niedziela, 10 kwietnia 2011

Włochy na dobranoc.



Wróciłem z pracy, było dość wcześnie jak na wieczorną zmianę, sięgnąłem do chłodziarki i wyciągnąłem butelkę na chybił-trafił. Chyba chybiłem - pomyślałem sobie - bo nie o montepulciano marzyłem tego wieczora, ale o kolejnym winie z Francji, na które ostatnio mam fazę, i które zaczynam doceniać. Otworzyłem je jednak, przyjrzałem się i pomyślałem, że wino nadaje się do wylania, a byłem właśnie po lekturze wpisu na blogu "Środkowa półka", w którym wyczytałem, że wodnista otoczka oznaczać może wino problematyczne, by nie rzec zepsute. Powąchałem, poniuchałem, zaciągnąłem się i oprócz fajnej, nienachalnej wiśni wyczułem delikatny waniliowy aromat (a może to było kakao?). Smak może nie rewelacyjny, ale żadnej tragedii nie było. Siedem lat, brązowy znak akcyzy naklejony na banderolę niebieską mógł zwiastować totalną porażkę, ale muszę szczerze powiedzieć, że wieczór spędzony przy tym winie nie był nieudany. Energię i dobry nastrój zapewniało internetowe radio - stacja RMF FM Classic Rock. W głowie przyjemny szumek, przez który przebijały się słowa Judas Priest - breaking the law, breaking the law... A potem Deep Purple i "Smoke on the water".

Oj działo się, działo.

ps. Radio polecam, wina chyba jednak nie, mimo że dało się bez bólu (lub jak piszą niektórzy - bulu) wypić. Przyjrzałem się mu jeszcze raz i oprócz wodnistej otoczki, o której pisałem wyżej, klarowność była dyskusyjna. Poza tym wino było zdecydowanie "krótkie", więc biorąc wszystkie powyższe okoliczności pod uwagę, można śmiało powiedzieć, że wino zalicza się do kategorii ZŁE. I cóż z tego, że całkiem smaczne, skoro złe...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza