środa, 21 marca 2018

Torcik i coś jeszcze.

Marzec w tym roku jest u mnie miesiącem zdecydowanie tortowym. Pociechy mam z marca, więc dwa torty na urodziny. Dzieci zrobiły imprezki dla swoich szkolnych znajomków w dniach innych niż swoje urodziny, więc kolejne dwa torty. No i w końcu do wnuków przyjechali dziadkowie, więc dla odmiany torcik. Skoro już tak się zasłodziłem, to do resztek tego ostatniego postanowiłem otworzyć słodkie wina, wszak i one muszą być kiedyś spożyte. Jak wiecie, nie za bardzo przepadam za winami słodkimi i otwieram je niezwykle rzadko. Kiedyś miałem podobnie z winami musującymi. Co ja się napisałem, że ich nie rozumiem, że skąd ten zachwyt i tak dalej, aż nadszedł moment, że je pokochałem miłością niemal bezgraniczną, więc kto wie - może zaraz rozpali mnie ogień słodkiej miłości.

Tort kupiłem u Grycana, czekoladowy z ciasteczkami Oreo na wierzchu, smaczny, nieprzesadnie słodki, dobrze nasączony - nie znoszę zbyt suchych tortów. Podałem Sauternes Madame de Rayne, które dostałem kiedyś z Lidla, sporo się naczekało na swoją kolej. Nie było to wino złe, choć dużego entuzjazmu u mnie nie wywołało, czemu dałem wyraz w krótkiej relacji na Instagramie. 


Zabrakło mi w tym winie odrobiny więcej kwasu, przez co brakowało mu nieco równowagi, o harmonii nie wspominając. Ale to moje zdanie, moim rodzicom smak miodu, pigwy i kandyzowanych owoców przypadł do gustu bardzo, mama nawet poprosiła o zdjęcie etykiety. Tak czy owak - do tortu pasowało.

Poszedłem więc za ciosem - choć już w samotności - i otworzyłem Tokaj. Była to butelka z rocznika 2003 od producenta Hétszőlő. Tokaji Fordítás, jak czytam w niezastąpionym przewodniku Wina Europy 2009, powstaje przez ponowne zalanie młodym winem wytłoczyn po winie aszú.


Producent zaleca je do potraw z dziczyzny przyrządzonych z dodatkiem śliwek, grzybów lub kasztanów. Mój tort tak doprawiony nie był. Wino charakteryzuje się sporym utlenieniem z dominującymi nutami pieczonego jabłka, w piciu bardzo mi się podobało, choć tym razem bardziej solo, tort zdecydowanie dominował nad tym winem.

Kolejnym i ostatnim winem, jakie chciałem do tego tortu otworzyć, to wino z Grecji  - Muskat z Samos. Nos najbardziej świeży ze wszystkich, aromat kwiatowo-owocowy ładnie pieści nozdrza, w ustach zdecydowanie najsłodsze, wręcz od słodyczy lepkie.


Tego wina solo chyba nie da się pić w zbyt dużych ilościach. Z tortem zgrało się nieźle, choć jednak Sauternes w tej roli wypadł lepiej, ale tylko nieznacznie. Za to alkohol w tym winie wybijał się zdecydowanie (zwłaszcza w towarzystwie kawałka tortu), było go najwięcej - 15%, no ale to wino wzmacniane, więc nie ma się czemu dziwić.

Z całej trójki winem najlepszym do popijania solo wydał mi się Tokaji Fordítás. Sauternes najbardziej pasował z tortem, natomiast muskat z Samos najlepsze wrażenie robił w nosie, ale usta skutecznie zaklejał słodyczą, kwas nie pomógł za bardzo. Trzeba by jeszcze popracować nad jakimś do nie niego jedzeniem, producent zaleca owoce i desery. Może macie jakieś dla niego propozycje? W butelce sporo go jeszcze zostało :)

Sauternes dostałem do degustacji z Lidla, Tokaj kupiłem tamże za własne pieniądze, a muskat z Samos otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska - właściciela Biedronki.

czwartek, 15 marca 2018

Alpha Estate S.M.X. 2012


Wiem, że niektórzy z Was z niecierpliwością oczekiwali na pojawienie się recenzji tego wina, ja sam nie mogłem się doczekać, więc wcale się nie dziwię. 😀

Po ciekawym sauvignon blanc, oryginalnej malagouzii oraz świetnym xinomavro nadszedł czas na spróbowanie greckiego blendu, a kupaże - jak przekonuje Frank Smulders MW - są podstawą najlepszych i najciekawszych win. Czy tak będzie i tym razem? 

Przede wszystkim wyjaśnijmy sobie, co to za mieszanka. S.M.X. jest akronimem od nazw szczepów: syrah (60%), merlot (20%) i xinomavro (20%). Udział odmian międzynarodowych jest tu zatem przeważający. Wcześniej chyba wspominałem, że Grecy, oprócz pielęgnowania lokalnych odmian, nie unikają szczepów znanych z innych rejonów świata, które w Helladzie potrafią dać wina nieco odmienne i często bardzo ciekawe.

Wino po fermentacji dojrzewa na drożdżowym osadzie w stalowych kadziach przez 8 miesięcy, następnie przez 12 miesięcy w średnio wypalanych beczkach z dębu francuskiego, a potem kolejnych 12 miesięcy spędza w butelkach i dopiero wtedy jest wypuszczane na rynek. Nie jest filtrowane, producent zaleca dekantację, choć ja tego nie zrobiłem, nie wydała mi się ona potrzebna.


W nosie mamy do czynienia z nutami skóry, ziemi, ale też owoców - wiśni, śliwek, jeżyn. W ustach kwasowość jest bardzo dobrze wyczuwalna, taniny wyraźne, ale dość gładkie, alkohol - choć jest go sporo - niemal niewyczuwalny. Elementy struktury ładnie się równoważą, tworząc wino poważne, eleganckie i pełne wdzięku. Pijalność wyśmienita, a połączenie ze stekiem doskonałe. Naprawdę świetne wino, które polecam równie gorąco, jak poprzednio opisywane Xinomavro 2011. Oba wina mają jeszcze kilka lat dobrej formy przed sobą.




Alpha Estate, S.M.X., 2012
apelacja: Protected Geographical Indication Florina
odmiany: syrah (60%), merlot (20%) i xinomavro (20%)
alk.: 14,5%

Wino otrzymałem do degustacji od Amazis.net. Dziękuję!




poniedziałek, 12 marca 2018

Z Grecji do Hiszpanii (na chwilę).

Przed degustacją ostatniego wina greckiego, jakie dostałem do przetestowania od Amazis.net postanowiłem zrobić skok w bok i udać się na drugi kraniec Europy, czyli do Hiszpanii. Po pierwsze dlatego, że kilka butelek wina z tego kraju miałem już w swoich zapasach i trzeba w końcu coś z nimi zrobić, a po drugie dlatego, że kilka kolejnych dokupiłem pod wpływem artykułu z  marcowego Decantera dotyczącego dojrzałych win z apelacji Rioja. Z nimi też coś trzeba będzie zrobić. W tym wpisie z pewnością nie odnotuję wszystkich hiszpańskich etykiet, które mam do dyspozycji, ale od czegoś trzeba zacząć.

Najmłodsze wina uznawane przez Decanter za dojrzałe, pochodziły z rocznika 2010 i takich win szukałem, zwłaszcza pod wpływem niezłej recenzji Campo Viejo Gran Reserva 2010, które jeszcze do niedawna można było znaleźć na półkach sklepów. W te pędy udałem się do mojego ursynowskiego Leclerka, ale okazało się, że się spóźniłem - najstarsze Campo Viejo pochodziło już z 2011. Niemniej jednak z 2010 udało mi się znaleźć trzy wina, choć jedno z nich pochodziło z innej apelacji i od tego wina zacznę opisy win hiszpańskich, natomiast z Rioja dostałem Coto de Imaz Gran Reserva 2010 oraz Bodegas Navajas Vega del Rio Reserva 2010. Do nich wrócę w niedalekiej przyszłości, a dziś porcja moich instagramowych relacji.







Z powyżej przedstawionych win ułożyłem sobie mój osobisty ranking. Na górze listy wina, które chętnie powtórzę, na dole te, za którymi nie będę się specjalnie rozglądać.

1. Eximus Cava Rosado
2. Clos Montebuena
3. Torres Celeste
4. Ramblasreales
5. Castroviejo
6. Pata Negra

W najbliższym czasie na blogu możecie spodziewać się opisu greckiego wina Alpha Estate Red (S.M.X), a potem znów wrócę do win hiszpańskich.

Zapraszam do śledzenia moich poczynań na Instagramie, tam znajdziecie najwięcej relacji (na gorąco). Zajawki blogowych wpisów pojawiają się też na Facebooku.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Alpha Estate, Xinomavro 2011


Po dwóch winach białych - Malagouzia 2016 i Sauvignon Blanc 2016 - nadszedł czas na przetestowanie kolejnego wina z Alpha Estate, tym razem czerwonego, zrobionego z lokalnej, greckiej odmiany xinomavro. Wino nie jest najmłodsze, pochodzi z rocznika 2011, wg danych producenta najświeższym rocznikiem jest 2014. Cykl produkcyjny jest dość długi, najpierw wino przez 9 miesięcy dojrzewa na osadzie, następnie 12 miesięcy spędza w beczkach z dębu francuskiego i kolejne 12 miesięcy w butelkach, zanim zostanie wypuszczone na rynek. Jak wspomniałem, moje wino pochodzi z rocznika 2011, wydaje się już dojrzałe, choć w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jego czas minął. Myślę, że do końca dekady dotrwa we wzorowej formie, choć nieco nut ewolucyjnych można już wyczuć.


W nosie (moim zdaniem) królują rodzynki, w likierowej otulinie, ale pozbawione słodyczy, co znajduje potwierdzenie w ustach, gdzie kwasowość gra pierwsze skrzypce, a bezkompromisowa wytrawność świadczy o surowym charakterze tego wina. Pobiło ono rekord prędkości z jaką w głowie pojawia się myśl, by zagryźć je stekiem. Od pierwszego także przełknięcia miałem wrażenie, że jest to wino, za którym tęskniłem od dawna. Ostatnio pijałem wina białe, dla których mam coraz mniej serca, a czerwone xinomavro utwierdziło mnie w miłości do win tego koloru. Innymi słowy, wino czerwone to jest coś, co bloger Boguszewski ma na myśli w pierwszej kolejności mówiąc "WINO". Tak, to jest moje wino.


Alpha Estate, Xinomavro, 2011
Hedgehog Vineyard
apelacja: Protected Designation of Origin Amyndeon
odmiany: 100% xinomavro
alk.: 14,0%

Wino otrzymałem do degustacji od Amazis.net. Dziękuję!


wtorek, 20 lutego 2018

Alpha Estate, Malagouzia 2016

W poprzednim wpisie wspomniałem wam nieco o greckim producencie Alpha Estate i winie Sauvignon Blanc 2016 z jego portfolio, a dziś kilka słów o winie ze szczepu malagouzia.


To bodaj pierwszy raz, kiedy będę miał okazję pić wino zrobione w 100% z tej odmiany, która dziś powoli staje się (tak przynajmniej słyszałem) wizytówką win z greckiej Macedonii, a ponoć niewiele brakowało, by zniknęła ona całkowicie z powierzchni Ziemi. Dość powiedzieć, że nie poczytacie sobie o niej w przewodniku Hugh Johnsona poza wzmianką, że w Alpha Estate uprawiają "egzotyczną" malagouzię, nie znajdziecie o niej informacji w całkiem rozbudowanym indeksie odmian winorośli w serwisie snooth.com, u Jancis Robinson raptem jedno zdanie: "Wine capable of making elegant, almost too aromatic Greek whites, saved from extinction and now promising". Czyli tyle, co i ja napisałem na początku tego tekstu. Nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko spróbować wina, które trafiło w moje ręce, a przy okazji zakupów wyglądać malagouzii na półkach, choć nie sądzę, żeby wina z tej odmiany zalegały w sklepach w Polsce.

W kieliszku wino jest blado-słomkowe z zielonymi refleksami, na ściankach zostają drobne bąbelki, ale trudno tu mówić o efekcie musowania - jeśli już, to zaraz po otwarciu i tylko przez chwilę. W nosie jest raczej oszczędne (Jancis trochę przesadziła), bardziej ziołowe niż kwiatowe, w każdym razie przyjemne i bez żadnych drażniących niuansów. W ustach - jeśli mam być szczery - nic ciekawego. To znaczy nic, co mogłoby wskazywać na tą, nieco chyba mityczną, wyjątkowość wina. Oczywiście skrajną głupotą byłoby wyciąganie wniosków i ferowanie wyroków na podstawie jednej li tylko butelki i od jednego raptem producenta. Czuję się zachęcony do poszukiwań win z tej odmiany, chociażby dla przeprowadzenia weryfikacji pierwszych odczuć.


I choć nie do końca mogę zgodzić się z opisem wina zapisanym na kontretykiecie, to chętnie spróbowałbym rekomendowanych połączeń kulinarnych. Szczególnie na miejscu. Kilka wysp greckich już zaliczyłem, może czas na Grecję kontynentalną. Może Dusterem?


Czekam na wypasione propozycje od sponsorów 😉 

Alpha Estate, Malagouzia, 2016
apelacja: Protected Geographical Indication Florina
odmiany: 100% malagouzia
alk.: 13,0%

Wino otrzymałem do degustacji od Amazis.net. Dziękuję!

środa, 14 lutego 2018

Alpha Estate, Sauvignon Blanc 2016

Kilkanaście dni temu trafiła do mnie przesyłka od importera Amazis.net, w której znalazły się cztery wina greckie, wszystkie od jednego producenta: Alpha Estate.


W 2013 roku spędzałem wakacyjny urlop z rodziną na Rodos i tamże spotkałem się po raz pierwszy z winami Alpha, ale sama wytwórnia mieści się w Grecji kontynentalnej, a dokładniej rzecz biorąc w miejscowości Amindeo, leżącej w Macedonii na północy kraju. Przed wyjazdem starałem się liznąć nieco wiedzy na temat win greckich, ale okazało się, że ogarnięcie tego zagadnienia to praca nie na kilka dni, a raczej na długie miesiące, a może i lata, Grecja pod tym kątem jest bardzo zróżnicowana. Dobrze jest się oprzeć na wiedzy zawartej w winiarskich magazynach i przewodnikach, bowiem bez przygotowania najłatwiej trafić na powszechnie dostępnie wina stołowe, które ze swej natury stanowią „popitkę” do obiadu i często nie grzeszą jakością. Przekrojowe testy w takich pismach jak Decanter, Wine Enthusiast czy Wine Spectator wskazały mi kierunek poszukiwań, ale miałem świadomość, że w turystycznych miejscowościach nie będzie łatwo wyłowić perełki. Niemniej jednak coś znalazłem, zaskoczeniem była natomiast cena win, często przekraczająca 15-20 € za butelkę, co było dla mnie szokiem o tyle, że głośno wówczas mówiło się kryzysie greckiej gospodarki i szybkim ubożeniu mieszkańców Hellady. Może Grecy próbowali odkuć się nieco na turystach, bo właściwie czemu nie? Jeśli jednak miałbym drążyć tę kwestię nieco głębiej, to doszedłbym do wniosku, że to i tak niewiele zważywszy na dobre recenzje win z tego pułapu cenowego i ich oceny często przekraczające 90 pkt.  


W każdym razie udało mi się kupić tam dwa wina z Alpha Estate. Jednym z nich była słodka, aromatyczna, a przy okazji bardzo dobra Omega (gewürztraminer 85%, malagouzia 15%), natomiast drugim Sauvignon Blanc 2012. Możecie się dziwić, dlaczego wybrałem akurat sauvignon blanc w Grecji. Po pierwsze dlatego, że czułem się zagubiony wsród nazw rdzennych szczepów, a po drugie, że bardzo lubię białe sauvignon, miałem już jakąś bazę wypróbowanych win z tej odmiany, a więc i możliwość porównania wina greckiego z winami z innych stron świata. Jak to porównanie wypadło możecie przeczytać w moim wpisie z roku 2013.


W przesyłce od importera znalazło się (między innymi) właśnie Alpha Estate Sauvignon Blanc, tyle że już z rocznika 2016. Z informacji zawartych na stronie producenta wynika, że jest to najświeższy rocznik, jaki jest w sprzedaży, ale zabrakło informacji technicznych, których bogactwem mogą szczycić się wina z poprzednich roczników. W każdym razie uprawy winorośli prowadzone są na parcelach leżących na płaskowyżu Amyndeon (wys. 600-700 m n.p.m) pomiędzy wzgórzami i w pobliżu dość dużych zbiorników wodnych stabilizujących klimat i łagodzących amplitudę temperatur. Jak te warunki i rocznik wpłynęły na wino? Sprawdźmy!

Kolor słomkowy, blady, wino czyste, bez wytrąceń, dobrze przefiltrowane po czterech miesiącach dojrzewania na osadzie. Zapach agrestowo-trawiasty, nieco ziołowy, o mniejszej intensywności niż większość SB z Nowej Zelandii, jakie miałem okazję pić. Na podniebieniu w początkowej fazie nuty gruszkowe i podobnie jak w gruszce delikatna słodycz z odrobiną kwasowości. Możliwe skojarzenia z gruszkowo-jabłkowym kompotem, ale też z balonową gumą i landrynką, choć nie tak wyraźną (i męczącą) jak w przypadku SB z Chile. Końcówka lekko goryczkowa, świeża. Fajne wino do picia solo, ale spróbowałbym go także w towarzystwie sałat, grillowanych warzyw czy białych mięs.



Alpha Estate, Sauvignon Blanc, 2016
apelacja: Protected Geographical Indication Florina
odmiany: 100% sauvignon blanc
alk.: 13,0%


Wino otrzymałem do degustacji od Amazis.net. Dziękuję!

czwartek, 18 stycznia 2018

Monte da Ravasqueira, Branco 2016


Wino o dość jasnej barwie, oleiste w kieliszku, ciężkie i zawiesiste w ustach. W smaku kojarzy się z chardonnay muśniętym beczką, ale nie jest bananowo mdłe, lecz ożywione nutami kwaśnych cytrusów. W końcówce wyczuwalna goryczka, za którą tak bardzo nie przepadam, a która może kojarzyć się też z grejpfrutem.

Etykieta mówi o użyciu dwóch odmian: arinto i anato vaz, lecz strona producenta mówi o czterech odmianach: viognier, alvarinho, semillion i arinto. Wspomniałem wcześniej o beczce, ale dla jasności dodam, że to wino z beczką kontaktu nie miało. Intensywność jego smaków wynika najprawdopodobniej z faktu dojrzewania wina na osadzie przez 3 miesiące i znaczącego udziału viognier, które potrafi dawać wina przyciężkawe, choć rzeczywiście aromatyczne. Zadaniem pozostałych odmian było zapewne ożywienie wina i nadania mu cytrusowej świeżości. Nie wiem, czy dostaniecie je jeszcze w Biedronce (stawiam, że tak), moje wino tradycyjnie już dość długo czekało na swoją kolej, ale warto było czekać. Tego typu biel w zimę sprawdza się zaskakująco dobrze, nie musicie - jak czasem sugerują koledzy blogerzy - od razu sięgać po Porto ;) 

Wino otrzymałem (dawno temu) do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

piątek, 22 grudnia 2017

Lidl na Święta.

Miałem tego nie robić, a zrobiłem. Miałem się powstrzymać, a zabrakło wytrwałości w postanowieniu. Diagnoza jest jasna i nie może być inna: jestem uzależniony. Na szczęście nie od picia alkoholu, ale od jego kupowania i chomikowania. Ja może bym to nazwał kolekcją, co prawda nie najwyższych lotów, ale jednak. Niestety moja żona widzi w tym bałagan i zagracanie przestrzeni, więc muszę się nieco ze swoimi zakupami kryć i skutecznie je maskować. To też typowy objaw uzależnienia.

Lidl w zakupowej abstynencji mi nie pomógł i z okazji wstawienia do sklepów win ze świątecznej oferty podesłał przesyłkę z dwoma winami. Dostałem, czyli nie kupiłem, powie ktoś, komu przyjdzie do głowy stanąć w mojej obronie. Ale prezent podziałał jak płachta na byka, a pendrive z zapisaną całą ofertą skusił mnie do odwiedzenia najbliższego sklepu. Dwa wina zatem dołożył do mych zbiorów Lidl, dwa wina dokupiłem sam i znów w moich tajnych zakamarkach zrobiło się ciasno.

Skoro sprawa wyszła na jaw, a z moich postanowień nici, to niech chociaż Wam opowiem, o co wzbogaciła się ta moja - pożal się Boże - kolekcja.


Domaine Saint-Germain, Chardonnay 2016, Bourgogne AOP
„Wino i barwie słomkowo-zielonkawej, klarowne. Zaraz po nalaniu trunku do kieliszka aromaty są łagodnie wyczuwalne, ulegają stopniowej intensyfikacji w trakcie napowietrzania. W ustach wyraźna kwasowość, alkohol umiarkowanie rozgrzewający, o lekko słonym posmaku. Wino znajdzie zastosowanie jako aperitif lub jako towarzystwo do sałatek, lekkich potraw z ryb i drobiu”. Tak zareklamował mi wino zespół Lidl Polska zapraszając do degustacji, ale ponieważ u mnie z degustacjami gorzej niż z zakupami, więc na weryfikację opisu będziecie musieli poczekać, chyba że zrobicie to za mnie wcześniej, chętnie wczytam się w Wasze komentarze. Ja się w każdym razie cieszę z prezentu, bo ostatnio bardzo rzadko sięgałem po chardonnay i prawdę mówiąc nie wiem, czy sam bym sobie to wino kupił. 

Drugie z otrzymanych win to


Carmelo Ortega, Saxa Loquuntur dos 2013, Rioja DOC
„Trunek ten dojrzewał przez 12 miesięcy w dębowej baryłce. W kieliszku rozpoznać można akcenty jeżyn, suszonej śliwki, suszonych daktyli, toffi i tostów. W ustach równowaga, struktura opiera się na rozgrzewającym alkoholu, przyjemnie cierpkich garbnikach i wyczuwalnej kwasowości. Polecamy do pieczeni lub dojrzałych twardych serów.” Ja oczywiście najchętniej spróbowałbym je do wołowego steka i choć jeszcze wina nie spróbowałem, to już ta kwasowość i garbniki rozbudziły mój apetyt.

Saxa Loquuntur to wina (producent ma w ofercie trzy wersje o nazwach uno, dos i tres), które trafiają do mnie nie po raz pierwszy. A ponieważ nigdy nie miałem o nich złego zdania, to na zakupach postawiłem dokupić wersję uno (rocznik 2014), żeby mieć bezpośrednie porównanie win.


Wydawało mi się, ale mogę się mylić, że nigdy nie sprzedawano jednocześnie różnych etykiet tego producenta. Żyję w przekonaniu, że w różnych okresach Lidl wstawiał pojedyncze etykiety nie zdradzając specjalnie klucza, wg którego to czynił. Ale skoro teraz nadarza się okazja, to ja ją wykorzystam. Nie wiem, czy uda mi się je scharakteryzować za pomocą równie kwiecistego opisu, ale mam nadzieję, że zrozumiecie moje odczucia. Na to oczywiście też musicie poczekać. ;)

Czwarte wino, a drugie z tych, które sam kupiłem nie znalazło się w najnowszej ofercie, ale można je znaleźć na półkach Lidla i to w sporej ilości.


To Crémant de Limoux, wino musujące z Langwedocji, wykonane metodą tradycyjną, czyli tą, z której słyną Szampany. Zbliża się Nowy Rok i dobrze jest go przywitać bąblami. Owszem, można zrobić to Krugiem, ale chwilowo mnie na niego nie stać, więc zostanę przy nieco przystępniejszych cenowo propozycjach, które zresztą można też z powodzeniem wykorzystać podczas świąt Bożego Narodzenia. Wszak wina musujące są kulinarnie bardzo uniwersalne i choć może grubą przesadą byłoby twierdzenie, że pasują do każdej potrawy, to jednak można uznać je za wybór bezpieczny. Wybór win musujących w Lidlu jest dość spory, więc jeśli nawet nie skusicie się na to mocno wytrawne crémant, to może przypadnie Wam do gustu jakieś prosecco, a i szampany wystawili w całkiem atrakcyjnej cenie (jak na szampany).

Dziękuję polskiemu Lidlowi za przesyłkę, a całemu zespołowi czuwającemu nad winną blogsferą życzę wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego 2018 Roku.

środa, 13 grudnia 2017

Wina z fabryki.

Męczę się okropnie. Nie dlatego, że wina niedobre, ale dlatego, że nie mam czasu ich wypijać. Pracę i obowiązki domowe przedkładam jednak nad spożywanie alkoholu, co pewnie dobrze świadczy o mnie i właściwym ustaleniu priorytetów, a że dzieje się to kosztem czytelników to wielka szkoda. Ja i moja wątroba będziemy trzymać się swojej ścieżki.

Dziś, a w zasadzie przez kilka ostatnich dni, sięgam po portugalskie wina z Biedronki i znów wyprodukowane przez Falua Sociedade de Vinhos. Chociaż nie, tak chyba nie mogę napisać, bo na stronie producenta nie mogę znaleźć win F’OZ, natomiast na ich etykietach mowa jest tylko o zabutelkowaniu win przez spółdzielnię Falua. No właśnie, skoro to spółdzielnia, to może João Portugal Ramos udostępnia tylko swoją infrastrukturę innym winogrodnikom, a przez swoją sieć kontaktów upłynnia towar na masową skalę.

Masowe nie zawsze znaczy złe, to zazwyczaj produkty tanie, więc wymaga się od nich, żeby były wystarczająco dobre, aby mogły być wykorzystane do gotowania, czy postawienia na stole do codziennego, zwyczajnego obiadu. Tak to widzę i pod takim kątem oceniam tego typu wina.


***


Jak już wspomniałem, oba wina butelkowane są pod nazwą F’OZ, co oznacza ‚ujście’ i „jest hołdem dla rzek, które przepływają przez najbardziej prestiżowe regiony winiarskie w Portugalii, zapewniając doskonałe warunki do produkcji win wysokiej jakości”. W tym wypadku mówimy o winie z apelacji Douro, które zostało - użyję jeszcze raz tego słowa - zabutelkowane w roku 2016 oraz o winie z regionu Dão zabutelkowanym w roku 2015. Oba zresztą powstały w tym samym zakładzie położonym w Almeirim, które dla odmiany leży na terenie regionu winiarskiego Tejo.

Wszystko to, co napisałem powyżej sprawia, że próżno szukać w tych winach szczególnych uniesień, albo wyciągać na ich podstawie wnioski co do stanu winiarstwa w poszczególnych regionach Portugalii. Nic z tych rzeczy. Te wina podobnie kosztują i podobnie smakują, przyjaciół od wina nimi nie zachwycicie, ale obiadu Wam nie zepsują. Jeśli jednak będziecie się upierać, abym wskazał palcem zwycięzcę, to w tym zestawieniu wolę wino z Dão. Jest łagodniejsze nieco dla podniebienia przy lepszym uwypukleniu owocu.

Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

piątek, 1 grudnia 2017

Tercius, Tejo 2016

Wino od dużego i znanego producenta Falua Sociedade de Vinhos, który nie ogranicza się tylko do jednego regionu Portugali, lecz produkuje swe wina w Alentejo, Tejo, Beiras, Douro i Vinho Verde. Jeśli pijecie portugalskie wina to nazwisko João Portugal Ramos na pewno obiło wam się o uszy, a może i wpadło w oko, jeśli uważnie czytacie etykiety. Co do samej etykiety to podoba mi się wzór, powtarzalność motywów i ich symetria. Idealnie pasuje do win produkowanych przemysłowo, gdzie powtarzalność produktu - przy zachowaniu jakości - jest miarą jego sukcesu.

Wino jest całkiem dobre, co zawsze cieszy, bo kupno butelki wina za 17,99 złotych często obarczone jest pewnym ryzykiem. Wiele osób z tego względu unika zakupów w dyskontach, wydając lekką ręką 50 zeta w sklepie specjalistycznym w przekonaniu, że w ten sposób kupują prawdziwe perełki. Grunt to mieć poczucie dobrze wydanych pieniędzy, choć wydaje mi się, że w takim przypadku perły za prowizję kupują raczej sprzedawcy win.


Co więcej, w takim przypadku mam zawsze ochotę pójść do sklepu i kupić karton wina na zapas, za niewielkie pieniądze można zrobić sobie szkolenie z ewolucji wina, o ile ktoś ma w sobie pokłady cierpliwości, żeby otwierać butelkę co rok czy chociaż co 6 miesięcy. O powierzchni schowka nie wspomnę, ja kontynuuję opróżnianie zapasów, dlatego sam z własnej rady pewnie nie skorzystam.


Falua, Tercius 2016
Vinho Regional Tejo, Portugalia
odmiany: touriga nacional, aragonez, cabernet sauvignon, syrah
alk. 13,5%
cena: 17,99 zł w Biedronce

Wino otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

piątek, 10 listopada 2017

Syzyfowe prace.

Zgodnie z tym, o czym napisałem we wpisie "Opróżnianie zapasów", zająłem się ich pomniejszaniem za pomocą osuszania butelek. Robiłem to powoli, niespiesznie i w samotności, żona w ogóle nie chce mi pomagać, ale zacząłem zauważać efekty, więc wszystko wydawało się być na dobrej drodze.

Na pierwszy ogień poszło wino chilijskie, a dokładnie sauvignon blanc z winnicy Luis Felipe Edwards. Wino pochodziło z rocznika 2016, sprzedawała je w swojej promocyjnej ofercie Biedronka między 28.08.2017 a 10.09.2017. Co ciekawe w katalogu na miejsce pochodzenia wskazywano Casablanca Valley, moje wino zaś powstało z gron zbieranych w Leyda Valley. Ciekaw jestem, czy zwróciliście na to uwagę otwierając swoje butelki i czy rzeczywiście w ofercie były wina z różnych miejsc. W każdym razie to z Leyda Valley zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie.


Drugim winem, a w zasadzie winami drugim i trzecim były białe Polki - wina wyprodukowane dla sieci Lidl przez Winnicę Srebrna Góra, przy czym do dyspozycji miałem dwa roczniki: 2015 i 2016.



Nie wiem czy różnice były spowodowane samym wiekiem win, czy może o ich charakterze decydowała aura, stawiałbym jednak na różnicę w składach win, przy czym chciałbym zaznaczyć, że mimo dużego kombinowania w kupażach, wina miały jakiś wspólny mianownik, co należy zaliczyć im na plus. W ogóle mają u mnie plusy, przy czym rocznik 2015 nieco większego.

Po Polkach na stół trafiło albariño z hiszpańskiej Galicji, a dokładniej apelacji Rias Baixas. Albariño dla mas można powiedzieć, bo jest znacznie przystępniejsze w piciu niż opisywany w literaturze wzorzec wina z tej odmiany. Mniej tu kwasowości, nieco więcej ciała i owocu, co sprawia, że wino jest łatwe w piciu. Wzorcowe albariño potrafi być bardzo kwasowe i dość oszczędne w aromatach, za to dobrze pasuje do galicyjskiej kuchni w dużej mierze opartej na owocach morza.


Następnie udałem się do Argentyny po jej sztandarowe wino czerwone, czyli malbeka. Wino wyszło spod ręki uznanego winiarza, ale dla mnie było ono dość przeciętne. Miałem okazję pić już dużo lepsze malbeki, choć uczciwie muszę przyznać, że zwykle były to droższe etykiety.


Pozostałem jeszcze na moment w Ameryce Południowej, by spróbować urugwajskiego tannata, ale o ile wino było bardzo pijalne i naprawdę smaczne, to jednak nie oddało potencjału tkwiącego w odmianie tannat - liczyłem na potężną taninę, a dostałem wino łagodnie, znów jakby przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców.


I już cieszyłem się, że plan przynosi efekty, już widziałem odzyskane po butelkach miejsce, już cieszyłem się nie z posiadania wina, ale jego braku, gdy dotarła do mnie przesyłka z Biedronki wypełniona próbkami win portugalskich. Czyli luka została zamknięta, wyrwa zasypana a butelkowy bilans wyszedł na zero. To właśnie możemy śmiało nazwać tytułową syzyfową pracą.


Ale jak Syzyf się nie załamywał, tak i ja sumiennie wtaczam swój kamień pod górę, a czy było warto, czy portugalskie wina warte są zachodu, o tym poinformuję Was w kolejnych wpisach.

Savignon blanc i tannata dostałem do degustacji z Biedronki, obie Polki kupiłem za własną mamonę w Lidlu, za malbeca zapłaciłem w Tesco, a ursynowski Leclerc skasował mnie za albariño.

wtorek, 24 października 2017

Bodega San Telmo, Torrontes 2017


No i znowu trafiłem na wino, z którym mam pewien zgryz. Może nie z samym płynem, lecz raczej z opakowaniem w jakim zostało zamknięte, a w zasadzie z etykietą, która została nań przyklejona. Od razu dodam, że etykieta ta bardzo mi się podoba, lubię te wygibasy, lubię logo i użyte czcionki, podoba mi się symetryczny układ całości.

ⓒ Bodega San Telmo
To co mi się nie podoba, to fakt, że jednak różni się ona od etykiet win, które można obejrzeć na stronie producenta - charakter podobny, ale w szczegółach różnice znaczne.

ⓒ Bodega San Telmo.
No niby też nic dziwnego, Biedronka ma mocną pozycję negocjacyjną i może zażądać od producenta etykiet zrobionych specjalnie dla win sprzedawanych w sieci. Bardziej nie podoba mi się to, że producent na swojej stronie nic nie wspomina na temat torrontesa, podobnie jak na Facebooku. Zaraz mi się zapala czerwona lampka (wina?) w takiej sytuacji, bo może nie tylko etykieta, ale i całe wino zrobiono specjalnie pod portugalską sieć. Tego nie wiem, ale w dzisiejszych czasach, kiedy media pełne są fake newsów i spiskowych teorii, a każdy może promować swoją własną "prawdziwą" historię, może ona na przykład brzmieć tak:

San Telmo należy do dużego koncernu (tę informację znajdziecie na ich stronie) i być może kontrakty na wina zapadają gdzieś w centrali, zupełnie poza bodegą. Można sobie wyobrazić, że koncern ten dostaje od dużego importera zamówienie na taniutkiego torrontesa i zleca fabryce wyprodukowanie kilku cystern wina z gron dostarczonych przez okolicznych winogrodników, a może nawet wystarczy tylko wydrukować etykiety z logo producenta i dostarczyć do spółdzielczej rozlewni oznaczonej jakimś tam tylko numerem. Na wszelki wypadek etykiety są „podobne, ale inne”, w razie czego "to nie my, my nigdy nie produkowaliśmy torrontesa”. 

Oczywiście to tylko żartobliwe dywagacje, wytwór mojej wyobraźni, która fakty zastępuje domysłami - przecież nic na ten temat nie wiem. Na wszelki wypadek wysłałem jednak maila do działu marketingu producenta, z prośbą o udostępnienie mi informacji na temat wyprodukowanego przez siebie wina. Może jednak mają nowe nasadzenia i właśnie wypuścili na rynek nowo wino? Być może - ja wciąż czekam na odpowiedź.


A jakie jest samo wino? Takie sobie (jednak etykieta podoba mi się w nim najbardziej). Torrontes zazwyczaj daje wina aromatyczne, o silnie owocowej nucie, ale nieprzesadnie kwasowe. Może przypominać wina z odmian muscat czy gewurztraminer, choć zwykle nie jest aż tak intensywne w zapachu. Dobre w formie „lampeczki” na aperitif. I rzeczywiście, w tym przypadku dostajemy wino aromatyczne, choć trudno nazwać je perfumowanym, w ustach jest dość surowe, z zaznaczoną nieźle kwasowością i odrobiną goryczki w końcówce. Owoc nieco cherlawy i bez większego wyrazu. Nie wiem czy jeszcze w tym sezonie uda się wypić to wino na skąpanym w słońcu tarasie, gdzie można by właściwie docenić jego ożywcze walory. Dziś jednak, kiedy słońce słabe i wino blade trudno szukać w nim źródła ukojenia dla skołatanej duszy. Za to do jedzenia, dzięki wyraźnej kwasowości, powinno być niezłym kompanem. Ja bym je widział w towarzystwie delikatnego mięsa ryb, spróbowałbym też połączenia z sushi.

wtorek, 17 października 2017

Opróżnianie zapasów.

Im jestem starszy, tym bardziej przeszkadza mi nadmiar rzeczy wokół mnie, a coraz bliższe stają mi się idee minimalizmu. Staram się porządkować swoje rzeczy, usuwać te, które są ewidentnie mi niepotrzebne, redukuję stan posiadania. To nie jest łatwe, bo niemal całe dorosłe życie obrastałem w przedmioty, które wydawały mi się potrzebne, wręcz niezbędne. A tu od jakiegoś czasu w głowie uporczywie świdruje mi myśl, że to wszystko nic nie jest warte - co tu dużo mówić - tych rzeczy do grobu nie zabiorę. Postaram się reaktywować mojego starego bloga, aby na nim opisywać postępy w upraszczaniu życia, tutaj natomiast skupię się na winnym jego aspekcie, czyli opróżnianiu zapasów wina. Zapasików raczej, bo wbrew mojemu przekonaniu zgromadzonych butelek wcale nie ma tak dużo.


W specjalistycznej chłodziarce komplet, czyli 34 butelki, w dwóch kartonach po 6 win, czyli kolejnych 12, w szafie luzem 15 butelek i jeszcze jedna w chłodziarce turystycznej. Razem 62 butelki. Gdybym nie kupował wina i wypijał tylko jedno tygodniowo, to zapas skończy się dopiero za jakieś 14-15 miesięcy. Zakładając, że siłą inercji będą do mnie jeszcze trafiały winne prezenty od zaprzyjaźnionych importerów i dystrybutorów, to mogę przez dwa lata nie inwestować w wino ani złotówki. Ale nie mam zamiaru czyścić zapasów do zera. Wystarczy, że pozbędę się zawartości kartonów, wyczyszczę szafę, a chłodziarka turystyczna wróci do auta. No i może zluzuję miejsce na jakieś dziesięć butelek w mojej ukochanej lodówce, żeby „towar” miał gdzie rotować.

Od czegoś trzeba te zmiany w życiu zacząć i dobrze by było, żeby na pierwszy ogień poszła jakaś dobra butelka, czyli taka, którą miałem okazję pić wcześniej i zachęcony jej jakością kupiłem na - nomen omen - zapas. Po drugie, jeśli ten proces ma zamiar być rozciągnięty w czasie, to niech to będzie wino białe, wszak należy je pić szybciej niż wina czerwone. Padło zatem na włoskie wino Inama, które miałem okazję poznać podczas degustacji zorganizowanej przez importera w sierpniu zeszłego roku.

Ostał się po niej tekst, napisany co prawda kilka miesięcy po degustacji, ale jednak. Tam też kilka słów na temat wina, które piję dzisiaj, i kilkanaście na temat pozostałych win Inama. Dziś tylko dodam, że wino nie epatowało świeżością tak, jak rok temu, ale daleki jestem od tego by powiedzieć, że jest za stare. W żadnym wypadku, sprawia raczej wrażenie bardziej dojrzałego, owoc wydaje mi się wyraźniejszy niż wcześniej, aromaty są bardzo intensywne. Do pełni szczęścia przydałoby się ciut więcej kwasu, ale może się czepiam.

------------------------------------------------
Inama, Vin Soave, 2015
Soave Classico DOC, Włochy
odmiana: 100% garganega
alk. 12,0%
importer: Krople wina
------------------------------------------------



sobota, 16 września 2017

Andrea Oberto, Barolo, 2009


Wypiłem już parę win w swoim życiu, jedne były lepsze, inne trochę gorsze, o jednych chciało się powiedzieć kilka słów, inne można było spokojnie przemilczeć. I raz na jakich czas pojawiają się wina, o których powinno się coś powiedzieć, trochę je chwalić, a może nawet i wychwalać pod niebiosa, ale obcowanie z nim jest tak wielką przyjemnością, że szkoda czasu na przelewanie tych emocji na papier (e-papier). Zwłaszcza, że to nie jest takie łatwe. No niby można powiedzieć coś o solidnych, ale wypolerowanych taninach, można wspomnieć banalnie o wyrazistym owocu, którego nie trzeba nazywać, można coś bąknąć o idealnej kwasowej strukturze, czy solidnym alkoholu, który w ogóle nie daje o sobie znać. Tyle, że to po prostu w żaden sposób nie odda radości z picia takiego wina.

W tym wypadku jest to Barolo, ale jestem przekonany, że takie wina można znaleźć w każdej innej apelacji. Bo pewnie nie tylko o samo wino chodzi, ale też o okoliczności, w których się je piło. Także o towarzystwo (lub jego brak), nastrój, poziom zmęczenia organizmu, czy samego mózgu. Końcowe wrażenie to suma tych czynników, często niepowtarzalnych, więc tym bardziej nie ma co się rozpisywać na temat tego (lub innego) wina. 

To ja sobie jeszcze trochę pomilczę nad kieliszkiem. Tak szybko się kończy...


-----------------------------------------------------
Andrea Oberto, Barolo, 2009
apelacja: Barolo DOCG, La Morra, Włochy
odmiana: 100% nebbiolo
alk.: 14,5%
-----------------------------------------------------

sobota, 9 września 2017

Polka, Wino Czerwone, 2014


Po niezbyt przychylnych recenzjach przeczytanych w sieci byłem lekko negatywnie nastawiony do tego wina. I bardzo dobrze, bo w takich sytuacjach zwykle mile rozczarowuję się. Zresztą polskie wina mają na wstępie mój kredyt zaufania, który mogą roztrwonić, ja nie będę domagał się od nich ani spłaty odsetek, ani nawet kapitału. Taki mam gest. 

Dałem żonie do powąchania, stwierdziła że pachnie niedobrze, bo jest za zimne, ma skubana wyczucie. Rzeczywiście było za zimne, więc chwilę odczekałem, a po jej upływie zakręciłem kieliszkiem, przepłukałem gębę winem, usłyszałem, że teraz ja niedobrze pachnę winem i tyle było konsultacji.

Dalej piszę samodzielnie i na lekkim fochu, ale nie moje uczucia są tu ważne, lecz pytanie czy ludzkość może obdarzyć ciepłym uczuciem czerwoną Polkę z rocznika 2014. Może być ciężko, wino dość kwaśne, zielone. Jest porzeczkowy liść, jest posmak łodygi, jest też cierpkość owocu, szkoda że zabrakło choć odrobiny słodyczy, jakiejś symbolicznej przeciwwagi dla kwasu i delikatnej goryczki w końcówce.

Od razu nabrałem pewnych skojarzeń z pewną Polką, ale cicho sza, jeszcze mi życie miłe ;)

---------------------------------------------------
Polka, wino czerwone, 2014
Winnica Srebrna Góra, Kraków
odmiany: regent
alk.: 11,5%
cena: 29,99 zł (Lidl, październik 2016)
---------------------------------------------------