niedziela, 30 stycznia 2011

Komu bilet, komu?

Zakupy były niemal półhurtowe. Ze sklepu wyszedłem z trzema południowoamerykańskimi winami "Ticket to Chile". Jedno z nich ostatnio opisywałem. Drugie, chardonnay reserve 2008, też już wypiłem, ale nie ma o czym gadać, wpłynęło, wypłynęło i zostało szybko zapomniane. Trzecim winem był świeżutki merlot (2010) z linii zupełnie podstawowej i o 10 zł tańszej niż seria reserve. I co? Był to pierwszy "Ticket...", który przypadł mi do gustu i który wypiłem z przyjemnością. Nie jakieś och i ach, ale dobre wino do wypicia bez okazji, w dodatku za przyzwoite pieniądze (27 zł w Winestory).

Cytat z etykiety: "Aromat wiśni uzupełniony zapachem słodkich przypraw oraz delikatny posmak marmolady i słodkiego likieru zaowocowały jakże wspaniałym i delikatnym finiszem tego wina." Ja prawdę mówiąc wyczuwałem w nim raczej nuty porzeczkowe. Jeśli zaś idzie o marmoladę i słodki likier, to zupełnie nie wiem o co chodzi. Wiem tylko tyle, że spokojnie można tego merlota wypić z kumplem nie poddając jego przyjaźni zbyt niebezpiecznej próbie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz