poniedziałek, 23 września 2019

Musujący weekend.

Przypominają mi się czasy, kiedy to z niechęcią spoglądałem na wina musujące, a ich degustacja nie była dla mnie najprzyjemniejszym przeżyciem. Dziś jest zupełnie odwrotnie, wina musujące pijam często i coraz większy jest ich udział w moim zakupowym koszyku. Szampany to może jeszcze nie są moje wina codzienne, ale cavy i cremanty już tak, prosecco chwilowo staram się omijać, choć nie unikam na siłę, zwłaszcza tych najbardziej wytrawnych.

Ostatnio uzupełniłem zapas win musujących, ale nie na długo, cztery wina poszły w czasie weekendu, jednak nie martwcie się tym, że uległem zgubnemu nałogowi, nie piłem sam.

Na pierwszy ogień poszła cava, którą miałem okazję pić już wcześniej, choć z innego rocznika, bo to akurat cava oznaczona rocznikiem, co wcale nie jest takie oczywiste. Sumarroca Cava Brut Reserva 2016 to wino na wskroś wytrawne, kwasowe, raczej kościste. Owoc spod znaku zielonego jabłka i śliwki mirabelki. Bardzo dobre, ale jak ktoś szuka w butelce lekkości i delikatnej słodyczy prosecco, to może być nieco zawiedziony tym winem.


Jako drugie wino do kieliszków trafił cremant z Alzacji od znanego producenta Wolfberger. O tych winach było swego czasu głośno w Polsce i mogły trafić do szerokiego grona odbiorców za sprawą Biedronki, która najpierw sprzedawała musującego Wolfbergera zrobionego z rieslinga, a w drugim rzucie wino zrobione z odmiany pinot gris. Oba wina, jak i resztę szerokiego portfolio widziałem ostatnio podczas krótkiego pobytu w Colmar, ale tam zaopatrzyłem się w wina spokojne i od innych producentów. Po powrocie do Polski nie mogłem się jednak oprzeć pokusie i kupiłem je w naszym ursynowskim Leclerku. Cena jego jest jednak znacznie wyższa niż ta w Colmar, o cenach Biedronki nawet nie wspomnę, musieli wówczas wynegocjować naprawdę dobrą ofertę od producenta, bo 29,99 zł na półce w owadzim markecie, to nawet nie była połowa ceny, za którą kupiłem wino w Leclerku. No ale nie o cenach miałem mówić, a o winie, które zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Było wytrawne, choć nieco mniej kwasowe niż Sumarroca, łagodniej obchodziło się z podniebieniem i wydawało się bardziej krągłe, bardziej pełne i bogatsze w owocowy komponent. Nie żałowaliśmy wydanych pieniędzy.


Trzecim winem, które mieliśmy przyjemność pić (prawdziwą przyjemność, nie chodzi mi tylko o kurtuazyjny zwrot) było wino różowe pochodzące znad Doliny Loary, z apelacji Touraine. Podobnie jak poprzednie opisywane wina, tak i to wykonane zostało metodą tradycyjną, ale sama metoda nie gwarantuje jeszcze, że wina będą równie finezyjne, jak te z Szampanii. Można zaklinać rzeczywistość, ale prawda jest taka, że szampańskiemu wzorcowi wcale nie tak łatwo sprostać. Mimo to muszę powiedzieć, że nam się ono kojarzyło właśnie najbardziej z szampanami. Piłem to wino po raz drugi, za pierwszym razem próbowałem je w towarzystwie moich ursynowskich sąsiadów zdradzających ciągoty do wina (no dobra, to są ludzie z branży) i wszyscy, jak jeden mąż, choć były wśród nas i niewiasty, z uznaniem wyrażaliśmy się o tym winie. Z pewnością będę chciał je powtórzyć, choć upolowanie go nie jest łatwe, zbyt szybko znika ze sklepowej półki.


Czwartym i ostatnim winem był cremant z Burgundii, co do którego nasze oczekiwania były największe, zwłaszcza że i jego cena w tym zestawieniu była topowa. W charakterze przypominało ono jednak to, co oferowała tańsza cava. W żaden sposób nie chciałbym deprecjonować tego wina, ponieważ niewątpliwie było smaczne i fajnie zrobione, tyle że rozjechało się z naszymi oczekiwaniami. To wino również chciałbym powtórzyć, tyle że już bez obecności konkurencji i ze świeższą głową, wszak nadmiar wrażeń może czasem człowiekowi lekko pomieszać zmysły.



Wina Sumarroca Cava Brut Reserva 2016 i Prosper Maufoux Cremant de Bourgogne kupiłem w sieci Winestory, Wolfberger Cremant d'Alsace Pinot Gris oraz Blanc Foussy Grande Cuvee Brut 2015 kupiłem w Leclerku na warszawskim Ursynowie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza