wtorek, 17 października 2017

Opróżnianie zapasów.

Im jestem starszy, tym bardziej przeszkadza mi nadmiar rzeczy wokół mnie, a coraz bliższe stają mi się idee minimalizmu. Staram się porządkować swoje rzeczy, usuwać te, które są ewidentnie mi niepotrzebne, redukuję stan posiadania. To nie jest łatwe, bo niemal całe dorosłe życie obrastałem w przedmioty, które wydawały mi się potrzebne, wręcz niezbędne. A tu od jakiegoś czasu w głowie uporczywie świdruje mi myśl, że to wszystko nic nie jest warte - co tu dużo mówić - tych rzeczy do grobu nie zabiorę. Postaram się reaktywować mojego starego bloga, aby na nim opisywać postępy w upraszczaniu życia, tutaj natomiast skupię się na winnym jego aspekcie, czyli opróżnianiu zapasów wina. Zapasików raczej, bo wbrew mojemu przekonaniu zgromadzonych butelek wcale nie ma tak dużo.


W specjalistycznej chłodziarce komplet, czyli 34 butelki, w dwóch kartonach po 6 win, czyli kolejnych 12, w szafie luzem 15 butelek i jeszcze jedna w chłodziarce turystycznej. Razem 62 butelki. Gdybym nie kupował wina i wypijał tylko jedno tygodniowo, to zapas skończy się dopiero za jakieś 14-15 miesięcy. Zakładając, że siłą inercji będą do mnie jeszcze trafiały winne prezenty od zaprzyjaźnionych importerów i dystrybutorów, to mogę przez dwa lata nie inwestować w wino ani złotówki. Ale nie mam zamiaru czyścić zapasów do zera. Wystarczy, że pozbędę się zawartości kartonów, wyczyszczę szafę, a chłodziarka turystyczna wróci do auta. No i może zluzuję miejsce na jakieś dziesięć butelek w mojej ukochanej lodówce, żeby „towar” miał gdzie rotować.

Od czegoś trzeba te zmiany w życiu zacząć i dobrze by było, żeby na pierwszy ogień poszła jakaś dobra butelka, czyli taka, którą miałem okazję pić wcześniej i zachęcony jej jakością kupiłem na - nomen omen - zapas. Po drugie, jeśli ten proces ma zamiar być rozciągnięty w czasie, to niech to będzie wino białe, wszak należy je pić szybciej niż wina czerwone. Padło zatem na włoskie wino Inama, które miałem okazję poznać podczas degustacji zorganizowanej przez importera w sierpniu zeszłego roku.

Ostał się po niej tekst, napisany co prawda kilka miesięcy po degustacji, ale jednak. Tam też kilka słów na temat wina, które piję dzisiaj, i kilkanaście na temat pozostałych win Inama. Dziś tylko dodam, że wino nie epatowało świeżością tak, jak rok temu, ale daleki jestem od tego by powiedzieć, że jest za stare. W żadnym wypadku, sprawia raczej wrażenie bardziej dojrzałego, owoc wydaje mi się wyraźniejszy niż wcześniej, aromaty są bardzo intensywne. Do pełni szczęścia przydałoby się ciut więcej kwasu, ale może się czepiam.

------------------------------------------------
Inama, Vin Soave, 2015
Soave Classico DOC, Włochy
odmiana: 100% garganega
alk. 12,0%
importer: Krople wina
------------------------------------------------



sobota, 16 września 2017

Andrea Oberto, Barolo, 2009


Wypiłem już parę win w swoim życiu, jedne były lepsze, inne trochę gorsze, o jednych chciało się powiedzieć kilka słów, inne można było spokojnie przemilczeć. I raz na jakich czas pojawiają się wina, o których powinno się coś powiedzieć, trochę je chwalić, a może nawet i wychwalać pod niebiosa, ale obcowanie z nim jest tak wielką przyjemnością, że szkoda czasu na przelewanie tych emocji na papier (e-papier). Zwłaszcza, że to nie jest takie łatwe. No niby można powiedzieć coś o solidnych, ale wypolerowanych taninach, można wspomnieć banalnie o wyrazistym owocu, którego nie trzeba nazywać, można coś bąknąć o idealnej kwasowej strukturze, czy solidnym alkoholu, który w ogóle nie daje o sobie znać. Tyle, że to po prostu w żaden sposób nie odda radości z picia takiego wina.

W tym wypadku jest to Barolo, ale jestem przekonany, że takie wina można znaleźć w każdej innej apelacji. Bo pewnie nie tylko o samo wino chodzi, ale też o okoliczności, w których się je piło. Także o towarzystwo (lub jego brak), nastrój, poziom zmęczenia organizmu, czy samego mózgu. Końcowe wrażenie to suma tych czynników, często niepowtarzalnych, więc tym bardziej nie ma co się rozpisywać na temat tego (lub innego) wina. 

To ja sobie jeszcze trochę pomilczę nad kieliszkiem. Tak szybko się kończy...


-----------------------------------------------------
Andrea Oberto, Barolo, 2009
apelacja: Barolo DOCG, La Morra, Włochy
odmiana: 100% nebbiolo
alk.: 14,5%
-----------------------------------------------------

sobota, 9 września 2017

Polka, Wino Czerwone, 2014


Po niezbyt przychylnych recenzjach przeczytanych w sieci byłem lekko negatywnie nastawiony do tego wina. I bardzo dobrze, bo w takich sytuacjach zwykle mile rozczarowuję się. Zresztą polskie wina mają na wstępie mój kredyt zaufania, który mogą roztrwonić, ja nie będę domagał się od nich ani spłaty odsetek, ani nawet kapitału. Taki mam gest. 

Dałem żonie do powąchania, stwierdziła że pachnie niedobrze, bo jest za zimne, ma skubana wyczucie. Rzeczywiście było za zimne, więc chwilę odczekałem, a po jej upływie zakręciłem kieliszkiem, przepłukałem gębę winem, usłyszałem, że teraz ja niedobrze pachnę winem i tyle było konsultacji.

Dalej piszę samodzielnie i na lekkim fochu, ale nie moje uczucia są tu ważne, lecz pytanie czy ludzkość może obdarzyć ciepłym uczuciem czerwoną Polkę z rocznika 2014. Może być ciężko, wino dość kwaśne, zielone. Jest porzeczkowy liść, jest posmak łodygi, jest też cierpkość owocu, szkoda że zabrakło choć odrobiny słodyczy, jakiejś symbolicznej przeciwwagi dla kwasu i delikatnej goryczki w końcówce.

Od razu nabrałem pewnych skojarzeń z pewną Polką, ale cicho sza, jeszcze mi życie miłe ;)

---------------------------------------------------
Polka, wino czerwone, 2014
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent
alk.: 11,5%
cena: 29,99 zł (Lidl, październik 2016)
---------------------------------------------------

piątek, 1 września 2017

Czy pani tańczy Polkę?

Czy Polkę pani zna? Ja pani wytłumaczę, jak... Dobra, dobra, lepiej nie kończyć, bo rym ucieka, a ja nie o tańcu mam pisać, a o winie o takiej nazwie. Wino produkowane jest przez Winnicę Srebrna Góra i miało swój debiut w Lidlu w zeszłym roku, jakoś tak na przełomie września i października. Pamiętam swoje poszukiwania Polki w sklepach,  wino białe i dwa roczniki czerwonego udało mi się kupić bez większych przeszkód, choć wymagało to szybkiego działania - wina ze sklepowych półek znikały błyskawicznie. Do kolekcji brakowało mi tylko wina różowego, ale wówczas nie udało mi się go upolować. 4 października 2016 - w dniu moich urodzin - wybrałem się na wycieczkę z Warszawy do Kazimierza i po drodze zajeżdżałem do każdego napotkanego Lidla. Z marnym efektem, różowego wina nie było nigdzie, a może już wtedy zaczął się boom na różowe, o których w tym roku pisze się znacznie więcej i, odnoszę takie wrażenie, zdecydowanie przychylniej.

Nauczony doświadczeniem trzymałem rękę na pulsie i w tym roku polowanie na różową Polkę zakończyło się sukcesem, zaś wersje białą i czerwoną z rocznika 2016 otrzymałem do degustacji z sieci Lidl. W połączeniu z niewypitymi w zeszłym roku winami dało to już całkiem fajną kolekcję.



Ciekawe jest to, że wina mimo identycznych etykiet takie same nie są. Każda butelka wina czerwonego powstawała w inny sposób, trudno je zatem porównywać pod kątem samego tylko rocznika, trzeba pamiętać, że różnią się one też składem. Podobnie jest z winami białymi, natomiast jeśli chodzi o wino różowe, to z przyczyny wyżej wymienionej nie mam wiedzy na ten temat.

Dziś notatek z degustacji poszczególnych etykiet nie będzie, to czeka mnie i Was w przyszłości, być może nawet nie na blogu, ale na Facebooku, lub Instagramie. Zachęcam do lajków i subów (tak mówi mój siedmioletni syn, który pragnie zostać youtuberem), żeby nie przeoczyć nowych wpisów. Dziś tylko raczej opisy techniczne i zachęta z mojej strony do kupowania win polskich, ale tak po prostu, bez żadnych kontekstów politycznych, ja na pewno nie będę Was odwodził od prób parowania polskich win z francuskimi serami ;)


Polka, wino różowe półwytrawne, 2016
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: zweigelt, cabernet cortis
alk.: 12,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"


Polka, wino białe półwytrawne, 2016
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: seyval blanc, johaniter, solaris, hibernal, chardonnay, riesling, traminer, pinot gris
alk.: 12,0%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino białe, 2015
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: johaniter, solaris, hibernal
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"



Polka, wino czerwone, 2016

Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent, rondo, acolon, cabernet cortis
alk.: 12,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino czerwone, 2015
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent, rondo, acolon
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Polka, wino czerwone, 2014
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent
alk.: 11,5%
opis producenta: "Oto Polka, subtelna, łagodna, choć niepozbawiona charakteru. Doskonale sprawdza się podczas romantycznych spotkań we dwoje i wieczorów z przyjaciółmi. Pochodzi z Krakowa, z malowniczej winnicy, położonej w dolinie Wisły, na zboczach Srebrnej Góry. Przekonaj się, ile smaku może mieć polskie wino. Ile uroku może mieć Polka!"

Czytałem opisy innych blogerów na temat win Polka, które masowo pojawiły się zaraz po czwartkowej (24.08.2017) imprezie promocyjnej i przeczytałem w którejś, że w roczniku 2016 znalazły się resztki win niezabutelkowanych przez producenta pod nazwą własną, ale biorąc sprawę zdroworozsądkowo należałoby postawić raczej tezę, że żeby sprostać atrakcyjnemu kontraktowi i zapewnić dłuższą niż kilka dni obecność na sklepowych półkach, trzeba pójść na pewien kompromis i postawić jednak na ilość. A więc wrzucamy wszystko do jednego kotła, fermentujemy, butelkujemy i wypuszczamy całość zapasów na rynek, czyli długie półki Lidla. I słusznie. Gotówka przyda się przy inwestycjach w ciąż raczkujący biznes. Oby tylko nie były to zbyt łatwe pieniądze i pochopne odtrąbienie sukcesu. Szacunek przyjdzie wtedy, gdy sukces komercyjny będzie odzwierciedleniem sukcesu artystycznego. Winnicy Srebrna Góra życzę sukcesu na obu polach i większej kreatywności, jeśli chodzi o opis win. 😉

czwartek, 31 sierpnia 2017

ML&MB

"SPOTKAŁEM SIĘ Z KOLEGĄ, BO KOLEGA JEST OD TEGO
I WYPADA CZASEM SPOTKAĆ SIĘ Z NIM
SIEDZIELIŚMY DO RANA, A JEGO UKOCHANA
DONOSIŁA CIĄGLE NOWY ZESTAW WIN"

MM&WW "KOLEDZY"


Może nie do końca tak było, może nie do rana, a i o dolewki musieliśmy zadbać sami, ale pewne zdarzenia miały miejsce i nie można tym faktom zaprzeczyć. Otóż spotkałem się Marcinem Likowskim w Whisky&Wine Place, aby spróbować kilka nowości, jakie pojawiły się w ofercie tego sklepu, przez gardło przeleciało kilka porcji wina, było przyjemnie, a same wina naprawdę dobre.


Na początek odkorkowaliśmy wino od producenta prosecco - Il Colle, ale nie było to prosecco, tylko rosè zrobione ze szczepów pinot nero i raboso. Różowe bąble wchodzą gładziutko, cukier dobrze wyczuwalny (extra dry - 16-18 g/l), równoważony kwasowością, za którą odpowiedzialną uczyniono odmianę raboso. Lekko truskawkowy posmak musi się podobać - na balkon w sam raz, jeśli zadaszony, to nawet podczas deszczu. 😃

Kolejne dwie butelki pochodziły z winnicy Treloar. Jej właścicielem jest Brytyjczyk - Jonathan Treloar a sama posiadłość leży w regionie Roussillon na południu Francji. Historia tego człowieka jest arcyciekawa, mogłaby być podstawą scenariusza niezłego filmu, ale nie powiem Wam więcej na ten temat, Marcin Likowski zrobi to znacznie lepiej prezentując przy okazji jego dzieła w sklepie. Zapytajcie koniecznie! 


Zaczęliśmy od One Block Muscat 2014 zrobionego na wino wytrawne. A nawet bardzo wytrawne - 0,3 grama cukru na litr. To coś, co ja akurat w przypadku tego szczepu lubię i zecydowanie wolę od wersji słodszych. Aromatyczne, ale nie duszące wino dobrej klasy, którego nigdy za wiele, ale musicie uważać - kwasowość na pewno rozbudzi w Was poczucie głodu.


Drugim winem od tego producenta było One Block Grenache 2015, zrobionym, jak wskazuje nazwa, z odmiany grenache, ale nie mam pewności, czy w tym roczniku powstało ono tylko z tego szczepu, czy może przy udziale innych odmian, jak zdarzało się we wcześniejszych latach. Świetne wino! Piękne owocowe aromaty, gładkie taniny, jedwabista faktura na podniebieniu i alkohol na dość niskim poziomie. To wino nie może się nie podobać, czynnik pijalności na najwyższym poziomie.


Ostatnim winem jakie próbowaliśmy było Alta Allela AA Privat MERLA 2016 zrobione z odmiany monastrell. Wino organiczne, naturalne, bezsiarkowe, o dość trudnych aromatach zaraz po otwarciu butelki, mi osobiście kojarzący się z kawą wypitą w pobliżu stajenki. Po kilku minutach w kieliszku i napowietrzeniu wina w zapachu przebija się komponent owocowy, z elementem kawy i lukrecji. Kwasowość i tanina przypominają o sobie z każdym kolejnym łykiem, rozbudzają apetyt, domagają się jedzenia - u mnie bez zmian, ja od razu chcę steka! Intrygujące wino, muszę wrócić po butelkę. 


Marcinie, dziękuję za zaproszenie!

wtorek, 1 sierpnia 2017

Priorat, Nita 2014


Kiedy piszę te słowa, w Polsce panują już spore, utęsknione przez wielu upały. Człowiek powinien chłodzić się super zimnym białym lub różowym winem, komu przyszłoby do głowy pić wina z równie gorącego Prioratu. No, ale mi przyszło.

Priorat to jedna z dwóch apelacji (drugą jest Rioja), które w systemie hiszpańskim mają najwyższy status. Choć apelacja jest nie tak bardzo młoda, powstała w 1954 roku, to najwyższy status uzyskała dopiero w 2009 roku, do czego przyczyniło się zaangażowanie wielu sławnych nazwisk hiszpańskiego świata winiarskiego, angażujących tu niemałe środki i szukających na górzystych terenach swojego eldorado. Eldorado to zresztą nie najgorsze słowo opisujące tutejsze realia, wina rzeczywiście potrafią kosztować krocie, co przyciąga kolejnych inwestorów nie zważających na ekstremalnie trudne warunki uprawy winorośli, przekładające się na niską wydajność, ale dając w zamian wina pełne ekstraktu.

Dziś mam przyjemność pić wino Nita, zrobione przez Meritxell Pallejà  z Gratallops, gdzie swoje wina produkuje jedna piąta winiarzy z Prioratu. Tutejsza enolożka pracowała z samym Alvaro Palaciosem, czołowym producentem i ojcem sukcesu tego regionu, dzięki któremu zyskał on taki rozgłos i popularność.

Nita jest kupażem, na który składają się odmiany: garnacha (45%), cariñena (35%), cabernet sauvignon (15%), syrah (5%). Garnacha i cariñena to podstawowe odmiany Prioratu, dające wina skoncentrowane, taniczne, ale też i mocno alkoholowe. Producenci często dodają tu niewielkie ilości caberneta, merlota i syrah, by nadać winom nieco więcej finezji i wielowymiarowości. Można zatem powiedzieć, że mamy do czynienia z klasykiem z Prioratu.

Wino w ustach jest nieco ziemiste, ale i bardzo owocowe (śliwka, wiśnia), ma niemało alkoholu i to daje się wyczuć, podobnie jak kwasowość. Za to tanina nie wysusza nadmiernie podniebienia. W pierwszej chwili wino nie robi dobrego wrażenia, co często zdarza się w przypadku win mocnych, intensywnych, aromatycznych, dojrzewających dłużej w beczce czy nawet butelce. Trzeba je napowietrzyć i zapewnić im chwilę odpoczynku, po którym nabierają harmonii i lepiej odzwierciedlają zamysł winiarza. W przypadku tego wina czas i dekantacja zdecydowanie pomagają. Dwa dni po otwarciu wino naprawdę pieści podniebienie, alkohol nie drażni, za to posmak dojrzałych owoców długo utrzymuje się ustach. Jeśli wino do Was trafi bądźcie cierpliwi, a czeka Was zasłużona nagroda.

Wino otrzymałem z Ambasady Królestwa Hiszpanii w ramach promocji Degusta España, mającej na celu przybliżyć zainteresowanym temat hiszpańskich win, a także regionów winiarskich, w których one powstają. Dziękuję!

poniedziałek, 31 lipca 2017

Baixabén Albariño 2013


Kilka dni temu wypiłem kolejne, po Paco&Lola, wino z Rías Baixas. Baixabén Albariño 2013 to wino raczej surowe, kościste, bardzo kwasowe. Od razu pomyślałem sobie o zupie rybnej, o której też wspomniałem poprzednio. Ponieważ została mi jej porcja, postanowiłem jeszcze raz sprawdzić to połączenie. Tym razem zupa nie dała rady zdominować wina, wręcz przeciwnie, odniosłem wrażenie, że tutaj rządzi albariño. Ale uważam, że ten mariaż był lepszy od poprzedniego. Producent poleca to wino do gotowanych skorupiaków, ryby w soli, czy białych mięs.

Wino mimo swego wieku wydaje się bardzo świeże, młode, mam wrażenie, że upływ czasu mu nie straszny, choć podręcznikowo albariño powinno być wypite w przeciągu dwóch lat od zabutelkowania. Cena przystępna, jedynie 25 zł. Może warto kupić więcej?


Adega Rubén, Baixabén Albariño 2013
DO Rías Baixas, Hiszpania

odmiany: albariño (90%), treixadura (10%)
alk.: 12%
cena: 24,99 zł - Leclerc Ursynów, Warszawa


ps. Po dwóch dniach od otwarcia w winie pojawił się zapach kojarzący mi się z aromatami win mocno utlenionych. Przypominał trochę pieczone jabłko, ale jakby nadpsute. Nie bardzo mi się to podobało, odeszła mi ochota na kolejny kieliszek, więc jeszcze dokładnie przemyślę zakup kolejnych butelek.  

środa, 26 lipca 2017

Białe wina z hiszpańskiej Galicji.


Wspominałem Wam niedawno o winach, które dotarły do mnie z Ambasady Królestwa Hiszpanii w ramach promocji Degusta España, mającej na celu przybliżyć zainteresowanym temat hiszpańskich win, a także regionów winiarskich, w których one powstają.


Pierwszym winem, o którym dziś wspomnę jest Paco&Lola Albariño 2014 pochodzące z Galicji - wspólnoty autonomicznej położonej na północno-zachodnim krańcu Hiszpanii. Na jej terenie znajduje się kilka apelacji winiarskich, w których wytwarza się głównie wina białe, jedną z najbardziej rozpoznawalnych i znanych jest DO Rías Baixas, rozciągająca się wzdłóż północnej linii brzegowej rzeki Miño, oddzielającej Hiszpanię od Portugalii. Portugalczycy po drugiej stronie rzeki nazywają już ją Minho, zaś odmiana albariño, z której zrobione jest wino Paco&Lola zwie się tutaj alvarinho.

Bodegas Paco&Lola jest projektem grupy plantatorów i winiarzy tworzących dość dużą spółdzielnię (ok. 400 członków), której oryginalna nazwa brzmi "Sociedad Cooperativa Vitivinicola Arousana". Winiarnia powstała w roku 2005, jest naszpikowana nowoczesną technologią, a winemakerzy polegają na tradycji i wiedzy przekazywanej z dziada pradziada, ale też na zdobyczach współczesnej nauki. Wina zdobywają nagrody, mówi się o nich, a w jednym z ostatnich numerów Wine Spectator natknąłem się nawet na ocenę wina, które dziś degustuję, tyle że już z nowszego rocznika.


Czas zatem poznać wino organoleptycznie 😃. W kieliszku wino prezentuje się ładnie, jest klarowne, lekko oleiste, ma dość intensywną żółtozieloną barwę. Noc cytrusowy złamany nutą brzoskwini i melona. W ustach wyraźnie, ale nie przesadnie kwasowe, zdecydowanie owocowe, z odrobinką słodyczy na wejściu i delikatną goryczką w końcówce. Bardzo przyjemne. Fermentację przeprowadzono w stalowych tankach, trwała ona 21 dni w stałej temperaturze 14 st. C, a potem przez trzy miesiące wino dojrzewało w nich na osadzie.

Spróbowałem dowiedzieć się co nieco o galicyjskiej kuchni. Okazuje się, że podobnie jak w Polsce, można w niej znaleźć dania oparte na ziemniakach, kapuście i papryce. Do tego kukurydza, którą i u nas się uprawia, choć nie wydaje mi się, żeby kuchnia polska często ją wykorzystywała. Bliskość oceanu sprawia, że w galicyjskiej kuchni oczywiście nie brakuje ryb i owoców morza. Ja postanowiłem wykorzystać znaleziony w internecie przepis na rybę duszoną z papryką i ziemniakami. Wyszła z tego naprawdę niezła zupa rybna.


Spróbowałem jej z moim albariño, ale miałem wrażenie, że jednak zdominowała ona to połączenie. Wino okazała się w tym zestawieniu zbyt delikatne, choć też z pewnym zadowoleniem przyznaje, że w swojej „karierze” miałem już znacznie bardziej nieudane połączenia. Mimo wszystko jestem zadowolony, wszak wino było bardzo dobre i zupa całkiem przyzwoita. No i czegoś dowiedziałem się o Galicji.

Wino można kupić w Polsce, ja znalazłem dwa sklepy oferujące butelki z tej spółdzielni. Różnice w cenach były zaskakująco duże (50 zł i 70 zł).

Zachęcony tym winem udałem się do swojego ursynowskiego Leclerka i kupiłem jeszcze dwie butelki albarino z Rías Baixas, więc bądźcie na nasłuchu, jeśli zainteresował Was ten temat.



Dziękuję Ambasadzie Hiszpanii za udostępnienie wina do degustacji.   

wtorek, 25 lipca 2017

Żółto-czerwone Węgry.

Wspominałem o tym kiedyś, powiem dziś i zapewne przypomnę w przyszłości - ilekroć zabieram się, by jakoś ogólnie opisać wina z danego kraju, czy może raczej winiarskiego regionu, szybko uświadamiam sobie, że nie mam nic do powiedzenia. Winem zajmuję się amatorsko, nie mam dostępu do pokaźnej liczby próbek, na podstawie których mógłbym pokusić się o jakąś rozsądną syntezę. Powyższe dotyczy także węgierskich win czerwonych, miałem okazję ostatnio wypić dwa, żadnych podsumowań więc nie będzie, podzielę się jedynie moimi odczuciami.

Post udostępniony przez Mariusz Boguszewski (@mboguszewski)

Pierwszym winem, o którym chciałbym wspomnieć, jest Vinatus Mitis 2014. To mieszanka cabernet franc, cabernet sauvignon, merlot i syrah pochodząca z węgierskiego regionu winiarskiego Villány. Winiarnia powstała dopiero w 2009 roku, dynamicznie się rozwija, także pod kątem agroturystyki, a kolejne lata przynoszą nagrody zdobywane w konkursach winiarskich. Gdybym miał je oceniać w takim konkursie (oczywiście nie mam kwalifikacji 😀) miałbym spory kłopot. Nos jest bardzo przyjemny, owocowy, nieco ziemisty, taki jak lubię. Natomiast w ustach wino robiło niezbyt dobre wrażenie, było szorstkie, palące i niepozbawione mocnej goryczki, która długo utrzymywała się na podniebieniu. Na wypicie całej butelki minęły mi nie trzy godziny, a trzy wieczory. Z każdym kolejnym było nieco lepiej, ale naprawdę minimalnie. Być może wino jest jeszcze zbyt młode, być może wymaga jakiegoś konkretnego posiłku, ale pite solo nie przypadło mi do gustu. Jest jednak „ale”. Gdybym miał możliwość jeszcze je kupić, to wziąłbym ze trzy butelki i schował w piwnicy na lat kilka. Czuję, że wino ma potencjał i z całą pewnością nie chciałbym wystawiać mu negatywnej oceny.

Podobnych odczuć spodziewałem się po innym winie węgierskim - Bolyki Indián Nyár 2015 - zwłaszcza, że wcześniej przeczytałem recenzję Roberta Szulca (winiacz.com), który zasugerował, że wino jest niezłe, ale jeszcze niedojrzałe. W tym wypadku jednak się nie zawiodłem, ale być może dlatego, że ciągle w pamięci miałem Mitis i naprawdę niewiele mi było trzeba, by przychylnym okiem spojrzeć na to wino. Niemniej jednak smakowało mi, chętnie i szybko uzupełniałem braki w kieliszku i jeśli nadarzy się okazja, to do tych trzech butelek z żółtą etykietą dorzucę jeszcze trzy z etykietą czerwoną. Dla porządku dodam, że to wino pochodzi z regionu winiarskiego Eger i jest mieszanką kékfrankos, merlot i cabernet franc. 

Postaram się też podszkolić z kuchni węgierskiej, by przyszłe degustacje, łączące wina z jedzeniem, miały już pełniejszy charakter.

Wino Vinatus Mitis 2014 kupiłem w sieci Lidl, z niej również otrzymałem do degustacji Bolyki Indián Nyár 2015.

czwartek, 20 lipca 2017

Słoweńskie wspomnienia.

Dzisiaj kilka słów o winach, które niezależnie od ich jakości (a ta z pewnością jest niezła), będą miały stałe miejsce w moim sercu. Tak to już jest, że wina z którymi wiążą się pewne (zwykle dobre) przeżycia, darzy się sympatią większą i zawsze mają przy ocenie kilka punktów ("plusów dodatnich" 😀) więcej, niż te które goszczą w naszych kieliszkach po raz pierwszy. Mam dziś przyjemność sięgnąć po wina, które piłem już kiedyś na miejscu u producenta, w Słowenii - kraju, który oczarował mnie pięknem przyrody, wspaniałymi kulinariami i świetnymi winami. 

Biedronka w swej ostatniej selekcji ma/miała wina z winiarni Puklavec&Friends (P&F Jeruzalem). Wina od tego producenta bywały już wcześniej w portugalskiej sieci, jeszcze z oryginalnymi etykietami, które można obejrzeć na stronie internetowej wytwórni, a które zostały zastąpione naklejkami przygotowanymi specjalnie dla dyskontu.

Marketing i interesy zostawmy jednak na boku, dla nas najważniejsze jest przecież wino, a w zasadzie dwa wina: Wild River Sauvignon Blanc 2016 i Wild Flower Muscat Ottonel 2016. Etykiety od razu sugerują jakiego typu win możemy się spodziewać - dzika rzeka ma się kojarzyć z rześkimi aromatami cytrusów, agrestu i marakuji uzupełnionych mityczną "mineralnością" (smak rzecznych otoczaków?), natomiast dzikie kwiaty należy kojarzyć z intensywnymi zapachami łąki zalanej polnymi kwiatami.


Przyznaję od razu, że słodki muskat to nie jest to, za czym przepadam, natomiast czytelnicy moich tekstów na blogu wiedzą, że do sauvignon blanc mam wyjątkową słabość.

I tu niespodzianka, naprawdę spodziewałem się słabego wina jeśli chodzi o Wild Flower, a tu naprawdę przyjemna butelczyna. Słodycz jest dobrze wyczuwalna, ale cukier wcale nie zdominował charakteru wina. Pije się to zupełnie dobrze solo, a z sałatką owocową nawet bardzo dobrze. Przy niskiej zawartości alkoholu wino potrafi w upalny dzień raczej orzeźwić, niż zmęczyć. Podoba mi się!

Post udostępniony przez Mariusz Boguszewski (@mboguszewski)

Czy równie zaskakujące będzie wino Wild River? Nos na pewno nie przypomina tego co ze sobą niesie nowozelandzki wzorzec sauvignon blanc. Nie ma tu nieskończonych pokładów świeżości, ale jest ona ewidentna, nie ma ostrej jak żyleta kwasowości, ale jest ona wyraźna. Nie ma też problemu z identyfikacją odmiany, pomylić się trudno. Szukając analogii w świecie sprzętu audio można powiedzieć, że sauvignon blanc z Nowej Zelandii to przykład cyfrowej precyzji odtwarzania wzorca, natomiast w europejskiej, słoweńskiej wersji tej odmiany mam odczyt analogowej płyty, z jej krągłościami i pewną miękkością przekazu. Dla wprawnego ucha i wyrobionego podniebienia różnice są ewidentne, ale oba nośniki (dzwięku lub smaku), ze swoimi wadami i zaletami zasługują na równy szacunek. I taki szacunek mam dla słoweńskiego sauvignon.

Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

sobota, 8 lipca 2017

Plany na lipiec.

Jak zauważyliście, przebudziłem się w czerwcu i wróciłem w końcu do pisania. Co prawda rekordu historycznego nie pobiłem, ale i tak cieszę się z wyniku, a jeszcze bardziej z tego, że pisanie znów sprawia mi radość. Blog trochę był zaniedbany, krótkie notki o winach częściej publikowałem na Facebooku czy Instagramie, ale zamierzam trochę rozruszać swój internetowy pijacki niecodziennik, a powodów ku temu mam niemało.


Przede wszystkim trzeba będzie zająć się nową, wakacyjną ofertą Biedronki - w sieci tej, jak zapewne już wiecie, można teraz kupić wina ze Słowenii, Chorwacji, Bułgarii i Grecji. O ile Bułgaria jest w naszym kraju popularna, choć niekoniecznie za sprawą win wysokiej jakości, to pozostałe kraje są mniej znane, można jednak zauważyć, że coraz częściej wspomina się i pisze o winach greckich. Mnie to cieszy, mam nadzieję, że będzie z czego wybierać, choć pewną barierą może być  cena win. Pamiętam, że nawet na miejscu, w Grecji, trzeba było za nie niejednokrotnie słono płacić.

Lidl natomiast wciąż stawia na Węgry (i dobrze). Z tej sieci też przyjechały do mnie dwie butelki wina, obie są sprzedawane w bardzo rozsądnych cenach. O ile wytrawny Furmint od Dereszli jest już mi dobrze znany (fajne wino), to ciekaw jestem bardzo wina Bolyki Indián Nyár.


Kika dni temu dostałem też przesyłkę z Ambasady Królestwa Hiszpanii. Na jej terenie raz w miesiącu odbywają się spotkania pod hasłem Degusta España, gdzie przesympatyczny Julio César Sobrino w luźny i pełen humoru sposób przedstawia wina z poszczególnych regionów winiarskich. Spotkania są interesujące, choć nie zawsze mogę w nich uczestniczyć ze względu na swoją pracę. Ale dzięki uprzejmości zaangażowanej w projekt Małgosi Kozakiewicz będę mógł kilka win dla Was opisać.

Moje recenzje będą pojawiały się w drugiej połowie miesiąca, do tego czasu odpocznę sobie nieco od pracy, pisania i picia wina. Stay tuned :)

piątek, 7 lipca 2017

Wina z Tejo c.d.

Kontynuuję moje próby poznania win z portugalskiego regionu Tejo. Do tej pory miałem okazję spróbować białe wino Vale do Lobos oraz czerwone Fiuza Touriga Nacional, a dzisiaj otworzyłem niedrogie wino, które kupiłem w Tesco za 17,99 zł - Portas do Tejo, oraz wino, które otrzymałem do degustacji z Biedronki - Conde Vimioso Sommelier Edition, sprzedawane za niecałe 35 zł.



Wina w kieliszku wyglądają niemal identycznie, w dodatku bardzo, bardzo podobnie do wina Fiuza, przy czym wino z BIedronki wydaje się delikatnie mętne, w przeciwieństwie do Portas, które jest bardzo klarowne. Ale w tym wypadku kolor wydaje się być jedynym podobieństwem - wina są zrobione z innych odmian. Portas do Tejo jest kupażem castelao i aragonez (tinta roriz/tempranillo), natomiast Conde Vimioso jest mieszanką touriga nacional (40%), aragonez (30%), cabernet sauvignon (20%) i alicante bouschet (10%).

Spójrzmy na zawartość alkoholu. Portas do Tejo - 12,5%, Conde Vimioso - 14%. W nosie Portas też wydaje się czystsze, królują tu aromaty czerwonych owoców z delikatną (naprawdę) nutką dębu, natomiast owoc w Cende przykryty jest warstewką kurzu, przez którą się w końcu przebija, ale nie osiąga tej intensywności, kórą wyróżnia się konkurent z Tesco. Jeśli chodzi o wrażenia z podniebienia, to akurat w Conde dzieje się naprawdę dużo. Jest soczyście, owocowo, nieco nut likierowych, kawowych, mocny zapach skóry i, niestety, sporo alkoholu. Sporo jest też chaosu, niepotrzebnego bałaganu świadczącego o tym, że nie zawsze więcej znaczy lepiej, choć mam świadomość, że takie bogactwo może się niektórym podobać. Przy nim Portas wypada nieco chudo, ale wcale nie blado. Raczej skromnie i elegancko, wcale nie brakuje tu mocnych tanin i kwasowości, które wespół wołają o parę kęsów jedzenia. Chudy twardziel.


Prawdę mówiąc oba wina zdobyły moją sympatię, przy czym Portas do Tejo zaskoczył mnie świetną relacją jakości do ceny. Produkt Antonio Ventury jest dwukrotnie tańszy od tego, które stworzył osławiony João Portugal Ramos, ale na pewno nie jest dwukrotnie słabszy. Portas do Tejo postawiłbym na stół podczas obiadu czy kolacji, Natomiast Conde Vimioso, ze swą nieco rozbuchaną naturą, poradzi sobie doskonale w roli tła towarzyskiej pogawędki.

Na marginesie dodam, że bardzo chętnie spróbowałbym win musjących, które obaj producenci mają w swojej ofercie. Obawiam się jednak, że najszybciej znajdę je na miejscu, w Portugalii. Szkoda.

sobota, 1 lipca 2017

Wino z Tejo.


Zgodnie z zapowiedzą rozpoczynam degustację czerwonych win z Tejo. Jak pamiętacie mam trzy butelki z tego portugalskiego regionu. Od organizacji „Wina z Tejo” otrzymałem do spróbowania: Fiuza Touriga Nacional 2015 (VR Tejo). Oprócz tego od Jeronimo Martins Polska dostałem do degustacji Fálua Conde de Vimioso Sommelier Edition 2015 (VR Tejo), a w Tesco zaopatrzyłem się w Portas do Tejo 2014 (VR Tejo).

Zacznę od wina Fiuza. Pochodzi ono z niezłego rocznika, 2015 uchodzi za udany, także w Portugalii. Jest to wino jednoszczepowe zrobione z odmiany Touriga Nacional.

Jak czytam na stronie organizacji "Wina z Tejo":
"Jest jedną z najpopularniejszych portugalskich odmian czerwonych. Jej szczepy rosną m.in na południu kraju w ciepłym klimacie. Produkowane są z nich wina o dużej ilości garbników, pełnej strukturze i smaku czarnych jagód, śliwek oraz aromacie fioletowych kwiatów."

Nieczęsto wącham fioletowe kwiaty, więc nie bardzo wiem czego się spodziewać, aromat tego wina kojarzy mi się raczej z czerwonymi owocami z kompotu  i z zapachami ziemi, być może tej, na której rosną fioletowe kwiaty. Wino ma kolor głębokiej purpury, z fioletowymi (a jednak 😀) refleksami. Jest przejrzyste i bardzo czyste, w kieliszku wygląda naprawdę ładnie. Nie wydaje mi się spektakularnie taniczne, choć taniny są wyczuwalne, dobrze odczuwalna jest kwasowość pobudzająca apetyt. Alkohol utrzymany w ryzach - 13,5% to wynik wręcz niski jak na wino czerwone pochodzące z ciepłego rejonu południowej Europy.

Moim zdaniem jest to bardzo dobre wino i nie ma potrzeby traktowania mnie długimi torturami, bym ocenę zmienił na "doskonałe". Na technikaliach i sztuczkach produkcyjnych się nie znam, wiem za to, że wino pije się świetnie i chętnie widziałbym je częściej w moim kieliszku.

W Polsce dystrybutorem tej etykiety jest Centrum Wina. TKM, czyli Tomasz Kolecki-Majewicz ocenił je na Winezja.pl jedynie na 84 punkty. Dla niego jest tylko dobre. A dla mnie jest w sam raz :)



czwartek, 29 czerwca 2017

Slow Wine.

Przyszło mi do głowy, że powinienem zostać, jeśli nie prezesem, to przynajmniej wiceprezesem stowarzyszenia Slow Wine (jeśli takie istnieje), bowiem tempo w jakim zabieram się do opisu flaszek może być wzorcem powolności. Po części winę za to ponosi moja praca, a w zasadzie nie do końca regularne godziny pracy, po za tym lubię pić wino, kiedy mam na to ochotę, a nie wtedy gdy dostaję flaszkę od importera, czy dystrybutora. Dla jasności dodam, że nigdy o nie nie proszę, nie organizuję 20-butelkowych degustacji w ciemno, mam wystarczająco dużo niezłych win, które sobie sam wybrałem i kupiłem. Moja nie-współpraca z importerami układa się dobrze, ponieważ zawsze ich informuję, że piję w swoim niespiesznym tempie, a oni twierdzą, że to rozumieją :)

Promocja "Wina Portugalii i Hiszpanii" w Biedronce skończyła się 11.06, a ja jeszcze nie miałem okazji spróbować wszystkich win, choć krótkie wzmianki o nich na pewno znalazły się na moim Instagramie, albo facebookowym profilu bloga. Zachęcam do zaglądania tam :)


Ostatnio jednak próbowałem dwóch win czerwonych. Jednym z nich było hiszpańskie Grandes Vinos y Viñedos Cariñena Monasterio de las Viñas Crianza 2010, a drugim Vinhas de Pegões Península de Setúbal Touriga Nacional 2015. Nie są to wina warte jakiejś szczególnej uwagi, sądzę że mogą być niezłym tłem jakiegoś wydarzenia, raczej jednak nie jego rdzeniem. Oba są nieco za mocno przebeczkowane, to ich największa wada, choć tutaj inaczej bym rozłożył akcenty niż redaktor Wojciech Bońkowski z Winicjatywy/Fermentu. Ja wolę Monasterio, w którym beczka mi nie przeszkadzała za bardzo, owoc wydawał mi się mniej rozlazły, a alkohol nie drażnił podniebienia swą intensywnością. W dodatku kosztuje mniej i mimo wieku trzyma się przyzwoicie.


Nie pierwszy raz nie zgadzam się redaktorem, a w zasadzie nie tyle się nie zgadzam, co twierdzę, że mamy zupełnie odmienne podniebienia i preferencje. W dobie "fake news" i pseudonaukowych teorii mam na to swoje wytłumaczenie. Choć nasze nazwiska zaczynają się na tą samą literę, to pierwsza litera mojego imienia to odwrócona o 180 stopni pierwsza litera imienia  radaktora Wojciecha. Ot co :)

Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka.

środa, 28 czerwca 2017

Niespodzianka z Tejo.

"Wina z Tejo", czyli polski oddział organizacji Vinhos do Tejo, to organizacja promująca wina właśnie z tego regionu Portugalii. Znajduje się on w centralnej części kraju, nieco na wschód od Lizbony, winnice zajmują tu obszar 19000 hektarów, co stanowi 10% terenów Portugalii przeznaczonych pod uprawę winorośli. Organizacja "Wina z Tejo" działa w naszym kraju dość prężnie, nazwiska osób zaangażowanych w promowanie win znad Tagu należą do utytułowanych polskich sommelierów, wystarczy obejrzeć  facebookowy profil organizacji, by się o tym przekonać.

Rzeka Tag, po obu jej stronach rozciągają się winnice.
foto: CVR Tejo
Wydaje się, że działania promocyjne mają za zadanie wyciągnąć Tejo (do niedawna Ribatejo) z medialnego niebytu, wina stąd pochodzące nie wyróżniały się niczym szczególnym, brakowało im jakiegoś charakterystycznego rysu, były raczej anonimowe. 



Sięgam do przewodnika "Wina Europy" z 2009 roku (wciąż liczę na nowsze wydanie), by przeczytać że:

„Ribatejo produkuje znaczne ilości wina, ale mało najwyższej klasy. […] Region od dawna jest rezerwuarem winiarskiej Portugalii, gdzie wielcy hurtownicy na zawołanie produkują to, co się sprzedaje najlepiej.”

Trudno o wina wysokiej klasy, kiedy tylko z 2500 hektarów produkuje się wina w wyższej, bardziej restrykcyjnej, apelacji DOC Tejo, z pozostałych upraw wytwarza się wina regionalne butelkowane jako Vinho Regional. W DOC Tejo maksymalna produkcja ograniczona jest do 80 hl/ha dla win czerwonych, a dla białych do 90 hl/ha. W przypadku Vinho Regional jest to aż 225 hl/ha. Oczywiście w narracji producentów VR luźniejsze ograniczenia apelacyjne to szersze pole dla popisów winiarzy, ale w praktyce skutkuje to zazwyczaj morzem prostych, zwyczajnych, obiadowych win, dalekich raczej od finezji. Jest jednak jedno "ale". Jeśli spojrzymy na statystyki produkcji, to średnia z hektara wynosi tu zaledwie 30 hl/ha. 

Nie wiem jak te dane interpretować, więc trzeba zacząć prace u podstaw, czyli degustować, degustować, degustować. Materiał badawczy już jest. Od organizacji „Wina z Tejo” otrzymałem do spróbowania dwa wina: jedno białe - Vale de Lobos 2015 (DOC Tejo) od Quinta da Ribeirinha, oraz jedno czerwone - Fiuza Touriga Nacional 2015 (VR Tejo). Oprócz tego od Jeronimo Martins Polska dostałem do degustacji Fálua Conde de Vimioso Sommelier Edition 2015 (VR Tejo), a w Tesco zaopatrzyłem się w Portas do Tejo 2014 (VR Tejo). Uzbierała mi się zatem mała reprezentacja win, zwłaszcza czerwonych, o których zbiorczo napiszę innym razem, a na pierwszy ogień pójdzie dziś jedyny biały rodzynek.


Jak już wspomniałem wyżej producentem jest Quinta da Ribeirinha, przedsięwzięcie rodzinne z kilkupokoleniową tradycją. Wino powstało z odmiany fernão pires (znanej też jako maria gomes), jednej z najważniejszych w Tejo odmian białych. W zależności od długości dojrzewania odmiana ta może dawać wina lekkie o posmaku cytrusów, lub nieco poważniejsze, pełniejsze wina kojarzące się z owocami egzotycznymi, takimi jak mango czy ananas. To, które miałem okazję próbować, znajduje się gdzieś pomiędzy, nie jest przesadnie aromatyczne, poza lekko utlenioną nutą (z czasem znika) wyczuwałem raczej posmak banana, charakterystyczny dla niektórych chardonnay. W ustach wino jest dość delikatne, kwasowość na pewno nie gra tu pierwszych skrzypiec, da się wyczuć odrobinę goryczki i dymne aromaty mające zapewne swoje źródło w beczce, w której dojrzewało. Nie znalazłem w nim źródła zachwytu, ale wypiłem z przyjemnością. Wino jest polecane do pieczonych ryb, białych mięs czy delikatnej wieprzowiny. Ja piłem je do naszego bobu gotowanego z koperkiem i byłem z tego mariażu zadowolony.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Leira do Canhoto, Alvarinho 2016

Powiem Wam szczerze, że nie mam najmniejszych ambicji i ani krztyny ochoty, żeby wśród win z portugalskiej apelacji Vinho Verde wynajdywać jakieś perełki, czy wina ocierające się o „wielkość”. Absolutnie nie. Niczego od nich nie oczekuję, nie mam zamiaru ich gloryfikować, wystarczy mi pewność, że są do kupienia w najbliższym sklepie z alkoholem i nie kosztują więcej niż 25 zł. Im bardziej niczego się po nich nie spodziewam, tym bardziej mi się podobają. Siadam na swoim skromnym, ale przyjemnym tarasiku, patrzę na zadbany ogródek poniżej i czuję się jak na wakacjach, choć to zwykły dzień, zwykłe popołudnie, zwykłe wino. Czuję wówczas zadowolenie i czerpię radość z prostych rzeczy. I takie odczucia, będące przedsionkiem szczęścia, mogę odnaleźć pijąc Leira do Canhoto, produkowane przez Quintas de Melgaço w podregionie Monção e Melgaço. Trudne nazwy, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, alvarinho (wym. alwarinju) - szczep, z którego powstało wino - akurat wymówić najłatwiej. Nie łamcie języka, pijcie wino. Szczep ten, czy może odmiana, daje wina dość mocne, w tym przypadku 12,5%. Wina z innych odmian, innych podregionów potrafią mieć mniej, niż 10%. I takie lubię najbardziej, ponieważ pijąc alkohol nie lubię się upijać. Dziwne? No cóż, niektórzy traktują mnie jak dziwaka. To całkiem naturalne.




Wino do degustacji otrzymałem od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

czwartek, 22 czerwca 2017

Ulubione marki wina 2017.

Trafiły do mnie (już jakiś czas temu) dwie butelki znanych i popularnych na naszym rynku win. Okazją ku temu było przyznanie przez „Drinks International” - magazyn branży alkoholowej - najwyższych pozycji w rankingu „The World’s Most Admired Wine Brands 2017” markom Torres, Concha y Toro oraz Penfold's.


Dystrybutor win tych producentów postanowił podzielić się tą ważną informacją ze światem, a jednym z kanałów informacyjnych uczynił winnych blogerów. Hasztag #darylosu podbił statystyki trendów w mediach społecznościowych, pióra i klawiatury poszły w ruch, a popularne wina stały się jeszcze bardziej popularne. Piszę o tym oczywiście w sposób nieco żartobliwy, ponieważ tych marek naprawdę nie trzeba reklamować, wina noszące ww. nazwy można dostać w niemal każdym większym markecie, przynajmniej tańsze wersje, znacznie trudniej jest znaleźć wina bardziej ambitne, ale przyczyn takiego stanu rzeczy upatruję raczej w preferencjach zakupowych Polaków, którzy (przynajmniej na razie) przedkładają cenę nad jakość. Nie ukrywam, że od Concha y Toro wolałbym spróbować takich win jak Don Melchor czy Casillero del Diablo Reserva Privada, od Torresa Mas La Plana, a od Penfold's słynny Grange. Apeluję do czytelników o informacje, gdzie w Polsce mogę kupić wymienione wspomniane wina, naprawdę mam ochotę ich spróbować, a tymczasem wróćmy do rzeczonych darów losu, czyli win Torres Viña Esmeralda 2016 i Concha y Toro Casillero del Diablo Cabernet Sauvignon Reserva 2015. Ja zaliczam je do gatunku win bezpiecznych, czyli takich, które nie kosztują majątku, natomiast amatorzy wypiją je ze smakiem i satysfakcją, za to profesjonaliści nie odnajdą w nich wad rodzących sugestie, że należy je omijać szerokim łukiem.
Cabernet z Chile na zaskakuje niczym szczególnym, w nosie dominuje porzeczka, wędzona śliwka, odrobina kwaśnej wiśni, w ustach odczuwamy dokładnie to, o czym informował nas zmysł węchu, amerykańska beczka użyta z rozsądkiem nie jest w stanie zepsuć tego wina. Nic nie szkodzi, że z rocznika na rocznik wina są niemal identyczne, tego właśnie oczekujemy od win bezpiecznych, to dostajemy, z tego się cieszymy.
Podobnie jest z Esmeraldą od Torresa. Pierwszy raz piłem je na miejscu u producenta podczas moich pierwszych mini warsztatów z zakresu łączenia wina z jedzeniem, w tym wypadku z naciskiem na sery. Tak jak wtedy w roczniku 2010 zachwycał kwiatowy noś, tak samo zachwyca rocznik 2016 - moscatel i gewurztraminer robią swoje. Kwasowość jest delikatna, a wino jest gładziutkie i miękkie, w pierwszej chwili to musi się podobać i jeśli tylko poprzestaniecie na jednym kieliszku, trudno mieć do tego wina zastrzeżenia. Przy większej ilości wina na głowę perfumowe aromaty mogą męczyć w czym pomaga niezbyt wysoka kwasowość. No chyba, że będziecie pić to wino do jedzenia - producent poleca je do owoców morza, ryb i pasztetów. W takim wypadku butelka na parę będzie wyborem w sam raz.


Wina do degustacji otrzymałem od CEDC. Dziękuję!   

czwartek, 15 czerwca 2017

Chic Barcelona Cava.

W sklepach Biedronki nietrudno o niedrogie wina musujące. Czy będzie to prosecco, czy cava, zawsze można liczyć, że cena butelki nie przekroczy 20 zł. Kilka dni temu skończyła się promocja win z Półwyspu Iberyjskiego, ale na półkach z pewnością znajdziemy jeszcze wina Chic w dwóch wersjach.


Jedna to seco, czyli odmiana półwytrawna (etykieta złota), druga to brut, czyli wytrawna (etykieta czarna). Katalog promocyjny wprowadza w tej kwestii lekkie zamieszanie, bo na zdjęciu jest wersja złota, zaś opis wina dotyczy wersji czarnej, zalecam zatem uwagę przy kupnie, zwłaszcza że różnice nie sprowadzają się tylko do zawartości cukru w winie.


O ile wersja brut jest naprawdę porządną (zwłaszcza za te pieniądze) cavą, która nie przynosi wstydu apelacji, to wersja półwytrawna jest słodkim płynem musującym bardziej przypominającym oranżadkę, niż rasowe wino. Tyle, że w oranżadzie nie ma alkoholu. Jeśli zatem interesuje Was moje zdanie, to do picia zdecydowanie polecam wersję czarną, natomiast złotą podajcie wrogowi zamiast - niech nie wprowadzi Was to w błąd - czarnej polewki.



Wersję seco otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, wersję brut kupiłem w sieci Biedronka.

piątek, 9 czerwca 2017

Viña Tarapacá Rosé 2016

No masz Ci los. Wróciłem na chwilę do pisania, a już dostaję sygnały, żebym przestał. Jeśli nie w ogóle, to przynajmniej o tych różowych, tfu tfu przez lewe ramię, winach. A jeśli uparcie jak osioł chcę pisać, to może niech to będzie Bandol albo Tavel. Mój blog, moja sprawa, mam ochotę na różowe, będę pił różowe, a przy okazji coś tam sobie zanotuję. Owszem Bandol i Tavel mają szansę pojawić się na blogu, ale na razie piję wina, które mam w sklepach tuż pod nosem. Jest ich wcale niemało, widać że towar jest chodliwy i nie jest to tylko Carlo Rosi - oprócz wina z Kalifornii łatwo kupić róż z RPA czy Chile, w dodatku chyba nawet taniej. Jednak co do cen, to pewności nie mam, ostatnio mniej systematycznie notuję w kajecie koszty winnych zakupów (obiecuję poprawę), z pewnością jednak nie wydałem na butelkę wina więcej niż 30 zł. No wiecie, w końcu to różowe 😃


Dziś wino chilijskie, sprowadzane do Polski przez Tesco, a produkowane przez Viña Tarapacá. Posiadłość producenta zajmuje obszar 2600 hektarów, winnice zajmują zaledwie 611 hektarów. W razie czego jest co obsadzać, gdyby rosé okazało się w naszej ojczyźnie szczególnie popularne. Popularne są na pewno szczepy, z których wykonano blend - 85% stanowi cabernet sauvignon, reszta to syrah. Maceracja trwa raptem 4 godziny, potem fermentacja w niskiej temperaturze, bez udziału tlenu przez 20 dni. Po zabutelkowaniu wino powinno być wypite w przeciągu roku, więc dobry czas na picie rocznika 2016.

Wino pachnie gumą balonową, smakuje zupełnie niczym z dodatkiem ziemi, a jednak pije się całkiem nieźle. 12,5% nie pali jak Mateus Rosé z poprzedniego wpisu, ale przy zbyt szybkim tempie picia głowa i ciało stają się bytami coraz bardziej od siebie niezależnymi. Zalecam zatem slow drinking, a najlepiej w towarzystwie jedzenia. 

Swoją drogą, jako osoba kibicująca winiarstwu chilijskiemu, czemu dawałem już wyraz wcześniej, bardzo chętnie przyjrzałbym się innym winom tego producenta. Jest ich niemało, portfolio jest bogate, a sama winiarnia wkrótce będzie obchodziła 150 rocznicę istnienia. Tesco koncentruje się na tańszej linii produktów, ale jakieś „reservy” ma w swej ofercie Euro-Wino z Poznania. Jedno wino z wyższej półki znalazłem też w firmie Cerkom z Józefowa. Niewykluczone zatem, że na blogu pojawi się recenzja innego, niż różowe wina Tarapacá. 

środa, 7 czerwca 2017

Mateus Rosé.

Kontynuuję dziś moje zmagania z winami różowymi. W zasadzie jednym, dobrze znanym, można je kupić w Biedronce w zasadzie od samego początku sprzedaży wina w tym dyskoncie. Prędzej czy później musiało ono do mnie trafić, byłem tego pewien, choć nigdy nie ciągnęło mnie, by w tym celu wysupłać z portfela tych kilkanaście marnych złociszy (11,99 zł). Importer też nie chciał się nim pochwalić. W moim kieliszku znalazło się dzięki mamie, która postanowiła mnie nim obdarować z okazji odwiedzin syna.

„Dziękuję. Nie trzeba było” - powiedziałem wówczas, a dziś wiem, że nie była to tylko kurtuazja z mojej strony.


Wino ma ładny, intensywny kolor, który mimo nasycenia pozostaje jednak nadal odcieniem różu. Po otwarciu buchnął z butelki zapach drożdży, poleciał biały dym, który opuścił butelkę niczym Dżin lampę Alladyna. W kieliszku pojawiły się bąbelki, dość duże i gęsto rozmieszczone. Aromat i smak przypominał nieco owocową landrynkę, ale zrozumcie mnie dobrze, nie czuć tu zbyt wielkiej ilości cukru, choć wino jest półwytrawne. Jest za to dużo goryczy, która ten ewentualny cukier nie tyle równoważy, co nawet nad nim dominuje. W zasadzie nawet mi ten smak pasował, jest dość oryginalny, ale… wrażeniom smakowym towarzyszyło odczucie iście fizyczne. Przepuszczanie tego wina przez gardło to test na odwagę, z której słyną połykacze ognia. Po każdej porcji przełyk rozgrzewał się niebezpiecznie, bałem się nieco, czytałem kiedyś o samozapłonie, a w tym wypadku wyzionięcie ducha skutkowałoby niechybnie podpaleniem mieszkania - nie jestem pewien, czy moje ubezpieczenie zapewnia w takiej sytuacji należyte gwarancje finansowe dla rodziny. Trochę mnie to zdziwiło, bo 11% alkoholu zwykle nie odczuwam tak dotkliwie. Na wszelki wypadek postanowiłem jednak odstawić butelkę.


Dziękuję, Mamo! Naprawdę nie trzeba było...