środa, 16 lutego 2011

Uff...

W końcu znalazłem chwilę, żeby odsapnąć i coś napisać. O winie trudno było cokolwiek wspomnieć, bo i czasu na małe nawet degustacje w zasadzie nie miałem. Może to dobrze dla mojej wątroby, ale dla głowy i serca zdecydowanie nie. Nie mówię, że niczego nie spróbowałem, bo to nieprawda, ale wina wybierałem raczej zwykłe, powszechnie dostępne, niewymagające jakiejś szczególnej koncentracji podczas picia. Na przykład całkiem niezłe wino z francuskiego regionu Langwedocja-Roussillon La Vigie (Corbieres Cru Boutenac).

Wspaniały intensywny owocowy nos zachęcał do skosztowania wina i kosztowałem je, oj, kosztowałem. Zapamiętałem smak kojarzący mi się z jagodami, czy innymi tam borówkami amerykańskimi, za którymi przepadam, więc siłą rzeczy i wino przypadło mi do gustu.

Kolejne wino, które udało mi się wypić to produkt chilijskiego oddziału Miguela Torresa o nazwie Santa Digna zrobiony ze szczepu cabernet sauvignon (reserve 2008).

Proste, fajne wino o typowym dla tego szczepu smaku czarnych porzeczek. Chociaż nie wyróżniało się niczym szczególnym, wypiłem je ze smakiem, a muszę w tym miejscu powiedzieć, że nie jestem szczególnym miłośnikiem cabernetów, choć o ile dobrze pamiętam, to wszystkie cabernety z Ameryki Południowej (Trapiche, Sunrise) były smaczne i niedrogie.

Część elementów kompozycji pochodzi ze strony gallofamily.com
Kolejnym "zwyczajnym" winem, które miałem okazję spróbować, było kalifornijskie sauvignon blanc (Gallo), produkt typowo supermarketowy, ale nie chcę przez to powiedzieć, że zły. Wręcz przeciwnie, dobre, solidne winiarskie rzemiosło, które ma smakować i smakuje, a jeśli już o tym mowa to dominuje tu agrest i świeżo skoszona trawa, czyli znów klasyka charakterystyczna dla tego szczepu. Po raz kolejny chciałbym wspomnieć o nowozelandzkich winach ze szczepu sauvignon blanc, czyli Silverlake i Riverstone, które dla mnie są bezbłędne i jak do tej pory niepokonane. Żadne inne, zwłaszcza chilijskie, nie mają z nimi żadnych szans. No jest jeszcze Clocktower, ale to akurat jest również wino z Nowej Zelandii.

Jeśli Gallo, jak wspomniałem, było niezłym produktem rzemieślniczym, to Sutter Home Sauvignon Blanc należy nazwać typową przemysłówką, w której lekko tylko zaznaczony agrestowy smak został zdominowany przez mało szlachetne jabłka. Pomimo wyższej ceny muszę przyznać palmę pierwszeństwa produktowi Gallo, to wybór zdecydowanie lepszy.

Na koniec jeszcze jedno sauvignon blanc, tym razem z Chile. Terra Andina plasuje się pomiędzy produktami z Kalifornii. Nie jest tak wyraziste jak Gallo, ale znacznie smaczniejsze od Sutter Home. Ma to także potwierdzenie w cenie.

Gallo - ok. 29 zł
Sutter Home - ok. 20 zł
Terra Andina - ok. 25 zł

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza