czwartek, 15 stycznia 2015

Amarone della Valpolicella.

Jak przekonują nas różni eksperci (jest ich dużo więcej niż winnych blogerów), o winach z supermarketów czy, nie daj Boże, z dyskontów pisać nie warto. Oni to wiedzą, bo kupują tylko u najlepszych producentów, oczywiście osobiście, na miejscu, gdzie przy okazji zawsze mają możliwość zdegustowania co najmniej kilkunastu (tylko najlepszych) roczników. Potem już tylko muszą odczekać te 30-40 lat aż Petrus dojrzeje, ale tak czekając czasu nie marnują(?) i pouczają tych ułomnych blogerów, którzy piją tylko to, co dostaną - tfu, nie ma o czym mówić. Czuję się pouczony, nie piszę.

28€, a z włoskiego supermarketu, więc nie ma o czym mówić.
Poza tym korkowe.
99 zł, z polskiego supermarketu, więc szkoda czasu.
Poza tym lekko korkowe.
Prezent nie z supermarketu i niekorkowe, ale podłego brata Sartori Toscana IGT
można było kupić w jednym z dyskontów. No więc nie może być dobre. 
69 zł w znanym dyskoncie, bardzo smaczne, ale o nim też lepiej nie czytać.

Wszystkie wina kupiłem za własne pieniądze, ale wiecie, w supermarketach i dyskontach, więc kasa wyrzucona w błoto.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza