piątek, 24 lipca 2015

Caruso&Minini

Zwykło się u nas mówić, że latem, dla ochłody, pijemy lekkie i rześkie wina białe, a kiedy robi się chłodniej, to dla odmiany (by się trochę rozgrzać) sięgamy po nieco cięższe wina czerwone. Sam pewnie wielokrotnie na blogu wyrażałem ten pogląd, choć prawdę mówiąc nie mam do niego przekonania i często się do niego nie stosuję. A tacy Sycylijczycy na przykład? Czy na tej gorącej wyspie pijają tylko wina białe, a Nero d’Avola wypychają na eksport? Nie sądzę...

Wydaje mi się, że równie dobrze będą upalnym latem „wchodziły" lekkie wina czerwone, a na Sycylii przecież ich nie brakuje. Sam miałem przyjemność spróbować kilku. Piłem świetne Frappato z winiarni COS (zrobione z odmiany frappato) i doskonałe Rosso di Verzella z winiarni Benanti (zrobione z odmian nerello mascalese i nerello cappuccio), a dzisiaj piję kupaż dwóch wspomnianych wyżej odmian o nazwie Frappato Nerello Mascalese z Winiarni Caruso & Minini.


Świetne wino, delikatne i bardzo aromatyczne, pachnące malinami i truskawkami, ale wzbogacone o wyraźną pieprzną nutę. W utach lekkie, z wyczuwalnymi filigranowymi taninami. Piłem je schłodzone do ok. 12-13 stopni i naprawdę świetnie sprawdzało się podczas gorącego popołudnia. Solo wchodziło świetnie, ale też dobrze pasowało z grillowaną, delikatną jagnięciną z warzywami.


Polecam Wam to wino, zwłaszcza że cena jest naprawdę bardzo dobra, jeśli odniesieniem mają być wina wspomniane przeze mnie wcześniej. Nie bójcie się czerwieni latem. Nie wierzycie? Nie musicie, ja tam swoje wiem...

-----------------------------------------
Caruso&Minini Terre di Giumara
Frappato Nerello Mascalese, 2012
Terre Siciliane IGT
odmiany: nerello mascalese, frappato
alk. 13,5%
cena: 46,17 zł
-----------------------------------------

Wino do spróbowania otrzymałem ze sklepu 13win.pl
Dziękuję!


środa, 22 lipca 2015

Piknikowy Kosz.

Plan był taki: zabrać kosz, wypełnić go smakołykami i udać się na piknik. Ale mamy lipiec, który - jeśli wierzyć statystyce meteorologicznej - jest najbardziej deszczowym miesiącem roku i trudno zgrać ze sobą te momenty kiedy mam wolne i akurat nie pada. Nie udało się. W koszu, który dostałem w prezencie od CEDC (#darylosu?), znalazło się między innymi wino Frontera Chardonnay 2014. Frontera to budżetowa linia chilijskiego koncernu Concha y Toro i prawdę mówiąc trochę bałem się tego wina, bo kilku moim znajomym zdarzyło się wylać je do zlewu. Znajomi trochę wina piją i mają rozeznanie w temacie, więc wziąłem ich uwagi do serca i Fronterę omijałem z daleka, choć zawsze w takich wypadkach korci mnie, żeby samodzielnie weryfikować kontrowersyjne opinie. Korciło, ale tego nie zrobiłem.


Nie wiem czy historia z Mahometem i górą Safa odpowiada sytuacji, w której się znalazłem, ale fakt jest taki, że w końcu doszło do spotkania Frontery ze mną, Frontera nie skończyła w zlewie, a ja nie skończyłem w szpitalu. Nie ma o czym się rozpisywać, to chilijskie chardonnay nie jest wielkim winem i nigdy nie będzie, bo nie taki cel przed nim postawiono - ma przede wszystkim odzwierciedlać charakterystyczne cechy odmiany, w zasadzie nic więcej. Przyda się raczej przy obiedzie (a może ktoś woli wypić je do śniadania lub kolacji?), albo jako czasoumilacz na pogaduszkach ze znajomymi. Jest trochę wodniste, lekkie, delikatnie kwasowe - taka popitka raczej niż poważne wino.


Na wstępie wspomniałem o koncernie Concha y Toro - mega-dużym producencie win, który w swym portfolio ma również inne wcielenia chardonnay. Do otrzymanej butelki Frontery postanowiłem dokupić jeszcze dwie inne i w ten sposób urządziłem sobie degustację przekrojową chardonnay z Concha y Toro.


Casillero del Diablo na pewno znacie, wina tej marki stoją w każdym super- i hipermarkecie, w dyskontach i małych sklepach osiedlowych. Natomiast Marques de Casa Concha to marka, którą poznałem w zeszłym roku podczas Chilean Wine Tour i bardzo dobrze zapamiętałem, ponieważ Cabernet Sauvignon o tej nazwie zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Wina Marques de Casa Concha nie są jednak tak bardzo popularne i szeroko dostępne jak Frontera czy Casillero del Diablo, zapewne ze względu na cenę, która od pierwszego wina jest wyższa trzykrotnie, a od drugiego dwukrotnie.




Frontera dojrzewa w stalowych kadziach nie dłużej niż dwa miesiące i zaraz potem trafia do butelek i do sprzedaży, natomiast Marques de Casa Concha niemal rok dojrzewa w beczkach z dębu francuskiego. Łatwo to wychwycić na podniebieniu, wino jest masywniejsze, oleiste, konkretne, ale taki charakter win białych nie wszystkim musi się podobać. Może wydać się zbyt tłuste i nieco przyciężkie. I pomiędzy tymi dwoma winami swoje miejsce zajmuje Casillero del Diablo. To wino dojrzewa zarówno w dębowych beczkach, jak i stalowych kadziach i jest mieszane przed zabutelkowaniem. Dzięki temu mamy wino o dość solidnej budowie, ale wciąż zachowujące mnóstwo świeżości i młodzieńczej sprężystości. Mi to wino smakuje najbardziej i po nie sięgałbym najczęściej, jeśli miałbym pić je solo. Jeśli zaś chodzi o łączenie win z potrawami to polecam główną stronę internetową producenta, jak i strony poszczególnych linii, ponieważ można znaleźć na nich zarówno ogólne uwagi na temat parowania jedzenia z winami, jak i konkretne przepisy opracowane z myślą o danej etykiecie. Świetny pomysł! Sam też muszę je przejrzeć, może znajdę tam pomysł na piknikową przekąskę :)


-------------------------------------------

Wino Frontera Chardonnay (i kosz) otrzymałem od CEDC. Casillero del Diablo i Marques de Casa Concha kupiłem w ursynowskim Leclerku.

piątek, 3 lipca 2015

Przetrwać upały.

Upały naprawdę dają się we znaki. Wystarczy wyjść na chwilę z domu i ciało oblewa się lepkim potem. Po powrocie głowę zaprzątają tylko dwie myśli: opłukać się pod chłodnym strumieniem prysznica, a usta "potoknąć" zimnym, ożywczym winem. Raczej białym, choć różowe wydają się być w tym przypadku równie atrakcyjne, czerwone odradzam, chyba że bardzo delikatne i mocno schłodzone.

Vinho Verde jest często polecane jako idealne „chłodziwo" w takich sytuacjach, może nie jest tanie jak woda, ale też nie tak bardzo drogie, a jednak znacznie bardziej interesujące. Chyba się ze mną zgodzicie? Ja postanowiłem sprawdzić jako poradzi sobie w czasie upałów podobne wino portugalskie, również pochodzące z regionu Minho, ale nie butelkowane jako Vinho Verde DOC, a jako Vinho Regional Minho. Obie apelacje są identyczne pod względem swoich granic geograficznych, są jednak powody dla których producenci wolą (albo muszą) butelkować wina w niższej apelacji. Z jednej strony automatycznie traci się łatwe wsparcie marketingowe w postaci posługiwania się rozpoznawalną marką, z drugiej jednak często zyskuje swobodę „tworzenia”, na którą nie pozwalają wymogi apelacji wyższej. Dzieje się tak, gdy producenci zastosują w kupażach odmiany międzynarodowe, ale wydaje się, że częstszą przyczyną spadku do niższej apelacji jest przekroczenie pewnego poziomu alkoholu (>11,5%). W apelacji Vinho Regional Minho butelkuje się nikły ułamek tego, co trafia do butelek jako Vinho Verde - ledwie kilka procent.


Arca Nova, którą dziś wykorzystuję do złagodzenia skutków wysokich temperatur wydaje się być winem poważniejszym od prostego, kwaśnego i lekkiego verde. Zapewne przez to, że zawiera spory udział aromatycznego alvarinho (60%), dzięki któremu jest tu znacznie więcej alkoholu niż w verde opartym na innych odmianach i siłą rzeczy mniej cukru resztkowego. Pozostałe 40% kupażu stanowi trajadura wnosząca cytrusową świeżość do wina i poprawiająca jego strukturę.          


Wino jest rzeczywiście świeże i dość aromatyczne, przy czym dominują tu raczej zapachy owoców niż kwiatów. Kojarzyły mi się one z delikatnym, subtelnym aromatem pomarańczy. Drobne bąbelki ślizgają się ostrożnie po języku potęgując wrażenie świeżości. Alkoholu jest rzeczywiście więcej niż w popularnych verde - tu mamy 12,5%, ale daleki jestem od tego, by twierdzić, że jest męczący i nie pozwala winu przynieść upragnionej ulgi.

Mi w każdym razie pomogło :)

----------------------------------------------------------------
Quinta das Arcas
Vinho Regional Minho
Alvarinnho/Trajadura
odmiany: 60% alvarinho, 40% trajadura
alk.: 12,5%
cena:  36,94 zł (13win.pl)
----------------------------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem od importera i właściciela sklepu sklep.13win.pl Dziękuję!

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Tydzień rieslinga.

Prawdę mówiąc nie tydzień, ale dwa - Niemiecki Instytut Wina wraz z partnerami z całej Polski w dniach 15-28 czerwca promował rieslinga - odmianę, która (przynajmniej mi) jednoznacznie kojarzy się z winiarstwem niemieckim, choć uprawiana jest także powszechnie w Alzacji czy Austrii, a nawet na Antypodach.

Ja mam pewien kłopot z rieslingiem. Wielu moich znajomych od wina dałoby się pociąć za tę odmianę, mnie zaś denerwuje różnorodność win jakie powstają z rieslinga. Wytrawne, bardziej słodkie, całkiem słodkie, gęste i oleiste albo zupełnie cienkie i rozwodnione, z dużą zawartością alkoholu albo tylko taką, do której zbliżają się co mocniejsze piwa. Być może złapię jeszcze rieslingowego bakcyla, wszystko przede mną, dziś częściej sięgam po sauvignion blanc czy gruner veltlinera, o chardonnay nie wspomnę, choć ta ostatnia odmiana kręci mnie najbardziej w burgundzkich interpretacjach. Dziś tak to wygląda, ale niewykluczone, że za trzy lata poza rieslingiem świata nie będę widział. Kto to może dziś wiedzieć?

Tak czy owak udałem się na degustację rieslingów - tych, które już dość dobrze znam, importowanych przez Wineonline (Winestory). Spotkanie miało miejsce w "moim" sklepie przy KEN 85 w Warszawie. 

Zawieszki na butelkach, czyli marketing niemiecki działa.

Łukasz Bogumił z wielką wprawą mówił o niemieckich rieslingach. Muszę
przyznać, że zaimponował mi umiejętnością przyciągania uwagi gości połączoną
z naturalną skłonnością operowania dowcipną ripostą. 

Zestaw degustacyjny, czyli najlepsze marki niemieckich rieslingów
z portfolio Winestory. 

Leje się do kieliszków Binz Bratt Weisser Riesling z rocznika… 2011. Za stary?
W żadnym wypadku - ciekawe aromaty związane z ewolucją wina
i kwasowość utrzymująca wino w świetnym stanie.
Cena niezmienna od lat - 49 zł.

Raptem kilku producentów niemieckich rieslingów i kilkanaście etykiet
świetnie ilustrujących różnorodność wcieleń tego szczepu.

Tradycja sięgająca XI wieku i wciąż atrakcyjne ceny - od 65 do 199 zł.

Arcyciekawy producent, który rieslinga interpretuje na wiele sposobów.
-------------------------------------
Wina próbowałem na otwartej degustacji zorganizowanej przez ekipę sklepu Winestory przy KEN 85 w Warszawie. Dziękuję za zaproszenie!
-------------------------------------

środa, 24 czerwca 2015

Formuła 1 i wino.

Wpadłem ostatnio do Winestory przy KEN 85 w Warszawie, lubię ten sklep, od niego zaczęła się moja zabawa z winem. Przyjechała akurat świeża dostawa, a z kartonów wyciągnięto między innymi włoskie nowości. Pochodziły z winiarni Castorani mieszczącej się w Abruzji - regionie, który na pewno nie jest dla Was obcy, któż nie słyszał o Montepulciano d'Abruzzo. Wśród butelek było oczywiście i takie wino, ale ja chwyciłem za wina białe, wszak ostatnio trochę gorąco, białe chłodne wino w takiej sytuacji to marzenie każdego winomaniaka. Jedno z nich to czyste trebbiano, drugie zaś pecorino. No i cóż, okazuje się, że jestem noga w tym temacie, z włoskich białych win najwięcej chyba piłem pinot grigio, no i trochę odmian uprawianych na Sycylii: catarrato, insolia czy grillo. Pecorino i trebbiano to dla mnie - uwaga, trochę przyszpanuję - terra incognita.

Na kontretykiecie kilka zdań po włosku, które mi nic nie powiedziały, gdyż nie znam tego języka, ale podpis pod nimi wydał mi się znajomy. Jarno Trulli. Mówi Wam to coś? Tak, to były kierowca Formuły 1, na pewno jego nazwisko obiło się wam o uszy, wszak Formuła 1 istniała przed Kubicą, a i po nim ma się dobrze. Trochę jeszcze Trullim poczytałem, okazuje się, że potrafi nieźle kręcić kółkiem, ale też i interesami. Posiada udziały nie tylko w tej winnicy, ale ma też hotel w Davos (Trulli zresztą pomieszkuje w Szwajcarii, w St Moritz), w którym znajduje się restauracja o nazwie, a jakże - Jarno, w której podają wina, a jakże - Castorani. Koło się zamyka, biznes się kręci, chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Takim jak Audemars Piguet - Trulli jest również ambasadorem tej marki.

foto: Audemars Piguet

Dążenie do mistrzostwa ma się chyba we krwi, czy też innych genach. Nie wystarczy, żeby wina po prostu były i dało się je pić. Jarno chce aby były perełkami i często mu się to udaje, jego wina zdobywają medale i nagrody w konkursach, wyróżnienia w prasie winiarskiej.

Cadetto zrobione z trebbiano może jeszcze nie osiąga mistrzostwa, to raczej podstawowe wino, ale jest smaczne i, co najważniejsze, z każdym kieliszkiem staje się coraz lepsze, coraz ciekawsze, rozwija się w kieliszku, tlen ewidentnie mu pomaga. Na początku daje o sobie znać dość mocna goryczka, która z czesem łagodnieje a do głosu dochodzą nuty migdałów.


Amorino (100% pecorino) od razu przekonuje do siebie, ja od pierwszego kieliszka czułem spore zadowolenie i nie opuściło mnie ono aż do końca. Jest świeże, ale też dość masywne, miałem wrażenie, że obcuję z całkiem konkretnym winem. Dojrzewa ono od 4 do 5 miesięcy nad osadem, stąd pewnie bierze się jego wyrazistość. 


Oba wina zarobiły u mnie "uśmieszek", co oznacza, że ich picie sprawiło mi sporo radości. Nie są to wina najtańsze, ale winom aspirującym do podium nie można robić z tego powodu wyrzutu. Jeśli trafią w wasze ręce (i na wasze podniebienia) dajcie znać, jestem ciekaw Waszych wrażeń. Chciałbym wiedzieć, czy to wina były dobre, czy pomaga im radosna aura Jarno Trullego.

--------------------------------------------------------------------------------
Podere Castorani, Cadetto, 2014
odmiana: 100% trebbiano
alk.: 12,5%
cena: 45 zł
--------------------------------------------------------------------------------
Podere Castorani, Amorino, 2014
odmiana: 100% pecorino
alk. 13,0%
cena: 79 zł
--------------------------------------------------------------------------------

Wina kupiłem za własne pieniądze, ale z blogerskim rabatem :) Dziękuję!


piątek, 5 czerwca 2015

Vigin Noemy Barbaresco 2007


W czerwcu 2012 kupiłem w Winestory dwie butelki barbaresco z winiarni Vigin. Była to wyprzedaż, importer zrezygnował ze współpracy z producentem. Pierwszą butelkę wypiłem w październiku 2012 i byłem bardzo zadowolony z jakości i smaku tego wina. Druga dotrwała do czerwca 2015. Kolor zmienił się, stał się już mocno ceglasty, ale wino wciąż było czyste, bez najmniejszego śladu wytrąceń i osadu. Wysoka kwasowość, sporo alkoholu (14,5%), solidne garbniki - to istotne czynniki wpływające na jego żywotność. Mam wrażenie, że wino było w pełni sił, choć miało już niemal 8 lat - pochodziło z rocznika 2007. W najnowszym przewodniku Hugh Johnsona (na rok 2015) czytamy, że barolo i barbaresco z tego rocznika możemy spokojnie pić w tym roku i jeszcze przez najbliższych 10 lat. Na zdrowie!


--------------------------------------------------------------
Vigin Noemy 2007
Barbaresco DOCG
odmiana: 100% nebbiolo (z winnic położonych
w czterech miejscowościach: Barbaresco, Treiso,
Neive i San Rocco Seno d'Elvio)
alk. 14,5%
cena: 49 zł (wyprzedaż, Winestory, czerwiec 2012)
--------------------------------------------------------------

wtorek, 2 czerwca 2015

Winne Wtorki #101.

Dziś mamy pierwszy wtorek miesiąca, a zatem jest to Winny Wtorek. Tym razem ja decydowałem o tym, jakie wina będziemy pili i zaproponowałem białe wina z Kalifornii. Robi się ciepło, nawet upalnie, na ochłodę białe wina wydają się być dobrą propozycją, a Kalifornia znana jest u nas powszechnie za sprawą Carlo Rossi - może warto pokazać czytelnikom inne oblicze Złotego Stanu.


Ja zaopatrzyłem się w butelkę Kendall-Jackson Vintner’s Reserve Chardonnay 2013 w sklepie Wino i Spółka. Jeszcze nigdy nie miałem tak blisko do specjalistycznego sklepu z winem, choć przyznać muszę, że w promieniu pięciuset metrów mam do dyspozycji: Żabkę, Małpkę, Odido, Tesco Express, Biedronkę i Leclerka (tak, tak, tego słynnego - ursynowskiego) nie licząc kilku sklepów typu "Alkohole 24H”. Ostatnio w moim budynku otworzył swe podwoje dyskont alkoholowy "Prosto z palety", ale do sklepu Wino i Spółka mam raptem 2 metry od wyjścia z klatki schodowej, trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś (poza moimi sąsiadami) miał bliżej.

Wino, które dziś mam zamiar opisać, próbowałem już wcześniej podczas degustacji zorganizowanej z okazji otwarcia sklepu, ale nie zrobiło ono na mnie szczególnego wrażenia. Chciałem jednak się z nim zmierzyć jeszcze raz, dziś mam ku temu okazję.

To chardonnay dojrzewa w małych beczkach (dąb francuski i amerykański), więc nos jest mocno zdominowany przez dębinę, nuty maślano-migdałowe są wszechobecne i zdawać by się mogło, że wino jest przez beczkę ukatrupione. Ale w ustach już tak nie jest, owoc potrafi się przebić, kwasowość mu w tym pomaga, choć szczerze mówiąc jest zbyt agresywna, szorstka i jakaś taka sztuczna. Ogólne wrażenie niezłe, ale za cenę ponad 100 zł można oczekiwać więcej i w tym kontekście wino nieco rozczarowuje. Pamiętam degustację win Wente, pamiętam ich beczkowe chardonnay, którego charakter  był identyczny, tyle że wino kosztowało niemal dwa razy mniej.

Choć to wino jest jednoszczepowe to śmiało możemy uznać je za kupaż, owoce pochodzą z upraw rozmieszczonych w różnych hrabstwach (county) Kalifornii, a ich udział jest ściśle określony:  

36% Monterey County,
33% Santa Barbara County,
14% Mendocino County,
14% Sonoma County,
3% San Luis Obispo County.

Po co to wszystko? Zapewne chodzi o odmienne „terroir” poszczególnych upraw. I tak: Monterey County odpowiada za smaki cytrusowe, Santa Barbara County za smaki mango i ananasa, Mendocino County za posmak zielonego jabłka, a Sonoma County za nuty dojrzałej gruszki. Moje podniebienie, nie ma chyba takiej „rozdzielczości” smakowej, dla mnie wszystkie te smaki zlały się w jeden, który dobrze kojarzę pijąc beczkowanie chardonnay, a mianowicie smak bananowej gumy balonowej.

W zasadzie mógłbym podsumować, że to wino wpisuje się w jakiś utarty schemat, brak mu oryginalności, a przez to może wydawać się zbyt drogie, jak na wrażenia, których dostarcza. Ale wydaje mi się, że równie dobrze może być winem pełnym niuansów, których ja nie umiem wychwycić. Może nie potrafię właściwie docenić wina, które (jeśli wierzyć informacjom producenta) od ponad dwóch dekad jest najlepiej sprzedającym się chardonnay Ameryki. Ale tam kosztuje tylko 17$ ;)


Kendall-Jackson Vintner’s Reserve Chardonnay 2013
odmiana: 100% chardonnay
alk. 13,5%
cena: 107 zł (Wino i Spółka, czerwiec 2015)

---------------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #101 na podniebieniach innych blogerów:
---------------------------------------------------------------------------
Winniczek
Dolina Mozeli
---------------------------------------------------------------------------




niedziela, 17 maja 2015

Casa Santos Lima.

Praca, praca, praca... Człek zajęty, ale nie ma co narzekać, gorzej by było, gdyby jej nie było, że tak sobie zrymuję od niechcenia. Ale jeśli pojawia się jakaś degustacja, która z pracą i rodzinnymi obowiązkami nie koliduje, to chętnie w niej uczestniczę. Taka okazja trafiła mi się ładnych kilkanaście dni temu - Ewa Rybak (Atlantika) zaprosiła do restauracji Portucale kilka osób, by w miłej i radosnej atmosferze spróbować win Casa Santos Lima.


Lubię degustacje prowadzone przez Ewę, ponieważ potrafi ona stworzyć wokół siebie atmosferę luzu i opowiadać o winach bez zbędnej "napinki". Wszyscy się uśmiechają, jest miło, wina smakują wybornie, świat jest piękny nawet wtedy, gdy zachodzi słońce.


A zachodziło ono właśnie, gdy zabieraliśmy się za próbowanie i omawianie win. Było ich kilka - orzeźwiające białe z lokalnych szczepów, zaskakująco dobre różowe i seria win czerwonych - solidnych, interesujących, oryginalnych i, jak na swoją jakość, niedrogich.


Taki zresztą był wniosek z naszego spotkania: pijemy porządne wina, które nie uszczuplają zanadto naszego portfela. Owszem Opaco kosztuje już powyżej stu złotych, ale w żadnym momencie nie mieliśmy poczucia, że wino jest za drogie jak na swoją jakość. Oczywiście na ceny można narzekać zawsze, podobnie jak na pewną anonimowość produktów powstające w skali przemysłowej - Casa Santos Lima to nie jest przecież producent butikowy. Warto jednak docenić to, że producent prezentuje bardzo zróżnicowaną ofertę, utrzymuje wysoką jakość techniczną win, a skala produkcji pozwala oferować wina w rozsądnych cenach.

Dziękuję Ewie za zaproszenie na spotkanie, a ekipie restauracji Portucale za wspaniałe przekąski, których mogliśmy spróbować w czasie degustacji win. 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Z linii frontu #5

Portugalczycy i Niemcy za pomocą Francuzów przypuszczają atak na Polskę. Lidl i Biedronka wprowadzają nowe wina francuskie na półki swoich sklepów. Nie udało mi się uczestniczyć w prezentacjach nowych ofert, ale mam możliwość wypróbowania kilku win.

Zdążyliśmy przyzwyczaić się do francuskich win w Lidlu. Oferta jest co jakiś
czas aktualizowana, więc na nudę czy brak nowości nie można narzekać.
Francuskie wina w Biedronce rzadko zachwycały, choć zdarzały się naprawdę
niezłe butelki. Jak będzie tym razem?
Magazyn Wino dostarczył małe kompedium wiedzy na temat Francji i jej win.
Bardzo podoba mi się pomysł edukacji biedronkowych winomaniaków za pomocą
tego typu publikacji.

Podejmujemy zatem rękawicę i będziemy walczyć z Francuzami do wina ostatniej kropli z... szyjek butelek.

Relacje z potyczek znajdziecie na facebookowym profilu mojego bloga. 

piątek, 24 kwietnia 2015

Degustacja win Alta Allela.

Degustacja Alta Allela odbyła się w miejscu, w którym byłem pierwszy raz i które zauroczyło mnie od razu. To sklep Whisky and Wine Place mieszczący się przy ulicy Jana Kazimierza 30 na warszawskiej Woli. Niby daleko od mojego Ursynowa, ale samochodem to jakieś 20-25 minut, trochę więcej gdybym musiał skorzystać z transportu miejskiego (metro + tramwaj lub autobus). W każdym razie warto tam wpaść, by poczuć się jak wśród skarbów Sezamu.

Po prawej stronie whisky...
... po lewej wina. Czego chcieć więcej?
W sklepie chyba największy wybór whisky w Warszawie, a może i w całej Polsce - grubo ponad 300, a może i nawet 400 etykiet. Jeśli chodzi o wina, to znajdziemy tu niezłą selekcję win od uznanych importerów, ale także i wina z własnego importu. 

Degustowane wina to butelki importowane właśnie przez WAWP. Posiadłość Alta Allela położna jest tuż przy Barcelonie. Produkuje się tu organiczne cavy i wina w apelacji o której nie miałem pojęcia - DO Alella. Od kilku lat producent wprowadza na rynek wina powstające bez dodatku siarki.

Podstawowa cava, niezła choć bez większego polotu.
Świetna cava! Nie wiem jaki wpływ na to miała decyzja o nie dodawaniu
siarczynów, ale wino samo w sobie jest naprawdę dobre.
Jak nie przepadam za winami różowymi, tak Rosé bardzo mi smakowało
i zdecydowałem się na kupno tej butelki. Żona nie była za bardzo zadowolona,
ale też nie musiała :)
Dla mnie to była najlepsza cava dnia. W ciemno pewnie bym pomylił ją
z szampanem. Cena, niestety, też szampańska ;) Ale kupiłem i tym razem
żona była zadowolona, choć też nie musiała.
Bardzo dobre wino, ale jednak nie tak fajnie wyraziste jak Laietà. Dobre na prezent,
ale dla siebie za te pieniądze kupiłbym pewnie dwie inne etykiety tego producenta.

Białe wina spokojne jakoś przeleciały przez moje podniebienie nie robiąc większego wrażenia, więc nie będę o nich się rozpisywał, poza jednym wyjątkiem, ale o tym później. W zamian zamieszczam kilka zdjęć z degustacji.

Maciej Nowicki
Maciej Nowicki, Marcin Likowski
Piotr Kołodziejczak
Krzysztof Dobryłko, Marcin Likowski

Tego dnia spróbowaliśmy też kilku fajnych win czerwonych. Prosta, ale szczera i w dodatku niedroga garnatxa negra robiła lepsze wrażenie na degustujących niż sprzedających, ale czasem tak bywa.
Proste i smaczne czerwone wino. Do obiadu w sam raz.
Świeże i soczyste. Można pić solo.
Zdecydowanie do jedzenia. Myślę o kawałku dobrego mięsa :)
Fajne były również syrah - Parvus 2013 to wino soczyste i świeże, delikatnie muśnięte beczką, natomiast Orbus 2011 to wino, które powstało po dłuższej maceracji (30 zamiast 20 dni) i było nieco dłużej starzone w beczkach z dębu francuskiego. Taniny były tu dużo konkretniejsze i mocno "ściągające", wino wyraźnie domagające się jakiegoś jedzenia.

fot. Jacek Taranko
I wino, które zostawiłem na koniec. Białe, organiczne, naturalne - Tallarol 2014. Niektórzy boją się takich win i jestem w stanie ich zrozumieć. Dlaczego miałoby się chcieć pić wina, które śmierdzą szambem? Ja nie wiem, ale wiem, że jak się trochę to wino przewietrzy, na tyle by nieco osłabić moc tego specjalnego aromatu, to w ustach może zdziałać cuda. Nie mam dużego doświadczenia z tego typu winami, ale akurat to pokazało się z jak najlepszej strony. Kosztuje mniej niż 50 zł, tyle że w sklepie było jedynie kilka butelek. Kiedy czytacie ten tekst, być może pozostał po nich już tylko specyficzny zapach. Ale sprawdźcie!

W degustacji wina uczestniczyłem na zaproszenie importera - Whisky and Wine Place. Dziękuję!

środa, 15 kwietnia 2015

Z linii frontu #4. Zen dla każdego.

Minął już ponad tydzień od rozpoczęcia w Biedronce Festiwalu Słodkich Win (od 07.04) - nowej oferty, która koncentruje się na zaprezentowaniu klientom dyskontu bogactwa słodkich win. Kojarzymy Porto, kojarzymy Tokaj Aszu, kojarzymy Sauternes - tego typu wina znajdziemy na półkach Biedronki, ale oprócz tych znanych nazw, znajdziemy i takie, o których nie słyszymy zbyt często. Jeśli nie macie uprzedzeń do słodkich win, ta oferta może Wam sprawić sporo radości. Ja do win słodkich dopiero dorastam (podobnie było z winami musującymi) i z każdą spróbowaną etykietą nabieram dla nich szacunku.

Zen Ice ułatwia nieprzekonanym wejście w świat słodkich win. Powstało z winogron z późnego zbioru (auslese) i czaruje nos intensywnym aromatem dojrzałych owoców egzotycznych, zachwyca  oko czystą i piękną barwą, nie masakruje ust nadmiarem alkoholu - jest go tu jedynie 11%. Cukier jest zupełnie nieźle równoważony kwasowością, dzięki czemu odczuwamy przyjemną słodycz, ale i świeżość, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że wino zakleja nam usta.

24,99 zł za buteleczkę 375 ml.


Trochę koloru w szaroburym świecie. Tylko dla dorosłych!

Mój zestaw do medytacji Zen. A może po prostu dla zapewnienia sobie
odrobiny przyjemności.

Wino dostałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wykłady z PATOlogii.

Uczelnia: Kruliq Wine&Art
Rektor: Nana Cichoń
Wykładowca: prof. Ewa Rybak
Asystent: Manuel Maioral

W małej auli na warszawskim Mokotowie zebrała się grupka studentów zgłębiających na co dzień tajniki wpływu wina na ludzki umysły (ciała chyba też). Był już wieczór, godzina 19.00, frekwencja wysoka, nikt nie zaspał, nikt nie tłumaczył się jakimś tam kwadransem akademickim. Pani Rektor przedstawiła Panią Profesor, Pani Profesor przedstawiła Asystenta, ale lojalnie wyjaśniła, że często (dla zachowania równowagi) zamieniają się rolami. Rzutnik z wykładem został przygotowany, Asystent zapewnił muzyczne tło, pracownicy Uczelni przygotowali pomoce naukowe, studenci zajęli swoje miejsca. Pani Profesor mówiła i mówiła, znienacka zadawała zebranym podchwytliwe pytania, na które grupka niesfornych żaków udzielała pokrętnych odpowiedzi, chwilę potem rozpoczęły się laboratoryjne ćwiczenia praktyczne. Kręciliśmy pękatymi menzurkami, po pewnym czasie pękate menzurki kręciły nami, oś wokół której wirowaliśmy była umocowana w środku małego choć wielkiego kraju, którego próżno szukać w niektórych atlasach, za to solidnie osadzonego w centrach serc i obrzeżach umysłów winnych podróżników. 

Wykład o winach był równie szalony, jak Ci, którzy te wina stworzyli. Jednym z owych twórców był Luis Pato, eksperymentator i poszukiwacz, który nie chadza cudzymi ścieżkami, ale wytycza własne. Drugim była jego córka - Filipa, która odziedziczyła po ojcu gen niezależności (ten obok genu szaleństwa) i z równie wielką pasją tworzy wina na własną modłę, czym nota bene wkurza swojego starego. Moim zdaniem, a Pani Profesor pozwala studentom mieć własne zdanie, lepsze nawet od tych, które wymyśla jej ojciec. I jedne, i drugie zaś są na tyle ciekawe, że warto ich próbować jak najczęściej. Asystent (a może teraz profesor?) Maioral dba o to, by studenci mieli dostęp do materiałów szkoleniowych, niezależnie od tego, którym programem będą edukowani.

Materiały dydaktyczne.
Foto: Nasz Świat Win.

Prof. Ewa Rybak.
Foto: Nasz Świat Win.

Studenci z panią rektor Naną Cichoń.
Foto: Nasz Świat Win.

Siedziba uczelni.
Foto: Nasz Świat Win.

Pani rektor z najlepszym studentem.
Foto: Nasz Świat Win.

Serdeczne podziękowania dla:

Kruliq Wine&Art - za atmosferę i szczególnie miejsce,
Atlantika - za świetne wina i doskonałe towarzystwo,
Nasz Świat Win - za zdjęcia i wspólnie spędzone chwile,
oraz wszystkim zebranym za to, że mogłem być z Wami.