niedziela, 17 maja 2015

Casa Santos Lima.

Praca, praca, praca... Człek zajęty, ale nie ma co narzekać, gorzej by było, gdyby jej nie było, że tak sobie zrymuję od niechcenia. Ale jeśli pojawia się jakaś degustacja, która z pracą i rodzinnymi obowiązkami nie koliduje, to chętnie w niej uczestniczę. Taka okazja trafiła mi się ładnych kilkanaście dni temu - Ewa Rybak (Atlantika) zaprosiła do restauracji Portucale kilka osób, by w miłej i radosnej atmosferze spróbować win Casa Santos Lima.


Lubię degustacje prowadzone przez Ewę, ponieważ potrafi ona stworzyć wokół siebie atmosferę luzu i opowiadać o winach bez zbędnej "napinki". Wszyscy się uśmiechają, jest miło, wina smakują wybornie, świat jest piękny nawet wtedy, gdy zachodzi słońce.


A zachodziło ono właśnie, gdy zabieraliśmy się za próbowanie i omawianie win. Było ich kilka - orzeźwiające białe z lokalnych szczepów, zaskakująco dobre różowe i seria win czerwonych - solidnych, interesujących, oryginalnych i, jak na swoją jakość, niedrogich.


Taki zresztą był wniosek z naszego spotkania: pijemy porządne wina, które nie uszczuplają zanadto naszego portfela. Owszem Opaco kosztuje już powyżej stu złotych, ale w żadnym momencie nie mieliśmy poczucia, że wino jest za drogie jak na swoją jakość. Oczywiście na ceny można narzekać zawsze, podobnie jak na pewną anonimowość produktów powstające w skali przemysłowej - Casa Santos Lima to nie jest przecież producent butikowy. Warto jednak docenić to, że producent prezentuje bardzo zróżnicowaną ofertę, utrzymuje wysoką jakość techniczną win, a skala produkcji pozwala oferować wina w rozsądnych cenach.

Dziękuję Ewie za zaproszenie na spotkanie, a ekipie restauracji Portucale za wspaniałe przekąski, których mogliśmy spróbować w czasie degustacji win. 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Z linii frontu #5

Portugalczycy i Niemcy za pomocą Francuzów przypuszczają atak na Polskę. Lidl i Biedronka wprowadzają nowe wina francuskie na półki swoich sklepów. Nie udało mi się uczestniczyć w prezentacjach nowych ofert, ale mam możliwość wypróbowania kilku win.

Zdążyliśmy przyzwyczaić się do francuskich win w Lidlu. Oferta jest co jakiś
czas aktualizowana, więc na nudę czy brak nowości nie można narzekać.
Francuskie wina w Biedronce rzadko zachwycały, choć zdarzały się naprawdę
niezłe butelki. Jak będzie tym razem?
Magazyn Wino dostarczył małe kompedium wiedzy na temat Francji i jej win.
Bardzo podoba mi się pomysł edukacji biedronkowych winomaniaków za pomocą
tego typu publikacji.

Podejmujemy zatem rękawicę i będziemy walczyć z Francuzami do wina ostatniej kropli z... szyjek butelek.

Relacje z potyczek znajdziecie na facebookowym profilu mojego bloga. 

piątek, 24 kwietnia 2015

Degustacja win Alta Allela.

Degustacja Alta Allela odbyła się w miejscu, w którym byłem pierwszy raz i które zauroczyło mnie od razu. To sklep Whisky and Wine Place mieszczący się przy ulicy Jana Kazimierza 30 na warszawskiej Woli. Niby daleko od mojego Ursynowa, ale samochodem to jakieś 20-25 minut, trochę więcej gdybym musiał skorzystać z transportu miejskiego (metro + tramwaj lub autobus). W każdym razie warto tam wpaść, by poczuć się jak wśród skarbów Sezamu.

Po prawej stronie whisky...
... po lewej wina. Czego chcieć więcej?
W sklepie chyba największy wybór whisky w Warszawie, a może i w całej Polsce - grubo ponad 300, a może i nawet 400 etykiet. Jeśli chodzi o wina, to znajdziemy tu niezłą selekcję win od uznanych importerów, ale także i wina z własnego importu. 

Degustowane wina to butelki importowane właśnie przez WAWP. Posiadłość Alta Allela położna jest tuż przy Barcelonie. Produkuje się tu organiczne cavy i wina w apelacji o której nie miałem pojęcia - DO Alella. Od kilku lat producent wprowadza na rynek wina powstające bez dodatku siarki.

Podstawowa cava, niezła choć bez większego polotu.
Świetna cava! Nie wiem jaki wpływ na to miała decyzja o nie dodawaniu
siarczynów, ale wino samo w sobie jest naprawdę dobre.
Jak nie przepadam za winami różowymi, tak Rosé bardzo mi smakowało
i zdecydowałem się na kupno tej butelki. Żona nie była za bardzo zadowolona,
ale też nie musiała :)
Dla mnie to była najlepsza cava dnia. W ciemno pewnie bym pomylił ją
z szampanem. Cena, niestety, też szampańska ;) Ale kupiłem i tym razem
żona była zadowolona, choć też nie musiała.
Bardzo dobre wino, ale jednak nie tak fajnie wyraziste jak Laietà. Dobre na prezent,
ale dla siebie za te pieniądze kupiłbym pewnie dwie inne etykiety tego producenta.

Białe wina spokojne jakoś przeleciały przez moje podniebienie nie robiąc większego wrażenia, więc nie będę o nich się rozpisywał, poza jednym wyjątkiem, ale o tym później. W zamian zamieszczam kilka zdjęć z degustacji.

Maciej Nowicki
Maciej Nowicki, Marcin Likowski
Piotr Kołodziejczak
Krzysztof Dobryłko, Marcin Likowski

Tego dnia spróbowaliśmy też kilku fajnych win czerwonych. Prosta, ale szczera i w dodatku niedroga garnatxa negra robiła lepsze wrażenie na degustujących niż sprzedających, ale czasem tak bywa.
Proste i smaczne czerwone wino. Do obiadu w sam raz.
Świeże i soczyste. Można pić solo.
Zdecydowanie do jedzenia. Myślę o kawałku dobrego mięsa :)
Fajne były również syrah - Parvus 2013 to wino soczyste i świeże, delikatnie muśnięte beczką, natomiast Orbus 2011 to wino, które powstało po dłuższej maceracji (30 zamiast 20 dni) i było nieco dłużej starzone w beczkach z dębu francuskiego. Taniny były tu dużo konkretniejsze i mocno "ściągające", wino wyraźnie domagające się jakiegoś jedzenia.

fot. Jacek Taranko
I wino, które zostawiłem na koniec. Białe, organiczne, naturalne - Tallarol 2014. Niektórzy boją się takich win i jestem w stanie ich zrozumieć. Dlaczego miałoby się chcieć pić wina, które śmierdzą szambem? Ja nie wiem, ale wiem, że jak się trochę to wino przewietrzy, na tyle by nieco osłabić moc tego specjalnego aromatu, to w ustach może zdziałać cuda. Nie mam dużego doświadczenia z tego typu winami, ale akurat to pokazało się z jak najlepszej strony. Kosztuje mniej niż 50 zł, tyle że w sklepie było jedynie kilka butelek. Kiedy czytacie ten tekst, być może pozostał po nich już tylko specyficzny zapach. Ale sprawdźcie!

W degustacji wina uczestniczyłem na zaproszenie importera - Whisky and Wine Place. Dziękuję!

środa, 15 kwietnia 2015

Z linii frontu #4. Zen dla każdego.

Minął już ponad tydzień od rozpoczęcia w Biedronce Festiwalu Słodkich Win (od 07.04) - nowej oferty, która koncentruje się na zaprezentowaniu klientom dyskontu bogactwa słodkich win. Kojarzymy Porto, kojarzymy Tokaj Aszu, kojarzymy Sauternes - tego typu wina znajdziemy na półkach Biedronki, ale oprócz tych znanych nazw, znajdziemy i takie, o których nie słyszymy zbyt często. Jeśli nie macie uprzedzeń do słodkich win, ta oferta może Wam sprawić sporo radości. Ja do win słodkich dopiero dorastam (podobnie było z winami musującymi) i z każdą spróbowaną etykietą nabieram dla nich szacunku.

Zen Ice ułatwia nieprzekonanym wejście w świat słodkich win. Powstało z winogron z późnego zbioru (auslese) i czaruje nos intensywnym aromatem dojrzałych owoców egzotycznych, zachwyca  oko czystą i piękną barwą, nie masakruje ust nadmiarem alkoholu - jest go tu jedynie 11%. Cukier jest zupełnie nieźle równoważony kwasowością, dzięki czemu odczuwamy przyjemną słodycz, ale i świeżość, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że wino zakleja nam usta.

24,99 zł za buteleczkę 375 ml.


Trochę koloru w szaroburym świecie. Tylko dla dorosłych!

Mój zestaw do medytacji Zen. A może po prostu dla zapewnienia sobie
odrobiny przyjemności.

Wino dostałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wykłady z PATOlogii.

Uczelnia: Kruliq Wine&Art
Rektor: Nana Cichoń
Wykładowca: prof. Ewa Rybak
Asystent: Manuel Maioral

W małej auli na warszawskim Mokotowie zebrała się grupka studentów zgłębiających na co dzień tajniki wpływu wina na ludzki umysły (ciała chyba też). Był już wieczór, godzina 19.00, frekwencja wysoka, nikt nie zaspał, nikt nie tłumaczył się jakimś tam kwadransem akademickim. Pani Rektor przedstawiła Panią Profesor, Pani Profesor przedstawiła Asystenta, ale lojalnie wyjaśniła, że często (dla zachowania równowagi) zamieniają się rolami. Rzutnik z wykładem został przygotowany, Asystent zapewnił muzyczne tło, pracownicy Uczelni przygotowali pomoce naukowe, studenci zajęli swoje miejsca. Pani Profesor mówiła i mówiła, znienacka zadawała zebranym podchwytliwe pytania, na które grupka niesfornych żaków udzielała pokrętnych odpowiedzi, chwilę potem rozpoczęły się laboratoryjne ćwiczenia praktyczne. Kręciliśmy pękatymi menzurkami, po pewnym czasie pękate menzurki kręciły nami, oś wokół której wirowaliśmy była umocowana w środku małego choć wielkiego kraju, którego próżno szukać w niektórych atlasach, za to solidnie osadzonego w centrach serc i obrzeżach umysłów winnych podróżników. 

Wykład o winach był równie szalony, jak Ci, którzy te wina stworzyli. Jednym z owych twórców był Luis Pato, eksperymentator i poszukiwacz, który nie chadza cudzymi ścieżkami, ale wytycza własne. Drugim była jego córka - Filipa, która odziedziczyła po ojcu gen niezależności (ten obok genu szaleństwa) i z równie wielką pasją tworzy wina na własną modłę, czym nota bene wkurza swojego starego. Moim zdaniem, a Pani Profesor pozwala studentom mieć własne zdanie, lepsze nawet od tych, które wymyśla jej ojciec. I jedne, i drugie zaś są na tyle ciekawe, że warto ich próbować jak najczęściej. Asystent (a może teraz profesor?) Maioral dba o to, by studenci mieli dostęp do materiałów szkoleniowych, niezależnie od tego, którym programem będą edukowani.

Materiały dydaktyczne.
Foto: Nasz Świat Win.

Prof. Ewa Rybak.
Foto: Nasz Świat Win.

Studenci z panią rektor Naną Cichoń.
Foto: Nasz Świat Win.

Siedziba uczelni.
Foto: Nasz Świat Win.

Pani rektor z najlepszym studentem.
Foto: Nasz Świat Win.

Serdeczne podziękowania dla:

Kruliq Wine&Art - za atmosferę i szczególnie miejsce,
Atlantika - za świetne wina i doskonałe towarzystwo,
Nasz Świat Win - za zdjęcia i wspólnie spędzone chwile,
oraz wszystkim zebranym za to, że mogłem być z Wami.

poniedziałek, 30 marca 2015

Cortijo de Trifillas.

Trochę na raty, trochę sam, trochę z pomocą innych - tak przebiegała moja degustacja win Cortijo Trifillas, które od kilku tygodni można kupić w sieci Winestory. Jedno z Win już dla Was opisywałem, było to słodkie sauvignon blanc. Teraz miałem do czynienia z kilkoma winami czerwonymi, wszystkie były wytrawne.

W materiałach prasowych, które dostałem wraz z próbkami win, znalazła się krótka informacja o producencie.

"Cortijo de Trifillas to młody, dynamiczny producent, którego siedziba mieści się w prowincji Albacete, niedaleko miasteczka Lietor. Wina produkowane są pod apelacją regionalną VdT de Castilla oraz D.O. Jumilla. Oprócz winorośli, w posiadłości uprawia się oliwki, migdały, zboże, hoduje bydło oraz poluje się na dziką zwierzynę. Ambicją właścicieli jest stworzenie miejsca gdzie goście w nieskrępowany sposób mogą obcować z naturą, z jej darami w postaci produktów rolnych jak i zwierzyny dzikiej i hodowlanej, a wszystko to ma być podane w sposób wygodny i nowoczesny. Duże litery CT to skrót nazwy posiadłości w której mieści się siedziba firmy, ale jednocześnie jest to gra słów z angielskim "city", co ma nawiązywać do nowoczesności oraz sugeruje do jakich klientów kierowana jest oferta - ludzi z dużych i wielkich miast, którzy chcą znaleźć odrobinę odpoczynku od miejskiego zgiełku, czy to na miejscu, w formie agroturystyki, czy w we własnym domu popijając kieliszek wina CT."

Mam dla Was dobre wieści. Przede wszystkim taką, że trzy wina, które miałem okazję pić były naprawdę niezłe. Kolejna jest taka, że nie drenują przesadnie kieszeni, kosztują obecnie od 29 do 34 zł i odniosłem wrażenie, że są warte wydanych na nie pieniędzy. Sączyłem je z przyjemnością, choć też z pełną świadomością, że nie piję win wielkich czy spektakularnych. 


Cortijo de Trifillas Monastrell Sarah 2013 
DOP Jumilla
odmiany: 50% monastrell, 50% syrah
alk.: 14,5%
cena: 34.00 ZŁ

Jedyne wino butelkowane w ramach apelacji Jumilla, co dla mnie ma znaczenie mało istotne, ważniejsze jest to, że było smaczne, pełne owocu i niepozbawione lekkiej pikantności. 4 miesiące w beczce. Bardzo ładna etykieta, coś dla wzrokowców. Miłośnicy nieco mocniejszych win też będą zadowoleni, choć przyznaję, że alkohol nie był specjalnie wyczuwalny.


Cortijo de Trifillas Barrica Petit Verdot 2011
Vino de la Tierra de Castilla
odmiany: 100% petit verdot
alk.: 14%
cena: 34.00 ZŁ

Wino dojrzewało w beczce 6 miesięcy i tę beczkę łatwo można wyczuć, ale nie jest ona nachalna, a dodaje winu elegancji. Nie jest to też owocowa bomba. Żonie się podobało, choć nie jest ona miłośniczką win czerwonych, ale ma talent i szybko potrafi oddzielić ziarna od plew. Nie muszę dodawać, że to wino znalazło się po stronie ziaren.


Cortijo de Trifillas Tempranillo Merlot 2013
Vino de la Tierra de Castilla
odmiany: 50% tempranillo, 50% merlot
alk.: 14%
cena: 29.00 ZŁ

Najbardziej owocowe z zestawu win, który otrzymałem do spróbowania. Wino nie miało kontaktu z beczką, owoc jest dobrze wyczuwalny, pije się je bardzo dobrze. Na imprezę w gronie ludzi lubiących wina będzie naprawdę OK.

Wina otrzymałem do degustacji od Wineonline, właściciela sieci sklepów Winestory. Dziękuję!

czwartek, 19 marca 2015

Z linii frontu. #3


W blogerskim światku (a może już świecie) tego typu przesyłki oznacza się hashtagiem #darylosu, choć to nie los je rozsyła i nie jest to prawdziwy dar. To propagandowy pakiet wojenny, a owa wojna toczy się pomiędzy dwoma największymi sieciami dyskontowymi. Ostatnio były wina Cimarosa z Lidla, a teraz Biedronka dostarczyła blogerom i dziennikarzom wino bez dodatku siarczynów (a może siarczyn jak czytamy w folderze "Sommelier poleca"), czyli ma być zdrowo i naturalnie. To taki nowy trend, że wszystko produkuje się w zgodzie z naturą, dba się o zasoby Ziemi, nie truje się gleby ani konsumentów.

W materiałach prasowych czytamy:

„Wina z winnic Buzet wytwarzane są z wykorzystaniem metod przyjaznych dla środowiska i ludzi. Zastosowanie upraw o niskich plonach z hektara i brak stosowania nawozów sztucznych zapewniają rozwój flory i fauny tworzącej ekosystem korzystny dla krzewów. Odpowiednia kontrola metod produkcji pozwala zrezygnować z dodawania siarczynów tradycyjnie zapobiegających utlenieniu wina i zachowujących jego charakter na dłużej.”

Jak to przekłada się na wina powstające w ten sposób? Siarczyny w winie pełnią rolę konserwantów i stabilizatorów. Skoro ich zabrakło to nie dziwi napis umieszczony na kontretykiecie wina Marquis de Hautevigne -  „Wino należy pić za młodu, nie nadaje się do starzenia”. Pijmy je zatem jak najszybciej mając nadzieję, że już nie jest za stare, wszak to rocznik 2013, a mamy przecież połowę marca roku 2015. Może trochę przesadzam, ale...

W 33 numerze Magazynu Wino (3/2008) ukazał się artykuł Andrzeja Daszkiewicza pt. „Uwaga! Zawiera siarczyny.”, w którym autor zwraca uwagę na pewną niestabilność niesiarkowanych win. Pisze tak:

„[…] wina te wymagają niezwykłej staranności w przechowywaniu i transporcie, praktycznie na żadnym etapie nie można dopuścić do ich ogrzania choćby do temperatury pokojowej, powinny być przez cały czas przechowywane w temperaturze poniżej 14ºC. Pijąc takie wina należy też liczyć się z występowaniem dużych różnic między pojedynczymi butelkami, każda z nich będzie żyła własnym życiem."

Przyjmując powyższe za prawdę, do niesiarkowanych win (nie tylko z Biedronki, to uwaga ogólna) trzeba będzie podchodzić z pewnym dystansem. Wszak nie mamy gwarancji, że zawartość każdej butelki będzie identyczna. Nawet wina zawierające siarczyny nie dają gwarancji powtarzalności, ale w przypadku win bez siarczynów możemy mieć do czynienia z prawdziwą loterią.  

Opisując dla Was Marquis de Hautevigne mam świadomość, że moje uwagi będą dotyczyły tylko i wyłącznie mojej butelki :)


Folder informuje nas, że wino jest ciemnopurpurowe (to prawda - jest), dobrze zbudowane, owocowe, a w zapachu dominują czerwone owoce i jeżyny. Za dużo tych owoców to ja nie wywąchałem, ani też nie poczułem ich na podniebieniu. Kupaż cabernet sauvignon, cabernet franc i merlot kojarzył mi się raczej z surowym mięsem i krwią. We wspomnianym wyżej artykule autor pisze, że niektórzy producenci win uważają, że wraz z siarkowaniem ginie w nich terroir. Być może zatem gleba, na której rosną winogronowe krzewy została zroszona potem, krwią i łzami ciężko harujących winogrodników, a powstałe w ten sposób terroir, dzięki braku siarkowania, jednak znalazło swe odzwierciedlenie w butelce. Być może...


Powiem Wam tak: ja nie byłem zachwycony tym winem, ale z drugiej strony nie czułem się specjalnie rozczarowany. Było całkiem smaczne, choć naprawdę mało wyraziste. Kosztuje niewiele i tyle też przynosi emocji. Czy siarczyny (a raczej ich brak) miały coś z tym wspólnego? Tego nie wiem, ale ciekaw jestem jakie będą Wasze wrażenia, jeśli zdecydujecie się na spróbowanie tego wina.

poniedziałek, 16 marca 2015

Sauvignon blanc na słodko.

Sauvignion blanc lubię na tyle, że obudzony w środku nocy bez wahania udzielę odpowiedzi na pytanie o ulubiony biały szczep. Nie wiem tylko kto i po co miałby mnie w tym celu budzić. W każdym razie wypiłem już pół niewielkiego morza, którego niecka wypełniona była sauvignon, nie mam dość, mam ochotę na więcej.

