wtorek, 1 marca 2011

Doskonała para.

Jak stek wołowy to malbec, jak malbec to stek. To jedna z niewielu rzeczy, której absolutnie jestem pewien i której pewne jest moje podniebienie. Do argentyńskiego malbeka najlepiej byłoby dobrać argentyńską wołowinę i spożyć posiłek właśnie w Argentynie, ale chwilowo było to niemożliwe, więc padło na mięso z Irlandii, natomiast za restaurację robiło moje ursynowskie mieszkanie.


Co do wina, było naprawdę wspaniałe. Lagarde Malbec 2008 z Mendozy było świetne. Kolor ciemny, skoncentrowany, z fioletowymi refleksami. Cudowny smak (kocham ten szczep) i sporo alkoholu (14,9%), ale zupełnie niewyczuwalnego ani nosem, ani podniebieniem, za sensor raczej służyła głowa i narastający w niej szum - odgłos wód południowego oceanu.

W tym błogim stanie mógłbym trwać wiecznie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza