piątek, 22 kwietnia 2016

Casas Patronales Carménère 2012 Reserva Privada.

Byłem kilka lat temu na urodzinowej imprezce w knajpce, w której serwowano wina Casas Patronales. Barman wlał coś białego do kieliszka, nawet mi smakowało, a ponieważ miałem wtedy roczne, a może nawet dwuletnie „doświadczenie" w piciu wina, postanowiłem trochę popisać się wiedzą. Mówię do brata, że niezłe wino, że znam ten smak doskonale i że jest tak charakterystyczne, że musi to być sauvignon blanc. Brat pokiwał głową, barman przyniósł butelkę, na etykiecie widniał napis chardonnay. Dotarło do mnie wtedy, że nie ma co kozaczyć, że w tak krótkim czasie nie można nauczyć się i zrozumieć wina,  i jak prawdziwe są słowa pewnego francuskiego winiarza, który pod koniec swego życia stwierdził, że chyba właśnie załapał o co chodzi z tym winem. Jest w tym oczywiście trochę przesady i udawanej skromności, ale nauka dla mnie jest taka, że nie ma co się wyrywać przed szereg, a już na pewno należy wystrzegać się pouczania innych.

Kiedy dotarła do mnie przesyłka z winem Carménère 2012 Reserva Privada wiedziałem, że czeka mnie pewne wyzwanie. Po pierwsze nie przepadam (a przynajmniej nie przepadałem w momencie, kiedy piszę te słowa) za carménère. Nie podoba mi się w nim taka dość charakterystyczna słodycz. Po drugie wyłożyłem się już na Casas Patronales więc ryzyko pomylenia carménère z innym szczepem jest dość wysokie. A po trzecie im bardziej chwaliłem winiarstwo chilijskie, tym częściej trafiałem na butelki po prostu słabe.


Kiedy odkorkowałem wino buchnęło z butelki alkoholem, rzuciłem okiem na etykietę (a właściwie kontr etykietę) i wypatrzyłem na niej sekwencję znaków, która w całości wyglądała tak:

14,5%



Niewąsko, ale po wlaniu wina do kieliszka (i późniejszym powtarzaniu tej czynności) odczucie to już się nie pojawiło. Czy była słodycz na podniebieniu? Była, ale tylko za pierwszym razem, kiedy przepłukałem usta winem. Z czym kojarzy mi się to wino? Jasne, że z carménère  to przecież takie łatwe. Na dodatek kojarzy mi się z merlot i cabernet sauvignon, a to już zabawne nie jest…

W każdym razie wino jest ciągle mega świeże, owocowe z wyraźną dominantą czarnej porzeczki. Kwasowość nie pozwala winu na przedwczesną śmierć, nie powiem, że jest nieśmiertelne, ale kilka lat w odpowiednich warunkach z pewnością wytrzyma. Beczka? Owszem, francuska i przez dwanaście miesięcy. Zupełnie (mi) nie przeszkadza, choć osoby z alergią na beczkę mogą mieć odmienne zdanie.

Szczerze mówiąc jestem zaskoczony tym winem, całe szczęście, że miło. Nie przygotowałem do tego wina specjalnej potrawy, ale prosty obiad w postaci pieczonego w ziołach indyka i zwykłych frytek bardzo do tego wina pasował i wydaje mi się ono pewniakiem do prostych, szybkich obiadów.

Jestem na TAK!

-----------------------------------------------------
Casas Patronales
Reserva Privada Carménère 2012
Chile, Maule Valley
odmiana: 100% carménère
alk.: 14,5%
importer: M&P
-----------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od M&P Alkohole i Wina Świata. Dziękuję!

środa, 20 kwietnia 2016

Ostatnia miłość.

W dzisiejszym wpisie niespecjalnie mam ochotę pisać o winie, zresztą chyba nie za bardzo jest o czym. Co prawda butelkę opróżniłem dość szybko i nie cierpiałem katuszy, ale też niespecjalnie zapadło mi ono w pamięci. Przed wypiciem zrobiłem dokumentację fotograficzną, więc wiem co to było za wino i skąd pochodziło, rzućcie okiem na etykietę. Obecnie za sprawą biedronkowej promocji jest ono dostępne w całym kraju za niecałe 15 zł.


Wspominam o tym winie tylko dlatego, że w jego towarzystwie oglądałem całkiem niezły film - "Ostatnia miłość pana Morgana" w reżyserii Sandry Nettelbeck. Jest to historia znajomości emerytowanego profesora filozofii i młodej nauczycielki tańca, między którymi zawiązuje się ciekawa, intrygująca relacja.

Nie będę wam jednak zdradzał szczegółów tej znajomości, a już na pewno zakończenia filmu, ale zachęcam do jego obejrzenia. Michael Caine jako pan Morgan jest jak zawsze świetny, Clémence Poésy jako nauczycielka Pauline przeurocza, a Gillian Anderson (tak, tak, ta "Z Archiwum X") jako cyniczna córka Morgana zaskakująco różni się od postaci agentki Scully.

A wino? Rola zdecydowanie trzecioplanowa, ale bez niej wieczór mogłoby już tak fajny nie być.
 

źródło: filmweb.pl

Wino otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

środa, 30 marca 2016

Pascual Toso Malbec 2014


Święta, święta i po świętach. Może się zanadto nie wczytywałem w to, co koledzy polecają do „jajeczka”, ale mam wrażenie, że w tym roku temat nie był specjalnie eksploatowany. Nie bójcie się! Ja też nie będę tego robił. Po pierwsze dlatego, że jest już po, a po drugie sam popijałem wina nie do potraw, a solo, więc temat parowania wina z jedzeniem leżał daleko poza kręgiem moich zainteresowań. W każdym razie cieszę się, że kulinarny aspekt świąt mam już za sobą i mogę spokojnie wrócić do mojego ukochanego mariażu, czyli kawałka średnio wysmażonego steka z kieliszkiem czerwonego wina.


O steka musiałem zatroszczyć się sam, za to wino dostarczył kurier, a był to malbec z portfolio M&P Alkohole i Wina Świata. Pascual Toso to producent, którego miałem okazję poznać podczas panelu degustacyjnego Magazynu Wino. Próbowaliśmy wówczas nie tylko podstawowego wina, które towarzyszyło mi dzisiejszego wieczora (inny rocznik rzecz jasna), ale też różne wersje reserva. Mi do gustu przypadło bardziej właśnie to prostsze wino, mniej przykryte beczką, a bardziej eksponujące świeży owoc. Malbec z rocznika 2014 jest również świeży i bardzo owocowy, z mocnymi akcentami  śliwki, czarnej i czerwonej porzeczki, przełamanymi odrobiną gorzkiej czekolady.


Wino świetne, choć miałem z nim jeden problem. Nie do końca potrafiłem rozstrzygnąć, czy bardziej smakuje mi solo, czy może jednak ze stekiem.

Ale takich dylematów życzę Wam wszystkim. Ja sobie z nim jakoś poradzę.

------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od M&P Alkohole i Wina Świata. Dziękuję!

poniedziałek, 15 lutego 2016

Wina francuskie w Biedronce.

Dosłownie tuż przed wyjazdem na ferie dotarł do mnie kurier z próbką win z aktualnej oferty win francuskich, które znajdziecie na półkach Biedronki. Nie zdążyłem przed podróżą, ale jestem już w domu, zapoznałem się z nimi, a teraz mogę podzielić się z Wami swoimi wrażeniami. Przeczytałem kilka recenzji, wynika z nich, że oferta jest „odgrzewanym kotletem”, powtórzeniem tego, co mogliśmy pić w zeszłym roku.


Ja widzę to nieco inaczej, w ubiegłym roku otrzymałem do recenzji inne wina, powtórzyło się tylko jedno - Marquis de Hautevigne Buzet AOC, oczywiście w nowszym roczniku. Nie mam pewności co do muscadeta, nazwy są podobne ale inne - teraz Domaine des Gillières, wcześniej Chateau des Gillières. Zameczek na obu etykietach ten sam, ale przy Domaine pojawił się dopisek Grande Réserve.


No dobra, do roboty!
----------------------------------------------------
France Unplugged
Chardonnay 2015
IGP Pays d'Oc
cena: 12,99 zł

Wino dla nieco starszych winomaniaków, którzy w dzieciństwie mieli okazję żuć gumę balonową Donald, bo smak tego wina kojarzy się z nią wyraźnie. Guma cieszyła przez krótką chwilę, potem szybko traciła smak, choć żuło się ją do bólu szczęk. Wino także powoduje szczęk odrętwienie, mam wrażenie, że za sprawą mocno wystającego alkoholu. Może z jedzeniem coś się z niego wykrzesze, ale solo nie polecam. Możecie poczęstować nieproszonych gości.

----------------------------------------------------
Granbeau
Colombard-Chardonnay 2015
Côtes de Gascogne IGP
Grande Réserve
cena: 14,99 zł

Zdecydowanie warto wysupłać dodatkowe dwa złote, bo mieszanka colombard-chardonnay robi ciekawsze wrażenie, jest tu jakaś wyrazistość i jednoznaczne skojarzenie z chardonnay, choć i tutaj „donaldowcy” nie będą zawiedzeni. W tym wypadku bananowy smak gumy utrzymuje się w ustach dość długo, a ponieważ nie jest obrzydliwy więc można przyznać malutkiego plusa, zwłaszcza, że wino jest dość tanie.

----------------------------------------------------
Domaine des Gillières
Muscadet Côtes do Grand Lieu AOP
Grande Réserve
cena: 19,99 zł

W zeszłym roku pisałem, że na muscadetach za bardzo się nie znam, w tym roku, niestety, nadal mam zaległości. Poprzednie wino nawet mi smakowało, piłem je do małży, dawało radę. W tym roku zupełnie mi nie podeszło, miało delikatny cytrusowy posmak, ale jakby te cytrusy ktoś popiołem posypał.

----------------------------------------------------
Postanowiłem sprawdzić, jak wina te poradzą sobie z krewetkami w maśle czosnkowym. I tu nastąpiła spora niespodzianka, bo muscadet często kojarzony z owocami morza wcale nie poradził sobie najlepiej. W tym połączeniu co prawda okazał się bardzo rześki i ujawniła się jego kwasowa natura, ale bardziej smakowała mi kompozycja z najtańszym chardonnay, natomiast kupaż colombard-chardonnay z krewetkami dał lekki posmak pieczonego kurczaka. Ciekawa zabawa. Eksperymenty kulinarne zaczynają mi się coraz bardziej podobać.


Muscadet za to najlepiej sobie poradził z kozim serem (super), w colombard-chardonnay ujawniła się wtedy mocna brzoskwiniowa nuta, a najtańsze chardonnay było dość neutralne i może jeszcze bardziej wodniste niż pite solo.

No cóż, przejdźmy do win czerwonych.

----------------------------------------------------
Pasquier Desvignes, 2014
Beaujolais AOC
cena: 18,99 zł

Nie spodziewałem się wiele po tym winie, ale miło mnie zaskoczyło. Nos prawdę mówiąc dość oszczędny, nieco lakierowy, ale wyczuć w nim można odrobinę wiśni. W ustach wiśnia jest już lepiej wyczuwalna, choć jakby wyciągnięta z „Nalewki Babuni”, jest też delikatna truskawka. Całkiem przyjemne delikatne taniny i ogólnie niezła pijalność. Mógłbym wypić całą butelkę w odróżnieniu od wyżej opisywanych win białych.
----------------------------------------------------
Château Capville
Cuvée Prestige, 2012
Blaye Côtes de Bordeaux AOC
29,99 zł

Kupaż szczepów merlot, malbec i cabernet sauvignion dał wino całkiem przyzwoite, z nieźle wyczuwalnymi czerwonymi owocami. Po Beaujolais atakuje zdecydowanie mocniejszą taniną, w ustach konkret, wydaje mi się, że ze stekiem byłoby całkiem niezłe. Muszę spróbować. Biorąc pod uwagę fakt, że rocznik 2012 był dość trudny, to wino w pełni zasługuje na pochwałę.
----------------------------------------------------
Marquis de Hautevigne, 2015
Buzet AOC
19,99 zł

Czytelnicy mojego bloga pytali mnie o wina bezsiarkowe, dla wielu osób jest to kwestia bardzo istotna, siarczyny powodują u nich uczulenie. Do tego wina się ich nie dodaje, ale na etykiecie zaznaczono, że mogą w nich występować naturalnie. Słodki zapach i słodycz w ustach są wyróżnikami tego wina na tle dwóch poprzednich. Tanina zaznaczona, ale nie tak mocna, jak Château Capville i ogólne wrażenie jest takie, że mamy do czynienia z winem miękkim, aksamitnym. Nie porwało mnie solo, ale do hiszpańskiej szynki pasowało bardzo dobrze, lepiej niż Capville, dla Beaujolais długo dojrzewająca szynka okazała się zbyt intensywna, za to świetnie radziło sobie z kiełbasą Krakowską Suchą Drobiową :)

Podsumowując - białe wina okazały się mało interesujące, choć z Granbeau pod pachą można iść na imprezkę, zaś wina czerwone wydają się bardzo przyzwoite - Beuajolais mógłbym pić solo, Bordeaux ze stekiem, a Buzet z talerzem wędlin.



----------------------------------------------------
Wina od degustacji otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję.

wtorek, 2 lutego 2016

Winne Wtorki #117. Cabernet franc.

Pani od polskiego mówiła, żeby nie rozpoczynać zdania od „a więc”. No więc dzisiaj mamy Winny Wtorek - wtorek, w który blogerzy winni opisują wino wybrane przez jednego/jedną z nich. A w tym wypadku być może oboje, bo temat wyznaczyli twórcy bloga „Nasz Świat Win”, czyli Marta i Robert. Wybór padł na czysty cabernet franc - region dowolny.

Ostatnio jakoś mi się nie składało pisanie o winie - a to obowiązki w domu, a to nowe zadania w pracy, ale też i potrzeba odpuszczenia sobie pisania o winie. Przynajmniej na chwilę. Nie chciałem, żeby pisanie stało się dla mnie obowiązkiem czy zobowiązaniem wobec czytelników. Obowiązek zabija przyjemność, a ja wolałbym, żeby pisanie pozostało przyjemnością. Trochę mniej w związku z tym udzielam się towarzysko, nie bywam, nie pokazuję się, pozostaję z boku, nie robię nic na siłę.

Dziś jednak mam potrzebę podzielenia się z Wami wrażeniami z degustacji wina, które kupiłem podczas prezentacji win z portfolio Rafa-Wino, którego część znajduje się od jakiegoś czasu również w ofercie Winestory. Prezentację prowadzili wspólnie Łukasz Bogumił (Winestory) i Paweł Świerczek (Rafa Wino), a degustowane wina tak mi się spodobały, że z kilkoma wróciłem do domu.


Wśród nich był właśnie cabernet franc z winiarni Janus Borház z węgierskiego Villány. Region ten leży na południowym krańcu Węgier i podobno tam cabernet franc znalazł swój raj na ziemi. Być może. W każdym razie jest wyraźnie inny od tego rodzaju caberneta, który miałem okazję i przyjemność pić wcześniej. Tyle, że niemal wszystkie wcześniejsze butelki pochodziły z francuskiej Doliny Loary. Czy cabernet franc z Villány jest lepszy, czy gorszy od loarskiego to kwestia gustu, ale mogę „dziełko” Janusa pochwalić. Jest to wino czyste i soczyste, pełne owocu, ze sporą kwasowością i delikatnym garbnikiem. Ładnie się rozwija i z każdą mijającą godziną daje więcej radości. I jest to radość niezmącona koniecznością/chęcią napisania dla Was tej krótkiej notatki z degustacji.

Amen!

-----------------------------------------------------
Janus, Villányi Cabernet Franc, 2011
region: Węgry, Villány
odmiana: 100% cabernet franc
alk.: 13,5%
importer: Rafa Wino
-----------------------------------------------------
Winne Wtorki #117 na podniebieniach innych blogerów
-----------------------------------------------------

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Sauvignon blanc z przeszłości.

Jak zapewne wiecie bardzo lubię sauvignon blanc. Pokroić się nie dam, ale lubię. Lubię za rześkość, świeżość i charakterystyczne aromaty, które pozwalają dość łatwo rozpoznać ten szczep. Oczywiście najlepiej pić SB za młodu, co zresztą dotyczy większości przystępnych cenowo win białych. Możecie oczywiście kupić młode wino i poczekać z 5-6 lat, żeby na własnym podniebieniu poczuć jak ewoluuje. Jeśli brak Wam cierpliwości możecie też poszukać starszych win białych na sklepowych półkach. Zapewniam Was, że w Polsce możecie natknąć się na takie butelki zarówno w supermarketach, jak i w sklepach specjalistycznych. Dobrze jak podejdziecie do nich świadomie, znacznie gorzej będzie, jeśli taką butelkę wciśnie Wam sprzedawca przekonując z uśmiechem na ustach, że „wino im starsze, tym lepsze”.

Ja w ramach pogłębiania swojej wiedzy wybrałem (świadomie) dwie butelki niemłodego sauvignon blanc - pierwsza z nich pochodzi z Włoch (rocznik 2011), a druga z RPA (rocznik 2009!). Dlaczego tak odległe roczniki są jeszcze w sprzedaży (wyprzedaży?) tego nie wiem, ale skoro są i można je do nauki wykorzystać, to trzeba to zrobić negocjując ze sprzedawcą odpowiednio duży rabat.


Włoskie SB pochodzi z apelacji Friuli Colli Orientali, ma już barwę mocno intensywną, złocistą. Jest oleiście gęste, pewnie za sprawą alkoholu, którego mamy tu aż 14%. W nosie nie wyczujecie już raczej aromatów świeżych owoców czy kwiatów. Tu rządzi teraz miód, orzech i migdał. W ustach jednak miodowej słodyczy nie zaznacie - gorzki migdał dominuje i nie pozwala innych smakom na zbyt wiele. Tak więc ewolucja pełna, wino uległo przemianie, przeszło na drugą stronę i jest w strefie mroku.


A co z RPA? Wino pochodzi z regionu Stellenbosch i jest dwa lata starsze od włoskiego. Zdawałoby się, że będzie jeszcze gorzej, czy może „dojrzalej”. Owszem, czuć, że wino znalazło się już w fazie schyłkowej, ale jej końca chyba jeszcze nie widać. Charakterystyczne dla sauvignon blanc akcenty aromatyczne są nadal rozpoznawalne, choć tracą już na wyrazistości niczym sylwetki rozpływające się we mgle. To wino mnie zaskoczyło swą żywotnością, a na jego tle włoska butelka wypada naprawdę blado.

Ciekawe doświadczenie, choć utwierdzające mnie raczej w przekonaniu, że więcej radości dają mi zdecydowanie świeższe wina. Zaskakującym okazał się fakt, że włoskie wino tak szybko wyzionęło ducha (choć może to kwestia słabszej butelki, czy złego przechowywania), a nowoświatowe sauvignon, choć jeszcze starsze, miało ochotę na pogawędkę. W zeszłym roku miałem okazję pić trochę win z RPA i, poza jednym przypadkiem, wszystkie były co najmniej dobre. Wszystkim zakochanym tylko i wyłącznie w winach europejskich polecam próbę wykroczenia poza sztywne ramy. Gdzieś tam, daleko, daleko, też potrafią robić porządne wina.

Wina kupiłem w sieci Winestory.

wtorek, 8 grudnia 2015

Winne Wtorki. Mikołajki 2015.

Grudniowe Winne Wtorki nieco nietypowo, bo nie w pierwszy i trzeci wtorek miesiąca, ale w drugi i czwarty. Wszystko przez to, że chcieliśmy, aby Winny Wtorek wypadł jak najbliżej Mikołajek, ponieważ wtorkowicze tradycyjnie już wysyłają anonimowo wina-niespodzianki innym uczestnikom projektu, właśnie z okazji imienin św. Mikołaja.

Ja miałem szczęście otrzymać butelkę z jednej z moich ulubionych apelacji - z portugalskiego Douro.


Winiarnia jest stosunkowo młoda, powstała w 2002 roku, oczywiście po to, by robić jak najlepsze wina, z jak najlepszych gron pochodzących z pierwszej uznanej apelacji na świecie. Wydaje się, że producent stawia na tradycję, wino powstaje z trzech najpopularniejszych dla tego regionu odmian winogron: tinta roriz, touriga nacional, touriga franca, wyciskanych i fermentowanych w kamiennych basenach zwanych lageres. Wino następnie przez pół roku dojrzewa w beczkach z dębu francuskiego i amerykańskiego. Brak uaktualnień na stronie internetowej zdaje się poświadczać staroświeckie podejście do interesów, ale nie to jest najważniejsze, najważniejsza jest zawartość butelki.


W butelce znów tradycyjnie i dość przewidywalnie. W kieliszku konkret - zarówno pod względem alkoholu, jak i ekstraktu. Beczka wyczuwalna, ale zupełnie nieprzeszkadzająca w piciu - pozwala dojść do głosu ciemnym owocom, a one mówią i mówią. A ja słucham, słucham, ale tylko jednym uchem, bo do drugiego ucha drą się dzieciaki, z którymi gram w Monopoly... na telewizorze. Takie teraz czasy, że do grania wystarczy telewizor z internetem, a komputery i konsole (o ile nie jesteście maniakami) wydają się zbędne. Mamy też wersję... analogową, klasyczną grę planszową z pieniędzmi i kartonikami, w polskiej wersji wydanej z okazji 80 lat gry na światowych rynkach. Kupiliśmy na wakacjach, ale teraz pewnie wybralibyśmy wersję Star Wars :)

Oddalam się chyba jednak od tematu wina, a może to wino pozwala nieco "odpłynąć". Zaglądam zatem do kieliszka, a tam już pusto. Tak to już jest z Douro - płynie zbyt szybko.

Mikołaju, dziękuję za udany wieczór! Do zobaczenia za rok!

----------------------------------------------------
Vinhas da Ciderma
Donzel, Douro Tinto, 2010
odmiany: tinta roriz, touriga nacional, touriga franca
enolog Mónica Figueiredo 
alk. 14,5%
----------------------------------------------------
Mikołajkowe Winne Wtorki na podniebieniach innych blogerów:
----------------------------------------------------
Zdegustowany
Przy Winie
Blurppp
Nasz Świat Win
Italianizzato
Dolina Mozeli
Winiacz
Winne Przygody
----------------------------------------------------

sobota, 28 listopada 2015

Casa Silva.

Ostatnio miałem okazję uczestniczyć w degustacji win z winiarni Casa Silva zorganizowanej w sklepie Winestory przy KEN 85 w Warszawie.
Pozwólcie, że przedstawię wam w żołnierskim skrócie kilka faktów:
  • Casa Silva to chilijska winiarnia rodzinna, która uzyskała tytuł Producenta Roku przyznawany przez grono winiarzy chilijskich, czyli jedną z najbardziej prestiżowych nagród środowiskowych, jakie można sobie wyobrazić.
  • Casa Silva to wina od lat dostępne w Polsce, ich importerem jest Wineonline, właściciel sklepów Winestory.
  • Casa Silva to producent, którego butelki zajmują coraz większą powierzchnię na półkach Winestory,
  • Pokłosiem tego, że Casa Silva zajmuje coraz większą powierzchnię na półkach Winestory są niższe niż dotychczas ceny tych win.
  • To wcale nie znaczy, że są to wina tanie, za jakość trzeba jednak trochę zapłacić.
  • Ich niezaprzeczalną zaletą jest fakt, że nie mają w sobie tego drażniącego, obecnego często w chilijskich winach wytrawnych komponentu słodyczy, który ujawnia się w końcówce i psuje niezłe zazwyczaj pierwsze wrażenie.


Do domu wróciłem z butelką carmenere, co jest o tyle istotne, że niespecjalnie przepadam za tą odmianą winorośli. W tym przypadku miałem jednak do czynienia z winem bardzo dobrze odzwierciedlającym typowe aromaty dla tego szczepu. W ustach wytrawne, pełne czystego owocu, z przyjemnymi gładkimi taninami. Okazało się też niezłym kompanem dla bogatego w różne smaki dania obiadowego: pieczonej kaczki marynowanej w soku jabłkowym i porto, pieczonych batatów z mieszanką ziół i kapusty pak choi smażonej z czosnkiem z dodatkiem sosu sojowego. Ani potrawa nie zdominowała wina, ani wino jedzenia, więc mariaż ten uznaję za udany.

------------------------------
Wino próbowałem podczas degustacji, a nieopróżnioną do końca butelkę otrzymałem do dalszych "testów" od ekipy sklepu przy KEN 85 w Warszawie, za co serdecznie dziękuję.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Świeżutkie chardonnay.

Dawno, dawno temu, w rozmowie z Martą Wrześniewską z Winicjatywy stwierdziłem, że dla mnie wina Jacob’s Creek (a byliśmy po kolacji, gdzie prezentowano te wina) to wybór bezpieczny. To znaczy taki, że amatorzy wina spod znaku JC wypiją ze smakiem, a profesjonaliści nie znajdą dostatecznego powodu, aby wylać je do zlewu. Było to co prawda zanim Jacob’s Creek wprowadził na polski rynek koszmarki w stylu semi-sweet Merlot Shiraz czy semi-dry Shiraz Grenache, ale odrzucając te dwa przypadki gotów jestem podtrzymać swoje zdanie. Zwłaszcza kiedy mam do czynienia z młodym, świeżym, w pełni wytrawnym chardonnay z 2015 roku. 


To wcale nie taki częsty widok, żeby butelki młodego białego wina stały na półkach polskich sklepów, a przecież powinno się je pić właśnie za młodu. Ostatnio widziałem w Tesco Vinho Verde z dwóch roczników: 2012 i 2011 - ktoś tam chyba oszalał. Ale wróćmy do naszego Chardonnay Classic 2015: wino pachnie melonem i cytrusami, w ustach jest bardzo rześkie i smaczne, ma też delikatne nuty beczkowe, co trochę mnie zdziwiło, bo myślałem, że wina tak masowo produkowane dojrzewają tylko i wyłącznie w stalowych tankach i już. Otóż nie. To stuprocentowe chardonnay jest blendem (tak, tak) gron winifikowanych we wspomnianych wyżej stalowych kadziach, ale winogrona z niektórych parceli mają też przedłużony kontakt z drożdżami, część wina przechodzi dodatkowo fermentację jabłkowo-mlekową, a jeszcze inna partia dojrzewa przez moment w dębie francuskim. Potem dopiero winemaker decyduje o proporcjach kupażu, jaki ostatecznie trafia do butelek. A trafił całkiem niezły. Dość powiedzieć, że akurat to chardonnay smakuje znacznie lepiej, niż Chardonnay Reserve 2013 z Adelaide Hills, w którym ktoś zamordował owoc beczką.


Pamiętam, że w 2011 roku wyszło im wino o wiele zgrabniejsze, owszem beczkowe, ale to dojrzały owoc i limonkowa świeżość grały w nim pierwsze skrzypce.

Wino Jacob’s Creek Chardonnay Classic 2015 jest ogólnodostępne, ja swoją butelkę kupiłem w sieci Małpka Express za 28,99 zł, natomiast Jacob’s Creek Chardonnay Reserve 2013 kupiłem w ursynowskim Leclerku za 37,34 zł.

wtorek, 17 listopada 2015

Obezwładniające Toro Albalá.

Na mojej winnej drodze, którą pokonuję już 6. czy 7. rok natknąłem się na dwa kamienie milowe. Dwa wydarzenia, które wpłynęły na moje postrzeganie wina. Pierwszym z nich była degustacja Barolo i Barbaresco, prowadzona przez Wojtka Bońkowskiego w dawnej siedzibie Enoteki Polskiej. Wtedy zrozumiałem czym jest naprawdę dobre wino i dlaczego za dobre wino trzeba zapłacić niemałe pieniądze. Drugim wydarzeniem, które mną, jako winomaniakiem, wstrząsnęło, była degustacja win Toro Albalá z andaluzyjskiej apelacji Montilla-Moriles.


Minęły już dwa miesiące, a ja ciągle o nich myślę, a przy okazji myślę ciepło (no tak, to Andaluzja) o wszelkich winach słodkich. Przez długi czas miałem do nich stosunek lekceważący, po jakimś czasie niechęci zaczął towarzyszyć respekt, ale po degustacji Toro Albalá zapałałem do nich ślepą miłością. W winiarni powstają nie tylko doskonałe wina słodkie, ale także wytrawne w stylu sherry, jak również świeże, orzeźwiające, owocowe wino przypominające coś pomiędzy sauvignon blanc a verdejo. Wspólnym mianownikiem wszystkich win Toro Albalá jest szczep pedro ximénez, różnice w stylach win wynikają z odmiennych sposobów winifikacji.

Joven Afrutado Electrico to wino półwytrawne, dojrzewające w stalowych kadziach i przeznaczone do szybkiego wypicia w połączeniu np. z owocami morza, grillowanym kurczakiem czy sashimi. W sumie nic wielkiego, ale jednak bardzo przyjemne.


Fino Electrico del Lagar jest winem wytrawnym, wzmacnianym do ok. 15% alk., dojrzewającym w systemie solera przez 10 lat. Wino w beczkach przed nadmiernym utlenieniem chroni warstwa drożdży zwana „flor”. W ustach jest słonawe, złamane nutą orzechowo-migdałową będącą efektem długoletniego dojrzewania w dębie.


Jeszcze dłużej w beczkach (znów system solera), i to aż 15 lat, spędza Oloroso Marqués de Poley. Wzmacnia się je do 17% alk., co zabija drożdże i uniemożliwia powstanie „flor”. Wino zatem dojrzewa w warunkach sprzyjających utlenianiu, szybko ciemnieje, a aromaty w nim występujące kojarzą się z drewnem, tytoniem i prażonymi orzechami.

Po winach wytrawnych nadszedł czas na wina słodkie. Naprawdę słodkie. Powstają z wysuszonych na matach gron, dzięki czemu koncentrują w sobie mnóstwo cukru. Młode, podstawowe wino Don P.X. 2012 dojrzewa tylko w stalowych zbiornikach (przez 2 lata). Pachnie rodzynkami, morelami czy suszonymi figami. Dzięki wzmocnieniu do 17% alk. i gigantycznej zawartości cukru (450-480 g) jest niezwykle trwałe, może bez szkody stać otwarte tygodniami. Tlen mu nie szkodzi, a może nawet jeszcze nadać mu nowy wymiar. Mimo to wino wydaje się raczej proste, nieskomplikowane. Nieco inaczej jest z winami dojrzewającymi długo w beczkach.


Don P.X. Gran Reserva 1986 to najmłodsze wino beczkowe dostępne na rynku, a spędziło w niej… 28 lat! Długie dojrzewanie wydobywa z wina tak niesamowite aromaty, że raczyć się nimi można długimi godzinami nie zbliżając go nawet do ust. Ale jeśli już wypijecie łyczek, to będziecie wiedzieli, co to znaczy „niebo w gębie”.


Inne roczniki, które próbowałem, czyli Don P.X Selección 1965, Don P.X Convento Selección 1955 i… Don P.X Convento Selección 1929 były równie bogate, choć akcenty aromatyczne w każdym z nich układały się nieco inaczej. Są w nich i owoce, i tytoń, i kawa, i zioła, i nuty apteczne jak w niektórych wspaniałych whisky.


Nadal nie mogę wyjść z podziwu dla tych win. Rozłożyły mnie na łopatki i wciąż nie mogę się podnieść. A powinienem wstać i udać się do któregoś ze sklepów Kondrat Wina Wybrane, póki można je jeszcze znaleźć na półkach.


Od lewej: Paweł Gruntowski - dyrektor ds. eksportu na Europę Centralną i Kraje Nordyckie (Toro Albalá),
Valentina Pitton - asystentka ds. eksportu dyrektora zarządzającego (Toro Albalá)
i Jan Czyż - menedżer ds szkoleń i e-commerce (Kondrat Wina Wybrane).



niedziela, 15 listopada 2015

Pod Pretextem Cavy.


Przeuroczy lokal Pod Pretextem po raz kolejny stał się miejscem arcyciekawego spotkania winnych maniaków. Wcześniej próbowaliśmy znakomitych win z Piemontu, tym razem przyszła kolej na musujące wina z Hiszpanii, czyli Cavy. Michał „Wine Mike” Misior przygotował aż 25 butelek, ale wśród nich tradycyjnie znalazły się jokery, czyli wina-zagadki spoza apelacji Cava, ba, nawet spoza Hiszpanii. Grono degustujących było skromne, spotkanie miało charakter iście kameralny, atmosfera spotkania była zaś zupełnie rodzinna. Fajnie!

Michał "Wine Mike" Misior zebrał kilka butelek do degustacji.
Łukasz Gajewski - Pod Pretextem.
Andrzej Kusyk - redaktor Przegladu Gastronomicznego.
Tomasz Kolecki-Majewicz - Mistrz Polski Sommelierów
w latach 2007, 2008, 2009 oraz 2010.
Małgorzata Kozakiewicz - przedstawicielka Ambasady Hiszpanii w Warszawie.
Michał szczegółowo opisał u siebie wszystkie wina, więc zainteresowanych odsyłam do jego tekstu. Ja chciałbym wyróżnić z tej szerokiej grupy kilka win, które mi szczególnie przypadły do gustu. Większość degustowanych tego dnia win (cava) stanowiły butelki sprowadzane przez Łukasza Gajewskiego, Pod Pretextem ma ich naprawdę spory wybór. Także te, które mi najbardziej smakowały (poza jedną) należą do jego portfolio.

Wino nr 12, ale pierwsze, które mi naprawdę smakowało i które
chciałbym pić codziennie.
Cygnus Reserva Brut (Pod Pretextem – 79 zł).
Stonowane, zrównoważone, eleganckie, czyste - tyle szybko
zanotowałem, znacznie wolniej się delektowałem.
Castellblanch Dos Dustros Reserva Brut Nature (Centrum Wina/Winezja – 69,99 zł)
Wino zupełnie nieoczywiste, zupełnie niemłode, choć nadal sprężyste.
Wydaje się nieco utlenione, ale nie jest efekt nadgryzienia zębem czasu, ale stylu winiarza.
 Parisad 2003 (Pod Pretextem – 159 zł).
Cava zrobiona z Pinot Noir, co wcale nie jest takie oczywiste.
Niebo w gębie.
1+1=3 Especial Pinot Noir (Pod Pretextem – 120 zł).
Degustacja uświadomiła nam, jak różnorodne stylistycznie potrafią być hiszpańskie wina musujące. Od mocno zredukowanych, przez świeże i owocowe, aż po mocno utlenione, co niekoniecznie wiąże się z ich wiekiem, a raczej zamysłem producenta. Każdy znalazłby wśród nich coś dla siebie, jeśli tylko potrafi zdefiniować swoje preferencje. Jak? Po prostu: próbować, próbować, próbować.

czwartek, 12 listopada 2015

Anselmann Spätburgunder 2011.


Nie mogło być inaczej. Po szkoleniu z winiarstwa niemieckiego w Jung & Lecker trzeba było sięgnąć po wino z tego kraju. Wybór padł na spätburgundera z Palatynatu (Pfalz). Nie był to zwiewny, kwiatowy, lekki pinocik, ale poważne wino, w którym czuć związek winiarza z ziemią. Takie właśnie jest - ziemiste nuty dominują i w nosie, i w ustach, 14% alkoholu może być dla głowy ciężarem. Pije się jednak wyjątkowo dobrze, po każdym kieliszku pozostaje niedosyt.

Wino kupiłem w Domu Wina.

poniedziałek, 26 października 2015

Greystone w Kieliszkach.

To była najbardziej kameralna prezentacja win (no może poza panelem malbeka Magazynu Wino) w jakiej miałem okazję uczestniczyć, raptem 6 osób. Kameralny okazał się również nowo otwarty lokal, w którym degustacja miała miejsce, a mianowicie Kieliszki na Próżnej w Warszawie. W tak miłych okolicznościach Nik Mavromatis, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing w Thomas Family Wines, opowiadał o znakomitych winach Greystone i nie mniej udanych Thistle Ridge, które są, powiedzmy, drugą etykietą Greystone. Bracia Peter i Bruce Thomas, właściciele Greystone (Wyspa Południowa NZ, region Waipara) mają również położoną obok posiadłość Muddy Water, a do pracy przy produkcji win z tych wszystkich posiadłości zatrudnili dwóch młodych specjalistów: Australijczyka Nicka Gilla - odpowiedzialnego za pracę w winnicach i Dominica Maxwella odpowiedzialnego za winifikację. Nick pracował wcześniej w słynnym Penfold Wines w australijskiej Barossa Valley, natomiast Dominic zaraz po studiach enologicznych poświęcił się pracy w Greystone, a o jego wysokich umiejętnościach świadczy fakt, że w 2011 roku zdobył tytuł najlepszego winemakera Nowej Zelandii. Te dwie osoby stanowią zgrany duet, który odnosi wiele sukcesów w konkursach, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych, zatem mieliśmy tego dna prawdziwą przyjemność próbowania win mistrzowskich. Nie ma co dużo gadać, wina były doskonałe, pięknie rozwijały swe bukiety w kieliszku, by po chwili oczarować podniebienia. Obecny na degustacji Tomasz Kolecki-Majewicz - wielokrotny mistrz Polski sommelierów - przekonywał co prawda, że wina pewnie byłyby jeszcze lepsze, gdyby zamykano je korkiem, a nie zakrętką, ale Nik Mavromatis ripostował, że zakrętki stosowane w Greystone są najwyższej jakości i zapewniają winom doskonałe warunki w butelce. Zdaje się, że do porozumienia nie doszło, na szczęście ręce poszły w ruch tylko po to, by zbliżyć kieliszki do ust.

Trudno wyobrazić sobie lepsze śniadanie.

Kieliszki na Próżnej.

Nik Mavromatis.

Tomasz Kolecki-Majewicz, Monika Powalisz i Maciej Świetlik.

Maciej Świetlik i Piotr Wyszomirski.

Piekielnie dobre wina wyniosły nas do niebios.

Maciej Świetlik, Paweł Demianiuk i Nik Mavromatis.

Dziękuję Piotrowi Wyszomirskiemu i Maciejowi Świetlikowi (Wines United - importer win Greystone) za możliwość uczestniczenia w degustacji, Nikowi Mavromatisowi za informacje na temat degustowanych win, Tomkowi Koleckiemu i Monice Powalisz (Smak - magazyn wokół stołu) za przemiłe towarzystwo, a Pawłowi Demianiukowi za udostępnienie kieliszków ;)

sobota, 24 października 2015

Taste Italy 2015.

22 października w warszawskim Hotelu La Regina odbyła się degustacja win włoskich Taste Italy. 


Impreza była zamknięta, przeznaczona dla branży winiarskiej, obecni w Warszawie producenci poszukiwali (poszukują) w Polsce partnerów biznesowych. Ja, jak wiecie, nie zajmuję się importem, ale skorzystałem z okazji, aby wysłuchać wykładu Wojtka Bońkowskiego - eksperta znającego włoskie winiarstwo na wylot. Takie prelekcje, połączone oczywiście z degustacją, to najlepsze lekcje dla takich amatorów jak ja, znacznie istotniejsze od okazji do przemieszczania się w ekspresowym tempie między stolikami wystawców. 

Spróbowaliśmy 7 win z różnych apelacji i regionów Włoch: Barberę d'Asti, Langhe Nebbiolo i Barolo z Piemontu, Brunello di Montalcino z Toskanii, Brindisi Rosso i Primitivo di Manduria z Apulii, a na samym końcu Amarone della Vapolicella z Veneto. Porównawcza degustacja, na którą raczej rzadko decydujemy się w warunkach domowych, to doskonała okazja, aby móc w jednej chwili spróbować kilku, czasem kilkunastu win, by wychwycić ich specyfikę i odnotować różnice (podbieństwa) pomiędzy nimi. Przy okazji trudno przecenić profesjonalny komentarz prowadzącego takie spotkanie. Tego możecie mi pozazdrościć, dla Was na pociechę mam kilka ilustracji tego arcyciekawego przedpołudnia.

Dookoła Włoch.

Pierwsze wino już w kieliszku (Langhe Nebbiolo).

Wojtka Bońkowskiego nie trzeba przedstawiać winomaniakom.
Miłośnikom Chopina też nie ;)

Chleb i wino to podstawa egzystencji. Kto czytał Biblię ten wie.

No to siup!

Uprzejmie dziękuję Taste ITaly Gawęda, Trzaskalska Sp.j. za możliwość wzięcia udziału w seminarium. Do zobaczenia w przyszłości!