poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Goście, goście...



Przyjechali goście i przywieźli ze sobą wino, które było dla mnie niespodzianką i całkiem sporym zaskoczeniem. Wino pochodziło bowiem z Mołdawii - kierunku winiarskiego, którego nigdy jeszcze nie eksplorowałem. Przyznam się szczerze, że ani razu w mej głowie nie pojawiła się myśl,  żeby kupić wino mołdawskie. Nie żebym miał coś przeciw Mołdawii. Po prostu jako początkujący amator wina sięgam po butelki z regionów powszechnie znanych wszystkim. Przeszedłem już co prawda etap kupowania win włoskich, francuskich czy hiszpańskich - teraz kupuję wina z Veneto, Toskanii, Bordeaux, Langwedocji czy Prioratu. Im bardziej poznaję dany region, tym mniej mam czasu na nowe dla mnie kierunki - a takim dla mnie pozostaje Mołdawia i Purcari, skąd pochodziło otrzymane w prezencie chardonnay. Purcari to także nazwa winnicy, w której powstało to wino. Nieoceniony przewodnik "Wina Europy" z roku 2009 tak opisuje produkty tej winnicy:

"Odnotowujemy tu pewien postęp, choć wina wciąż nie grzeszą ani koncentracją, ani czystością, są przyzwoite w swej postkomunistycznej klasie i nic więcej."

Moje chardonnay było rzeczywiście przyzwoite. Pochodziło z 2007 roku i bałem się trochę o jego świeżość, ale zupełnie niepotrzebnie. Było naprawdę rześkie, pachnące, w smaku lekko goryczkowe. Piło się je z przyjemnością.

Po tym doświadczeniu nie będę odwracał głowy od półek z winami mołdawskimi, nie wiem jaka jest ich ogólna jakość, ale to chardonnay nie zniechęciło mnie do win z tego kraju. Kto wie, może czeka mnie więcej zaskakujących niespodzianek. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza