czwartek, 14 maja 2009

Bo babcia największym przyjacielem jest....

Tak to już jest, że rodzina wymaga pewnych poświęceń. Kiedy braliśmy ślub z moją żoną ustaliliśmy, że każde z nas na swój sposób będzie miało wolną rękę. Chodziło mniej więcej o to, że jeżeli któreś z nas będzie chciało się spotkać w gronie własnych przyjaciół, czy nawet odpocząć od siebie przez kilka dni, to drugie nie będzie miało nic przeciwko temu. Ustalenia ustaleniami a życie swoje. Robienie czegoś "poza rodziną" rodzi dyskomfort psychiczny, więc się tego unika, bo święty spokój liczy się ponad wszystko. Wybawieniem jest instytucja babci, która kocha swoje dzieci, ale wnuki trzy razy bardziej. Babcia sugeruje, że wypoczynek z dzieckiem to nie wypoczynek, robi wszystko by zagarnąć wnuki dla siebie. Naturalny protest, na początku nawet silny, słabnie z każdą minutą zmuszając nas do kapitulacji - kapitulacji, której poddajemy się chętnie, bez cienia wstydu i poczucia przegranej. Babcia cieszy się wnukiem, dziecko ma wspaniałego i wyrozumiałego kompana zabawy a rodzice cieszą się sobą. Niech żyje Babcia - nawet jeśli jest teściową.

I tak oto można pójść z żoną do kina, albo wyjechać na krótki urlop, aby przypomnieć sobie jak to było fajnie w tych czasach, kiedy obrączki leżały u jubilera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz