środa, 24 sierpnia 2016

Hiszpański Lidl.

Ptaszki ćwierkają, że w Lidlu pojawiły się nowe wina z Węgier, a u mnie na blogu jeszcze ani słowa o poprzedniej ofercie, czyli winach z Hiszpanii, Portugalii i Francji. Tegoroczne wakacje spędzam intensywnie, albo w pracy, gdzie roboty niemało, albo na urlopie, gdzie aktywny odpoczynek ociąga mnie od wina, w każdym razie kładzie się to cieniem na regularność wpisów na moim blogu. Ale wakacje się kończą, być może łatwiej będzie zadbać o systematyczność pisania. Czas pokaże.

Przesyłka z Lidla trafiła w me ręce tuż po moim urlopie, na początku sierpnia i znalazły się w niej dwa wina.


Pierwszym winem, które miałem okazję wypić było Viento de Invierno, zrobione z odmiany mencía, pochodzące z apelacji Bierzo. Zanim je otworzyłem przeczytałem odmienne opinie na jego temat. Większość pozytywnych i z nimi się zgadzam. Soczyste, owocowe, z dymnymi nutami, ale i niezłą kwasowością, która sprawia, że podniebienie domaga się jakiegoś solidnego mięsa. Piłem je do argentyńskiego steka z grillowanymi warzywami i była to bardzo dobra kombinacja. 


Drugie wino - Sentidiño z apelacji Rías Baixas warto kupić dla samej etykiety. Jest po prostu ładna i kusi, by chwycić je z półki. Albariño zazwyczaj jest raczej kwasowe, ze sporą dozą kamiennej surowości, a to było dość łagodne, z wyraźnie zaznaczonym owocem w ustach i nutami kwiatowymi w nosie. Bardzo smaczne i świetne do picia solo, choć ja na jego bazie zrobiłem sobie risotto z owocami morza i była to kombinacja bardzo smaczna. Nim się obejrzałem nie było ani jednego, ani drugiego. 


Wina do degustacji otrzymałem od Lidl Polska. Dziękuję!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Sudomir Rubin.

Sudomir Rubin XIII to wino, które trafiło do mnie z Faktorii Win w przesyłce, o której pisałem Wam już wcześniej. Powstało ono w Winnicy Płochockich specjalnie na potrzeby Faktorii w liczbie 4000 butelek. Niewiele, można powiedzieć produkcja butikowa, choć miałem okazję i szczęście pić wina z jeszcze rzadszych kolekcji, choćby jedną z 820 butelek chardonnay/auxerrois z Winnicy Jaworek.

W katalogu win Standard Plus Wiosna/Lato 2016 wino znajduje się w kategorii „Na prezent”, pewnie za sprawą ceny, która jest niemała - 59 zł, choć też niespecjalnie odbiega od średnich cen win polskich, które w ogóle nie należą do najtańszych. Pytanie czy warto zapłacić za nie tyle pieniędzy, czy może w tej cenie poszukać wina z kraju typowo winiarskiego. Nie zadałbym sobie tego pytania, gdyby nie wydarzenie, które miało miejsce podczas domowej degustacji win. Wydarzenie to może nawet zbyt mocne słowo, chodzi po prostu o sytuację, z którą spotkał się każdy, kto pija wina częściej niż dwa razy w roku.

Otóż otworzyłem sobie wino, które kupiłem po degustacji prowadzonej przez Sławomira Chrzczonowicza (Winkolekcja), a zatytułowanej „Wina, których nikt nie kupuje”. Chodzi o Domaine de Torraccia Rouge - wino biologiczne z uwielbianej przez Sławka Korsyki. Podczas degustacji wino bardzo przypadło mi do gustu. Kupaż, którym pierwsze skrzypce grała odmiana niellucciu (blisko spokrewniona z sangiovese) przy istotnym wsparciu odmiany grenache, wydał mi się konkretny, smaczny, pobudzający apetyt, od razu pomyślałem o wołowym steku w jego towarzystwie. Taki też był plan na wieczór - w steki byłem zaopatrzony, potrzebowałem wina.


Niestety, Torraccia wydała mi się lekko korkowa, spróbowałem, ale przyjemności w piciu tej konkretnej butelki nie miałem. Postanowiłem ją odstawić, a w zamian otworzyć coś innego. I tak w moją dłoń wpadła butelka od Płochockich, wino za chwilę trafiło do kieliszka i… znów niespodzianka. Wino na szczęście korkowe nie było, wyglądało dobrze, smakowało nieźle, ale przeszkadzało mi takie delikatne musowanie wina na języku, miałem wrażenie, że jeszcze „pracuje”. To wino także odstawiłem - stek i ja nie mieliśmy szczęścia tego wieczoru.


Po kilkunastu godzinach wróciłem do obu win. Korkowa wada Domaine de Torraccia Rouge była mniej odczuwalna, postanowiłem dać winu szansę, nawet żona zainteresowała się zawartością kieliszka, choć i ona pokręciła nosem. Nie tyle przeszkadzał jej korek, co inne aromaty, które być może miały związek z certyfikatem „Bio”. W każdym razie udało nam się wypić to wino, a po nim przyszedł czas na Sudomira. Po musowaniu nie było ani śladu, wino uspokoiło się, w kieliszku prezentowało się naprawdę nieźle, było ciemne, intensywne z fioletowymi refleksami, ale nie kolory smakowaliśmy, tylko płyn. A tutaj maliny, jagody, jeżyny - innymi słowy - owoce leśne, w sporej ilości. Kwasowość i taniny na poziomie dającym sporą satysfakcję z picia. Zapytałem żonę o zdanie, a ona nie wdając się w szczegóły odpowiedziała szybko, że wino jest na pewno lepsze niż poprzednie.

Miałem podobne zdanie, ale też odpowiedź na pytanie czy wino warte było tych niemal 60 zł. W moim przekonaniu tak, jak będziecie mieli okazję spróbować to wino, dajcie znać, jakie mieliście odczucia. Chętnie je poznam. Ja w każdym razie szukam w portfelu kasy na Domaine de Torraccia, do pięciu dych dołożę kolejne dwie i jeszcze raz sprawdzę, czy wrażenia jakie odniosłem podczas degustacji w Winkolekcji były zasługą samego wina, czy towarzystwa, w którym miałem okazję je próbować.

No bo wiecie, wino pite w towarzystwie zawsze smakuje lepiej 😃

sobota, 9 lipca 2016

Aresti, Chile.

Każdy, kto uważnie śledzi losy mojego bloga na pewno zdążył się zorientować, że kibicuję winom i winiarzom z Chile. Spróbowałem wielu win chilijskich i choć niewiele z nich zachwyciło mnie, to jednak czuję podskórnie, że w kraju tym tkwi spory potencjał. Wydaje się, że minęły już lata, kiedy obsadzano ogromne powierzchnie ziemi wszelkimi dostępnymi odmianami winorośli, niezależnie od tego, w którym rejonie Chile leżały winnice. Dziś sporą uwagę przykłada się do geograficznych i klimatycznych uwarunkowań, karczuje się odmiany, które na danym terenie nie gwarantują sukcesów jakościowych, a zamiast nich nasadza się te, które mają szansę na powodzenie, gwarantując wysoką jakość i oryginalny smak.

13 czerwca, w Warszawie, w siedzibie Winkolekcji przy ul. Olkuskiej, gościł Jon Usabiaga - główny winemaker z winnicy Aresti, który podczas kameralnego spotkania  opowiedział zebranym o jej historii, o aktualnych wydarzeniach, tegorocznych zbiorach i planach na przyszłość.


Spotkanie takie nie mogło oczywiście obejść się bez win. Część z nich już od dawna jest w ofercie Winkolekcji, niektórych jeszcze nie ma, a niektórych być może wcale nie będzie, ze względu na przyzwyczajenia klientów i ich niechęć do kupowania produktów niepasujących do utartego wzorca. Z punktu widzenia importera sprowadzanie win, których nie można sprzedać jest po prostu ekonomicznie nieuzasadnione.

Jon Usabiaga z należytą atencją odnosi się do swoich win.
Tereny pod winnice znajdują są w okolicy miasta Molina usytuowanego w Dolinie Curico, ok. 200 km na południe od stolicy Chile - Santiago.

ⓒ Aresti, Chile
W tej chwili winnice zajmują 350 hektarów powierzchni, ale potencjał jest dużo większy, ziemie znajdujące się w posiadaniu ACW (Aresti Chile Wines) to łącznie 1150 hektarów położonych w czterech siedliskach: Bellavista, La Reserva, Peñaflor i Micaela.

Doskonały przykład na to jak ten sam szczep (a nawet konkretny klon) może
dawać różnie wina w zależności od miejsca nasadzeń i panującego tam klimatu.
Cieplejsza dolina Curico sprawia, że sauvignon blanc z tamtego rejonu jest wyraźnie
inne od tego, pochodzącego z chłodniejszej doliny Leyda. To drugie bardzo przypomina
SB z Nowej Zelandii, o pomyłkę nietrudno, o komercyjny sukces zaś bardzo łatwo.
To z Curico, jest bardziej europejskie, mniej zielone (agrest, pokrzywa, liść porzeczki),
a bardziej żółte (owoce egzotyczne, cytrusy, skórka pomarańczy). Raczej nie trafi
do regularnej sprzedaży.

Gewurztraminer z Chile smakuje mi zdecydowanie bardziej, niż jego europejskie
interpretacje. Mniej tu duszących nut kwiatowych, więcej rześkości, co sprawia, że
niskokwasowy gewurz nie męczy tak bardzo, jak wina z Alzacji. Podobne wrażenie
odniosłem pijąc gewurztraminera od chilijskiego producenta Cono Sur.

Bardzo podobało mi się również syrah z doliny Maipo. Wędzone mięso, pieprzna
pikantność i niezła równowaga biorąc po uwagę sporą ilość dojrzałego owocu. Od razu zgłodniałem. To wino wręcz domaga się kawałka grillowanego mięsa. 

Kolejne dwa wina to dowód, że Jon Usabiega lubi pokombinować przy winach.
Oprócz win jednoodmianowych, spod jego ręki wychodzą też wspaniałe kupaże
o zaskakujących składach. Family Collection 2012 to udana mieszanka  cabernet sauvignon, merlot, syrah, petit syrah i petit verdot. Wino eleganckie, mało krzykliwe, stonowane i przede
wszystkim nie męczy przegrzanym owocem, co nie jest rzadkością w przypadku win
chilijskich. Trochę przeszkadza wysoki alkohol, ale mocniejsze schłodzenie powinno zdecydowanie podnieść walory smakowe.

Równie dobre wrażenia miałem pijąc 380 Codigo de Familia 2011. 380 to numer rodzinnego domu, a wino powstało w celu uczczenia 65. rocznicy założenia winnicy. W składzie tego wina znajdziemy takie odmiany jak cabernet sauvignon, cabernet franc i malbec. Wino ma raczej ziemisty charakter, mniej epatuje owocem, kwasowość na dość wysokim poziomie sprawia, że znów rośnie apetyt na jedzenie.
Sławomir Chrzczonowicz zna wina Jona doskonale, co nie przeszkadza mu
w uważnym słuchaniu wykładu o metodach ich produkcji.


Chilijskie wina potrafią wzbudzić uczucia nostalgii...

... zmuszają do skupienia ...

... ale przede wszystkim dają radość.






Wina degustowałem dzięki uprzejmości importera. Bardzo dziękuję za spotkanie. Sławomir Chrzczonowicz kolejny raz pokazał, że lubi blogerów i komunikatorów winnych, mimo że nie potrzebuje ich do prowadzenia swoich interesów :)

Za to należą mu się szczególnie podziękowania, co niniejszym czynię.




wtorek, 14 czerwca 2016

Hiszpania i Portugalia w Biedronce.

Od kilku już dni w Biedronce możecie znaleźć wina z nowej akcji promocyjnej, tym razem poświęconej Półwyspowi Iberyjskiemu - to takie miejsce, gdzie Europa całuje się z Oceanem Atlantyckim i moczy stopy w Morzu Śródziemnym*. Oferta jest dość obszerna, w wielu punktach znana, stała i niewymagająca głębszych korekt, uzupełniona kilkoma nowymi winami, by osłabić nieco argument serwowania odgrzewanych kotletów. Dla jasności przekazu dodam, że lubię odgrzewane kotlety.

Przesyłki z winami trafiły do winnych komunikatorów, także i do mnie, opisy win, raczej krótsze niż dłuższe, będziecie mogli znaleźć na profilu facebookowym bloga, dziś chciałbym wspomnieć tylko o dwóch winach.


Po pierwsze cieszę się z musującej Cavy. Wielokrotnie, choć raczej już dość dawno temu pisałem o „musiakach”, że ich nie rozumiem. Dziś może rozumiem niewiele więcej, ale wiem, że lubię, zwłaszcza te z mniejszą ilością cukru resztkowego. Bardzo się cieszę, że Biedronka wprowadza takie wino za cenę poniżej 20 zł, choć informuję, że na rynku są też tańsze propozycje - nie wiem czy lepsze - w ramach zrobienia małego porównania dokupiłem dwie butelki w innej sieci, za 15 i 17 zł. Bardzo jestem ciekaw jak wypadną w zestawieniu, to akurat porównanie powinno znaleźć się na blogu.


Drugim winem, o którym chciałem wspomnieć jest Papa Figos od producenta Casa Ferreirinha.


To wino kupiłem sobie sam, nie tyle skuszony przywieszką z punktami przyznanymi przez Wine Spectator, ale wcześniejszą lekturą tego pisma. Po pierwsze wino zostało umieszczone w kategorii SMART BUY, którą winomaniacy uwielbiają, no bo kto nie lubi pić dobrych win za rozsądną cenę - to wręcz cel naszych poszukiwań.

(c) Wine Spectator

A jeśli jesteśmy przy cenie, to właśnie ona przykuła moją uwagę. W Biedronce to wino kosztuje 29,99 zł, rynek zaś amerykański wycenił je na 17$, czyli lekko licząc dwa razy więcej. Jeśli zatem macie trzy dychy, będziecie mogli przekonać się osobiście, czy wasz gust jest podobny redaktora Bońkowskiego (serdecznie pozdrawiam!), czy macie może odmienne odczucia. Komentarze mile widziane :)

*komunikat dla Gimbazy

piątek, 10 czerwca 2016

Flavours of Portugal.

Byłem święcie przekonany, że organizowane przez Polsko-Portugalską Izbę Gospodarczą wydarzenie o nazwie „Flavours of Portugal” odbywa się po raz trzeci, może czwarty. Trochę się więc zdziwiłem, że to już VII edycja imprezy promującej portugalską kulturę, tradycje i produkty. Przez tydzień (od 30 maja do 4 czerwca) uczestnicy tego wydarzenia mieli możliwość poznania poszczególnych regionów Portugalii - każdego dnia innego - spróbowania win i przekąsek, a także wysłuchania koncertów muzycznych.


Dla blogera winnego najważniejsze jest oczywiście wino i z wieloma butelkami portugalskich win można się było w tym czasie zetknąć. 3 i 4 czerwca odbyły się degustacje stolikowe, czyli przy swoich stołach producenci czy importerzy mogli zaprezentować wina dostępne już w Polsce, oraz te, które próbują znaleźć swoją niszę na naszym rynku.


Przyznaję, że formuła takich spotkań nie bardzo pasuje do mojej natury i wolę raczej degustacje przekrojowe prowadzone przez ekspertów, niemniej jednak pojawiłem się na chwilę, by jak inżynier Mamoń z „Rejsu” Marka Piwowskiego powiedzieć „ja jestem umysł ścisły, mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem.” Trafiłem do stoiska Atlantiki - importera obecnego na rynku od wielu już - by po raz kolejny wysłuchać melodii wydawanych przez ich wina gładko lądujące w kieliszkach.


Słowa do melodii dobierała Ewa Rybak i to w taki sposób, że przeszło mi nawet przez myśl, czy to aby nie ona jest największym klejnotem w koronie Atlantiki. Jeśli jednak mam skupić się na winach to na pewno warto spróbować świeżych vinho verde. Co może być lepsze na przybierające na sile upały od pokaźnej lampki dobrze schłodzonego verde?


Warto zapoznać się z biologicznym winem Luisa Pato zrobionym z odmiany baga, które w tym wydaniu mogłaby zmylić niejednego uczestnika  Zlotu Blogerów Winnych i w degustacji w ciemno wywieść na manowce, kierując ich uwagę na Burgundię.


No i na bank warto sprobować białych i czerwonych win Esporão, które skradły moje serce i oddały w niepowołane ręce. No, ale o tym może innym razem.

Dziękuję za zaproszenie Polsko-Portugalskiej Izbie Gospodarczej i agencji reklamowej Art-Media.

wtorek, 7 czerwca 2016

Winne Wtorki #125.

Wybór tematu dzisiejszego Winnego Wtorku należał do mnie i postanowiłem postawić na wina białe z Bordeaux. Nie wiem, czy temat chwyci i jaka będzie frekwencja, ale ponieważ decyzja była moja to przynajmniej ja powinienem coś na ten temat skrobnąć :).

Białe wina w Bordeaux to przede wszystkim te oparte na odmianie sémillon, z której produkuje się znane wina słodkie - Sauternes i Barsac. W przypadku win wytrawnych króluje jednak odmiana sauvignon blanc - moja ulubiona - i po cichu liczyłem na mały przegląd bordoskich SB, ponieważ do tej pory najczęściej piłem sauvignon blanc z Nowej Zelandii lub innych krajów należących do winnego Nowego Świata.


Do dzisiejszej próby wybrałem wino Kressmann Monopole Blanc z 2014 roku - wino, które znajduje się w ofercie „Standard Plus" Faktorii Win. Jest to wino jednoodmianowe, w butelce otrzymujemy 100% sauvignon blanc. Prawdę mówiąc szukałem w tym winie pewnej odmienności w stosunku do win z Nowej Zelandii, ale wrażenia z degustacji były jednak bardzo zbliżone. Jest tu sporo czarnej porzeczki w pokrzywach - tak odbieram to wino pod względem aromatu, jest żywa kwasowość, jest też trochę egzotycznych owoców. Wino może jest pozbawione jakichś wyraźnych, indywidualnych rysów, ale otrzymujemy porządny produkt, który jest przy okazji nieźle wyceniony - 35 zł za butelkę takiego wina wydaje się być kwotą całkiem dobrze wydaną.

-------------------------------------------------------------
Kressmann Monopole Blanc 2014
Francja, Bordeaux AOC
odmiana: 100% sauvignon blanc
alk.: 12,0%
importer: Faktoria Win (Eurocash)
cena: 34,99 zł
-------------------------------------------------------------
Winne Wtorki na podniebieniach innych blogerów:
-------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------

Wino do degustacji otrzymałem z Faktorii Win. Dziękuję!

wtorek, 17 maja 2016

Winne Wtorki #124.

Jak dziś pamiętam propozycję Kuby Jurkiewicza, by wziąć udział w projekcie nazwanym Winne Wtorki, a dziś już przypada 124. edycja Wtorku. Szmat czasu. Parę osób przestało pisać, kilka osób ze starego składu pisze nieregularnie (mówię o sobie), ale jest też trochę świeżej krwi i to właśnie ona w postaci Kasi Józefiak, autorki bloga Korek od wina, zaproponowała temat, który, można by rzec, jest "na czasie". Jest na czasie bo trwa Riesling Week (w zasadzie dwa tygodnie) - impreza promująca wina niemieckie ze szczepu riesling. Jesteście bystrzy, więc nie będę Wam tłumaczył o co chodzi w tej imprezie. W razie czego wujek Google Wam podpowie.

W każdym razie zaopatrzyłem się w butelkę porządnego niemieckiego rieslinga, otworzyłem ją i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken to świetne wino.


Nie piję go raz pierwszy i nie piję go po raz ostatni. Miłość do grobowej deski odnosi się do wina, nie do kobiet. Kocham to wino miłością czystą i bezwarunkową, ale o jego smaku wiele Wam nie powiem. Dżentelmeni o smaku ust swych kochanek nie rozmawiają z nikim. Chcecie wiedzieć to umówcie się na randkę, może coś z tego wyjdzie :) Wystarczy, że Wam powiem, że potem nie będzie już tak samo.

Jeśli chodzi o producenta, to wspomniany przeze mnie wyżej Kuba miał okazję odwiedzić producenta. Polecam jego relację, ja nie napiszę nic więcej.

Wino Schloss Vollrads Qualitätswein Trocken jest dostępne w sieci Winestory - stacjonarnie i za pomocą internetu. Cenę znajdziecie na ich stronie internetowej.

---------------------------------------------------------------------
Winne Wtorki #124 na podniebieniach innych blogerów:
---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

Delheim Wines w Winkolekcji.

Miałem ostatnio okazję gościć kilka razy w Winkolekcji przy ul. Olkuskiej w Warszawie na tematycznych spotkaniach prowadzonych przez Sławomira Chrzczonowicza. Za pierwszym razem była mowa o winach, których nie chcą kupować konsumenci.


Po raz drugi spotkaliśmy się by poznać (to znaczy ja je poznać, a Sławek o nich opowiedzieć) wina zrobione z odmiany sangiovese, więc poruszaliśmy się po Chianti i okolicach.

Na ostatnim zaś spotkaniu zaś, Sławek usunął się nieco w cień, a jego miejsce zajął Reg Holder - główny winemaker z Winnicy Delheim, znajdującej się w południowoafrykańskim regionie Stellenbosch.


Reg Holder mówi i gestykuluje ...
... Sławomir Chrzczonowicz słucha. 

Reg opowiadał o winnicy, o jej początkach i rozwoju, jej położeniu geograficznym i konkretnych parcelach należących do Delheim Wines, a przede wszystkim o produkowanych tam winach.

Większość z degustowanych win jest dostępna w Winkolekcji, poza dwoma, które Reg przywiózł specjalnie na to spotkanie. O nich nieco później, na początku powiem kilka słów o winach, które można kupić od ręki.


Jedynym winem białym było Delheim Chenin Blanc 2014 - czyste, aromatyczne, świeże, w dodatku bardzo smaczne z delikatnie zaznaczoną goryczką w końcówce.

Potem spróbowaliśmy Delheim Cabernet Sauvignon/Shiraz 2013. W nosie o palmę pierwszeństwa walczył szorstki cabernet, ale aksamitny shiraz nie pozwalał się zdominować. Taniny były dość krzepkie, ale wino było raczej gładkie i jedwabiste. W kupażu znalazła się także odrobina petit verdot i merlot.

Delheim Shiraz 2012 zajeżdżał mi delikatnie stajenką, ale jedwabistość robiła swoją robotę i maskowała drobne niedostatki. Brakowało tu trochę pazura, ale fajny wiśniowo-czereśniowy owoc i gładkość na podniebieniu przekonały do siebie wielu zgromadzonych.

Ciekaw byłem wina Delheim Merlot 2013. Dla niewprawnego, jak mój, nosa o pomyłkę z cabernetem wcale nietrudno. Nieraz mi się to zdarzało, ale tym razem dałem radę. Dość miękkie i owocowe na podniebieniu potrafi oczarować. Mnie zdobyło dość łatwo, nawet nie broniłem się zanadto, urzekła mnie jego pieprzność i elegancka, nieprzesadzona nutka słodyczy.

Zachwyty i dylematy.
Kolejnymi winami były te oparte na odmianie pinotage i w tym wypadku w kieliszkach mieliśmy nalane dwa wina, by móc je na bieżąco porównywać. Delheim Pinotage 2013 miało bardzo ładny nos jak na wino z tego szczepu, epatowało owocem i nie zniechęcało chemiczną, czy nawet asfaltową nutą obecną w wielu tanich, supermarketowych produktach z RPA. Intensywniejszym w doznaniach winem było jednak Delheim Pinotage Vera Cruz Estate 2013 z czekoladowym i lekko likierowym nosem. W ustach pełne, gładkie z wypolerowaną taniną i intensywnym owocem.Wszystko tu wydaje się dobrze zbalansowane i jedyną rzeczą, która może przeszkadzać, jest cena. Jest ona prawie czterokrotnie wyższa niż w przypadku podstawowego pinotage, ale wcale nie jest czterokrotnie lepsza. Wręcz przeciwnie, wolałbym kupić raczej 3-4 butelki podstawowego pinotage, niż jedną Vera Cruz. Nie będziecie mieli jednak takiego dylematu, gdyż to ostatnie wino nie jest sprowadzane do Polski.

Ostatnim winem było Delheim Grand Reserve 2013 - cabernet sauvignon w czystej postaci. W tym roczniku był to cabernet 100%-owy, ale nie jest to regułą, w poprzednich latach zdarzały się niewielkie domieszki innych odmian. Tu jednak wyszło wino naprawdę wysokiej klasy i cena 129 zł za butelkę nie jest wcale taka wygórowana. Tego wina też jeszcze nie ma, musicie chwilę na nie poczekać, transport dopiero w drodze :)

Jeśli zaś idzie o wydawanie własnych pieniędzy to przy kasie zagłosowałem na trzy wina - Delheim Chenin Blanc 2014 (42 zł), Delheim Merlot 2013 (74 zł) i Delheim Pinotage 2013 (42 zł). Dobra inwestycja!

Wynik głosowania portfelem.

Wina degustowałem na zaproszenie Winkolekcji. Dziękuję!

środa, 11 maja 2016

Faktoria Win w wersji Premium.

Niewiele na tym blogu (jeśli w ogóle) pisałem o Faktorii Win, choć z butelkami z ich oferty spotkałem się już nieraz. Najczęściej na wyjazdach poza Warszawę. Na prowincji, w niewielkich miejscowościach trudno o ciekawe wina, w wielu miejscach nie można nawet liczyć na, zdawałoby się wszechobecne, sklepy Biedronki i Lidla. Ale właśnie w takich miejscach, w już istniejących sklepach i sklepikach, regały ze swoimi butelkami wstawia Faktoria Win. Jakież było moje zdziwienie, gdy w "spożywczaku" w małej miejscowości na ścianie wschodniej mogłem kupić polskie wino od Płochockich czy wina musujące, które nie nazywają się "Dorato". Nawet miłośnicy Barolo byliby zaskoczeni :)

Bardzo podobają mi się również ich katalogi z winami. Są bardzo porządnie i estetycznie zaprojektowane, a poza tym zawsze dostępne (także te archiwalne), o ile macie dostęp do internetu. Interesujące artykuły, opisy win z aktualnej oferty, czy przepisy na potrawy, do których te wina można serwować. Dość duży format i sztywny papier sprawiają, że Magazyn Faktorii Win dobrze leży w dłoni i jest bardzo wygodny w czytaniu.

W lutym tego roku dostałem propozycję przetestowania win premium z nieco innej oferty Faktorii - nie przeczytacie o tych winach w Magazynie, lecz specjalnym katalogu win Standard Plus, dostępnym tylko w niektórych lokalizacjach. 


Minęło trochę czasu, zdążyłem zapomnieć o tej ofercie, aż tu nagle - 2 maja - pojawił się niezapowiedziany kurier i wręczył mi przesyłkę z 12-oma winami. Wśród nich jedno różowe, 6 białych i 5 czerwonych. Robi się coraz cieplej, słonce śmielej przygrzewa, taka reprezentacja wydaje się być bliską ideału.

Jedno wino różowe, choć niby zielone :)
Późna wiosna, czy wczesne lato - biel dobrze się sprawdza w tym czasie.
A wieczorem można pochylić się na kieliszkiem czerwonego wina.

W najbliższych dniach będę się przyglądał bliżej tej ofercie, na patrzeniu oczywiście się nie skończy, natomiast postępy w badaniu poszczególnych butelek będziecie mogli śledzić na profilu bloga na Facebooku, do czego szczególnie zachęcam.

Wasze zdrowie!

Whisky&Friends.

Nie wiem, czy pamiętacie, ale wspominałem kiedyś na blogu, że moja fascynacja winem zaczęła się tak naprawdę od whisky. Piję jej teraz bardzo mało, ale zawsze z wielką przyjemnością i należytą atencją.

Wkrótce w Warszawie odbędzie się impreza o nazwie "Whisky&Friends", w której nie będę, niestety, uczestniczyć, ale o której warto wspomnieć i polecić miłośnikom "wody życia".


Więcej informacji na temat imprezy znajdziecie na stronie organizatora www.whiskyandfriends.pl

Ja wznoszę toast za Wasze zdrowie whisky japońską :)




piątek, 22 kwietnia 2016

Casas Patronales Carménère 2012 Reserva Privada.

Byłem kilka lat temu na urodzinowej imprezce w knajpce, w której serwowano wina Casas Patronales. Barman wlał coś białego do kieliszka, nawet mi smakowało, a ponieważ miałem wtedy roczne, a może nawet dwuletnie „doświadczenie" w piciu wina, postanowiłem trochę popisać się wiedzą. Mówię do brata, że niezłe wino, że znam ten smak doskonale i że jest tak charakterystyczne, że musi to być sauvignon blanc. Brat pokiwał głową, barman przyniósł butelkę, na etykiecie widniał napis chardonnay. Dotarło do mnie wtedy, że nie ma co kozaczyć, że w tak krótkim czasie nie można nauczyć się i zrozumieć wina,  i jak prawdziwe są słowa pewnego francuskiego winiarza, który pod koniec swego życia stwierdził, że chyba właśnie załapał o co chodzi z tym winem. Jest w tym oczywiście trochę przesady i udawanej skromności, ale nauka dla mnie jest taka, że nie ma co się wyrywać przed szereg, a już na pewno należy wystrzegać się pouczania innych.

Kiedy dotarła do mnie przesyłka z winem Carménère 2012 Reserva Privada wiedziałem, że czeka mnie pewne wyzwanie. Po pierwsze nie przepadam (a przynajmniej nie przepadałem w momencie, kiedy piszę te słowa) za carménère. Nie podoba mi się w nim taka dość charakterystyczna słodycz. Po drugie wyłożyłem się już na Casas Patronales więc ryzyko pomylenia carménère z innym szczepem jest dość wysokie. A po trzecie im bardziej chwaliłem winiarstwo chilijskie, tym częściej trafiałem na butelki po prostu słabe.


Kiedy odkorkowałem wino buchnęło z butelki alkoholem, rzuciłem okiem na etykietę (a właściwie kontr etykietę) i wypatrzyłem na niej sekwencję znaków, która w całości wyglądała tak:

14,5%



Niewąsko, ale po wlaniu wina do kieliszka (i późniejszym powtarzaniu tej czynności) odczucie to już się nie pojawiło. Czy była słodycz na podniebieniu? Była, ale tylko za pierwszym razem, kiedy przepłukałem usta winem. Z czym kojarzy mi się to wino? Jasne, że z carménère  to przecież takie łatwe. Na dodatek kojarzy mi się z merlot i cabernet sauvignon, a to już zabawne nie jest…

W każdym razie wino jest ciągle mega świeże, owocowe z wyraźną dominantą czarnej porzeczki. Kwasowość nie pozwala winu na przedwczesną śmierć, nie powiem, że jest nieśmiertelne, ale kilka lat w odpowiednich warunkach z pewnością wytrzyma. Beczka? Owszem, francuska i przez dwanaście miesięcy. Zupełnie (mi) nie przeszkadza, choć osoby z alergią na beczkę mogą mieć odmienne zdanie.

Szczerze mówiąc jestem zaskoczony tym winem, całe szczęście, że miło. Nie przygotowałem do tego wina specjalnej potrawy, ale prosty obiad w postaci pieczonego w ziołach indyka i zwykłych frytek bardzo do tego wina pasował i wydaje mi się ono pewniakiem do prostych, szybkich obiadów.

Jestem na TAK!

-----------------------------------------------------
Casas Patronales
Reserva Privada Carménère 2012
Chile, Maule Valley
odmiana: 100% carménère
alk.: 14,5%
importer: M&P
-----------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od M&P Alkohole i Wina Świata. Dziękuję!

środa, 20 kwietnia 2016

Ostatnia miłość.

W dzisiejszym wpisie niespecjalnie mam ochotę pisać o winie, zresztą chyba nie za bardzo jest o czym. Co prawda butelkę opróżniłem dość szybko i nie cierpiałem katuszy, ale też niespecjalnie zapadło mi ono w pamięci. Przed wypiciem zrobiłem dokumentację fotograficzną, więc wiem co to było za wino i skąd pochodziło, rzućcie okiem na etykietę. Obecnie za sprawą biedronkowej promocji jest ono dostępne w całym kraju za niecałe 15 zł.


Wspominam o tym winie tylko dlatego, że w jego towarzystwie oglądałem całkiem niezły film - "Ostatnia miłość pana Morgana" w reżyserii Sandry Nettelbeck. Jest to historia znajomości emerytowanego profesora filozofii i młodej nauczycielki tańca, między którymi zawiązuje się ciekawa, intrygująca relacja.

Nie będę wam jednak zdradzał szczegółów tej znajomości, a już na pewno zakończenia filmu, ale zachęcam do jego obejrzenia. Michael Caine jako pan Morgan jest jak zawsze świetny, Clémence Poésy jako nauczycielka Pauline przeurocza, a Gillian Anderson (tak, tak, ta "Z Archiwum X") jako cyniczna córka Morgana zaskakująco różni się od postaci agentki Scully.

A wino? Rola zdecydowanie trzecioplanowa, ale bez niej wieczór mogłoby już tak fajny nie być.
 

źródło: filmweb.pl

Wino otrzymałem od Jeronimo Martins Polska - właściciela sieci Biedronka. Dziękuję!

środa, 30 marca 2016

Pascual Toso Malbec 2014


Święta, święta i po świętach. Może się zanadto nie wczytywałem w to, co koledzy polecają do „jajeczka”, ale mam wrażenie, że w tym roku temat nie był specjalnie eksploatowany. Nie bójcie się! Ja też nie będę tego robił. Po pierwsze dlatego, że jest już po, a po drugie sam popijałem wina nie do potraw, a solo, więc temat parowania wina z jedzeniem leżał daleko poza kręgiem moich zainteresowań. W każdym razie cieszę się, że kulinarny aspekt świąt mam już za sobą i mogę spokojnie wrócić do mojego ukochanego mariażu, czyli kawałka średnio wysmażonego steka z kieliszkiem czerwonego wina.


O steka musiałem zatroszczyć się sam, za to wino dostarczył kurier, a był to malbec z portfolio M&P Alkohole i Wina Świata. Pascual Toso to producent, którego miałem okazję poznać podczas panelu degustacyjnego Magazynu Wino. Próbowaliśmy wówczas nie tylko podstawowego wina, które towarzyszyło mi dzisiejszego wieczora (inny rocznik rzecz jasna), ale też różne wersje reserva. Mi do gustu przypadło bardziej właśnie to prostsze wino, mniej przykryte beczką, a bardziej eksponujące świeży owoc. Malbec z rocznika 2014 jest również świeży i bardzo owocowy, z mocnymi akcentami  śliwki, czarnej i czerwonej porzeczki, przełamanymi odrobiną gorzkiej czekolady.


Wino świetne, choć miałem z nim jeden problem. Nie do końca potrafiłem rozstrzygnąć, czy bardziej smakuje mi solo, czy może jednak ze stekiem.

Ale takich dylematów życzę Wam wszystkim. Ja sobie z nim jakoś poradzę.

------------------------------------------------

Wino otrzymałem do degustacji od M&P Alkohole i Wina Świata. Dziękuję!