sobota, 9 stycznia 2010

Ticket to Chile.














Niektórzy wiedzieli to wcześniej, inni dowiedzą się czytając tą notkę, że dziś miałem zamiar spróbować wina "Ticket to Chile" Syrah/Cabernet Sauvignon Reserve 2008. Na szczęście nic nie stanęło na drodze i degustację udało się rozpocząć. Dziś zatem krótki opis wrażeń towarzyszących piciu tego wina, jednak zanim się nimi podzielę muszę nadmienić, że wino to jest w pewnym sensie "kultowe" za sprawą kilku zdarzeń. Po pierwsze niewiarygodnie szybko zniknęło z półek sklepu, w którym zwykle zaopatruję się w ten szlachetny trunek. Po zniknięciu długo kazało na siebie czekać za sprawą protestu chilijskich celników a długie oczekiwanie tylko wzmacniało chęć spróbowania "Ticket'a...". W końcu wino pojawiło się w sklepie, ale gdy zdecydowałem się na zakup okazało się, że na "stanie" jest tylko jedna butelka wspomnianego wcześniej Syrah/Cabernet Sauvignon, którą oczywiście nabyłem, choć moim zamiarem było wzbogacenie swej kolekcji o charakterystyczny dla Chile szczep Carmenere.

Po ponad dwutygodniowej abstynencji, przepełniony emocjami spotęgowanymi ogromnymi oczekiwaniami wobec obiektu "kultu" z wielkim namaszczeniem otworzyłem butelkę.

Wino ma kolor ciemny, intensywny, ale jest oczywiście klarowne. Zapach... zapach... no cóż, brak doświadczenia początkującego amatora wina ujawnił się z całą swą bezwzględnością. Nie czuję prawie nic. Nic poza dziwnym przeświadczeniem, że wino zawiera dużo alkoholu. Rzut oka na etykietę - 14%, to chyba niemało. Próbuję jeszcze raz... i jeszcze raz... może owoce, może przyprawy? Może. Pewności nie mam, nie będę więc ściemniał, że wyczuwam "coś" i potrafię to "coś" precyzyjnie nazwać. Wypijam łyk - może teraz uda mi się to coś ustalić, coś odkryć, coś zdefiniować. Wypijam i... wiem już teraz na pewno czym są taniny/garbniki. Wiem, co oznacza "suchość w ustach", wiem też, że w tym winie taniny są ostre, wręcz gorzkie. Gorzkie? Próbuję wina czubkiem języka i odczuwam wyraźną słodycz. Dziwne? Nie, taniczność to nie rodzaj smaku, to rodzaj wrażenia zmysłowego. Ale góruje nad resztą i sprawia mi pewien kłopot. Jako amator muszę wspomóc się literaturą, poznać doświadczenia innych aby znaleźć wyjście z tej dziwnej sytuacji, przypominającej "strzał w twarz" od dziewczyny, co do której ma się pewne plany. Syrah/Shiraz to szczep taniczny sam w sobie, o dużym potencjale starzenia a "reserve" pewnie nabyła jeszcze porcję goryczy od beczki. Mój prosty skądinąd rozum kombinuje, że to wino jest po prostu za młode, za ostre na moje nieprzyzwyczajone jeszcze do wina podniebienie. Żeby ratować sytuację muszę znaleźć wyjście z trudnej, krępującej sytuacji. Gdzie jest "panic button"? Gdzie "emergency exit". No gdzie? Może powinienem połączyć trunek z jakąś potrawą? Szybko sięgam po żółty ser - nie pomógł wiele. Może oliwki. Próbuję zielonych i jest znacznie lepiej, ale to jeszcze nie to. Sięgam po iPoda Touch. Zagryzać iPod-em? - osobliwy pomysł, ale nie po to jest mi potrzebny. Chodzi o aplikację "Hello Vino", która pomaga dobrać parę wino-potrawa. Do tego typu wina znalazłem kilka propozycji, przejrzałem lodówkę i postawiłem na "czarnego konia" w postaci szynki z musztardą. I co? I wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wino stało się gładsze, całkiem przyjemne w piciu, uratowane przed totalną krytyką amatora.

Czy jestem zachwycony tym winem? Na pewno nie. Czy rozczarowany? Też nie, w końcu czegoś się nauczyłem. Wniosek na przyszłość? Jeśli mam zamiar otworzyć argentyńskiego malbeca muszę wcześniej zaopatrzyć się w porządny kawał argentyńskiego steka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz