poniedziałek, 12 listopada 2018

Tydzień tempranillo.

Ubiegły tydzień obfitował w emocje związane z 100. rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę na bardzo wielu polach. Działo się co nieco w kulturze, sporo w polityce, także w winnej blogosferze nie zabrakło polskich wątków, kto żyw otwierał polskie wino (i polskie Świętomarcińskie) i stawiał obok gęsiny (bo na św. Marcina...), wszak dwie tradycje łączyły się w całość jednego dnia. Sam nie wiem, co w tym dniu jest ważniejsze: flaga biało-czerwona, wino, czy gęś (choć Polacy nie gęsi...). Tak czy owak ja w dzień świąteczny pracowałem dla ludu zupełnie jak święty Marcin, obie ręce zajęte robotą, to flagą nie pomachałem, wina na zakładzie pić nie mogłem, a i gęsi nie miał kto przyrządzić, bo lepsza połowa na zagranicznych wojażach czas spędzała (i też służbowo). Niedziela zatem zbyt uroczysta nie była, za to kilka dni ją poprzedzających spędziłem na degustacji win hiszpańskich, co wpisało się w celebrowanie Międzynarodowego Dnia Tempranillo (8 listopada), przy czym moja zabawa trwała aż trzy dni: w wigilię święta, w święto właściwe i w poświąteczne poprawiny.

Tyle wstępu, teraz czas na wina:







Podsumowując: Coto de Imaz Gran Reserva 2010 polecam z całego serca dziś i pewnie jeszcze przez kilka lat będzie Was cieszyć; z Beronia Reserva 2013 możecie się jeszcze wstrzymać z piciem, ale można robić zapasy na przyszłość; Vega del Rio Reserva 2010 trzyma się świetnie (przynajmniej taka była moja butelka), alkohol może trochę dać się we znaki, ale dekantacja i dłuższe napowietrzanie dobrze mu zrobią, a Wam dadzą więcej radości.

środa, 7 listopada 2018

Biała Portugalia z Biedronki.

W Biedronce promocja win portugalskich, pochodzących głównie z okolic Lizbony, zagłębia licznych spółdzielni winiarskich, w tym tak potężnych jak Casa Santos Lima, która wzięła na swoje barki zapełnienie półek owadziego marketu, choć dla porządku dodam, że nie wszystkie promocyjne wina pochodziły od tego producenta. W otrzymanej od Jeronimo Martins Polska przesyłce znalazły się 2 wina białe, oba pochodzące z szerokiej apelacji VR Lisboa i na nich dziś skupię swoją uwagę. Pozostałe 4 wina (czerwone) będą musiały chwilę poczekać.


Companhia das Quintas, Quinta de Pancas Branco 2017
Skład: 50% arinto, 30% chardonnay, 20% vital. Cena: 15,99 zł.
Dość cienkie i pustawe, struktura kwasowo-alkoholowa raczej solidna, ale brakuje wypełnienia owocem, nos też mocno średni, mało intrygujący. Być może z jedzeniem będzie nieco lepsze, producent poleca je do ryb, owoców morza, sałatek. Przy dipach na bazie musztardy i cytryny to może mieć sens. Polecam raczej na rozbudzenie apetytu, niż kontemplacji problemów tego świata, tudzież tych bardziej odległych. Picie wina solo raczej nie wprawiało mnie w dobry nastrój, za to jego obraz uległ znacznej zmianie w towarzystwie pieczonej kaczki podanej z kiszoną kapustą. Kwasowość wina świetnie wtedy neutralizowała tłuszcz z kaczki, natomiast kwaśna kapusta ekstrahowała i podbijała słodycz wina. Uznaję to za dobrą kompozycję.


Casa Santos Lima, Colossal Reserva Branco 2017
Skład: chardonnay, arinto. Cena: 19,99 zł.
Trochę przypomina w charakterze poprzednie wino, ale na liście obecności zabrakło odmiany vital, zaproszono za to jeszcze trochę i tak nazbyt obecnego alkoholu, a całość okraszono beczką, w której dojrzewała 1/4 wina. Wydaje się ono bogatsze, ale nieznacznie, ledwo dopełnione owocem, lecz nie pod korek, tylko najwyżej nieco powyżej dna. Solo wydaje się nieco lepsze, ale to trochę tak, jakby pokazywać palcem (nieładnie) które mniej złe.

Dochodzę jednak do wniosku, że oba są raczej predestynowane do kuchni, a nie na salony i tam powinny szukać swej szansy. W takim przypadku cena jest atutem, lepiej do gara wylać 20 złotych niż 80. Trochę oczywiście ironizuję, ale to wino rzeczywiście gastronomiczne, producent poleca je do sałat, makaronów i owoców morza, czyli... znów nic oryginalnego. Proponuję eksperymenty w kuchni, chętnie poczytam o Waszych w niej sukcesach.


Wina otrzymałem do degustacji od Jeronimo Martins Polska. Dziękuję!



piątek, 2 listopada 2018

Podróż Polonezem.


Wspominałem Wam wcześniej o polskich winach, które trafiły na półki Biedronki, a ostatnio miałem okazję je zdegustować. Dostałem już wcześniej sygnały, że półwytrawne wino białe jest bardzo dobre, za to czerwone (też półwytrawne) aż tak pozytywnie nie zaskakuje. Teraz mogłem te doniesienia zweryfikować osobiście. 

Oba wina wpasowały się doskonale w mój gust. Informację o aspektach technicznych przekazałem Wam w poprzednim wpisie, nie będę zatem powtarzał szczegółów, skupię się jedynie na moich odczuciach po degustacji.

Wino białe jest świeże i aromatyczne, mimo że półwytrawne, to nie epatuje słodyczą, końcówka ma nawet delikatnie goryczkowy charakter. W smaku bardzo przypominało mi - przepraszam, za być może zbyt duże uproszczenie - proste i niedrogie wina z Portugalii. W dobrym tych słów znaczeniu. Ja po prostu je lubię, smakują mi, w dodatku mają zwykle atrakcyjną cenę. Wszystkie te dobre skojarzenia sprawiają, że z ogromną sympatią na nie spoglądam, mając przy okazji nadzieję, że współpraca Biedronki z polskim producentem nie zakończy się na jednym roczniku.

Z większą rezerwą podszedłem do wina czerwonego, ale ono jeszcze bardziej mnie zaskoczyło i to bardzo pozytywnie. Pierwsze skojarzenie nie opuściło mnie aż do całkowitego opróżnienia butelki, co zrobiłem chętnie i może nawet zbyt szybko. Otóż wino bardzo mi przypominało te pochodzące z francuskiej Doliny Loary, a jeśli komuś analogia wydaje się zbyt odległa, to także tych z węgierskiego Villany. Profil smakowy kojarzył mi się z cabernet franc i za nic to skojarzenie nie chciało opuścić mojej głowy. Ponieważ ze wszystkich cabernetów najbardziej cenię właśnie cabernet franc, dlatego też wychylając każdy kolejny kieliszek wina miałem wszechogarniające mnie poczucie zadowolenia.

Być może tego dnia byłem po prostu w dobrym nastroju, a być może te wina rzeczywiście są bardzo dobre, w każdym razie w mej pamięci zapisały się wyraźnie i bardzo pozytywnie.

Spróbujcie jednak sami i podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami.

Wina otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

środa, 31 października 2018

Niebo i Piekło.

Kilka dni temu dostałem od Lidla przesyłkę z winami i informacją dotyczącą nowej oferty win, która "koncentruje się na starannie wyselekcjonowanych trunkach z Francji, Włoch i Niemiec." Przestraszyłem się trochę, że spóźniłem się z wiadomościami na ten temat, ale jednak nie. Oferta ważna jest od 22 października do 28 listopada, a nie, jak mi się zdawało, 28 października. Większość moich kolegów od winnego pióra ma degustacje za sobą, oceny wystawione, w większości identyczne. Dla jednego wina są one przepustką do raju, dla drugiego pozostało tylko piekło, choć nie wiem, czy dla mieszkańców tego ostatniego nie jest to kara (dodatkowa) szczególnie okrutna.

Ja się z tymi ocenami zgadzam.


Winem wartym uwagi jest na pewno riesling z niemieckiej Badenii Alte Vogtei zu Ravensburg rocznika 2017 (34,99 zł za butelkę). Wino świeże, smaczne, ożywcze i pełne owocu, z podkreśloną kwasowością, w ustach bardzo przyjemne i mega pijalne. Nie mam się do czego przyczepić, smakowało mi znacznie lepiej, niż otwarte tego samego dnia chardonnay ze słynnej francuskiej apelacji Chablis. Chablis kosztowało co najmniej dwa razy tyle, co ten riesling z Lidla, a przyjemności dawało o połowę mniej.

Jak wspomniałem wyżej, swoje wino dostałem w prezencie, ale widziałem je również w sklepie i zastanawiałem się, czy nie wziąć dwóch lub trzech butelek do swojej piwniczki, ale pomyślałem sobie, że zrobię to za pomocą strony Winnicalidla.pl i być może skorzystam jeszcze z jakiejś promocji. I tu napotkałem problem, bo wina na tej stronie nie odnalazłem, co wydało mi się dość dziwne, gdyż od wprowadzenia oferty minął tydzień (to było 30 października).  Mam nadzieję, że to tylko chwilowa niedogodność i klienci wkrótce będą mogli zamawiać to wino za pomocą platformy internetowej.


W sklepie widziałem też drugie wino, które otrzymałem w prezencie. To negroamaro o nazwie Selone, wino z południa Włoch, które Polacy uwielbiają niemal tak samo, jak popularne w tym samym regionie primitivo. Mimo niezbyt pochlebnego wizerunku primitivo kreowanego lub powielanego przez część winnej blogosfery, sam lubię od czasu do czasu po nie sięgnąć - krzepkie, owocowe, soczyste, choć trochę nadto alkoholowe - potrafi naprawdę dać radość. Dlatego przychylnym okiem spojrzałem też na negroamaro, a spoglądałem z tym większą uwagą im częściej czytałem jego druzgocące oceny. Pomyślałem, że blogosfera "kopie" negroamaro, zupełnie jak primitivo, trochę bez zastanowienia, ale za to zgodnie z trendem. Koleżanki i koledzy, przepraszam Was wszystkich, mieliście rację! Przepraszam po raz wtóry, bo posądziłem Was o lekceważenie tematu i zadzieranie nosa. To wino rzeczywiście jest potworem. Niby ma wszystko, co mieć powinno: koncentrację, kwasowość, alkohol, owoc, taninę, ale w tak karykaturalnych proporcjach, że zasłużyło sobie na nr 1 w rankingu najgorszych win, jakie piłem w swoim życiu. 

Tu dla odmiany muszę pochwalić Winnicę Lidla za to, że tego wina też jeszcze nie ma w ofercie 😉 Ale jeśli macie mimo wszystko ochotę na "potworne" negroamaro, to kosztuje ono w sklepie 19,99 zł. Jeśli jednak chcielibyście wylać do zlewu od razu dwa wina, to w takiej promocji zapłacicie tylko 14,99 zł za butelkę.


Wina otrzymałem do degustacji od Lidl Polska. Dziękuję!

czwartek, 25 października 2018

Golan Heights Winery.

Niezbyt dużo wiem o winach izraelskich, a większość z tych, które piłem pochodziła od jednego producenta - Golan Heighs Winery. Przejrzałem notatki z bloga i na jego łamach odnalazłem raptem jeden wpis. Dotyczył on wina Monfort Village Carignan 2010 i był niezbyt dla niego pochlebny. Co więcej, wspomniałem w tekście o innych izraelskich butelkach, ale też mało entuzjastycznie. Na facebookowym profilu bloga odnalazłem trzy krótkie notatki, bardziej optymistyczne, ale dotyczyły one już win z Golan Heights Winery.


Kolejne znalazłem na Instagramie (wiem, nie macie ze mną łatwo):



Kilka (kilkanaście) dni temu, porządkując swoje składziki z winem, wygrzebałem kolejne wina i mam zamiar podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na ich temat.

Wcześniej jednak kilka słów o samej winiarni. Golan Heights Winery jest dość młodym producentem, a zważywszy na fakt, że 10 lat młodszym ode mnie, to można powiedzieć, że zupełnym świeżakiem. W każdym razie winiarnię wybudowano na wzgórzach Golan w 1983 roku, choć winorośl była uprawiana tu od 1976, zaś grona ma początku trafiały do dużych spółdzielni. Część spółdzielców zaczęła eksperymentować z własnymi winami, jak się okazało całkiem udanymi, i tak rozpoczęła się historia GHW. Ich wina były wielokrotnie nagradzane, sława sięga niemal każdego zakątka świata (eksport do 32 krajów), tylko kupować i delektować się. Dziś winiarnia ta uchodzi za najlepszą w Izraelu. Co ciekawe, na eksport idzie tylko 30% produkcji, pozostałe 70% przeznaczono na rynek wewnętrzny. 

Z analizy moich wpisów wynika, że mój stosunek do nich nie jest taki jednoznaczny. Raz jest gorzej, raz lepiej, ale prawda jest też taka, że z flagowej linii Yarden nie piłem ani jednego wina. To były raczej produkty z linii bardziej popularnych, masowych, powiedziałbym tanich, choć moim zdaniem bardzo tanie to one nie były (zwłaszcza w Polsce).

Spójrzmy zatem na kolejne etykiety.


Hermon, Mount Hermon Red, 2016
Golan Heights Winery, Izrael
odmiany: cabernet sauvignon, merlot, cabernet franc, petit verdot, malbec
alk.: 14%

Mieszanka francuskich, a w zasadzie bordoskich odmian wydaje się być próbą zrobienia słynnego, francuskiego wina na własnym podwórku, zresztą producent lubi porównywać się ze słynnymi regionami winiarskimi. Można? Jak widać można, ale nie jestem pewien, czy efekt rzeczywiście kojarzy się winami z Bordeaux. Moim zdaniem nie jest ani lepsze, ani gorsze od win francuskich (bordoskich) z tej samej półki cenowej. Jest po prostu inne. Widocznie terroir ma znaczenie i basta, zaklinanie rzeczywistości na nic się zdaje. Dużo owocu, wyraźna, ale dość łagodna tanina i sporo alkoholu. Pije się przyzwoicie.

Mimo moich (drobnych) zastrzeżeń wino na pewno smakowałoby mi lepiej w okolicznościach opisanych na jego kontr-etykiecie. Umiem o sobie wyobrazić: kieliszek, a może i cała butelka wina, i widok na góry z ośnieżonymi szczytami. Taka wizja bardzo mi się podoba, w każdym razie bardziej niż obserwowanie jesiennej aury za oknem.

Sion Red, 2016
Golan Heights Winery, Izrael
odmiany: syrah, tempranillo, tinta cao, sangiovese, gamay noir, touriga nacional, pinot noir
alk. 13,5%

Przepis wydaje się prosty: wrzućcie co tam macie do kadzi, sfermentujcie, rozlejcie do butelek i wrzućcie na rynek. A jak ktoś się będzie dopytywać o co chodzi w takiej mieszance, to powiedzcie: chodziło nam o ukazanie niuansów poszczególnych odmian. Mnie to nie przekonuje, wino nie zachwyca, wydaje się dość proste, owocowe, smaczne, ale wielkiej głębi i niuansów w tym winie bym nie szukał.



Hermon, Mount Hermon Indigo, 2016
Golan Heights Winery, Izrael
odmiany: cabernet sauvignon, syrah
alk. 14%

W tym winie są tylko dwie odmiany, obie bardzo popularne i uprawiane w niemal każdym kraju winiarskim: cabernet sauvignon i syrah (shiraz). Obie odmiany lubię, ale jak bardzo za nimi przepadam, tak Indigo mnie drażni. Nie lubię jego aromatów kojarzących mi się z budyniem i nie podoba mi się jego atramentowy smak. Wkurza mnie jego miękkość i mało zadziorne taniny. Osłabia mnie też kawowy posmak i lekka goryczka w końcówce. Podoba mi się zaś wyraźny owoc czereśni i wiśni. Mimo wielu (jak dla mnie) mankamentów, nie znajduję powodów, by wino jednoznacznie odrzucić. To że wino ewidentnie jest nie w moim guście, nie oznacza jeszcze, że zakończy swój żywot w zlewie. Do tego droga daleka.


Golan Merlot 2016
Golan Heights Winery, Izrael
odmiany: 100% merlot
alk. 14,5%

Tym razem wino jednoodmianowe zrobione ze szczepu merlot, dla którego ostatnio mam więcej serca. Film "Bezdroża", stwierdzam to po latach, zdemolował wizerunek merlota, robiąc mu sporą krzywdę. Ja też uległem tej modzie, nie tyle na chwalenie pinot noir, co na krytykę merlota. Nie będę ukrywał, trochę mi z tego powodu wstyd. Ale co było, to było, zapomnijmy o tym, żyjmy tym, co dzisiaj. A dzisiaj merlot mi smakuje, również ten z Golan Heights Winery. Owoce dojrzewały w nieco chłodniejszych warunkach wyżej położonych terenów wzgórz Golan, a po fermentacji wino spędziło 5 miesięcy w beczkach z dębu amerykańskiego (głównie, choć w innych też). Powstało wino zgrabne, przyjemne w piciu, a alkohol, mimo jego sporej ilości, nie przeszkadza. Nie będę tu się niczego czepiał, merlot sprawił mi sporą satysfakcję.

To tyle o winach, więcej informacji o samej winiarni znajdziecie na jej stronie internetowej, choć informacje o produktach są aktualizowane wybiórczo. Analizy producentów odnoszą się tylko do najświeższych roczników, natomiast na temat Sion Red w ogóle nie znajdziecie nowych informacji. Kiedy tworzyłem swój wpis aktualnym rocznikiem był 2013.

środa, 10 października 2018

Poloneza czas... odkorkować.


Najpierw z samego rana otrzymałem maila z informacją, a późnym popołudniem wiadomość ta została dostarczona przez kuriera w formie jak najbardziej realnej i możliwej do sprawdzenia za pomocą zmysłów. Panie i Panowie od teraz już nie tylko Lidl, ale i Biedronka współpracuje z polską winnicą, aby dostarczyć swoim klientom rodzime wina. To znaczy rodzime dla nas Polaków, pamiętajmy, że dla Biedronki rodzime wina pochodzą z Portugalii.

Podejrzenia o kopiowanie pomysłu Lidla zapewne pojawią się tu i ówdzie, ale wojenki biznesowe mnie w tym wypadku nie interesują. Cieszy mnie raczej fakt, że polskie wina mogą być szerzej dostępne także w mniejszych miejscowościach, niekoniecznie graniczących z lokalnymi producentami. Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę na pewien szczegół, który łatwo przeoczyć, ponieważ obie sieci mają tak duże budżety reklamowe, że oglądając telewizję czy słuchając radia można odnieść wrażenie, że handel detaliczny w naszym kraju podzielony jest między Biedronkę i Lidla. Otóż pierwszym polskim winem jakie miałem okazję kupować w miejscowościach powiatowych i gminnych wcale nie była lidlowska Polka, ani tym bardziej biedronkowy Polonez, ale Sudomir z Winnicy Płochockich. Wino dostarczała Grupa Eurocash za pomocą swojego konceptu Faktoria Win. W większych supermarketach w dużych miastach można też było natknąć się na butelki z Winnicy Adoria, która już wcześniej potrafiła dostarczyć na rynek hurtowe ilości wina. Pionierem we wprowadzaniu polskich win na sklepowe półki był zatem jeszcze inny ktoś.

Przyjrzyjmy się więc samym winom - Polonez występuje w dwóch wersjach - jako że jest to jednak nowość na rynku i jej pojawienie się może wywołać sensację większą, niż kolejne roczniki Polki z Lidla.

Wino białe (półwytrawne) powstało z odmian seyval blanc, johaniter i jutrzenka, zawiera 12% alkoholu, cukier resztkowy pozostał na poziomie 1,6 g/l, a kwasowość ogólna 7,5 g/l.

Wino czerwone (półwytrawne) skomponowano z odmian regent, cabernet dorsa i cabernet cortis. Alkoholu mamy tu również 12%, cukru resztkowego pozostało nieco mniej - 1,2 g/l, niższa jest także kwasowość - 5,2 g/l.

W materiałach prasowych znajdziemy informację, że wino białe sprawdzi się w towarzystwie owoców morza i lekkich potraw z drobiu, natomiast czerwone można polecić do kaczki, jagnięciny oraz dań z czerwonego mięsa.

Tyle informacji ogólnych, moje osobiste degustację będą miały miejsce w niedalekiej przyszłości. Aby nie przeoczyć recenzji możecie obserwować moje poczynania na Facebooku i Instagramie.


Wina otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

sobota, 29 września 2018

Peter Weinbach, Rhein Riesling, Medium Sweet 2017.


Wspominałem wam już o tym, ale może przypomnę - lubię wino, ale nie lubię się upijać. Smak wina mnie raduje, alkohol zaś męczy i wkurza. Dlatego lubię wina, które tego alkoholu za dużo nie mają. Owszem, spotkałem się z opinią, że wino, które ma 9% alkoholu jest winiem oszukanym, ale ignorancja niektórych winopijców spływa po mnie, jak woda po kaczce. To nie mój problem. 

Na pewno też wspominałem, że nie piję rieslingów, co może budzić zdziwienie, zwłaszcza wśród moich znajomych od wina. Pewnie nawet budzi, a może i napawa obrzydzeniem i utratą resztek zaufania do mojego winiarskiego gustu. Nie martwcie się jednak, jestem z tym pogodzony. W dodatku nie przeszkadza mi to w otwarciu butelki półsłodkiego wina zrobionego z tej doskonałej odmiany. Zwłaszcza, że ma właśnie tylko 8,5% alkoholu. Nie mam pojęcia jak wypada na tle innych rieslingów, zakładam że może być średnio, ale w słońcu i na tarasie jest mi dobrze. Bardzo dobrze.
I tylko tego oczekuję od wina.



Peter Weinbach, Rhein Riesling, Medium Sweet 2017
Weinkellerei Hechtscheim GMBH, Mainz, Niemcy
odmiany: 100% riesling
alk.: 8,5%
cena: 17,99 zł (Biedronka)


Wino otrzymałem do degustacji (dawno, dawno temu) od Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

czwartek, 20 września 2018

Naprawdę dobra Hiszpania.

Znów się trochę opuściłem z pisaniem o winie, nie będę się jednak tłumaczył, bo powody nie różnią się od wcześniejszych, więc raczej nie ma sensu ich powtarzać, teksty w archiwum leżą i czekają na ponowne odkrycie.

Mimo kłopotów chciałbym jednak podzielić się z wami wrażeniami, jakie przyniosła degustacja dwóch win hiszpańskich. Od razu napiszę, że z Lidla, bo dla wielu to wystarczający powód, żeby zakończyć lekturę - szkoda czasu.

Krótka ocena o treści: naprawdę dobre nie należy do mnie, ale podpisuję się pod nią obiema rękami. Taką opinię wydali goście, którzy mnie odwiedzili w którąś z moich wolnych niedziel, co nie jest takie oczywiste w mojej branży i miejscu w pracy. Przy okazji krzyczę help! ratunku! może ktoś mnie uratuje przed zawałem w dzień świąteczny, z dala od rodziny.

Wróćmy jednak do rzeczy realnych, czyli wspomnianych win z Iberii. Pierwsze z nich to Pinord Penedès +Natura Xarel.lo En Lies 2017.


Wino organiczne, cokolwiek to znaczy i jakkolwiek jest to interpretowane, zrobione z odmiany xarel.lo, którą na pewno kojarzycie, jeśli lubicie hiszpańskie bąbelki w postaci Cavy. Xarel.lo jest odpowiedzialne za nadanie winom musującym atrakcyjnego aromatu i najczęściej występuje w nich obok dwóch innych odmian: parellada i macabeo. Zatem xarel.lo należy do rodziny win aromatycznych, które często bywają zniewalające w nosie, ale jednocześnie potrafią być mdłe z powodu obniżonej kwasowości i odczuwalnego wyraźnie cukru resztkowego. Ja osobiście za takimi winami nie przepadam, chyba że rzeczywiście kwasowości im nie brakuje. W przypadku omawianego wina trudno mówić o kwasowości ostrej jak żyletka, ale na pewno potrafi ona nadać winu walor świeżości i raczej zachęca do picia (oraz przegryzienia), niż pozostawienia kieliszka z boku. Miła niespodzianka dla mnie, a moi goście (choć niepijący wina na codzień) byli wręcz zachwyceni i chcieli kupić wino dla siebie. Nie powinno być z tym problemu, bo wino jest dostępne. Jeśli nie w sklepach stacjonarnych, to przez witrynę internetową Winnicalidla.pl

Podobnie jest z dostępnością drugiego wina, które miałem okazję otworzyć tego dnia, a mianowicie Bodega Las Cepas Laertes Rey Graciano 2016.


Etykieta pochodzi z apelacji Rioja, bodajże najbardziej znanej ze wszystkich ulokowanych na terenie Hiszpanii. Powiedziałbym, że wstyd jej nie znać, ale wtedy sam spaliłbym się ze wstydu, bo okazuje się, że moja znajomość Rioji jest dramatycznie słaba. Otóż, po pierwsze, byłem święcie przekonany, że jest położona całkowicie w Kraju Basków, co jest dalekie od prawdy i boleśnie obnaża moją nieznajomość geografii Hiszpanii. Po drugie, byłem przekonany, że przepisy apelacji wymagają, by odmiana tempranillo stanowiła większość w kupażach i przy okazji zabraniała użycia innych od tempranillo odmian do produkcji czerwonych win jednoszczepowych. 100% graciano zamknięte w butelce z Rioji okazało się dla mnie lekkim zaskoczeniem. Sami rozumiecie, dramat i dno. Na szczęście dla osób, które chcą się tylko napić niezłego wina powyższe dywagacje nie mają żadnego znaczenia. Wystarczy, że powtórzę ocenę z początku tekstu. To są naprawdę dobre wina.

Zupełnie na koniec dorzucę może tylko informację, że można też kupić wina tego producenta zrobione w 100% z odmiany garnacha lub maturana tinta. Czyli czegoś się jednak dowiedziałem - istnieje Rioja bez tempranillo 🙂 


Dziękuję Lidl Polska za udostępnienie win do degustacji.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Frescobaldi, 700 Settecento Anni.


„Wytrawne wino wyprodukowane we włoskiej Toskanii. Jego delikatne taniny dają mu lekką kwaskowatość, której towarzyszą owocowe nuty. W zapachu tego wina wyczuwalny jest intensywny aromat jeżyn truskawek i malin, uzupełniony przez nuty tytoniu i kakao.”

Tyle katalogowy beł…, przepraszam, opis. Ja jestem zupełnym amatorem, ale nie wydaje mi się, żeby to akurat tanina dawała kwaskowatość. Prędzej owoc. On ma jakieś prawo do nadawania kwasowości winu. Zostawmy jednak te dyrdymały i skoncentrujmy się na winie.

Wina Frescobaldi są o tyle bliskie memu sercu, że zwykle pije się je całkiem nieźle, nie trzeba się w nich doszukiwać drugiego dnia i nie kosztują znowu jakichś kolosalnych pieniędzy - produkcja jest duża, ceny umiarkowane, jakość zachowana.

Podobnie jest z 700 Settecento Anni, które jest mieszanką cabernet sauvignon i merlota. Pije się dobrze, nic nie przeszkadza, kwas i tanina trzymają wino w ryzach, czerwony owoc przyjemnie zaznacza się w ustach, może tylko palący alkohol czasem drażni podniebienie. Cena nie należy do najniższych, ze stajni Frescobaldi lepiej zapamiętałem Castiglioni - Chianti, które jest trochę tańsze i według mnie lepsze.


Frescobaldi, 700 Settecento Anni
Włochy, Toskania
odmiany: merlot, cabernet sauvignon
alk.: 13,5%

cena: 44,99 zł

Dziękuję Faktorii Win za udostępnienie wina do degustacji.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Canepa, Carmenere Classico 2017


Lubię proste i tanie wina z Chile, bo są tanie i proste, a to nie nadweręża ani umysłu, ani portfela. Piję je najczęściej wtedy, gdy nie muszę pisać, a chcę się napić. Mocno się jednak nie napiłem, bo po połowie tego intensywnie pachnącego jeżynami i czarną porzeczką wina złapała mnie zgaga i zaczęło mi się kręcić w głowie, choć alkoholu tu niby 12 tylko procent. Drugiego dnia, a w zasadzie wieczoru, wypiłem drugą połowę i znów dolegała mi zgaga. I choć wino było naprawdę smaczne, to ze względu na trapiące mnie dolegliwości czuję się w obowiązku Wam o tym powiedzieć. Po co macie mnie przeklinać i wbijać szpilki w laleczkę z moją podobizną. 


Canepa, Carmenere Classico 2017
Chile, Central Valley
odmiany: 100% carmenere
alk.: 12%
Cena: 21,99 zł


Wino do degustacji otrzymałem od Faktorii Win. Dziękuję! 

wtorek, 31 lipca 2018

The Guild. Shiraz 2016.


Usta osoby patrzącej na etykietę i kontretykietę tego wina mogą wykrzywić się w grymas dezaprobaty albo mimowolny uśmiech - w zależności od poczucia humoru. Jeśli nie podchodzicie do wina nazbyt poważnie, to zapewne znajdziecie się w tej drugiej grupie. Zabiegi marketingowców mają przykuć uwagę konsumenta i moim zdaniem robią to dobrze, mnie w każdym razie to przekonuje. Ale to od zawartości butelki zależy czy uśmiech na twarzy będzie miał trwały charakter, czy będziecie zmuszeni przejść do obozu malkontentów. Grupa zapaleńców w różnym wieku i różnym poziomie doświadczenia bawi się butelkowanie winnego płynu mającego odzwierciedlać nie terroir, ale własną osobowość. Kluczowe słowo to „zabawa”. Winiarze liczą na łut szczęścia, przebłysk geniuszu, ale przede wszystkim dobry efekt eksperymentów.


Historia może i ciekawa, ale założę się o drugą butelkę, że nieprawdziwa. Trzeba po prostu parę cystern shiraza zabutelkować (w tym wypadku w Holandii), ładnie opakować i sprzedać. Taki biznes.

Liczyłem, że The Guild przełamie złą passę, w ostatnich tygodniach piłem kilkukrotnie wina z odmiany shiraz/syrah, żadne z nich mnie nie zachwyciło. Podobnie było i tym razem. Nie żeby było złe. Po prostu przelatuje przez gardło i nie pozostawia po sobie żadnych wartych zapamiętania wrażeń. Faktoria Win poleca je do posiłku, najlepiej do grillowanych mięs. To dobry kierunek, mamy do czynienia z winem stricte stołowym i tam jest jego miejsce.


The Guild. Shiraz, 2016.
miejsce pochodzenia: Australia
odmiany: 100% shiraz
alk.: 14,0%
Cena: 24,99 zł


Dziękuję Faktorii Win za udostępnienie wina do degustacji.

czwartek, 26 lipca 2018

Landgraf von Hessen, Riesling Feinherb, 2015.


Kolejnym winem z przesyłki odebranej od Faktorii Win, a które znalazło się w moim kieliszku, był riesling Landgraf von Hessen od producenta Prinz von Hessen. Dużo tych „hessenów”, a dodam jeszcze, że produkcja odbywa się w Reinhessen, czyli Hesji Nadreńskiej. To największy region winiarski Niemiec, uprawa rieslinga jest tu znacząca - w 2017 roku odmiana ta zajmowała 17% powierzchni winnic, ale o palmę pierwszeństwa walczy jeszcze inny biały szczep - müller-thurgau, uprawiany na 16% areału przeznaczonego pod uprawę winorośli.

Wino nosi oznaczenie feinherb, co można przetłumaczyć z grubsza jako wino półwytrawne, choć niektórzy wolą nieco pokomplikować sprawę nazywając takie wina "wytrawnymi z wyraźnie zaznaczonym cukrem resztkowym”. 

Zobaczmy, co o tym winie mówi nam katalog FW:
"Jasnożółte, intensywnie pachnące wino, przepełnione aromatami moreli i cytrusów zachwyca wyjątkowo świeżym smakiem z dobrze zrównoważoną kwasowością. Znakomicie podkreśli smak potraw z ryb."
Nie bardzo rozumiem, jak można wino przepełnić aromatami, ale widocznie nie muszę, zastanowiłem się jednak nad "wyjątkowo świeżym” smakiem wina, co mogłoby oznaczać, że tego typu wina zwykle nie grzeszą świeżością. 🤔Oczywiście trochę ironizuję, zdaję sobie sprawę, jak konstruuje się takie opisy i ile mają one wspólnego z rzeczywistością.

Ja, zupełnie bez owijania w bawełnę, mogę śmiało powiedzieć, że mi to wino smakowało. Bez ochów i achów, ale bardzo przyjemnie mi się je piło. Rzeczywiście daje poczucie świeżości, choć nie wiem, czy akurat wyjątkowej. Cukier jest dobrze wyczuwalny, ale z pewnością nie dominuje w smaku, jego proporcja z kwasem daje wino łatwe w odbiorze. Jeśli zaś chodzi o podkreślenie smaku potraw z ryb, to dużych doświadczeń na tym polu nie mam, ale śledź z ziemniaczanym puree w połączeniu z tym winem wydał się kombinacją niezłą i warto może w tym momencie powiedzieć, że riesling uchodzi za odmianę dość uniwersalną, jeśli chodzi o eksperymenty kulinarne. Wszystko zapewne, w mniejszym lub większym stopniu, będzie zależało od poziomu cukru w winie. W moim przypadku feinherb okazał się dobrym wyborem.


Zachęcam do prób, sam jestem ciekaw Waszych opinii i doświadczeń w tej kwestii, choć prawdę mówiąc nie liczę na wzmożony wysyp komentarzy, wszak głupio pisać je samemu. 😉


Landgraf von Hessen, Riesling Feinherb, 2015
Niemcy, Rheinhessen
odmiany: 100% riesling
alk.: 11,5%
cena: 49,99 zł

Dziękuję Faktorii Win za udostępnienie wina do degustacji.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Canard-Duchêne Champagne Cuvée Léonie Brut.


Jeśli spojrzycie na archiwum bloga, to z pewnością dostrzeżecie, że piszę trochę mniej niż w ubiegłych latach. Przyczyn jest kilka, nie chcę teraz o nich mówić, w każdym razie dłuższe przerwy w pisaniu to również mniejsza skłonność importerów, dystrybutorów czy producentów win do podsyłania ich do recenzji blogerom. To jest jasne jak słońce i w pełni zrozumiałe. Ja zresztą nigdy o to nie zabiegałem, kto mnie zna, ten wie. Dlatego mocno się zdziwiłem, że zupełnie niespodziewanie i bez żadnej zapowiedzi Faktoria Win przysłała mi zestaw win do degustacji, czy może recenzji - tego nie wiem, w końcu się nie umawialiśmy. To była miła niespodzianka, którą potraktowałem jako pewien sposób nobilitacji, bo skoro się mniej o winach pisze, a mimo wszystko je dostaje, to może w tym pisaniu jest jakaś wartość. Tak czy owak bardzo dziękuję, degustacje (jak zwykle) będę prowadził we własnym tempie i w najdogodniejszym dla mnie czasie, a recenzje prędzej czy później pojawią się na blogu, króciutkie zaś notki na pewno na Instagramie, który kocham miłością bezwzględną i absolutnie bezwarunkową.

Faktoria przygotowała nową ofertę na lato, a w katalogu informacyjnym czytamy:

„Sezon letni w Faktorii Win rozpoczyna kampania „Wytrawny pojedynek” do której zaprosiliśmy dziennikarkę Basię 'Nakarmioną' Starecką i Piotr Brusia-Klepackiego. W spocie kampanii ta energetyczna para toczy ze sobą zacięty bój na grillowe przepisy, przekonując, że w tym sezonie grillowym nie ma ognia bez wina.

[…] Nowe etykiety, które znajdą się na naszej półce to propozycje idealne na letnie świętowanie czy relaks przy grillu.

Cieszymy się, że jesteśmy pierwszą marką z kategorii, która odważnie wkracza świat grillowej tradycji, prezentując wino jako produkt podkreślający smak - tak lubianych przez Polaków - potraw z rusztu.

Spot promujący kampanię utrzymany jest w estetyce westernowego pojedynku, w którym mierzą się dwa kulinarne światy. Ona - ufa swojej intuicji, kieruje się skojarzeniami i kreatywnością, świadomie łamie zasady. On - tradycjonalista przywiązany do tradycyjnych receptur. Jak zakończy się ten pojedynek możesz zobaczyć na naszych kanałach: na Facebooku i Instagramie oraz na stronie www.wytrawnypojedynek.pl”.

Tyle lektura katalogu, jednak jeśli chcecie poszukać wspomnianych grillowych przepisów, to znajdziecie je raczej w Magazynie Faktorii Win, a nie w wyżej wymienionych mediach. O samym Magazynie już kiedyś się wypowiadałem, mi bardzo odpowiada jego forma, w internecie możecie łatwo odnaleźć numer aktualny i pełne archiwum wcześniejszych wydań.


W zestawie, który otrzymałem znalazł się nawet szampan, szybko zatem zacząłem przeglądać źródła, żeby znaleźć grillową potrawę do takiego wina, ale... nie znalazłem. To wino na randkę, kto wie, może nawet ze śniadaniem następnego dnia, a czy z rusztem (ooops!) czy bez, to już sprawa drugorzędna.

Jako słomiany wdowiec otworzyłem to wino we własnym towarzystwie, nie piekłem mięsiwa na ogniu, zdaje się, że na balkonach nie wolno. Ale zanotowałem sobie kilka uwag, które znajdziecie poniżej.


Wino ma kolor jasnożółty ze złotymi refleksami, jest czyściutkie i klarowne. Bąbelki w kieliszku są bardzo drobne i żwawe. W nosie przypomina przypieczony tost z odrobiną masła, czyli to co lubię w szampanach. W ustach brakuje mi spójności, w pierwszej fazie wino atakuje kwasem, by po chwili oddać pole nutom miodu (ale nie cukru), a potem lekkiej goryczce. Rozedrgany, niezdecydowany i na dłuższą metę męczący. Może jednak lepiej by było wypić go we dwoje…

Jeśli mieliście okazję pić, dajcie znać w komentarzu, ciekaw jestem waszego zdania.


Dziękuję Faktorii Win za udostępnienie win do degustacji.

wtorek, 10 lipca 2018

Bohemia Sekt Prestige Brut.

Pozostajemy w klimacie win musujących, pogoda dopisuje, a to są doskonałe wina na tę porę roku. Ja bardzo lubię spacery, jak mam możliwość, to przemierzam długie kilometry, a po powrocie do domu i szybkim prysznicu największą ochotę mam na wino musujące (czasem piwo). Przez ostatnie trzy dni chodziłem po mieście naprawdę dużo, zaliczyłem trzy długie spacery z miejskimi przewodnikami, a dziś załatwiając sprawy na moim Ursynowie do każdego punktu zmierzałem pieszo.

Ale oto jestem w już w domu, prysznic zaliczony, najwyższy czas na wino.


Postanowiłem otworzyć czeskie wino musujące, a tym samym zakończyć mini cykl opisujący wina Bohemia Sekt. Do tej pory spróbowałem Prestige Demi-Sec i Prestige Rose Brut, a dziś czas na Prestige Brut. Zostawiłem je na koniec, bo spodziewałem się, że będzie to wino najlepiej odpowiadające moim preferencjom i muszę oznajmić, że moja intuicja mnie nie zawiodła, a nos utwierdził w tym przekonaniu. Zapach jest intensywny - zaraz po otwarciu, ale przez krótki moment, wino eksplodowało aromatami drożdży, ale te momentalnie zostały zastąpione nutami skórki od chleba, miodu i kwiatów.



W ustach równie przyjemne, bąble były drobne i dość mało żwawe, ale doskonale wyczuwalne na języku i podniebieniu. Kolor wina był intensywny, nasycony barwami żółci i złota. Wszystko razem sprawiało bardzo dobre wrażenie i dawało mi sporo satysfakcji, o ochłodzeniu i ożywieniu ciała nie wspominając. Jeśli uda się Wam dostrzec je na sklepowej półce, to warto spróbować. Polecam!


Bohemia Sekt Prestige Brut
odmiany: rheinriesling (ryzlink rýnský), pinot blanc (rulandské bilé), welschriesling (ryzlink vlašský).
alk. 12,5%

Dziękuję Amazis.net za udostępnienie wina do degustacji.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Visiega Cava Brut.


Wspomniałem w poprzednim wpisie traktującym o prosecco z certyfikatem bio, że jako niedrogie wina musujące zwykle polecam hiszpańskie cavy zamiast rzeczonego prosecco. Dziś mam dla Was właśnie takie wino - Visiega Cava Brut. Nie dość, że naprawdę smaczne, to w dodatku tanie, w osiedlowym sklepu zapłaciłem za nie 23 złote bez grosza. Dużo się nie będę rozpisywał, bo to w końcu wino dość proste, masowo produkowane przez wielką przetwórnię gron, ważne że pije się dobrze i potrafi dawać satysfakcję. Dobre wino codzienne, jeśli ktoś musi pić codziennie, może być fajne jako aperitif, a i do posiłku na pewno się nada. U mnie dało radę nawet grubo przed pierwszym posiłkiem, ale nie idźcie, proszę, tą drogą 😉