Ostatnio spore wrażenie zrobiły na mnie wina z tego szczepu, ale musujące. W Londynie piłem Jacob’s Creek Cool Harvest Cuvée Sauvignon Blanc (którego nie kupicie w Polsce), a w Słowenii Jeruzalem Ormož Sauvignon (Biedronka zamiast niego wybrała musujące wina Muskatna i Rose).
Szkoda, że zamiast takich win Jacob's Creek wprowadza na nasz rynek
jakieś półsłodkie koszmarki.
Foto: Facebook Jeruzalem Ormož
Oba wypiłem z przyjemnością, szkoda tylko, że nie można wyskoczyć po nie do sklepu za rogiem. Jak znacie musujące sauvignon blanc, które jest dostępne w Polsce (stacjonarnie, albo przez internet), dajcie znać!

Za to zupełnie niedawno dotarła do mnie informacja o możliwości kupienia kolejnej wersji sauvignon blanc, tym razem zamkniętej w małej, półlitrowej butelce, charakterystycznej dla win słodkich. Sprowadza je do Polski Wineonline - właściciel stacjonarnych sklepów Winestory, ale importowane przez nich wina możecie kupić też przez internet. Importer wprowadził niedawno do swojej oferty hiszpańskie wina Cortijo de Trifillas, a wśród nich znajduje się między innymi wino CT Dulce Sauvignon Blanc 2013 - słodkie wino zrobione w 100% z tego szczepu.

W materiałach prasowych wyczytałem, że:

"Słodycz uzyskano dzięki późnemu zbiorowi wingoron, a następnie przerywając fermentację kiedy poziom alkoholu osiągnął 11,5%. Lekka, delikatna barwa. Aromaty słodkich wingoron, cytrusów, lychee i mango, w drugim nosie akcenty białej herbaty i kwiatów akacji. W smaku z początku słodycz, lekko herbaciane nuty, znowu cytrusy i dość rześki finisz w którym zaznacza się kwasowość szczepu."

Na stronie internetowej producenta można znaleźć kilka dodatkowych szczegółów. Mianowicie dojrzałe owoce zbiera się nocą, kiedy jest znacznie chłodniej niż za dnia, a grona dłużej zachowują świeżość niż te zbierane w pełnym słońcu. Fermentacja przebiega w stalowych tankach, a wino przed zabutelkowaniem nie ma kontaktu z beczką. Wino polecane jest jako aperitif, ale będzie też pasowało do owoców, deserów i ciast.


Mnie zaskoczyła w nim pewna delikatność. Nie miałem wątpliwości, że to sauvignon blanc, natomiast wino nie jest tak „ostre” w aromatach ani tak kwasowe, jak potrafią być wytrawne sauvignon. Słodycz nadaje temu winu nieco ogłady, przez co może być interesujące nawet dla niezbyt zagorzałych amatorów tego szczepu, zwłaszcza tych lubujących się w winach słodkich i półsłodkich. Dla mnie było ono pewną ciekawostką, której jako fan SB nie mogłem przeoczyć. W Hiszpanii to wino kosztuje ok 8 euro, zatem polską cenę (35 zł) należy uznać za atrakcyjną.

------------------------------------------------------------
CT Dulce Sauvignon Blanc 2013
Vino de Espana
Odmiana: 100% sauvignon blanc
Alk.: 11,5%
cena: 35 zł (Winestory)
------------------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od Winestory. Dziękuję!

czwartek, 5 marca 2015

Jean Leon. Vinya La Scala.

Barcelona to miasto wielu atrakcji przygotowanych dla turystów ciągnących tu z całego świata. Architektura Gaudiego, mnóstwo muzeów, miejska plaża, jeden z najlepszych na świecie klubów sportowych, targi z fantastycznymi produktami kulinarnymi czy modne butiki sprawiają, że w sezonie trudno się przecisnąć przez zatłoczone ulice, trotuary i alejki. Rano przy Placu Katalońskim stoi autokar, który wywozi turystów z miasta do miejsc, gdzie trochę łatwiej się oddycha, tłok jest nieco mniejszy, a przede wszystkim można skosztować całkiem niezłych win. Okolice Barcelony są rajem dla miłośników cavy - musującego wina robionego metodą tradycyjną (szampańską), ale znacznie tańszego od francuskiego odpowiednika. Jednym z większych producentów tego typu wina jest znany też w Polsce Freixenet, o którym już Wam kiedyś pisałem. Ale to wizyta na zakończenie winnej ekskursji. Program obejmuje również wizytę w ultranowoczesnej (zarówno pod względem architektonicznym, jak i technologicznym) winiarni jaką jest Bodegas Torres. Nie da się ukryć, że to producent duży, by nie powiedzieć gigantyczny, ale pod swoimi skrzydłami ma też znacznie mniejszą winiarnię Jean Leon, którą się zaopiekował po śmierci jej założyciela.







Jean Leon opuścił biedną Hiszpanię w poszukiwaniu lepszego życia, trafił do Hollywood, przez całe życie obracał się wśród filmowych gwiazd, a z samym Jamesem Deanem założył restaurację. W Ameryce dorobił się niemałego majątku, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku wrócił do kraju i rozpoczął swoją przygodę z wytwarzaniem wina. Jedną z parceli nazwał La Scala - tak właśnie nazywała się prowadzona przez niego w Beverly Hills restauracja - obsadził ją odmianą cabernet sauvignon i w najlepszych rocznikach robił wina klasy Gran Reserva o tej samej nazwie.


Będąc na miejscu kupiłem rocznik 2001, wino wówczas dziesięcioletnie, u mnie przeleżało jeszcze trzy lata, ale uznałem, że czas je wypić. Po otwarciu wino musi trochę pooddychać, na początku dominują w nim dość nieprzyjemne aromaty, ale po kilkunastu minutach tracą one swoją moc, a ujawnia się przecudowny dojrzały owoc, nuty tytoniu i dymu. Taniny są bardzo zaokrąglone, kwasowość utrzymała to wino w naprawdę niezłej formie, choć jego kolor wskazywał już na pewną ewolucję. Wino było bardzo smaczne i ciekawe, ale nie mogę powiedzieć, by mnie jakoś specjalnie zauroczyło. Jednak pijąc je przypominałem sobie miłe chwile spędzone na miejscu i ciepło myślałem o człowieku, dla którego to właśnie wino było ucieleśnieniem młodzieńczych marzeń.

Jean Leon, spójrz z nieba na ziemski padół, chcę Ci podziękować!

czwartek, 26 lutego 2015

Z linii frontu #2.

No i jest klawo!
Atak na konsumentów wina i winnych blogerów przeprowadziła znów Biedronka, na pewno już słyszeliście o najnowszej promocji win z Portugalii, a może nawet coś wypiliście. Piliście? Ja niewiele, raptem dwie butelki białego wina: znane już z biedronkowych półek Loios (Joao Portugal Ramos) z najświeższego rocznika oraz Vinho Verde, też jakby dobrze znane, choć znów z nową etykietą (sieci Pingo Doce, takiej portugalskiej Biedronki).

"Podawać do: ryb z kremowym sosem, gotowanych warzyw, drobiu, lasagni."

"Podawać do: sałatek, owoców morza, delikatnych i chudych ryb, serów kozich."

Oba wina moim zdaniem mają podobny charakter, są raczej kwasowe, nie epatują owocowością, są lekkie, przy czym vinho verde wydaje się bardziej rześkie ze względu na drobne bąbelki tańczące zgrabnie na języku. Z tej dwójki wolałbym właśnie verde, ale Loios żadnej krzywdy mi nie zrobił, do grillowanego łososia pasował jak ulał.

Warto się zapoznać z treścią tej broszury.
Bardziej od win ucieszyła mnie broszura firmowana przez Biedronkę i Magazyn Wino, w całości poświęcona winiarstwu portugalskiemu. Znajdują się w niej informacje na temat regionów winiarskich Portugalii oraz lokalnych odmian winorośli w nich uprawianych. Nie zabrakło tu oczywiście informacji na temat win dostępnych w promocji, choć mnie najbardziej ucieszył rozdział poświęcony parowaniu wina i jedzenia. Tego typu wiedzy nigdy nie za dużo, polecam lekturę.