wtorek, 6 czerwca 2017

Frescobaldi Nipozzano Riserva 2013

Wspomniałem w poprzednim wpisie o tym, czego nie piliśmy podczas IV zlotu blogerów winnych, a dziś kilka słów o winie, którego mieliśmy pod dostatkiem w czasie lunchu. Było to wino z portfolio sponsora zlotu, czyli Faktorii Win. Mowa o Nipozzano Riserva 2013 Chianti Rúfina od Marchesi di Frescobaldi. Na kontr-etykiecie, a właściwie na nalepce naklejonej przez dystrybutora znalazł się dość ciekawy opis:

"Rubinowy kolor z dobrą konsystencją. Silne owocowe aromaty jeżyn, jagód i wiśni. Słodkie nuty waty cukrowej z pikantnymi nutami goździków i gałki muszkatołowej. Na podniebieniu bogate i zrównoważone, przyjemnie utrzymujące się w ustach.” 


Autor tej opinii chyba był już po jednym głębszym jak to pisał, albo przynajmniej po porcji waty cukrowej, ale w sumie to nawet go rozumiem. "Dobre", "niedobre" nie wystarczy. Produkt musi trafić do klienta, konsument z pewnością łyknie wino bogate w pozytywne epitety. Napisanie kilka słów o cierpkim, kwasowym winie, które raczej trzeba, niż można zagryźć porządnym stekiem, mniej może kogoś przekonać, no chyba że rzeczywiście kupującemu kiszki marsza grają. Fajnie, że przyjemnie utrzymuje się w ustach, choć jeszcze lepiej, jak nie będzie stawiało oporu przy przełykaniu :)

Abstrahując jednak od opisów i ich związku z rzeczywistością wypiłem wino ze smakiem - ani kwas, ani tanina, ani żadne inne źródła cierpkiego smaku nie odebrały mi przyjemności z jego picia. Po pierwsze było niezłe, a po drugie samo wino nie było w centrum mojej uwagi, było jedynie elementem towarzyszącym oglądaniu i słuchaniu fragmentów koncertu King Crimson. W końcu trzech perkusistów grających w tym samym czasie jest w stanie odciągnąć uwagę od niejednego wina. Czuję jednak podskórnie, że wino i koncert potrzebowały siebie nawzajem, a już z pewnością ja potrzebowałem jednego i drugiego 😃

Wino otrzymałem do degustacji od dystrybutora. Dziękuję!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza