poniedziałek, 27 grudnia 2010

Rocznik 1975

Chateau Colombier-Monpelou z Pauillac, rocznik 1975, kupiłem mojej żonie na urodziny. Moja żona urodziła się właśnie w roku 1975, co prawda nie na lewym brzegu Żyrondy a na prawym rzeki Elbląg, ale z tego akurat faktu nie będę robił zagadnienia.

Przyznam się od razu i bez bicia, że bałem się otworzyć to wino. Bardzo chciałem je wypić, delektować się nim, ale zdawałem sobie sprawę, że nie jest to WIELKIE wino z Bordeaux i że w tym wieku wcale nie musi być dobre. Ba, może nawet okazać się kiepskie. Uspokoił mnie co prawda fakt, że wino kupiłem niedawno i w dodatku w sklepie, więc zupełnie fatalne być nie może, a że może mnie nie zachwycić to już trudno. W końcu chodziło tu tylko o symboliczne uczczenie dość okrągłej rocznicy.

Korek okazał się bardzo miękki. Tak miękki, że dolna jego część oderwała się od reszty podczas wkręcania weń korkociągu. Wpadka, ale poradziłem sobie z nią wpychając oderwaną część do środka butelki i czym prędzej przelewając wino do karafki.

Przystąpiliśmy do picia. Wino było klarowne, kolor nieco może przygaszony, może nie tak intensywny jak w młodym winie, ale bardzo ładny i czysty. Zapach niezbyt intensywny, trudny do rozszyfrowania dla nosa amatora, ale zachęcający do skosztowania płynu, co też uczyniłem. Owocowość gdzieś jakby schowana, za to taniny zdecydowanie wyczuwalne, ale bardzo wygładzone, miękkie, "nieszarpiące" podniebienia.

Po chwili wypiliśmy po kolejnej porcji wina, któremu natlenienie w karafce zdecydowanie pomogło, stało się bardziej aromatyczne, owocowość wydawała się wyraźniejsza, intensywniejsza. Z każdym kieliszkiem było lepiej i lepiej, aż.... aż wino się skończyło. Mój Boże, jak szybko... za szybko... chcę więcej.

Nie wiem, nie znam się, nie umiem ocenić, jestem amatorem. Ale jeśli wino skończyło się zbyt szybko rozpalając naszą ochotę na więcej to chyba nie było złe.

Dla nas w tej chwili, z tej okazji i tym miejscu było świetne.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza