyraźnie domagające się jakiegoś jedzenia.

fot. Jacek Taranko
I wino, które zostawiłem na koniec. Białe, organiczne, naturalne - Tallarol 2014. Niektórzy boją się takich win i jestem w stanie ich zrozumieć. Dlaczego miałoby się chcieć pić wina, które śmierdzą szambem? Ja nie wiem, ale wiem, że jak się trochę to wino przewietrzy, na tyle by nieco osłabić moc tego specjalnego aromatu, to w ustach może zdziałać cuda. Nie mam dużego doświadczenia z tego typu winami, ale akurat to pokazało się z jak najlepszej strony. Kosztuje mniej niż 50 zł, tyle że w sklepie było jedynie kilka butelek. Kiedy czytacie ten tekst, być może pozostał po nich już tylko specyficzny zapach. Ale sprawdźcie!

W degustacji wina uczestniczyłem na zaproszenie importera - Whisky and Wine Place. Dziękuję!

środa, 15 kwietnia 2015

Z linii frontu #4. Zen dla każdego.

Minął już ponad tydzień od rozpoczęcia w Biedronce Festiwalu Słodkich Win (od 07.04) - nowej oferty, która koncentruje się na zaprezentowaniu klientom dyskontu bogactwa słodkich win. Kojarzymy Porto, kojarzymy Tokaj Aszu, kojarzymy Sauternes - tego typu wina znajdziemy na półkach Biedronki, ale oprócz tych znanych nazw, znajdziemy i takie, o których nie słyszymy zbyt często. Jeśli nie macie uprzedzeń do słodkich win, ta oferta może Wam sprawić sporo radości. Ja do win słodkich dopiero dorastam (podobnie było z winami musującymi) i z każdą spróbowaną etykietą nabieram dla nich szacunku.

Zen Ice ułatwia nieprzekonanym wejście w świat słodkich win. Powstało z winogron z późnego zbioru (auslese) i czaruje nos intensywnym aromatem dojrzałych owoców egzotycznych, zachwyca  oko czystą i piękną barwą, nie masakruje ust nadmiarem alkoholu - jest go tu jedynie 11%. Cukier jest zupełnie nieźle równoważony kwasowością, dzięki czemu odczuwamy przyjemną słodycz, ale i świeżość, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że wino zakleja nam usta.

24,99 zł za buteleczkę 375 ml.


Trochę koloru w szaroburym świecie. Tylko dla dorosłych!

Mój zestaw do medytacji Zen. A może po prostu dla zapewnienia sobie
odrobiny przyjemności.

Wino dostałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wykłady z PATOlogii.

Uczelnia: Kruliq Wine&Art
Rektor: Nana Cichoń
Wykładowca: prof. Ewa Rybak
Asystent: Manuel Maioral

W małej auli na warszawskim Mokotowie zebrała się grupka studentów zgłębiających na co dzień tajniki wpływu wina na ludzki umysły (ciała chyba też). Był już wieczór, godzina 19.00, frekwencja wysoka, nikt nie zaspał, nikt nie tłumaczył się jakimś tam kwadransem akademickim. Pani Rektor przedstawiła Panią Profesor, Pani Profesor przedstawiła Asystenta, ale lojalnie wyjaśniła, że często (dla zachowania równowagi) zamieniają się rolami. Rzutnik z wykładem został przygotowany, Asystent zapewnił muzyczne tło, pracownicy Uczelni przygotowali pomoce naukowe, studenci zajęli swoje miejsca. Pani Profesor mówiła i mówiła, znienacka zadawała zebranym podchwytliwe pytania, na które grupka niesfornych żaków udzielała pokrętnych odpowiedzi, chwilę potem rozpoczęły się laboratoryjne ćwiczenia praktyczne. Kręciliśmy pękatymi menzurkami, po pewnym czasie pękate menzurki kręciły nami, oś wokół której wirowaliśmy była umocowana w środku małego choć wielkiego kraju, którego próżno szukać w niektórych atlasach, za to solidnie osadzonego w centrach serc i obrzeżach umysłów winnych podróżników. 

Wykład o winach był równie szalony, jak Ci, którzy te wina stworzyli. Jednym z owych twórców był Luis Pato, eksperymentator i poszukiwacz, który nie chadza cudzymi ścieżkami, ale wytycza własne. Drugim była jego córka - Filipa, która odziedziczyła po ojcu gen niezależności (ten obok genu szaleństwa) i z równie wielką pasją tworzy wina na własną modłę, czym nota bene wkurza swojego starego. Moim zdaniem, a Pani Profesor pozwala studentom mieć własne zdanie, lepsze nawet od tych, które wymyśla jej ojciec. I jedne, i drugie zaś są na tyle ciekawe, że warto ich próbować jak najczęściej. Asystent (a może teraz profesor?) Maioral dba o to, by studenci mieli dostęp do materiałów szkoleniowych, niezależnie od tego, którym programem będą edukowani.

Materiały dydaktyczne.
Foto: Nasz Świat Win.

Prof. Ewa Rybak.
Foto: Nasz Świat Win.

Studenci z panią rektor Naną Cichoń.
Foto: Nasz Świat Win.

Siedziba uczelni.
Foto: Nasz Świat Win.

Pani rektor z najlepszym studentem.
Foto: Nasz Świat Win.

Serdeczne podziękowania dla:

Kruliq Wine&Art - za atmosferę i szczególnie miejsce,
Atlantika - za świetne wina i doskonałe towarzystwo,
Nasz Świat Win - za zdjęcia i wspólnie spędzone chwile,
oraz wszystkim zebranym za to, że mogłem być z Wami.

poniedziałek, 30 marca 2015

Cortijo de Trifillas.

Trochę na raty, trochę sam, trochę z pomocą innych - tak przebiegała moja degustacja win Cortijo Trifillas, które od kilku tygodni można kupić w sieci Winestory. Jedno z Win już dla Was opisywałem, było to słodkie sauvignon blanc. Teraz miałem do czynienia z kilkoma winami czerwonymi, wszystkie były wytrawne.

W materiałach prasowych, które dostałem wraz z próbkami win, znalazła się krótka informacja o producencie.

"Cortijo de Trifillas to młody, dynamiczny producent, którego siedziba mieści się w prowincji Albacete, niedaleko miasteczka Lietor. Wina produkowane są pod apelacją regionalną VdT de Castilla oraz D.O. Jumilla. Oprócz winorośli, w posiadłości uprawia się oliwki, migdały, zboże, hoduje bydło oraz poluje się na dziką zwierzynę. Ambicją właścicieli jest stworzenie miejsca gdzie goście w nieskrępowany sposób mogą obcować z naturą, z jej darami w postaci produktów rolnych jak i zwierzyny dzikiej i hodowlanej, a wszystko to ma być podane w sposób wygodny i nowoczesny. Duże litery CT to skrót nazwy posiadłości w której mieści się siedziba firmy, ale jednocześnie jest to gra słów z angielskim "city", co ma nawiązywać do nowoczesności oraz sugeruje do jakich klientów kierowana jest oferta - ludzi z dużych i wielkich miast, którzy chcą znaleźć odrobinę odpoczynku od miejskiego zgiełku, czy to na miejscu, w formie agroturystyki, czy w we własnym domu popijając kieliszek wina CT."

Mam dla Was dobre wieści. Przede wszystkim taką, że trzy wina, które miałem okazję pić były naprawdę niezłe. Kolejna jest taka, że nie drenują przesadnie kieszeni, kosztują obecnie od 29 do 34 zł i odniosłem wrażenie, że są warte wydanych na nie pieniędzy. Sączyłem je z przyjemnością, choć też z pełną świadomością, że nie piję win wielkich czy spektakularnych. 


Cortijo de Trifillas Monastrell Sarah 2013 
DOP Jumilla
odmiany: 50% monastrell, 50% syrah
alk.: 14,5%
cena: 34.00 ZŁ

Jedyne wino butelkowane w ramach apelacji Jumilla, co dla mnie ma znaczenie mało istotne, ważniejsze jest to, że było smaczne, pełne owocu i niepozbawione lekkiej pikantności. 4 miesiące w beczce. Bardzo ładna etykieta, coś dla wzrokowców. Miłośnicy nieco mocniejszych win też będą zadowoleni, choć przyznaję, że alkohol nie był specjalnie wyczuwalny.


Cortijo de Trifillas Barrica Petit Verdot 2011
Vino de la Tierra de Castilla
odmiany: 100% petit verdot
alk.: 14%
cena: 34.00 ZŁ

Wino dojrzewało w beczce 6 miesięcy i tę beczkę łatwo można wyczuć, ale nie jest ona nachalna, a dodaje winu elegancji. Nie jest to też owocowa bomba. Żonie się podobało, choć nie jest ona miłośniczką win czerwonych, ale ma talent i szybko potrafi oddzielić ziarna od plew. Nie muszę dodawać, że to wino znalazło się po stronie ziaren.


Cortijo de Trifillas Tempranillo Merlot 2013
Vino de la Tierra de Castilla
odmiany: 50% tempranillo, 50% merlot
alk.: 14%
cena: 29.00 ZŁ

Najbardziej owocowe z zestawu win, który otrzymałem do spróbowania. Wino nie miało kontaktu z beczką, owoc jest dobrze wyczuwalny, pije się je bardzo dobrze. Na imprezę w gronie ludzi lubiących wina będzie naprawdę OK.

Wina otrzymałem do degustacji od Wineonline, właściciela sieci sklepów Winestory. Dziękuję!

czwartek, 19 marca 2015

Z linii frontu. #3


W blogerskim światku (a może już świecie) tego typu przesyłki oznacza się hashtagiem #darylosu, choć to nie los je rozsyła i nie jest to prawdziwy dar. To propagandowy pakiet wojenny, a owa wojna toczy się pomiędzy dwoma największymi sieciami dyskontowymi. Ostatnio były wina Cimarosa z Lidla, a teraz Biedronka dostarczyła blogerom i dziennikarzom wino bez dodatku siarczynów (a może siarczyn jak czytamy w folderze "Sommelier poleca"), czyli ma być zdrowo i naturalnie. To taki nowy trend, że wszystko produkuje się w zgodzie z naturą, dba się o zasoby Ziemi, nie truje się gleby ani konsumentów.

W materiałach prasowych czytamy:

„Wina z winnic Buzet wytwarzane są z wykorzystaniem metod przyjaznych dla środowiska i ludzi. Zastosowanie upraw o niskich plonach z hektara i brak stosowania nawozów sztucznych zapewniają rozwój flory i fauny tworzącej ekosystem korzystny dla krzewów. Odpowiednia kontrola metod produkcji pozwala zrezygnować z dodawania siarczynów tradycyjnie zapobiegających utlenieniu wina i zachowujących jego charakter na dłużej.”

Jak to przekłada się na wina powstające w ten sposób? Siarczyny w winie pełnią rolę konserwantów i stabilizatorów. Skoro ich zabrakło to nie dziwi napis umieszczony na kontretykiecie wina Marquis de Hautevigne -  „Wino należy pić za młodu, nie nadaje się do starzenia”. Pijmy je zatem jak najszybciej mając nadzieję, że już nie jest za stare, wszak to rocznik 2013, a mamy przecież połowę marca roku 2015. Może trochę przesadzam, ale...

W 33 numerze Magazynu Wino (3/2008) ukazał się artykuł Andrzeja Daszkiewicza pt. „Uwaga! Zawiera siarczyny.”, w którym autor zwraca uwagę na pewną niestabilność niesiarkowanych win. Pisze tak:

„[…] wina te wymagają niezwykłej staranności w przechowywaniu i transporcie, praktycznie na żadnym etapie nie można dopuścić do ich ogrzania choćby do temperatury pokojowej, powinny być przez cały czas przechowywane w temperaturze poniżej 14ºC. Pijąc takie wina należy też liczyć się z występowaniem dużych różnic między pojedynczymi butelkami, każda z nich będzie żyła własnym życiem."

Przyjmując powyższe za prawdę, do niesiarkowanych win (nie tylko z Biedronki, to uwaga ogólna) trzeba będzie podchodzić z pewnym dystansem. Wszak nie mamy gwarancji, że zawartość każdej butelki będzie identyczna. Nawet wina zawierające siarczyny nie dają gwarancji powtarzalności, ale w przypadku win bez siarczynów możemy mieć do czynienia z prawdziwą loterią.  

Opisując dla Was Marquis de Hautevigne mam świadomość, że moje uwagi będą dotyczyły tylko i wyłącznie mojej butelki :)


Folder informuje nas, że wino jest ciemnopurpurowe (to prawda - jest), dobrze zbudowane, owocowe, a w zapachu dominują czerwone owoce i jeżyny. Za dużo tych owoców to ja nie wywąchałem, ani też nie poczułem ich na podniebieniu. Kupaż cabernet sauvignon, cabernet franc i merlot kojarzył mi się raczej z surowym mięsem i krwią. We wspomnianym wyżej artykule autor pisze, że niektórzy producenci win uważają, że wraz z siarkowaniem ginie w nich terroir. Być może zatem gleba, na której rosną winogronowe krzewy została zroszona potem, krwią i łzami ciężko harujących winogrodników, a powstałe w ten sposób terroir, dzięki braku siarkowania, jednak znalazło swe odzwierciedlenie w butelce. Być może...


Powiem Wam tak: ja nie byłem zachwycony tym winem, ale z drugiej strony nie czułem się specjalnie rozczarowany. Było całkiem smaczne, choć naprawdę mało wyraziste. Kosztuje niewiele i tyle też przynosi emocji. Czy siarczyny (a raczej ich brak) miały coś z tym wspólnego? Tego nie wiem, ale ciekaw jestem jakie będą Wasze wrażenia, jeśli zdecydujecie się na spróbowanie tego wina.

poniedziałek, 16 marca 2015

Sauvignon blanc na słodko.

Sauvignion blanc lubię na tyle, że obudzony w środku nocy bez wahania udzielę odpowiedzi na pytanie o ulubiony biały szczep. Nie wiem tylko kto i po co miałby mnie w tym celu budzić. W każdym razie wypiłem już pół niewielkiego morza, którego niecka wypełniona była sauvignon, nie mam dość, mam ochotę na więcej.

Ostatnio spore wrażenie zrobiły na mnie wina z tego szczepu, ale musujące. W Londynie piłem Jacob’s Creek Cool Harvest Cuvée Sauvignon Blanc (którego nie kupicie w Polsce), a w Słowenii Jeruzalem Ormož Sauvignon (Biedronka zamiast niego wybrała musujące wina Muskatna i Rose).
Szkoda, że zamiast takich win Jacob's Creek wprowadza na nasz rynek
jakieś półsłodkie koszmarki.
Foto: Facebook Jeruzalem Ormož
Oba wypiłem z przyjemnością, szkoda tylko, że nie można wyskoczyć po nie do sklepu za rogiem. Jak znacie musujące sauvignon blanc, które jest dostępne w Polsce (stacjonarnie, albo przez internet), dajcie znać!

Za to zupełnie niedawno dotarła do mnie informacja o możliwości kupienia kolejnej wersji sauvignon blanc, tym razem zamkniętej w małej, półlitrowej butelce, charakterystycznej dla win słodkich. Sprowadza je do Polski Wineonline - właściciel stacjonarnych sklepów Winestory, ale importowane przez nich wina możecie kupić też przez internet. Importer wprowadził niedawno do swojej oferty hiszpańskie wina Cortijo de Trifillas, a wśród nich znajduje się między innymi wino CT Dulce Sauvignon Blanc 2013 - słodkie wino zrobione w 100% z tego szczepu.

W materiałach prasowych wyczytałem, że:

"Słodycz uzyskano dzięki późnemu zbiorowi wingoron, a następnie przerywając fermentację kiedy poziom alkoholu osiągnął 11,5%. Lekka, delikatna barwa. Aromaty słodkich wingoron, cytrusów, lychee i mango, w drugim nosie akcenty białej herbaty i kwiatów akacji. W smaku z początku słodycz, lekko herbaciane nuty, znowu cytrusy i dość rześki finisz w którym zaznacza się kwasowość szczepu."

Na stronie internetowej producenta można znaleźć kilka dodatkowych szczegółów. Mianowicie dojrzałe owoce zbiera się nocą, kiedy jest znacznie chłodniej niż za dnia, a grona dłużej zachowują świeżość niż te zbierane w pełnym słońcu. Fermentacja przebiega w stalowych tankach, a wino przed zabutelkowaniem nie ma kontaktu z beczką. Wino polecane jest jako aperitif, ale będzie też pasowało do owoców, deserów i ciast.


Mnie zaskoczyła w nim pewna delikatność. Nie miałem wątpliwości, że to sauvignon blanc, natomiast wino nie jest tak „ostre” w aromatach ani tak kwasowe, jak potrafią być wytrawne sauvignon. Słodycz nadaje temu winu nieco ogłady, przez co może być interesujące nawet dla niezbyt zagorzałych amatorów tego szczepu, zwłaszcza tych lubujących się w winach słodkich i półsłodkich. Dla mnie było ono pewną ciekawostką, której jako fan SB nie mogłem przeoczyć. W Hiszpanii to wino kosztuje ok 8 euro, zatem polską cenę (35 zł) należy uznać za atrakcyjną.

------------------------------------------------------------
CT Dulce Sauvignon Blanc 2013
Vino de Espana
Odmiana: 100% sauvignon blanc
Alk.: 11,5%
cena: 35 zł (Winestory)
------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od Winestory. Dziękuję!