wtorek, 30 sierpnia 2011

Piekielny ogień.

Tego wpisu nie okraszę zdjęciem etykiety wina  - za bardzo cierpię. Otworzyłem dziś chilijskie carmenere Isla Negra - rocznik 2010, nabyte w Biedronce. Wino, nie powiem smaczne, nic specjalnego, ale smaczne. Problem z nim jednak polega na tym, że wywołało u mnie potworną zgagę. Wiem, że to wino ma swoich zwolenników, wspominał mi o nim kolega z pracy, ale tak jak lubię smak carmenere, tak nienawidzę tego, co zrobiło z moim przewodem pokarmowym. Może nie do końca jest wina chilijskiego trunku. Może to kwestia wędzonego sera zjedzonego wcześniej, w każdym razie kolejne wino wylądowało w zlewie.

Oby tylko nie przeżarło rur...  :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza