poniedziałek, 21 stycznia 2013

Campo Viejo a sprawa polska.

Sporo się mówi ostatnio na temat cen win w Polsce. Co jakiś czas ktoś podrzuca hasło (też miałem taką, hmmm, fazę...), które krąży jak bumerang i jak ów bumerang wraca do inicjatora cenowej rewolucji. I w zasadzie nic się nie dzieje. Pozornie, bo mam wrażenie, że ogólnie ceny raczej spadają, a jeśli rosną to tylko po to, by skompensować inflację. Wątpię w to, że jest to zasługa blogerów, uważam że to efekt coraz silniejszej konkurencji dyskontów, oferujących przyzwoite (czasami dobre, bardzo rzadko świetne) wina w przystępnych cenach. Dyskonty mają jednak chrapkę na wina droższe, coraz częściej w ich ofercie goszczą butelki droższe niż magiczne trzy dychy (BTW, pozdrowienia dla kolegów ze znanego portalu!), ostatni przykład Żabki świadczy o tym dobitnie. Na rynku coś się dzieje, rynek zaczyna rozumieć, że klient z portfelem, nie może być traktowany zaporowymi cenami, którymi zbywa się namolnego petenta. Co więcej w sklepach specjalistycznych też jest coraz więcej win tanich (w takich cenach jak w dyskontach) i zupełnie przyzwoitych.

Ja ze swej strony nie mam zamiaru wytaczać wielkich dział przeciwko zbyt pazernym importerom i dystrybutorom. To ich sprawa. To oni swoimi działaniami budują własny wizerunek. Problem i tak w większości przypadków dotyczy firm, które rozpoczęły działalność w okresie transformacji ustrojowej, dzisiaj możemy nazywać je dinozaurami, a te jak wiadomo nie potrafiły sobie poradzić w warunkach zbyt gwałtownych zmian. W ich miejsce pojawią się inni, startujący w zupełnie innych warunkach i z inną świadomością zagrożeń biznesu, ale też potrzeb, czy wymagań coraz bardziej wyedukowanych klientów. Osobiście uważam, że problem cen tak naprawdę nie dotyczy sklepów, przynajmniej w dużych miastach, tu każdy znajdzie coś dla siebie. Problem dotyczy restauracji, gdzie cena sklepowa może być mnożona wielokrotnie i nikt nie widzi w tym problemu. Oczywiście można to zrozumieć sprzedając np. Barolo na kieliszki i nie mając pewności, że zawartość otwartej butelki zostanie w krótkim czasie sprzedana. Ale jeśli klient decyduje się na zakup całej butelki, to sytuacja jest już zupełnie inna. Kuriozalna. 

No ale wróćmy do tytułowego Campo Viejo. Wina tej marki opisywałem tu i tu. W komentarzach na blogu i na stronie facebookowej spotkałem się z zarzutem, że ceny tych win zupełnie oderwane są od rzeczywistości. Uwagi te nastawiły mnie dość niekorzystnie do Campo Viejo, bo z jednej strony naprawdę niezłe wina, a z drugiej kosmiczne ceny.


Ja wina Campo Viejo otrzymałem w prezencie od ich aktualnego importera w Polsce, czyli Pernod Ricard Polska. Zwróciłem się do dystrybutora o aktualny cennik i okazuje się, że ceny, o których wspominali komentujący nijak się mają do cen rekomendowanych, czyli:

Tempranillo – 29,90 zł
Reserva – 39,90 zł
Gran Reserva 49,90 zł.

Będąc w ursynowskim Piotrze i Pawle zobaczyłem butelkę Gran Reservy za... 149,50 zł. Nieźle co? Ale okazuje się, że jest cena za wino pochodzące od poprzedniego dystrybutora, czyli Partner Center. Różnica jest trzykrotna. Nie wiem jak Wy, ale ja widząc na butelce logo Partner Center zastanowię się trzykrotnie, czy ktoś nie robi mnie w bambuko.


Samo wino jest bardzo dobre, wyróżnia się in plus zarówno na tle prostego Tempranillo, jak i droższej Reservy. Oprócz charakterystycznych dla szczepu aromatów truskawek i malin mamy też tu do czynienia z owocami czerwonych i czarnych porzeczek, a nawet  agrestu. Do tego kawa, mix przypraw i brak znienawidzonego przez wielu zbyt intensywnego aromatu wanilii - znamiennego dla win dojrzewających w beczkach. Jak dla mnie wino pierwszej klasy - może nie lider, ale do strefy spadkowej daleko. Przy tej cenie jednak bardzo solidny zawodnik.

Ponieważ to ostanie wino, które wyciągnąłem ze sprezentowanej mi skrzynki, postanowiłem wypić je do mojej ulubionej potrawy, czyli krwistego steku wołowego. Stek wyszedł wyśmienicie, a wino pasowało do niego jak ulał.

6 komentarzy:

  1. Chyba się nie polubicie z Partner Center :)

    Ale fakt - ta sytuacja to istne kuriozum. Ja nigdy nie zapomnę opowieści mojego znajomego, który pracując u innego "dinozaura" nierzadko słyszał:

    "Proszę Pana, ale ja mam taniej to wino na półce niż wy w cenniku hurtowym netto".

    Takie polskie realia. Wielcy importerzy mają wino w d.pie, liczy się ilość zer na koncie.

    OdpowiedzUsuń
  2. a tak przy okazji - Pernod Ricard jest właścicielem Campo Viejo :) tak a propos dziwnych, rynkowych zawiłości

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda PR sprzedaje bez marży pośrednika czyt. wprost z bodegi

    OdpowiedzUsuń
  4. No dobra, to teraz jeszcze napisz, jak zrobiłeś tego steka. Normalnie wygląda jak fillet mignon albo - jak można usłyszeć na Greenpoincie - filet z miniona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. @maxredaktor Mięso obtaczam w soli i pieprzu i rzucam na ruszt, albo patelnię grillową. Jakieś 4 min. na każdą stronę (w zależności od grubości kawałka). A co z tego wyjdzie to już zależy od jakości mięsa. :) Jeśli chodzi o warzywa to wrzycam je pokrojone na gorącą oliwę i posypuję przyprawą do grilla. Kilka minut wystarczy, ważne by nie były zbyt miekkie. I to wszystko, smacznego!

    OdpowiedzUsuń